JO: Wszystko we właściwym czasie…

Kochani! Chcę podzielić się z Wami moimi świadectwami, że Matka Różańcowa z Pompejów wysłuchuje każdego. W odpowiednim czasie. Nowennę odmawiałam już kilkakrotnie od zeszłego roku. Pierwsza intencja- aby mężczyzna , którego kocham ale nie jesteśmy razem, otrzymał łaskę zdrowia. Czeka go zabieg chirurgiczny z którym zwlekał ponad rok. Kolejna Nowenna- o to, aby powrócił do Kościoła. Twierdzi, że jest wierzący ale nie chodzi na Msze Św., nie uczestniczy w żadnych Nabożeństwach. Następną moją intencją była zmiana pracy dla mnie na moją wymarzoną, w firmie x. Teraz odmawiam Nowennę, aby mój ukochany zechciał przyjąć moją miłość. Na marginesie- jest od kilku lat po rozwodzie. Kolejna będzie o to, aby zechciał odwzajemnić moje uczucie. To były/będą moje prośby zanoszone do Mateńki. Od miesiąca wszystko zaczyna się układać, chociaż nie raz miałam wątpliwości, czy moje modlitwy zostaną kiedykolwiek wysłuchane. Po pierwsze ukochany „dojrzał” do zabiegu (trwało to ponad rok, zawsze było coś ważniejszego od zdrowia), jest już gotowy i ma zaplanowany zabieg na koniec tego miesiąca! Wierzę, że ten zabieg chirurgiczny zakończy się pomyślnie! Kilka dni temu usłyszałam od niego, że chce iść ze mną na Mszę! Byłam przeszczęśliwa. Tak bardzo chciałabym, aby na nowo poznał Pana Jezusa i Jego Matkę. Aby zawierzył Im siebie, swoje życie. Nie zmuszałam go, to wyszło od niego! Dzięki matko Przenajświętsza! Nowennę o zmianę pracy odmawiałam w czerwcu. Wysłałam wówczas cv do firmy x, otrzymałam maila, że nie spełniam oczekiwań pracodawcy. Po kilku tygodniach ponownie wysłałam cv. Odezwali się pod koniec sierpnia, że chcą spotkać się na rozmowę! Wakat był na jedną osobę. Ale udało się! Miałam w sumie z nimi 3 spotkania rekrutacyjne. Zaczynam pracę od 13.10 czyli w rocznicę ostatniego Objawienia Fatimskiego! Tak więc Kochani módlcie się, bo Matka Różańcowa z Pompejów wysłuchuje każdego z nas, kto prosi poprzez Różaniec! Miałam często chwile zwątpienia, czasem modliłam się niedbale, mało gorliwie, nawet czasem po alkoholu. Wiem, wstyd, mam ogromne wyrzuty sumienia i staram się o poprawę. Wiem, że dla Maryi nie ma nic niemożliwego. Ponadto modlę się codziennie Koronką do Miłosierdzia Bożego. To jest moja ukochana modlitwa z której nigdy nie zrezygnuję. Zawierzenie Jezusowi całego mojego życia, zdrowia, moich problemów, pragnień jest dla mnie największym sensem. Jezu ufam Tobie. To właśnie Pan Jezus prosi, abyśmy modlitwy do Niego kierowali za pośrednictwem Maryi, właśnie poprzez Różaniec. Różaniec jest największym orędziem przeciw złu. I właśnie wiem, komu nie podobają się moje modlitwy. Efektem jest pogorszenie moich relacji z moją mamą. Zapewne to będzie kolejna intencja do odmówienia Nowenny. Tak więc bardzo Was proszę, zaufajcie, powierzcie wszystko, proście bezustannie a otrzymacie wszystko co będzie dla Was najlepsze i we właściwym czasie. Życzę Wam i sobie cierpliwości, wiary i ufności. Mam poza tym wątpliwości o to, czy mogę/powinnam modlić się o miłość konkretnej osoby, dodatkowo rozwodnika, ale modlę się bo uważam, że nawet jak nasze drogi się nie zejdą, to żadna 10-tka różańcowa nie pójdzie na marne. Czytałam wiele Waszych wpisów na ten temat. Każdy ma oczywiście swoje racje, ale ja tą moją miłość również oddaję Maryi i Jezusowi. „Czyń ze mną i ze wszystkim co do mnie należy według Twojej Najświętszej Woli”. Amen.

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

62 myśli na temat „JO: Wszystko we właściwym czasie…

  1. Jo, wybacz, ale muszę Ci to napisać: czy ten mężczyzna jest po rozwodzie, ale nadal w związku sakramentalnym (tj. czy miał ślub kościelny , który nadal jest ważny)? Jeżeli tak, to moim zdaniem nie powinnaś prosić o odwzajemnienie jego miłości… nawet jeżeli odwzajemni Twoje uczucia – nawet jeżeli ułożycie sobie razem życie, chcesz się pozbawiać możliwości przyjmowania Jezusa w komunii Św? Popraw, jeżeli źle zrozumiałam: modlisz się o jego nawrócenie, chcesz, by wrócił na łono kościoła, ale z drugiej strony, prosząc o odwzajemnioną miłość, sama na drogę grzechu chcesz go prowadzić… ?
    Pracy gratuluję – i życzę wielu owocnych łask 😀

    • Jo, a ja Ciebie rozumiem, Byłam w związku z rozwodnikiem (nie mi oceniac rozpad małżenstwa, była tam zdrada po stronie żony, kazdy ma szanse na szczesliwe życie). Odmawiałam nowenne od 25 dni o jego powrót – zerwał, bo powiedział, ze wspólnicy kazali wybrac, ja bądz firma. Dzisiaj jakas ironia losu, spotkalam przypadkiem po 4 miesiacach jego wspolnikow, ktorzy z usmiechem na twarzy spytali się, jak się mam. Powiedziałam, że jak mogę się mieć, skoro ukochanemu dali ultimatum. Jeden i drugi zaprzeczyli, okazało się to wszystko jednym wielkim kłamstwem – oczywiscie wspolnikow spotkalam osobno, wiec nie mieli jak ustalić zeznan.
      Najgorsze, że nadal go kocham, dużo mu z siebie dałam, wiele dla niego robilam, wyciągnelam z doła, podbudowałam jego wiare w siebie i na koniec takie podziekowanie. z dnia na dzien „bye bye”.
      I wiem, ze kazdy na forum bedzie pisał – nie był Ciebie wart no i rozwodnik! więc w ogole zapomnij.
      Serca nie okłamie, modlę się by wrocił, bo ja mu wybacze. Ale dziś mam zwątpienie – czy nadal modlic się i dokonczyć nowenne czy już nie… bo modliłam się o powrót, o iskierkę, światelko w tunelu a dostałam kolejne kłody pod nogi i juz nie mam sily 🙁

      • Bożeno nie ma co zaczynać z rozwodnikami bo to wielkie ryzyko jeden na 10 ciu moze okazać się w porządku a inni albo sie wycofają i wrócą do żon bo one coś tam pokombinują żeby wrócił do nich np się będą o to modlić i tu trzeba np. wspomnieć o ratowaniu małżeństwa przez odmawianie NP i tu nie ma szans na bycie razem bo ślub to ślub , albo jescze inni będą nie w porządku i odejdą sami bo im nie będzie ta kobieta odpowiadać i wybiorą jeszcze inna dlatego ja Bożeno bałabym się takiego związku bo to gromne ryzyko i ten związek bez ślubu nie moze nam zgwarantować szzcęsliwej przyszłosći i związku dlatego najlepiej jeżeli się nam nie układa z mężczyznami to zostać samej zaoszczędzimy sobie póżniejszych dramatów

      • Dokończ Bożenko , byc może jak skończysz , to Twoja miłość do niego odleci razem z ostatnimi słowami i w ten sposób doznasz spokoju . Może też wydarzyc się coś całkiem odmiennego , nie dowiesz się tego , jeśli przerwiesz .

