Justyna: łaski Boga dla Małżeństwa w głębokim kryzysie

Swoje świadectwo rozpocznę klasycznie. Jestem od niemalże trzech lat w sakramentalnym związku małżeńskim. Oboje z mężem pochodzimy z rodzin katolickich, praktykujących częściej bądź rzadziej. Nie mamy dzieci i w naszym przypadku trudno było też powiedzieć, że „przed ślubem było dobrze”, a popsuło się po ślubie. Już przed ślubem nierozerwalność i trwałość tego Małżeństwa, które dopiero miało się narodzić, stała pod znakiem zapytania. Wątpliwości miał chyba każdy, a i mi w dniu ślubu spływały po policzkach łzy w nadziei, że mój Mąż nie będzie dla mnie taki, jaki był…
Jeszcze nie wiedziałam wówczas, jaką moc ma łaska Sakramentu Małżeństwa. Nie wiedziałam również, że Małżeństwo winno zaprosić do dialogu między sobą właśnie tę trzecią osobę, Pana Boga. I choć były próby wspólnej modlitwy, choć prosiłam Męża o wspólną mszę, to i tak nie było nam dane przystąpienie wspólnie razem do spowiedzi czy przyjęcie Komunii Świętej.

Małżeństwo zamiast rozkwitać po zaślubinach, zbliżało się do krawędzi przepaści. Z każdym miesiącem rosły wzajemne żale, brak poczucia wspólnoty, tożsamości Małżeństwa, czułości i ciepła.  W miejscu ogniska domowego, które tworzyć miało Małżeństwo, wkradł się emocjonalny chłód, brak zaufania, poczucie zobojętnienia, wrogość. Pojawiły się bolesne, raniące słowa, wypowiadane przy osobach trzecich, na oczach których rozgrywał się dramat tych dwojga ludzi i którzy nie umieli bądź nie chcieli zareagować, pomóc. W zasadzie połowa wspólnie spędzonego czasu toczyła się poza Małżeństwem, a ja błąkałam się „po ludziach” poszukując wsparcia, gdy mój Mąż deklarował, że chce, bym opuściła jego dom, że chce rozwodu, że prosi o spokojne i kulturalne rozejście się…. Nie było nam dane spędzić ze sobą w trakcie tego Małżeństwa jakichkolwiek Urodzin, Imienin, Walentynek, Święta Kobiet i innych Świąt. Mój Mąż ignorował moje potrzeby i mnie. Choć popełniłam wiele błędów, których żałuję, które bolą mnie w środku, i tak reakcje mojego Męża były niewspółmierne do moich uchybień.

Ratowałam jednak swoje Małżeństwo opuszczona w znacznej mierze przez najbliższych, którzy niejednokrotnie sugerowali, że pomogą przejść przez rozwód zamiast nakłaniać do przejrzenia na oczy i pojednania. W tragedii, która rozgrywała się w domu i w naszych sercach czułam, że wspiera mnie łaska i ratowałam te Małżeństwo nawet wówczas, gdy otrzymałam z sądu pozew o rozwód i słyszałam bolesne słowa mojego Męża, jak bardzo pragnie tego rozstania. Nienawiści w jego głosie, pokładów gniewu, których doświadczyłam z jego strony, nie chcę dziś pamiętać. Ratowałam godność naszego Sakramentu nawet jak mówiono mi: „to przecież nie pani zrywa przysięgę”.

