Waldek: nikt i nic nie wytrąci mi różańca z ręki

to moje drugie swiadectwo.pierwsze bylo w trakcie pierwszej nowenny teraz zaczalem druga.za pierwszym razem prosilem o uratowanie mojego malzenstwa i Maryja mnie wysluchala jestem na najlepszej drodze do pogodzenia sie z moja zona,czy mialem chwile slabosci oczywiscie ze mialem ale powoli nauczylem sie i caly czas sie ucze  pokory,bez tego...
Przeczytaj całość

Elżbieta: Zwycięstwo przyjdzie przez Maryję

Wtedy stał się CUD...na mojej drodze stanęła osoba, która pożyczyła mi całą kwotę na spłatę zadłużenia...uregulowałam wszystkie zaległości. Jestem teraz spokojniejsza i czuję opiekę Matki Bożej... Dziękuję Ci Matko.
Przeczytaj całość

Gosia: Efekty modlitwy zauważyłam już po pierwszych tygodniach

Chciałam dać świadectwo tego, że nowenna pompejańska pomogła mi w rozpoznaniu swojego powołania i znalezieniu nowej pracy. Ponad dwa lata temu ukończyłam studia i od tamtej pory nie mialam pojecia co chciałabym robić w życiu. Pracowałam w miejscach których czułam się nieszczęśliwa i niespełniona a jednocześnie nie umiałam tego zmienić i bardzo się z tym męczyłam, a poszukiwania nowej pracy zawsze kończyły się niepowodzeniem i poczuciem straty czasu.
Przeczytaj całość

Danka: Modlitwa to jest siła!

Modliłam się Nowenną Pompejanską ponad rok. I jak to? Moja intenacja nie została wysłuchana? Modlę się i nic? może nikt mnie nie słucha.. może to bez sensu..Nie działa..!Przeczytaj Danka: Modlitwa to jest siła!
Przeczytaj całość

Henryka: Choroba nowotworowa córki

W 2010 roku  moja córka (45 lat)  dowiedziała się o chorobie nowotworowej jajnika- nowotwór złośliwy nie powodujący przerzutów. Przeprowadzono operację, po której lekarz poinformował nas, że nie zdołali wszystkiego zrobić, usunąć całego nowotworu ponieważ jest za mocno wrośnięty.
Przeczytaj całość

Stefania: Matka Boża uwolniła mnie od uczucia z którym nie mogłam sobie poradzić

Witam wszystkich 🙂 Swoją pierwszą i na pewno nie ostatnią Nowennę Pompejańską ukończyłam kilka tygodni temu. Mogę z całym przekonaniem powiedzieć że zostałam wysłuchana 🙂

W ciągu ostatnich czterech lat byłam szaleńczo zakochana w swoim koledze z klasy licealnej. Problem w tym że całkowicie platonicznie i bez najmniejszej wzajemności. Całe to uczucie opierało się jedynie na ogromnym zauroczeniu i wmawianiu sobie że wyraźna koleżeńska sympatia i szacunek które mi okazywał i dotąd okazuje to coś więcej. Nie sposób opisać w jednym krótkim świadectwie wszystkiego co przeżywałam w ciągu tych długich miesięcy. Żyłam dziką, upajającą nadzieją która nie miała racji bytu, co doskonale rozumiem teraz ale wtedy panicznie bałam się spojrzeć tej prawdzie w oczy. Całe życie podporządkowałam rozmyślaniom i marzeniom o tym chłopaku, nic nie było od tego ważniejsze, ani moi znajomi, ani nauka… To mogło mieć swój urok na początku ale po jakimś czasie stało się obsesją. Byłam wściekle zazdrosna o inne dziewczyny z którymi pisał, mimo że każdą z nas traktował dość czule, ale raczej po koleżeńsku. Głos rozsądku podpowiadał mi że tracę czas lecz ja wolałam żyć swoją iluzją. Pewnie trudno wam uwierzyć że można tkwić w takim zauroczeniu przez kilka lat, lecz dla mnie było to całkiem naturalne. Jestem typem indywidualistki, marzycielki i romantyczki, uczucia dają mi energię potrzebną do egzystencji. Zawsze miałam skłonność do życia we we własnym świecie i zamykania się na rzeczywistość.

