Jacek: Jak można odmawiać różaniec?

Zacznę od tego, że chyba nie jestem „typem różańcowym”. Co jednak nie zmienia faktu, że zdążyłem już odmówić wiele różańców. W moim życiu były długie okresy zarówno różańcowe, jak i bezróżańcowe. Nigdy nie odmawiałem różańca bez przekonania, ale moje przekonanie do niego ograniczało się raczej do „argumentu z autorytetu”. No tak, skoro, na przykład, Jan Paweł II, tej klasy intelektualista i człowiek na takim stanowisku odmawia taką modlitwę, to musi w tym coś być! A poza Janem Pawłem wiele innych osób, głównie świętych… Dlatego odmawiałem – były okresy, że i trzy razy dziennie (zanim wspomniany Ojciec Święty wylansował „tajemnice światła”).


A ponieważ nic więcej – poza tym „argumentem z autorytetu” do różańca mnie nie pociągało, odpuściłem sobie w pewnym momencie. Zastąpiłem go „modlitwą Jezusową”. Bo to krótsze i mniej skomplikowane. Nie trzeba tyle myśleć, a przecież można wejść w głęboki kontakt z Bogiem i przy okazji psychicznie i fizycznie odpocząć.

I znowu przyszedł czas na różaniec – nie z miłości do niego samego, lecz z obietnicy, jaka mu towarzyszy. Znalazłem się bowiem w takiej sytuacji, że bez cudu nie da rady. Dodam, że chodzi o cud nawrócenia, nie mojego akurat, lecz kogoś bliskiego z rodziny. I nie chodzi o nawrócenie na chrześcijaństwo, lecz o przemianę egzystencjalną; o to, by ktoś mi bliski przestał myśleć, jak by tu innym dopiec, lecz wręcz przeciwnie: jak by tu najbliższym przynajmniej nie szkodzić. Co z tego będzie, to zobaczymy. Ufam, że Matka Boża dotrzyma obietnicy. Z tym akurat, by wierzyć w Boskie (i Maryjne) obietnice, nie mam problemu. Wierzę również  tym, którzy składają pozytywne świadectwa w tym temacie.

Sięgnąłem zatem po różaniec. Ale nikt mi nie powie, że to modlitwa krótka i łatwa. Jeśli zaś długa i niekoniecznie łatwa, to jak podejść do tego zadania, by mu sprostać?

Nigdy nie obawiałem się eksperymentować, jeśli chodzi o modlitwę. Mam za sobą parę wynalazków, jak choćby ten, o którym zaraz napiszę. Zanim jednak to zrobię, wspomnę o jednym takim, który nazwałem „stufraźcem”. Stufraziec to sznurek, na którym zawiązałem sto supełków. Ten modlitewny przyrząd służył mi (i nadal służy) do odmawiania modlitwy Jezusowej (jeden węzełek – jedna fraza). Sto takich, czy innych modlitewnych inwokacji. Polecam.

Ale wracam do różańca, tego rekordowo długiego – pompejańskiego. Jak temu sprostać? Po prostu napiszę, jak to zrobiłem po kolei i tyle.

Zdecydowałem się iść „na całość”, a więc włącznie z tajemnicami światła. Z doświadczenia wiem, że z „klasycznym” odmawianiem (różaniec w ręce) bywa różnie: raz za długo, kiedy indziej z pośpiechem, to znowu z zamyśleniem się prowadzącym do zapomnienia, którą to tajemnicę rozważam (a raczej w takim przypadku – którą to powinienem rozważać).

Żeby uniknąć tych trudności, nagrałem jeden dziesiątek (czy jedną dziesiątkę?) różańca, tj. „Ojcze nasz”, dziesięć razy „Zdrowaś Maryjo” i „Chwała ojcu”. Odmawiałem te modlitwy nie za szybko i nie za wolno – w moim normalnym rytmie. Jak się później okazało, ten dziesiątek stał się głównym elementem mojego różańca. Czasowo ten element zajmuje prawie trzy minuty (dokładnie 2:55). Potem trzeba było tylko nagrać „początek” i „zakończenie” (w dwóch wersjach: błagalnej i dziękczynnej), no i oczywiście „rozmnożyć” ten dziesiątek do dwudziestu. Nagrałem też „zapowiedzi” każdej tajemnicy, tj. „Zwiastowanie”, „Nawiedzenie” itd. Potem pozostało tylko ustawić wszystkie pliki w odpowiedniej kolejności. Nic trudnego: 00 „W imię Ojca” + cały początek, 01 „Zwiastowanie” (zapowiedź), 02 „Zwiastowanie” (dziesiątek), 03 „Nawiedzenie” (zapowiedź) i tak dalej do samego końca. Cała „zabawa” z montażem (dlaczego nie miałbym tego tak nazwać, skoro mnie to cieszyło i bawiło) zajęła mi nie więcej, niż piętnaście minut. I powiem z satysfakcją, że się mi to wszystko bardzo opłacało. Do słuchania (i wraz ze słuchaniem odmawiania) używam kultowego modelu telefonu Nokia (nawet nie wiem, jak się on nazywa). Nie chcę przez to powiedzieć, że nie wypada używać sprzętu bardziej zaawansowanego technologicznie. Po prostu korzystam z tego, co mam.