Nie chcę dziś kierować pretensji i żalu, chciałabym po części zrozumieć mojego Męża, ale to po ludzku niemożliwe, dlaczego nie przejrzał na oczy, nie spojrzał na swoje odbicie w lustrze i nie odpowiedział sobie na pytanie, czy istotnie poniósł on zaledwie 10 % odpowiedzialności za rozpad tego Małżeństwa, jak sam twierdził, czy może jednak znacznie więcej, albowiem spoczywała na nim odpowiedzialność za moje reakcje, ból, samotność … Tak, jak ja reagowałam nie reagują przecież ludzie, którzy są kochani, otoczeni ciepłem, miłością i troską… Ja po prostu tego nigdy nie zaznałam od swojego Męża. Zamiast tego, mój Mąż wmawiał sobie, mi i innym, że to ja go prowokuję, inicjuję spory, nie podzielam woli życia według jego i jego bliskich wyborów. Dziś, dzięki cudownym ludziom, których poznałam na swojej drodze, dzięki grupie księży, chrześcijańskich psychoterapeutów, najbliższym, zrozumiałam, że Kościół opowiada się przeciwko rozwodom, ale przeciwny jest również miłości małżeńskiej, która zadaje krzywdy, nie szanuje, krzyczy, nie ma nic wspólnego z jednością i małżeńską wspólnotą. Z depresji, żalu i bólu, że nie udało się uratować mojego Małżeństwa, które niczym posąg bożka postawiłam na pierwszym miejscu, nie patrząc na kogokolwiek i cokolwiek innego, skierowałam pierwsze kroki – tuż po otrzymaniu pozwu rozwodowego – najpierw do Pana Boga. Otrzymałam spokój, siłę, ukojenie i światło do wszelkiego działania. Pozwoliłam, by zadziałał Duch Święty, czekałam niczym ojciec na powrót Marnotrawnego, ale wiedziałam, że Nic nie będzie jak dawniej.

Tam, „gdzie (…) wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska”. 15 lutego, dwa bądź trzy dni po otrzymaniu pozwu, rozpoczęłam swoją drogę z Matką Boską. Nikt lepiej nie zrozumie cierpienia, jak Matka, która patrzyła na cierpienie swojego Syna. Nikt bardziej nie uprosi łask, jak Matka Boska.

Pierwsze dni Nowenki bądź Pompki, jak w skrócie nazywałam swoją codzienną Modlitwę, były ciężkie. Wyliczyłam jednak, że w dniu rozprawy rozwodowej, będę na długo przed ukończeniem Pompki, obawiałam się, po co będzie mi Modlitwa o uzdrowienie Męża i uzdrowienie Małżeństwa, skoro być może będę już po rozwodzie. Niemniej jednak nie ustawałam w codziennej Modlitwie, którą odmawiałam wszędzie, w drodze do pracy, z pracy, w trakcie zakupów, tuż po przebudzeniu i tuż przed zaśnięciem. Początkowo, byłam senna, spałam docierając do połowy Pompki; nie zawsze byłam też zadowolona, z tego, jak się modliłam, obawiałam się, że niewystarczająco gorliwie, że chaotycznie, że bez przekonania. Dziewiątego dnia odmawiania Pompki nastąpiło pierwsze „tąpnięcie”, jak to nazywałam – mój Mąż przywiózł mi część moich rzeczy ze swojego domu, po czym następnego dnia proponował wspólne koleżeńskie kino. 25 dnia Pompki mój Mąż otrzymał odpowiedź na mój pozew o rozwód i tego dnia modlitwa była szczególnie trudna, bo jego reakcja na to, co było moją Prawdą i moją narracją tego Małżeństwa, była tak bolesna, że w obawie o swoje życie, z walącym z nerwów sercem, przerwałam jazdę samochodem i zatrzymałam się na poboczu… 27 dnia, gdy przestałam modlić się częścią błagalną, a zaczęłam dziękować za wyproszone łaski, 13 marca  mój Mąż wycofał pozew rozwodowy. I bynajmniej mój Mąż nie wiedział, że akurat tego dnia przypadł tak ważny w tej Modlitwie 27 dzień.