    • niema takiej mozliwosci by maryja wysłuchała intencji o milosc do osoby pozostajacej w zwiazku sakramentalnym.

      • Ona napisała rozwodnik od kilku lat.Nie rozbiła tego małżeństwa nie była więc przyczyną rozpadu związku sakramentalnego.Sumienie ma więc czyste.Może dostać za kilka lat unieważnienie zgodnie z prawem kościelnym.Bóg jest miłosierny tylko ludzie nie są.

        • ROZWODIK NIE JEST WOLNY JEST KOGOS MEZEM NIE PRZYSIEGAL WIERNOSCI PRZED BOGIEM DRUGIEJ CZY CZWARTEJ ZONIE LECZ PIERWSZEJ I NIE WOLNO MODLIC SIE O MILOSC ROZWODNIKA BO NIGDY NASTEPNA PANI PO ZONIE ZONA BEDZIE NIE PRZED BOGIEM I NIE ZA ZYCIA ZONY TRWALY DOM BUDUJE SIE NA WARTOSCIACH NIE KRZYWDZIE BO TO WRACA

    • Rose ja myślę że Maryja wysłuchuje każdego w jakimby nie był stanie dlatego śmiało módl się bo nie wiem jaki masz problem ale módl się do Maryji bo Ona Ci pomoże tylko nie poodaj się gdy będziesz miał chwile zwątpienia i pokus .

  2. Barbaro, znam malzenstwo, gdzie kobieta byla po rozwodzie, ktore zyje ze soba od 25 lat, ktorzy sa wierzacy i wyznaja w zyciu wartosci. Los sprawil, ze pierwszy mąz okazal się zlym czlowiekiem. Wiec nie chce tu generalizowac i przekreslac wszystkich rozwodnikow. CI ludzie tez maja prawo do szansy na szczescie a i szansy od Boga na swoje szczescie. My bylismy ze soba 1,5 roku, szczesliwi, dopoki ktos nie zaczal mieszac. Myslalam, ze to wspolnicy – dzis sie okazalo jednym wielkim klamstwem. Czyzby kobieta? nie wiem, żaluje, że chociaz nie mial odwagi szczerze wszystkiego powiedziec, bo moze jakos bym sobie poukladala w glowie… a tak od 4 miesiecy zyje w dole, depresji i nie mam sily myslec i dzialac, by bylo lepiej. I niestety nadal go kocham, tego jaki byl, a nie tego obecnego hedoniste, egoiste i bezwzglednego czlowieka gubiacego sie w swoich klamstwach. I modle sie, by Duch Świety otworzył mu oczy, by zrozumiał, że miał super kobiete i jej nie docenil. NIe docenil wsparcia, ciepla i mojej milosci.
    Józefie, choc ciezko na duchu i na sercu, dzisiaj „zmusze sie” do odmowienia nowenny. Ale tez dzisiaj przestalam wierzyc w cuda, bo nowenne odmawiam o powrot ukochanego i bysmy stworzyli szczesliwa rodzine. Czy zycie mnie zaskoczy pozytywnie? nie wiem, obecnie watpie. Mam 32 lata i prawda jest taka, ze ciezko spotkac faceta w wieku 32-35, ktory jest wolny i bez przejsc. W tym wieku jest wiecej facetow z odzysku, ktorzy w mlodosci wzieli sluby, zyjac studencka miloscia a prawdziwe zycie, gdzie przyszla praca i obowiazki ta milosc zweryfikowaly.
    Gdzie kogos spotkac? Boje sie portali randkowych, moi wszyscy znajomi juz w malzenstwach i z dziecmi, tylko ja odstaje. A z boku slysze komentarze, super babka, fajnie wyglada, inteligentna, ambitna, radzaca sobie… wiec co ze mna nie tak??? ze nie moge zaznac szczescia, miec rodzine i byc matka…

    • Bożeno, Pan Jezus mówi, że każdy kto oddala swoją małżonkę i bierze drugą popełnia grzech cudzołóstwa. Czego tu jeszcze nie rozumiesz. Ja wiem, że to trudne i bolesne, anie taka jest prawda i bądźmy odważni i w niej stańmy.

      • E. – ja wiem, ze wszyscy na tym forum potępiaja mnie, że byłam w zwiazku z rozwodnikiem i tesknie, kocham i modle się o jego powrót. Zastanawia mnie czasem jedno, dlaczego brak w ludziach wierzących empatii, ale każdy wytyka mi, że rozwodnik, że to grzech i w ogole wszystko źle. Owszem, bolało mnie, że jednak innej przysięgał, ale są podstawy do unieważnienia ślubu (bo on księdzu powiedział, że nie wierzy i robi to dla rodziny). Nie ważne. Modlę się o jego powrót, o odmianę serca i by zrozumiał, co w życiu ważne.
        Czytam różne świadectwa, dodają mi nadziei, choć sprawa wydaje się przegrana, staram się złożyć w całość przy całej depresji, a tu od niektorych osob, które są tak blisko kościoła i wiary, zamiast empatii, pocieszenia, iskierki nadziei dostaję baty, bo pokochałam rozwodnika.
        Kazdy odpowiada za siebie, za swoje czyny, za zycie wg przykazań, ale może by do tego dodać też ludzką empatie, bo nigdy nie wiadomo, jak Wam się życie potoczy.

        • Bożeno, to nie tak. Uwierz mi. Nie potępiam ciebie, jesteśmy tylko ludźmi i upadki się nam zdarzają. Potępiam natomiast grzech, czyli cudzołóstwo. I uwierz mi, czy innym osobom, to z troski o ciebie, to nie jest brak empatii, myślę że mylisz w tej sytuacji pojęcia. Musisz uwierzyć nie tyle nam, co Bogu że cudzołóstwo jest grzechem i to ciężkim. I nawet jeżeli po ludzku wydaje nam się, że to my mamy rację i że nam to przyniesie szczęście, ale zastanów się, czy warto poświęcać szczęście w niebie dla tego tu na ziemi?

          Myślę, ze wiele osób tu na forum przeżywało lub przezywa bolesna rozstania, ja też do nich należę, dlatego wiem co czujesz i na prawdę ci współczuję. Zastanów się tylko kogo lub co stawiasz wyżej, Boga i Jego przykazania, czy własne wyobrażenia o szczęściu? I jeszcze raz podkreślam, nie potępiam ciebie. Pomodlę się dziś za ciebie.