Nie ukrywam, że wolę odmówić wszystkie części naraz (i wtedy zajmuje mi to około godziny i pięciu minut), ale już ze dwa razy zdarzyło mi się, że musiałem to odmawianie podzielić. Przewidując to wszystko, stworzyłem pięć katalogów (rozmnażanie plików mp3 może być naprawdę przyjemne!): w pierwszym znalazła się całość, a w pozostałych czterech – cztery różne części różańca. Na wypadek, gdyby…

Gdy zacząłem odmawiać różaniec w ten sposób, zaczęły się też odkrycia. I one to, a nie tyle to, co do tej pory napisałem, skłoniły mnie do podzielenia się moim doświadczeniem.

Pierwsze skojarzenie odnosiło się do jazdy samochodem i używania przy tym świateł drogowych („długich”) i mijania („krótkich”). Jazda na światłach „długich” to rozważanie konkretnej tajemnicy. W moim przypadku to nie tyle „rozważanie”, lecz raczej wpatrywanie się w obraz utrzymywany w wyobraźni. Może się jednak zdarzyć – a mnie się to zdecydowanie zdarza – że jakaś myśl (pozaróżańcowa) rozproszy mi ten obraz. I co wtedy? Gdybym miał różaniec w ręce, to bym spojrzał, w którym miejscu jestem (tzn. „byłem”, bo skoro mi się rozproszył obraz rozważanej tajemnicy, to już tam nie jestem). Ale nie mam różańca w ręce – z własnego wolnego wyboru – tylko w uszach. Co więc w takiej sytuacji robię? Przełączam światła na „krótkie”, co w praktyce znaczy, że koncentruję się na słowach modlitwy „Zdrowaś Maryjo”. Czynię tak do momentu „ogłoszenia” następnej tajemnicy, na której znowu staram się „zawiesić” swoją myśl (światła „długie”).

Myślę, że nie ma nic złego w takiej praktyce. Wręcz przeciwnie – „Zdrowaś Maryjo” to modlitwa na tyle brzemienna w treść, że odmówienie jej z uwagą i wiarą („sercem”) wystarczy za wszystko. „Jedź” więc, jeśli możesz, na światłach drogowych („długich”), bo każdy tak lubi (a w różańcu jakby o to właśnie chodzi), ale jak się „zgubisz”, włączaj światła mijania („krótkie”) i jedź na nich z uwagą do momentu, w którym będziesz znowu mógł przełączyć na drogowe (zapowiedź następnej tajemnicy).

Można by tu jeszcze nawiązać do patrzenia w ekran nawigacji (dłuższa perspektywa – konkretna tajemnica różańca) lub na tablice informacyjne przy drodze (krótsza perspektywa – „Zdrowaś Maryjo”), albo porównać odmawianie różańca z jazdą np. w wagonie metra. Głos płynący z głośnika informuje mnie, do której stacji właśnie dojechał pociąg, albo która będzie następna. Jeśli już tam kiedyś wysiadałem, to wyobrażam sobie teraz to, co kiedyś widziałem. Wiem, gdzie jestem i wiem, jak daleko mam do celu. A co najważniejsze, czy mi się spieszy, czy nie, nie jestem w stanie wpłynąć na prędkość poruszającego się pojazdu. Nie przyspieszę nagrania z modlitwą różańcową – mogę ją jedynie przerwać, by do niej później powrócić. Nic nie mogę skrócić, ani wydłużyć. I to mi się podoba.

Mamy więc dwie perspektywy w trakcie odmawiania różańca – dłuższą (konkretna tajemnica) i krótszą („Zdrowaś Maryjo”), jakby dwa jego wymiary. Zanim przejdę do trzeciego, przywołam jeszcze jedno porównanie. Obraz konkretnej tajemnicy to „dom”, a „Zdrowaś Maryjo” to jego „fundament”. Jeśli rozpadł ci się dom, wróć do fundamentu, skoncentruj się na nim, zbuduj na nim od nowa (wyobrażenie następnej tajemnicy). Wszak dziesięciokrotne powtórzenie „Zdrowaś Maryjo” to swego rodzaju miara czasu, w którym masz się zatrzymać na konkretnym obrazie. Ale gdy nie ma obrazu, nie szukaj go na siłę, skoncentruj się na słowach Archanioła Gabriela. Tak więc skupienie jest możliwe mimo zmienności (światła drogowe lub światła mijania oraz dom lub fundament).

