Dorota: łaska pracy dla męża

Kochani,
Chcę zostawić tu swoje świadectwo i podziękować Maryi za wysłuchanie moich modlitw.
Prosiłam o łaskę pracy dla mojego męża, który od kliku lat bezskutecznie szukał zatrudnienia – i otrzymałam ją. Mój mąż ma stałą pracę.Momentami było mi trudno odmawiać nowennę, momentami zmagaliśmy się z przeciwnościami losu ale cały czas miałam głębokie przeświadczenie, że zostanę wysłuchana. Bardzo pomogło mi świadectwo kogoś, kto napisał, że, często, gdy zaczynamy odmawiać nowennę zdarzenia przybierają zły obrót, tak jakby wszystko działało przeciwko nam ale później nasze prośby zostaną wysłuchane.To mi pomogło w sytuacji gdy byliśmy pewni, że mąż otrzyma pracę i gdy później okazywało się, że jednak nie. Tak było trzy razy ale nie zwątpiłam i dalej gorliwie się modliłam.
Dziękuję Ci Matko.

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

256 myśli na temat „Dorota: łaska pracy dla męża

  1. odmawiam 2 raz nowennę w intencji znalezienia pracy. Powiem szczerze, że mam wszystkiego dość. Spotykam się z nieżyczliwością, wiecznymi pretensjami, traktowaniem mnie jak kogoś gorszego i głupszego. Jakaś paranoja.

    • Pamiętam Aneta cały czas w modlitwie
      Dzisiaj wszystkich się tak traktuje, ludzie powariowali, cham na chamie chamem pogania, a jak ktoś jest życzliwy, kulturalny to odpada, a jak się zorientują że masz słabe nerwy to się rzucają na człowieka jak rekiny jak poczują krew, nie wiem co ci ludzie mają w tych małych rozumkach, a najgorsi są ci co siedzą w pierwszej ławce w kościele i na wszystkie nabożeństwa codziennie ganiają 🙁

      • Dziękuję Lulu. Ja również pamiętam o Tobie i cały czas już nie proszę, ale błagam o pomoc dla nas.
        Wiesz, ja takie baty dostaję od bliskich osób.
        Ale wiesz co Lulu, wierzę, że to się zmieni. Ufam mimo smutku i łez.

    • Czyli nic się nie zmieniło? Nie wchodziłam tu przez prawie 2 miesiące, bo nie odmawiam NP, ale pamiętałam o obiecanym różańcu (czasem dziesiątku, czasem jednej części) i miałam nadzieję, że sytuacja się poprawiła, jak widać płonną 🙁 Nawet nie pomaga kiedy jeden modli się za drugiego…

  2. Hm , ja siadam w czwartej ławce 🙂 Gdy wróciłem do kościoła , to szukałem swojego miejsca i skończyło się na 4 . ciekawe jest , że często pierwsza ławka jest pusta 😉 Już rozumiem dlaczego 😛

    • Józek to u was musi być spokojnie, u nas się biją o pierwszą ławkę a jak by nie było miejsca i ktoś tam usiadł to tak się będą pchać aż go wypchają bo to ich ławka, normalnie paranoja, jak kury na grzędzie, bo to jej miejsce i chodźmy miała siedzieć komuś na głowie to będzie. Ja się poważnie zastanawiam czy chodzić do kościoła, tylko się denerwuje jak tych ludzi widzę

  3. Widzisz Agnieszko, kidys jak tego wszystkiego nie mialam to nie plakalam a teraz placze. Placze dzien w dzien. Kiedys Bog ze mna nie rozmawial i mialam poczucie ze jestem odpowiedzialna sama za siebie, wyznawalam zasade „miej w*** i bede Ci dane” ale mialam tez wtedy wylaczone emocje… luz blus malina. A po nawroceniu niestety czlowiek patrzy inaczej i prosi o cos z ufnoscia, bo okazalo sie ze moj styl zycia, byl g warty i ufa, ufa, ufa, az wstaje rano i mysli… ja pierdziele mam uczucia, to mnie boli, to boli, tamto boli. Wiec modli sie o to o tamto i niic. W koncu prosi „Boze poukladaj wszystko jak masz w swoim planie, ale zabierz juz to ode mnie” i wiesz co? Dni mijaja, dalej sie nie uklada, a boli jeszcze bardziej, wiec placze

      • ostatnio nie bylam, bo nie moglam, ale jak moge to chodze, ale dla wszystkich powiem tak. Te msze nie roznia sie niczym od mszy zwyklych, na zwyklych mszach Jezus tez uzdrawia, nawet online, nawet na adoracji online

        • dlatego nie pójdę na taką mszę, Jezus uzdrawia nawet jak jesteś w stodole, szopie, polu. Te msze to kolejny wymysł kk, a niewiele mają wspólnego z Bogiem. Daria mam nadzieję, że Twoja sytuacja się poprawi albo Twój stan ducha.

          • Tak masz racje, ale w tych mszach nie o to chodzi. Pewnie, ze Jezus moze uzdrowic nawet w domu, ale Jego ciala nie przyjmiesz w domu, czy w szopie, nie bedziesz na Eucharysti podczas przemienienia. To jest sakrament, ktory ma najwieksza moc.

            • kiedyś też ten sakrament przyjmowałam, niestety mocy nie było, nawet najmniejszej pomocy 🙁

            • nic nie wiem, pisalam juz ze Bog nie jest by Go czuc, ani Jego mocy, czasem sa to lzy, czasem spokoj, a czasem nic, zupelnie nic. Ale wiem, ze przed nawroceniem jak przyjmowalam ten sakrament to nie bylo to dla mnie nic nadzwyczajnego. Wadnych odczuc, szlam otrzymywalam oplatek i to wszystko. Dopiero po nawroceniu cos drgnelo. Bog nie wymaga od nas na poczatku wiary, w to ze jest nie pokazujac tego. Wrecz przeciwnie, bedzie przychodzil i dotykal, glaskal i tulil, a pozniej to juz inna bajka… i pozniej to juz wymaga bysmy trwali. A ja mam kryzys, jak zwykle i co kilka dni, cos mi sie powalilo i tyle, jestem niecierpliwa i chce juz, a On teraz sobie milczy.

            • głaskania, tulenia nie odczułam, a żeby w to wierzyć muszę odczuć. To ja mam inny kryzys niż Twój bo ja już całkiem straciłam wiarę.

          • Mylisz sie, ze msze uzdrawiajace nie pomagaja. Mi bardzo pomagaja I wielu osobom. Uczestniczylam na dwoch. Pierwszy raz w Londynie, z Alanem Amesem,modlilam sie za tate a Bog pomogl mi w moich problemach. Tam rozpoczela sie droga nawracania. Druga msza na Przeprosnej Gorce blisko Czestochowy cos niesamowitego. Tym razem Pan leczyl mnie ze zranien, lekow. Po powrocie do hotelu czulam sie taka niesamowita lekkosc I radosc. Nigdy czegos tak silnego I intensywnego nie czulam. Bog leczy tylko musimy mu ufac I wierzyc. Za posrednictwem Ojca Daniela Bog wyleczyl wiele osob. Przed modlitwa ludzie daja swiadectwa. A sa to uleczenia z depresji, uczucia nienawisci, guzow piersi, mozgu. Wszelkich nowotworow, potwierdzonych bezplodnosci, nerwic, zranien z dziecinstwa, AIDS, boreliozy. Nawet pomoc w znalezieniu pracy.
            W ta sobote po raz trzeci przylatuje do Polski na taka msze. Jesli nie mozesz dojechac na stronie Milosc I milosierdzie Jezusa/spotkania mozna odsluchac modlitwy, mszy, swiadectw nawet tych z 2012cz 2013. Szczera modlitwa I sluchanie leczy rowniez przez internet. Moge to potwierdzic. Do nic nie wiem Ty bardzo tego potrzebujesz, otworz serce Bog bedzie leczyl. Odwagi, bedzie duzo lepiej.

            • też byłam na takiej mszy…szłam z wielką nadzieją i wiarą, a wyszłam…z żalem i łzami w oczach…bo jedyne co poczułam to to, że to już koniec, że nic mi nie pomoże, że moich problemow się już nie da rozwiązać

            • Wnioskuje, Maju, ze Twoj komentarz tyczyl sie mnie…. tylko, ze ja nic takiego nie napisalam, ze nie pomagaja. Napisalam, ze na zwyklych mszach Jezus rowniez leczy. Mnie z pewnej rzeczy uzdrowil na zwyklej mszy podczas komuni, moze nie jest to w 100% uleczone, ale widze postepy kazdego dnia. Na mszy o uzdrowienie dostalam slowa poznania, ale takie slowa mozna tez otrzymac na zwyklej mszy, czy na modlitwie, tu chodzi o wiare. Jezus na mszy o uzdrowienie jest dokladnie ten sam co na zwyklej mszy czy w tabernakulum. Msze te roznia sie tylko tym ze na nich jest bardzo widoczne wylanie Ducha Swietego.

            • Witaj Dario, nie moj wpus byl nie do Ciebie. Przykro mi, ze przezywasz teraz ciezki okres w zyciu ale nie poddawaj sie :-). Warto walczyc. Ja tez kiedys przezywalam ciezkie chwile. Nie czulam sie potrzebna, w wieku 6 lat zaraz po odejsciu mamy myskalam o smierci, nawet probowalam podciac sobie zyly….czulam sie niekochana, brak akceptacji ciala I siebie, odchudzanie obsesyjne. Pozniej alkoholizm tata, calkowite obojetnosc na nas. I inne jeszcze bolesniejsze doswiadczenia. Ale trzymalam sie dzielnie. Po przerwie w nauce postanowilam zaciagnac kredyt studencki I wyjechalam do Lublina. Bardzi zblizylam sie do Pana Jezusa. Codziennie modlilam sie wlasnie do niego, msze prawie kazdego dnia, czulam niesamowita bliskosc Jezusa.
              Pomagal mi we wszystkim. Studia, egzaminy, dprawy finsnsowe. Pi studiach wyjechskam do UK I pogorszylo sie. Zostalam mocno zranieniona przez chlopaka, straszne uczucie. Przezylam okropna prace, zwiazek, pozniej przezylam w cudowny sposob smiertelny wypadek . Zaliczzylam stany depresyjne, rozpacz I jeszcze cos. Ale wiara czyni cuda. Co Cie nie zabije to wzmocni .
              Pomodle sie za Ciebie Dario I nie mysl o sznurze ! Pozdrawiam serdecznie.

            • Dzieki za modlitwe i przepraszam za niezrozumienie i za to z tym sznurem, az tak tragicznie nie jest. Mam specyficzne poczucie humoru:) Czasem gorsze dni, ale kazdy je ma

      • Szczerze, to chcialabym, zeby mnie zwolnili poszlabym na zasilek i do szkoly dziennej. Ale tak latwo to nie ma. Ja wiem, ze nie mam zle, mam gorszy dzien, a nawet dwa… brak mi cierpliwosci i to co Bog mowi to jedno, a to co sie dzieje to drugie. Najtrudniej sie wierzy, gdy wszystko idzie na opak.

