Krzysztof: Prośba o modlitwę

Historia mego życia na kilka lat wstecz przedstawia się następująco. Zaraz po studiach, a właściwie jeszcze na kilka miesięcy przed obroną pracy magisterskiej dziewczyna, z którą planowałem ułożyć sobie życie postanowiła to zmienić. Rozstaliśmy się mimo mej woli w bólu i niezrozumieniu. To był straszny czas, który przykuł mnie do łóżka na kilka miesięcy. Pojawił się problem ze zdrowiem i pracą. Za namową kolegi ze studiów, po dość długiej walce z sobą samym udałem się na rozmowę o pracę do firmy, w której pracował i nadal, w przeciwieństwie do mnie ma szczęście pracować. Tamten okres, choć z bardzo trudnym początkiem dla mnie pozwolił mi w pewien sposób przetrwać trudne chwile rozłąki. Mało powiedziane, pobyt w nowym miejscu, mej tzw. samotni przyczynił się do mego nawrócenia. Po kilkunastu latach udałem się do spowiedzi za co z serca dziękuję Chrystusowi. To On jest sprawcą przemiany we mnie. Z perspektywy czasu myślę sobie, że to były najpiękniejsze chwile w moim życiu. Szukałem Boga i zapragnąłem być blisko Niego. Pragnąłem o Nim słyszeć, o Nim i do Niego mówić, być bliżej Niego. W otoczeniu nie znajdowałem jednak osób, z którymi mogłem się tym dzielić i radować. O tym co się we mnie wówczas działo, w człowieku tak poranionym, poniewieranym i ostatecznie nabierającym większej świadomości nie sposób opowiedzieć. Wątek, o którym mowa wymaga długiego i umiejętnie oddanego opisu i dlatego myślę, że zachowam go jednak, przynajmniej na razie dla siebie.
Obecnie wolałbym napisać co wydarzyło się później. Przemiana we mnie wymagała cierpienia i wydaje mi się, że to właśnie ono jest naszym największym nauczycielem,
a przynajmniej może nim być. Wówczas człowiek oczyszcza się z nagromadzonego brudu w nas, zaczyna dostrzegać i rozumieć sprawy, które wcześniej były sprowadzane na drugi plan. Pogłębiła się we mnie wrażliwość i wyrozumiałość na drugiego człowieka. Potem przyszedł moment, w którym to, w niezrozumianych przeze mnie okolicznościach straciłem pracę, następnie mieszkanie. Wtedy uległem namowie mojej mamy, która zaczęła zauważać, co się ze mną dzieje na powrót do miasta, w którym się urodziłem i wcześniej miałem trudności w odnalezieniu pracy. Historia zaczęła się powtarzać, szukanie pracy z licznymi niepowodzeniami, chwilowymi epizodami tymczasowej pracy i odbieraną nadzieją na ich przedłużenie. Ciągle czuję się odrzucany, niepotrzebny, traktowany jak przedmiot, bezbronny. Głęboki stan depresji, w którym się znalazłem odbiera mi wszelką radość życia. To zwykła wegetacja. Po raz drugi przebywam na długotrwałym, ponad rocznym bezrobociu. W zeszłym miesiącu zakończyłem nie pierwszą już nowennę pompejańską w intencji znalezienia odpowiedniej, na miarę mych możliwości pracy. Wcześniej też modliłem się Nowenną do św. Josemarii Escrivy w intencji pracy. Na pewno Oni wszyscy pomagają mi na swój sposób, zapewne to ‘ja’ wciąż jestem przeszkodą, będąc ślepy na ich udział. Tym razem spróbuję poprosić Naszą Matkę o uzdrowienie bo być może wybrałem złą kolejność. Zdecydowałem się na zamieszczenie tej treści na stronie po to byście drodzy bracia i siostry w Chrystusie wsparli mnie swoją modlitwą, gdyż moje zniechęcenie i obecny stan zdrowia utrudniają mi to.
Niech Wam Bóg wynagrodzi.

71 myśli na temat „Krzysztof: Prośba o modlitwę

  1. Nie ma złych kolejności-one są ustalone już dużo wcześniej-a to Duch Święty -podpowiedział Ci -żebyś poprosił o zdrowie-na pewno jest ważne,a może najważniejsze w tej chwili dla Ciebie.Pamiętaj ,że nie jesteś sam.,Matka Boża jest z Tobą i już Ciebie nie zostawi nawet tak nie myśl -(zły duch chce zamieszać w Twoich myślach -nie daj się)-pozdrawiam

      • Smutna jest ta Twoja ‚teoria’. tzn. mnie smuci. Bo to brzmi jakby Bóg nie miał na nas planu 🙁 jesteśmy ‚przypadkiem’
        Jak to czytam, to czuję się jak dziecko, które słyszy od rodzica, że jest wpadką, nieplanowane i rodzic nie ma pomysłu na jego życie. 🙁

        • Przecież właśmie teoria z „ustalonym” jest smutna 🙁 bardzo smutna.. Najlepiej gdyby było tak, że jako wolni i z wolną wolą decydujemy o sobie, o poczynaniach, o własej wierze, ale dobry Bóg pomaga nam się w tym poruszać, nie opuszcza i nie pozwala skrzywdzić. bo przeraża mnie taka wizja, że mam ustaloną wcześniej drogę życia ale jej nie znam, tylko On ją zna, i choćbym pragnęła czego innego to nic nie mogę zmienić z tego planu. Tak samo przerażająca jest wizja reinkarnacji.

