Pinka: o utraconą miłość

Witam Was wszystkich. Nie skończyłam jeszcze nowenny, ale w duchu czuję, ze powinnam podzielić sie z tym czego doświadczyłam przez ten okres odmawiania Rożańca. Sama nie mogę w to uwierzyć, że zaszłam aż tak daleko. Moja przygoda zaczęła się 1 września kiedy wróciłam z pielgrzymki młodzieżowej. Była ona ofiarowana za mojego bylego chłopaka- o jego uczucia i to wszystko co prysnelo w tak krótkim czasie. Nie będę opisywala Wam tutaj calej historii. Osobiście uważam, ze każdy cierpi na swoj sposób. Niektórzy muszą przejść rozpady małżeństw, nałogi czy też choroby. Dla innych-takich właśnie jak ja wystarczy nieudany związek, który przynosi wiele cierpienia, łez i niepokoju. Tak było w moim wypadku. Każdy człowiek zasługuje na prawdę, jeśli jej nie dostanie czuje pustkę i rozpacz. Tak wlasnie bylo ze mną…
Na pielgrzymce poznałam osobę o cudownym sercu. Opowiedziała mi swoja historię-jedno z najpiękniejszych świadectw jakie mogłam usłyszeć. Wiecie dla wielu osób to nienormalne modlić sie o powrót kogoś kto nas zranił. Faktycznie może to dziwne… sa jednak ludzie, którzy robią to nieświadomie a Ty wiesz, ze wasze spotkanie i to wszytsko co wydarzyło sie w tak krótkim czy tez długim czasie było jak najbardziej na swoim miejscu-czujesz, ze tak miało być…. i wracając do tego co mialam powiedzieć- dla ludzi to głupie. Wielu uważa, ze jeśli ktoś nie byl w stanie dac Ci tyle miłości ile potrzebujesz nie zasługuje na Ciebie…. ja w sercu jednak ciągle czułam pragnienie modlitwy o nas, za niego, za przeszłość i przyszłość. Wtedy usłyszałam słowa: ‚jeśli modląc sie o coś czujesz pokój w sercu, to znaczy, ze robisz dobrze’. Wtedy sięgnęłam do nowenny pompejanskiej. Próbowałam się już nią kiedyś modlić, ale wytrwałam może 4 dni… Początki tej nowenny były cudowne. Najpierw usunęłam facebooka(tak szara rzeczywistość 21wieku, kiedy ciagle czekamy na wiadomosc, zastanawiamy się dlaczego nie napisze, a co robi, a komu poświęca teraz swój czas…).. no i przez pierwszy tydzień bez internetu, w kompletnym spokoju modliłam się różaniec. Chodziłam najpierw na mszę do sąsiedniego miasta, a potem wędrując 7 km piechotą modliłam sie nowenną i wracałam do domu szczęśliwa.. pełna nadziei. W głowie miałam myśli jak pięknie będzie gdy zakończę Nowenne i razem z moim X bedziemy mogli świadczyć o cudzie jakiego doswiasczylismy. To szczęście nie trwało zbyt dlugo. Po tygodniu wróciłam do świata internetu, przestałam chodzić na codzienną Eucharystię, a w moim sercu rodziła się nienawiść. Nowenne odmawialam bez przekonania. Czułam, ze sama nie wiem czego chce, ze moje poświęcenia idą na marne i że po co to wszytsko. Myślałam sobie:kiedyś przecież spotkam kogoś kto doceni moją miłośc(moze faktycznie tak będzie)ale zaraz później zaczynałam rozumieć, ze nie chce tego. Te myśli nie pochodzą ode mnie. Potem znowu dopadala mnie histeria i zadawalam pytania Bogu czemu to ja musze cierpieć i dlaczego nie moge przynajmniej zrozumieć po co to wszystko bylo, czemu nie potrafię przynajmniej wyciągnąć wniosku z nieudanego związku…. a co najważniejsze DLACZEGO DAL MI TYLE ZNAKÓW, że On to na pewno ten z którym chce spędzić swoje życie. Zly nie dawal za wygrane. Pewnego dnia znajoma uswiadomila mi, że ta nienawiść nie pochodzi ode mnie. Te wszystkie przekleństwa w głowie, tysiące myśli to sprawa tego, który najbardziej na świecie nienawidzi różańca. Powiedziała mi też wtedy: ‚przecież w Tobie jest tyle miłości. Ta milosc przejawia sie w ciaglej modlitwie mimo tylu trudnosci. W tym czasie który poświęcasz mu mimo ze nie jesteście już razem’.
Wtedy poszlam do spowiedzi i tak się właśnie stało- moje serce pełne nienawiści zostało na pełnione tą samą miłością.
Zycie jednak nie przestało dawać mi w kość. Nie dostałam sie na studia, ktore chcialam. Zostalam bez planow na przyszłość. Czulam sie beznadziejnie. Z jednej strony nie wiedziałam co robić, aby wypełnić Wolę Boza, z drugiej tęsknilam za czlowiekiem, ktory rozkochal mnie w sobie. Postanowiłam przerwać nowenne. Nie zauważyłam żadnych łask. Pomyślałam sobie, że to ta modlitwa nie pozwala mi zapomnieć o nim. Ciągle męki, płacz. Tymbardziej, że proszę też Boga, aby uzdrowil moje serce i pozwolil mi zapomnieć…. nic z tego. Stwierdziłam ze pomodle sie ostatni dzien… ale nadeszlo JUTRO. Wpisałam na yt: nowenna pompejanska świadectwa. Trafiłam na genialne świadectwo Pani Małgorzaty. Dzieki niemu zrozumiałam, ze szatan nie męczy tylko mnie. Tak więc trwam dalej… po każdej burzy wychodzi słońce. Mam nadzieje, ze za niedługo wyjdzie i do mnie. Z niecierpliwością czekam na 24.10.
Pozdrawiam Was w duchu. Trzymam kciuki i dziękuję za wszystkie swiadwctwa.
Z Bogiem!

Nowenna pompejańska jest też na Facebooku
Polub nas! 🙂

3 myśli na temat „Pinka: o utraconą miłość

  1. Pinka, napisz proszę, co z Twoją intencją. Pytam bo mam bardzo podobną sytuację. Odmówiłam już 3 nowenny w tej intencji i cisza. Ale nie odpuszczam. Codziennie odmawiam przynajmniej jeden różaniec w tej intencji, nowennę do św. Rity, Aniołów Stróżów i Archanioła Rafała.

  2. Rowniez proszę o podzielenie się swym doświadczeniem. Chcę rozpocząć nowenne w intencji powrotu mojego ukochanego, boję sie jednak, że zostanie to uznane za zbyt egoiatyczne i moje modlitwy nie zostaną wysłuchane. Życzę Ci Błogosławieństwa i Miłości, niech Twoje modlitwy zostaną wysłuchane. im

A Ty co o tym myślisz? Napisz!