            • nie mozna/D Na to co mi dolega nie ma lekarstwa:) hehe wisiec mi to zaczyna powoli, zaczynam sie godzic z tym ze jest tak dupowato, ale to nie koniec swiata przeciez, inni maja gorzej:) zajme sie nauka i nie bede miala czasu na glupoty. W koncu czas najwyzszy wrocic do ksiazek, bo wiedza sama do glowy nie wejdzie. Znajde sobie zajecie, w sumie kiedys juz tak bylo i wyszlam na prosta to moze i teraz sie uda:) a jak nie? hmmm jest kilka mozliwosci rozwiazania problemow:D w czechach np mozna kupic sznur juz z zawiazana petla jakby ktos nie umial zawiazac:D

            • nie wiem:p wczoraj ogladalam kazanie na temat sztanskich zabawek dla dzieci:) a moze to bylo na slowacji, a nie sory na slowacji jest zespol podobny do arki noego tylko ze spiewa dzieciom o szatanie:p

            • dajcie spokój z tym sznurem, podobno kobieta wisielec okropnie wygląda później ;/
              a poza tym administrator może to potraktować poważnie i wezwie policję do was

            • daria.np cokolwiek cię dołuje nie warto się przejmować bo przejmowanie się nic nie zmieni 🙁
              chyba wiem co nam wszystkim jest tak ogólnie, idą święta a my znów i nadal jesteśmy sami, kończy się rok w którym tak naprawdę nic znów i nadal nic radosnego się nie wydarzyło 🙁

            • lulu nie dokonca:p u mnie sie cos wydarzylo, przez okolo rok zbieralam sie do zrobienia pewnych waznych badan ktore dla mnie byly „byc” albo „umrzec” na sama mysl ze mam je zrobic mdlalam:) ale w koncu lekarz mi nie odpuscila, uwierz mi 2 tygodnie nie spalam nie jadlam nie pracowalam i przez te 2 tygodnie posiwialam i wiedzialam ze 6 czerwca moze skonczyc sie moje zycie, szlam jak na skazanie, z odebraniem byl problem bo wyniki zaginely, musialam isc do labolatorium i kalac sie by mi wydali kopie . Znalazl sie dobry czlowiek ktory sie zlitowal i jesli mialabym powiedziec, ktory dzien w moim zyciu byl najszczesliwszy, to wlasnie byl 6 czerwca.

            • aneta:) jednej mniej na swiecie:D a wy bedziecie mialy sie za kogo modlic, a jak juz pojde dotego Pana Boga to sobie sie z nim rozmowie na wasz temat:p

            • nie, lulu, jestem zdrowa, przynajmniej w kontekscie tego czego sie balam. Ale ogolnie chora bylam/jestem tego nie wiem bo musze zrobic wyniki jeszcze w grudniu. Jesli Jezus sie nade mna ulitowal to jestem zdrowa, objawy ustapily, wiec powinnam byc zdrowa, ale musze zrobic badania:p

            • aneta:) daj spokoj Ciebie? Hehehe dobra z Ciebie dziolcha:D a dla pocieszenia to powiem Ci ze dzis odezwal sie do mnie moj pierwszy chlopak z ktorym slub planowalismy:) a rozstalismy sie w 2006 roku hahaha a przed wczoraj chlopak z ktorym spotykalam sie w zeszlym roku i mial urojenia ze slub bede z nim brala:p

            • Lepiej mnie niż Ciebie – ja nie mam tak silnej wiary…ja nie umiem tak ufać…ja nie umiem tak zawierzyć…Ty chcesz żyć – chcesz się rozwijać, uczyć, realizować, zdobywać wiedzę, inwestujesz w siebie, w swój rozwój zwłaszcza duchowy…
              Mi daleko do tego wszystkiego – ja marnuje ten dar.

              Czyli NP zaczyna działać…w tym zamęcie pewnie przyjdzie jej całkowite spełnienie.
              Zresztą sama wiele razy mówiłaś że Bóg Ci daje znaki – potrafisz Go usłyszeć..Masz ogromne szczęście jeśli o to chodzi.

            • Anetko moja wiara to jest marna, wierz mi, a znaki? A moze to moja imaginacja? wmawiam sobie cos co chce uslyszec. No dobra czasem cos tam mi Bog powie, ok ale wcale nie powiedzial, ze mnie wyslucha. Na razie to wiem tylko tyle, ze mnie do zakonu nie wysyla:D
              Ale kto Go tam wie:p nie serio nie wiem. Cos mi tam brzecal o slubie ale skad ja wiem czy to nie slub zakonny hahaha 😀

            • na tyle na ile Cię poznałam to mogę powiedzieć że podziwiam Cię za wiarę…i zdania nie zmienię.
              Przynajmniej potrafisz usłyszeć Boga. Nawet nie wiesz ile bym dała, żeby umieć rozpoznać Jego głos od własnych myśli… jesteś naprawdę wyjątkową osobą i zaslugujesz na wszystko co najlepsze.

            • Daria wracaj szybko do zdrowia, jesteś inteligentna i mądra, a jak się chłopak odezwał to i piękna i seksowna dasz radę, jesteś silna 😀 No i masz poczucie humoru 😀 strata jakbyś coś sobie zrobiła, to bez sensu

            • Daria ja jestem na takim etapie teraz jak ty byłaś, boje się iść na badania… Jak się zmusić? Co Ci dolegało?

            • cherry to zalezy o jakich chorobach mowimy, mnie sklonila lekarka to raz dwa pewne dodatkowe okolicznosci, ale nie moge o nich tu pisac. A dodatkowo wiedzialam ze moge z tym zyc zyc zyc a jak juz beda objawy to tylko trumna… i „po balu panno lalu” a tak to normalnie w miare ale na lekach, ale stres nie z tej ziemi. Nigdy nic podobnego nie przezylam

  4. Jesteście fajnymi ludźmi, mam nadzieję, że Wam się los odmieni na najlepsze jak najszybciej.
    Ja nie siadam w żadnej ławce, nie stoję też, mnie tam nie ma

  5. Kochani zwracam się do Wszystkich ,którzy tu piszą na temat mszy uzdrawiającej.Uwierzcie proszę ,że te msze dają wiele.Jeśli uczestniczysz w nich z wiarą i pokorą ,czuje się niesamowitą ulgę.Polecam również Nowennę Pompejańską.Wytrwałość w modlitwie ,szczerość jej odmawiania daje niesamowite rezultaty.Choć sama wiem po sobie ,że odmawiając Nowennę zło robi wszystko by odciągnąć od modlitwy i zaprząta myśli, ale nie wolno się podawać i gorliwie się modlić ,a będziecie widzieć łaskę Wam daną i siłę,a przede wszystkim pokorę jaką się otrzymuje i wytrwałość z wiarą . Warto powierzyć swój czas na modlitwę.Modląc się N.P. w danej intencji zauważycie ,że już podczas odmawiania jej ,że inne sprawy też,się zaczynają nabierać innego obrotu.ALE JEDNO JEST PEWNE ,TRZEBA ODDAĆ SIĘ Z POKORĄ TEJ MODLITWIE I WIARĄ,I POWIERZAĆ TĄ MODLITWĘ INNYM Z PRZEKONANIEM WŁASNEJ WIARY,ŻE WARTO.JEDNAK PAMIĘTAJMY TRZEBA BYĆ CIERPLIWYM ,A DANE WAM ŁASKI SAMI BĘDZIECIE DOSTRZEGAĆ.Życzę wiary i wytrwałości.

  6. Ja również bardzo zachęcam do przyjazdu do Przeprośnej Górki na mszę z modlitwą o udrowienie i uwolnienie. Pan Jezus działa tam cuda takie same jak 2000 lat temu!!!
    W sobotę będę poraz siódmy na spotkaniu i napewno nie ostatni 😉

  7. a ja sobie teraz tak myślę (może nie powinnam): ani pracy, ani rodziny porządnej, ani przyjaciół, ani szczęścia w grze i w pieniądzach, ani zdrowa, chociaż w jednej dziedzinie mogłoby się układać, bez sensu

          • kiedyś na tej liście był jeszcze facet i własna rodzina ale dzięki Bogu już mi całkiem przeszło, nie zależy mi, nie wiem czemu ale wszytko jest mi obojętne, nawet mi się nie chce robić porządku w pokoju, mam tu bajzel jakby tornado przeszło, spać mi się chce ale nie chce mi się ruszyć do łóżka a nie mam daleko, eh

            • i znowu mam gorycz w ustach, takie moje życie jedna wielka gorycz, może dlatego zachorowałam na tę chorobę

            • pewnie nie uwierzysz ale bardzo dobrze to rozumiem… 🙁 to są moje własne myśli – moje własne życie. W tym tyg w mojej prafaii byly rekolekce nt rodziny i małzeństwa i codziennie mialam łzy w oczach bo słyszałam w głowie – to i tak nie będzie Ci dane. Jeśli w ogóle Bog do mnie mówi to to że już tak zostanie na zawsze, bo za każdym razem gdy jestem w kościele to właśnie taka myśl mnie nachodzi.

            • Mówisz że Ci przeszło – nie wydaje mi się. Inaczej nie czułabyś goryczy – tej dosłownej i tej w sercu. Inaczej nie straciłabyś siły do życia, motywacji i celu…gdyby przestało Ci zależeć, żyłabyś pełnią zycia nie zważajać na te braki, bedac szczesliwa bez nich. A skoro jest inaczej tzn że tylko rozumem przekonujesz swoje własne serce ze juz Ci nie zależy, bo tak jest łatwiej przetrwać kolejny dzień. Wiem to, bo sama tak robię. 🙁

            • nie wiem co to znaczy być szczęśliwą, chyba nigdy nie byłam, gdyby mi zależało to tak jak Natalia pewnie bym się wściekała jak by poszło nie tak, a mnie to wszytko obojętne, gdyby mi zależało to bym miała jakiś cel ale nie mam, i to nie dlatego, że boję się konsekwencji, z nic nie robienia też są konsekwencje, jest mi to obojętne, a gdyby teraz staną przede mną książę z białym koniem to bym mu powiedziała, że „agnieszka już dawno tutaj nie mieszka”, jakiś czas temu jeszcze się złościłam i byłam smutna, teraz nic nie czuje, tak se żyje z godziny na godzinę, siedzę przed komputerem i perdze do fotela
              Idę spać, dobranoc

            • to pozorna obojętność…ja bym to nazwała rezygnacją, bezradnością i brakiem sił a nie obojętnością

            • rezygnacja i bezradność była przed tym, to też uczucia, teraz jest już tylko obojętność, ale nie chcę się spierać, obojętne mi to 🙂

            • no dobrze…Ty znasz siebie najlepiej.. tak mi się wydawało, bo mówisz podobnie jak ja sama myślę..ale każdy jest inny i inaczej odbiera nawet et same stany

            • Lulu , wiesz jak ja zrobiłam? Wzięłam długopis do ręki , opisałam to co boli mnie w życiu, każdy ból. Wysłałam listy do O. Witko, Ks. Michała Olszewskiego, poprosiłam o modlitwę o. Jamesa Manjackala.
              Nawet biednego ks. Daniela z Czatachowy męczyłam 😉
              Odczuwałam potęgę modlitwy wstawienniczej.
              Co Ci szkodzi, zrób tak samo. Jak się wstydzisz, to nie podawaj adresu. Ja tak robiłam.
              Mamy kapłanów, którzy są pośrednikami między nami a Bogiem.
              Zycie leci. Jesteś zbyt fajną i mądrą osobą, żeby tak tkwić w smutku. Przepraszam, że tak się wymądrzam, ale ja porządnie się wkurzyłam na swoje życie i i zaczęłam słać list za listem, uczestniczyłam w spotkaniach charyzmatycznych.
              I… zaczynam być szczęśliwa 🙂
              Wiem, że pewnie łatwo mi mówić, Ty bardzo dużo przeszłaś, ale co szkodzi prosić o modlitwę, ot choćby takiego O. Witko. Co Ty na to?

