Marzena: rodzinne sprawy

Złamane serce

Dzisiaj podejmuję kolejną nowennę ale wcześniej chcę się podzielić świadectwem. Jestem mamą 2synów.starszy już żonaty a młodszy student , obecnie 3 roku medycyny.Po 1 szym roku poznał koleżankę o 3 lata starszą od siebie , wcześniej ją znał bo była koleżanką jego sympatii.

w perfidny sposób postanowiła mego syna uwieść. Do tego stopnia że syn zawalił naukę ,porzucił sympatię , pił alkohol i rzadko pojawiał się w domu.Podjęłam nowennę i przed samym Jej końcem -syn zrozumiał jakie wartości liczą się najbardziej-wrócił do nauki i do swojej sympatii, która potrafiła mu wybaczyć, dzisiaj są już nażeczeństwem, za rok ślub. A ja dziękuję Matce Bożej za Jej wstawiennictwo.pełna ufności – mama

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

93 myśli na temat „Marzena: rodzinne sprawy

  1. W to ,,perfidne uwiedzenie” trochę ciężko mi uwierzyć, ale dobrze ze zakończenie jest po waszej myśli. Oby w przyszłym małżeństwie, też nie został ,,uwiedzony przez jakąś perfidną koleżankę”.

  2. Cieszę się z Tobą jako mama 3 nastoletnich córek. Rozumiem Cię .Rodzicielskie tłumaczenie w pewnym momencie jest bez odbioru.
    Gdy my tracimy wpływ na nasze dzieci to nasza Niebieska Mateczka może naszymi dziećmi pokierować.Wierzę w to.

  3. O! I to jest dowód na to, że i w sprawach miłosnych Bóg może zdziałać wszystko, a nie jak ktoś tu pisał „co Bóg biedny może zrobić jak jemu się zachciało innej”. Oczywiście jest w tym też wielka zasługa Pani Marzeny. Mi się też nie chce wierzyć w te perfidne uwiedzenie, ale ważne, że teraz jest i miłość i szczęście.

  4. Następna co we wszystkim bronić będzie synalka, a tą za którą się uganiał nazwie „perfidną uwodzicielką”. Sam tego chciał, mógł odmówić. Widocznie coś się między nimi stało, że panna sobie dała z nim spokój.

    • Modlę się za Ciebie.. bo tyle mogę a może az tyle zrobić ..za Twoją smutną zgorzkniałość, obyśmy kiedyś przeczytali Twoje piękne słowa o ludziach i Bogu

      • Dziękuję za modlitwę, doceniam. Nie zmienia to jednak sytuacji, że większość kobiet winę widzi w drugiej kobiecie, a nie w mężczyźnie, nawet jeśli to jest jej syn. Zawsze baba winna.

        • Wszyscy popełniamy błędy i syn Marzeny też go popełnił .Dlaczego ta matka większą winą obarcza ową kobietę tego nie wiemy ale nie mamy podstaw aby podważać jej słowa .Są różne sytuacje w życiu i mogło się zdarzyć tak jak Marzena to opisuje .W tym świadectwie nie jest ważne kto zawinił ale to ,że modlitwa matki została wysłuchana .Pamiętajmy o tym komentując świadectwa!

          • Tak Jolu o to mi chodzi . to są świadectwa modlitwy, czyli bliskości z Bogiem wiec trzeba nam to uszanować i malkontenci niechaj o tym pamiętają .poczytajmy w ciszy chwaląc Pana ! nie wnikajmy mocniej niż jest to przedstawione, buty zostawmy nie wchodzmy w nich bardziej w zycie innych…

            • akurat to nie jest świadectwo, ot facecik przestał pić i wrócił do byłej, takie coś dzieje się codziennie, normalny tok zdarzeń wpisany w cykl życia. Trzeba myśleć trzeźwo.

    • Również mnie rozbawiła ta „perfidna uwodzicielka”, którą zapewne dobrze wychowany syn nie omieszkał „przelecieć”. Widać mamuśce nie podobało się, że „trzy lata starsza” i zapewne nie z tak dobrej rodziny. Módlmy się wszyscy za matki, żeby umiały wychować swych synów na ODPOWIEDZIALNYCH, dorosłych ludzi, bo nie wiem jak wy, ale ja obserwuję straszny kryzys męskości. Tutaj jak widać matka rozgrzeszyła syna ze wszystkiego, najsmutniejsze w tej opowieści, czego możemy się tylko domyślać, jest cierpienie tych dwóch dziewcząt, które szanowny syn był łaskaw skrzywdzić, o czym mamusia zapomniała napisać. Módlmy się przede wszystkim za te dziewczęta, żeby umiały przebaczyć i jeszcze zaufać.

      • a ja jestem pewna że perfidna uwodzicielka zobaczyła, że laluś poleciał na jej kiwnięcie palcem, zostawiając swoją dziewczynę. Później się jej znudził i go zostawiła, biedny się rozpił i wrócił do byłej. Szkoda tej drugiej dziewczyny bo ma okropnego chłopaka i w dodatku nie ma już koleżanki. Okazała się perfidną kumpelą

        • Nawet w tych najwredniejszych, cwanych i rzekomo wyrachowanych jest potrzeba miłości. Tak niestety jesteśmy skonstruowane. Tylko że na końcu to zawsze kobieta płaci za wyskoki własne i faceta. Nas się ochoczo rozlicza z czystości przedmałżeńskiej, a niewiele mówi się o takiej czystości u facetów, nawet w kościele.

          • ale te najwredniejsze mają coś co te cierpiętnice nie- włączone myślenie. W kościele o wielu rzeczach się nie mówi 😀

  5. nie przejumuj sie komentarzem :nic nie wiem: ten ktos tylko chce nam namieszac w glowach. Matka Boska jest Cudowna i wie co dla nas dobre. Zawierzajac Jej nasze sprawy mamy pewnosc ze bedzie tak jak Bog chce.

  6. czemu tyle tu złosci ,tyle żółci przelanej .dlaczego dludzie bedeacy na YCH stronach ( a trzeba wiedzieć ze takie isnieją) sa tacy pełni jadu. Litości. Czytam z przerażeniem już kolejne swiadectwo ,które staje się ostrym forum zgorzkniałych ,samotnych ,smutnych ludzi. PROSZE przestańcie i cieszcie się każdym nowym ,bogatym świadectwem ,w którym można zawsze znaleźć Boga!!!! Mamie zycze wytrwalosci w dalszej modlitwie i oddanie się całkowicie Bogu!tez jestem matką i dobrze ja rozumię trzymaj się cieplo !

  7. Ta Sympatia to musi być nieźle zdeterminowana, żeby wyjść za mąż…Koleś został „w perfidny sposób uwiedziony” przez jej koleżankę a ona go wita z otwartymi ramionami i od razu planuje ślub. Fajnie, że chłopak się ustatkował ale jakoś to wszystko gdy się zbierze do kupy to niezbyt dobrze rokuje na przyszłość…Obym się myliła.