Na każdą i każdego z nas czeka wiele łask, ale najpierw to my sami musimy o nie poprosić. Bóg nie wprasza się na siłę, puka do naszych serc i cierpliwie czeka na naszą przemianę, aż przestaniemy szarpać się ze sobą, ze swoim życiem. Wiara, taka pogłębiona i prawdziwa, nie może być tylko tradycyjną pobożnością, zakorzenionym w tradycji rytuałem uczestnictwa we mszy świętej. Staje się łaską, wielkim darem od Boga, i dziś dziękuję Bogu, że ten czas Wielkiego Postu był dla mnie tak pięknym, bogatym doświadczeniem. Zyskałam wewnętrzny spokój, odnalazłam ukojenie,  pokochałam siebie, zrozumiałam, że jestem dzieckiem Bożym i nawet gdy popełniam błędy, bo mam jak każdy grzeszną naturę, to są to złe uczynki, ale w środku jestem dobra, mam czyste intencje, nie chcę niczyjego zła, a na pewno już mojego Męża i Jego bliskich.  Stanęłam na nogi, odnalazłam dzięki wspaniałym ludziom samą siebie, zrozumiałam moje potrzeby, powierzyłam moje troski i niepokoje Bogu. Jakże łatwiej jest żyć, odnaleźć szczęście. Pojednałam się z Mężem i próbujemy na nowo… Sama pracuję nad sobą, by być dobrą Żoną. Na razie powoli, budujemy krok po kroku nasze Małżeństwo. Burzymy schematy, gniew i brak przebaczenia, uczymy się dialogu i komunikacji, szacunku dla własnych potrzeb i tak cennej umiejętności ich artykułowania. Uczymy się wyznaczania granic, by nie zatracić poczucia własnej wartości. Przed nami długa i trudna droga do wspólnego życia.

Prawdziwym wyzwaniem będzie ponownie wspólne zamieszkanie, plany, budowanie ogniska domowego, którego w istocie nigdy nie było, otworzenie się wspólnie na nasze Rodziny, przed którymi pogłębiał się rozpad naszego Małżeństwa i którzy niejednokrotnie cierpieli z naszego powodu. Najukochańsza Matka Baska uprosiła łaskę pojednania mojego Męża z Bogiem, przystąpienia do spowiedzi i przyjęcia Komunii.

Stał się cud, cud zmartwychwstania naszego Małżeństwa, podźwignięcia się znad przepaści, nawrócenia mojego Męża, Jego przemiany, o które tak gorliwie się modliłam, cud mojego odnalezienia własnej wartości, odbudowania szacunku do siebie, dojrzewania wewnętrznie. Mój Mąż jawi się dziś dla mnie jako człowiek, który zaczyna czuć, odczuwa mój ból, współtowarzyszy w zrozumieniu moich potrzeb, przestaje racjonalizować swoje zachowania i usprawiedliwiać krzywdy, które mi wyrządził, wyraża powolutku empatię, stara się okazywać ciepło i czułość, której tak pragnęłam. Dostrzega Żonę, tak jak ja zaczynam dostrzegać w Nim Męża, znacznie silniej, widząc Go 2-3 razy w tygodniu, niż wtedy, gdy byłam obok Niego w pokoju i dzieliłam małżeńskie łoże. I choć Pompka jeszcze się nie skończyła – kończy się dopiero 10 kwietnia, już wiem, jaką intencję przedstawię Matce Boskiej w następnej mojej Modlitwie. Spłynęło na mnie i na nas tyle łask, że czuję się w obowiązku podzielenia się swoimi doświadczeniami i przekazania swojego świadectwa. Nie zrezygnuję już z Pompki, Matka Boska przypomina mi na każdym kroku, że Bóg jest wśród nas, że należy przyglądać się swojemu zachowaniu, próbować wzrastać, nawracać się, że całe życie jest dojrzewaniem, wzrastaniem, pracą nad sobą. Trzeba tylko chcieć, a chcieć znaczy móc. Na końcu naszych Modlitw doznamy obfitości Bożych łask.

Z okazji Świąt Wielkiej Nocy życzę każdemu, kto wierzy, by jego wiara strąciła inne bożki, by była zawsze na pierwszym miejscu, a małżonkom, takim jak my, dla których po ludzku powrót do wspólnego życia nie jest możliwy, życzę, by zaprosili do swoich serc Pana Jezusa i przebaczali nie siedem, lecz siedemdziesiąt siedem razy i z pokorą jedni drugich uznawali za ważniejszych od siebie.