Odmawiamy więc różaniec w ten sposób, że gdy gubimy jeden wymiar (ten docelowy, niejako „ważniejszy”, jakim jest rozważanie, czy wyobrażanie sobie konkretnej sceny z życia Jezusa lub Maryi), to natychmiast ratujemy się drugim: „Zdrowaś Maryjo” brzmi w naszych uszach (możemy w tym samym rytmie wypowiadać słyszane słowa szeptem lub głośno, w zależności od sytuacji lub potrzeby).

I wreszcie trzeci wymiar – moje największe odkrycie, albo łaska Boża, bo nie przypuszczam, żeby mi to tak samo do głowy przyszło. Ten trzeci wymiar to połączenie różańca z koronką do Miłosierdzia Bożego, a raczej wykorzystanie „fundamentu” wspomnianej koronki do budowy „domu” z tajemnic różańcowych. Co jest tym „fundamentem” koronki do Miłosierdzia Bożego? Myślę, że słowa modlitwy: „Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata”.

Na pierwszy rzut oka widać tu jeśli nie (teologiczne) streszczenie, to przynajmniej nawiązanie do części bolesnej różańca. Samo „Ciało i Krew, Dusza i Bóstwo” najmilszego Syna Bożego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, nie musi jeszcze sugerować cierpienia, ale powtarzane dziesięć razy „Dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i całego świata” nie pozostawia co do tego żadnych wątpliwości. To sam Pan Jezus podyktował nam taką formułę modlitewną. Jest więc ona z pewnością teologicznie poprawna. Jeśli więc mogę ofiarować Ojcu Przedwiecznemu Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo Jego najmilszego Syna, a naszego Pana, to dlaczego nie mógłbym Mu (Ojcu) ofiarować na przykład… Zwiastowania, Nawiedzenia, Narodzenia (ograniczam się do skrótów, a Czytelnik sam sobie „dośpiewa” co trzeba). Przecież wszystko, co się przydarzyło Jezusowi (i innym osobom, które z Nim miały cokolwiek do czynienia), miało charakter zbawczy i można to ofiarować „na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata”. A z drugiej strony niekoniecznie trzeba to ofiarować „na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata”. Można to, po prostu, Bogu ofiarować, nie wdając się w szczegółowe intencje (np. „na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata”). Kluczem do takiego „rozszerzonego” ofiarowania jest – przypominam – modlitwa z koronki: „Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci…” Jeśli Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi wolno było załatać dziurę w różańcowym odzwierciedleniu historii zbawienia, to dlaczego mnie miałoby nie być wolno realizować w praktyce tego duchowego odkrycia? Przepraszam za to porównanie mojego wkładu w modlitwę różańcową z tym, czego dokonał Jan Paweł (mam nadzieję, że uśmiech, z jakim piszę te słowa, jest wyczuwalny dla Czytelnika), ale dla mnie ten „dodatek” z koronki (a raczej „przeniesienie” pewnej idei) ma tak ogromne znaczenie, jak włączenie w strukturę różańca tajemnic światła, które skądinąd bardzo lubię (to – ni mniej, ni więcej – tylko jakieś trzy pełne wydarzeń lata z życia Jezusa!).

W praktyce może to wyglądać tak: „Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci zwiastowanie anielskie; ofiaruję Ci Maryję z całą jej dyspozycyjnością, z Jej słowami ‘Oto ja służebnica Pańska’…” i tak dalej. „Ofiaruję Ci nawiedzenie świętej Elżbiety; nie tyle „nawiedzenie”, co Maryję nawiedzającą Elżbietę i Elżbietę oraz jej reakcję na widok Maryi; ofiaruję Ci również duchowy dialog Jezusa i Jana…” i tak dalej. Nie będę więcej podpowiadał . Każdy może w tę modlitwę włączyć wszystko, co wie, albo co mu Duch Święty podpowie. Osobiście takiego „ofiarowania” dokonuję po odmówieniu „Ojcze nasz”. Nie stoi za tym większa teologia – po prostu „Ojcze nasz” jest jedno, a „Zdrowaś Maryjo” dziesięć. Dziesięć to tyle, że zdążę się „wygadać” (tj. dokonać ofiarowania tego, co w danym momencie dostrzegam w konkretnej tajemnicy) i jeszcze powtórzyć parę razy, zanim usłyszę „Chwała Ojcu”.

Jaki to niesie dla mnie skutek? Przede wszystkim taki, że nie zapominam, jaką tajemnicę odmawiam. Owo „ofiarowanie” tak wzmacnia świadomość odmawianej tajemnicy, że nie zapominam. I myślę, że taka druga warstwa (spontanicznej) modlitwy (bo pierwszą, „fundamentalną” i zdecydowanie mniej spontaniczną jest „Zdrowaś Maryjo”) spełnia taką samą rolę, jak rozważanie konkretnej tajemnicy, odczytywane przez wybraną osobę, podczas publicznego (wspólnotowego) odmawiania różańca. Można więc w wolnych chwilach poczytać coś na ten temat, bo jak się więcej wie i rozumie, to się ma Bogu więcej do powiedzenia podczas modlitwy różańcowej.