  8. Niestety jakie „świadectwo” mogłaby napisać matka tej dziewczyny? może martwi się, że jej córka wróciła do chłopaka trochę już używanego? ale jego matce nie dziwię się, dla niego ułożyło się bardzo dobrze. Czas chyba pokaże, czy taki ktos zrozumiał swój bład, czy tylko powrócił do wygodnego zycia, może tamto było zbyt szalone 😉

  9. gdyby mu z tą przyszła żoną nie wyszło, program kto poślubi mojego mami-synka czeka właśnie na takie matki i takich synów jak opisywany przypadek 🙂
    przyszły mi też do głowy takie przemyślenia, że niemal każdy opisywany cud ma jakieś drugie dno, niekoniecznie cudowne. A dokładniej – być może ta „perfidna uwodzicielka” jest zwykła, zakochana dziewczyną i właśnie pisze tu świadectwo o złamanym sercu, zwiedzonych uczuciach, o chłopaku, który się nią zabawił, wykorzystał, porzucił dla innej. Zawsze jest ta druga strona, ktoś się cieszy bo znalazł miłość, pracę, przyspieszono mu zabieg w szpitalu, dostąpił takiego cudu, a obok tego cudu są osoby zranione, odrzucone,czy które właśnie dowiedziały się, że nie dostaną tej pracy, a planowany zabieg szpital im jeszcze odsunął. W każdym „cudzie” jest ta druga, pokrzywdzona strona.

    • Wyjęłaś mi to z ust Oliwia. No cóż, mamuśka zapewne tamtą porzuconą dziewczynę podsumuje stwierdzeniem „jakby suka nie dała…….”. Synuś istota czysta i niewinna. Przez takie matki grasują w szkołach i na uczelniach rozmaici „dziurkacze”, przez których niejedna popełniła samobójstwo. Potem taki dziurkacz idzie do spowiedzi, zostawia balast jak „G” w kiblu i oczekuje na żonę dziewicę i beatyfikację. Ciekawe tylko jak ma zamiar zadośćuczynić poprzedniczkom. Niestety współczesne kobiety nie potafią wychować facetów na odpowiedzialnych mężczyzn, min. poprzez „mamusiowe” rozgrzeszanie.

      • Czepiacie się mamusiek i ich synków, a czy tzw. kobiece sposoby na faceta to już są ok? Zapytałam kiedyś fajnego chłopaka, który po porażce w dwóch związkach zaczął zmieniać panny i bawić się nimi, dlaczego nie szanuje tych kobiet. Odpowiedział, że jeszcze nie spotkał kobiety, która by się szanowała i którą on mógłby szanować. Jego historie z imprez towarzyskich były powalające. Towarzystwo jego kolegów śmiało mówiło o imprezowych koleżankach „blachary”. Dziś ten chłopak znalazł porządną dziewczynę/żonę, ale zdania o większości pań nie zmienił. Kobiety, które zaciągają facetów do łóżka są najczęściej obiektem ich drwin drogie Panie.

        • następny labilny emocjonalnie facecik z niedorozwojem jakby nie wiedział, że nieposzanowanie tyczy się obu płci i zmienił swoje kryteria bawiąc się innymi , żałosny człek.

          • Musiałaś bardzo zostać zraniona. Współczuję. Pamiętaj jednak, że swoje rany możesz oddać Bogu. Wybaczając można pozbyć się tego jadu i zgorzkniałości. Bóg z Tobą!

          • A Ty znowu czepiasz się faceta. A te panie, które lecą z pierwszym lepszym do łóżka to się szanują? Myślisz, że są dojrzałe i mądre?

            • też nie i to tyczy się obu płci, ale kobiety najczęściej za to obrywają. Może te kobiety też zostały kiedyś skrzywdzone i zostały teraz blacharami, chłopczyk nie pomyślał o tym? Taki sam poziom reprezentuje bawiąc się innymi tylko dlatego, że z dwoma poprzednimi mu się nie udało.

            • Człowiek jest traktowany tak, jak sobie na to pozwoli.
              I właśnie dlatego, że zawsze obwinia się kobiety, to mądra kobieta nie powinna pozwolić sobie na to, żeby zrobić z siebie obiekt zaspokajania potrzeb seksualnych. Niestety większość pań szuka pociechy w ramionach równie niedojrzałych chłystków. Ale to od nas kobiet droga nic nie wiem zależy, czy będziemy tych Panów zmieniać czy nie. Ot siła kobiety…

            • i facet też nie powinien zaspokajać swoich potrzeb wykorzystując inne kobiety!!! i robić też obiekt seksualny z siebie! Niedojrzali chłystki szukają pociechy i uciechy w ramionach pierwszych lepszych kobiet. No Ty chyba sobie żartujesz, to nie kobiety mają zmieniać mężczyzn (następna co wierzy, że tylko dobra baba zmieni chłopa haha) to ludzie sami mają zmieniać z siebie wychodząc z tego błędnego koła, myśl! i nie obwiniaj kobiet potakując mężczyznom, nie wierzę, że ą takie kobiety jak Ty. Wstyd!

            • Do Joanny. W opowieści o chłopcu zmieniającym panny jak rękawiczki potwierdziłaś tylko to o czym pisałam wcześniej. To, że ktoś nas skrzywdził nie daje nam prawa do krzywdzenia innych. I na końcu „happy end” w postaci porządnej żony. Szkoda tylko, że małżonek nie był taki porządny. Swoim postem poniekąd wyraziłaś akceptację dla takich męskich zachowań. Facet ma się bawić i „ćwiczyć”, dziewczyna ma być „dziewica”. Niestety statystyka jest nieubłagalna:)

            • to zauważ, że określenia używane w kościele są takie jak Dziewica Maryja, lub w stosunku do świętych kobiet „dziewica i męczennica”. Nie ma Św. Józef Prawiczek lub „prawiczek i męczennik”. Wstyd dla takiej akceptacji, chłopy zawsze mieli tolerancję na nieczystość.

            • Lolu niejako mam w sobie też takiego ducha faceta, ponieważ w mojej rodzinie byli sami faceci, więc trochę ich rozumiem. Ale jestem kobietą i jako dziewczynka surowo zostałam wychowana, co w życiu bardzo procentuje. Owszem czasami winię kobiety za ich naiwność, głupotę i nie szanowanie siebie. Nie uważam, że facet ma ćwiczyć, ale rozsądek i logika mówią same za siebie, że im mniej kobiet łatwych, tym mniej pokus dla mężczyzn. Przecież to o kobietach a nie o mężczyznach mówi się kusicielki. To my się upiększamy, robimy operacje plastyczne, rozpaczamy jak mamy 5 kg więcej. I po co? Jakby świat składał się tylko z kobiet też byśmy były takie zaabsorbowane własną urodą? Mówi się, że stroimy się dla koleżanek, ale to też tylko świadczy jak bardzo chcemy się dowartościować i być na piedestale. Skromność, pokora i radość życia (pogoda ducha), to powinny być nasze atuty.

            • co za myślenie, facet również ma nie dawać pokus kobiecie. O facetach mówi się demon seksu. Faceci również się upiększają.Nawet nie wiesz ilu. Po prostu milczą bardziej na ten temat niż kobiety. Takie atuty o których wspominasz powinny być ważne dla obu płci na równi.

