Wdzięczna: nieczystość, miłość

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Najświętsza Maryja Panna.
Chciałabym przedstawić swoją drogę nawracania jaką przebywam, która nie zawsze jest łatwa, ale wierzę, że konieczna i jedyna, jaką warto podążać oraz opisać walkę z grzechem nieczystości.
W swojej opowieści pragnę cofnąć się do czasu sprzed kilkunastu lat, może nawet wcześniej kiedy popadłam w grzech nieczystości, był on obecny w moim życiu jeszcze gdy byłam dzieckiem. Chociaż wydawać by się mogło w niegroźnej formie masturbacji. Jednak wtedy już zaczął czynić w mojej delikatnej wówczas dziecięcej psychice, emocjach i duszy spustoszenie, otwierał mnie na coś niewłaściwego, pomału lecz skutecznie traciłam całą swą dziecięcą niewinność, w pewnym sensie traciłam na niego wrażliwość . Towarzyszył mi przez wiele lat. Dodatkowo nie miałam zbyt dobrego kontaktu z ojcem, być może to też się w jakiś sposób przyczyniło do tego, że jako nastolatka a potem osoba dorosła bardzo pragnęłam miłości i akceptacji. Potem już jako młoda kobieta chciałam się podobać, to naturalne, że tak jest, ale wszystko ma swoje granice. Wówczas zaczęłam nieskromnie się ubierać i nazbyt dbać o swój wygląd zewnętrzny nie zaś o to co jest w środku. Wciąż w swoim wyglądzie szukałam potwierdzenia, że jestem kimś wartościowym, często nazbyt przejmowałam się tym co inni o mnie pomyślą. Nie potrafiłam zaakceptować siebie, ani pokochać taką jaka jestem, nie miłością własną, która jest egoistyczna i jest grzechem, ale miłością siebie, która jest właściwa, tzn, akceptuje własną osobę, traktuje siebie z szacunkiem, buduje poczucie własnej wartości, dba o siebie np. o swoje zdrowie. Przykazanie Miłości, które dał nam Pan Jezus chyba najlepiej wyjaśnia o jaką Miłość chodzi. Wracając do mojej opowieści. Pomimo tego, iż jednak zawsze starałam się żyć wiarą, z Bogiem, nieczystość wciąż była obecna w moim życiu. Nie zdawałam sobie sprawy, że grzech ten w różnej postaci skutecznie rani innych, mnie samą, zaniża poczucie własnej wartości , niszczy relacje z innymi ludźmi, nawet prowadzi do stanów depresyjnych, do nałogu, a w konsekwencji zamyka mnie na miłość, tą prawdziwą, której źródłem może być tylko Bóg. Każdy mój związek, choć nie zawsze nieczysty kończył się rozstaniem, a ja w swoim egoizmie raniłam innych. Ja sama również obdarzałam uczuciem nieodpowiednie osoby, w wyniku czego bardzo cierpiałam. Wówczas miłość rozumiałam jako mieszankę uczucia, uczuciowości z pożądaniem. Tak naprawdę nie kochałam Boga, innych ludzi, ani siebie, byłam samolubną egoistką, nastawioną tylko na branie, przyjemności, konsumpcjonizm, wygodne życie. Złe wzorce głównie czerpałam ze środowiska w jakim przebywałam, wszechobecnej popkultury, oraz mało wartościowych treści przekazywanych za pomocą telewizji i internetu. Chciałabym też zwrócić uwagę do czego zwykle prowadzi konsumpcyjny styl życia, że jest on często jeśli nie bezpośrednią przyczyną, to ma ścisły związek z nieczystością. Nie chodzi tu o życie ponad stan, lecz pewien model życia, nastawienie na czerpanie z niego jedynie przyjemności, nie ofiarowanie nic w zamian, a nawet brak gotowości do dzielenia się. Kryzys w moim życiu nastąpił, gdy przestałam się modlić, rzadko korzystałam z sakramentów, w skutek czego zaczęłam duchowo umierać, a moja relacja z Panem Bogiem zaczęła zanikać. W takim stanie trwałam ok.2 lat. Kilka lat temu na w wyniku pewnych wydarzeń jakie wówczas zaistniały, w moim życiu nastąpił przełom, zwrot, powrót do Boga, porzucenie grzechu, złych przyzwyczajeń, przewartościowanie swojego życia. Przeszłam swój osobisty czyściec. Ponadto moja wiara z wiary tradycyjnej, przekazanej przez rodziców stała się moją świadomą decyzję, moim wyborem. Zaczął się też czas na nowo odkrywania Boga, chęć poszerzania wiedzy na temat swojej wiary, także poprzez filmy, literaturę katolicką, czytanie Pisma Świętego. Jednak po kilku latach pewne grzechy, złe przyzwyczajenia powróciły, byćmoże właśnie dlatego, że nigdy nie podjęłam radykalnych zmian. Co prawda nie z taką siłą i w innej formie, ale jednak. Powodem był