    • lulu mnie tez przygarniesz jako swoja nowa przyjaciółkę, której jeszcze nie znasz, ja jestem mixem waszych problemow, coś mam z każdej z was. Od 4 lat próbuje coś osiągnąć, ale próbuje to za duże słowo od 4 lat boje się po coś sięgnąć i wiem, ze to tylko moja wina bo Bóg dawał mi tyle szans, ale strach był silniejszy 🙁

      • cherry a sprobuj nowenny do Matki Bozej roozwiazujacej wezly i np w intencji rozwiazania wezla strachu, czy leku. Bo to niesa Boze emocje

      • Droga Cherry – dla Ciebie od Jezusa:
        >>Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd na Niego napierał.
        A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: „Kto się dotknął mojego płaszcza?” Odpowiedzieli Mu uczniowie: „Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął”. On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: „Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości!”.<< (Mk 5,21-34)
        A teraz pytania pomocnicze:
        1) Z czego uleczył (ocalił!) Chrystus kobietę, skoro z krwotoku uleczył ją sam dotyk szaty Jezusa?
        2) Czego potrzebował Jezus do tego cudu ocalenia ze strony kobiety?
        Pozdrawiam 🙂

          • Hmmm…. odpowiem powołując się na słowa naszego ojca rekolekcjonisty:
            … żeby poznać odpowiedź, trzeba poznać kontekst historii. W Izraelu kobieta krwawiąca była nieczysta. Nie można było jej wychodzić ze specjalnie do tego przeznaczonej izby (w czasie plemion – namiotu) i musiała mieć kontakt tylko z innymi kobietami krwawiącymi lub z kobietami po menopauzie. Za kontakt krwawiącej kobiety z innymi kobietami dojrzałymi, ale nie krwawiącymi lub co gorsza z mężczyznami – groziło kobiecie ukamienowanie.

            Nie oceniajcie, pobądźcie chwilę w tej sytuacji. Przyjmijcie te okoliczności za własne realia…
            Teraz pora spojrzeć na czyn tej kobiety z odpowiedniej perspektywy: ile ona ryzykowała, żeby WYJŚĆ z domu, dać się być może rozpoznać przez sąsiadów i zostać skazana na śmierć…
            Może kobieta się przebrała, aby nikt jej nie rozpoznał?
            Na pewno chciała dokonać uzdrowienia chyłkiem, w ukryciu przed oczami porządnych, prawych obywateli… 🙂
            Poczujcie strach tej kobiety, wyobraźcie go sobie.
            A teraz wyobraźcie sobie jej odwagę, że w ogóle wyszła z domu.
            A także odwagę w momencie, kiedy postanowiła się ujawnić przed tłumem…
            Ona wtedy była przerażona i jednocześnie odważna
            A zatem:
            1) Jezus ocalił kobietę z niewoli jej strachu.
            2) Żeby ocalić kobietę z niewoli jej strachu Jezus potrzebował od niej jednego aktu odwagi.

            Czerpmy z tego, kochane!
            🙂

            • no pamiętam,że w tamtych czasach ostre cyrki się działy, ale chyba pod tę kobietę umiejscowiłam siebie w obecnych realiach 😀

            • Natalko, i miałaś rację. Twoja interpretacja też się w tych słowach Ewangelii kryje. Ale w ten sposób Jezus ocalił nas wszystkich wiernych śmiercią na krzyżu. A kobiecie cierpiącej na krwotok (coś, co 12 lat powoli pozbawiało ją życia i wykluczyło ją poza nawias społeczny) przyniósł ocalenie na ówczesne „tu i teraz”
              Zatem chodziło o „wartość dodaną” 🙂

            • Wiesz co Asia?Te słowa są w 100% do mnie. Wczoraj nie chciałam odpisywać, chciałam sobie trochę przemyśleć. Moja odpowiedz na te pytania pomocnicze była właśnie taka jak napisałaś z tym, ze ja do strachu dodałabym poczucie winy… Pocieszyłaś mnie, dziękuje 🙂 Skoro Ty masz takie dary rozumienia to mam do Ciebie pytanie, mogę zadać je na priv?

            • Mój komentarz oczekuje na moderację, więc póki co: „Nie bój się, nie lękaj. Bóg sam wystarczy” 🙂
              A o poczuciu winy… hmm… może później, bo to dłuższa historia a pora zbyt późna (wczesna?)
              😉

  8. a wiecie co? ja to se ide na rozmowe z „Gora”. wroce do was pozniej:p lulu nie martw sie… ja dzis stwiedzilam ze jest tak zle ze moge zaczac juz sie smiac

      • Sama Mu powiedz, Gwiazdko 🙂
        Ale chyba pora na inne argumenty (vide: walka Jakuba 😉 )
        Bo takie stawianie warunków… hmmm, cóż….
        Co On ma Ci udowodnić, Natalko? Swoje istnienie?
        I to by Go miało motywować do czynu…?
        Znaku dla samego znaku nie będzie, trzeba się z tym pogodzić…
        Jestem w modlitwie za Tobą. Znów polecona zostałaś grupie modlitwy wstawienniczej. Zresztą, Gabrysia także 😉

        • mnie nie słucha nigdy więc o to nawet prosić nie będę 😀 nic nie chcę żeby mi udowadniał, tylko np. wyleczył albo wysłuchał moich intencji, tylko to 😀
          Dziękuję serdecznie :*

          • Taki mi dialog hipotetyczny przyszedł do głowy. A ponieważ mam zadatki na pisarza (tak mi w szkole mówili ;P ), to napiszę, a co:
            – Panie Boże, uzdrów proszę Natalię…
            – Ale ja nie wiem, czy ona chce być uzdrowiona.
            – Ależ chce, bardzo chce!
            – Wobec tego dlaczego mi o tym nie powie?
            – Przecież mówi, my wszyscy wiemy, że chce wreszcie wyzdrowieć!
            – Ale nie Mnie. Mnie nie prosi i do Mnie nie mówi.
            – Nam mówi. I my mówimy w jej imieniu, proszę Cię – uzdrów ją Panie.
            – Słyszę was i wiem, czego chcecie ode Mnie. Ale nadal nie słyszę Natalii i nie wiem, jaka jest jej prośba…

            🙂

            • To teraz poproszę dla mnie 🙂 Zamiast Natalki, Agnieszka. I Agnieszka mówi, prosi, i inne metody perswazji Boga. Przeczytam jak wrócę z kościoła. A jadę sprzątać, nie modlić się.
              Oczywiście jeśli chcesz i masz pomysł 🙂
              Tylko bez użycia cierpliwości i pokory.

            • Agnieszko 🙂
              to, co napisałam do Natalki nie było receptą na dobrą rozmowę. Było moim subiektywnym, może nadwrażliwym spojrzeniem poniekąd literacko-socjologicznym na relację Natalia-inni ludzie-Bóg, w której to relacji wyobraziłam sobie, że Bóg chciałby mieć z Natalią relację 1:1.

              Co mogę Wam powiedzieć. Widzę i czytam w Waszych komentarzach, że na chwilę obecną dokucza Wam fakt, że Bóg milczy w Waszym życiu… Ubolewam nad tym.
              A jednak moje serce mi mówi parę rzeczy:
              1) Bóg wysłuchuje każdej modlitwy. KAŻDEJ. Tylko reaguje na nią na SWÓJ SPOSÓB i w SWOIM CZASIE.
              To z tym my ludzie nie potrafimy sobie poradzić. Bo my chcemy wtedy i w taki sposób, jak sobie wyobraziliśmy i zaplanowaliśmy.
              Pytane natury teologicznej – jeżeli takie miejsce Bogu wyznaczamy w naszym życiu, to kto tu jest czyim Bogiem?

              Dla mnie prysznicem była świadomość, że zaczęłam traktować Boga jak św. Mikołaja, a moją modlitwę – jak list z życzeniami :/ Co najmniej śmieszna, o ile nie skandaliczne!

            • Rozumiem, masz z pewnością rację, ale tak ciężko to przyjąć 🙁
              Żeby chociaż powiedział za ile tyg. msc. lat wysłucha, czy w ogóle.
              Może niepotrzebnie czekam i mam nadzieję, a i tak nie dostanę tego, tylko coś innego, jeśli już.

            • Agnieszko, też myślałam, że ciężko to przyjąć 🙂
              A tymczasem zaczęłam Nowe Życie i wszystko oddałam Chrystusowi.
              Niech rządzi. Oddałam Mu moje marzenie o macierzyństwie, o domu, o innych rzeczach…
              Niech decyduje, niech będzie Jego wola.
              Myślisz, że nie walczyłam o ten skrawek „mojego” wyboru, mojego samodecydowania o sobie?
              Walczyłam jak cholera. Próbowałam się targować…
              I uległam tej miłości, a taki spokój mnie ogarnął… Cudowna błogość, która trwa 4. tydzień 🙂
              Okazało się, że – nie mogę tego pojąć na rozum, więc przestałam sobie tym głowę zaprzątać i za wszelką cenę zrozumieć – to, co w moim mniemaniu mnie uskrzydlało (czyli marzenia), było moimi kajdanami (!)
              Zniewalało mnie. Zatruwało. Byłam jak chodzący wyrok w zawieszeniu dla mojego męża. Jak komornik egzekwujący zobowiązanie. Bębniący palcami o stół.
              Jestem wolnym człowiekiem. Teraz jestem naprawdę wolna!!!
              A On mnie wciąż umacnia w tej wolności i uwalnia od tych kajdan. Pielęgnuje jakby warunki tego Przymierza…
              Może nie będę mieć więcej dzieci, może nic się na lepsze nie zmieni, ale jest mi tak dobrze, jakbym jechała na dopalaczach. Nie nie biorę i nigdy nie brałam. Przyjmuję po prostu Chrystusa 😀
              Szczerze polecam!