            • Lolu wracając do tego chłopca, zauważ, że chłopak wypracował sobie taki mechanizm, ponieważ najpierw został porzucony przez dziewczyny, a następnie trafiał na takie, na jakie trafiał. Odwracając sytuację na tryb Twojego myślenia, tzn. dziewczynę porzuca najpierw jeden chłopak, potem następny a potem ona nikomu już nie ufa. Bez względu na płeć, działa tak samo. Nie bronię więc facetów, tylko uświadamiam, że to my kobiety wyznaczamy granicę, na zasadzie” nie oddałam mu się i nie mam czego żałować, lub oddałam mu się a teraz rozpaczam”.

            • i facet też ma wyznaczać granice, powiedzieć stop, odmówić. Mają rozum nie są małpkami, że tańczą jak im zagrają

            • Wymagaj najpierw od siebie, dopiero później od innych. Najłatwiej wymagać od innych, myśląc, że my jesteśmy ok. Zmieniając świat zacznijmy od siebie…
              Na razie, muszę kończyć…

            • widzę, że brak argumentów na podtrzymanie swojej tezy więc czepiasz się bym zaczęła zmianę od siebie, to samo tyczy się Ciebie, nie szukaj winy w innych kobietach, a zacznij od siebie.

            • Zdanie „wymagaj najpierw od siebie” nie jest personalnie skierowane do Ciebie, ale możesz je przyjąć jako prawdę/ mądrość bądź odrzucić. Jeśli chodzi o mnie, staram się stosować tę mądrość i w moim prywatnym życiu przynosi to niebywałe owoce. Może innym razem popiszę jeszcze z Tobą, teraz kończę, ponieważ mam też inne zajęcia.

            • łaski wielkiej nie robisz pisząc hah, nie ważne do kogo skierowane to było, mówiąc to zawsze miej na pierwszym miejscu samą siebie.To dobrze, że stosujesz tą mądrość, oby jeszcze zaowocowała w postrzeganiu problemu na równy sposób dla obu płci.

            • Joanna K . popieram Cię 🙂 odnosząc się do nic nie wiem , na etapie jak korzystałaś z życia , to nie miałaś wyrzutów sumienia , że jest Ci źle . źle Ci jest dopiero teraz , jak uświadomiłaś sobie , że wynik końcowy wyszedł na Twoją niekorzyść .Tyle tylko , że to jest Twoja ocena tu i teraz . Jesteś jeszcze młoda i masz szansę coś ze swoim życiem zrobić . Facet jest inną konstrukcją , kobieta inną .W kraju mamy kult Matki Polki . Jak zmienisz go to możesz żadać zmian w myśleniu i mentalności . Jest szansa , że za kilka tysięc lat coś się ruszy w tej materii .

            • Józef- co to za brednie- korzystałaś z życia.Skąd Ty możesz wiedzieć czy nie miałam kiedykolwiek wyrzutów sumienia? itp. Myślałam, że jesteś akurat mądrzejszy. Ja będąc z kimś wiedziałam czym grozi mi porzucenie tej osoby, a jednak by samą siebie ratować zdecydowałam o rozstaniu. Później poznałam kogoś kto sam mi złamał serce. ALE to nie dało mi powodu by teraz bawić się innymi. Testowałam chłopów od zawsze, od pierwszego. Więc nie przypisuj mi czegoś bo mnie nie znasz. Do żadnego nie żywię urazy, z chęcią bym oddala im szpik gdyby potrzebowali, ale wszystkie rozstania, perypetie sercowe nie skłoniły mnie by teraz wykorzystywać innych!!! Nie wchodzę w błędne koło konsumpcji drugiego człowieka, a rozwijam swój boski pierwiastek we mnie. Trzeba zacząć samemu myśleć, tylko tak zmienisz jakikolwiek kult.

            • Joanna K- te panie co idą do łózka z pierwszym lepszym są na tym samym poziomie co ci faceci. Skoro ten Twój kolega tak był zbulwersowany nieszanującymi się dziewczynami w dyskotekach to po co tam chodził? miał sobie szukać panny na nieszporach w kościele. Skoro ich nie szanował miał ich nawet kijem przez szmatę nie dotykać. Reprezentuje ten sam poziom. Jest też coś takiego jak męska dziwka. I nie piszcie jakiś głupot, że kobieta ma większy grzech, tacy katolicy, biegli we wszystkim, a nie wiedzą że jeśli chodzi o sex bez ślubu to grzech zawsze jest po obu stronach. Bóg mu to przypomni na sądzie zapewne. I nie gadajcie mi głupot, że dziewczyna sama do łózka wlzła, albo chłopak ja „zaciagnął” , no chyba że mówimy o gwałcie, ale wszystkie inne przypadki do wola obu stron. Ten twój kumpel to czysty dziwkarz. A co do tego, że teraz ma taką super dziewczynę – może jemu się wydaje, że ona taka święta, a tak naprawdę jest taka jak on i przyprawia mu rogi na każdym zakręcie. Nie wierze, że taka pobożna dziewczyna chciałaby takiego co z każdą panna na dyskotece kąty czyścił, mogłaby się bać choćby chorób wenerycznych. Sa po tych samych pieniądzach i są tak samo świętoszkowaci na pokaz. Bóg nikomu nie dał prawa krzywdzić, wykorzystywać, zrzucać winę na innego- bo się dał, odreagowywać. Jak ktoś nas uderzy mamy nadstawić drugi policzek a nie uderzyć inną osobę. Bóg nas z tego rozliczy, możecie być tego pewni, i tych wszystkich ” niewinnych” mężczyzn też.

            • Gdzie moja droga napisałam, że popieram tego chłopaka i że jest to mój kolega? To raczej długofalowa znajomość, a mam naturę otwartą więc dużo z ludźmi rozmawiam, dyskutuję, obserwuję. Jakbym go popierała, to nie zadała bym pytania dlaczego tak traktuje kobiety. Trochę mnie śmieszą wasze krzyki, ponieważ wystawiłyście chłopakowi cenzurkę na podstawie kilku moich zdań na jego temat. Otóż moje Panie, pisząc to, że bawił się kobietami miałam na myśli, że żadnej nie traktował na poważnie i na stałe. Czy je zaliczał czy nie, tego nie wiem. Wiem tylko, że wielu z panów mówi b. brzydko do łatwych dziewczyn „ch… na śmietniku nie znalazłem”. Mam wrażenie, że złoszcząc się na obiektywne argumenty,działacie na zasadzie „uderz w stół a nożyce się odezwą”

            • to jak oni nazywają łatwe dziewczyny świadczy tylko o ich poziomie, no i poza tym gdyby reprezentowali sobą coś więcej nawet by się z nimi nie zadawali. Tak samo jak facet nazywa kobietę „k***a” to kim on jest, że się z k…ą zadaje- K***WIARZEM.

            • A po co się przezywać i nawzajem obrażać? Posadź naprzeciw siebie kobietę i mężczyznę i niech mentalnie spróbują zamienić się rolami. Jeśli ktoś ma ten dar wczucia się w drugą osobę, to zrozumie, ze każdy ma swoją rację, swój ból, swój punkt widzenia.Być może łatwiej będzie wówczas mężczyźnie zrozumieć kobietę, a kobiecie wybaczyć mężczyźnie.