24 myśli na temat „Justyna: łaski Boga dla Małżeństwa w głębokim kryzysie

  1. Twoje świadectwo jest jest obrazem, że Bóg działa tam gdzie już nie działa NIC… gdzie upadamy niżej niż gleba.. Czeluść! Tam otwiera morze łask, dobroci i podaje skrawek swojego płaszcza tylko trzeba wyciągnąć rękę, zawołać GO. To Twoje zdarzenie jest dla mnie bodźcem do tego by ratować małżeństwo, które wszyscy spisali na straty (chyba łącznie z małżonkami). Od kilku dni mam w sercu taki niepokój (ja wiem to Duch święty), że mam powiedzieć o nowennie i sama podjąć się modlitwy za tych pokaraskanych biedaczków. Kiedyś kilkanaście lat temu moje małżeństwo też uratowała Matka Boża i nie wiem czy to była nowenna, ale na pewno było mnóstwo różańców. Nie modliłam się ja, ale moi bliscy, którzy nie zwątpili. W tym roku będziemy obchodzić z mężem srebrny jubileusz. Tobie i Twojemu mężowi – niech Was Bóg błogosławi i niech Was strzeże. W Krzyżu Miłości nauka!! Chwała Panu w Sakramencie Małżeństwa! 🙂 🙂

  2. Pięknie świadectwo uratowania małżeństwa, momentami miałam wrażenie ze czytam o własnym mężu. Jednak nasze małżeństwo jest już nie do uratowania.. Dzięki rozwodowi, (sprawy w sądach jeszcze trwają) odzyskuje swoje życie!! utracone przez małżeństwo z psychopatą.
    Odmówiłam wiele nowenn i nie ustaję w kolejnych, modlę się naprawdę sercem.. naturalnie żałuję, że mojego małżeństwa nie dało się uratować mimo że obydwoje jesteśmy wierzący i praktykujący, a mąż to aż za bardzo..
    Taki Bóg ma plan na moje życie i wiem ze jest to dla mnie plan najlepszy.
    Chwała Panu.

      • Laurencjo, gdybyś miała możliwość poznania mojego męża, jego postrzegania świata, przekonań, manipulacji, kłamstw, wulgaryzmów, podwójnej osobowości, niszczenia mnie, to być może zmieniłabyś zdanie na temat rozwodu w moim małżeństwie.. Nie ja będę decydować lecz sąd biskupi o ewentualnym uznaniu je za zawarte nieważnie.
        Chciałabym móc je uratować, uwielbiam czytać w świadectwach o uratowanych rodzinach, ale już wyczerpałam wszystkie możliwości, na tak chorego człowieka już nic nie zadziała. Modlę się za męża, poszczę, ale już nie mam pomysłów i sił na kolejne intencje..

        • Magdaleno…masz rację. Czasami trzeba odpuścić i wybrać życie w samotności. Z tego co piszesz Twój mąż może być osobą zaburzoną psychicznie i wtedy należy myśleć przede wszystkim o ratowaniu siebie i dzieci jeśli je posiadacie.

  3. Witaj serdecznie..kiedy to wszystko czytałam..to co przeszłaś..to jedynie co się nie zgadza w mojej sytuacji to fakt, że jestem krócej w związku małżeńskim, bo od dnia 02.08.2014r…miałam wrażenie, że opisujesz mnie i moją sytuacje..zarówno przed małżeństwem jak i po zawarciu..jestem czwarty miesiąc bez mojego męża..jest w nim również wiele upartości i zła..też chce rozwodu..również się modle..od 6 kwietnia..dziś to 18 dzień..też bardzo wiele przeszliśmy..widziałam go w tym roku zaledwie raz..i bardzo tęsknie..to cudowne co Was spotkało i bardzo mocno będę kibicować modlitwą za Was..mam nadzieję, że podzielimy Wasz los i Bóg z Matką pozwolą nam dostąpić podobnych łask..staram się nie poddawać..wiem, że miłość pozwoliła nam się pojednać i przyjąć sakrament małżeństwa..każdego dnia mam nadzieję..i nie przestaję się modlić..proszę Cię o modlitwę również..dałaś dodatkowe nadzieje swoim świadectwem na lepsze jutro..i że Bóg pomaga zawsze..życzę Wam wszystkiego dobrego i niech Bóg zawsze będzie przy Was..mam nadzieję, ze miłość do mojego męża i modlitwa pomogą nam przetrwać i wygrać razem siebie..znowu dać szanse..też boje się, ze moja modlitwa nie jest za dobra..ale modle się..bo pragnienie pojednania i wybaczenia jest silniejsze od wszystkiego..
    Ksiądz mi powiedział: „módl się, bo dla Pana Boga nie ma rzeczy niemożliwych” i jesteś tego przykładem:)