            • Aneta – skąd ta pewność, że nie każdemu? 😉
              Agnieszka – dlaczego max. 3 dni? Jakie przeszkody Cię uziemiają? Rozeznaj to proszę.

            • to nie pewność- tylko obserwacja…nie każdy to czuje…
              ja bardzo bym chciała…ale nie sądze aby to przyszło, do tego trzeba wyjątkowej wiary, której ja nie mam i nei wiem czy kiedykolwiek bede miec

            • Asiu, 3 dni dlatego, że zobaczę, że innym się bardziej powodzi, szybciej są wysłuchani, a ja mam czekać i czekać, dołuje się tym i stan błogości zamienia się w żal i zgorzknienie.

            • Aneta, Agnieszka – do Was 🙂
              Ja sama z siebie taka siłaczka nie jestem 🙂
              Napisałam Wam w poprzednim wpisie rozwiązanie, ale je powtórzę:

              Polecam Wam gorliwie i z całego mojego serca – weźcie proszę udział kursie ewangelizacyjnym NOWE ŻYCIE. Takie kursy są organizowane przez niektóre wspólnoty przy parafiach lub Szkoły Ewangelizacji. Wpiszcie w neta i może wyskoczy Wam jakaś oferta blisko Waszych miejscowości.
              Bywa, że kurs organizowany jest w weekend i jest gdzieś na wyjeździe, bywa, że jest organizowany przez kilka tygodni na miejscu, po kilka godzin w któryś dzień 1 x w tygodniu…

              Ja na tym kursie sprzed 5 już tygodni odnowiłam Przymierze z Jezusem, który pozaleczał we mnie wszystkie rany (choćby żałobę po córeczce, która wczoraj skończyłaby 18 m-cy, gdyby nie odeszła tuż po narodzinach), odbudował moje zaufanie do Niego, uspokoił serce, objął ramionami, zabrał strach i wniósł wszelki pokój, potwierdził obietnicę, ale to już nie miało dla mnie znaczenia, bo odważyłam się Mu uwierzyć w ciemno.
              I to tak trwa, nie mam pojęcia, jakim cudem 🙂
              Nie bolą mnie widoki innych dzieci, nie czekam na „moją kolej”, na „moje szczęście”,
              jestem POGODZONA z moim życiem, choć z reguły się nie godzę, bom buntownik 🙂
              On we mnie MIESZKA.
              Dlaczego nie miałby zamieszkać w Was?
              Przecież Was również umiłował, za Wami też tęskni.
              Za Lulu, Natalką, Oliwką, Darią…
              Dajcie się zaprosić do tej bliskości z Jezusem! 😀 😀 😀

              Wiem, jak trudno jest nam czasem spotkać się z Nim, jak nasze zranienia nam to utrudniają.
              Ja potykałam się o swoje cierpienie… i byłam ślepa, patrząc przez łzy… 🙁
              Zaczęłam Nowennę 12 listopada z intencją, abyśmy razem z mężem umieli zaufać Panu i nie bali się następnej ciąży i czarnych scenariuszy, z którymi człowiek zostaje, kiedy odchodzi nowo narodzony człowiek…
              I chyba już otrzymałam to, o co prosiłam, ale termin realizacji intencji to też mniej istotne w tej sytuacji. Ale 21 listopada trafiłam na ten właśnie kurs…
              Owocem jest to, że moje zaufanie zyskało na nim spiżowy fundament.
              Teraz coraz bardziej kocham Jezusa, coraz bardziej Go poznaję, rozumiem i zachwycam się Nim.
              Oddałam Mu moją przyszłość i jestem wolna od tych niepokojów, leków i marzeń, które tak naprawdę mnie więziły.

              Czasami same z siebie możemy nie dać rady – ja też nie dawałam.
              Dla mnie ten Kurs Nowe Życie był znakomitym narzędziem, lekarstwem, windą do Boga.
              Dlatego polecam, polecam, namawiam.
              Matka Boża zawsze wskazywała na swojego Syna.
              Tak, jak w Kanie, moje Panie
              🙂

            • odmówiłam razem 3 nowenny i nic poza tym inne modlitwy też, przez lata tez cos odmawialam. Nie traktuje to jako magii, mowilam nawet od siebie i tez głuchy

            • Odmówić – hmmm, ciekawe słowo… 😉
              Ale ja dziewczęta mówię o DIALOGU. Nie o monologu.
              Dialog zakłada otwarcie się na wypowiedź drugiej osoby…
              Tak to odbieram 🙂

            • PILNE!
              Wpisuję się w tym miejscu, bo Lulu wspomniała o nowennie, a Natalia wypowiedziała się o niej w kontekście jej skuteczności, a wiele z Was, Kochane, boryka się z problemami skutecznej modlitwy…
              To jest przesłanie dla Was, dla nas wszystkich.
              Z serca polecam wczorajsze nagranie rekolekcji:
              langustanapalmie – to jest strona
              plaster miodu – to cykl rekolekcji
              eMeSWu (MSW) – to tytuł wczorajszej audycji!!!
              Bierzcie i słuchajcie.
              Taki dar od Pana. 17 minut z hakiem.
              Życzę błogosławionych owoców!
              🙂 🙂 🙂

            • to ja nie wiem, niech uszy umyje bo jak można dalej nie słyszeć po tylu latach 😀 stwierdzam, że Bóg cierpi na zaburzenia słuchu 😀 to gorzej niż moje szumy w uszach

            • AAAaaaaaaaaaa skomunikować się 😀 tylko kiedyś się komunikowałam i też mnie nie słuchał, poza tym teraz jak straciłam wiarę przyjęłabym komunię tak interesownie bo coś chcę, wstyd nawet przed samą sobą. Do spowiedzi bym przystąpiła z grzechami, których nie żałuję, nie uznaję je za grzechy nawet, a 3 rzeczy tak żałuję że co z tego, że Bóg mi wybacza jak mnie trapi to, że byłam tak głupia by te rzeczy zrobić. Jak sobie przypominam je to wolę nie żyć niż w przyszłości to odwalić ponownie bo to jest poniżej mnie.

            • Natalia, kiedyś też miewałam takie spowiedzi, w których mówiłam spowiednikowi o grzechu, a potem dodawałam szczerze: „proszę księdza, i tu jest problem, bo ja nie żałuję i nie mogę obiecać poprawy. Nie widzę problemu. A jednak tu siedzę i to mówię. O co kaman?”
              I wcale nie było tak źle – zwykle dostawałam czas, żeby spojrzeć na to wszystko z szerszej perspektywy. Czasami księża też to ignorują, te moje grzechy i słabości.
              Raz jeden mi powiedział coś w stylu, żebym na razie odpuściła i sobie tym nie zaprzątała głowy. Kiedy Bóg uzna za stosowne, przypomni się i podpowie rozwiązanie.
              Takie „przyzwolenie” wydało we mnie lepszy owoc, bo w wolności odkryłam istotę tego grzechu.

              Co do Komunii Św.: Był czas, kiedy szłam po opłatek jak po – nie wiem – pieczątkę do schroniska PTTK 🙂
              Ale zaczęłam podczas czytania fragmentu z wieczernika wyobrażać sobie, że też tam jestem, razem z nimi. Potem dowiedziałam się o wizji jednej z mistyczek (nie pamiętam imienia), zgodnie z którą podczas błogosławieństwa kapłana w momencie Przemienienia anioły towarzyszące ludziom są jakby „wzywane” do ołtarza, do Pana. Wszystkie się tam zlatują, jak białe ptaki 😉
              Te, których podopieczni w tym momencie dziękują za jakieś łaski lub za cokolwiek oraz wnoszą intencje błagalne – niosą ze sobą złote misy tych ludzkich dziękczynień i błagań.
              Te, które niosą tylko prośby ludzi powierzane w trakcie Przemienienia – niosą na ołtarz misy srebrne.
              Te, których podopieczni (ludzie) za nic nie dziękują i o nic nie proszą, mają puste misy (lub nie mają ich w ogóle). Te anioły lecą trochę jakby zawstydzone, że z pustymi rękami do Pana, ale z radością na spotkanie Mu wychodzą. Bo Pan chce mieć udział w darach przydzielanych w odpowiedzi na misy, że się tak nieskładnie wyrażę 🙂
              Od tamtej pory mój Posłaniec ma co najmniej srebrną misę do zaniesienia 🙂
              I to mnie samą ubogaciło.
              Po kilku mszach Komunia stała się dla mnie jakimś takim aktem złączenia. Od kilkunastu miesięcy przed przyjęciem Pana Jezusa proszę Go, aby naprawiał, umacniał i trwał we mnie, bo bez Niego ja się połamię. Jednocześnie świadomość, że uczyniłam ze swego serca dom dla niego jest jak wiezienie dziecka w samochodzie – wymusza ostrożność 🙂
              I tak jak staram się nie wyprzedzać i nie przekraczać prędkości z dzieciakiem na pokładzie, tak chronię tego Jezusa we mnie przed nietaktem i słabością. A raczej to On chroni mnie 🙂
              Albo oboje się chronimy nawzajem 😀

              I teraz jest tak, że zwyczajnie za Nim tęsknię.
              A im częściej się z Nim spotykam, tym lepiej Go słyszę. Tym chętniej z Nim rozmawiam. Tym bardziej Go kocham. Tym więcej mam świadomości, Kim dla mnie jest.
              JEST KTÓRY JEST.

              Ale drogie Kobiety – to był PROCES. Kilkumiesięczny, o ile nie kilkuletni.
              Chyba kilkuletni, bo zaczął się na pielgrzymce latem 2009 r. 🙂

              Teraz jest tak, że przed mszą składam Bogu swoją prywatną intencję, a potem podczas czytania Słowa, odnajduję w nim odniesienie do moich spraw.
              A na koniec, przy błogosławieństwie mam taką wewnętrzną potrzebę i głos: „dotknij mnie, dotknij mnie!” i wtedy jak robię znak krzyża 🙂
              I jest ta Msza dla mnie spotkaniem z Jezusem. Super spotkaniem!