            • Niestety Joanna, ale w swoim poście, którego się „czepiamy”, tego w którym opisujesz „faceta wielokrotnego użytku”, użyłaś określenia „fajny chłopak”. Dla mnie to oznacza, że w pełni akceptujesz tego gościa, w tym jego zachowania, jest to ktoś kto Ci imponuje. Niestety w dzisiejszym świecie jest wiele „G” o którym się mówi „fajne” i w ten sposób nobilituje się totalny badziew.

      • a może to tak trochę inaczej… ktoś mi tu napisał, ze kobiety w pewnych sprawach sa ostrożne…ja odpisałem, że skoro tak…to skąd tyle samotnych mamusiek się bierze ?
        a może z innej strony… dlaczego dla pewnych chłopaków dziewczyny wręcz proszą sie o bzyknięcie… potem zawiedzione, że skończyło sie na tym co sobie nie wymarzyły… robia łaskę innym chłopakom którzy marzą i ich usmiechu… wiem coś o tym, bo wiele dziewczyn miało mnie w głębokim poważaniu…dopiero kiedy dostały po grzebiecie od życia albo od kolesia albo od obydwojga to robiły łaskę, uprzejmość…pozwalając się adorować… niestety miłości w tym nie było nic a nic… nawet sympatii, empatii… kiedyś na jednym portalu przeczytałem genialną myśl… one nie ofiarowują ci miłości…one ofiarowują ci twoja miłość do siebie… czy to tylko wina dziurkaczy ? a może byście tak same uderzyły się w pierś ?
        kiedyś znajoma opowiadała jak żałuje tego, że koleś był w niej zakochany… mianowicie… irytowało ją, że był w nią wpatrzony…tępiła go jak mogła…potem tego żałowała…
        inna z kolei, zmieniała chłopaków jak rękawiczki… na swoja osiemnatskę, zaprosiła tuzin swoich byłych chłopaków… coś koło tego… opowiadała, że zakocha się w takim co ja będzie miał w nosie… no po pewnym czasie wyszła za mąż, weselisko było, że hej…chłopak przystojny… czy jest szczęśliwa ? chyba tak skoro, mąż pan dr ortopeda ma dziecko z pielęgniarką i syna z żoną która marzyła o byciu zakochanym w kimś kto ją będzie miał… w głębokim poważaniu…
        kiedyś odkryłem na własny użytek coś bardzo waznego a co w pewnym sensie jest zapisane w dzienniczku bł. Faustyny… w mojej wersji to brzmi „uwaga na marzenia, mogą się spełnić…”

        • to już Chińczycy od dawna wiedzieli by uważać na to czego się chce bo można to dostać :-)szkoda, że działa to głównie w niezbyt przyjemnych sprawach 😀 trzeba rozumu używać, być selektywnym wobec partnerów, nie pozwalać im za wiele do naszej osoby.

          • Dobrze powiedziane.
            Do Joanny K., Goryliska i innych domorosłych psychologów – polecam książki W. Eichelbergera „Kobieta bez winy i wstydu” oraz „Zdradzony przez ojca”. Wiele wyjaśnią 🙂

          • Lola popieram w 100%, jedno zdanie a trafiłaś w sedno.
            Nic nie wiem i inne dziewczyny, nie wiem czy też zauważyłyście, że zazwyczaj bez szacunku i z pogardą mówią o kobietach nie Ci mężczyźni, którzy mogą mieć ich na pęczki, ale tacy, którzy mają jakieś wady, kompleksy i dziewczyny się nimi nie interesują. Taki, który jest adorowany przez kobiety cieszy się tym, może i bawi nawet, ale te kobiety są dla niego tak jakby trofeum. Natomiast jak mężczyzna nie jest ani za przystojny, ani za mądry, ani zbyt zabawny i nawet nie wie jak zagadać do dziewczyny by ją czymś zainteresować i do której by dziewczyny nie podszedł, ta omija go szerokim łukiem i wyśmiewa to budzi się w nim frustracja, a że jest przekonany o tym że jest idealny, zrzuca winę na te kobiety, że łatwa, że blachara, że głupia, po to by popsuć jej opinię i tym samym się zemścić za tego kosza. Często mają takie myślenie, że teraz to nie ma w czym wybierać, lepiej być samotnym, bo tak kobiety poszły na dno, tylko oni jak rodzynki w tym bagnie, podczas, gdy ich „męscy” koledzy zakładają normalne rodziny i mają normalne wartościowe żony. Prawdziwy mężczyzna nie nazwie kobiety szmatą, blachara czy jeszcze gorzej, to frustraci, nieudacznicy i inni „mniej adorowani” potrafią tak odnieść się do kobiety. Ja to widzę w swoim otoczeniu.

            • faceta możesz też poznać po tym jak z Tobą zrywa, nazwie Cię „k****a” to po ślubie też byś to usłyszała.
              Zgadzam się, osoby w temacie najwięcej oceniają mężczyźni i kobiety furiaci, których żadna,den nie chce. A skoro nie chce to musi być jakąś dziwką. Ale największym wrogiem kobiety jest druga kobieta. Szkoda, że to się akurat nie zmienia.

            • „Nic nie wiem” masz przechlapane na tym forum, czytałam też inne wątki;) do tego kilka prób darmowej psychoanalizy Twojej osoby – ja bym się pocięła;) a Ty kobieto, w przeciwieństwie do tu obecnych, po prostu twierdzisz, że „G” zawinięte w śliczny papierek jest dalej „G”-em, a to przecież w dzisiejszych czasach takie niepopularne. Grunt to być wiernym sobie.

            • „Zahukani” są najgorsi (oczywiście nie mylić zahukanego z facetem z zasadami). Nie daj Boże zainwestować w takiego siebie. Koniec odbędzie się na zasadzie: „jak dziad odżyje, to Cię torbą i kijem zabije”

            • a czytałaś niektóre opinie, że piszę tu za srebrniki Urbana? hahaha, odradzam, chłop jest niewypłacalny:D

        • Piszesz Gorylisko o samotnych matkach. Otóż przyjmij do wiadomości, że Matka Zbawiciela z formalnego punktu widzenia była panną z dzieckiem. Dobrze, że znalazł się frajer Józek, który się nimi zaopiekował. W tamtych czasach niezamężnej kobiecie, będącej w ciąży groziło ukamionowanie. A Maria Magdalena? W wyniku nieudolnej edukacji katechetycznej, jeszcze do niedawna miałam wdrukowane, że była prostytutką. Po latach pewien zakonnik mnie oświecił, że była kobietą która za bardzo kochała i w imię miłości ryzykowała własnym życiem. W tamtych czasach za seks pozamałżeński, zarówno mężczyźnie jak i kobiecie groziło ukamionowanie. W Piśmie Św. widzimy upokorzoną kobietę, a gdzie mężczyzna?Przecież sama z sobą nie cudzołożyła chyba? Otóż facio, jak to w życiu bywa, tradycyjnie dał nogę i nikt nie ma zamiaru go szukać. Tej kobiecie jest już wszystko jedno, właśnie zdała sobie sprawę, że kochanek się jej wyrzekł. Chrystus nie pochyla się nad grzechem tej kobiety, tylko nad jej cierpieniem. Czy uważasz, że kobieta, która obwieszczając swojemu mężczyźnie, że jest z nim w ciąży, dostrzegłaby w jego oczach autentyczną radość, a w czynach otrzymała wsparcie, czy uważasz, że ta kobieta kiedykolwiek zdecydowałaby się na aborcję, czy zabicie swojego dziecka i schowanie go do beczki? Ilu znasz w Polsce samotnych kawalerów z dzieckiem? Ja słyszałam o jednym, pokazali go nawet w telewizji – ot taka egzotyka.