          • A dla mnie wprost przeciwnie. Ja właśnie myślę, że ma ustaloną. W końcu bądź wola Twoja Panie Boże, to zawsze masz robić to co on chce, co zaplanował.

            • AgnieszkaC- przecież już na pierwszych stronach Starego Testamentu jest odpowiedź że nie jesteśmy przypadkiem a zaplanowanym dziełem! Uważam, że skoro Bóg nam dał wolną wolę to nie może być nic zaplanowane ani ustalone bo byśmy nawet nie mieli okazji wykorzystać tej danej nam wolnej woli. Dla mnie każdy kto mówi że wszystko jest ustalone boi się życia i pragnie wierzyć w to, że ma kogoś nad sobą kto ich kieruje, a ja myślę, że Bóg jeśli istnieje to nami nie steruje jak jakimiś marionetkami, a dając nam wolność możemy się do Niego zwracać w razie problemów. Poza tym w Torze, Biblii i Koranie Bóg mówi idźcie w świat, rozwijajcie się, poznawajcie świat! Nie mówi, że macie scenariusz i odegrajcie swoje role.

            • Dla mnie wolna wola ograniczałaby się tylko do wybrania z 2, tego co ma zaplanowane dla nas Bóg lub to co sami my chcemy dla siebie, tylko z tych.

            • bądź wola Twoja nie oznacza tak jak sobie zaplanowałeś ale tak jak Ty uważasz że W TYM WYPADKU BĘDZIE NAJLEPIEJ po prostu oznacza PRZYJDŹ Z NAJLEPSZĄ POMOCĄ DLA MNIE TERAZ anie jak tam sobie wymyśliłeś lub ustaliłeś

            • AgnieszkaC- Naprawdę byś chciała żeby to rodzice mieli na Ciebie już z góry ustalony plan? Mając dzieci chciałabyś za nie decydować? W jakim kierunku mają iść, kształcić się, co zeżreć chociaż nie mają na to ochoty? To jest bez sensu, nawet zobacz jak cierpią osoby, które muszą spełniać chore ambicje swoich rodziców, czasami nawet dochodzi do różnych tragedii.

            • No właśnie chore ambicje- ich nikt by nie chciała spełniać. Plany ludzi są nic nie warte
              Ale Bóg jest Bogiem i jego plan co do mojego życia byłby doskonały.

            • Dziewczyny, plan ok, ale właśnie jak mówiszx Natalia, że jest nasza wolna wola. być może chodzi o taki plan boży, żeby nasze życie było jak najpełniesze, jak najlepsze dla nas, a co za tym idzie, byśmy byli szczęśliwi, zadowoleni z tego życia już tu właśnie, nie dopiero po śmierci 😉 Ośmiele się powiedzieć, że mogą być osoby, które cierpienie ubogaca, lub zwyczajnie to co je spotkało złego staje się potem poczuciem spełnienia, nawet szczęściem swego rodzaju.
              Może teraz (choć to nie na temat świadectwa) powiem Wam, że bardzo byłam niedawno załamana i przygnębiona, kiedy zobaczyłam odcinek u Ewy Drzyzgi, o ciężkim losie pewnej murzynki. jak ktoś widział to wie, że sie w głowie nie mieści co ta dziewczyna przeszła. Opowiadała ona o biedzie, o tym jak poszła do rodziny we Francji, która miała ją przygarnąć, pomóc być może w lepszym starcie zyciowym. Tym czasem żyła ona tam jak zwykła służąca, niewolnica. mieszkała w piwnicy, nie chodziła do szkoły (jak w filmie o niewolnikach), a jej wuj, do którego mówiła „tato”, ją wykorzystywał seksualnie. jej ‚matka” ją biła, ale ja mówię tu bardzo ogólnie, bo te sprawy to były maltretowania i tortury, fizyczne i psychiczne. kiedy przypadkiem poszła do sąsiadki, bo chciała uciec gdziekolwiek, to tamta namówiła ją na zeznania na policji. choć ona nie chciała, bo miała typowy syndrom ofiary, zrobiła to. Tamta rodzina dostała wyroki po kilkanaście lat więzienia.
              ale ktoś powie, po co tej biednej dziewczynie to cierpienie? nie wiem, jednak teraz jest ona jedną z wiarygodnych osób mogących świadczyć o współczesnym niewolnictwie, może coś zrobić dla innych, pokazac jak się podniosła.

            • pozytywna strona grzechu i cierpienia jest funkcja edukacyjna człowieka. Nie ma lepszej nauki od doświadczenia czegoś. Zgadzam się z Tobą Ala, niestety takich przykładów jest znacznie więcej. I to ma być ten Boże plan doskonalszy od człowieka? Nie zgadzam się z teorią Bożego planu. Bóg na pewno miał zamysł jak wszystko powinno działać i wyglądać, ale nie chciał by ten świat był zwyczajnie sterowany więc dał nam wolną wolę, po prostu pozwolił aby ludzie jednak zrobili ten świat po swojemu. To jest cena wolności.