  4. Dziękuję Ci Justynko. To wspaniałe i piękne, co napisałaś. To świadectwo podniosło mnie jeszcze bardziej na duchu. Ja też mam taką sytuację. Bardzo mi takie świadectwa pomagają. Jestem na trzy dni przed skończeniem części błagalnej. Nie wiem, co się wydarzy, może jeszcze nic, ale wierze, że będzie dobrze. Bardzo Wzruszyła mnie Twoja historia, popłakałam się z Twojego szczęścia. Bardzo Wam gratuluje i oby tak dalej. Cieszę się z Waszego szczęścia. Życzę dużo wytrwałości, miłości i jeszcze raz szczęścia, pielęgnujcie ten dar Boży, tę łaskę. Pozdrawiam.

  5. Po prostu trzeba cały czas wierzyć i nie tracić nadziei, nie poddawać się, mimo wszelkich trudności i przeciwności losu. Obawiam się też trochę owszem, ale wiara i nadzieja są jednak silniejsze :).

  6. Boże, jak pięknie to opisałaś.Tak bardzo zawierzyłaś i zaufałaś. To jest własnie WIARA, której tak bardzo nam brakuje. Modlę się , Panie przymnóż mi wiary. Powodzenia!

  7. W bardzo dużym stopniu Cię rozumiem, bo byłam w bardzo podobnej sytuacji, niezwykłe podobieństwo. Uznałam, że dla Boga nie ma nic niemożliwego i Jemu zawierzyłam ten ogromny problem za wstawiennictwem Maryi. Jeszcze nie wyszliśmy na prostą ale postępy są duże, tym bardziej że wcześniej nie było żadnej nadziei na poprawę. Życzę Tobie i mężowi wszystkiego co uczyni Was prawdziwym kochającym się małżeństwem. Zło które nas spotyka, dzięki interwencji Bożej jest zamieniane w dobro, cała ta trudna sytuacja, która mnie dotknęła wpłynęła w ogromnym stopniu na moją wewnętrzną przemianę i nie tylko moją, dziś mam inne podejście do życia, myślę zupełnie innymi kategoriami i jeszcze nigdy nie byłam tak blisko Boga jak teraz. Wszystko ma swój sens, nawet zło które nas spotyka.

  8. Dziwnie mi się czytało to świadectwo z uzyciem skrótu ,,Pompka”, ale to może tylko moje wrażenie, lekki niesmak czułam.

  9. Widać Bóg „pompkę” wysłuchuje a Nowennę Pompejańską już niekoniecznie…;) Dla mnie też to określenie jest mocno niesmaczne ale już kiedyś zostałam objechana za to, że się upierałam, że świadectwo powinno mieć godny charakter ( przecież czytają je setki osób bardziej, mniej a czasami wcale niewierzących ) więc tym razem dałam spokój skupiając się na stronie merytorycznej.

  10. Brawooooo!!! Niech wam Pan Bóg jak najobficiej błogosławi we wszystkim, a Twojemu mężowi w szczególności w mądrości i przemyciu oczu, aby docenił jakim skarbem obdarował go sam Bóg. Prawdziwej miłości do końca życia w tym małżeństwie i codziennej obecności Pana Boga w nim. Serdecznie dziękuję za to świadectwo, daje ono olbrzymią nadzieję i siłę do walki, że warto.

  11. Przepiękne świadectwo tak bardzo mi bliskie. Ja też doświadczyłam podobnego w swoim małżeństwie. Chociaż mój mąż wrócił to nadal nie ustaję w modlitwie. Wiem jedno bez modlitwy nie zbliżamy się do Boga łaski nie spływają na nas same- to my sami musimy o nie poprosić. Wierzę też, że z tego zła, którego doświadczyłam to Bóg wyprowadził dobro. Kiedy już zwątpiłam w to, że mój mąż wróci do domu pamiętam, że powiedziałam coś takiego Boże Ty lepiej wiesz co jest dla mnie lepsze niech stanie się wola Twoja a nie moja.

  12. niesamowite!!!!!
    cudownie jest czytac takie swiadectwo -dodaje sil!!!
    Dziekuje
    a czy moge prosic odrowas Maryjo w naszej intencji?
    Iwona

A Ty co o tym myślisz? Napisz!