Minął rok od zakończenia liceum a ja nadal rozdrapywałam wspomnienia związane z tym kolegą. W dodatku on pisał do mnie przez cały ten czas prawie codziennie, co wcale mnie nie mobilizowało żeby przestać o nim myśleć. Moje uczucia zaczynały przybierać patologiczną formę – potrafiłam stawać się osowiała i zapłakana gdy traciliśmy kontakt choćby na trzy dni, jeśli nie odzywał się przez tydzień, wpadałam w rozpacz i traciłam chęć do życia. Zajęcia na uczelni sprawiały mi ból bo wciąż tęskniłam za czasami licealnymi. Żyłam przeszłością. Cała ta sytuacja była tym bardziej pomylona że mój obiekt jest lekkoduchem, który nigdy nie był w stałym związku i nadal nie zależy mu żeby być bo ma inne zainteresowania. Tymczasem ja żyłam w ciągłym, panicznym strachu że na studiach kogoś pozna a ja tego nie przeżyję. Cierpiałam męczarnie nawet wtedy gdy lajkował zdjęcia ładnych dziewczyn na Facebooku…

O Nowennie słyszałam już dużo wcześniej, czytałam o niej w internecie, lecz nie przychodziła mi do głowy żadna konkretna intencja, a poza tym nie miałam nawyku odmawiania Różańca. Większy kult miałam zawsze do Jezusa Miłosiernego, odmawianie „zdrowasiek” nużyło mnie. Matka Boża znalazła jednak sposób by do mnie trafić:) Pewnego wieczoru rozmawiałam z moją przyjaciółką która od lat tkwiła w toksycznym związku i w Nowennie Pompejańskiej szukała pomocy (jej świadectwo także powinno się tu niedługo pojawić). Opowiedziała mi o niesamowitych łaskach i uldze jakie otrzymała. Dzięki wstawiennictwu Maryi znalazła siłę by zakończyć relację która ją niszczyła, mało tego, pod koniec nowenny poznała nowego chłopaka, z którym, jak się później okazało, stworzyła szczęśliwy związek! Jej historia głęboko mnie poruszyła. Byłam pewna że to znak Maryi dla mnie. Tego samego wieczora znowu popadłam w depresję gdy zobaczyłam że mój kolega polubił zdjęcie jakiejś dziewczyny. Ból był okropny. Wydawało mi się że jestem totalnym zerem bo się mu nie podobam, że bez jego uznania nic nie ma wartości… To wtedy poczułam że nie chcę już tak dłużej żyć. Postanowiłam oddać się Matce Bożej. Wiedziałam że mam zbyt słaby charakter by samej skończyć z tą obsesją. Następnego dnia akurat miałam zjazd na uczelni. Kiedy wstałam rano z zamiarem szykowania się do zajęć i przypomniałam sobie wczorajszy wieczór, moje serce przeszyła taka rozpacz, że myślałam że już nic tego dnia nie zrobię. Postanowienie rozpoczęcia Nowenny stało się jeszcze silniejsze. Cierpiałam, a nie miałam nic do stracenia.
Rozpoczęłam modlitwę 8 grudnia, dokładnie w Godzinę Łaski. Prosiłam o uwolnienie od bólu związanego z moim uczuciem i jeśli taka będzie wola Boża o poznanie kogoś z kim mogłabym być szczęśliwa. Druga część intencji wypełniła się w nieco inny sposób niż to sobie wyobrażałam, natomiast jeśli chodzi o tą pierwszą, prawie od samego początku czułam ulgę. Przede wszystkim uderzyło mnie to jak wiele radości sprawia mi ta modlitwa. Jak już mówiłam, nigdy nie przepadałam za Różańcem, męczył mnie, tymczasem odmawiając Nowennę czułam się bliska Maryi jak nigdy wcześniej, czułam że Ona jest i mnie słucha, mimo że nigdy wcześniej nie miałam do Niej kultu. Rozważając tajemnice, czułam autentyczne wzruszenie i wdzięczność, nieraz aż do łez. To nie jest modlitwa jak inne, ma niezwykłą moc, oczyszcza, wyzwala… I przynosi nadzieję. W miarę upływu dni czułam że coś się zmienia w moim sercu. Już nie wyczekiwałam tak bardzo na wiadomości od tego chłopaka, ani nie starałam się na siłę podtrzymać rozmowy gdy już napisał. Bez problemu skupiałam się na innych rzeczach. Pod koniec części