pewnie też mój brak świadomości, że cały czas pewne formy nieczystości są moim nałogiem. Pomimo, iż już jako osoba wydawać by się mogło dojrzała, znów szukałam potwierdzenia swojej wartości w wyglądzie i w opiniach innych ludzi. Byćmoże dlatego, że nigdy wcześniej nie spotkałam żywego Jezusa, przynajmniej nie miałam tego pełnej świadomości, bo przecież spotykamy Go chociażby w Sakramentach, nie sądziłam też, że Bóg mnie, aż tak mocno kocha. Dodatkowo nie wszystkie grzechy związane z tą sferą wypowiadałam przy spowiedzi, gdyż nie uważałam je za grzechy ciężkie. Myliłam się. Czasami moja spowiedź była też bardzo powierzchowna. Dodatkowo znów zaczęłam zaniedbywać modlitwę. Moje życie stanęło w martwym punkcie, każda jego sfera była porażką. Pojawił się smutek, bezsens życia, brak wiary w to, że może się coś zmienić. Temu stanowi towarzyszyły nawet myśli samobójcze. Również moja wiara stała się słaba, w pewnym sensie zaczęła się wypalać, przybierać formę jedynie pobożności, tradycji, nie zaś żywej relacji z Panem Bogiem. Relacje z innymi ludźmi także nie były właściwe, w moim odczuciu nie byłam prawdziwym świadkiem Jezusa, nie miałam Jezusa w sercu. W moje życie znów wkradł sie egoizm, konsumpcjonizm i nieczystość. Byłam skupiona na sprawach doczesnych. Stałam się nerwowa, wybuchałam z byle powodu, moja reakcja, była nieadekwatna do rzeczywistości. W pewnym momencie miałam dość tego wszystkiego i zaczęłam prosić Boga o wybaczenie oraz o to, aby mnie nawrócił, ale oczywiście jeśli taka będzie Jego wola. Przecież miałam świadomość, że nie po raz pierwszy Go zawiodłam. Mimo, iż moje czyny na to nie wskazywały, wciąż mi na Nim zależało. Wtedy pod koniec 2012 po raz pierwszy zetknęłam się z Nowenną Pompejańską, z Nowenną do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły oraz z Mszami Wieczystymi. Zamówiłam takie Msze w swojej intencji oraz w intencji bliskich mi osób i koleżanki. Te, które zamówiłam są sprawowane przez wstawiennictwo św. Arnolda Jansena, czciciela Ducha Świętego. Nie sięgnęłam po Nowennę, gdyż wydawała mi się zbyć wymagająca, „nie znajdę czasu, rzadko się modliłam na różańcu”- tak sobie mówiłam. Pierwszy raz w życie zaczęłam odczuwać obecność Złego. Jakkolwiek to zabrzmi, chciał aby się do niego modlić. Wtedy zdałam sobie sprawę, że przede wszystkim potrzebuję modlitwy, ale do Boga, że po prostu muszę się do Niego zwrócić. W październiku 2013 zaczęłam odmawiać Nowennę Pompejańską. Pierwsza próba skończyła się po tygodniu. Zaczęłam od nowa. Nie obyło się bez nocnych koszmarów, także z udziałem złego ducha, stanów lęków i napięć, bardzo silnych pokus, głównie właśnie na tle czystości. Zrozumiałam, że to cierpienie i udręka, to czas oczyszczenia, który niedługo miał minąć. Jednak pozostawił we mnie silny lęk przed złym duchem. Dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że być może nie jestem wolna właśnie od tego grzechu oraz że źle się spowiadałam. Mimo tych trudności, tego całego cierpienia, to były piękne chwile, bo miałam świadomość, że Maryja mnie prowadzi do swojego Syna, jest tuż obok, chociaż jakby w Jego cieniu. Już w pierwszych dniach poprawiła się moja relacja z Panem Bogiem. Pojawił się spokój, radość, co prawda nie taka, jaką daje Duch Św., ale zniknął smutek i myśli samobójcze. Pojawiła się nadzieja i ogromna pewność, że wszystko będzie dobrze, pomimo iż po ludzku wcześniej miałam w pewnym sensie poczucie przegranej. Maryja dbała o to, aby niewłaściwe obrazy nie docierały do mnie, nawet do tego stopnia, iż nie byłam wstanie patrzeć na jakieś niewłaściwe, czy nawet romantyczne sceny i obrazy , po prostu oczy same mi się zamykały. Chociaż miałam poczucie walki, jakby na śmierć i życie, to jednak szybko zrozumiałam, że nie można się skupiać na grzechu, lecz na Bogu, na relacji z Nim, na miłości, na Jezusie, zaufać Mu i trzeba mu ten grzech oddać. On również i mnie odkupił z tego grzechu na Krzyżu. Tak zrobiłam. W moich myślach zaczął częściej pojawiać się Jezus, wcześniej niestety tak nie było. Wówczas grzech nieczystości zaczął pojawiać się coraz rzadziej, najpierw