Aneta: Przemiana

Spokój, radość

Witam. Jestem w trakcie odmawiania drugiej nowenny. Pierwszą odmawiałam w zeszłym roku przez wakacje, co prawda intencja w której się modliłam nie została wysłuchana, a przynajmniej tak mi się wydaje (może po prostu muszę jeszcze poczekać, bo nie jestem gotowa na przyjęcie takiego daru od Boga) ale zyskałam wiele innych łask. Od zawsze byłam osobą, która „sama sobie ze wszystkim radzi”. A przynajmniej tak mi się wydawało. Zawsze musiało być po mojej myśli, moje pomysły i rozwiązania problemów były najlepsze. To czego chciałam miało być zrobione już. Wymarzyłam sobie przyszłość i dążyłam do tego, aby moje plany zrealizować. Problem był w tym, że im bardziej starałam się osiągnąć swój cel, tym dalej od niego byłam. Złościłam się i to bardzo. Wszystko działo się nie tak jak chciałam. Miałam żal do Boga, wszystkich ludzi wokół i chyba największy do samej siebie. Ciągle trwałam w przekonaniu i każda sytuacja mnie w tym utwierdzała, że to moja wina, że jestem beznadziejna, nie zasługuję na to, żeby być szczęśliwa… W moim sercu ciągle gościł niepokój i strach. Jakiś czas później pojawiła się osoba, która powiedziała „zaufaj Panu”. Pierwsza moja myśl- zaufać? Przecież nikomu nie można ufać! Sama sobie poradzę! Ale postanowiłam zaryzykować. Powiedziałam Bogu „rób co chcesz, oddaję Ci siebie, moją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Niech się dzieje wola Twoja!” Zniknął strach, niepokój. Ogromny ciężar spadł z mojego serca. Były chwile zwątpienia… z reguły wtedy jak nie szło „po mojej myśli”. Ale zawsze wracałam do tego, że przecież Bóg ze mną jest i dzieje się Jego wola. I znów spokój wracał. Później natknęłam się na nowennę i zaczęłam ją odmawiać. Na samym początku działy się rzeczy, które rozbudziły we mnie nadzieję. Myślałam, że intencja w której się modliłam została wysłuchana. Ale to nie trwało długo. Im bliżej końca nowenny tym więcej ciosów. Ale nadal trwałam. Czekałam. Prosiłam. Zostałam dużo razy zraniona. Ale to było potrzebne. Pogodziłam się z przeszłością, inaczej podchodzę do ludzi. Wiele rzeczy przyszło mi z łatwością, nawet takie o których normalnie bym nie pomyślała. Przestałam mieć „ciśnienie” na realizację swojego planu. Wiem, że Matka się mną opiekowała w tym czasie. Teraz z resztą też. Później znów były chwile zwątpienia… Do nowenny wróciłam w grudniu ale tym razem odmawiam ją za osobę bliską mojemu sercu. I znów w moim życiu pojawiło się mnóstwo przeciwności… Jakby ktoś się uwziął… Serducho podeptane, ból ogromny… Ale mimo wszystko jestem spokojna. Nie wiem co będzie dalej, nie wiem jaki Bóg ma plan na mnie i moje życie. Ale wiem jedno, że warto odmawiać nowennę! To dzięki niej odnalazłam ten spokój, którego nigdy wcześniej nie zaznałam. Za tą i wiele innych łask chcę podziękować Matce i Ojcu. A moja prośba? Hm… Mam nadzieję, że może kiedyś… 🙂
Proszę o modlitwę za mnie
Pozdrawiam

30 myśli na temat „Aneta: Przemiana

    • Aneta Ty żle pojmujesz cel przesłanie i sens nowenny pompejańskiej Maryja obiecała że najpóżniej w 54 dniu odmawiania rózanca i modlitwy intencja będzie spełniona i dana nam łaska o która prosimy najpóżniej bo Maryja daje łaskę dużo rzy o wiele wcześniej więc według mnie albo nie wierzysz wspełnienie itencji zgodnie z całym przesłaniem i obietnicą Maryji albo żle się modlisz albo tak naprawdę nie chcesz jej spełnienia bo z reguły Maryja zawsze wysłuchuje a Ty musisz popełniac jkijś błąd w tm co robisz przepraszam ze tak piszę ale chcciałabym Ci pomóc.