            • AgnieszkaC- to skoro wierzysz, że Bóg wszystko od A do Z zaplanował w każdym życiu to po co narzekasz na swoje życie. Może Bóg właśnie ma zaplanowane byś do końca żywota była sama i bezdzietna? Pasuje Ci ten plan? Jesteś szczęśliwa? Nie i narzekasz na swój los, a sama mówisz że Boży plan jest doskonały więc skoro narzekasz albo nie wierzysz w ten doskonały plan albo nie ufasz Bogu. Ja jęczę na Boga, że nie chce mi pomagać. Zresztą często mu mówię „Skoro nie chcesz być prowodyrem całej akcji to zabezpiecz tyły”. Czasami właśnie w ten sposób może mi pomógł. Nie prowadził mnie, ja sama wszystko robiłam a on zabezpieczył moje plecy ale dał mi WOLNOŚĆ.

            • Narzekam, bo pewnie nie wykonuje jego planu, w którymś momencie życia wybrałam ‚po swojemu’ zeszłam z jego ścieżki i pogubiłam się teraz. Szukam Jego drogi, a ciężko mi znaleźć ją.
              Może On Ci nie pomaga bo Ty i tak zawsze po swojemu zrobisz, wybierzesz a On by chciał inaczej.

              Tak ja sobie myślę, szukam odpowiedzi, dlaczego ja….

            • AgnieszkaC stawianie sobie pytania „dlaczego ja?” jest bez sensowne tak samo jak „tak miało być”. Wytłumaczę dlaczego. Masz dwie opcję nr1 i nr2. Wybierasz nr2 i spadasz na dno. Będąc na dnie powiesz „dlaczego ja?” albo „tak miało być”. Wybierając nr 1 jesteś na samej górze i w tym przypadku możesz powiedzieć „dlaczego ja? lub „tak miało być”. Po prostu cokolwiek wybierasz w życiu zawsze możesz postawić te same pytania.Oczywiście na samej górze może być może nie lepiej a wygodniej. Uważam, że nic złego w życiu nie zrobiłaś a tym bardziej „po swojemu”. Zrobiłaś to co w danej chwili uważałaś za stosowne.

              Może Bóg mi pomaga, ale nigdy nie postawił się w roli lidera, mnie zawsze stawia na tej pozycji bo dał mi wolną wolę i życie które On za mnie nie przeżyje jako Natalka, tak samo jak i Ciebie stawia na froncie a On jedynie zabezpiecza tyły!

            • Popełniłam mnóstwo grzechów, popełniam i popełnię jeszcze, wiec zło popełniłam.
              Te dwie opcje co przedstawiłaś są niezbyt kuszące, ja chcę trzecią, która jest od Boga i jest idealna dla mnie. W której się odnajdę.
              Widzisz, ja nie mam argumentów by Cię przekonać a i to co Ty piszesz do mnie nie przemawia. Nie wiem, może mi tak wygodniej, na pewno na razie tak.

            • Po mojemu to o to chodzi. Że Bóg ma dla nas ułożony juz plan. Ale dał nam też wolną rękę. Że możemy żyć bez grzechu i tak jak chce Bóg. Albo możemy grzeszyć i nie dostosować się do planu.

            • nawet jakby Bóg dał Tobie opcję nr3 i gwiazdkę z nieba do tego i swój najdoskonalszy plan dla Ciebie to również możesz zadać pytanie „dlaczego ja?” dodając „…spośród tylu grzeszników… dlaczego ja, Panie?” Te samo pytanie w innej intonacji, ale nie zmienia, że nadal jest tym samym pytaniem. Po prostu punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

              Grzeszenie jest wpisane w ludzką naturę i należy się z tym pogodzić, chyba że ktoś ma problem z zaakceptowaniem swojej natury. Święci też popełniali grzechy. Poprzez grzech również możemy się uczyć, poznawać świat a na świat składa się wiele dziedzin nawet uczucia drugiego człowieka.

              Czytając Twoje komentarze przejawiasz Agnieszka osobowość po części lękliwo-unikająco. Nie oceniam ani obrażam Ciebie. Mówię co zauważyłam po Twoich wpisach. Od razu widać, ze z anarchistką nie rozmawiam 😀

            • AlaJ w Polsce jest na co dzień niewolnictwo w pracy np. supermarkety i przemoc w domu i jakość nikogo to nie obchodzi a wzruszają się nad murzynką z zagranicy

    • Bo taką osobowość mam, doskonale zdaje sobie z tego sprawę, nie obrażasz mnie. 🙂 Czasem mam chęć zrobić wszystko na przekór, po swojemu, mając wszystko i wszystkich ‚ gdzieś’, ale przychodzi opamiętanie.

      A najdoskonalszy plan dla mnie to uczyniłby mnie szczęśliwą, więc nie byłoby pytań dlaczego. człowiek szczęśliwy nie pyta, tylko cieszy się życiem…

      • to ja nie chce być szczęśliwa jeśli mam wtedy nie zadawać pytań. To oznacza koniec dla rozwoju 😀

        To nie jest opamiętanie, boisz się konsekwencji ryzyka, które chciałabyś podjąć. Poza tym niemożność podjęcia czegoś ze strachu prowadzi to poczucia bezradności i unieszczęśliwienia bo prowadzisz wtedy nudne życie. Przez to czujesz się kompletnie słaba. Mam nadzieję, że Agnieszko wkrótce uda Ci się takie ryzyko podjąć i żadnej przygodzie nie zejść z drogi, będziesz szczęśliwa z odmiany i nadal zadawała pytania 😀 Fajna jesteś dziewczyna więc nie stój na uboczu tylko jeśli chcesz coś zrobić to zrób.