dni, potem tygodnie, by przez wiele miesięcy już nie powrócić. Też wiele spraw zaczęło się układać, relacje poprawiać, lęki zaczęły odchodzić. Podczas tych trudności najbardziej pomagały mi modlitwy do Michała Archanioła oraz Koronka do Miłosierdzia Bożego, Msze św., częsta spowiedź i Komunia, które dawały ukojenie. Miałam poczucie, że Sakrament Pokuty i Pojednania mnie obmywa ze wszystkiego, zaś Ciało Pana Jezusa koi i leczy rany. Nowenna bardzo mnie otworzyła na sprawy duchowe, na Jezusa, na Boga, sprawiła, że przestałam mniej myśleć o doczesności i lękać się o przyszłość. Wszystkiego dopełniły Msze z Modlitwą o Uzdrowienie i Uwolnienie. Myślę, że to dzięki wstawiennictwu Maryi oraz Mszom Wieczystym znalazłam się tam. Pod koniec 2013 roku usłyszałam o Mszach uzdrowieniowych. Postanowiłam pójść . Miałam wiele intencji, jedną z nich było uwolnienie od grzechu nieczystości oraz od wszelkich słabości, a także pragnienie pogłębionej modlitwy szczególnie do Ducha Św., nie zdawałam sobie sprawy, że nadal nieudolnie poszukuję miłości, Boga i jak bardzo potrzebuję poczucia Jego bliskości .Na pierwszej Mszy Pan Bóg przyszedł do mnie z wielką miłością i delikatnością, ale też i mocą w sposób odczuwalny poprzez dar Spoczynku w Duchu Św. To doświadczenie bliskości Boga było kolejnym przełomem w moim życiu. Pan Bóg nie tylko pociągnął mnie ku sobie, ale również zmienił moje myślenie. Znów przewartościowałam swoje życie, zrozumiałam co jest w nim ważne. Zrozumiałam też, że życie na ziemi jest krótkim etapem w wędrówce człowieka ku życiu wiecznemu, nie powinnam za bardzo się skupiać na sprawach doczesności , że potrzebuję nawrócenia, zmiany stylu życia, powinnam się otworzyć na innych, na miłość. Tak też się dzieje. Otrzymałam też pewien obraz, to był obraz mojej duszy, bardzo poranionej przez grzech nieczystości, który był obecny w moim życiu przez te wszystkie lata oraz wiedzę, iż tylko Pan Bóg może zaleczyć te rany, jednak musi to potrwać. Wtedy otrzymałam również wiele łaski i siły, aby nie upadać w ten sposób. Chyba najważniejsze, pozwolił zrozumieć czym jest czysta miłość, jak ona wygląda w Jego oczach, jakiej miłości oczekuje Bóg. Jednocześnie podczas Spoczynku Pan Bóg uwolnił mnie z lęku przed złym duchem. Otrzymałam też inne dary, ale nie będę ich opisywać. Miałam tez poczucie świętości Boga, do tego stopnia, iż przebywanie w takiej bliskości nie pozwalało nawet na myślenie o grzechu, szczególnie o tym z którym walczyłam, w zasadzie na myślenie o jakimkolwiek grzechu. Podczas tych Mszy otrzymałam tyle miłości Bożej, że trudno to nawet opisać . Każdego dnia Maryja poprzez modlitwę różańcową oraz cała Trójca Święta obdarza mnie swoją Miłością, a ja chyba pierwszy raz w życiu czuję się tak naprawdę kochana. To powoduje, że się cieszę, że jestem Jego dzieckiem (każdy tak jest przez Niego kochany), to sprawia, że nie chcę grzeszyć, łatwiej mi walczyć z pokusami. Codziennie odbudowuje moje zniszczone poczucie wartości, poprawia relacje z innymi, przede wszystkim zbliża do siebie, uczy zaufania, znów zaczynam kochać siebie, Boga i innych ludzi. To wszystko każe mi się zmieniać. To Jezus mnie zmienia i leczy przez swą Miłość, zmienia moje serce. Rozmawiam z nim codziennie, często czuję Jego obecność podczas modlitwy osobistej, podczas Sakramentów. Prowadzi mnie poprzez obrazy i głosy wewnętrzne. Uzdrawia przez modlitwę, Msze Św., Pismo Św., NS i Sakramenty. Broni przed Złym i nie pozwala ulegać pokusom. Bywa, że mimo wszystko oddalam się od Boga, wtedy Różaniec pomaga wracać. Bywa, że przechodzę trudności, pokusy, zło chce wracać, albo trudności życia codziennego są nie do zniesienia, wtedy biorę Różaniec i znów jestem w objęciach Matki i Jej Syna. Wiele razy zastanawiałam się dlaczego wciąż jestem sama, nie mogę ułożyć sobie życia. Chyba po części znalazłam odpowiedź, lecz wszystko się stanie zgodnie z wolą Boga. Mam nadzieję, że komuś pomoże moje świadectwo.
Dziękuję Bogu, Maryi i osobom, które składają tutaj świadectwa oraz tym, które się przyczyniły do tego, że mogę doświadczać tego wszystkiego. Bóg zapłać.
Wdzięczna.