      • basiu, źle to można na zdjęciu wyjść, a nie się modlić. Poczytaj Pismo Święte pokój serca jest darem Ducha Świętego i znakiem Jego obecności w nas.

      • Basiu gdzie jest niby napisane cytuję: ” Maryja obiecała że najpóżniej w 54 dniu odmawiania rózanca i modlitwy intencja będzie spełniona?”:)

  1. Hm.. a czasami – tak było w moim przypadku – w trakcie odmawiania nowenny zaczynamy rozumieć, że nasze intencje, to jak je formułujemy, nie są dla nas dobre. I wtedy dostrzegamy, że jeśli nie dzieje się właśnie, tak jak piszesz „po naszej myśli” to dobrze; bo jest Ktoś, kto wie, co dla nas najlepsze; nowenna daje chyba między innymi tę łaskę zgody na wolę Boga i rezygnację ze swoich planów i idący za tym spokój. Mimo, że to wydaje się irracjonalne. Ja myślę, że jesteś na bardzo dobrej drodze 🙂 (i oczywiście – będę pamiętać w modlitwie)

    • Tak Agato, ale tylko i wyłącznie jak prosisz o coś mało istotnego. Bo jak prosisz (przykład z mojego życia) o zahamowanie postępującej choroby oczu i postępującej ślepoty dla mamy lub łaskę wyjścia z nałogu alkoholizmu dla kogoś, to uwierz mi jakoś trudno sobie to wytłumaczyć „że jeśli nie dzieje się właśnie, tak jak piszesz „po naszej myśli” to dobrze; bo jest Ktoś, Kto wie, co dla nas najlepsze” to jakoś trudno sobie wytłumaczyć że ślepota i alkoholizm to jest to „najlepsze” i się zgodzić na to i sobie żyć spokojnie. Wybaczcie ale nie każdy modli się o męża, wybudowanie domu i wygraną w totka- i może sobie żyć ze spokojem czekając, są osoby naprawdę pod ścianą.