            • Bez sensu Gabrysia, za szybko kładziesz się spać, nie było mnie na necie chwilowo, a Ty od razu takie oskarżenia 😀

  9. Na Twoj temat to ja sie z Nim rozmowie w najblizszej przyszlosci, za pewne to bedzie w styczniu, bo w grudniu juz mi sie nie uda;p chyba ze chcesz sama sie z Nim rozmowic to zapraszam do mnie:D bede Ci towarzyszyc:D na razie, odmawiam w waszej intencji litannie do krwi Chrystusa

            • nie, ale dziś zostało postanowione że piesiunio zostaje z nami w domu. Jest już członkiem rodziny, śpi w domu i jest cały czas z nami. Tylko ojciec miał obiekcje, ale go w końcu polubił. Nic nie mówi jak obsikuje podłogę haha. Niedługo idę z nim do weterynarza na szczepienia, założy też mu kartę pacjenta 😀 na razie tuczę go bardzo powoli bo jego organizm jest wyniszczony i wyziębiony. Poza tym potrzebuje dużo czułości i miłości bo był bity i bardzo źle traktowany. Chyba mnie też pokochał jak ja jego bo rzuca mi się w ramiona 😀 dosłownie. Dzięki że pytasz, jakby co dam jeszcze znać tam gdzie wcześniej pisałam o piesiuniu, dziękuję wszystkim za modlitwę za mojego kochanego pieska 🙂

            • A teraz Natalko Ci powiem, ze wiedzialam, ze zostanie z wami:) Nie wiem skad, ale wiedzialam:p poza tym prosilam o dobrego wlasciciela i Bog chyba uznal ze Ty bedziesz najleppszym:p

            • No to kochana teraz depresja Ci niegroźna :)) Super ,że został z Tobą 🙂
              Pozdrawiam

              P.S Wytarmoś piesia ode mnie

            • Cóż, miłość leczy zranienia. Nawet miłość do psa 😉
              czasami taka jest nawet łatwiejsza…

            • Dziękuję wszystkim :* Wytarmoszę go Aga od Ciebie, jeszcze nie nazwałam bo nie wiem jak, na razie żadne imię do niego nie pasuję, ale pewnie przyjdzie mi coś na dniach do głowy 😀 Dziękuję, mam nadzieję, że będę dla niego najlepszym właścicielem. Cieszę się, że już nie cierpi. Ma prawie 3 miesiące czyli na ludzkie 2 lata. Jak go zobaczyłam jak przyszedł i błagał o jedzenie to byłam przerażona, kompletnie zabiedzony, to tak jakby przyczołgał się 2-letni ludzik ze zwisającą skórą i widocznym szkieletem pod drzwi prosząc o suchy chleb. Masakra.

            • Lucky to jest Natalia 🙂
              Ja też uważam, że tata zwariuje na punkcie nowego domownika.
              A do Luckiego i zwariowania na punkcie pasuje mi Bzik 🙂
              Ale to nie mój pies, więc się nie zagalopowuję 😛

            • trochę nie wierzyłam jak Hanka napisała, że piesunio zostanie ulubieńcem taty. Ale jednak. Piesio jeszcze czasami nie zdąży ze swoją potrzebą wyjść na dwór albo podejść do kuwety, nie ma jeszcze tego wyczucia, a dziś jemu się to zdarzyło i to w sypialni taty! On nic, nawet go nie wygonił, grzecznie posprzątał pokój a psiak nadal w domu 😀 Nawet mi nie kazał posprzątać za swojego psa 🙂 Jeszcze nie nadałam mu imienia, w tygodniu będę testować imiona, na które zareaguje pozytywnie takie otrzyma 🙂

  10. Ludzie opanujta sie z tyn gledzeniem. Szkoda zycia. Takie gatki was zatruwaja. Ledwo przeszlam przez tego bloga. Zaznaczam ze nie chce nikogo urazic. Pomimo wszystko .. zycze radosnych swiat I blogoslawienstwa w Nowym Roku. Taki teraz przypomnial misie fragment z ewangelii, jak Jezus bedac w Nazrecie nie mogl dokonac cudu z powodu Ich niewiary I sam sie temu dziwil.

      • wystarczy powiedzieć samo „świąt” bo w tym wyrazie znajduje się wszystko, nawet to by je przeżyć tzn. nie umrzeć śmiercią naturalną

  11. Jak ja lubie ludzi, ktorzy mysla ze wiedza lepiej i mysla ze skoro oni maja taka wiare to kazdy ma taka. Nie nie kazdy. Masakra, albo Ty nie wiesz jak dziala Bog, albo Boga nie znasz wcale. Watpienie jest wpisane w proces nawrocenia, nawet Jezus watpil „Boze moj, Boze moj, czemus mnie opuscil” w tym momencie, byl pozbawiony Boskiej mocy i w tym momencie wlasnie pokazal swoja ludzka twarz i to jacy my jestesmy w chwilach najtrudniejszych, wtedy gdy jestesmy slabi. I to pytanie zadal Jezus, Bog. Wiec jak my mamy nie watpic, kim my jestesmy? wieksi od Jezusa?

      • a czemu ludzie watpia? bo czuja sie opuszczeni przez Boga. Nie chce juz zaglebiac sie w ciemna noc itd. Myslisz ze ja watpie w to ze jest? Nie, wierze, ale czuje opuszczenie. Sa sprawy w moim zyciu, ktore mimo moich prosb i zaufania sie nie ruszyly i w tych kwestiach czuje opuszczenie, a opuszczenie wyraza sie watpieniem nie w obecnosc Boga, ale np we wszechmoc, w dobroc wzgledem nas itd.

  12. czy wy naprawde myslicie, ze na wszystko jest recepta i jesli wam cos pomoglo, to pomze, lunie, nic nie wiem, anecie, cherry czy agnieszcze? Kazdy z nas ma swoja historie (wiem zaraz dostane po lbie) i swojego demona a czasem kilka. I to juz jest wola Boza kiedy nas od tego uwolni, uzdrowi, czasem jak czytam takie dobre rady to mam wrazenie, ze traktujecie Boga i modlitwy, jak magie, powiem zaklecie, odprawie rytual i bedzie dobrze, a to tak nie dziala. Niestety. Bog dziala, jak chce i kiedy chce. Moze uzdrowic, na polu, we snie, moze na Mszy, a moze nie uzdrowic, bo to jest nasz krzyz, ktory musimy dzielnie znosic, a ze czasem ktos nie umie, to chrzescijanin ma pocieszyc i cierpliwie znosic, a nie potepic. Od potepiania jest Bog.

      • hmm wrocilam, nie wiem na ile:D tzn. Wkurza mnie gdy ktos mierzy wiare innych, swoja wiara. Bo ja np uwazam ze nie wierze i nie kocham Boga. Tzn wierze ze jest, ale mam pewne opory by Go uwielbiac czy Mu dziekowac, zreszta bw. z moimi wywodami i przemysleniami, ale dzi moge Ci powiedziec, ze Bog jest wszechmocny wszchmogacy i dzis Go moge uwielbiac „aleluja wielkie rzeczy uczynil mi wszechmocny!”:D mialas wczoraj racje:) hahahaha

        • cieszę się…
          ja Mu wieczorem wspominam o Was…wiele osób tu potrzebuje pomocy ale jakoś Ty, lulu i Nic nie wiem najbardziej zapadłyście mi na sercu, i tak wieczorem gdy już leżę w łóżku to szepcze do Boga, żeby coś Wam pozsyłał…w ten intencji o którą prosisz też szepcze,aby się spełniła.
          Nie wiem czy mnei słucha, ale cieszę się zaczyna działać.

  13. Znudziło mi się narzekanie (nawet na Boga, w sumie to najwięcej na Niego narzekam mimo, że wiarę straciłam) ale jestem zmęczona zmęczeniem więc mam postanowienie, że od teraz przez rok (tyle sobie daję na tę zmianę) ani razu nie jęknę na nic ani nie ponarzekam, a ze wszystkiego będę się jeszcze bardziej śmiać niż dotychczas, nawet jak będzie się waliło. Trudno będzie trzeba to wszystko przełknę. Poza tym będę bardziej angażować się we wszystko, nie na 100 ale na milion procent. To będzie najlepsza terapia na depresję (plus hormony haha). Jak się coś mi nie będzie chciało to się zwyczajnie zmuszę. Przyłączyć się można bo może pomóc 😀

    • a ja będę robić dokładnie na odwrót, pocieszanie siebie samej że nie jest źle kiedy jest już się mi znudziło, jestem zmęczona nadzieją, nadzieja to matka głupich i nie będę się już w nic angażować, olewam wszytko, to co ja zrobię to i tak nie ma znaczenia, do niczego się już nie będę zmuszać 🙁

      • tzn. nie zmuszanie się kompletne że mam być na skraju życia, po prostu starać się inaczej spoglądać na sytuacje. Śmiać się i mieć dobre jaja z tego, po prostu stać się silniejszą, nawet płacząc lub wściekając się robic sobie z tego dobrą polewkę.

          • Piśmie Świętym jest wiele razy napisane, że Bóg nie układa się z szatanem, w ogóle z szatanem nie dyskutuje, a Stary Testament dla mnie nie bardzo jest wiarygodny, to bardziej przenośnia niż prawda, wolę czytać Ewangelię i Nowy Testament przynajmniej mam pewność że tak było

            • A ja właśnie wolę czytać ST, ewangelia brzmi(przepraszam za słowo) tak niewiarygodnie, że aż bajkowo.

            • to Stary Testament jest bajkowy i nie wiadomo kto go pisał, a Nowy Testament pisali prości ludzie

            • Dla mnie w ST ludzie „normalnie” żyli, tak jak dziś, grzechy podobne.
              A w NT pokój, miłość przeważa, to nie na dzisiejsze czasy.
              To wybacz 77razy, choćby ktoś i do śmierci ci dokuczał, wybacz.
              W ST była zemsta i koniec. Inna sprawiedliwość.

            • ST i NT pokazuje jak bardzo zmieniła się ludzka mentalność na przestrzeni wieków. Chociaż w obu księgach dla mnie ludzie to nadal prymitywy i nic więcej sobą nie rezprezentowali. A Bóg przyjął zakład z szatanem, niestety nie wiadomo po co i komu coś chciał udowodnić.

            • Nowe prawo z marszu likwiduje stare prawo . Nie mogą działać dwa odrębne prawa w tej samej materii . Albo się godzisz na działanie nowego prawa , albo nie i wtedy musisz się liczć z konsekwencjami .

    • dziękuję :-), poza tym dziś zostałam siostrą albo mamę dla mojego prawie 3 miesięcznego piesiunia więc teraz nie mogę narzekać tylko rozpieszczać mojego kochaniusiego pieska 😀 Bez sensu jest już narzekanie z mojej strony, jeśli Bóg istnieje to niech przyjmie moje całoroczne nienarzekanie 😀

      • Potężne wyzwanie i jeśli intencję masz prawą, to Bóg chyba ją przyjmie…
        Ale pamiętaj, Natali, że Hiobowi dał się wyżalić i zbluźnić 😉
        Wspieram niemniej 🙂

        • dziękuję, chodzi mi też o narzekanie (np. na Boga) albo bardzo pesymistyczne myślenie typu „chcę umrzeć” jak się coś wali, przełknąć, pośmiać się z całej sytuacji i brnąć jednak dalej. Żadnego jęczenia typu „Bóg mnie nie słucha, ma mnie gdzieś” itp. Ograniczyć gadanie tylko do mojego „bez sensu”. Narzekanie sprawia jednak że gorzej się czuję, a tym bardziej wypowiadane słowa zaczynają się zapisywać w podświadomości. Nie mam na myśli robienie sobie nadziei lub pocieszanie siebie „będzie dobrze”. Jak będzie trzeba to wiązankę poślę, zresztą jak zawsze 😀 już chyba mi się wszystkie żale z kielicha powylewały bo już jestem tym zmęczona i czuje się pusta, nie mam co rozlewać. Nie chcę też być obojętna, tzn. będę ale tylko na porażki więc myślę, że wtedy to zadziała i mniej będę ich ponosić. Jak będę miała porażki gdzieś tym bardziej będą mnie omijać haha.

