Karolina: Miłość, Zmiana

Swoją przygodę z Nowenną rozpoczęłam w sierpniu 2014. Rozpoczęłam ją gdy w moim związku zaczęło źle się dziać. Ale po kolei…
W sierpniu 2013 czułam, że potrzebuję miłości i zaczęłam się modlić do Św. Judy Tadeusza (znalazłam modlitwę do Niego w Kościele, trzeba było ją przepisać 25 razy i modląc się zostawić jedną w Kościele a prośba miała się spełnić nim zaniesie się ostatnią kartkę). Prosiłam o miłość, o tego jedynego. Nie zanosiłam ich codziennie, nie chciałam być nachalna. Prośba spełniła się w styczniu.
Od lat miałam przyjaciela z którym wszędzie wychodziłam, uwielbialiśmy swoje towarzystwo. Mówiliśmy sobie wszystko, nikt inny nie wiedział o nas samych tyle co my, nikomu tak nie ufaliśmy. Podczas mówienia tej nowenny w listopadzie poznałam chłopaka (dobrego znajomego mojego przyjaciela). Zanosząc te kartki do Kościoła pewnego razu modląc się o miłość (myślałam że moja prośba jest coraz bliżej wysłuchana, poznałam chłopaka i podobaliśmy się sobie) zaczęłam prosić żeby Bóg nam pomógł z tym nowym kolegą się złączyć, ale zdarzyło się coś dziwnego. Podczas modlitwy zaczął pojawiać mi się w głowie mój przyjaciel. Byłam przerażona, nie chciałam tego. Z całych sił chciałam mieć obraz tej nowej poznanej osoby w głowie mimo tego przed oczami pojawiał się mój przyjaciel. Na początku grudnia mój przyjaciel zebrał się na odwagę i wyznał mi miłość. Powiedział mi że jest we mnie zakochany od 2 lat. Ja oznajmiłam mu że nic do niego nie czuje, że traktuje go jak brata(tylko nie mogłam zrozumieć tego ,bo w głębi duszy czułam że wcale tak nie jest… ). W grudniu zrobiłam również coś strasznego – wzięłam narkotyk pierwszy raz w życiu pod wpływem towarzystwa i popadłam w depresję, strasznie tego żałowałam. Mówiłam wcześniej mojemu przyjacielowi że mnie od 2 miesięcy kusi, że jestem ciekawa jak to jest i chciałabym spróbować. Oczywiście on starał się mi to wybić z głowy.. Na początku stycznia mój przyjaciel zadzwonił do mnie czy jadę z nim i jeszcze 2 innymi osobami do Częstochowy. Zgodziłam się. Na Jasnej Górze mój przyjaciel przez 2 h strasznie się modlił, widać to było z daleka że miał jakąś prośbę. Wracając z Jasnej Góry zebrałam się na odwagę, nie wiem skąd i powiedziałam mu że też coś do niego czuje i chce z nim być (było to 5.1.2014 i akurat z dodanych liczb daty wychodzi liczba Maryjna). Okazało się, że on też przez pół roku modlił się o najpierw o miłość, a później już konkretnie o mnie,a w Częstochowie nie miał już kompletnie sił i prosił o pomoc ze mną.
Nasz związek trwał rok i był naprawdę ciężki, jednak również bardzo sobie pomogliśmy w wielu sprawach i przeżyliśmy mnóstwo fajnych chwil. Mój chłopak strasznie zbliżył mnie do Kościoła, to właśnie on powiedział mi o Nowennie Pompejańskiej. Dzięki niemu przestałam również sięgać po alkohol, zrozumiałam przy nim strasznie dużo rzeczy. Jednak ja byłam straszną egoistką, patrzyłam tylko na siebie, nie widziałam jak go ranie. Cały czas oddawał mi serce, a ja to nieświadomie wykorzystywałam (zauważyłam to niedawno). Niestety mimo mojego postanowienia, iż nie będę współżyć z nikim przed ślubem złamaliśmy je. Nie ukrywam ja tego nie chciałam, czułam że robie źle, ale zrobiłam to ze względu na niego. Żałuję teraz, nieraz myślę że to wszystko co się później działo to kara za ten grzech. W sierpniu jego cierpliwość się skończyła, ja sięgnęłam po różaniec i zaczęłam mówić Nowennę Pompejańską. Dwa razy ją zaczynałam, dotrwałam do miesiąca i niestety żadnej nie dokończyłam. Pamiętam też że zgubiłam wtedy różaniec z Fatimy i to był dla mnie duży cios… Mimo tego coś się we mnie zmieniło… Od tamtej pory wszystko co wyrządziłam jemu zaczęło do mnie wracać – zamieniliśmy się rolami… Przez pół roku znosiłam ogromny ból, on zaczął oglądać się za innymi, nie poddawałam się mimo że byłam zniszczona psychicznie. I w grudniu znowu sięgnęłam po Nowenne Pompejańską. Prosiłam o pomoc w naszym związku, o miłość jeśli taka wola Boga, natomiast jeśli nie to o uleczenie mojego serca. Już pierwszego dnia Nowenny ogromny cios – zerwał ze mną. Pomyślałam wtedy że to zły chce mnie zniechęcić. Nie poddawałam się mimo. Przez te dwa miesiące Nowenny wracaliśmy do siebie i zrywaliśmy… Jednak we mnie zaszła ogromna zmiana. Stałam się zupełnie innym człowiekiem, do tej pory nie wiem jak to się mogło stać… Nie czuję już zawiści, zazdrości, stałam się spokojna, pokorna, cierpliwa. Moje podejście do Kościoła, moja modlitwa również zmieniły się. Nie wiem jak mogłam być kiedyś tak złym człowiekiem… On również powiedział, że załuje iż nie byłam taka jak teraz wcześniej podczas naszego związku.
Moje serce nie jest uleczone. Co prawda przechodzę to jakoś lżej niż w poprzednich związkach, ale podejrzewam że to dzięki Nowennie Pompejańskiej. Nie jesteśmy razem, ale co 2/3 tygodnie on dzwoni do mnie, bo chce się ze mną zobaczyć. Ciągle mówi, że nie wie czy mnie kocha, że w głębi serca czuje coś do mnie, ale że wydaje mu się iż teraz to nie ma sensu.
Ja natomiast nie wiem dlaczego, ale wydaje mi się że obecny czas nie jest nam dany abyśmy byli razem – jednak że za dłuższy czas np. rok znowu los nas złączy. Wyciągnęliśmy ogromną naukę z naszej relacji, teraz oboje dochodzimy do siebie, budujemy siebie na nowo i żałuję że wszystko zepsuliśmy. Zepsuliśmy tak piękny dar o który się modliliśmy. Było tyle znaków z nieba… Wielu tutaj nie opisałam, bo sporo by to zajęło. I te znaki najbardziej mnie zastanawiają i nie dają spokoju (zresztą jemu tez)…
Polecam wszystkim Nowennę Pompejańską! Jestem ogromnie szczęśliwa że Matka Boża tak bardzo mnie zmieniła, pomogła wyjść z bagna zła. Dalej walczę, ale to czego ona dokonała nie da się opisać. Czuje się zupełnie innym człowiekiem od kilku miesięcy i dalej jestem pod wrażeniem tego czego Ona dokonała. Było jeszcze wiele sytuacji w których jej opieka uchroniła mnie od zła. Ciągle mówię Nowennę Pompejańską. – jedną kończę, drugą zaczynam. Chwała Matce Przenajświętszej!