błagalnej nastąpił kolejny przełom – odezwała się do mnie przyjaciółka z którą byłam pokłócona i nie miałyśmy kontaktu przez kilka miesięcy. Wspominam o tym epizodzie ponieważ między nami od dawna zdarzały się nieporozumienia, ale z natury nie jestem konfliktową osobą i pewnie poradziłabym sobie także i z tą kłótnią, gdyby nie to że była ona jedną z najbliższych koleżanek tego mojego znajomego i zazdrość o nią już od dawna truła mnie od środka, tymczasem ona w ogóle nie zdawała sobie sprawy co przeżywam i ciągle opowiadała mi o swoich (w jej wersji zawsze bardzo czułych) rozmowach z nim. Miałam do niej żal, bo wiedziała że jestem zakochana w tym chłopaku ale nadal drażniła mnie tymi opowieściami, może dlatego że nigdy na nikim jej nie zależało w ten sposób i nie miała pojęcia co się wtedy przeżywa. Zdawałam sobie sprawę że moje uczucia są bardzo egoistyczne ale nie mogłam tego opanować, on był wtedy dla mnie wszystkim a ja byłam prawie chora ze strachu że ktoś mi go w końcu odbierze (wiem, totalny bezsens). Rozum mówił mi wtedy jedno, serce drugie – skrzywione myśli zapanowały nade mną. Przy pierwszej okazji zerwałam z nią kontakt ( ale nie poszło o niego, posprzeczałyśmy się o jakąś totalną głupotę). Jednak co jakiś czas wracałam do niej myślami, nie dlatego że za nią tęskniłam, lecz dręczyło mnie poczucie że byłam niesprawiedliwa i że gdyby nie ta zazdrość, nasza relacja nigdy by się tak nie popsuła. Sumienie bardzo mi dokuczało. Jednak Matka Boża zainterweniowała i w tej sprawie. Pogodziłam się z tą dziewczyną, już się nie przyjaźnimy, ale nasze relacje są neutralne a wszelkie myśli które kazały mi mieć do niej żal ustąpiły. Część dziękczynna była już trudniejsza, szatan się wreszcie uaktywnił 🙂 Przysypiałam, zmuszałam się do modlitwy, miałam wątpliwości co do sensu tego wszystkiego. Nie rozumiałam dlaczego akurat mnie Maryja miałaby wysłuchać. Rozważanie tajemnic już mi nie wychodziło, po prostu klepałam dziesiątki byle wreszcie skończyć. Do tego zaczęłam się buntować, ciągle myślałam o historii tej koleżanki która powiedziała mi o Nowennie i pragnęłam by moja intencja spełniła się w ten sam sposób. A jednak wytrwałam do końca – i co najdziwniejsze, odczuwałam wielki smutek że to już ostatni dzień! Wiedziałam że będzie mi brakować tej bliskości Maryi którą odczuwałam w trakcie Nowenny. Dotarło do mnie w pełni jak piękna to modlitwa.

Obecnie mój stan ducha różni się diametralnie od tego sprzed dwóch miesięcy. Nie jestem zakochana ani w tym koledze, ani w nikim konkretnym. Nadal lubię z nim rozmawiać, ale tylko jak ze starym znajomym który mnie zna i rozumie. Mam do niego sentyment, nic więcej. Nie przypuszczałam że będę potrafiła kiedykolwiek patrzyć na to w ten sposób – a jednak… Ból ustąpił, zaczęłam myśleć trzeźwo. Nie jest tak że nie zwracam uwagi na chłopaków w moim otoczeniu ale nie popadam w uczucie do żadnego z nich. Jestem pewna że to zasługa Matki Bożej, bo w ciągu ostatnich lat nieraz mówiłam sobie że muszę przestać myśleć o tym znajomym bo to nie ma sensu, lecz nie potrafiłam bo byłam od niego uzależniona uczuciowo i emocjonalnie. Zresztą przed nim byli i inni, choć nie w takim stopniu – zawsze musiałam być w kimś zakochana, wydawało mi się że nie umiem żyć bez miłości, choćby i nieodwzajemnionej. I dopiero Nowenna uwolniła mnie od tego poczucia. Zrozumiałam że nie muszę teraz mieć chłopaka, że to przyjdzie w swoim czasie, że w moim życiu jest pełno innych rzeczy do naprawienia, z którymi muszę się zmierzyć w pierwszej kolejności. I jestem pewna że z pomocą Maryi dam radę!