          • wiesz, ja dzisiaj chyba juz w nic nie wierze. Bóg chce dla mnie dobrze? Każe mnie za odejscie od Kościoła, chociaż w życiu żyłam wartościami, w których się wychowałam i ktore powiązane są z wiara katolicką. Kocha mnie i zabiera z dnia na dzien moja ukochana Mamę? Odbiera ukochanego w momencie, kiedy w koncu po latach odnajduje szczescie? przez ostatnie 4 miesiace wrocilam do regularnych modlitw, zaczelam chodzic na msze, modlilam sie do sw Judy, sw Rity, zaczelam nowenne… i co? chyba Bog o mnie raczej zapomnial… a ja nie mam siły już stawiać czoła przeciwnością losu! zawsze byłam osoba, ktora pomagała innym, empatyczną, starająca się pomoc etc. Dla ludzi takich jak ja nie ma miejsca na tym swiecie.
            Zakładając, ze moj ukochany dostał by uniewaznienie malżenstwa – to już byłby lepsza osoba dla mnie? Bo patrzac na prawo katolickie, ksiądz nie powinien byl mu udzielić slubu kościelnego, wrecz powinien zaproponować slub jednostronny…
            nie mam sily na nic, na myslenie, ze bedzie lepiej, moja wiara, ktora wydawalo mi sie, ze odzyskalam – jest teraz od znakiem zapytania. bo czy Bog chce, zebym cierpiala tak bardzo? chyba nic bardziej nie boli niz bol psychiczny i bezradnosc…

            • Bożenko, to nie tak. Nikt Cię nie potępia, po prostu ludzie doradzają Ci, bo sami już coś przeżyli i doświadczyli miłosci Boga Ojca. Pan dał nam 10 przykazań nie po to, by nas ograniczyć, ale po to, byśmy byli WOLNI. Każde odstępstwo sprowadza na człowieka nieszczęście. Fakt, że spotkałaś wspólników dowodzi, że zostałaś wysłuchana- Pan chce Ci zdjąć z oczu klapki, co jeszcze ma się wydarzyć, żebyś zrozumiała prawdę o tym człowieku? Zarzucasz brak empatii komuś, kto chce Ci doradzić- a ja Ci powiem, że doradzam Ci z miłości do Ciebie i Jezusa, który jest nie tylko moim Panem, ale i Przyjacielem. Modlisz się od 4 miesięcy? Ja modlę się już kilka lat i z perspektywy czasu jestem Panu wdzięczna za moje rozstanie. Nadal kocham tego człowieka, ale widocznie Pan ma dla mnie kogoś lepszego. Nie masz pojęcia, ile kosztowało mnie zaakceptowanie takiego stanu rzeczy. Bez Boga nie byłoby to możliwe. A teraz jestem bardzo szczęśliwa, chociaż samotna, ale wiem, że ta samotność kiedyś się skończy. Błogosławię Boga, że mogłam się nawrócić teraz, a nie pod wpływem zdrady męża czy choroby dziecka. Mam swoje lata, ale nie tracę nadziei na ślub kościelny, spokojnie czekam na tego, kogo wybrał dla mnie Pan. Nie chcę już budować na piasku, bo wtedy prędzej czy później wszystko mi się rozsypuje. Teraz to Jezus jest moją opoką:) Chwała Panu:)

            • Odeszłam od koscioła po śmierci mamy. Z dnia na dzień Bóg mi ją odebrał, najlepszą osobę pod słoncem, która oprocz poswiecania się rodzinie, zawsze poświecała się innym. NIe mam już siły wierzyć, że bedzie lepiej. Mam się modlić o to, by w moim ukochanym nastąpiła zmiana? by jego serce otworzyło się na mnie? Mam czekać, by Bóg mi kogoś postawił na drodze życia? tylko, że jak zaufać komus? jak uwierzyć, ze znowu ktoś mnie nie skrzywdzi? i jak pokochać? bo w zyciu tylko raz kocha się prawdziwie i byłam pewna, że z moim ukochanym spędzę resztę zycia. I tylko chce teraz, by nastąpiła w nim zmiana, by powrócił ten sam facet, ktorego znałam. By zrozumiał, jak bardzo mnie zranił i skrzywdził, i postarał się naprawić te wszystkie błedy. By zrozumiał, że pogubił się w życiu i wrócił po drugą szanse. Ale cuda sie nie zdarzają, nie w moim życiu.
              nie chcę spedzić reszty życia samotnie… chciałam zostać matka… i gdyby nie problemy zdrowotne, własnie teraz mielibysmy juz dziecko i życie by zupełnie inaczej wyglądało.
              Patrzę na ludzi wokoł mnie, wyrachowanych, egoistycznych, falszywych – i co, oni maja wszystko, rodziny, dzieci, sa szczesliwi. więc gdzie tu sprawiedliwosć Boża? Każe tych, którzy są dobrzy a złym pomaga? pogubiłam się ze wszystkim… i tak myśle, ze nie ma dla osob takich jak ja miejsca we wspolczesnym swiecie, gdzie nie ma miejsca na ludzkie wartosci.

            • Może właśnie dlatego nie masz z nim dziecka, bo nie było to wolą Bożą. Ja też przeżłam śmierć ukochanej osoby, więc próbuję wczuć się w Twoją sytuację . Jeśli chcesz, porozmawiajmy na prv: wild9girl@wp.pl

      • Pamiętajcie jeszcze o reformie, teraz papież Franciszek nadal zmienia Kościół. dopuszcza rozwody. Wiem, że najbardziej nie podoba się to tzw. leniwym żonom. znam na pęczki takich szczególnie katoliczek. W swoim czasie czyli jak były bardzo młode latały „po trupach”, bo już była o tym mowa, że zadne zasady się nie liczyły w zdobywaniu męża. A dalej to już robią co chcą, bo przecież zasady Kościoła ich wyręczą w staraniu się. A potem jakaś może uczciwa, może ładna, może nie tak szybka w wyścigu po męża (we wczesnej młodości) kobieta dziwi się i myśli ze jest tą złą, bo np. ma rozwodnika, albo co gorsza 😉 czyjś mąż woli ją od leniwej i pewnej siebie żony (katoliczki najczęściej).
        trochę wyczucia i wysiłku trzeba, wiara za nas nie przeżyje życia.

        • Skrajny teatr pychy i braku taktu z Twojej strony. Niestety życie jest o wiele bardziej złożne, niż Twoje uproszczenia. Mniemam, że nie masz męża? W takim razie żczę Ci, byś nigdy nie doznała tego, co wszyscy biedni, opuszczeni małżonkowie…

          • Justyna Ala ma rację .Biedni opuszczeni małżonkowie ? Sami są sobie winni mogli się nie śpieszyc w wyborze męża albo nauczyć się zyc w małżeństwie myśleli ze jak się ożenią to wszystko że ślub wesele to wszystko wielu tak myśli wielce zakochani a potem się okazuje jaka była miłość z ich strony . Niestety kobiety często są temu winne głupiutkie zakochane że myślą co to nie zdziałły. Jak są przygotowania do ślubu a potem czemu im się zmienia i się rozwodzą ? Co to ta miłość im tak szybko przeszła ? I przeważnie są to te które się tak przedstawiały i szczyciły swoją miłoscią a teraz co prezentują…?Obwiniają się nawzajem mogli sie nauczyć razem zesoba zyć .