Podsumujmy więc pracę wspomnianych trzech wymiarów modlitwy różańcowej. Oto odmawiasz różaniec. Jesteś w którejś części na etapie którejś tajemnicy. Wiesz, gdzie jesteś, bo Bóg dał Ci łaskę skupienia, a ty nią nie pogardziłeś. Dzwoni telefon (niekoniecznie musisz wszystko powyłączać na czas modlitwy – niektóre rzeczy mogą być ważne). Naciskasz pauzę w swoim odtwarzaczu. Rozmawiasz z przez chwilę. Wracasz do różańca. Hm… Gdzie ja to byłem? A czy to takie ważne? Nie aż tak ważne, by nad tym rozmyślać. Zamiast dociekać i usiłować sobie przypomnieć, zacznij od „fundamentu”, od „Zdrowaś Maryjo”, które rozbrzmiewa w twoich uszach. Pojedź chwilę na światłach mijania. Zaraz będzie „Chwała Ojcu”, a potem ogłoszenie następnej tajemnicy. Skup się, by tego nie przegapić, a następnie wzmocnij świadomość tej tajemnicy „ofiarowaniem” (które – jak już wspomniałem – jest swego rodzaju rozważaniem). I tak do końca (dzisiejszego) różańca, i tak do końca (tej) Pompejańskiej Nowenny…

Tyle mam w tej chwili do powiedzenia. Chciałem się podzielić moimi myślami różańcowymi. Mam nadzieję, że komuś pomogą. Chciałbym też za dwadzieścia parę dni podzielić się dobrą nowiną, że mnie Matka Boża i moja wysłuchała i wspomogła. Jestem bezsilny, a Ona ma możliwości. Ufam i czekam.

10 myśli na temat „Jacek: Jak można odmawiać różaniec?

  1. Z wielkim zainteresowaniem czytałam panie Jacku. Myślę jednak, że osoby ze starszego pokolenia jednak wolałyby tradycyjnie odmawiać nowennę, ale bardzo ciekawe spostrzeżenia. Pozdrawiam serdecznie.

  2. To nie wszystko, co napisałem, ale o tym za moment. Myślę, Pani Barbaro, że tradycyjne odmawianie różańca niekoniecznie musi być zastępowane innym, bardziej nowoczesnym. Myślę, na przykład, że odmawianie różańca z Radiem Maryja jest taką formą pośrednią. A niżej to, co do tych rozważań dodałem, ale już po opublikowaniu pierwotnego tekstu:

    I jeszcze przedostatnie słowo. Napisałem nieco wyżej: „Można więc w wolnych chwilach poczytać coś na ten temat…” Zaraz po skończeniu pisania tego tekstu znalazłem coś do poczytania, choć w tym momencie na czytanie się nie zdecydowałem. Nazajutrz w trakcie odmawiania różańca pomyślałem, że można by te fragmenty nagrać i włączyć do modlitwy. Jak pomyślałem, tak zrobiłem, bo nie było to trudne.

    Nie upieram się, że przygotowanie do odmawiania różańca z użyciem nagrań musi tak właśnie wyglądać. Można sobie ściągnąć z Internetu odpowiednie nagrania. Jeśli jednak chodzi o mój audio-różaniec, to cieszę się bardzo, że skomponowałem go w ten właśnie sposób – z wielu mniejszych elementów, którymi można odpowiednio manipulować. I tak plik mp3 z ogłoszeniem tajemnicy „Zwiastowanie” oznaczony jest numerem 01 (dokładnie: „01 Zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie”). Kolejny plik z dziesiątkiem różańca (wspomniane 2 minuty i 55 sekund) oznaczony jest numerem 02, a następny – „Nawiedzenie świętej Elżbiety” – numerem 03. I tak do samego końca. Nic trudnego pomiędzy plikami 01 i 03 umieścić plik z numerem 01a z fragmentem Ewangelii:

    Posłał Bóg anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą”. Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”.

    Pod numerem 03a byłby fragment: W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w pokoleniu Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona okrzyk i powiedziała: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jesteś, któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana”. I tak do samego końca.

    Po jakimś czasie pliki 01a, 03a (i następne z „a”) można zamienić na pliki 01b, 03b, a następnie 01c, 03c i tak dalej. Liter w alfabecie jest dość sporo… Można więc co jakiś czas nagrywać nową serię rozważań, korzystając z jakiegoś nowo odkrytego źródła, albo wrócić do tego, co już było. Wykasowanie jednych plików i zastąpienie ich innymi nie jest zbyt trudnym przedsięwzięciem. I różaniec SIĘ odmawia!