          • lola radzę CI trochę poczytać o Św. Józefie i gwarantuję Ci, że nie był żadnym frajerem. Dodatkowo życzę Ci takiego męża jak On.

            • Nie załapałaś ironi. Wróciłam po 20 latach nieobecności w KK. Pierwsze co sobie uświadomiłam po powrocie, to to, że Józef to był mega gość, który nie myślał odwłokiem jak większość współczesnych facetów. Ilu znanych Ci mężczyzn jest w stanie pokochać dziecko, którego nie spłodzili? Nie wiem tylko dlaczego w kościele katolickim , w większości umysłów Józef funkcjonuje jako starzec, skoro w chwili poznania Maryi miał podobno 33 lata? Pewnie dlatego, że nikt z ojców kościoła nie mógł pojąć tego, że chłop w sile wieku jest w stanie wytrzymać bez seksu ze wspaniałą kobietą u boku, no i pojawiłyby się wątpliwości co do dziewictwa Maryi. Ja takich wątpliwości nie mam.

            • A to przepraszam, myślę podobnie, że On był wspaniały i stanowi dobry wzór dla facetów. Po przeczytaniu Objawień z życia Jezusa i Maryi oraz O Józefie S. Medardy, jest On jednym z moich ulubionych Świętych. Mam do niego ogromny szacunek, dlatego moja reakcja 🙂

            • widzisz i w kościółku nikt żaden ksiądz nie wspomina o dziewictwie Józefa, nie ma Św. Józef Prawiczek, O tym się głośno tam nie mówi, tylko o dziewictwie kobiet. Żenada.

            • Widać kościół wstydzi się czystości mężczyzn. Józef starzec (w domyśle impotent) jest dla kościoła mniej kontrowersyjny, a co za tym idzie bardziej bezpieczny, niż młody Józek, który może, ale nie robi tego, bo uszanował czystość Maryi.

            • może jakby więcej o tym mówili to do niejednego umysłu chłopskiego by coś w końcu dotarło, a tak to wszystko kręci się wokół 4 liter kobiety

            • „Ojcowie kościoła” są mężczyznami, wolą więc o tym nie mówić, choćby w ramach męskiej solidarności, że o innych przyczynach nie wspomnę. Nie wiem czy pamiętasz jaka była nagonka na rozmaitych forach na Justynę Kowalczyk, kiedy zdemaskowała kochasia? Wszyscy byli oburzeni, że się mści, że jest ku….., nikt nie potępiał tego pana.Wszyscy solidarnie zapomnieli, że to nie pani Kowalczyk ślubowała żonie tego pana. Oczywiście nie pochwalam tego, że się puściła z żonatym i podała do prasy szczegóły, bo tym wyrządziła krzywdę głównie sobie. Podobało mi się natomiast to, że zdrajca został jednak zdemaskowany. Dzięki temu żona mogła dokonać wyboru, czy jest dalej zainteresowana towarem z wypożyczalni. Niech pamięta o tym każdy żonkoś, któremu przyjdzie do głowy taki pomysł.

            • Kochaś okazał się łajzą a nie mężem, że puścił się z Justą. Justa też nie lepsza, ale zdemaskowała gościa czyli przysłużyła się do tego by żona kochasia zobaczyła kogo ma za męża. Tak czy siak, oboje siebie warci. Najgorsze są te, które jeżdżą po innej kobiecie, że uwiodła ich chłopa, a pana i władcę bronią zawzięcie. To już kompletna patologia. Nawet mi takich nie żal. Męska solidarność wynika z tego, że wtedy byłoby zainteresowanie czystością księży, a takie tematy lepiej pomijać przecież.

            • a czy Dżasta nie zdemaskowała kochasia bo okazało się, że jednak z mistrzynią nie chce być a woli wrócić do zony więc ta go wydała? Gdyby jednak zechciał z nią tworzyć związek, rozumiem, że nikt by się o tym nie dowiedział, a jedynie byłoby w prasie, że kochaś nie był szczęśliwy w małżeństwie i od dawna się mu nie układało. Żenujący ludzie.

            • Wiadomo, że nie ma nic gorszego niż odrzucona kobieta – kąsa jak pies. Wiadomo, że motywacja narciareczki była nieczysta i prozaiczna. Liczy się efekt edukacyjny dla panów – ten pan się chciał grzać w blasku sławy, to i jego zdrada się przy okazji ogrzała. Ciekawe czy od tego ciepła spłonął chociaż rumieńcem wstydu?

  10. Jeszcze chwilkę zajmę. O godności mężczyzny i kobiety przytaczam poniżej wspaniałą publikację (oprac. Krystyna Dudzis) zgodną z nauką Kościoła i Pismem Św. Nie chcę akceptować poglądów jakiegoś buddysty Wojciecha Eichelberga, autora dla emancypantek, którego podsuwa mi AsiaS. Jestem świadoma swojej inności i swojej kobiecości, dumną z tego i szczęśliwą kobietą/żoną/matką, więc porady kwestionujące mądrość Biblii nie przekonają mnie. To raczej pułapka dla zagubionych kobiet. Miłej lektury!

    „Rozpad jedności pierwszego związku kobiety i mężczyzny do dziś dnia pokutuje w rozlicznych grzechach dotyczących zwłaszcza stosunku do ciała i jego walorów seksualnych oraz w chorym odniesieniu do potomstwa. W parze z pogwałceniem godności kobiety postrzeganej jako przedmiot użycia idzie pogwałcenie godności mężczyzny, który objawia się jako używający. A przecież seksualność ludzka wskazuje na prosty fakt bycia mężczyzną lub kobietą i ze swej natury jest miejscem otwarcia się na miłość; miejscem przyjmowania i dawania. W małżeństwie jedność erotyczna jest dopełnieniem jedności osób, która pierwej musi ogarnąć sferę uczuć, intelektu i ducha. Traktowanie płciowości wybiórczo, oderwanie jej od całości osobowej relacji stanowi źródło niepokoju i zagrożenia dla godności wzajemnych odniesień kobiety i mężczyzny. Nieprawość w dziedzinie seksualnej jest jednak owocem nieprawości serca, a prawdziwe zagrożenie przyjmuje imię egoizmu, lekceważenia, współzawodniczenia, zarozumiałości i pychy, panowania i poniżenia… Zaplanowana zatem przez Stwórcę jedność kobiety i mężczyzny przeradza się często w walkę a nie miłość; we współzawodnictwo a nie wspólnotę. Godność narażona jest więc na utratę swej istoty.
    Dostrzegamy swoisty związek między grzechem a zbawieniem, który dotyka przedmiotu naszych rozważań – ludzkiej godności kobiety i mężczyzny. Skuszona została kobieta – Ewa, natomiast w innej kobiecie – w Maryi objawiło się zbawcze posłuszeństwo. W obu przypadkach o losach ludzkości zdecydowało „tak” wypowiedziane ustami kobiety. U progu stworzenia stoi Adam. U progu nowego stworzenia stoi Nowy Adam – Jezus Chrystus. W królestwie Bożym obowiązuje więc nowy porządek w dziedzinie płci. Porządek oparty na przebaczeniu, które jest źródłem jedności, jedność zaś jest istotą miłości.”