            • dodałbym jeszcze idioci i nieudacznicy zyciowi którzy spaprali sobie i innym życie można im tylko pogratulować i jeszcze ich żałować? Mogli życ tak jak trzeba . Rozwody to teraz prawdziwa plaga tyle chorej ambicji że za byle co sie rozwodzą dla których sakrament małżeństwa nic nie znaczy . Myślą że jak się rozwiodą to posprawie znajdą sobie kochanków i po wszystkim a reszta bedzie ich rozgrzeszać za to bo innym będa opowiadać bajeczki biedne żony lub mężowie jak to byli skrzywdzeniprzez te drugie stronya oni oczywiście nie są winni . Żony które zdradzały mężów albo ciągle robiły im wyrzuty bo wiecznie im się nic nie podobało albo mężowie którzy pili i się awanturowali bo mieli takie żony które ciągle narzekały to jak oni mogli z takimi babami wytrzymać? Plaga rozwodów która sie tak rozmnaża że aż strach pomyśleć co będzie dalej .Katastrofa wiary , moralności i demograficzna. Destrukcja społeczna godna pogardy i politowania nad tym co oni robią . Pożałuj się Boże nad takimi małżeństwami i uchroń jak będą się przedstawiać swoimi slubami i weselami za kilkadziesiąt tysięcy złotych . Polituj się Boże nad tą wielce zakochaną panna młodą która w sukni białej mody i wygłupia się niewiadomo jakimi fryzurami makijązami itp. jaką tą byłą wyjątkową księżniczką na swoim ślubie stulecia . Oby się tak przedstawiała innym zanim się rozwiedzie .

            • Obawiam sie , basiu, ze nie zrozumialas, co mam na mysli i niepotrzebnie sie unioslas. Moja kolezanke maz zostawil, bo urodzilo im sie chore dziecko. I wcale nie byla zaniedbana i nie narzekala. Po prostu stchorzyl. Takich kobiet mi zal.

            • Egoizm pana, który ucieka od chorego dziecka to częsty choć skrajny przypadek. Reszta raczej głupota, jak z opisu Basi. niestety najczęstsza. plaga rozwodów a wcześniej głupich ślubów. Obawiam się, że to raczej jest teatr pychy , te szybkie wskakiwanie w białe suknie i zabawa w życie. a nie to co napisałam. Uproszczenia wynikają z tak rzucającego się w oczy problemu. tyle tego wokół, że nie da się nie zauważyć.

            • Niedawno była dyskusja nad zaostrzeniem zasad udzielania ślubów kościelnych, w świetle tej dyskusji zaczynam się zastanawiać, że chyba to jednak dobry trop. Bo jeżeli trudne i długie formalności nie zniechęciłby narzeczonych, to chyba już znaczy że pragnienie jest silne i jakoś na przyszłość rokuje. Niestety prawdą jest, że w wielu przypadkach teraz ceremonie kościelne, nie tylko ślubne, to szopka przed znajomymi, bo co ludzie powiedzą. Ludzie oglądają się na opinie innych w sytuacji, kiedy nie ma ślubu, ale już przy rozwodach jakoś nikt na to nie patrzy. Bardzo to smutne. Ostatnio również bardzo uderzył mnie tekst mojej znajomej, która stwierdziła będąc na chrzcie, że Msza była strasznie długa i się strasznie umęczyli, bo akurat była chrzestną.

  3. Witj,Jo.Czegoś tu NIE ROZUMIEM!!!!Czy on jest po ślubie kościelnym?Jeśli tak,to
    nie myśl o nim w sensie miłości,nie szukaj kontaktu,bo to będą kontakty grzeszne,CUDOŁOŻNE!!!Zmień też intencję:nie o jego miłośc doCiebie i udany związek,lecz jedynie o jego czystośc(i Twoją)i jego nawrócenie.Ala może on ma tylko ślub cywilny?To wtedy OK.Powodzenia.Zawierz swoją samotnośc BOGU i
    Maryi.Ja też,od wielu lat jestem samotna,po rozwodzie,nie mogę nikogo miec,bo mam ślub kościelny.Pozdrawiam Cię gorąco.

  4. Byłam przed chwilą na stronie w obronie wiary i tradycji i jestem wstrząśnięta decyzją biskupa opolskiego odnośnie mimj i ks. Daniela Galusa, który prowadzi msze o uzdrowienie i uwolnienie. Nie wskazuje w niej żadnych konkretnych powodów, które by uzasadniały konieczność tego „zbadania” jej działalności. Po prostu to wygląda na próbę podważenia autorytetu ks. Daniela i niszczenie tego dzieła ewangelizacyjnego przez zazdrosnego hierarchę, który nie może znieść popularności tych mszy i tego, że ludzie lubią k. Daniela, ale wiadomo przecież, że to nie on uzdrawia, ale leczy Jezus przez Niego na tych mszach. No chyba każdy człowiek to wie, że żaden kapłan sam nie leczy! Jeju, te zarzuty o kulcie jednostki o. Daniela, o niejasnej posłudze uwolnienia, podczas której występują oznaki działania złego ducha, no przecież one się ujawniają podczas modlitwy o uwolnienie, kiedy są wypędzane. Nie rozumiem, o co w tym chodzi.

    • A ja bym nie osądzała na początek, tylko poczekała na wyjaśnienie sprawy. To jest swego rodzaju próba. Sw. Ojciec Pio miał przez jakiś czas zakaz spowiedzi, czemu się podporządkował. Zróbmy i my przykład z tego Świętego, nie dyskutujmy, tylko się módlmy o szybkie wyjaśnienie tej sprawy.

      • Ależ E. ja wygłaszam jedynie moją opinię, ponieważ przeczytałam uzasadnienie biskupa opolskiego odnośnie jego decyzji i się do tego ustosunkowałam tak pobieżnie. Każdy ma prawo oceniać po swojemu. Na tym polega samodzielne myślenie. Kościół chyba tego nie zabrania, mam nadzieję. Nie wiem, gdzie tu jest jakiś osąd. Dyskutować zawsze można i o wszystkim. A nawet należy. Biskupi czy też księża w ogóle też są ludźmi jak inni, i tak jak inni mają prawo do popełniania błędów, ale to, ze są biskupami czy kapłanami, nie oznacza, że ich decyzje takie czy inne nie mogą podlegać ocenie ze strony wiernych, zwłaszcza kiedy ich bezpośrednio dotyczą. To chyba byłoby wbrew wolności słowa. Proszę więc, nie wprowadzajmy cenzury cudzych wypowiedzi.
        Myślisz, ze to próba? Mam nadzieję, że tak jest. Szkoda by było, gdyby w wyniku jakichś niejasności, nagle przestało istnieć takie wspaniałe dzieło.

        • Eliszko rozumiem twoje oburzenie, bo i mnie jest z tego powodu przykro, sama słucham tych Mszy i dały mi dużo dobrego, a O. Daniela zawsze uważałam za dobrego i pokornego, i zawsze bardzo podobało mi się to, jak podkreślał, że to nie on uzdrawia czy uwalnia, ale Pan Jezus. Z drugiej strony rozumiem tez biskupa. Przecież przed Panem Bogiem on za nas odpowiada, rozumiesz? On na sądzie przed Panem Jezusem będzie zdawał sprawę z każdej osoby, która została mu powierzona poprzez sprawowaną funkcję. A w Piśmie Świętym jest napisane, żeby unikać wszystkiego, co ma nawet pozór zła. Myślę, że biskup ten nie z zazdrości to zrobił, tylko z troski o wiernych. Dlatego pisałam o modlitwie i cierpliwości i przede wszystkim zaufaniu, że Bóg i z tej sytuacji wyprowadzi dobro, może nawet większe.