      • Oliwia, tak, rozumiem, że są bardzo różne intencje. Często modlimy się w sprawach dla nas zupełnie ekstremalnych. Nie można jednak mówić, że ktoś podejmuje modlitwę nowenną w sprawie „mało istotnej”. Każdy z nas szuka kontaktu z Bogiem i każdy ma swoją własną konkretną drogę. Myślę, że nie można deprecjonować niczyich intencji, ustawiać swojego krzyża ponad krzyżem innych. Wszyscy w życiu dostajemy to, co jest na naszą miarę.
        Poza tym – w kwestii bycia wysłuchanym w modlitwie nowenną. Na tym polega właśnie niezwykłość i łaska tej modlitwy. Różaniec otwiera nas na działanie Ducha Świętego. Wtedy, chcąc nie chcąc, weryfikujemy to, o co prosimy. I nie do nas – osób z zewnątrz – należy ocena wagi intencji drugiego człowieka. To Maryja wchodzi w relację z każdym z nas. Zna nas, bo jest naszą Matką i wie, co jest nam potrzebne. Wydaje mi się, że ta jedna intencja, którą wymieniamy w modlitwie nie jest celem samym w sobie. Ona jest impulsem do rozpoczęcia odmawiania różańca. I to właśnie różaniec jest tu sednem sprawy. To nie przez zrealizowanie naszej prośby, ale przez sam fakt modlitwy Maryja prowadzi nas do Boga, a On przemienia nasze serce. Bóg to nie jest przecież automat do spełniania naszych życzeń. Myślę, że nowenna pozwala to zrozumieć i przyjąć.
        Uważam, że najbardziej niebezpieczne może być magiczne podejście do modlitwy.To znaczy: ja chcę tego lub tamtego, wykonuję określone czynności i dzieje się to, co zamierzyłam. Modlitwa to nie wizyta u wróżki.
        Święta Bernadetta w jednej ze swoich rozmów z Matką Bożą w Lourdes usłyszała, że nie zostanie uzdrowiona z gruźlicy. Ale Maryja towarzyszyła jej w cierpieniu. Bernadetta dzięki kontaktowi z Maryją doświadczyła łaski przyjęcia tej woli Bożej i nie buntowania się przeciw niej. Moim zdaniem to wszystko, podkreślam: WSZYSTKO, co nas spotyka (nie chodzi to o nasze wybory i decyzje, ale o to, co dzieje się w naszym życiu) jest potrzebne do naszego zbawienia. Wiem, to brzmi być może brutalnie. I po ludzku jest nie do przyjęcia. Ale w końcu przecież my nie mamy patrzeć na siebie przez pryzmat naszych ludzkich ułomności, ale chcemy coraz lepiej poznawać Bożą perspektywę i Jego patrzenie na nas, Jego plan wobec nas.
        Nie chcę tu podejmować szerszej dyskusji o sens i sposoby znoszenia cierpienia. To jest temat trudny i omawiany przez mądrzejszych ode mnie. Do wyrażenia swojej pierwszej, a teraz i tej opinii pod tym świadectwem zmobilizował mnie jedynie fakt, że dotyka mnie osobiście podsumowywanie kogoś stwierdzeniem: nie umiesz się modlić, źle się modlisz, modlisz się o rzeczy nieważne, twoja modlitwa jest niepotrzebna, nie wiesz o co chodzi w modlitwie. Po prostu nie zgadzam się z tym. Człowiek nie jest w stanie sam z siebie zweryfikować swojej albo cudzej modlitwy. Zostawmy to Panu Bogu. Serdecznie pozdrawiam 🙂

        • Agato,bardzo mądrze piszesz .Mam wrażenie ,że twoje słowa powinny być umieszczone gdzieś w centralnym miejscu na tym forum jako nauka przed rozpoczęciem jakiejkolwiek modlitwy a zwłaszcza Nowenny Pompejańskiej
          Dziękuję !

        • Agata to po co się modlić, skoro wszytko co nas spotyka jest nam potrzebne do zbawienia i mamy się z tym pogodzić i to przyjąć. W takim razie nie ma sensu o coś prosić Boga a tym bardziej w Nowennie Pompejańskiej. Po co mam prosić o zdrowie jeżeli mam pogodzić się z chorobą i przyjąć ją jako łaskę potrzebną do zbawienia? Po co prosić o pracę jak mam się pogodzić z bezrobociem i przyjąć wolę Bożą? Po co prosić o nawrócenie skoro mam się pogodzić z moją grzesznością, nałogiem? Nie mówię o magicznym myśleniu proszę, odmawiam paciorki, dostaję, ale mówię o nadziei i wierzę że coś co dla nas jest nie możliwe dzięki łasce Bożej stanie się możliwe. Bardzo mi przykro, bo tym co napisałaś powyżej odebrałaś mi nadzieję i sens proszenia Boga o coś.

          • Bog jest Panem rzeczy niemozliwych i nie chce naszego cierpienia.chce naszej milosci i oddania.Ewangelia to przeciez same cuda.Bo taki jest nasz Bog,potezny i wszechmocny Ojciec.I wzial na Siebie nasze troski,trudy,grzechy i cierpienie.Za to wszystko przeciez umarl i zaplacil.cena Swojej Krwi.I gdyby chcial abysmy cierpieli to nie dalby sie ukrzyzowac.i nawet w modlitwie nie sama modlitwa jest najwazniejsza ale najwazniejszy jest Bog.nie rozumiem ludzi ktorzy boja sie prosic Boga o wszystko,o wiele.nie ograniczajcie naszego Ojca i nie robcie z siebie na sile cierpiętnikow.Bo za wysoka cene za nas zaplacil.