    Korzystając z faktu, że podzieliłem moją modlitwę różańcową na pięć części (całość oraz każda część z osobna) pomyślałem, że rozważania włączę do katalogów z poszczególnymi częściami z wyjątkiem tego, który zawiera całość. Chodziło mi o to, by móc swobodnie wybierać, że na przykład dziś pomodlę się, korzystając z rozważań, odmawiając drugą część, a pozostałe odmówię bez tych dodatkowych rozważań. Bowiem odmawianie całości ze wszystkimi rozważaniami w sposób oczywisty wydłuża całą modlitwę. Następnie pomyślałem, że mogę sobie to samo nagrać po angielsku.

    Przez jakiś czas myślałem, że powyższy akapit jest przedostatnim w moim świadectwie, a po nim już tylko ten kończący. Tak się jednak nie stało, bo… w miarę odmawiania nowenny pojawiały się nowe problemy – jak choćby rozproszenia – i nowe pomysły, jak na nie reagować. Pierwszym był jakiś sposób wynagrodzenia Bogu za to, że nie byłem w pełni modlitewnie obecny podczas odmawiania różańca. Postanowiłem zadośćuczynić w ten sposób, że odmówię jeszcze raz kilka wybranych tajemnic. Myślę, że każdy ma takie swoje ulubione tajemnice. Idąc krok dalej doszedłem do wniosku, że wybiorę po jednej z każdej części. Oto mój wybór:

    1. Odnalezienie Pana Jezusa w świątyni
    2. Głoszenie królestwa i wzywanie do nawrócenia
    3. Dźwiganie krzyża na Kalwarię
    4. Zesłanie Ducha Świętego

    Nie będę uzasadniał, dlaczego wybrałem te tajemnice. Każdy ma swoje ulubione. Tyle wystarczy. Ale – co łatwo zauważyć – tych tajemnic jest cztery. Aż się prosi, by dodać piątą. Lecz którą? Tu znowu pojawiła się pewna intuicja. Przecież w różańcu chodzi m.in. o mnie – o moje uświęcenie, a nie tylko o uzyskanie takiej, czy innej łaski. Pomyślałem więc szybko, że ta piąta tajemnica powinna obejmować moje życie. Nie musiałem długo myśleć. Wybrałem dla niej takie hasło: „Naśladowanie Chrystusa”. To jest już czas po narodzeniu, męce i zmartwychwstaniu Jezusa; po wniebowzięciu i ukoronowaniu Maryi. Historia zbawienia jest już niejako ukończona, teraz powinna być tylko odtworzona – w moim życiu. Zatem „Naśladowanie Chrystusa” i ostateczny kształt „piątej” części różańca, którą mógłbym nazwać tajemnicami „wybranymi”, albo „ulubionymi”, albo „osobistymi”. Przyznam, że bardzo lubię odmawiać tę część różańca, która w całości wygląda tak:

    1. Odnalezienie Pana Jezusa w świątyni
    2. Głoszenie królestwa i wzywanie do nawrócenia
    3. Dźwiganie krzyża na Kalwarię
    4. Zesłanie Ducha Świętego
    5. Naśladowanie Chrystusa

    Bardzo zachęcam do skomponowania takiego dodatku. Może się też okazać, że w jakimś okresie życia nie będziemy odmawiać całej nowenny, albo też nie będziemy odmawiać konkretnej części różańca z innymi osobami, tylko prywatnie – wtedy możemy sięgnąć po „Tajemnice wybrane”.

    Na tym nie koniec z pomysłami. Odmawianie różańca w całości – wszystkie cztery części naraz – okazuje się czasem trochę męczące. Pomyślałem więc o ponownym podzieleniu go na trzy części. I w tym momencie przypomniało mi się, że wszystkich tajemnic różańcowych, włącznie z tą moją najbardziej osobistą jest – „na oko” – dwadzieścia jeden. Przyszło mi to do głowy w dniu św. Agnieszki, w dwudziestym pierwszym dniu stycznia. Idealna ilość do podziału: trzy razy siedem równa się dwadzieścia jeden. Jednak po przyjrzeniu się tradycyjnemu układowi tajemnic doszedłem do wniosku, że ten podział będzie trochę sztuczny, trochę na siłę. Trudność jednak nie była wielka i ostateczny podział można ująć w trzech cyfrach: 8, 7 i 6. Stosownie do tego podziału musiało się też zmienić nazewnictwo poszczególnych części. Ostatecznie wygląda to tak:

    Część pierwsza – Tajemnice Poranne
    1. Zwiastowanie Najświętszej Maryi Pannie
    2. Nawiedzenie świętej Elżbiety
    3. Narodzenie Pana Jezusa
    4. Ofiarowanie Pana Jezusa w świątyni
    5. Odnalezienie Pana Jezusa w świątyni
    6. Chrzest Pana Jezusa w Jordanie
    7. Objawienie się Pana Jezusa w Kanie Galilejskiej
    8. Głoszenie królestwa i wzywanie do nawrócenia

