Elżbieta: Doświadczyłam czegoś więcej…

Witam wszystkich. O Nowennie dowiedziałam się z tej strony około rok temu. Od razu przyszła mi myśl, by zacząć ją odmawiać. Oczywiście ciągle Ją odkładałam pod pretekstem braku czasu, a nawet braku wyraźnej intencji, w której mogłabym się modlić. We wrześniu 2014 roku zaniepokoiłam się o swoje zdrowie, bowiem przed oczami zaczęły mi fruwać różne dziwne paski, nitki, węże… Jak się dowiedziałam od wujka Google, są to męty. Przestraszyłam się nie na żarty. Ponieważ dowiedziałam się, że ten mankament jest nieuleczalny przez medycynę, postanowiłam spróbować… samoleczenia. W Internecie jest mnóstwo artykułów obalających współczesną wiedzę medyczną. Wszystkie wydawało mi się takie sensownie i logicznie wyjaśnione, że dałam się wciągnąć niemal całkowicie w tę tematykę. Trafiałam na coraz to nowsze odkrycia w obszarze medycyny naturalnej. Z każdym dniem byłam przekonana, że jestem o krok od pozbycia się mojego kłopotu. Swój jadłospis zmieniłam o sto osiemdziesiąt stopni. Wszystkie informacje chłonęłam dosłownie całą sobą. W pewnym momencie patrząc na ludzi, nie widziałam człowieka, ale schorzenia jakie da się wyczytać z wyglądu zewnętrznego. Wszystkim wokół, kto tylko skarżył się na jakieś dolegliwości, dawałam naturalne recepty. Osiągnęłam punkt, w którym doszłam do wniosku, że wszyscy chorzy sami są sobie winni, bo nie dbali o siebie. Uważałam ich za leniwych ignorantów w sprawach własnego zdrowia. Nie potrafiłam współczuć, tylko widziałam, co zrobili źle, co powinni byli zrobić i jak można zapobiec lub wręcz odwrócić skutki, a nawet samą chorobę. W swoich myślach osiągnęłam najwyższy poziom pychy. Doszłam do wniosku, że ludzie są głupi modląc się do Boga o zdrowie. Przecież On tego i tak nie słucha. Wszak sami możemy sobie pomóc, korzystając z Matki Natury. Jednak gdzieś w środku coś mi podpowiadało, że wbrew pozorom cała ta „zdrowa” układanka się najnormalniej nie klei. Ponieważ naturalne sposoby na zdrowie nie dawały efektów od razu (organizm potrzebuje czasu na oczyszczenie itp. tak sobie to tłumaczyłam) postanowiłam spróbować nieco pospieszyć reakcję… Nowenną Pompejańską. Oczywiście znów pojawiły się wymówki, że bez sensu, że nie dam rady, tyle obowiązków ( w tym też rytuały oczyszczające ciało, które zabierały mi sporo czasu). Powiedziałam mężowi o swoich myślach (modli się codziennie na Różańcu), powiedział mi „ Zacznij, a Matka Boża znajdzie Ci czas na modlitwę. I pamiętaj nie przerywaj!”. W dniu 8 grudnia 2014 w Godzinę Łaski rozpoczęłam swoją pierwszą Nowennę. Moja intencja nie brzmiała, jak podpowiadała moja potrzeba, o uzdrowienie oczu, lecz „o uzdrowienie mojej duszy i ciała, szczególnie moich oczu”. Dziś wiem, że to Maryja z mocą Ducha Św. Natchnęła mnie. Modliłam się każdego dnia pełna radości, wiary i pokoju. Jednak nadal tkwiłam w wierze w samo uleczenie. Stosowałam coraz więcej nowych suplementów, wierząc, że to Bóg mi je podpowiada. Jednakże moje problemy nie ustępowały. Czułam się zawiedziona na Bogu. Z płaczem odmawiałam Nowennę, stawiając Bogu warunki, niemalże bluźniąc przeciwko Niemu. Na jednej z Mszy Św. w kazaniu usłyszałam słowa „ Pan Bóg leczy najpierw dusze, potem ciało. Bóg wie, że bez nogi lub ręki, z innymi niedomaganiami możemy żyć. Jednak mając chorą duszę, umieramy bez nadziei na prawdziwe życie, życie wieczne”. Wtedy zapaliła mi się czerwona lampka. Kilka dni przed końcem części błagalnej, podczas modlitwy, poczułam, że muszę natychmiast otworzyć Pismo Św. Odnalazłam słowa Pana w Księdze Tobiasza (który notabene był ślepcem) „ Nie trać nadziei! Pan Bóg na pewno cię uzdrowi. Tylko miej ufność!” W tamtej chwili byłam niesamowicie poruszona, wręcz dotknięta prze Boga. Było i jest to do dzisiaj dla mnie niezwykłe doświadczenie i dowód, że Pan Bóg do nas przemawia prawdziwie i indywidualnie. Modlitwa powoli stawała się dla mnie najważniejsza, a ja zaczynałam zauważać, że samo uleczenie i wszystkie moje myśli wokół tego nie są dobre. Matka Boża wskazywała mi każdego dnia, co robię źle. Podpowiadała, bym poszła do prawdziwie szczerej spowiedzi. Wtedy też doznałam działanie złego. Był wieczór, córeczka jak nigdy wcześniej, poprosiła o kawałek wędzonej ryby, za którą nie przepadała. Wtedy wyjątkowo uparła się. Dawałam jej po małym kawałeczku, dokładnie sprawdzając czy nie ma ości. Pałaszowała zadowolona. Nagle zaczęła przeraźliwie płakać, że ość jej utknęła. Było to dla mnie wręcz niemożliwe. Jednak szybko