            • Tak, to jest niezaprzeczalna prawda że Chrystus wziął na nas nasze winy i umarł za nas. Ale jednocześnie nie można sobie nie zadać pytania: Jeśli Bóg nie chce naszego cierpienia, to dlaczego je do nas dopuszcza? Św. Piotr pisze:
              „Do tego bowiem jesteście powołani. Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami.” (1P 2,21-22)
              A św. Paweł:
              „Jeśli cierpicie, to dla waszego wychowania! Bóg traktuje was jak synów. Cóż to byłyby za syn, którego ojciec by nie wychowywał?” (Hbr 12,7)
              „Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół” (Kol 1,24)
              Chrystus, nasz Mistrz cierpiał. My jesteśmy Jego uczniami. Uczeń nie jest większy od Mistrza. Jeżeli nasze cierpienie przychodziłoby na nas wbrew woli Boga, to wtedy faktycznie byłoby bez sensu. Przecież mamy brać swój krzyż = przyjąć swoje cierpienie i iść za Chrystusem. Do zmartwychwstania idziemy przez krzyż – każdy ma swój własny. I istota rzeczy jest w tym, że sami, bez Bożej łaski i pomocy nie jesteśmy w stanie zaakceptować i przyjąć swojego cierpienia, bo nikt z nas nie chce, żeby go coś bolało. Nie chodzi tu o cierpiętnictwo i szukanie sobie samemu udręk. Ale Chrystus nadał sens cierpieniu. Cierpiał nie dla samego cierpienia, nie był masochistą. Cierpiał, bo nas kocha. My też jesteśmy powołani do miłości, mamy naśladować Chrystusa.jak mówiłam, to są skomplikowane tematy i każdy się z nimi mierzy.
              A jednocześnie w tym kontekście i w kontekście tego, co napisałam wcześniej, nie tracą na aktualności słowa Chrystusa „Proście, a będzie wam dane.” „Szukajcie, a znajdziecie”. Prosimy przecież o siły w znoszeniu cierpienia albo o uwolnienie od niego. Bo, tak jak pisałam – tylko w relacji z Bogiem możemy unieść to, co nas spotyka. I to jest zagadnienie na szerszą dyskusję – jak pisałam wcześniej.

            • Cierpienie jest wielka tajemnica.i chyba dopiero po tamtej stronie poznamy te prawde.nie badzmy wiec tacy dociekliwi bo jesli Jezus uznalby ze jest nam to potrzebne to juz dawno by nam to objawil.nie nalezy skupiac sie ani na cierpieniu ani tez na samych cudach.tylko na Panu tych cudow.Jezus nauczal i uzdrawial i szly za Nim tlumy.i to samo czyni dzisiaj.a my mamy byc ubodzy i prosci.ufni jak dziecko ktore nie stawia Bogu warunkow typu jesli to dla mnie dobre to mnie uzdrow.nie mozna Bogu narzucac regul i stawiac warunkow.Bo Bog nie jest od tego zalezny.