            • bardzo dobrze, świetny pomysł, też na siebie nie będę, to może jeszcze bardziej pomóc 😀

            • Mówcie sobie, co chcecie, ale tu przecież widać działanie Ducha Świętego, Siostry! 🙂
              Jesteście wspaniałe!!!!!!!!
              Jaram się tym jak trawką. Nie wiem, jak to jest, ale mam bogatą wyobraźnię 😀
              Jaram się na maxa!!! 🙂 🙂 🙂
              Dobranoc

            • dzięki Asia za wsparcie, zobaczę po roku na ile było to działanie Ducha Św. ale nie chce mi się już narzekać ani na Boga, siebie i rzeczywostość. Będę wściekła przez ten rok nie raz ale nie będę narzekać jak ciężko, albo że Bóg mi nie pomaga albo że nic mnie nie czeka i chcę umrzeć.

            • Gwiazdko – Twój rok wyrzeczenia to rok „balsamowania” ^^
              🙂
              /langustanapalmie, plaster miodu, dolina płaczu/

          • Narzekanie nic nie da, ale czasem człowiek się wkurzy i nic nie można poradzić. Ja np idę do spowiedzi i dostałam za pokutę, żeby wysłać życzenia świąteczne do wszystkich tych, z którymi się pokłóciłam i mam żal o coś itp. , żeby zasiąść pogodzona do stołu wigilijnego. Bez żartów, że wytrzymałam 8 miesięcy nie odzywać się do swojego byłego teraz napisze mu smsa z życzeniami, tylko będzie miał satysfakcję że o nim myślę, poza tym powiedział przy rozstaniu, że ma mnie dość, więc nie czeka na moje życzenia. To potwór bez uczuć, wyśmieje mnie i tyle. Druga osobą do której żywię urazę jest moja była szefowa- nigdy mnie nie lubiła a teraz mi jeszcze zazdrości że pracuję w większej firmie i więcej zarabiam niż ona mi płaciła- jak wyślę jej sms z życzeniami to popsuję jej święta. Ja nie wykonam w tym roku tej pokuty, mogę się za te dwa przypadki podłych ludzi w moim życiu jedynie modlić, co uczynię.

            • Trzeba było to co napisałaś wyzej powiedzieć ksiedzu na spowiedzi…. I powiedzieć ze nie przyjmiesz tej pokuty własnie z powodów które tu napisałaś. Masz takie prawo.

            • Mysle,ze ta pokuta ma sens,wyslij te sms-y,a oni jak to przyjma to juz ich problem,moga byc zaskoczeni,niekoniecznie negatywnie.Serdecznie pozdrawiam Z Panem Bogiem.

            • @Oliwia, u mnie ksiądz podczas kazania mówił o wybaczeniu i powiedział, aby wysłać kartkę z opłatkiem do osoby, która nas zraniła. Abyśmy się nie przejmowali, jeżeli ta osoba coś nam niemiłego powie lub w ogóle nie zareaguje na naszą kartkę. Ty masz się z nią pogodzić i mieć spokój w sercu. Ja wysłałam do jednej osoby właśnie kartkę z życzeniami i opłatkiem. Co ona o mnie pomyśli, zrobi, to już nie mój problem. Ja mam spokój w sercu i zamykam ten rozdział w moim życiu. Czego i Tobie z serca życzę.

          • tzn. najpierw jeśli jest to ofiaruję mu mój rok bez narzekania, nawet na Niego, poza tym jeśli nic nie ma to rok bez jęków dobrze mi zrobi haha. Chodzi mi bym nie myślała skrajnie „chcę umrzeć”.

            • Zakład Pascala 😉
              Natalko, i tak jestem pod ogromnym wrażeniem determinacji i Twojej siły i męstwa.
              Gratuluję podjęcia decyzji.
              I pamiętaj: „Nawet najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku” (Konfucjusz).
              Cudnie… 😀 😀 😀

  14. a po 2) – może znacie:

    „Ślady na piasku”

    We śnie szedłem brzegiem morza z Panem
    oglądając na ekranie nieba całą przeszłość mego życia.
    Po każdym z minionych dni zostawały na piasku
    dwa ślady mój i Pana.
    Czasem jednak widziałem tylko jeden ślad
    odciśnięty w najcięższych dniach mego życia.
    I rzekłem:
    “Panie postanowiłem iść zawsze z Tobą
    przyrzekłeś być zawsze ze mną;
    czemu zatem zostawiłeś mnie samego
    wtedy, gdy mi było tak ciężko?”
    Odrzekł Pan:
    “Wiesz synu, że Cię kocham
    i nigdy Cię nie opuściłem.
    W te dni, gdy widziałeś jeden tylko ślad
    ja niosłem Ciebie na moich ramionach.

    anonim

    🙂

  15. Lulu jest pewnie tutaj z nami, ale może tylko czyta, nie ma „sił” pisać.
    Ja idę na tv, obejrzę coś, to nie będę musiała myśleć. 🙂
    Miłego wieczorku. Nie przeginajcie ze smutkiem.

            • nie rozumiem z tym sprzątaniem, możesz mi to wytłumaczyć? moje życie jest bez sensu, tylko cierpienie, co tu sprzątać? może trzeba mnie sprzątnąć

            • To jak ze sprzątaniem w domu. Jak robisz generalne porządki, to musisz coś wynieś bo Ci przeszkadza w sprzątaniu, coś wyrzucić bo zagraca, przesunąć itp.
              Tak w życiu musi Ci się zrewolucjonizować tak by może zacząć od początku, z czystą kartką.
              Tak ja to rozumiem.
              Podobno trzeba upaść na samo dno by się od tego dna odbić, w Twoim przypadku to może jest dno rozpaczy, może już do niego dobijasz.

            • całe życie jestem na tym dnie i nie mam siły się już odbijać, przepraszam już nie marudzie ci, to i tak nic nie zmieni, idę ryczeć

      • Lulu, muszę iść -obowiązki. Nie myśl, że zapominam o Tobie. Jesteś w mojej modlitwie.
        Pomyśl czy naprawdę jesteś na samym dnie. Tylko sprawiedliwie, bez użalania się.

          • Lulu, przypomniało mi się, że kiedy ja byłam na dnie, to przypadkiem (” „) natknęłam się na fragment filmu, w którym bohater grany przez Paula Newmana powiedział:
            „…bo jak się jest na dnie, to jest już tylko jedna droga wyjścia – do góry.”
            Czego potrzebujesz, żeby wyjść z przepaści?

            • A jakie to ma znaczenie, co to jest? Przepaść czy bagno?
              A może właśnie ma znaczenie, skoro tak żywo zareagowałaś na to przedstawienie…?
              Może przyjrzyj się temu i nazwij te przeszkody. Wydaje mi się, że rozwiązanie Twoich problemów będzie przeciwnością tego, co Cię zniewala i wciąga w dół. Trzeba temu nadać imię, kształt – żeby móc z tym walczyć.
              Mówisz, że brak Ci celu życia – a kiedy go miałaś, to jaki to był cel? I dlaczego go porzuciłaś?
              Ściskam

            • różnica między przepaścią a bagnem jest wyraźna, jak jesteś na dnie przepaści to możesz się jeszcze ocknąć i z niej wyjść, jak jesteś na dnie bagna to się dusisz a im bardziej próbujesz się wydostać tym jest gorzej, moja przeszłość i ludzie mnie ściągają w dół, a swoich celów i marzeń na szczęście nie pamiętam, widocznie nie dało się ich zrealizować

            • oooo, Lulu…..
              Będę radykalna, trudno. Wybacz, jeśli zaboli.
              Inaczej: przepraszam, jeśli zaboli 🙂
              Nie licytuj się na krzywdę, jakiej doznajesz. Potrzebujesz usłyszeć, że jesteś naprawdę w beznadziejnym położeniu?!
              W tym, co napisałaś, sugerujesz, że bagno jest gorsze niż przepaść…
              Niektórzy wpadają w taką przepaść, że są ogołoceni pokaleczeni, połamani, mają kości przetrącone, ciernie zadrapały ich oczy, na dnie jest zimno głucho i straszno. Nic nie widać, nie wiadomo, którędy wrócić, w rękach nie ma czucia, a trzeba się wspinać i wlec za sobą połamane nogi. Ciśnienie takie, że ledwo się oddycha, a woń stęchlizny automatycznie zamyka nozdrza…
              Z tej perspektywy bagno jest przynajmniej miękkie… 😛
              Piszę to po to, aby Tobą potrząsnąć i dźgąć.
              Dźg dźg
              Zawsze może być gorzej. I zawsze może być lepiej. Nie trzeba do tego wiary – logika wystarczy 🙂

              Piszesz, że ludzie, którzy Cię otaczają, wciągają Cię głębiej i głębiej – więc póki jeszcze oddychasz – a mniemam, że tak jest, skoro na tym forum przebywasz – jeśli jeszcze masz głowę na powierzchni, to zauważ do cholery tych, którzy stoją na brzegu i oferują pomoc !!!
              Piszesz, że nie pamiętasz swoich celów i marzeń. Że :na szczęście” (czytam tu sarkazm) ich nie pamiętasz, najwyraźniej nie udało się ich zrealizować…
              Lulu, na miłość teges – ile Ty masz lat?! 94?! Piszesz tak, jakbyś szmat życia miała za sobą! A jesteś kawałek za startem! Wszystko przed Tobą, przecież to jest oczywiste!!!
              Nie masz celu – a czy na początek nie mogłabyś wziąć sobie na cel BRZEG? W sensie – wydostać się na brzeg? Czy od razu chcesz latać na Jowisza?

              Lulu, czego Ty chcesz?
              Chcesz siedzieć w tym bagnie?
              Czy z niego wyjść?

              Na dzień dzisiejszy mam wrażenie, że dobrze jest Ci w tym bagnie – jakkolwiek to zrozumiesz – tylko tęsknisz za tym czymś, co Tobie tak dyskretnie umyka, ale co mocą własnej decyzji sama wypuściłaś z rąk.
              Powiedz, czego potrzebujesz, aby pomóc Ci wyjść z bagna. Albo zastanów się proszę, czy chcesz z niego w ogóle wychodzić… :/

            • tak czuje się jak bym miała 94 lata i nic dobrego mnie już w życiu nie spotka, nie zabolało mnie to co napisałaś, w ogóle mnie nie ruszyło, przepraszam że cię zawiodłam

            • odmówię nowennę za was 1 stycznia zacznę, dość dobitnie przypomnę w niej o Lulu.