przegryzła chlebem, uspokoiła się i powiedziała, że już jej przeszło. Potem jak co wieczór, przed snem, przytulona siedziała na moich kolanach, a ja odmawiałam Nowennę. Ponieważ była we mnie mocno wtulona, pomyślałam, ze zapewne usnęła. Nie sprawdzając (było ciemno) odłożyłam ją do łóżka. Kontynuowałam modlitwę. W pewnym momencie mąż do mnie mówi, że coś dziwnego się dzieje z małą. Zaświeciłam światło. Widok dla mnie był przerażający, wyglądała jakby była sparaliżowana. Leżała bez ruchu, z otwartymi smutnymi oczkami i mocno zaciśniętą szczęką. Doznała ponad godzinnego szczękościsku. Ten czas dla mnie był jak zły sen. Moja mama (oaza spokoju w kryzysowych sytuacjach) zajęła się mała, a ja przy nich kończyłam odmawiać Różaniec. Wiem, że modlitwa moja była chaotyczna, ale nie przerwałam jej. W pewnym momencie zaniosłam prośbę do św. Jana Pawła II o uzdrowienie mojej córeczki. I wtedy córcia zapytana czy chce jej się pić, odpowiedziała jak nigdy nic – tak. Szczękościsk ustąpił. Wiem, że racjonalista powie mi (bo i ja bym tak jeszcze niedawno mówiła), że takie zdarzenia są efektem stresu. Ja jednak w tej sytuacji uważam, że nie. Kilka dni po tym wydarzeniu, poczułam jakieś wewnętrzne natchnienie, by pomodlić się za pewną osobę. Odmówiłam przysłowiowe zdrowaśki, i w zasadzie nieco zbagatelizowała ten głos. W niedługim czasie dowiedziałam się, że ta właśnie osoba leży nieprzytomna w szpitalu. Wtedy też codziennie odmawiałam Koronkę i część Różańca za nią. Nieco ponad tydzień później odbył się pogrzeb. Dziękuję Bogu, że dał mi jeszcze czas, bym mogła choć w niewielkim stopniu pomóc jej w dojściu do Światłości Pana. Nowennę ukończyłam tuż przed Wielkim Postem. Nie doznałam spektakularnego uzdrowienia oczu. Doświadczyłam czegoś więcej – uzdrowienia duszy, które otworzyło mi oczy na to co powinnam zmienić w swoim życiu. Zrozumiałam, że ze zdrowego odżywiania i samo leczenie oraz całej tej tematyki zrobiłam sobie złotego cielca. Jednak zasadnicza przemiana mojego serca i oczu nastąpiła, po tym jak trafiłam na fragment w Piśmie Św. tj. 1 Tm 4,1-5. W głowie dźwięczy mi werset „Ponieważ wszystko, co Bóg stworzył, jest dobre, i niczego, co jest spożywane z dziękczynieniem, nie należy odrzucać. Staje się bowiem poświęcone przez słowo Boże i przez modlitwę.” I tej zasady zaczęłam się trzymać. Drugą Nowennę rozpoczęłam nieprzerwanie po zakończeniu pierwszej. Wypadła akurat na okres Wielkiego Postu. We wtorek przed Środą Popielcową, jak nigdy wcześniej, odbyłam szczerą spowiedź. Odrzuciłam wszystkie dotychczasowe sposoby na oczyszczenie organizmu, naturalną suplementację itp. Od tego momentu do dziś (51 dzień)ciągle doskwierają mi różne bolączki fizyczne, będące pokusą, by powrócić do tzw. naturalnych metod zdrowotnych. Dziękuję Matce Bożej, że nie uległam im. W czasie Nowenny Duch Św. Natchnął mnie do odmawiania Tajemnicy Szczęścia oraz Modlitwy 12-letniej. Spotykałam je wcześniej w innych Świadectwach lub forach, ale nie przywiązywałam do nich jakiejś szczególnej uwagi. Dopiero teraz poznałam ich piękno – każdego dnia odsłaniają mi Tajemnicę Zbawienia, a jednocześnie wyrażają wszystkie moje błagania do Boga w sferze życie rodzinnego, społecznego i Kościelnego. Dodatkowo razem z mężem dołączyliśmy do Różańca Rodziców za dzieci. Już w pierwszym dniu odmawiania dziesiątki różańca za polecone dzieci, poczułam natchnienie, by otworzyć Pismo Św. Tym razem były to słowa z Księgi Rodzaju „ Tak więc nie bójcie się. Będę miał w opiece was i wasze dzieci.” Poczułam szczęście i spokój jako matka, że „któż jak Bóg”. Jeśli chodzi o męty, to mam je nadal. Jednak zaczęłam je ignorować. Wszystkie wydarzenia, sprawiły, że traktuję je jako błogosławieństwo Boże. Dzięki nim wyszłam z kłamstwa i poznałam prawdę o naszym życiu i jego celu. Wierzę mocno, że kiedyś Bóg mnie z nich uleczy, ale wiem, że ja też muszę do tego dojrzeć. To jak chodzenie Piotra po wodzie. Gdyby moje męty zniknęły jak w koncercie życzeń, to pewnie teraz pisałabym, że tylko samo leczenie oraz naturalna medycyna, mająca korzenie we wschodniej kulturze, mnie uleczyła. Dziękuję Bogu za to. Dziękuję Ci drogi czytelniku, że dotrwałeś tutaj. Wiem, że moje świadectwo jest długie. Jednakże pragnę w nim przestrzec wszystkich, by uważali na to co nam się dziś wokół proponuje. Pamiętajmy, że diabeł zawsze miesza kłamstwo z prawdą. Rozeznawajmy w Duchu Św., to co nam podsuwa Świat, pamiętając że „po owocach ich poznacie”. Szczęść Boże wszystkim.