          • Tylko co znaczy, że coś jest dla nas dobre? Że nie będziemy cierpieć np? Agata tu wyżej przypomniała o co chodzi z cierpieniem. Plan Boga polega na doprowadzeniu nas do Siebie, nie na ograniczaniu naszego cierpienia np. I robi to różnymi drogami, każdy ma swoją.
            Po pierwsze tak, musimy cierpieć, bo tylko przez krzyż można dojść do zmartwychwstania.
            Po drugie, nasza modlitwa ma przede wszystkim doprowadzić do tego, że nawiążemy z Nim relację. Że przyjdziemy do Niego jak do Ojca, do jedynej Osoby, która może dać nam szczęście – przecież dążymy do nieba, do Niego. ON jest niebem.
            I często jest tak, że Bóg nam czegoś nie da, jeśli nie poprosimy. Zmusza nas w ten sposób do wejścia z Nim w relację, do wpuszczenia Go jako konkretnej Osoby do naszego życia. Bo o to chodzi w modlitwie – nie żeby coś się zdarzyło czy nie zdarzyło, ale żeby Jego poznać i z Nim być i doświadczać szczęścia bycia z Nim już tu na ziemi.
            I dla jednego cudowne, „niewymodlone” uzdrowienie czy inna łaska będzie momentem, gdy ktoś zda sobie sprawę z istnienia Boga i wejdzie z Nim w kontakt. A drugi będzie doświadczony jakimś cierpieniem, jakimś pragnieniem, marzeniem – i przyjdzie do Boga i skonfrontuje to wszystko z Nim, będzie Go prosił i pozna Go chociaż trochę.
            I tu jest rola Maryi, która przyprowadza ludzi do Niego w pierwszym czy drugim przypadku.
            Stąd intencja, w jakiej się modlimy, nie może być zła, jak tu ktoś wyżej napisał, bo nawet ta „zła”staje się nagle weryfikowana przez kontakt z Nim, z Jego perspektywą.

            Więc jak? Co wg Was oznacza, że coś jest dla nas dobre?

            • Jeśli czegoś nie otrzymujemy od Boga, Bóg czegoś nam nie daje, Bóg nas „nie wysłuchuje” to tylko i wyłącznie przez naszą słabą wiarę. Jeśli prosimy o coś i pojawiają się jakiekolwiek najmniejsze wątpliwości, np. czy to jest zgodne z wolą Bożą, czy to jest możliwe, czy intencja jest odpowiednia w sensie czy jestem tego godny/a, czy na to zasługuje, czy mogę o to prosić, być może będę musiał/a długo czekać itd. itp. to wiara takiej osoby jest słaba i nie otrzymuj to o co prosi.
              Na tym forum zauważyłam często dyskusje, typu czy intencja jest dobra, zgodna z wolą Bożą lub zła, wbrew woli Bożej. A po co w ogóle takie wątpliwości? Czy macie Boga za komputer, wpiszecie błędny znak i wyskoczy wam error? Bóg daje wszytko to co dobre i możecie być pewni, że wasza intencja, której nie jesteście pewni, zostanie wyprostowana przez Matkę Bożą. Czy myślicie, że Bóg jest jak sklep internetowy, złożycie błędne zamówienie to nic wam nie da? Możecie być pewni, że otrzymacie wszystko co dobre o wiele lepsze niż „zamówicie” i o wiele więcej. Nie można się bać prosić Jezusa o cokolwiek, On sobie z tą naszą prośbą poradzi, a jeśli mamy wątpliwości to wiara jest słaba i dlatego łask brak. Może być też tak, że ktoś prosi ale nie chce w głębi duszy, albo traktuje Jezusa jak skąpca, prosi tylko o minimum, ociupinkę, troszeczkę. Niestety Jezus jest maksymalistą, jak już coś robi to na całego. Trzeba się z tym liczyć i trzeba mieć odwagę prosić.
              Bóg nie chce naszego cierpienia, ale cierpienie na ziemi istnieje i istnieć będzie dopóki istnieć będzie świat, bo diabeł jest władcą tego świata i on jest przyczyną każdego cierpienia. Od tego cierpienia wybawił nas Jezus Chrystus „On wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby”. Z każdego cierpienia Jezus nas wybawił, pytanie czy w to wierzymy? Czy chcemy pogodzić się z tym faktem, że ktoś za nas i przez nas cierpiał i my już nie musimy siebie samych zbawiać? To, że mamy nieść krzyż to nie znaczy, że mamy się godzić na nasz zły los. Dźwiganie krzyża to nieustanna walka z grzechem i odrzucanie zła, upadanie i powstawanie, i tylko to jest dźwiganie krzyża.
              Po co Bóg dopuszcza inne niż walka z grzechem cierpienie? Żeby umocnić nas w wierze. Żebyśmy uwierzyli, że Jezus nas od tego cierpienia wybawił, żebyśmy mieli taką wiarę żeby Jezus mógł nas uzdrowić, uwolnić od cierpienia. „Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy.”
              Wiele dziewczyn modli się o dobrego męża, bo nie wierzy w to że kiedyś wyjdzie za mąż, powinny się już teraz modlić za swojego męża i za dzieci. Wielu modli się o zdrowie bo nie wierzą, że Jezus ich może uzdrowić, teraz proszą o zdrowie a jak zobaczą to uwierzą, a właśnie teraz powinni dziękować za uzdrowienie. Jak modlił się Jezus przed wskrzeszeniem Łazarza z martwych? „Ojcze, dziękuję Ci, żeś mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że mnie zawsze wysłuchujesz.” to było przed.
              Odmawiając Różaniec setki razy powtarzamy słowa św Elżbiety: „Błogosławionaś Ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego Jezus”, a pamiętacie co powiedziała dalej: „któraś uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Ci od Pana.” A czy wy wierzycie w słowa powiedziane wam od Pana? „O cokolwiek prosić Mnie będziecie w imię Moje, Ja to spełnię”