Na pewno jeszcze nieraz wrócę do tej cudownej modlitwy. Nie bójcie się zaufać Matce Bożej, ona zawsze na nas czeka i naprawdę potrafi swoim wstawiennictwem rozwiązywać nasze problemy i uwalniać od bólu! Dla Niej żaden kłopot nie jest błahy ani wydumany, nawet taki jak ten który tutaj opisałam…

Regularny biuletyn pompejański!

Otrzymuj wiadomości pompejańskie na e-mail

Zapisując się do tego biuletynu, będziesz otrzymywać informacje związane z nowenną pompejańską, Pompejami, sanktuarium w Pompejach, ważnymi wydarzeniami oraz wyjątkowymi promocjami. Zostań z nami w kontakcie!

A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

5 komentarzy do "Stefania: Matka Boża uwolniła mnie od uczucia z którym nie mogłam sobie poradzić"

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
lenka
Gość

ja jestem w podobnej sytuacji co ty, musze zapomnieć o chłopaku w którym nadal jestem zakochana, kiedyś on też był we mnie zakochany rozstaliśmy się w zgodzie uszanowałam to wszystko ale nie potrafie zapomnieć.

Kasia
Gość

doskonale Cię rozumiem, również przeżywałam podobną miłość. Modliłam się w tej sprawie nowenną 4 lata temu i dopiero od miesiąca można powiedzieć, że wreszcie zostałam wysłuchana. Oczywiście płacze od czasu do czasu, że jestem sama, ale przynajmniej nie mam już obsesji na jego punkcie. Ogromna ulga.

Danusia
Gość
Danusia
Miałam bardzo podobne do Twojego doświadczenie miłości i tkwienia w toksycznej relacji. Mnie bardzo pomogła prośba o uwolnienie od niej. Tkwiłam długi czas w relacji, a obok przepływało życie, moje życie, bo po czasie się okazało, że moja miłość miała swoje bardzo bujne, co nie przeszkadzało mu wcale szczelnie zagospodarowywać mój cały wolny czas. Pomógł mi Jezus, pomogła Maryja w jednej chwili odcinając cały ból. Czasami wracały chwile tęsknoty, strachu, lęku, ze straciłam swoją jedyną szansę na szczęście. Z perspektywy czasu widzę, że jego obecność była wolą Bożą, że mieliśmy razem przejść jakiś etap, który ubogacił nas oboje. I że… Czytaj więcej »
monia86
Gość
monia86
w sierpniu jeszcze tego roku pojechałam do Medugorie, to był spontan, pokłóciłam się z moim narzeczonym. Spakowałam walizki i pojechałam z koleżankami. Modliłam się o nasz związek, i o ulgę w cierpnieniu dla dziadka. Parę dni później dziadek zmarł, a ja uwierzyłam że to przez matkę Bożą, że mnie wysłuchała i poczułam ulgę i radość że nie będzie już cierpiał.( był schorowany).. trochę minęło zanim się pogodziłam z moim facetem. Mamy dość burzliwy związek, Zbyt dużo niepotrzebnych słów i czynów. W listopadzie musiałam wyjechać na kilka miesięcy. Jest planowany ślub, ale on mi zaczął pisać że nie chce ślubu, posprzeczaliśmy… Czytaj więcej »
Asia
Gość

Niesamowite świadectwo…

Czy wiesz, że autor

nowenny pompejańskiej

napisał też…

Miesięczne nabożeństwo

do świętego Józefa

w sprawach trudnych

NA MARZEC!