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

19 myśli na temat „Wdzięczna: nieczystość, miłość

  1. Piękne świadectwo przemiany duchowej. Na pewno już zauważyłaś, że kto zaczyna Nowennę pompejańską, temu Matka Boża pomaga znaleźć na nią czas. Nie poddawaj się, wytrwaj zawsze, a Bóg Cię nagrodzi na pewno. Niech Cię Bóg błogosławi, a Matka Boża zawsze do Niego prowadzi.

  2. Piękne świadectwo!

    Historia trochę przypomina moją. Mnie również przez wiele lat niszczył ten sam grzech sprowadzając na prawdziwe dno życiowe, aż zostałem uwolniony od niego na mszy z modlitwą o uwolnienie i uzdrowienie.

    polecam zapoznać się ,,Uzdrawiającą mocą ojcowskiego błogosławieństwa – modlitwa wg psalmu 23” Lindy Schubert oraz ,,Urzekająca – odkrywanie tajemnic kobiecej duszy” John i Stacy Eldredge.

    Może pomóc procesie uzdrowienia wewnętrznego.

  3. chcialbym sie z tobom zaprzyjaznic wiem przezco przechodzilas mamy duzo wspulnego z zycia ja tyz niemam zabardzo ojca ani matki jak bedziesz chciec popisac zemnom to moje gg 34081818

  4. jak to czytam mam wrazenie ze to ja napisalam o sobie. mialam niemalze identyczna sytuacje w zyciu i grzech nieczystsci rowniez zaczal sie w dziecinstwie a pozniej toczylo sie podobnie. nie moglam sie od tego uwolnic,modlilam sie o pomoc o uwolnienie od tego brudu. postanowilam odmowic nowenne w tej intencji, jednak zawsze dzialo sie cos i wtedy wybieralam inna intencje. poza tym balam sie odmawiac nowenne w tej intencji, balam sie zlego. Kochana Matka zeslala na mnie laske nie do opisania podczas odmawiania nowenny w zupelnie innej intencji- uwolnila mnie od grzechu nieczystosci i mija juz kolejny miesiac odkad moja dusza jest czysta. w moim zyciu po prostu stal sie cud. to dowod milosci i danie mi pewnosci nie nie jestem sama. polecam modlitwe i oddanie swojej czystosci Michalowi Archaniolowi.

  5. Wszystko jest możliwe .
    Piękne, jak Bóg prowadzi Cię ku wolności. Znam te etapy- te ksiązki, które w ręce wpadają niby przypadkiem, te msze o uzdrowienie, na których Bóg dociera do tego co w człowieku zranione, osobę, która ni stąd ni zowąd pojawia się w naszym życiu i mówi o milości Bożej.
    Jeśli tak w stu procentach ktoś chce nowego życia, z głębi rozpaczy zawoła o nie Boga i tej Bożej pomocy nie odrzuci, to nie ma mocnych… Cuda muszą się dziać

  6. Myślę, że wiele osób mogłoby podpisać się pod tym świadectwem. Bóg zapłać za te świadectwo! Niech Cię Bóg błogosławi!

  7. dziękuję wszystkim za budujące komentarze, Andrzejowi za książki
    udanego weekendu życzę:)

    „Proszę o to tych, którzy już tę dobrą sprawę rozpoczęli, by przez obawę trudu i walki nie cofali się wstecz. Niech pomną, że gorsza od choroby jest recydywa, bo z choroby się powstaje, recydywa najczęściej zabija. Niech nie ufają w siłę własną i ufność położą w miłosierdziu Boga.”
    (święta Teresa od Jezusa)

A Ty co o tym myślisz? Napisz!