    Część druga – Tajemnice Po(po)łudniowe
    1. Przemienienie Pańskie na górze Tabor
    2. Ustanowienie Eucharystii
    3. Modlitwa Pana Jezusa w Ogrójcu
    4. Biczowanie Pana Jezusa
    5. Cierniem ukoronowanie Pana Jezusa
    6. Dźwiganie krzyża na Kalwarię
    7. Ukrzyżowanie i śmierć Pana Jezusa

    Część trzecia – Tajemnice Wieczorne
    1. Zmartwychwstanie Pana Jezusa
    2. Wniebowstąpienie Pana Jezusa
    3. Zesłanie Ducha Świętego
    4. Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny
    5. Ukoronowanie Maryi na Królową nieba i ziemi
    6. Naśladowanie Chrystusa

    Uważam, że podział nie jest najgorszy, ale nie będę wydłużał tego świadectwa w celu jego uzasadnienia. Nie chciałbym też, żeby ktoś mnie uznał za jakiegoś amatora-reformatora tego, co zostało uświęcone tradycją. To moja prywatna twórczość religijna, a pozwalam sobie ją zaprezentować tylko po to, żeby Czytelników ośmielić do podobnego wysiłku, jeśli miałoby im to pomóc w odmawianiu różańca. Jeśli chodzi o mnie, to do końca mojej pierwszej w życiu Nowenny Pompejańskiej pozostaje tydzień. Na razie niejako nie widać jej skutków, ale to nie ja jestem od wyznaczanie Bogu terminów i określania jakości skutków. Ja jestem od odmawiania różańca. I następną nowennę – bo już się na to przygotowuję – będę, jak mi się wydaje, odmawiał albo w wersji „całość”, albo w wersji „8-7-6”. A w wolnych chwilach nie wykluczam „Tajemnic wybranych”, boje bardzo lubię.

      • Wydawać by się mogło, że podział pomiędzy pierwszą, a drugą częścią jest dość sztuczny – takie jakby rozerwanie tajemnic światła. Przy podziale kierowałem się „atmosferą” tego, co się działo w życiu Jezusa. „Głoszenie królestwa i wzywanie do nawrócenia” niejako kończy to, co zawiera się w tym tytule. Natomiast od „Przemienienia na górze Tabor” zaczyna się dla mnie temat Męki. Fragment o przemienieniu odczytywany jest m.in. w okresie wielkiego postu i w homiliach słyszymy, że zdarzenie to było po to, by umocnić apostołów na czas męki. „Ustanowienie Eucharystii” to już Wielki Czwartek, a męka czeka niejako za drzwiami wieczernika. Dlatego ten podział wydał mi się uzasadniony. Część trzecia zaś jest taka, jak była. Dodanie przeze mnie jeszcze jednej tajemnicy może dla innych nie mieć większego znaczenia.

  3. Stał się Pan niesamowitym wirtuozem różańcowym – i to juz odmawiając swą pierwszą nowennę. Żyje Pan nie tylko samą modlitwą, ale przecież tyle przemyśleń i energii sprawia, ze nowenna jest ciągle w Panu jak u wirtuoza, który wszystko daje z siebie w trakcie gry, a po jej zakończeniu dalej gra jego serce i myśli. Ja, niestety, podpowiedzi Pana wprowadzić nie mogłabym do mojego sposobu modlitwy z prostej przyczyny nie lubię odtwarzania z nagrań byłaby to dla mnie musztra, ale jestem wręcz zauroczona Pańskim pomysłem. Sprawdziłam też czas odmawiania jednej tajemnicy – szybciej Pan biegnie po tej drabinie zdrowasiek. Zaciekawił mnie Pan bardzo i pomysłowością i wykładem. zainspirował także do przeanalizowania moich „strat” podczas modlitwy – rozproszeń, przyśnięć itp.Dziekuje

  4. Pani Krystyno, Nowennę Pompejańską odmawiam rzeczywiście po raz pierwszy, ale różaniec w ogóle – jak wspomniałem chyba w pierwszym akapicie – nie. Nie uważam się za wirtuoza, raczej za rzemieślnika. A być dobrym rzemieślnikiem… jasne, że bym chciał. Po prostu starałem się znaleźć sposób, żeby sprostać trudnemu zadaniu, jakim jest taka dawka różańca dziennie.

  5. W tak exspresowym tempie nie potrafię odmawiać różańca świętego. Odmawianie Nowenny Pompejańskiej z rozważaniem tajemnic 4 częśći zajmuje mi 2godz i kilka minut, a już trochę odmówiłam od 03 stycznia 2013r.

