Aneta: Matka Najświętsza pomogła finansowo

Witam wszystkich serdecznie. Wiem, że moje świadectwo nie będzie nawet w połowie tak urzekające jak wielu z was. Piszecie o wspaniałych cudach, których doświadczyliście za wstawiennictwem Matki Najświętszej. Ja prosiłam Maryję o pomoc… finansową. Tak, taka zupełnie przyziemna prośba, miała jednak podłoże głębsze. Mój mąż od długiego czasu zmaga się z utrapieniami związanymi z pracą i pieniędzmi. Kiedy byliśmy tylko we dwoje, sprawa wyglądała inaczej: dwie pensje – regularnie 10go i to całkiem niezłe. Gdy na świecie pojawił się nasz synek, oprócz zasiłku macierzyńskiego z mojej strony, wszystko spoczęło na ramionach męża. Gdy nasz synek miał 3 miesiące postanowiliśmy z mężem założyć własną działalność, do tego oczywiście pracował. Szybko okazało się, że pracy miał na tyle w swojej firmie, że z etatowej zrezygnował. Jeśli ktoś jest swoim własnym szefem, to wie, że początki bywają różne, u nas jakoś się to kręciło, ale ciągle motaliśmy się mocno w tym finansowym labiryncie (zaliczki od klientów nie wystarczały na materiały, musieliśmy zakładać pieniądze, których nie mieliśmy itd.). W domu zrobiło się naprawdę nerwowo.
Nowenna Pompejańska „chodziła za mną” od dłuższego czasu. Nie pamiętam kiedy po raz pierwszy się z nią spotkałam, wiem, że później pod koniec ciąży, modląc się w szpitalnej kaplicy, znalazłam ulotkę z nowenną. Przeczytałam, bo chciałam się modlić o pomyślne rozwiązanie i zdrowie dla dziecka, ale zaraz zapaliła się lampka: „Co? 54 dni? Tyle czasu nie mam, muszę urodzić w ciągu tygodnia”. Ale ulotkę schowałam do plecaka. Moje dziecko ma 14 miesięcy i tym razem nie mogłam już Maryi odmawiać kiedy znowu trafiłam na tę modlitwę. Sięgnęłam po różaniec i wspaniałą nowennę. Jest czymś niesamowitym i cudownym jak wiele łask otrzymałam w moim małżeństwie w czasie jej odmawiania, a także więcej pokory, spokoju. I co najważniejsze odmówiłam ją całą. A chcę powiedzieć, że nigdy wcześniej nie udało mi się zrobienie czegoś w całości co wymagałoby więcej niż pięciu dni ciągiem.
I z każdym kolejnym było tylko lepiej. Kiedy zaczynałam nowennę mieliśmy w zasadzie długi, zero perspektyw na opłacenie stałych opłat i niewiele pracy. W tej chwili pierwszy raz od mojej ciąży, mogliśmy przelać pewną sumę na konto oszczędnościowe, a także zainwestować w akcje. Mąż zajmuję się meblami na wymiar i pracy ma na ponad miesiąc do przodu, przed rozpoczęciem nowenny czekaliśmy tylko nerwowo aż zadzwoni telefon z zamówieniem. W tej chwili mamy sporo luzu psychicznego, a najważniejsze, że między nami układa się lepiej. Na pewno nie będzie to moja ostatnia nowenna w życiu. Maryja już podpowiada mi w jakich intencjach mogę odmówić następne.
Dziękuję Panu za taki ogrom łask, jaki dostarcza nam przez ręce Matki Bożej, za dobroć Maryi, jej serce i troskę. W czerwcu zaczęłam dodatkowo odprawiać nabożeństwo pierwszych sobót, bo chcę w każdy możliwy sposób Maryję czcić i Jej dziękować. Zachęcam absolutnie KAŻDEGO, bo jak widać Bóg działa nie tylko w sprawach wielkich, ale i naszych codziennych. Nie bójcie się prosić Maryi o wszelkie łaski, Ona was nie zostawi, gdy Jej wezwiecie.

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

6 myśli na temat „Aneta: Matka Najświętsza pomogła finansowo

  1. Wspaniale swiadectwo MB kocha wszystkie swoje dzieci i zrobi dla nas wszystko tylko trzeba jej zaufac i pozwolic kierowac swoim zyciem .Zycze wszystkiego dobrego i wytrwalosci w modlitwie .Pozdrawiam.

  2. Wspaniałe świadectwo . Też odmawiałam tę piękną i wspaniałą modlitwę jaką jest Różaniec i ,nadal odmawiam . To prawda że Maryja nie opuszcza nikogo i zawsze spieszy z pomocą. NIECH BĘDZIE CHWAŁA I JEJ CZEŚĆ.

  3. Juz trzeci raz odmawiam nowenne pompejanska i sama doswiadczylam opieki Maryji.Poczatki sa trudne ale z kazdym dniem jest latwiej i czuje sie bliskosc naszej ukochanej Matki

  4. Jakie to przykre, ile człowiek pomimo tej „przeogromnej” miłości jaką nas Bóg darzy musi poświęcić, aby jakoś odmienić swój los. Świadomość tego, że Bóg może coś zrobić, a pozostaje bierny do momentu, aż człowiek zacznie odmawiać tego typu modlitwy w intencjach często trywialnych, żeby mu tak samo podstawowych i należnych łask udzielić, które powinny być nam przecież nadane ze względu na to jak jesteśmy cenni w jego oczach i w myśl zasady że Boga rzeczywiście interesuje nasze cierpienie i przeszkadza mu taki stan rzeczy. Jak widać pomimo tej świadomości o miłości Boga do człowieka jakoś nic za darmo dostać nie możemy (mam tu na myśli coś „nadprogramowego”, nie tylko dary/przywileje które dane ma większość – no bo jak tu się czuć wyjątkowym, prawda?), trochę to się jednak z tym kłóci. Pomyślcie też czasem o sobie, to naprawdę nie szkodzi aż tak bardzo, a jednak otwiera oczy na pewne niejasności z jakimi musimy się mierzyć w otaczającej nas rzeczywistości? Czy któraś z was, drogie matki, gdy widzi cierpienie swojego często jedynego dziecka, pozostaje bierna lub też czeka na akt jego woli aby pospieszyć mu z pomocą, czy może natychmiast robi wszystko, aby mu pomóc? Zgaduje, że zdecydowana większość z reguły nie może znieść takiego widoku i od razu pospieszyła by mu z pomocą, no to co w sytuacji kiedy nasza „druga” matka której miłość jest nieporównywalnie większa, czeka, przygląda się temu spokojnie i nie reaguje, lub też pomaga w sposób nieadekwatny do sytuacji…

  5. Ta ‚Druga Matka” a ja powiedzialabym „Pierwsza” POMAGA ale na pierwszym miejscu dojsc do NIEBA !!!!!!!!! Wiec jesli ktos chce otrzymac ziemskie laski, niech najpierw uporzadkuje swoje zycie duchowe.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!