            • Tylko czym jest ta wiara? W co wierzę? Nie mam wątpliwości, że Bóg jest w stanie mi dać wszystko o co poproszę, choćby o niebieskiego kucyka pony, jest przecież wszechmocny. Ale to nie znaczy że moja prośba, to co mi się wydaje dla mnie ważne, jest dla mnie dobre (tu wracam do mojego pytania powyżej). Wiara opiera się na intelekcie, zastanawiam się nad swoimi decyzjami, nad tym, co jest dla mnie dobre, to przecież logiczne. Próbuję dostrzec Boży plan w tym wszystkim. I tym lepiej go widzę, im bliżej Niego jestem, umiem coraz lepiej prosić o dobre dla mnie rzeczy.
              Zresztą postawa „niewiernego Tomasza” nie została potępiona przez Jezusa, dał mu dotknąć ran. Nasza wiara nie jest duża, ale rośnie, gdy jesteśmy z Nim. To On w nas to robi, On w nas ją pogłębia, my mamy tylko podjąć decyzję, że będziemy z Nim. Zatem ogólna konkluzja jest chyba taka, że warto się modlić, nie ustawać , zmagać się z tym i być z Nim. 🙂

            • Tylko czym jest ta wiara? W co wierzę? Odpowiedź: „Wiara zaś jest poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy.” (można rozłożyć to zdanie na czynniki pierwsze jak ktoś go nie rozumie). Owszem Bóg jest wstanie dać wszytko o co prosimy, znam chłopca ok 3-4 lata który prosił rodziców o wóz strażacki i co mu rodzice odpowiedzieli, nie dostaniesz bo są ważniejsze rzeczy w życiu? nie, kupili dziecku zabawkę. Nie nam oceniać o co kto prosi i nie chodzi mi o bezmyślną wiarę jak w teorii przyciągania. Ale jesteśmy wstanie ocenić co jest dla nas dobre, a jeśli nie to czego się bać? Przecież jest napisane Piśmie Świętym „Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą.” Jezus wyraźnie mówi, ludzie choć potrafią być źli to swojemu dziecku dają dobre rzeczy (z wyjątkiem patologi), każdy rodzic chce dobra dla sowich dzieci. To o ile bardziej Bóg Ojciec nie da dobrych rzeczy swoim dzieciom czyli nam. Po co w nieskończoność filozofować nad tym czy to o co proszę jest dla mnie dobre, jeśli nawet proszę o kamień Bóg da mi chleb, jeśli proszę o węża dla siebie Bóg Ojciec da mi rybę. Pan Jezus prosił św. Faustynę, żeby do każdej modlitwy dodawała, „ale nie tak jak ja chcę ale tak jak Ty chcesz Panie niech mi się stanie”. Musimy się liczyć, że nasze prośby mogą być dla nas złe i nie do końca jesteśmy tego świadomi, ale trzeba zaufać Jezusowi i tu jest potrzebna modlitwa kiedy w trakcie tej modlitwy dostrzeżemy, że prosimy o „węża”, ale to nie znaczy, że nic nie dostaniemy, Bóg Ojciec jest tak dobry że zamiast „węża” da nam rybę, a nie tak jak tu większość twierdzi nic, modlitwa przepadła, trzeba dalej wierzyć bo na „wężu” się nie skończyło. Chodzi o to, żeby nie bać się prosić i być pewnym że otrzymamy to co dla nas dobre. Na przykład, są dziewczyny na tym forum, które wiele