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

10 myśli na temat „Elżbieta: Doświadczyłam czegoś więcej…

  1. Bardzo dotknęło mnie Twoje świadectwo z oczu popłynęły łzy, ta straszna pycha również żyła kiedyś we mnie. Różaniec potrafi nas z niej uleczyć. Chwała Panu.

  2. Dziekuje za to świadectwo. Dzis wlasnie glosno powiedzialam ze modlitwa nic niedaje bo moje prosby są niespełniane ( prosze o to by 2 miesięczny synek zaczął jesc z piersi lub chociaz z butelki bo wcale niema apetytu i ssania wiec to nie jakaś prosba o dom czy samochod) i po tym świadectwie wiem ze musze sie bardziej otworzyć i zaufać dla Boga.

  3. Dziekuje za piekne swiadectwo, ja rowniez odmawiam Modlitwe 12 letnia, w Godzinie Laski 8 Grudnia otrzymalam Dar Lez, a moja siostrzenica za moja namowa wymodlila wyzdrowienie z raka Nowenna Pompejanska. Bogu Chwala za wysluchane modlitwy i Najswietszej Maryji. Szczesc Boze

    • bardzo dziękuję za tak szczegółowe świadectwo i napisane sercem . Kiedy pisałam swoje to starałam się napisać to co uważałam za ważniejsze a tu widzę że się myliłam więc muszę napisać uzupełnieni ale innym razem. Tymczasem kończę trzecią N.P. i cały czas walczę ze złym który mnie niszczy i moją rodzinę. Po tym świadectwie jestem jeszcze bardziej pewna o słusznej drodze życia i nie poddam się.

  4. Witam. Bardzo dziękuję za te miłe komentarze. Przed napisaniem świadectwa pomodliłam się do Ducha Św, bo myśli mi się kotłowały w głowie. Pragnęłam umieścić, to co wydawało mi się najistotniejsze. Te etapy drogi na której się pogubiłam, ale też poszłam za prawidłowym drogowskazem. Po ukazaniu się mojego świadectwa mam uczucie, że moja wiara stała się jeszcze mocniejsza. Bo miałam obawy, czy nie będzie w nim pychy itp. Cieszę się, że niektórym z Was ono pomogło. Wiem po sobie jak to jest ważne w trudnych chwilach. Pragnę dodać, że obecnie odmawiam dwie nowenny w jednym czasie. To jest niesamowite, bo jeszcze miesiąc temu byłam pełna podziwu i szoku, że niektórym tutaj się to udaje. Kolejny raz poszłam za wewnętrznym głosem i…takiego spokoju i radości jak teraz mam, chyba wcześniej nie odczuwałam. Do tego jeszcze bardziej sobie uświadomiłam, ile niepokoju było we mnie przy poprzednich Nowennach. Teraz wiem, że złemu na tym baaaaaaardzooo zależy, bo od niepokoju jest naprawdę krok od niewiary. Pozdrawiam serdecznie Was wszystkich. Niech Bóg Wam błogosławi i umacnia w wierze! 🙂

  5. Bardzo dziękuję za to piękne świadectwo. Dziękuję za fragment dotyczący Twoich prób z medycyną niekonwencjonalną. Sama się kiedyś prawie nie zagalopowałam. Na szczęście w porę popatrzyłam na to wszystko,, trzeźwiejszym okiem”. Wiem, Kto mi pomógł , zapalił czerwoną lampkę. Cieszę się, że masz tyle siły, nie podajesz się, wytrwale modlisz dalej i ,, wyraźniej „widzisz. Niech Matka Boża nadal opiekuje się Tobą i rodziną. Raz jeszcze – dziękuję.!!!

A Ty co o tym myślisz? Napisz!