        • Po co mi rozwój i cierpienie, wolę szczęście i jeśli wtedy byłby brak, to brak rozwoju .
          Wolę nudne życie, nie lubię zmian, nigdy nie wiadomo co przyniosą dobro czy zło.
          Jak ja bym robiła to co bym chciała, np. związki rozbijała dla swojego szczęścia, to skrzywdziłabym kilka osób. Ja w piekle wylądować nie chcę.
          Szkoda słów… Mam nadzieję, że nie jest tak jak piszesz z tym planem boskim. 🙂
          Miłej nocki, ja uciekam spać.

          • brak rozwoju czyli stagnacja czy to duchowa czy umysłowa prowadzą do tego poczucia nieszczęścia. Nieszczęście prowadzi do cierpienia. Jesteś pierwszą osobą od której usłyszałam, że nie chce rozwoju a szczęście, na szczęście szczęście nie istnieje tu na ziemi, a na pewno nie w takiej formie jak to ludzie sobie wyobrażają. Do szczęścia czymkolwiek ono jest dochodzi się. Tak samo jak i do orgazmu 😀 Lepiej ponarzekać jest na niesprawiedliwość 😀 Ja powoli zaczynam doceniać cierpienie. Gdybym ja kiedyś czegoś nie wycierpiała to dziś byłabym głupia i nie wiedziała jak do problemów podchodzić albo byłabym kompletną egoistką i powtarzała za Urbanem „a ja mam to w d****”. 😀 w ogóle bym się nie rozwinęła czyli popełniłabym najcięższy grzech przeciwko swojemu człowieczeństwu. Ja teraz jestem chora, jestem jednak wdzięczna za to bo wiem co muszą ludziska przeżywać gdy czekają na wyniki, dowiadują się o chorobie, jak boja się o jutro. Doznałam wzrostu świadomości, a poza tym ta choroba nauczyła mnie tak wiele z dziedziny medycyny czyli z tego co sam Bóg stworzył czyli swego rodzaju szczęście. Jeśli jednak Go ni ma 😀 no to też czuję satysfakcję (= szczęście) bo się dużo nauczyłam i nadal uczę.

            Widzisz, a gdyby piekło nie istniało w ogóle to byś jednak rozbiła te związki dla swojego szczęścia? Myślę, że mamy zupełnie inne wizje szczęścia. Nawet jakbym miała podobną wizję to bym żadnego związku nie rozbiła z prostego powodu- ja nie walczę nigdy o faceta. To poniżej mojej godności bym walczyła o czyjeś uczucie do mnie, albo lepiej rywalizowała z inną o względy jakiegoś drąga 😀 Miłość (= szczęście) o nic nie walczy, a może się jedynie rozwijać. Nawet będąc doskonali w niebie będziemy szczęśliwi bo nadal będziemy się ROZWIJAĆ (tyle że) w miłości i to cały czas, bezustannie. Sam Jezus to powiedział.

            Wolisz nudne życie bo nie wymaga ryzyka. Masz bardzo niską tolerancję na porażki i ewentualne skutki podjętych działań. To ja nie wiem, chyba chcesz żeby Bóg za Ciebie całą robotę odwalił 😀 A ja mam nadzieję, że nic nie jest zaplanowane bo wtedy okazuje się, że Bóg wcale taki dobry nie jest.

            Chyba nikogo na tym forum nie przekonam by lepiej ryzykować niż czekać na cuda z nieba. Jeśli Bóg jest to nie ma się o co martwić bo w tym ryzyku wam bardziej pomoże niż kiedykolwiek.

            Też już się walnę spać:D Dobranoc

        • Ja bym się kłóciła z tym, że jesteśmy w 100% wolni, ograniczają nas warunki zewnętrzne i inni ludzie. Niestety żyjemy w społeczeństwie i jesteśmy w dużej mierze zależni od innych ludzi- przykład: twoje zdrowie zależy często od decyzji lekarza, twoje zatrudnienie lub nie zależy od decyzji pracodawcy, twoje życie prywatne też w dużej mierze opiera się na tym, czy inni ludzie cie lubią czy kochają, czy też nie. Odnośnie tych tzw. warunków zewnętrznych, możesz coś zbudować, ale strzeli w to piorun i spłonie, możesz stworzyć mieszkanie, dzieła sztuki w nim itp, ale jak będzie powódź wszystko zniszczy. Często jest tak, że człowiek myśli a Pan Bóg kreśli, ile razy było tak że przed ważnym egzaminem akurat dopadła mnie choroba, że zaprosiłam gości na grilla a była ulewa i burza, że wyjechałam na weekend odpocząć a z powodu pogody siedziałam w hotelu i się tylko wkurzałam. Przychodzimy na świat często już ograniczeni- środowiskiem w jakim się wychowujemy, wyglądem, talentami. Najpierw jesteśmy podporządkowani rodzicom, potem państwu (bo przecież płacimy podatki, tyramy do 67 do emerytury itp). Jeśli wszystko jest zależne od mojej woli jutro rano budzę się i mówię „zostanę modelką albo śpiewaczką operową”. I myślicie, że zostanę? Nie, bo Bóg dał mi wzrost 160cm, nigdy modelką nie będę dzięki temu, śpiewaczką operową też nie będę bo Bóg nie dał mi tego talentu. Moja chora sąsiadka może chciałaby zostać tancerką albo sportsmenką, ale urodziła się z niedowładem kończyn- siłą woli nie może uzyskać 100% sprawności. Dzięki swojej wolnej woli mogę jedynie zdecydować np. o miejscu zamieszkania, czy rano wypić kawę czy herbatę albo przefarbować sobie włosy na rudo czy brąz. Tyle z mojej wolnej woli. AgnieszkaC muszę się z Tobą zgodzić- nie na wszystko mamy wpływ i być może jest to jakiś plan Boga. Oczywiście mamy wpływ na kształtowanie naszego sumienia, sama decyduję, czy dziś będę się modlić, czy np wypiję butelkę wina i wdam się w bójkę. Ale jeśli chodzi o całokształt życia, to kim jestem, jak wygląda moja praca, rodzina to już jest 40% moich działań, decyzji i 60% warunków zewnętrznych- innych ludzi i łaski Bożej , bo Bóg mi daje i Bóg mi odbiera.