lat modlą się o męża, czy ich intencja jest zła? nie, gdyby tak było już dawno by o tym wiedziały, Bóg wskazał by im inną drogę powołania. Dlaczego to trwa wiele lat? Bo ciągle wątpią, zastanawiają się czy czasem nie są powołane do samotności, bo wątpią czy są godne miłości, bo inni im tak podpowiadają. Bez sensu. Wolą Bożą jest byśmy byli szczęśliwi, dla każdego szczęście znaczy co innego, małemu chłopcu do szczęścia wystarczy wóz strażacki, wolą Bożą jest byśmy byli zdrowi, radośni, żeby nam się w życiu powodziło. Dlatego nie mówcie, że mamy się godzić na cierpienie, nie mówcie że wolą Bożą jest czyjekolwiek i jakiekolwiek cierpienie, bo Jezus wie co to jest cierpienie i nie chce go dla nikogo.
              Co do św. Tomasza, Jezus go nie potępił, bo Jezus nie potępia człowieka, ale porządnie go ochrzanił, na pewno go nie pochwalił za jego postawę. Niestety my na razie nie mamy takiej okazji żeby stanąć twarzą w twarz z Jezusem jak św. Tomasz, musimy wierzyć lub nie.

            • Nie zauważyłam ochrzaniania w Biblii, nie robi mu wyrzutów, że czemu nie wierzy. Wyrzuty to robił uczniom po zejściu z góry Tabor, tutaj jest zupełnie inna Jego reakcja. Podszedł do Niego i mu pokazał rany bez słowa. Odpowiedział na Jego bardzo osobiste i bardzo odważne pragnienie. I dostał o co prosił. Może niektórzy potrzebują takiego znaku, i jak widać mogą być przez Boga wysluchani i „niewierni”, byle zaczęli wierzyć („nie bądź niedowiarkiem, bądź wierzącym”)”. Tomasz już potem nie zwatpil. Sami z siebie to my naprawdę nic nie możemy, sami apostołowie prosili Boga „przymnóż nam wiary”. I utrzymuję, że nowenna do tego prowadzi. Nie wykluczam, że, w związku z tymi dziewczynami, bywają przypadki, że czlowiek się zafiksuje na coś i nie słucha Boga. Pewnie, że jest coś tam nie tak, ale to może dla nich impuls właśnie, by zastanowić się w końcu porządnie dlaczego nie dostają o co proszą. Ty mówisz, że na pewno sobie wymawiają że źle się modlą, ze może to nie wola Boga, a może w końcu dojdzie do nich, że tu chodzi o co innego i myślę że przy modlitwie różańcowej jest to o wiele bardziej prawdopodobne niż w innych. I czymże innym niż pogłębieniem wiary jest wejście w coraz mocniejszą relację z Jezusem? I co do „złych” intencji, jeśli owocem tych zmagań jest pogłębiona wiara, to czego innego szukać?
              I przepraszam, od cierpienia się nie wywiniemy, a to dochodzenie do wiary bywa, jest bolesne przecież. I cóż, Bóg nie chce również grzechu na świecie, nie chciał by jego Syn cierpiał, ale tak się stało i widać innej drogi nie ma. I na to już były tu przytaczane wersety z Biblii mówiące o tym wprost. Dziękuję za tę dyskusję w każdym razie, idealnie się wpasowala w moje ostatnie rozmyślania, i będę jeszcze myśleć, o tym, co napisałaś 😉