  5. Ludzie z sympatii i wdzięczności za takiego kapłana i za to, że dzięki tym mszom mogą doświadczyć działania łaski Bożej, doznać łask i uwolnienia, nawrócić się, uwierzyć w Boga, widząc tyle znaków, mówią dobrze o ks. Danielu i tych mszach, a ktoś po prostu zniekształcił sens tego i zrobił wielkie fałszywe hallo wokół tego dzieła, żeby je zdyskredytować. Uważam, że to chyba sam zły posługuje się tym biskupem, żeby działać przeciwko temu dziełu nowej ewangelizacji. które czyni tyle dobrego. Nie można tak stawiać sprawy, że buduje się uprzedzenia na podstawie jednego przypadka, mam na myśli Odnowę w Krapkowicach, która faktycznie była sektą, ale no to były twarde dowody w postaci złych owoców, czyli ofiar tej grupy, które o tym opowiadały. A tutaj popłynęło samo dobro na tych spotkaniach. Jakoś biskup nie potrafi wskazać osoby, która by mogła zaświadczyć z ręką na sercu, ze spotkało ją coś złego w wyniku uczestnictwa w tych spotkaniach. Ale nie ma nikogo takiego i cała ta afera wokół mimj i osoby ks. Daniela jest szyta grubymi nićmi. Mam nadzieję, ze biskup „zbada” to jak najszybciej i przyzna się do błędu i przeprosi. Szkoda mi naprawdę, że próbuje się podważać to, co dobrze służy innym.

    • A może w końcu to Bóg ingeruje w działanie tej sekty mimj. Dla Ciebie może to być chore co ludzie ostawiają, ale być może w końcu Szef zrobi z tym porządek.

      • Nie, ale jak się chce rzucać takie poważne zarzuty i podejrzenia to trzeba mieć na to dowody równie mocne i poważne w postaci faktów i osób. A tutaj są jedynie pomówienia i insynuacje niejasne oraz dezinformacja. A w ten sposób można zepsuć dobre imię innego człowieka i zaszkodzić.To wystarczy. Masz dowody na to, że to sekta? Nie masz, tak samo jak biskup a te zarzuty, które formułuje wobec księdza, też nie mają najmniejszego poparcia w postaci sytuacji i świadków. Jego przełożony zna działalność mimj i to dzieło, więc gdyby coś było nie tak, to by już dawno tego nie było. A ma zgodę swojego przełożonego na to, co robi. A niektóre te „zarzuty” biskupa są niemerytoryczne, a wręcz śmieszne.

  6. Ja mialam styczność z grupa w Krapkowicach 20 lat temu. Na zgrupowaniu przez czysty przypadek na którym sie znalazłam w sierpniu pewne rzeczy mi się nie podobały, ale stwierdziłam sobie że nie znam nikogo to zabiore plecak i wyjadę. Pan Bóg chciał inaczej na jednym z wykładów o Duchu Świętym zrozumiałam jak bardzo Bóg może zrobić z nami wszystko – poczułam ogromne ciepło , niewymowna miłośc i zaczęłam mówic coś co nie było ode mnie. Dla mnie samej było to niezrozumiałe wydarzenie.
    Wiem że animatorom nie podobały się zasłyszane ode mnie słowa. Te ich pytania czy spałam z facetami itp ( byłam dziewicą) były okropne. Wiem że potem bałam sie spotkać ludzi z tej grupy. Czułam wręcz paniczny strach.

    • Patrząc na wszystkie dary Ducha Św. po co Bóg by pozwalał Tobie mówić „coś co nie byłoby od Ciebie”. Żadne dary Ducha Św. nie wpływają na to, że osoba nagle będzie mówiła coś niezależnie od niej lub coś co by NIE POCHODZIŁO OD NIEJ.

      • nicniewiem , jak dawno się nawróciłaś ?? Ja mam dokładnie roczek . Czy jesteś w 100 % pewna , że zostałaś uwolniona od demonów . Ty nie grzeszyłaś , jak przeciętny grzesznik , masz zapewne świadomość , że jesteś i będziesz atakowana jeszcze przez długi czas , podobnie zresztą jak Twoja rodzina . Masz napewno świadomość , że jeżeli demon od Ciebie odstąpił to tylko na chwilę . Jesteś zbyt cenna , żeby Ci dali spokój Wiem , po sobie , że mimo iż moja grzeszność była w sumie przeciętna , ale gdyby nie to , że musiałem całkowicie zmienić życie i zmieniam nadal , to zapewne bym wrócił do dawnego stanu . Ponieważ wcześniejsze moje zycie nie opierało się na wierze , tylko niewierze , to mnie jest łatwiej przyjać z całym inwentarzem , to co jest głoszone przez kościół i co odbywa się w jego ramach . W Twoim przypadku używając terminologii z Gwiezdnych Wojen , byłaś po ciemnej stronie mocy . Jesteś pewna , że Twoje wiadomości , sygnały jakie dostajesz nie są na zmiane , raz z jednej strony , raz z drugiej strony ??
        Twoja cichość nawrócenia nie przeklada się no to co teraz robisz Nadal nie napisałaś jaka łaska Cię spotkała , wieksza od tej jaką mogli dostać święci .
        Może odpisz na emaila , jeśli nie chcesz tutaj
        jozef.rosemaria małpa op.pl . Małpa wiadomo @ 🙂 bez spacji . Zresztą jak ktoś chce pogadać , to niech też pisze

        O egzorcyzmach wiem tyle , ile wyczytałem , tudzież dowiedziałem się z youtuba słuchając księzy egzorcystów . Z tego też co tam mówili , to nie jest tak , że demony są wypędzane w czasie mszy uzdrawiających . Ich manifestacja świadczy tylko o tym , że są drażnione . Pierwszy warunek do uwolnienia od demonów , to osoba opętana musi chcieć zostać uwolniona , Druga sprawa , że min. jak mówił ks. Marian Rajchel , według mnie bardzo mądry człowiek , że niektóre egzorcyzmy trwają latami , by uwolnić daną osobę i to się dzieje , tak jak napisałaś w małej grupce .
        Myślę też , że zanim zaczniesz podważać fakt istnienia tych wspólnot , powinnaś najpierw porozmawiać z księdzem , najlepeij mieć własnego spowiednika , który patrząc z boku na to co dzieje się z Tobą po Twoim powrocie , by odpowiednio Cię kierował . Podobnie zreszta jak Twoje odczucia odnośnie tychże wspólnot . Grzech pychy , jest pierwszym jaki odczułem po nawróceniu 🙂 i teraz widzę go u Ciebie 🙂 Nie obraź się , ale doskonale Cię rozumiem , jak czuje się człowiek , któremu ni ztąd ni zowąd zmienia się myslenie , dostaje tyle radości , że chciałby nawrócić cały świat i nawet próbuje 🙂 do czasu , aż ktoś mu powie , albo do niego dotrze , że to co ma jest przede wszystkim dla niego , że ta radość jest zachętą do dalszego dobrego życia według przykazań . Że dopiero swoim dalszym życiem daje świadectwo innym , iż warto się nawrócić .