        • AgnieszkaC,jak ja Cię rozumiem, w Piśmie Św. też jest wiele o woli Boga, np. św. Elżbieta bardzo chciała być matką i tyle lat nosiła te przykrość i cierpienie w sercu (wtedy podobno kobietę bezpłodną uważano za bezwartościową) i sama z siebie nic nie mogła, musiał Bóg się zlitować i uczynić ten cud i dać jej syna na stare lata. Jak dla mnie nic nie dzieje się przypadkiem, wszystko jest w jakiejś części łaską Boga, jego wolą. Gdyby Bóg nie dał św. Elżbiecie syna, umarłaby nieszczęśliwa, niespełniona i jej wola nic by się tu nie zdała bez woli Boga. Mogłabym mnożyć jeszcze przykłady z Biblii, ale chce mi się już spać 😉
          P.S. Łatwo się mówi, jeśli coś cie uszczęśliwi to zrób to – szkoda, że większość z tych rzeczy skończyłaby się więzieniem albo piekłem. I tyle po szczęściu 🙂

          • Prosząc Boga o dziecko też nie wiemy czy modlimy się o życie, które dostanie nowe życie w niebie czy też w piekle. Ograniczają nas warunki zewnętrzne i wewnętrzne więc nie jesteśmy wolni czyli totalnie autonomiczni (i to jest właśnie zajebiste!!! bo dzięki temu możemy się buntować, sprzeciwiać a co za tym idzie MYŚLEĆ, nadal uważam że „tylko idiota myśli, że jest wolny”), ale nadal mamy wolną wolę (czyli możemy robić lub podejmować jakieś działania sami) ale Bóg chce pewnie byśmy zapraszali Go do tych działań by też brał w nich udział, a nie odwalał wszystko za nas. Wolność w działaniach a wolność jako nasz byt to dwie różne rzeczy. Nie piszę że wszystko nam się uda dokonać! Mylicie się! Jeśli mówię, że korzystając z wolnej woli wszystko możemy dokonać, ale możemy stawiać kroki w tę stronę jaką sobie upatrzymy, a jak nie wyjdzie to trudno, sumienie czyste bo próbowałam. Przecież wiele razy pisałam, że mnóstwo rzeczy może się nie udać, ważne żeby podejmować jakieś działanie. Aha, jest wiele dziewczyn 160 w dodatku niepełnosprawne fizycznie, które są modelkami. A to, że nie każdy może zostać śpiewaczką operową to jest atut tego świata bo byłoby ekstremalnie h****wo i nudno gdyby każdy miał te uwarunkowania. Nie byłoby lekarzy, budowlańców bo każdy by był modelem/ką, piosenkarką czy gwiazdą reality show 😀

            To jakie Wy musicie mieć rzeczy w głowie by pójść do piekła lub więzienia za podjęcie działań w ich kierunku. Gdyby każdy tak myślał to by nic na tym świecie nie było.

          • w przypadku Elżbiety wola Boga była tym, że uznał, że w jej przypadku na to jej nieszczęście najlepszą pomocą będzie te upragnione dziecko. Na pewno zanim prosiła Boga podejmowała niejednorazowe działania 😀 i o to mi przecież cały czas chodzi. Ale na pewno nie było to zaplanowane, czy Bóg by planował zmiłowanie się nad Elżbietą? Przeciez to głupie

            • Moze to glupie, ale tak, Bog mial to dokladnie zaplanowane. Elzbieta miala porodzic Jana, ktory mial zyc i chrzcic woda wtedy, gdy Jezus zyl, nie wczesniej, nie pozniej… Zreszta mi sie chyba lepiej nie wypowiadac, bo ostatnio dochodze do strasznych wnioskow

            • A czy Bóg miał zaplanowane, ze ja się urodziłam i mam takich rodziców i rodzinę?? To dla mnie ważne pytanie

            • w takim razie to nie są doskonałe plany patrząc na otaczającą nas rzeczywistość. To doprowadza mnie do wniosku, że doskonałość NIGDY nie istniała, nie istnieje i istnieć nie będzie.