    • Joanno K dzieki Bogu za taka kobiete jak Ty. Bardzo trafne spostrzezenia, dojrzale przemyslenia oraz wiara. W pelni sie z Toba zgadzam. Mam nadzieje, ze czesciej bedziesz tu zagladac bo to forum potrzebuje takich osob.

  11. Joanno… 🙂
    Polecam, nie podsuwam. Podsuwanie brzmi jak manipulacja, robienie czegoś „pod ladą”.
    A ja otwarcie polecam 🙂

    Nie wiem, jakie poglądy wyraża pan Eichelberger. I nie wywnioskowałam tego po lekturze tych 2 książek.
    W obu tych książkach autor wskazuje na mechanizmy prowadzące do patologii w relacjach między mężczyznami i kobietami.
    To są psychologiczne treści podane popularnym językiem, zrozumiałym dla czytelnika…
    Kiedy je czytałam, nie zauważyłam w nich kwestionowania mądrości Biblii…
    Mało tego – widzę nawet ideę wspólną z 1. fragmentem treści przytoczonej przez Ciebie…
    Cóż, może wezmę pod uwagę Twoją recenzję po ich lekturze…? Bo czytałaś je obie, prawda?

    Cieszę się, że jesteś szczęśliwa we wszystkich kobiecych wymiarach i że nie jesteś zagubiona 🙂
    To naprawdę fajnie.

  12. Asias, wklejam fragment autora ww. książek wycięty ze wstępu”Kobieta bez winy i wstydu”:
    „Najpierw jednak muszę powiedzieć parę zdań o moim reli­ gijno­światopoglądowym rodowodzie, bo to może być ważne podczas rozmowy na tematy tak zasadnicze. Jestem psychologiem i psychoterapeutą. Korzenie mojego światopoglądu ­ ujmując rzecz chronologicznie tkwią w katolicyzmie, zaś jego pień i korona wyewoluowały w kierunku buddyzmu. Dzięki temu zyskałem, jak sądzę, pożyteczny dystans wobec tradycji i mitologii chrześcijańskiej”
    Autor zyskał jak sam pisze pożyteczny dystans wobec tradycji i mitologii chrześcijańskiej. A więc chrześcijaństwo to mit? Czy wiesz, że wchodząc w dorosłe życie, ten człowiek został uczniem niejakiego buddysty/zen Philipa Kapleau? Zresztą w wywiadach Eichelberger otwarcie nobilituje.buddę. Jeszcze raz zacytuję jego filozoficzny pogląd: „Mistrz wie, że uprawianie kultu jest przejawem ucieczki ucznia od jego własnego mistrzostwa, ucieczką przed wzięciem odpowiedzialności za własne życie”.

  13. No widzisz, jak to dobrze się czegoś nauczyć ciekawego 🙂

    Czytałam te książki dawno temu i nigdy nie patrzyłam na nie, jak na napisane z „pożytecznego dystansu do chrześcijańskiego mitu”. Nigdy też nie oceniałam ich w odniesieniu do fundamentów jakichkolwiek religii.
    Dla mnie te książki były i są przede wszystkim analizą przyczyn i skutków patologii w relacjach damsko-męskich.
    Nie, chrześcijaństwo nie jest dla mnie mitem, ale rozumiem – jak sądzę- myśl autora…
    Kilka tygodni temu jeden z forumowiczów napisał, że szuka żony na wzór Maryi, aby – tu sparafrazuję, bo nie pamiętam dokładnie – była pokorna, cnotliwa i posłuszna mężowi… (!)
    Być może Ty się zgadzasz z takim modelem, ja nie i tutaj leżałaby różnica między nami 🙂

    Czy zgodzisz się ze mną, że wielu mężczyzn chętnie opiera model swojej relacji z kobietą na „cnocie” posłuszeństwa i zależności kobiety od mężczyzny? Niekiedy – o ile nie bardzo często – źle rozumianej cnocie? Rozumianej w taki sposób, że prowadzącej do tolerowania nadużyć względem kobiety i opisywania ich pod hasłem `danego przez Boga panowania nad kobietą`?
    Myślę, że o dystansie do tego typu błędnych przekonań wypływających ze źle zinterpretowanych tekstów Biblii myślał Eichelberger, ale nie będę się za niego wypowiadać.
    W każdym razie ja tak to czytałam i do głowy by mi nie przyszło, że można inaczej.
    Ale pewnie można, mój sposób rozumowania nie jest jedynym dopuszczalnym 🙂

    • Ten pan zapomniał, że przy takiej żonie jak Maryja musiałby żyć w celibacie (Maryja zawsze dziewica). Jedyne wyjście dla niego to stan kapłański, więc nie widzę potrzeby dalszego szukania ideału:)