        • No jak nie opisałam co mi się przedarzyło. Odpisałam Tobie pod świadectwem Kasi „Dziękuję Królowo Różańca Świętego” tak gdzie zaczęła się cała dyskusja 🙂 O dziękuję, napiszę do Ciebie w tygodniu bo chwilowo jestem zajęta ale z przyjemnością z Tobą porozmawiam 🙂

  7. Czy modlimy się o miłość konkretnej osoby, czy w ogóle jakiej osoby, to i tak wszystko jedno. Wymagamy od Boga, że pobudzi czyjeś wolne ludzkie serce do miłości…ale czy Bóg chce aż tak wpływać na ludzi? Ja nie chce nikomu przytakiwać, pouczać, bo sama nic nie potrafię wymodlić i jestem tak ciężkim przypadkiem, że nawet modlitwa nie do odparcia zostaje odparta, ale drażni mnie taka dwulicowość- bo z jednej prosisz o miłość i szczęście, oczekujesz łask od Boga, z drugiej planujesz życie w grzechu. Najpierw zawierzenie Bogu – potem oczekiwania. Ja też prosiłam o miłość chłopaka w NP (dodam że kawalera), ale zaczęłam od tego że poszłam do spowiedzi, wyrzekłam się grzechów, postanowiłam poprawę, obiecałam Bogu, że jeśli będziemy znowu razem, to dotrzymam czystości do ślubu, że będziemy żyć z Bogiem i że odmówię kolejną NP – w jego intencji, w intencji silnej wiary i łaski życia wiecznego dla tego chłopaka. Najpierw ja coś daję- potem oczekuję, a nie że Bóg ma spełnić moje marzenie, a ja niczego sobie nie odmówię bo mi w życiu musi być dobrze i przyjemnie.
    Płyniesz na Titanicu, wiesz że on zatonie, ale zamiast się modlić, poprawić się, nawrócić, pogodzić z kim trzeba, prosisz orkiestrę by zagrała twój ulubiony kawałek i kelnera by przyniósł najlepszego drinka. Przyjemność, zabawa, tu i teraz. Przykazania? Sąd Boży? Piekło? Mnie to nie dotyczy, Bóg przecież musi mi wybaczyć. Tak ja to widzę. Proszenie Boga o związek z osobą, która ma WAŻNY sakrament małżeństwa jest równoznaczne z proszenie Boga o to by pomógł nam okraść kolegę, napaść na sklep, czy zranić rodziców. Prosimy o grzech i potępienie dla nas.

    • Ja też nie rozumiem tego wpisu ani niektórych komentarzy…O zgrozo ktoś pisze każdy ma prawo do szczęścia nawet rozwodnik mając na myśli kolejny związek. Czasem trudno nie domyślić się dlaczego niektóre intencje nie są wysłuchane jak Matka Boża ma działać wbrew nauce Kościoła… Też wisi nade mną groźba rozwodu, po raz drugi mąż opuścił mnie i dziecko, zdradzał i znowu nawiązał kontakt z kobietą z którą był wcześniej. Odmawiam juz drugą NP ale to co dostalam od Mateńki to łaskę przyjęcia tego co mnie spotyka bez upierania się przy swoim. Też nie zostałam wysłuchana chociaż na pewno Pan Bóg nie chce aby mój mąż cudzołożył ale ma swój plan dostalam wiele innych łask o które nie prosiłam np. szczęśliwy zabieg operacyjny dla dziecka i widzę że mąż jest rozdarty pomimo wszystko. Może kiedyś moc modlitwy przeważy to zło które go opanowało. Jednakże dziękuję i za to co dostałam. Chwała Panu!!!!

    • Oliwia a tam takie proszenie o grzech. Ja prosiłam by Bóg sprawił bym o kimś zapomniała i nic w tym kierunku nie zrobił. A ta osoba była przyczyną mojego zniewolenia i życia w grzechu. Już nie będę prosić Boga by go ode mnie zabrał. Będę grzeszyć tym czego Bóg mi nie odebrał. Skoro mnie nie wysłuchał widocznie można grzeszyć.

  8. jestem po rozwodzie prawie 10 lat nigdy juz sie z nikim nie zwiazalam mimomze jest trudno wytrwam bo to przyzekalam Bogu nawet odmowilam nowenne popejanska za meza denerwuja mnie ludzie ktorzy mowia rozwodnicy tez maja prawo do szczescia nowych partnerow i beszczelnie domagaia sie praw dla siebie w kosciele a po smierci oczekuja pogrzebu z ksiedzem obludnicy a zyja jak zwiezeta bez sakramentow na krzywdzie i lzach innych nie wolno modlc sie o milosc rozwodnikow nigdy do ciebie nie bedzie nalezcBog nie da da z siebie kpicmlode wolne dziewczyny sa puste wiaza sie z zonatymi lub rozwodnikami na jedno wychodz buduja domy na piasku bez Boga nie warto szczescia budowac na krzywdzie kieruja sie seksem nie miloscia ja jestem atrakcyina mloda i mimo rozwodu trwam w tym co 12 lat temu obiecalam Bogu sakramenty sw moja sila zaden facet nie jest w stanie dac mi to co wiara a wiara to laska Bog nie moze wyslucgiwac modlitw o milosc rozwodnika mozesz to miec ale to nie bedzie od Boga zlo jest zlem dobre drzewo nie rodzi zlychowocow i na odwrot radze poczytacBiblie jesli chodzi o wiare to albo sie wierzy i zachowuje przykazania albo nie i nie nagina wiary do swoich zachcianek najbardziej Jezus nie lubi letnich to jak sol ktora stracila smakJezus taka kaze wywalic bo bezuzyteczna iwona

    • NIgdy nie rozbiłam żadnego związku ani nie stanełam na drodze. Jak poznałam ukochanego – był wolnym człowiekiem, po przejsciach, bo żona odeszla, zdradziła, chciała rozwodu (w poprzednich postach pisałąm, że wg prawa katolickiego jego ślub nie powinien być ważny). Czytam te komentarze i są bardzo krzywdzące, generalizujące i chwilami pełne jadu. I to piszą wierzące osoby?
      Czyż Bog nie bedzie na koncu oceniał? A widzę tu, że ocena i wyrok zapadły… czas skonczyć z byciem na tym forum… zrozumienia tu nie uzyskam, wsparcia tez nie, wręcz dalsze zwątpienie w „dobroć i empatie” katolików. wiec skonczmy juz te dalsze komentarze. Życzę Wam by wasze modlitwy zostały wysluchane, niech chociaż Wam się uda.