            • Moim zdaniem Bóg miał to właśnie zaplanowane żeby Jan Chrzciciel był rówieśnikiem Jezusa. Być może z tego powodu łaska macierzyństwa była dla Elżbiety jakby wstrzymana. Elżbieta z pewnością starała się o dziecko, tylko co jej z tego przyszło bez łaski Boga? Nic. Tak samo jest i teraz- niektóre kobiety zachodzą w ciążę po jednorazowym „zapomnieniu” z chłopakiem, inne 7 , 10 lat małżeństwa i bez potomka. Dlaczego? Bo to nie my „robimy” sobie dzieci- to Bóg powołuje do życia nowego człowieka – macierzyństwo to jego dar, tak samo jak zdrowie, małżeństwo, talenty. Oczywiście mamy moc psucia tych darów- np. możesz mieć dziecko, ale je zaniedbać i stracić, możesz mieć zdrowie ale przez narkotyki czy papierosy je stracić itp. Jednak moc udzielania tych darów, łaska, ma tylko Bóg.

              Przeczytajcie sobie o cudzie w Fatimie- Maryja dzieciom przepowiedziała kiedy umrą, czy trafia do nieba, wszystko wiedziała. Ja wiem, że to co mam, zdrowie, praca, rodzeństwo to łaska od Boga, a to czego nie mam – wiem że Bóg nie chce mi tego udzielić, dlatego jedną NP odmawiam w jednej intencji i nie ponawiam, bo bez sensu jest prosić o coś, czego najwidoczniej Bóg dla nas nie przewidział. To jakby ktoś chciał wysuszyć Bałtyk suszarka do włosów. Bożej woli nie przebijesz swoją.

            • Mam takie samo zdanie na ten temat Oliwia. Każdy nasz upadek, wzrost itp.
              Ale każdy ma prawo sądzić inaczej 🙂

            • W Ewangelii za każdym razem Pan Jezus wysłuchiwał od razu, nie trzeba było czekać nie wiadomo ile lat, więc jeśli mnie by miał wysłuchać to już by mnie wysłuchał, a tak to te moje 7 nowenn było stratą czasu i tyle. I nie piszcie mi tej starej śpiewki o woli Bożej, że tak będzie dla mnie lepiej i że zostanę wysłuchana w swoim czasie, bo to już piszecie od 3 lat jedno i to samo, a to kłamstwa są.

            • Może to proszenie ma nas uczyć cierpliwości, pokory, ale po co nam cierpliwość?
              A może modlitwa nas ma zbliżyć do Boga, zmieniać.

            • w Fatimie Matka Boża powiedziała, że nie pójdą do piekła itp. bo Bóg dał jej rozeznanie co z nimi zrobi jak w niedługim czasie umrą, wiedział co przeskrobali i przeskrobią. To nie tak, że było zaplanowane.

            • Ja nie chciałam powiedzieć, że modlitwa nie ma sensu- właśnie ma sens- bo zwracamy się do Kogoś dla którego nie ma rzeczy niemożliwych. Może Bóg właśnie chce byśmy w chwili rozpaczy nie kupowali magicznego talizmanu, litra wódki itp, tylko właśnie rozeznali swoje sumienie i chwycili za różaniec. Poza tym, Elżbieta na starość ale jednak została wysłuchana, więc z jej punktu widzenie było warto. Gdyby się nie modliła o to, być może nigdy nie byłaby matką. Choć uważam, że teraz bezpłodność to nie jest aż taka tragedia, domy dziecka są pełne dzieci czekające na miłość rodzicielską. Jeśli kiedyś będę w takiej sytuacji, że nie będę mogła zajść w ciąże, nie będę się obrażać na Boga, czekać na cud, ani stosować in-vitro- po prostu adoptuje dziecko. Najgorzej jest gdy kogoś spotyka nieuleczalna choroba albo nieszczęśliwa miłość Wtedy to nic nie można zrobić, tylko się modlić i czekać na cud. Ale jeśli chodzi o inne sprawy to człowiek często sam może sobie poradzić i może dlatego Bóg nic nie robi, bo wie, że człowiek może wyjść z tego sam.

            • Odnośnie bezpłodności, to jak dla mnie ma ona sens- domy dziecka są przepełnione. Czy Bóg nie kocha tych dzieci? Myślę, że kocha nawet bardziej, bo nikt inny ich nie kocha. Może celowo nie daje każdej parze spłodzić dziecka, bo widzi, że niechcianych dzieci jest cała masa. Liczy na to, że jeśli nie da łaski potomstwa jakiejś parze, para ta da dom niechcianemu dzieciątku w domu dziecka.Jest to też test dla tej pary- czy rzeczywiście chcą dać dziecku swoją miłość, czy po prostu chcą przedłużyć swoje „cudowne” geny i uciekają się nawet do sztucznego zapłodnienia, byle były tylko te same geny, ta sama krew. Bezrobocie z punktu widzenia czasu dla mnie też miało sens, bo uczyłam się angielskiego jak nigdy, i jak nigdy miałam na to ogromnie dużo czasu. Gdyby nie ten czas szukania pracy, pewnie spoczęłabym na laurach a tak wzięłam się jeszcze za siebie. Jedynie nie widzę sensu w chorobach, nieszczęśliwych miłościach, rozwodach. To są prawdziwe tragedie życie. Swoją nieszczęśliwą miłość traktuję jako karę za grzechy, ale i tak większego sensu nie ma.

