Barbara: Modlitwa zatroskanej matki

Mam 52 lata i dwóch dorosłych synów, z których starszy, 28 letni i już usamodzielniony, założył rodzinę. Niestety, od roku żyje w związku niesakramentalnym (bo taka teraz moda) a w październiku z tego związku urodziło się dziecko – śliczna, zdrowa dziewczynka, omadlana przeze mnie i męża od chwili, gdy tylko dowiedzieliśmy się o jej poczęciu. Jednak ku naszemu zmartwieniu oboje zwlekają zarówno z ochrzczeniem dziecka, jak i zawarciem sakramentu małżeństwa. Bardzo ich kochamy i próbowaliśmy delikatnie zapytać o ich plany z tym związane, ale otrzymaliśmy odpowiedź, że jeszcze nie wiedzą kiedy, że czekają na odpowiedni moment, i że tak naprawdę to im się nie spieszy. Bardzo zabolała nas ta odpowiedź, tym bardziej, że nie ma przeszkód, aby uczynili i jedno i drugie, bo bardzo się kochają. Ta deklaracja spowodowała, że oboje z mężem zaczęliśmy więcej modlić się za nich. Pierwszy raz o nowennie pompejańskiej usłyszałam jesienią ubiegłego roku od koleżanki, ale wtedy nie byłam jeszcze gotowa na to, by podjąć takie wyzwanie, chociaż modliłam się różańcem od wielu lat i kocham tę modlitwę. Wydawało mi się, że nie dam rady, że to przekracza moje możliwości. Jednak po przeczytaniu świadectw na tej stronie 17 stycznia tego roku podjęłam w jednej chwili decyzję o rozpoczęciu nowenny, która jest swoistym szturmem na niebo. Już w pierwszym tygodniu zauważyłam owoce. W moim sercu zapanował głęboki pokój i nadzieja, że jeśli Maryja weźmie te sprawy w swoje ręce, to na pewno będzie dobrze. O dziwo, nie było problemu ze znalezieniem dodatkowego czasu na modlitwę a obowiązki nie były wcale przeszkodą. Wręcz przeciwnie, miałam wrażenie, że robię jeszcze więcej niż dotąd. Owszem, były nieco trudniejsze momenty, pokusy, zwątpienie, ale z Maryją wszystko przemogłam. I oto na kilka dni przed zakończeniem nowenny a dokładnie w 51 dniu nowenny, w niedzielę, dostajemy telefon od syna, że chrzest dziecka odbędzie się w najbliższą sobotę. Kochana Matko, nie znajduję słów wdzięczności za Twoją dobroć i miłość.
Już wiem, że będę modlić się nowenną w następnych intencjach. Dziękuję Ci kochana Matko!

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

11 myśli na temat „Barbara: Modlitwa zatroskanej matki

  1. Cudownie, takie dowody są nam bardzo potrzebne, utwierdzają,że trwając na różańcu niemożliwe staje się możliwe. Dziękuję za to świadectwo i życzę dalszych wielu łask i wytrwałości.

  2. Niektórzy to nawet pana Boga wykorzystają żeby komuś narzucić jak i kiedy ma co robić. Jeśli faktycznie Bóg takich modlitw wysłuchuje to cieszę się że za mnie rodzice się tak nie modlili (zostawiła mnie narzeczona po 12 latach) niż gdybym wziął ten ślub wtedy i żył z chorą psychicznie biseksualistką.

  3. Może wyrażę tutaj radykalną opinię ale uważam, że w przypadku par żyjących ” na kocią łapę” kiedy nie ma żadnych formalnych przeszkód do zawarcia sakramentalnego związku małżeńskiego to dzieci zrodzone z takich związków nie powinny być chrzczone do momentu aż rodzice nie uregulują swojej sytuacji. Skoro są takie obostrzenia przy wyborze rodziców chrzestnych to nie rozumiem dlaczego jest przymykane oko na życie biologicznych rodziców. Chrzczę dziecko a dalej żyję bez ślubu to dla mnie takie typowe działanie w stylu ” Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek ” .

  4. Zadowolona
    ja się z Tobą nie zgodzę. Chrzest to jest otwarcie dziecku drogi do Boga. Oczywiście, że ubolewam nad życiem w związku niesakramentalnym ludzi młodych. Ich punkt widzenia wyraził wyżej Marlo – a nuż się nie uda…
    Zapadły mi w pamięci słowa ewangielickiego pastora, który powiedział, że chrzest to jest tak jak danie dziecku rowerka – jak go nie dostanie to nie nauczy się jeździć na nim.
    O owocach takiego chrztu przekonałam się sama, kiedy mój przyjaciel zwrócił się do mnie o pomoc w ochrzczeniu jego wnuczki. Poprosiłam proboszcza i została ochrzczona. Dziś już ona chodzi do gimnazjum – i każda szkoła to katolicka!
    Wiedza, jaką nas zaskoczyła podczas oglądania przez nas wspólnie Pasji była, jak na małe dziecko, zaskakująca !
    A jej rodzice dalej żyją bez ślubu, bo tato nie chce.

    Dla mnie opinia Twoja (zadowolonej) to rodzaj szantażu.

    Dla nas matek to obowiązek modlić się za nasze dzieci, by ich droga wiodła do Boga i Barbaro nie ustawaj w modlitwach. Moje wnuki były ochrzczone w wieku 3lat i 1,5 roku. I to ja ich uczę modlitwy i pokazuję różaniec, bo moja synowa nie jest ochrzczona. I tu widzę jak sama nie wiedziała co z tym zrobić, jak to naprawić, do kogo się zwrócić. Mówi, że zawsze zazdrościła koleżankom – chodźby po dziecięcemu komuni św. , choinki czy Mikołaja.
    Chce i obchodzi z nami święta, umie modlitwy. Już miała być ochrzczona z dziećmi, ale ksiądz jeszcze chciał by „pochodziła” więcej do kościoła – a to ją oddala od niego. Czuje się po raz kolejny odrzucona.
    A jej siostra chcąc chodzić na religię poprosiła pastora ewangelickiego, bo katolicki miał coś przeciw – i teraz szykuje się do konfirmacji.

    Błogosławione matki modlące się za dzieci.

  5. Elżbieto oczywiście każdy może mieć inne zdanie na ten temat. Jednak ja uważam, że to nie dziadkowie czy inni krewni powinni dawać przykład swoim życiem dziecku ale właśnie rodzice…Trzeba być konsekwentnym w wyborach. Efekt później jest taki, że dziecko na wszelki wypadek wysyła się do komunii, bierzmowania bo a nuż za lat 20 lub 30 zamarzy się mu piękna ceremonia ślubna i mogą być problemy…Ja osobiście jestem przeciwna takim dwulicowym postawą.

  6. Zadowolona dla mnie jak postępować w takich przypadkach jest przykład świętego Filipa Neri . On chrzcił dzieci prostytutek i złodziei i morderców, a na rodziców chrzestnych brał przypadkowych ludzi. To wspaniały święty . Uważam ,ze w tym względzie Kościół się bardzo myli i zachowuje się jak urzędnik.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!