  6. Świadectwo Pana i dokładny , obszerny opis działań jakie Pan podjął do usprawnienia odmawiania tej modlitwy w różnych sytuacjach dnia jest dla mnie niesamowity. Takie ,,poukładanie” tego i nagranie – wierzę ,że było absorbujące, mobilizujące i jest Pan zadowolony z efektu. Ważne,że ten sposób się u Pana sprawdził i dalej sprawdza. Nie jestem tak biegła w tych sprawach nagrywania,i opracowania materiału, ale myślałam już kiedyś jak to sobie najlepiej ,,przygotować”, by wpleść odmawianie w ciągu dnia ewentualnie wieczoru , a przyznam się ,ze ostatnio często zostają mi godziny nocne i dzięki Bogu przysypiając jakoś się budzę- by dokończyć. Cały czas myślę, może kiedyś wypracuję też jakąś swoją lepszą metodę.
    A ten różaniec po angielsku- tez daje mi wiele do myślenia… Od dekad nie potrafię się zmobilizować i opanować tego języka, warto choć modlitwy się nauczyć.
    Życzę wytrwałości, ja odmawiam dopiero drugą nowennę , ale czuję ,ze jest mi z nią dobrze, dlatego chciałabym wyprosić potrzebne łaski, wierzę i cierpliwie czekam.
    Życzę Panu też dalszego trwania na tej cudownej modlitwie.

  7. Przypuszczam, że to mój ostatni dopisek do tego świadectwa z mojej strony, a to dlatego, iż wczoraj wieczorem pomyślałem, że nie napiszę już nic. Tak zwyczajnie doszedłem do wniosku, że nie mam już nic do powiedzenia, a może ktoś jeszcze pomyśleć, że po prostu próbuję zaimponować swoją pomysłowością. Nic z tych rzeczy. Zresztą co by mi to dało? Kto jest tym Jackiem, który to pisze, wie tylko moja żona, więc to, co robię, nie jest na pokaz. Tyle gwoli ewentualnego zarzutu.

    To, co teraz napiszę, ma przypadkowy związek z wypowiedzią Pani Aleksandry, choć ostatnio usłyszałem piękne stwierdzenie, że przypadek, czy zbieg okoliczności to taki zabieg ze strony Boga, by mógł On działać anonimowo. Myślę, że każdy ma swoje tempo i potrzeby – to odnośnie postu Pani Zofii – mnie na razie nie stać na dwie godziny. Jeśli chodzi o różaniec po angielsku, to… na wszelki wypadek wróciłem do tekstu, żeby upewnić się, co napisałem. Pozwolę sobie zacytować to zdanie: „Następnie pomyślałem, że mogę sobie to samo nagrać po angielsku”. Na razie poprzestałem na tym pomyśleniu. Obecną nowennę kończę 28. stycznia, następną zamierzam zacząć pierwszego lutego, więc „wolne” dni pewnie na to nagranie wykorzystam. Dobra wiadomość jest taka, że jeśli chodzi o różaniec po angielsku, to wystarczy poszukać w Internecie i można bez trudu ściągnąć wszystkie części.

    Jak już wspomniałem, moja nowenna się kończy i nie za bardzo widać oczekiwany skutek, ale zauważyłem dwa inne, mniej oczekiwane. Po pierwsze, przekonałem się, że takie przedsięwzięcie jest możliwe, a owocem tego przekonania jest postanowienie rozpoczęcia kolejnej. Po drugie, to, co napisałem, przynajmniej kilku osobom w jakiś sposób pomogło, a dzięki temu, że tekst ten będzie przez jakiś czas obecny w Internecie, może skorzysta więcej osób. Zaś co po trzecie, to się jeszcze okaże. Nasz Bóg jest Bogiem niespodzianek i na dodatek nas kocha, więc nigdy nie wiadomo.

    Zanim opiszę ostatni pomysł, który narodził się w mojej głowie dzisiaj rano (piszę te słowa po południu), pozwolę sobie na lekkie wprowadzenie.

    Każdy z nas ma za sobą pewne doświadczenie, które zaczyna się przyjemnie, a kończy złością. Na siebie? Wszechświat? Nie ważne. To doświadczenie to oglądanie wieczorem filmu, najlepiej w łóżeczku, żeby się nie męczyć siedzeniem, w przyjemnym ciepełku. Film oczywiście interesujący – dobre recenzje i rzeczywiście nieźle się zapowiada. Zaczynamy go z zainteresowaniem oglądać i… znów zaczynamy… widząc końcowe napisy. Ja zawsze jestem w takiej sytuacji zły. Na kogo? Na siebie, że znów się dałem nabrać, że mi się uda. A mój organizm? Zachował się „jak zwykle”.