            • Gabrysia jesteś chyba uzależniona od tego bagna stąd trudno wyjść tak samo jak mi z depresji. Po tylu latach po prostu mnie to wciągnęło, a miałam chwilę radosne kiedy to stwierdziłam, że nie podoba mi się radość, wesołość bo nie umiem się w niej odnaleźć i nie wiem jak funkcjonować w niej Jedyne co mogę Ci polecić to to, żebyś dała sobie malutką szansę. Nawet ostatnią na cały rok. Nie bądź chciwa dla siebie i przed zaśnięciem powiedz sobie krótkie jestem najlepsza.

            • Gabrysiu, nie zawiodłaś mnie, bo niczego mi nie obiecałaś 🙂
              Nie kamieniuj mi się jeszcze na dodatek! 🙂
              Nie ruszyło? Szkoda.
              Ale tak łatwo to się nie wymigasz – ja tu Tobie cały elaborat, a Ty mi tylko na 2 kwestie odpowiadasz? O nie, moja droga Zwiastująca 🙂
              Nie odpowiedziałaś, czego chcesz – chcesz tam zostać, czy chcesz się wydostać?
              Hę?!
              😛

            • Najpierw odstawie te lekarstwa, zjadłam tylko trzy tabletki, ale tam pisze że powodują depresje, co za różnica czy umrę na depresję czy na żołądek.
              Asia nie pytaj się mnie czego chce, modliłam się NP bo czegoś chciałam, za pierwszym, za drugim, za trzecim, za czwartym, za piątym, za szóstym i za siódmym razem. Widocznie zasługuję na bagno, ja nie mam w zwyczaju oskarżać Boga i mieć postawy roszczeniowej wobec Niego. Niech się dzieje wola nieba z nią się zawsze zgadzać trzeba.

            • a ja czytałam, że Bóg szybciej wspiera przekornym niż Mu potulnych. Mówisz, że nie masz depresji ale jesteś w gorszym stanie niż niejedna osoba cierpiąca na to zaburzenie, serio. Mam nadzieję, że naprawdę moja NP chociaż raz zostanie wysłuchana, jak dalej nic to nie wiem 1. Nic nie ma 2. Będziesz musiała w końcu zmierzyć się sama ze sobą.

            • Pierdu pierdu Lulu.
              Prosiłaś Boga 7 razy – ok., zrozumiałam. Zrozumiałam też, że jesteś zawiedziona…
              Ale nadal nie wiem, czego chcesz. A chciałabym to usłyszeć! 🙂
              Myślisz, że mówiąc o swoich pragnieniach, oskarżasz Boga?!
              To bzdura jakaś.
              Proszę Cię, powiedz mi: CZEGO CHCESZ?
              Musisz to wiedzieć.
              Jeśli wiesz, dlaczego nie chcesz powiedzieć?
              To tak, jakbyś miała w ustach kamień nie pozwalający Ci wydobyć Twej prośby na zewnątrz… 🙁
              A jeżeli tak jest, to każde inne słowo, jakie wypuszczasz z siebie, jest dla Ciebie JAŁOWE. BEZPŁODNE.
              Więc pytam: Czego chcesz, Gabrysiu?

              Tak, zgadzam się z Natalką – zobacz Lulu na bojowników: na Jakuba walczącego z Aniołem o błogosławieństwo, zobacz na „pokorną inaczej” kobietę z krwotokiem, zobacz na przyjaciół paralityka, którzy jakiemuś Żydowi dach rozwalili, żeby otrzymać łaskę, zobacz na Syrofinicjankę – pogankę – która upomniała się o wyzwolenie od demona swojej córki, choć Chrystus sprowokował ją gadką o dzieciach (Izraelu), którzy mają pierwszeństwo do chleba (Słowa, Jezusa) przed psami (poganami). A ona się nie ulękła, zrozumiała przekaz, zgodziła się z nim, ale wykazała kontrargument 🙂
              Ale oni wszyscy WIEDZIELI czego chcą.
              Czego Ty chcesz, Gabrielo?

              /dodaję sobie do imienia literkę dla poznaki/

            • zaakceptować siebie, kim się jest, w jakiej się jest teraz sytuacji, skąd się pochodzi, jaką ma się rodzinę, swoje wady i zalety i nie bać się podjąć jednego małego kroku by coś zmienić, nie obawiając się, że w większej mierze może dojść do porażki bo prędzej czy później każdy musi się zmierzyć z samym sobą i podjąć decyzję. Możesz siedzieć w bagnie, ale przyjdzie czas, że będziesz musiała coś zrobić- albo wychodzisz albo się topisz.

            • popatrz się na to wszystko siebie, rodzinę, miejsce zamieszkania, okolicę, sytuację i powiedz „niech będzie” ale „i tak to teraz pozmieniam”. Aha no i przed zaśnięciem powtarzaj sobie codziennie „jestem najlepsza” możesz sobie dopowiadać więcej rzeczy ale TYLKO POZYTYWNYCH, i tak codziennie np. przez rok. W ciągu dnia też możesz. To zapisze się w Twojej podświadomości.

            • ok, dzięki, a po jakim czasie będzie widać pierwsze efekty, po roku? pytam bo muszę mieć jakąś motywację, a jak nie widać efektów po określonym czasie to rezygnuje, boję się że się zawiodę

            • Ja zobaczyłam efekty po mniej więcej roku. U jednych działa to szybciej u drugich wolniej, zalezy od psychiki i jej stanu 🙂 Poza tym miłe słowo do samej siebie nic nie kosztuje więc powiedzenie sobie „jestem najlepsza” albo „mam pracę”, „kocham siebię” nie przyciągnie sępów z windykacji haha

            • Natalko, od windykacji nie, chociaz windykacja w porownaniu z szatanem to mysle, ze pikus, takie wmawianie sobie to teoria podswiadomosci, opieranie sie na sobie, na wlasnych silach, a nie na Jezusie, czyli lamanie 1 przykazania:)

            • Bzdury totalne, Lulu nie ma sobie wmawiać że tylko od niej wszystko zależy ani stawiać siebie a miejscu Boga, a powtarzać, że jest coś warta i ma wciskać ten pieprzony START. Ma uwierzyć w siebie tak samo jak wierzy w Boga.

              Czy was księża uczą tych głupot by się poniżać? Już mam dość czytania, że coś jest przeciwko Jezusowi co nie jest. Bóg jeśli naprawdę jest dobry to też chce żeby Lulu uwierzyła, że jest warta wszystkiego! Nigdzie nie spotkałam się z takim poniżeniem własnego człowieczeństwa jak w katolicyzmie. Nie ma lepszego sposobu na poznanie Boga niż samo rozwój i nauka! Zacznijcie brać przykład z protestantów, którzy wierzą w Boga, a to że stawiają siebie jako boski pierwiastek pomaga im w tym świecie! MÓWIĘ NIE DLA SAMO-PSYCHICZNEGO OKALECZANIA SIĘ. Ja wiele razy się modliłam i mówiłam Bogu JESTEM NAJLEPSZA! Stworzyłeś mnie i jestem najlepsza. Gdzie tu jest łamanie 1 przykazania? Rozumiem jakbym była zapatrzona w mamonę (jak większość księży) i powtarzała sobie mam pracę, jestem bogata, ale taka nie jestem!

              Lulu przestań być jak chorągiewka na wietrze, masz sobie powtarzać, że jesteś NAJLEPSZA. Bóg Cię powołał do życia więc walcz o to życie! Jeśli nie to działasz przeciwko 5 przykazaniu!

            • Wszystko co powiedziałaś lulu wyjęłaś z mojej własnej głowy… 🙁 bardzo dobrze Cię rozumiem…

  16. ja bym na Twoim miejscu Oliwia wysłała życzenia. Z własnych doświadczeń wiem, że przebaczenie ma ogromna moc. Jeśli chcesz żeby Bóg wysłuchał Twoich próśb to musisz przebaczyć. Jak Cię Twój ex wyśmieje, jego sprawa…olej to. A jeśli chodzi o szefową to faktycznie głupia sprawa, bo to formalna znajomość i nie wiadomo czy ona sobie życzy jakichkolwiek wiadomości od Ciebie. Piszę o przebaczeniu, bo z własnego doświadczenia wiem jak wielka ma moc. Pozdrawiam

  17. Oliwio… ja tez bym wyslala… z doswiadczenia wiem, ze takie rzeczy czynia cuda… mi moj byly tez tak powiedzial i nie mielismy kontaktu pare miesiecy… ale wyciagnelam wkoncu reke, nie wiem ktory raz, ale wkoncu obylo sie bez klotni i wyzwisk. Druga osoba ktorej nienawidzilam byl czlowiek z ktorym mieszkam, ale szczerze mu blogoslawilam i sam do mnie wyciagnal reke.

  18. Oliwia – pamiętaj, że odsłaniając podbrzusze wcale nie prezentujesz swojej słabości. Twój przeciwnik uzna, że skoro odsłaniasz podbrzusze, wrażliwe miejsce masz gdzie indziej – i gdzie indziej będzie szukał 🙂
    Wszak jaki głupek odsłaniałby tak jawnie? 😉
    Nawet się nie zorientujesz, jak ten gest Cię uzdrowi.
    A jeśli taką wskazówkę otrzymałaś w konfesjonale, to moim zdaniem to zadanie zostało Ci zaproponowane przez Boga. A skoro tak, to z Jego pomocą wszystko jest możliwe.
    Wiesz, o co chodzi – czasami w konfesjonale siedzi człowiek, a czasami człowiek natchniony Duchem. Rozeznaj to.
    Żadna korona Ci z głowy nie spadnie, gdy wybaczysz i wyciągniesz rękę, jedynie zmniejszy się jej ciężar 🙂
    Trzymam kciuki 🙂

    • Ok, postaram się wysłać te życzenia, mówię postaram bo nie wiem co mi w ostatniej chwili strzeli. Jak mój były miał urodziny to też chciałam mu napisać zwykłego sms ( z racji tego, że on w moje urodziny dzwonił z życzeniami) ale jak już miałam komórkę w ręce to nie umiałam skleić jednego zdania bo uznałam że to dla mnie obcy człowiek i nawet nie wiem czego mu życzyć, w końcu i tak wszystko ma, a to czego nie ma sam zniszczył. Druga sprawa taka, że od razu pomyślałam że pewnie jest teraz z inną i wyśmieją mój sms, a trzecia, że cokolwiek by nie odpisał bolałoby mnie- a gdyby w ogóle nie odpisał- bolałoby jeszcze bardziej. Wtedy sobie odpuściłam, nie wysłałam, nie wiem jak teraz będzie w wigilię. Na wigilię pewnie będzie z rodzicami a nie kochanką, poza tym on lubi drinkować po kolacji więc może jak będzie otumaniony alkoholem nie będzie się aż tak ze mnie śmiał. A ex-szefowej też wyślę, jak ją to wkurzy to będę miała jeszcze większą satysfakcję :D. Muszę tą pokutę wykonać, bo inaczej nie będę mogła przystąpić do Komunii