  2. Witaj Krzys. Pomodle sie za Ciebie. Dobrze, ze prosisz bo sa osoby, ktore rozumieja I chca pomoc. Tak dziala Bog przez ludzi. Pozdrawiam

  3. Krzysztofie może cię to bardzo nie pocieszy, ale najgorsze są 2 lata bez pracy, potem jest z górki, w sensie że się człowiek przyzwyczaj

  4. Krzysztofie, pomodlę się za Ciebie dzisiejszego wieczoru. Jeśli masz możliwość posłuchaj sobie „Plastra Miodu” (rekolekcji internetowych o. Szustaka) http://www.langusta2.dominikanie.pl/plaster-miodu. Codziennie o 21:21 zaczynamy modlitwą różańcową, a następnie w nasze uszy wlewa się Duch Święty. Może i Tobie pomoże, bo mnie i wielu już pomogło i pomaga codzień.
    Pozdrawiam serdecznie i polecam Cię Bogu w mojej modlitwie 🙂

  5. Witaj

    Wygląda na to, że jedną z łask które otrzymałeś w trakcie odmawiania nowenny jest natchnienie do modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne.

    Był czas że czułem się zupełnie beznadziejnie. to trwało latami. Próbowałem metod psychologicznych i niekonwencjonalnych ale to wcale nie pomagało wręcz przeciwnie, gdyż nieświadomie wchodząc na teren okultystyczny moje problemy duchowe, relacje z innymi ludźmi i kłopoty ze zdrowiem zwiększały się.

    Moja przygoda z tym zagadnieniem zaczęła się w 2008 roku, kiedy po raz pierwszy byłem na mszy o uzdrowienie i i doświadczyłem obecności żywego Boga.
    to był zaledwie początek mojej drogi, zmagałem się wtedy z wieloma grzechami szczególnie z masturbacją.

    W tamtym okresie po prostu chciałem jak najbliżej powrócić do Boga i zacząłem czytać Pismo Święte i książki chrześcijańskie, dzięki którym dowiedziałem się jak szkodliwy na stan duchowy i zdrowia jest okultyzm. Sam byłem wcześniej absolwentem samokontroli umysłu Metodą Silvy, bylem u bioenergoterapeuty, nosiłem amulety itp.

    Po zerwaniu z tym wszystkim, wyrzeknięciu się tego i spowiedzi, byłem na kolejnej mszy o uzdrowienie i zostałem uwolniony od nałogu masturbacji.

    Rany jednak na duszy pozostały, wiec modliłem się o uzdrowienie, wtedy dowiedziałem się, ze z wieloma grzechami które człowiek popełnia w swoim życiu wiążą się określone konsekwencje, które mogą przechodzić na następne pokolenia.

    Modląc się o uwolnienie od tego bardzo szybko, następowały poprawy w różnych dziedzinach życia, np w pracy, zaczęły znikać kompleksy ustała moja zdolność do zapominalstwa i tzw pecha, który wcześniej mnie prześladował.

    A że jeszcze to nie było dla mnie wystarczające to ,,kopałem głębiej” i wtedy natrafiłem na zagadnienie przebaczenia. Modliłem się jak najczęściej o przebaczenie osobom, które wyrządziły mi faktyczne lub domniemane krzywdy w poszczególnych etapach mojego życia i to poprawiło diametralnie moje relacje z innymi ludźmi

    Obecnie nadal kontynuuje modlitwę nad uzdrowieniem innych aspektów mojego życia, ale zmiana jest tak duża, że bez kozery mogę się teraz nazwać innym człowiekiem.

    Dlatego też, jeśli mogę Ci coś doradzić to spróbuj modlitwy o uzdrowienie wewnętrzne w następujących kierunkach:

    1) zerwania i wyrzeknięcia się wszelkich nawet nieświadomych związków z okultyzmem,

    2) usunięcia skutków grzechów pokoleniowych

    3) przebaczenia innym i sobie

    4) wreszcie konkretnego uzdrowienie i uwolnienia np od konkretnych lęków, nieśmiałości, poczucia osamotnienia skłonności do depresji itd.

    Pomaga też sport 😉

    Bóg pragnie abyśmy byli takimi jakimi nas stworzył i uzdrawia nas wewnętrznie i zewnętrznie

    Kpł 26, 13

    Ja jestem Pan, Bóg wasz, który wyprowadził was z ziemi egipskiej, abyście przestali być ich niewolnikami. Ja rozbiłem drągi waszego jarzma i dałem wam możność chodzenia z podniesioną głową.

    Uzdrowienie wewnętrzne jest procesem i najczęściej przebiega pewnymi etapami, tak jest u mnie i wierze, że u innych też.

    Pozwolę tu sobie zacytować trzy fragmenty Słowa Bożego, które mogą świetnie opisywać proces uzdrowienia wewnętrznego:

    Wj 13, 17

    Gdy faraon uwolnił lud, nie wiódł go Bóg droga prowadzącą do ziemi Filistyńskiej, chociaż była najkrótsza. Powiedział bowiem Bóg: .

    oraz Wj 23, 28 – 30

    Ja zaś poślę przed tobą szerszenie, które wypędzą Chiwwitę, Kananejczyka i Chetytę sprzed ciebie. 29 Nie wypędzę go sprzed ciebie w jednym roku, aby kraj nie stał się pustkowiem i nie rozmnożył się w nim dziki zwierz na twoją szkodę. 30 Będę ich wypędzał sprzed ciebie stopniowo, aż się rozrośniesz i będziesz mógł objąć kraj
    w posiadanie.

    J 10, 10

    Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości.