  9. Czemu się dziwisz, Bożenko, że otrzymujesz rady w duchu nauczania Kościoła Katolickiego i Pisma Św.? Przecież to forum katolickie. Jeśli chcesz uspokoić sumienie, poszukaj rad u ateistów- tam Cię poprą i jeszcze udzielą rad, jak o czyjegoś męża walczyć… Tylko, że wpęzi Cię to w jeszcze większe tarapaty…

  10. Eliszce 32: moze późno Ci odpowiadam, ale mialam kilka dni przewy chorobowej. Ty nie bylaś, a ja byłam na spotkaniu z biskupem opolskim. Byłam też we wrześniu na Mszy o uzdrowienie z udziałem Ojca daniela. Biskup absolutnie nie uczynił nic przeciw w/w Ojcu! Miał bardzo ciekawy wyklad a potem prowadził dyskusje. To, że zwrócił uwage na to, że należy być czujnym, że wiele zlego może dotrzeć do nieprzygotowanych na to osób, to chyba tylko plus. Zły atakuje – moze to czynić na różny sposób, a że jest inteligentny może byc to niezauważalne w pierwszej fazie. W ogromnych zgromadzeniach (takie było wrześniowe) poza dobrem musiało być i zło na tym placu bo zło walczy. I tu była przestrogsa , pouczenie, które nazwalabym dobrą informacją, a nie coś godne potępienia. Biskup opolski nie musi zazdrościć Ojcu Danielowi,. nie wspólzawodniczy itp. A to co napisalaś w formie, to delikatnie samo w sobie nieładne. Nie byłaś, a komentarz ostry!

  11. Do Bozenki,
    Mam nadzieje, ze jeszcze tu zagladniesz na forum. Rozumiem twoja sytuacje. Jestes w pewnym wieku, kiedy uczucia odurzaja I Niestety zabieraja zdrowe myslenie.
    Tak bylo ze mna. 12 lat temu, ja 30 lat, zadbana, z dobra praca zylam jak paczek w masle. Sama, rozstalam sie z chlopakiem, o ktorego milosc modlilam sie strasznie zarliwie (dzieki Bogu odszedl I modlitwy nie pomogly hahaha). Przypadkowo poznalam b czarujacego pana (po rozwodzie), w ktorym zakochalam sie na zaboj. Nie pomogly grozby, prosby rodzicow, odrzucilam natchnienia Boze bo …przeciez on taki pokrzywdzony, nalezy mu sie druga szansa, taki super facet. Jak ona mogla go zdradzic. Zachodze w ciaze, biore slub cywilny, wyjezdzam za granice ( no bo przeciez juz 30 stuknela czas na wlasna rodzine , reszta sie ulozy). Staramy sie o nieuwaznienie jego malzenstwa. Przybywa nam jeszcze 2 dzieci I wychodzi szydlo z wora. Ten moj czarujacy rozwodnik bije, poniza, robi mi pranie mozgu. Po 6 latach zostawia, wyjezdza za granice, wraca na stare smieci, blizej swojej bylej zony I dzieci. Ja zostaje z 3 sama I tak do dzisiaj. Rany juz sie zagoily, rozum dawno wrocil, wiara tez. Teraz nie moge sie nadziwic, jak moglam byc tak naiwna. Jak moglam zostawic Jezusa dla czlowieka. Uniewaznienie slubu dostalismy, lezy w szufladzie, tylko ptaszek pofrunal. Dzis smieje sie z tego I wiem, jak Pan Bog wychowuje, czasami przyzwala na bledy abysmy spokornieli Itacy do Niego wrocili. Dzis Jezus jest mi mezem I ojcem. O cokolwiek poprosze dostaje. Zyje w czystosci (absolutnie wspaniale), przyjmuje Komunie I tego ucze dzieci lecz gdybym miala druga szanse to nie modlilabym sie o powrot osoby (o zgrozo takiej, ktora klamie I odeszla) ale o swiatlo Ducha Sw . Pan Bog jako dobry ojciec NIE da kamienia ale chleb. Po co sie spieszyc, 32 lata, jeszcze sie wszystko moze wydarzyc. Pozdrawiam wszystkich samotnych I po przejsciach.

    • Dziękuję Tobie Aniu za mocne „świadectwo”, niestety znaczna część kobiet jest naiwna w swoich uczuciach, potrafią wybielać swojego ukochanego i wierzą w coś co nigdy nie nastąpi czyli przemianę – bez Boga nie ma przemiany, chyba, że na gorsze.
      Bożenka też uważa, że wspólnicy są źli, a nie jej wybranek. Jedyne Maryja może ją uratować, a faktycznie 32 lata to dla Boga nie jest problem. „Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego” (Łk, 1, 37) Tylko ona na razie ufa rozumowi i zgubnym uczuciom, a nie Bogu.

  12. Ja wiem, że samotność boli, jest smutna, męcząca, ale lepsza chyba samotność niż życie w zakłamanym związku, z nieodpowiednim człowiekiem, z własnymi wyrzutami sumienia. Drażni mnie samo pisanie, że on wolny po przejściach, jaki wolny? wedle Boga i kościoła ma ślub, w kościele nie ma rozwodów. Owszem, jest unieważnienie małżeństwa, ale to muszą być dowody, silne argumenty, że osoba w momencie zawierania ślubu była niepoczytalna lub zataiła przed nami ważny fakt. Nie wierzę też w tłumaczenie tych facetów, że oni to nie chcieli, że nie kochali, że nie było „tego czego”. Moim zdaniem skoro meżczyzna zdecydował się oświadczyć tej kobiecie, skoro klęczał przed nią z pierścionkiem, skoro wędrował z nia przed ołtarz i publicznie przyrzekał miłość musiał do niej coś czuć i uczucie to musiało byc silne. Jak dla mnie mężczyzna jest z natury wygodny, nie robi niczego jak mu nie zależy, szkoda mu czasu i energii, jak mu na kobiecie nie zależy. A skoro juz doprowadził do slubu to musiało mu zależeć bardzo. Często się zdarza, że meżczyznie potem odbija i szuka nowych wrażeń, jednak gdzieś tam jest w sercu głęboko ta miłośc i wspomnienie do żony, czesto Ci mężczyzni potem chcą wrócić do żon. Poza tym, czy fakt, że nie możesz przyjmować sakramentów i żyć w stanie łaski uświęcającej nie przeraża Cię? Wiem, że ludziom młodym wydaje sie, że jeszcze całe życie przed nami, zdążymy sie poprawić, wyspowiadać, pogodzić z Bogiem…..a tu może nas spotkać niespodzianka. W wieku 24 lat miałam ciężki wypadek, nie byłam wtedy w stanie łaski uświęcającej, gdybym uderzyła głową 2 cm wyżej w maskę samochodu, juz byłabym w piekle. Straszne ale prawdziwe, zawsze trzeba byc gotowym, zawsze, bo Pan po nas przyjdzie wtedy gdy się najmniej spodziewamy. Na szczęście miałam w czasie wypadku różaniec w torebce, i to Maryi zawdzięczam swoja drugą szansę 🙂 na życie, na poprawę, na miłość do innych 🙂

    • Mnie szczerze mówiąc przerażają osoby mówiące o unieważnianiu ślubu kościelnego. Co prawda jest taka możliwość, ale moim zdaniem to są skrajne przypadki. A teraz z tego robi się po prostu biznes. Gdzieś czytałam, że gałąź prawa specjalizująca się w „rozwodach” kościelnych jest jedną z najszybciej rozwijających się i najbardziej opłacalnych. Ja szczerze mówiąc mam mieszane uczucia, bo moim zdaniem w większości przypadków, te „unieważnienia” są grubymi nićmi szyte.

