Mila: świadectwo cudu

Szczęść Boże. Swoją drogę z nowenną pompejańską rozpoczęłam niedawno. Nie wiem, jaki będzie jej rezultat. Proszę o pewien konkret, ważny konkret, ale jest to konkret w moim ludzki, życzeniowym rozumieniu. Opowiem Wam, jak kiedyś, nieco ponad rok temu modliłam się o cud. Poświęcałam prośbom o ten cud nie tylko codzienną modlitwę, ale i odmawiałam sobie rzeczy trudnych dla mnie do odmówienia. Prosiłam o cud uzdrowienia mojego bardzo chorego Taty. W moim umyśle była to prośba o całkowite wyleczenie z bardzo agresywnej postaci raka. Dodam, że jeszcze rok wcześniej, przed moimi modlitwami, przed strasznymi cierpieniami Taty powróciłam, a raczej stąpałam małymi kroczkami do Pana Boga. No i tak modliłam się się, wierząc oczywiście w ten cud (nie zdając sobie jeszcze sprawy, że już jakiś się zdarza, bo ja ponownie się modlę). Nie miałam najmniejszych wątpliwości, że się zdarzy. Po zakończonej każdej modlitwie, każdego dnia czułam niewyobrażalną ulgę, moc, radość. Aż pewnego dnia Mama zadzwoniła, że to już ostatnie chwile życia Taty. Początkowo mówiłam NIE! TO JESZCZE NIE TERAZ Byłam akurat w pracy, oddalona od domu ok. 300 km., nie miałam o tej porze pociągu, autobusu, żadnego transportu. Błagałam Mamę, żeby przekonała Tatę do wizyty księdza. Nie chciał. Organizując sobie szybko transport modliłam się o zgodę Taty na przyjęcie księdza. Już nie o cud uzdrowienia fizycznego. Z odległości tych kilometrów zadzwoniłam do swojej parafii i ksiądz pojechał do mojego domu. Wyobraźcie sobie, że tata, człowiek tak cierpiący, że nie miał siły nawet mówić, na 15 minut ożywił się, wyraźnie i świadomie wyspowiadał się, przyjął Komunię Św., a potem znów zapadł się w sobie. Ja dojechałam późnym wieczorem. Usiadłam obok niego i tak już zostałam. Patrzyłam co stało się z tym silnym mężczyzną, z jego ciałem. Wciąż modliłam się o cud, ale od tej chwili tym cudem miała być spokojna i szybka śmierć. Tak! Błagałam Boga, by już to łaskawie przerwał. Po południu tak się stało. Tata umarł cichutko, uśmiechając się, w otoczeniu swoich najbliższych, we własnym domu, we własnym łóżku. Ale najważniejsze, że tuż przed śmiercią pojednał się z Panem Bogiem. Ja wiem, jak okrutnie może brzmieć dla Was, że błagałam o śmierć dla własnego ojca. Ja błagałam o wybawienie, o to by odszedł w dobre, najlepsze ręce. Do dzisiaj nie czuję, że on nie żyje. Mam wrażenie, że jest gdzieś, gdzie radośnie i spokojnie na nas czeka. I cudem jest, że najukochańszy mi człowiek, odszedł z tego świata w obecności wszystkich najbliższych, po spowiedzi, po przyjęciu Komunii. To jest cud. Nie ważne, że nie taki jak sobie wyobrażałam. Ale się stał. Ktoś znajomy po pogrzebie ze smutkiem zwrócił się do mnie, że to takie niesprawiedliwe, że Bóg ani Święci mnie nie wysłuchali. Ale ja tej niesprawiedliwości nie widzę. Co ja mogę innego oprócz modlitwy – dziękczynnej czy błagalnej? Nic. Ja się modlę, a reszta nie zależy już ode mnie. Nieraz się modliłam o jakieś „bzdety”, których nie otrzymałam, a po czasie wychodziło mi to tylko na dobre. Najważniejsze to, mówiąc dzisiejszym językiem, „nie strzelać focha”, gdy nie otrzymujemy tego o co prosimy. W końcu Ktoś Mądry musi też czuwać nad naszymi prośbami. Niezależnie od rezultatów moich modlitw, ja modlić się nie przestaję.
Dziękuję.

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

5 myśli na temat „Mila: świadectwo cudu

  1. Twój tata miał wielkie szczeście mając Ciebie .Czasem tak jest że trzeba śmierci bliskiej osoby aby pogłębiła się wiara jego bliskich.

  2. czytając twoje świadectwo przyszła mi do głowy ta myśl z dzienniczka siostry Faustyny przy konającym odmawiała koronkę do Bożego Miłosierdzia przez to wszystkie złe duchy które czekały by zabrać tą duszę po śmierci uciekły

  3. Przed 30 laty modliłam się nowenną do Bożego Miłosierdzia o brata. Był alkoholikiem, walczył Z Bogiem itd. Po ludzku nie było szans na uleczenie z alkoholizmu. Prosiłam Boga nawet o śmierć dla brata, ale żeby przez Miłosierdzie Boże mógł się jeszcze nawrócić, wyspowiadać i przyjąć sakramenty. Bóg wysłuchał, brat otarł się o śmierć, był w śmierci klinicznej. Nawrócił się a teraz w Kanadzie jest gorliwym propagatorem Nowenny do Bożego Miłosierdzia. Jezus jest Panem.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!