    • Asias, niełatwo mi będzie, ale w wielkim skrócie opiszę moje poglądy i ich ewoluowanie. Kiedyś byłam dziewczyną krnąbrną, niepokorną i śmieszyło mnie np. usługiwanie mężczyznom. Nawet nie wiesz jak kpiłam z takich poddanych kobiet. Nie miałam wtedy pokory i bagażu doświadczeń jak teraz, widziałam tylko czubek własnego nosa. Zawsze chciałam rozwijać się duchowo, ale wówczas bardziej istniał dla mnie inny bóg, interesowałam się okultyzmem m.in. huną, praktykowałam z energią mana – ćwiczyłam oddechy kahunów, udało mi się nawet doprowadzić do lewitowania mojego ducha, starałam się otworzyć swoje czakramy, otaczałam się jakimiś dzwoneczkami, ropuchami, drzewkami szczęścia, znakami atlantów itp., a moimi lekturami były np. potęga podświadomości, tao kobiety, wróżka etc. Uważałam, że nie ma sprzeczności między chrześcijańską wiarą a takim rozwojem duchowym. Wiele lat tak trwałam, ale w pewnym momencie moje życie zaczęło się sypać jak domek z kart. Z czasem pojawiła się potworna rozpacz, myśli i próby samobójcze, dołująca samotność.
      Moje małżeństwo zaczęło się rozpadać, mąż był już zmęczony moją egocentryczną postawą roszczeniową, a ja zmęczona jego lekceważeniem mojej osoby. Do związku wkradała się raz nienawiść, raz obojętność. Pojawiały się pokusy, ale mimo rozpaczy potrafiłam się im oprzeć. Większość związków z naszego otoczenia zaczęła się też nagle rozpadać, ale o dziwo nikt z nich nie dopuszczał myśli, ze nasza para i wielka miłość może się też rozlecieć, ponieważ bardzo dużo razem przeszliśmy zarówno dobrych jak i bardzo złych chwil. Ale ta nienawiść była tak bezwzględna, że w złych chwilach życzyłam mężowi śmierci a w chwilach spokojnych zaczęłam się zastanawiać, co się z nami stało. Byliśmy rozdarci i bardzo cierpiący. Bardzo.
      I dzięki mojej b. wierzącej koleżance przyszedł czas nawrócenia, modlitwy codzienne, koronki, modlitwy o cud itp. Pozbyłam się wszystkich szatańskich gadżetów. Modlitwami uprosiłam lepszą pracę i inne łaski, ale w małżeństwie nadal była klapa. Zaczęłam modlić się za męża NP. Najpierw nastąpiło prawdziwe piekło, a później mały raj, jednak za kilka miesięcy pojawiły się takie jazdy, że szkoda słów. Koniec końców zawierzyłam siebie i swoją rodzinę Matce Boskiej, zaczęłam czytać Biblie, chrześcijańskie publikacje, świadectwa i … zmieniałam się. Przystąpiłam do spowiedzi generalnej, która bardzo mnie oczyściła. Zrozumiałam wtedy, że jestem źródłem cierpienia męża, dzieci i swojego. Złagodniałam, zaczęłam po raz pierwszy prawdziwie troszczyć się o męża i wycofałam się z roli przywódcy stada. Uczę się pokory i to jest prawdziwa droga do szczęścia. Nie chcę już walczyć i dobrze mi w tej roli najbardziej kobiecej i skromnej osóbki. Mąż zrobił się wrażliwy, delikatny, kochający. Dziś zdecydowanie twierdzę, że pokora jest niezbędna do wszelkich zmian, że najpierw powinniśmy wymagać od siebie, że kobieta i mężczyzna są sobie równi i nawzajem powinni się wspierać a nie walczyć i że rolą kobiety jest łagodzić wszelkie złe emocje w rodzinie. To naprawdę się sprawdza. Nie popieram roli męża w charakterze pana i władcy, ponieważ każdy powinien uszanować godność tej drugiej osoby. Nie popieram też roli kobiety emancypantki, ponieważ to prowadzi do rozbicia, pogardy, rywalizacji, braku akceptacji itd. Uważam, że fakt oddania się małżonkowi/małżonce powinien wynikać z bezwarunkowej miłości z obu stron. Tu nie ma miejsca na egoizm. Mężczyzna czuje się wówczas doceniony, a kobieta rozkwita. To jest prawdziwe szczęście.

      • widzisz różnica między moją teorią rozwoju duchowości i pierwiastka boskiego a Twoją jest kolosalna. Dla Ciebie to oznaczało magię, dla mnie to znaczy by zacząć uczyć się przebaczać innym, czytać literaturę, dostrzec dobre cechy w kimś, a rozwój boskiego pierwiastka dla mnie to rozwój własnego umysłu, który Bóg dał każdemu czyli czytać, chodzić na kursy, uczyć się grać na czymś, uprawiać sport, dużo pracować, mierzyć dalej w życiu i sięgać po marzenia zamiast zajmować się puszczaniem tylko dlatego, że ktoś nas kiedyś skrzywdził.

        • nic nie wiem nie wyciągaj wniosków pochopnie. To co napisałam to naprawdę wielki skrót. Powiem szczerze, że nie bardzo chciałam dziś pisać, ponieważ mam pracę biurową, która czasami dość mnie wypala, więc leciałam wielkim skrótem.Ostrzegam Cię tylko, że ta droga prowadzi donikąd. Ja kiedyś uważałam się za osobę b. wrażliwą, to miał być też rozwój duchowy. To jest utopia. Nie ma innej drogi niż Jezus Chrystus. Czy Ty wiesz, ze codziennie odmawiam egzorcyzm, żeby wyplenić to całe zło. Chodziłam i chodzę na msze o uzdrowienie. Dziś wiem jedno, nie ma większej miłości niż JEZUS CHRYSTUS i większej opieki niż MATKA BOŻA. Wiesz jak mi się wcześniej wydawało, ile to ja mądrości zjadłam? To próżność, potem zostaje pustka.

          • nie rozwijanie się, brak nauki, brak dbanie o zdrowie, ciało które jest świątynią dla duszy czyli Boga to grzech, nie ma lepszego sposoby na poznanie potęgi Boga niż nauka. Mylisz się co do rozwoju duchowości. Można być uczniem Jezusa, ale Jezus również żąda, aby się uczyć, dokonywać eksploracji świata, którego Bóg stworzył. Ja nie czuję się mądra, ale nie mam zamiaru przestać badać rzeczywistości której jestem częścią. To grzech, lenistwo, a to przecież jeden z 7 grzechów głównych. Powtarzam można wierzyć w Jezusa i za Nim podążać, ale braku myślenia i nauki nie usprawiedliwia.

          • Joanna K. bardzo mądre słowa, ja też tego doświadczyłam, że bez pomocy Boga to wszystko to jak babki z piasku, a jak zaprosi sie Go do swojego życia to dzieją się wielkie cuda.

      • Joanno K. mnie także nie będzie łatwo, ale i ja spróbuję 🙂 Też w skrócie.
        Byłam dziewczyną krnąbrną i niepokorną, silną i odważną. Mężną. Ale nie kpiłam z usługujących kobiet, ja je buntowałam.
        Pochodzę z rodziny trudnej i dzieciństwo może nie było jakieś patologiczne, ale emocjonalnie hmmm… trudne, puste i samotne. Bagaż doświadczeń uczynił mnie silną i mężną, odpowiedzialną za młodsze rodzeństwo.
        Z Bogiem byłam albo bardzo blisko, albo w konflikcie, ale nie szukałam nigdy Jego zastępników. Czekałam jak oszołom na I Komunię Świętą, a do bierzmowania to podeszłam jak do 8 cudu świata. Uwielbiłam Ducha Świętego i traktowałam Go jak namacalny byt, jak koleżankę z ławki – że tak to porównam. I tak mi dzięki Bogu zostało 🙂
        W wieku 15 lat byłam z Bogiem w mocnym konflikcie – miałam wtedy głęboką depresję, ale wtedy nikt tego tak nie nazywał. Wówczas przeczytałam Tomasza a Kempis „O naśladowaniu Chrystusa”- po tę książeczkę sięgnęłam instynktownie, jak po koło ratunkowe. Znowu było nam z Bogiem do siebie bliżej 🙂
        3 lata później przeczytałam „Potęgę podświadomości” i miałam kilka epizodów na jej tle – dość interesujących, ale nigdy nie pociągała mnie specjalnie ta sfera życia. Konflikt z Panem Bogiem nie został jednak rozwiązany i bywało, że stosunki między nami bywały chłodne lub wrogie (z mojej strony). Czytałam różne książki z dziedziny psychologii i to one ułatwiły mi pojednanie się z moimi rodzicami. Byłabym nieobiektywna, gdybym nie potrafiła pozytywnie ocenić ich wpływu na moje relacje z bliskimi. To one nauczyły mnie pokory wobec ludzkich słabości, wbrew pozorom. Nigdy nie stanowiły dla mnie zaproszenia do innego duchowo świata, bo ten w moim mniemaniu zawsze należał do Boga – tylko ja czasem z niego wychodziłam na własne życzenie.
        Dlatego zdziwiła mnie Twoja ostrzegawcza reakcja na proponowane przez mnie lektury, bo ja nigdy w nich nie widziałam manifestu buddyzmu czy holizmu. Inaczej – holizm widziałam, ale koło pępka mi latał 🙂 Nie brałam tego na poważnie. Ja po prostu to czytałam i poddawałam chłodnej krytyce. No nie wiem – jakoś rozpoznawałam w sobie, czy coś? Może mój Anioł Stróż czuwa nade mną szczególnie gorliwie? 🙂
        Myślę (myślałam), że wszyscy tak mają… 🙂
        Ale masz rację, nie wszyscy mogą czytać książki tak krytycznie, więc Twój ostrzegawczy głos jest ważny.
        Później miałam epizod fascynacji protestantyzmem z powodu braku akceptacji wobec adoracji świętych, co przypominało mi neo-politeizm. Ale i to mi się zmieniło. Podobnie jak zmieniło mi się podejście do Marii 🙂 🙂 🙂