    • Nasza wiara niekoniecznie musi miec cos wspolnego z intelektem.mamy wierzyc jak dziecko ktore ufa swoim rodzicom.ufa bo wie ze rodzice go kochaja i chca dla niego wszystkiego co najlepsze.dzieci nie dedukuja,nie prowadza dyskusji i nawet nie zastanawiaja sie .po prostu przyjmuja milosc rodzicow bezwarunkowo.dziecko prosi o cos z wielka ufnoscia i wiara ze otrzyma.a rodzice wiedza najlepiej czy to jest dla nich dobre.Bog jest wiekszy od naszej wiary i uzdrawia nas z taka wiara jaka mamy.nie potrzebuje wiecej.nie zwaza na nasza malosc.wiara to bezgraniczne zaufanie Bogu.i trzeba miec wiare w Jezusa a nie wiare w nasza wiare.

      • Bardzo dobrze to ujęłaś są ludzie którzy „wierzą we własną wiarę”, którzy bez przerwy chcą oceniać czy to dla nich dobre czy nie dobre, którzy boją się zaufać Jezusowi, zaryzykować wszytko, a nóż się uda a ja taki mały jestem niegodny, nie dam sobie rady itd. itp. Bezgraniczne zaufanie jak dziecka, mamo ja chcę się napić wina, czy matka da dziecku alkohol, nie sok malinowy w kieliszku do wina i dziecko szczęśliwe i matka ma spokój.

  2. basiu…to chyba dużo osób na tym forum popełnia jakieś błędy skoro nasze NP nie są wysłuchiwane.
    Może jakieś wskażesz?

    • Bóg tak słucha Twoich modlitw jak Ty słuchasz Jego Słowa w Piśmie Świętym. Jeżeli tylko mówisz do Boga modląc się a nie pozwalasz Jemu przemówić przez Pismo Św. do Ciebie to coś jest nie tak z komunikacją. Masz czas dla wszystkich a nie masz czasu dla Boga.Biblia jest modlitwą Boga do ciebie, modlitwa jest twoją Biblią dla Boga. (przytoczone z książki Augustyna Pelanowskiego).

  3. droga Aneto:) od października 2013 modliłam się nowenną w różnych intencjach , z przerwami
    zostałam mniej lub bardziej wysłuchana, gdy zaczynałąm pierwszą prosiłam Maryję o to co mi jest najbardziej potrzebne, Maryja najpierw zadbała o sprawy duchowe, potem bywało róznie, ale obsypywała mnie wieloma łaskami, podobnie jak innych tu piszących, choćby łaska spokoju, pewności ze wszystko będzie dobrze, dla mnie to duża łaska, ciągle się o coś niepokoję, przejmuję itp.
    cały czas nosiłam w sercu jedną intencję po ludzku niemożliwą do spełnienia, zamierzałam podjąc nowennę w tej intencji, ale ciągle odmawiałam w innych
    dnia 7 października 2014 (w święto Matki Bożej Różańcowej) i prawie dokładnie rok odkąd podjęłam modlitwę nowennami zupełnie niespodziewanie dowiedziałam się że ta intencja która nosiłam w sercu ma rację bytu, a wszystko tak po prostu zależy od mojej decyzji, wczesniej po ludzku niemożliwe, już się nawet przestałam łudzić że to otrzymam, w pewnym sensie pogodziłam się z tym, chociaż w sercu jeszcze tliła się mała iskierka nadziei(to była pewna propozycja jaka mi złożono tego dnia) ,
    po ok 2 tyg. ta intencja stała się faktem i trwa do dziś

A Ty co o tym myślisz? Napisz!