    Jeśliby różaniec porównać do filmu, albo do serialu, składającego się z dwudziestu, czy – jak od niedawna w moim przypadku – dwudziestu jeden odcinków, to dla iluż z nas ten serial tyle razy się wydłużył? Nie pisałbym, gdybym nie słyszał i gdybym sam nie doświadczył. Myślę, że takie doświadczenie ma za sobą każdy, kto postanowił systematycznie odmawiać różaniec. Z tego powodu i ze względu na wagę sytuacji – szkoda by było przerwać nowennę z tak banalnego powodu! – odmawiałem różaniec spacerując, albo siedząc. Co do leżenia, nie jestem chory, żeby ta pozycja mogła być usprawiedliwiona, a poza tym wiadomo, jak to się może skończyć. Wyjątkiem – jeśli chodzi o leżenie – okazał się dzisiejszy poranek.

    Obudziłem się bardzo wcześnie, około czwartej. Daleko było do zaplanowanej pobudki. Czułem się wyjątkowo wyspany i ucieszony z tego powodu. Fantastyczna okazja, żeby odmówić różaniec, przynajmniej pierwszą część – „poranną” (składającą się w moim przypadku z ośmiu tajemnic). Ułożyłem się w pozycji półleżącej, pomodliłem się o dobrą modlitwę (robię tak od niedawna, a mianowicie od momentu, kiedy to w pewnym modlitewniku znalazłem „Modlitwę o dobrą modlitwę”, co mnie z resztą nieco rozbawiło) i zacząłem różaniec.

    Pierwszą część odmówiłem w całości i w pełni świadomie. Zrobiłem sobie krótką przerwę. Myślę, że podziękowałem za „dobrą modlitwę” i stwierdziłem, że do oficjalnej pobudki nadal daleko. Wyglądało na to, że dzień będę miał obłożony obowiązkami, a nikt przecież nie powiedział, że nie wolno odmówić różańca za jednym zamachem. Zacząłem więc drugą część – „po(po)łudniową”. Obudziła mnie… cisza w słuchawkach. Pomyślałem, że „stało się”. Zaśnięcie na różańcu z pewnością nie jest grzechem, ale trudno taki różaniec nazwać „odmówionym”. A jak nie został odmówiony, to trzeba go… odmówić. Innej rady nie ma. A tak przy okazji, jeśli uważamy różaniec za modlitwę myślną, to dlaczego wciąż mówimy o jego „odmawianiu”, a nie o „odmyślaniu”? Zmobilizowałem się więc i odmówiłem pozostałe części i byłem z tego powodu bardzo szczęśliwy. Nadal nie musiałem wstawać. Miałem więc czas, by pomyśleć.

    Co wymyśliłem? Jeśli różaniec to swego rodzaju film religijny, nasz ulubiony serial, który już wiele razy oglądaliśmy i nadal chcemy to robić, to nie jest ważne, czy będziemy go dzielić na cztery części (tajemnice radosne, światła itd.), na trzy („poranna”, „południowa” itd.), czy jeszcze inaczej. Tak naprawdę ważny jest każdy odcinek z osobna – każda tajemnica. A zasnąć można – jak mi dzisiejsze doświadczenie przypomniało – na każdym etapie i będąc w całkiem niezłej formie. Oswojony z dotychczasowymi podziałami pomyślałem o kolejnym, już całkiem mechanicznym – nie tematycznym. Po prostu 1-3, 4-6 itd. W ten sposób wyszłoby siedem katalogów po trzy pliki mp3, czyli po trzy nagrane dziesiątki różańca, czyli trzy tajemnice. Jaki z tego pożytek? Przede wszystkim taki, że jak zaśniesz, to masz do „odrobienia” czy też odmówienia, albo odmyślenia około dziesięciu minut. Przy okazji otrzymasz informację, że nie jest tak, jak Ci się wydawało, a mianowicie, że nie grozi ci zaśnięcie. Możesz się wtedy zastanowić, w jaki sposób kontynuować odmawianie różańca. Poza tym wymuszony przystanek, żeby się przełączyć z jednego katalogu na drugi (z jednej trójki na drugą) i związane z tym konkretne działanie dodatkowo pomoże Ci w utrzymaniu się w stanie czuwania. Same plusy. Tak to przewiduję. Jeszcze tego na sobie nie sprawdziłem, bo nie zdążyłem dokonać opisywanego podziału. Zrobię to po wysłaniu tego postu.

    Dlaczego przyszło mi do głowy porównanie z filmem? Tego nie wiem, ale wiem, że ostatnio odmawiałem różaniec w taki sposób, że byłem „świadkiem” tego, co się dzieje. Nie uczestniczyłem w tych wydarzeniach, ale przyglądałem się im, jakbym oglądał film. Film, jak wiemy z doświadczenia, może „wciągnąć”, a jak nas „wciągnie”, to nie zaśniemy. Czego wszystkim czytającym serdecznie życzę. A przy okazji dziękuję za życzenia wytrwałości dla mnie.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!