      • Oliwia- jak wyślesz to daj znać jaki był odzew 🙂 hahaha z tym alkoholem to ma podobnie do mojego ex, rozbawiło mnie to

  19. Natalko, upominaj się, upominaj o Lulu 🙂
    Wiesz, jak się ratuje topielca, co by nie przeszkadzał, jeśli przeszkadza?
    Trzeba go wpierw ogłuszyć 🙂
    Taka rada 😀

  20. Do Lulu:
    Zal ściska 4 litery jak się czyta to co nawypisywałaś… I wcale nie to ze jesteś niby na dnie i nic Cię juz niby nie czeka, a to ze Ty nie chcesz walczyć. Pamiętaj: „Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą”. Ludzie ściągają Cię na dół? To odetnij się od nich. Podejmij jakies radykalne kroki. WIem, trudne. Ale czlowiek potrafi wytrzymać więcej niz się może wydawać. Odmówiłaś 7 nowenn i nic się nie stało? A czego oczekiwałaś? Ze grom z jasnego Nieba Ci spadnie? Gwarantuję, ze gdyby spadł, to uciekłabyś przed nim przerazona 🙂 . WIęc to ,ze Bog kaze nam się długo modlić i powoli przez to nas zmienia, to tylko dla naszego dobra. Tak szybkiej zmiany mogłabys się przestraszyc. Zastanów się czy nie mam racji. Poza tym moze warto juz przestac być małą dziewczynką wierzącą w bajki o kopciuszku? Ze zjawi się cudowny książe, który kopciuchowi odmieni życie… Bo swoją skromnością i pracowitością sobie przeciez na księcia zasłuzyła… Niestety (albo i stety) na co komu taki książe. Ogarnij się i weź życie w swoje rece.Odmówiłaś 7 nowenn? To odmów jeszcze 7. Tak szybko się poddasz? No co Ty?

    • Do nieznajomej:
      Niech cię Pan błogosławi i strzeże. Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem.

          • Bo to co napisała lulu odebrałam po prostu złosliwie. Droga lulu, ja wiem co czujesz. I jeśli się nie uczepisz różańca to nie wygras tej wojny. Parę bitew po drodze i tak przegrasz, ale wojnę wygrasz. 54 dni nowenny razy ich liczbę czyli 7 to wychodzi 378 dni modlenia się. Czyli ponad rok. Ja w penych intencjach modlę się 8 juz lat. I nie dostałam jescze. I moze nigdy nie dostanę. Nie wiem. Wiem, ze nie moja wola się dzieje a Jego. I wiem, ze zawsze był ze mną. To On obrywał za tych wszystkich ludzi którzy mi krzywde robili. On, mimo iż nie był temu winny i nic z tym nie miał. A mimo to stał z otwartymi ramionami i czekał aż się przestane rzucać, czekał aby móc mnie w końcu przytulić. 8 lat modlenia, i mimo iż nie dostałam tego o co prosisłam, dzis nie ma dnia zebym Go nie chwaliła. Dzizwne, prawda? Dla mnie tez. 8 lat w których mmi odpowiadał na moje pytania, a nawet na próby na które Go wystawiałam. On jest niesamowity!! I tylko On jest w stanie Ci pomóc. Zadne leki i zadne wyzalanie się na forum. Chociaż doraxnie to na pewno robi się troche lzej.
            lulu, po raz kolejny mnie wczoraj Bog zaskoczył. I w ten sposób pokazał mi, ze my ludzie chcemy coś, i się przy tym upieramy, a tymczasem Bog wyskakuje nagle zza rogu i pokazuje zupełnie inne rozwiązanie! Niesamowite!

            • Eh nieznajoma jesteś jeszcze młoda. Ciekawe czy za 5 , 10 lat będziesz potrafiła tak Boga wielbić pomimo, że twych długich modlitw nie wysłuchał.

            • A Ty ara ile masz lat? Skoro już taka stara się czujesz? Słabej wiary jesteście skoro zakładacie ze jesli Bog was nie wysłucha w okreslonym przez was czasie to sobie pojdziecie z fochem. Nie wiem czy taka młoda jestem. Zalezy do kogo przystawić.”Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych”. I własnie to mi pokazał ostatnio. On jest jedyny który dotrzymuje danego słowa. Reszta zawodzi. I właścieiw to dlaczego z odpowiedzią na Twoje pytanie mam czekac jeszcze 5 czy 10 lat? Ja ci mogę dzisiaj na nie odpowiedzieć. Dzisiaj chwalę Boga mimo iż po 8 latach modlenia anie dostałam jeszcze tego o co prosilam. Czy dostanę? Tylko On to wie. A mimo to potrafię Go chwalić… Dobre… Prawda?

            • do nieznajomej
              „to co napisała lulu odebrałam po prostu złosliwie” – co powinnam napisać żebyś nie odebrała tego złośliwie?
              „jeśli się nie uczepisz różańca to nie wygras tej wojny” – jakiej wojny? ja już nie jestem na żadnej wojnie
              „Ja w penych intencjach modlę się 8 juz lat. I nie dostałam jescze” – szukasz towarzysz doli?
              „lulu, po raz kolejny mnie wczoraj Bog zaskoczył” – to super
              przepraszam za powyższe złośliwości

    • Może to głupie ale ja oczekiwałam, że po zawierzeniu i modlitwie moje życie odmieni się jak grom z jasnego nieba, może nie tak od razu, ale po tym 54 dniach, dołożyłam potem jeszcze dwie nowenny więc wyszły 162dni – może byłam głupia i naiwna, ale liczyłam, że coś się zmieni przez ten czas, oczywiście na lepsze. A tu nico. To nie takie głupie, że oczekujemy efektu już- Pismo Św. nas tego nauczyło, tam wszystko było jak trzask – prask i gotowe, ślepiec już widział, kobieta przestałą od razu krwawić, z wody już było wino itp. itd. Tam nikt nie czekał 54 dni na cud, a już na pewno nie dłużej. Zresztą Fortunatinie Matka Boża powiedziała, że jak odmówi te nowennę to dostanie to o co prosi i tak się stało, że jeszcze w trakcie wyzdrowiałą, nie musiała czekać 7 lat. Stąd też ja nie wiem czy mam czekać, czy w ogóle jest na co. Pod tym względem rozumiem Lulu.

      • zgadzam się i też dlatego rozumiem Lulu, ale skoro Bóg milczy to trzeba w takim razie samemu działać. Lepiej nie czekać bo można się nie doczekać, a jak Bóg będzie chciał to tak poskleja wszystko, że i tak wyjdzie na Jego.

        • Jak mogę to działam na własną rękę, gorzej z rzeczami, na które nie mam wpływu. Np. moja mama traci wzrok, chodzi do specjalisty podobno najlepszego na śląsku, była już tez u dwóch innych lekarzy. Co ja pomogę. Inna osoba z dalszej rodziny ucieka w alkohol, była już 3 miesiące w ośrodku leczenia uzależnień, wróciła i było ok przez 2 miesiące a teraz znowu. No i najbardziej też doskwiera mi samotność, święta i ja sama, sylwester i też sama się zamknę i pójdę spać o 22. Pytanie czy mogłabym tu coś działać na własną rękę? Pewnie mogłabym w desperacji założyć sobie konto na portalu randkowy i na siłę coś próbować, ale wątpię w powodzenie takich relacji. Zazwyczaj prawdziwe miłości spotyka się niespodziewanie gdzieś, a takie umawiania się on-line to nie dlatego że ktoś na kimś zrobił ogromne wrażenie, ale dlatego, że ktoś bardzo chce kogoś poznać i akurat ty mu odpisałaś. Nie wiem czy wiecie o co mi chodzi, ogólnie to nie popieram i nie wierzę w randki przez internet kończące się happy endem. Więc co mogę poradzić na chorobę mamy, uzależnienie wujka, czy swoją samotność? Bóg mi musi pomóc, inaczej nie dam rady. Ja wierzę w to, ba jestem przekonana że jakby Bóg chciał to moja mama widziałaby, wujek by nie pił a ja też byłabym szczęśliwa. On może wszystko, to jest tylko kwestia tego, że nie chce mnie wysłuchać, ale jestem pewna że jakby chciał tych problemów nie byłoby.

        • A moja mama pouczyła mnie, że nie powinno się prosić o rzeczy doczesne, bo to nie jest ważne, ale o sprawy duchowe i życie wieczne. Ja wykombinowałam coś takiego – proszę Boga ” zlituj się nade mną i uczyń dla mnie ten cud, choć wiem że dotyczy on życia doczesnego, ale jeśli sprawisz dla mnie ten cud, obiecuję Ci i gwarantuję, że dzięki temu moja wiara umocni się jeszcze bardziej i moje życie duchowe będzie jak najbardziej pełne, nigdy nie pozwolę sobie zboczyć z Twojej ścieżki” Czyli generalnie dodaję obietnicę ze swojej strony, że wiara zawsze będzie dla mnie na pierwszym miejscu, to takie trochę licytowanie się z Panem Bogiem – wiem- ale z drugiej strony wiem, że gdyby choć jedna intencja z NP została wysłuchana, moja wiara w Miłosiernego Boga i siłę modlitwy wzrosłaby o 300%.

          • Oliwka, wiara działa odwrotnie 🙂
            To Ty podpisujesz czek in blanco, a Chrystus go wypełnia.
            To, co Ty Mu proponujesz, to „Umowa o dzieło”:
            jeśli Jezus się wywiąże, Ty Mu odpłacisz wiarą…
            To będzie wtedy fakt, doświadczenie. Nie wiara.
            Wiara zakłada, że przyjmujesz Jego w ciemno. Na Słowo. Jego Słowo.
            🙂
            Ja też się modliłam o rzeczy doczesne. Nie ma w tym nic złego, jeśli mam świadomość, że jednocześnie liczę się z Jego wolą i to Jego wolę stawiam na pierwszym miejscu.
            Jezus przyszedł, by jego owce miały życie i miały je w obfitości.
            Ale chce być wśród nas zawsze. BYĆ, nie bywać.

  21. Dzień dobry ludziki, ogłoszenie parafialne:

    dzięki Adze, dziś o godz. 18.00 odbędzie się msza św. zbiorowa w intencji Agi, mojej i Anety. Jeśli ktoś ma czas i chęci to będę wdzięczna za dołączenie się,ponieważ zamierzam modlić się w tej godzinie za Was i Wasze potrzeby więc swoją modlitwą wspomożecie moją jak również Agi i Anety i szybciej trafi do Boga 🙂 „Bo gdzie dwóch lub trzech jest zebranych w moje imię, tam jestem wśród nich”.

    Dziękuję

A Ty co o tym myślisz? Napisz!