  6. Wj 13, 17 – 18

    17 Gdy faraon uwolnił lud, nie wiódł go Bóg drogą prowadzącą do ziemi filistyńskiej, chociaż była najkrótsza. Powiedział bowiem Bóg: «Żeby lud na widok czekających go walk nie żałował i nie wrócił do Egiptu». 18 Bóg więc prowadził lud okrężną drogą pustynną ku Morzu Czerwonemu; a Izraelici wyszli uzbrojeni z ziemi egipskiej.

  7. Krzysztofie miej nadzieję, ufaj i módl się. Wszystko będzie dobrze. Maryja Cię kocha i błogosławi. ” Ja Pan sprawię to szybko, w swoim czasie” Księga Izajasz 60, 22

  8. Zamiast padać na kolana i modlić się o pracę ten naród w końcu powinien powstać i zacząć aktywnie przezwyciężac całe zło i nadużycia na rynku pracy. I zamiast nowenny pompejańskiej należy wyjść na ulice i zawalczyć o swoje jak robią w innych krajach. I zamiast wpuszczać obcy kapitał nastawiony na wyzysk i nie płacący podatku należy temu aktywnie się sprzeciwiać, bo w działaniu jest boża moc a nie w czekaniu. Cierpienie ma zbawczą moc jeżeli czegoś uczy, a nie odbiera resztki honoru i godności.

    • walka na ulicy niczego nie zmieni a z ludzi zrobią chuliganów, zresztą jak będziesz chodził po ulicy i krzyczał pobożne hasła, to wszyscy cię będą mieć gdzieś, musiał byś coś podpalić, kogoś pobić, coś zniszczyć wtedy cię zauważą i co z tego jak to i tak nic nie da, nie masz nic do powiedzenia w tym raju, ja i ty jesteśmy nikim dla tych którzy sprawują władzę i już 100 razy powiedzieli że ją sprawować będą choćby mieli sfałszować wybory

    • st to nie ta mentalność by walczyć, te pokolenie nie wie co to walka. Ciągle powtarzane banały „to i tak niczego nie zmieni” prowadzą do tego co mamy a będzie jeszcze gorzej. Cieszę się, że masz myślenie podobne do mojego. Ulga

  9. W tej historii jest trochę podobieństwa do mojej sprzed około roku. Krzysztof mnie w jednej chwili ze stanu beznadziejnego do postawienia mnie na nogi Chrystus pokrzepił gdy odmówiłem litanię do Najdroższej Krwi Chrystusa i ofiarowałem Tą Krew i Rany Jego Bogu Ojcu. Zrób to samo koniecznie, napisz mi o jakim czasie będziesz się tak modlił to ja o tej godzinie także postaram się uklęknąć w Twojej intencji. Poczytaj o nabożeństwie do Najświętszych Ran i Krwi Chrystusa jeśli nie wiesz jeszcze o tym.

  10. Michal to tylko Ci zazdroscic, bo mnie to nabozenstwo stawia na nogi na kilka chwil, w porywach na pare dni, a potem wszystko wraca do stanu poprzedniego i dopoki Bog mi nie zalatwi pewnej sprawy to zapewne tak bedzie, byc moze do konca zycia…

  11. Daria napisz proszę jak mogę Ci pomóc bo Ty to masz chyba duży problem, a ja akurat także taki miałem i zrobiłbym naprawdę wiele jeśli mógłbym Ci pomóc.

  12. Moj problem, nie jest az taki duzy. Sa tu osoby z duzo wiekszymi problemami. Ja mam prace, calkiem niezle pieniadze, dach nad glowa, a nawet dwa, ucze sie, jestem zdrowa, wiec nie mozesz mi pomoc, skoro Bog ma taka wole zeby bylo jak jest to musze z tym zyc, pewnych rzeczy sie nie przeskoczy, trzeba je przyjac z pokora

    • trzymaj sie ufa jj Panu Bogu on cie wyprowadzi z tego tylko trzeba wytrwalosci i cierpliwosci a co do dziewczyny niemartw sie bo widzisz przez to poznales kogos lepszego glebiej twojego ojca ktory jest w niebie on swojich owieczek nie zostawia

  13. Krzysiu,
    Myślę, że teraz powinieneś się skupić na poprawieniu Twojego stanu zdrowia. Tak jest, bo sama też szukałam pracy – że po wielokrotnej próbie szukania pracy człowiek czuje się niepotrzebny, gorszy itd. Jest tak, że w zakładach pracy jest „kolesiostwo”. Często wartościowi ludzie nie mają szans, jeśli nie mają znajomości. To smutna prawda. Ale nie smuć się, zatroszcz się o siebie, wycisz się, okaż sobie trochę miłości. Zasługujesz na to, jesteś mądrym człowiekiem, na pewno w swoim czasie znajdzie się pracodawca, który doceni Twoje dobre cechy. Proponuję Ci udział w nabożeństwie o uzdrowienie. Zorientuj się, w którym kościele w Twoim miejscu zamieszkania takie nabożeństwa się odbywają. Podejdziesz do indywidualnego błogosławieństwa z nałożeniem rąk, jeśli z ufnością i zawierzeniem otworzysz się na Ducha Św. to zobaczysz jak wielki jest Pan. On Cię uzdrowi z depresji, smutku. Otwórz się na Jezusa Chrystusa, On jest najlepszym lekarzem i Ojcem. On Cię kocha takim, jakim jesteś i nie opuści Cię. Tylko Mu zaufaj. Z Bogiem Krzysiu.
    Danka

A Ty co o tym myślisz? Napisz!