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

2 myśli na temat „Karolina: Miłość, Zmiana

  1. Szczęść Boże
    Powiem tylko, że myślenie, iż kłopoty, problemy życiowe są karą za grzechy jest kłamstwem, które szatan nam wpiera. Że to Bóg się na nas obraził i kara. Wcale tak nie jest. Szatan grzechami nas zniewala aby potem przyczepić się i niszczyć nasze życie. To jego wina. Pan Bóg nie chce naszego nieszczęścia. On chce abyśmy naprawdę byli szczęśliwi, ale tak naprawdę a nie pozornie.
    Wiem co oznacza złamanie swoich zasady (zwłaszcza dot. współżycia przed ślubem), ale Bóg wybacza, choćbyśmy byli najgorszymi, On przychodzi i daje nam nowe życie, leczy i oczyszcza serce i duszę. Bóg nas kocha miłością niepojętą (ktoś kiedyś stwierdził, że jest najgorszym rodzicem świata;)). Warto się modlić, w modlitwie nasze ukojenie, pokazał nam to Jezus modląc się przed męką w Ogrójcu.
    Będzie dobrze, wiara czyni cuda a modlitwa i pojednanie z Bogiem to droga do szczęścia wiecznego.
    Z Bogiem

A Ty co o tym myślisz? Napisz!