        Teraz moja relacja z Bogiem weszła w zupełnie inny wymiar. Już nie muszę być silna, co mnie męczyło. Moja pokora wobec Boga przybrała inny wymiar – ja się pozbyłam pychy wobec Boga wyrażonej w moim przekonaniu, że sama sobie dam radę ze wszystkim. Już wiem, że tak nie jest, nie czuję się z tym bezwartościowa, a nawet czuję się lekka i bezpieczna 🙂
        Zgadzam się z Tobą co do wzajemnej roli małżonków względem siebie. Ale kobieta czasem (nie chodzi mi o związek) musi być emancypantką, kiedy ktoś chce ją przykuć do zlewu albo do czajnika w sekretariacie tylko ze względu na jej płeć.
        Jestem szczęśliwa w małżeństwie, w którym rozkwitam i w którym prawdziwie troszczę się o swojego męża, doznając troski od niego. Ale jestem emancypantką i tak i tak, co zrobić? 😉
        Pozdrawiam 🙂

        • Cieszę się Asias, że jesteś szczęśliwa. Tak wielu ludzi w obecnych czasach konsumpcjonizmu jest pogubionych i nieszczęśliwych, że każde szczęście jest jak wielki skarb. Świat dziś staje się coraz bardziej smutny i trudny.
          Wracając do kwestii emancypacji w dosłownym tego słowa znaczeniu, to niestety jest to wg mnie nadużywany slogan, który obecnie robi więcej złego niż dobrego. W znacznym stopniu jesteśmy zasypywani prawem do aborcji, próbą wdrożenia ideologii genderowskiej oraz pozbawienia wpływu rodziców na edukację swoich dzieci. Organizacje feministyczne nie miały za bardzo wpływu na złe decyzje rządu w sprawie choćby podniesienia wieku emerytalnego kobiet i innych praw kobiet. Mamy za to system pracy równy mężczyznom, ale za mniejsze pieniądze, wiek emerytalny równy mężczyznom, tyle że emerytura mężczyzny bardzo różni się od emeryturki kobiety. Przykłady oczywiście można mnożyć.
          Sprawa poddaństwa kobiety – widzę to tak, że jeśli mężczyzna jest dojrzały i kocha kobietę, to nawet do głowy mu nie przyjdzie, żeby ona mu służyła. Nawzajem mają się wspierać, dbać o siebie, pomagać sobie w codziennym życiu. Jego rolę przywódcy uznaję w sytuacji np. takiej, gdy to on podejmuje trudne decyzje choćby związane z budowaniem przyszłości rodziny. Oczywiście jeśli jest mądry, bo niestety głupim trzeba kierować i modlić się o rozum dla niego . Niekwestionowaną rolą mężczyzny jest także wychowywanie dzieci,ponieważ ojciec powinien być dla nich autorytetem.Ma to duży wpływ na ich rozwój, psychikę i postawę w życiu.
          Jeśli chodzi o stosunki międzyludzkie, czy zależności, to wszędzie trzeba być sobą i gdy coś mi nie odpowiada, bo uwłacza mojej godności, to po prostu się na to nie godzę. To na razie tyle, chociaż można by gadać i gadać na ten temat bez końca. Pozdrawiam.

    • Dzięki Luko, że pytasz. Za tydzień mam wizytę u lekarza i mam nadzieję, że ten w końcu będzie wiedział co mi jest i położy mnie do szpitala. Trochę kolejki są do niego ale wytrzymam do kolejnego tygodnia. Jestem po kuracji antybiotykowej na te paciorkowce co wyszły z badania wymazu gardła. Odczekam teraz trochę i zrobię wymaz raz jeszcze by zobaczyć czy coś pomogło, chyba jednak tak bo nie sinieje mi twarz.i lepiej widzę, wiesz odzyskałam jakby wzrok z powrotem. A co z Twoją nogą?

      • Hm z moja nogą bywało dużo lepiej. Ale tak serio to mam cały czas ją napuchnieto i czasami trochd boli. Ale słyszałem że po takim złamaniu to takie objawy mogą do roku czasu występować. A co do kolejek, to ortopeda kazał mi przyjść 16 stycznia na wizytę. Mama dziś dzwoni żeby mnie zapisać i tam jej powiedzieli że najbliższy wolny termin dopiero w połowie marca. Ale mama coś powiedziała, no i że ja jestem z wypadku to gdzieś mnie na 16 upchno. A jak byłem wcześniej na wizycie to lekarz przyjmuje od 11 to pierwsza pacjentka była już na 7.15, a ja byłem na 8 i juz było z 5 osób. A jak ktoś przyszedł na 11 to około 25 juz było przed nim. 😀

        • kiedyś też skręciłam kostkę i kolejki były na oddziale większe niż za towarami w sklepach za komuny haha. Nie wiem, ale Ci ludzie chyba nic nie robią tylko się łamą 😀 życzę Ci Luko szybkiego powrotu do zdrowia i jak najmniejszego bólu przy rekonwalescencji 🙂

  14. Kochana czy uważasz, że ja nie myślę? Też wyznaję zasadę, że człowiek jak się nie rozwija, to się cofa.Popieram naukę,ale naukę zgodną z wiarą i wartością chrześcijańską. Sport uważam za konieczność dla zdrowia psychicznego, też biegam, jeżdżę na rowerze, mam poranną gimnastykę – to norma. Coś się nie rozumiemy, tzn. nie bardzo wiem o co Ci chodzi. Mnie natomiast chodzi o to, że okultyzm nie jest tą właściwą drogą rozwoju. Poza tym mój post był odpowiedzią dla Asias i dotyczył trochę innej kwestii.

    • przecież nie napisałam, że uważam że nie myślisz. To przepraszam jeśli Ciebie nie zrozumiałam, bardzo przepraszam, a do okultyzmu to się zgodzę nie tędy droga. Więc wracając to jednak w tym się zgadzamy co do rozwoju.

  15. Kochani. Czytam Wasze komentarze . I możecie nazwać się Apostołami Różańca?
    „Boksujecie ” się …aż nie miło czytać . Na tym blogu to w centrum powinna być Maria ze Swoim Synem , a co Wy robicie ? Co się dzieje z nie którymi osobami . Jakieś zło ma na was wpływ . Po co te emocje nie zdrowe .
    Marzenko cieszę się z Tobą . Niech Twoją Rodzinę ma w opiece Matka Przenajświętsza .

A Ty co o tym myślisz? Napisz!