      • Tak stanowczo za dużo się ich unieważnia u nas jeden ksiadz się bardzo w tym specjalizuje ponoć bierze 30 tys zł.za poprowadzenie sprawy pzed sądem biskupim

      • Dokładnie E, z tego co mnie uczyli na religii, to unieważnienie ślubu może zostać orzeczone tylko w przypadku, gdy ktoś zatai coś ważnego przed małżonkiem, albo okaże się, że ta osoba ma jakaś chorobę psychiczną, wtedy też miała i nie była świadoma i poczytalna w momencie zawierania ślubu. Podam przykład z mojej miejscowości- dziewczyna wzięła ślub z chłopakiem, okazało się że jego w ogóle nie pociągały kobiety, w ogóle nie miał potrzeb w tym zakresie i mijały tygodnie od ślubu a oni nie współżyli, na szczęście dziewczyna była dziewicą, przyniosła zaświadczenie od lekarza, małżeństwo nieskonsumowane=nieważne i do roku czasu nie była już jego żoną. Ale to był ważny powód- on zataił przed nią, że nie pociągają go kobiety, a biorąc slub zobowiązał się że stworzy rodzinę, w tym także dzieci. Słyszałam też, że unieważnienie małżeństwa można dostać gdy jedna ze stron kategorycznie nie chce mieć dzieci. Na religii mówiono mi, że taki proces unieważnienia może trwać nawet 5 lat, czasami 10 i 15. A teraz mam wrażenie że z byle głupota biegną i już szybko do roku czasu chcą unieważnienia. Większość pewnie jest przekłamana, ludzi można oszukać, nawet samego papieża, ale tylko trudno żyć potem z takimi wyrzutami sumienia, przed Najwyższym się kiedyś będzie trzeba i tak wytłumaczyć.

  13. Krystyno napisałam, co myślę, bo przeczytałam uzasadnienie decyzji biskupa odnośnie tego, dlaczego niby uznał, że nagle musi koniecznie „zbadać”, jak to powiedział, działanie wspólnoty, msze i inne dzieła powstałe wokół mimj. Tylko że nie ma tam zupełnie argumentów merytorycznych, w których by wyjaśnił konkretnie, co ma zamiar tutaj badać i w jaki sposób ma to zamiar czynić i czego dotyczą jego wątpliwości tak naprawdę. Jest to wszystko bardzo ogólne i nie wiadomo, o co w gruncie rzeczy biskupowi tak naprawdę chodzi. Intencje hierarchy są tutaj niejasne. Problem leży w tym, że nie potrafi właściwie uzasadnić swoich wątpliwości w sposób rzeczowy. Bo właściwie to z tego uzasadnienia nic nie wynika, a stwarza ono dość dziwne wrażenie. Prawie wszystkie te „wątpliwości” to są takie odczucia i wrażenia biskupa, a trzy z pięciu z nich dotyczą osoby o.Daniela.
    Pozwól, że po kolei się odniosę do punktów tego uzasadnienia i odpowiem na to argumentami. Po pierwsze, co tak „niepokoi” biskupa opolskiego, to nadmierne akcentowanie osoby o. Daniela i stwierdzenie, że uprawiany jest wokół niego jakiś kult jednostki. Samo sformułowanie kult jednostki budzi dosyć niemiłe skojarzenia.
    To nie jest żaden argument tylko niejasne wrażenie biskupa. Trudno w ogóle z czymś takim dyskutować. Widać, że to są osobiste odczucia biskupa, a odczucia jako takie nie podlegają dyskusji merytorycznej, bo nie są one faktami. To po pierwsze. Po drugie: kwestia tytułu, jakiego o. Daniel używa: ojciec czy ksiądz? Czy to nagle stało się aż takie istotne dla prowadzenie tych spotkań czy działania mimj, której biskup również nic merytorycznego nie zarzucił w tym uzasadnieniu, żeby na przykład działała ona niezgodnie z jakimś prawem o wspólnotach w KK, czy głosiła jakieś treści niezgodne z nauczaniem kościoła lub używała jakichś rytuałów niejasnego pochodzenia czy postępowała jakoś inaczej niż inne tego rodzaju wspólnoty legalnie działające w KK. Wspólnota mimj działa legalnie i ma pozwolenie biskupa Depo, który jest bezpośrednim przełożonym o. Daniela, a nie biskup opolski. Biskup Depo wie, jak działa, bo sam chyba to kontroluje. Gdyby było coś nie tak, to już dawno by zdecydował o jej delegalizacji i zakazał dzieł, które tam powstały wokół niej, jak miesięcznik charyzmatyczny „Ogień Jezusa” i do tego chce teraz przejść. Sam biskup opolski stwierdził, że treści które on zawiera, są poprawne i zgodne z nauczaniem kościoła, wiele miejsce poświęcają Matce Bożej, co uznał za bardzo pozytywny przejaw i rozwijają duchowo czytelników. Czyli właściwie to go pochwalił! Jedyne, co go „zaniepokoiło” , to to, że „nadmiernie”, wydaje mu się, akcentują osobę o. Daniela – więc ten zarzut nawiązuje do pierwszej, czyli tak naprawdę o nic konkretnie nie chodzi tylko o niejasne odczucia i wrażenia biskupa odnośnie osoby zakonnika. A czy to ze o. Daniel niejako stał się lubiany i kochany przez ludzi za swoją skromność i wrażliwość, pokorę i że tak wspaniale wykorzystuje dar z nieba, to źle? Sam zresztą zawsze poucza ludzi, że to nie on uzdrawia, tylko sam Bóg, a on w tym jedynie pośredniczy!
    Kwestia trzecia: niejasny tytuł święceń kapłańskich o. Daniela i charakter jego kapłańskiej działalności oraz posługi w odniesieniu do życia pustelniczego i tego, co robi wokół mimj. Nie chcę się tutaj wymądrzać, bo specjalistką od zagadnień kościelnych nie jestem, ale każdy ksiądz otrzymuje zgodę na tytuł świeceń od innego kapłana, podobnie jak student otrzymuję zgodę na napisanie na dany temat pracy magisterskiej od swojego promotora, na którego autorytecie się opiera jej prawo do zaistnienia w przestrzeni naukowej pośród innych prac. I co ma do tego jakiś inny profesor? W świecie nauki istnieje jakieś wzajemne zaufanie do siebie, więc chyba w kościele powinno wyglądać to podobnie. Bo zgodę na ten tytuł kapłański o. Daniel otrzymał od innego księdza, i tak dalej i tak dalej możemy się cofać aż do średniowiecza. Poza tym święcenia otrzymał z rak innego biskupa, który na taki tytuł musiał się przecież zgodzić, zanim mu tych święceń udzielił. Zatem nie rozumiem, dlaczego nagle biskup opolski chce badać, czy ten tytuł był właściwy, bo nie wiedzieć czemu nagle uznał, że pustelnik nie może na przykład wyjść do ludzi i pomagać im wzrastać w wierze choćby poprzez stworzenie wspólnoty charyzmatycznej i jej prowadzenie? Skąd takie założenie, ze coś się nie może zmienić nagle? Że może sam Bóg powołuje Go akurat bardziej do takiej posługi niż do tego, by prowadził życie pustelnika? Na przykład? Może w międzyczasie otrzymał inny charyzmat i zadanie do wykonania, które może Bogu jest bardziej przydatne, a może i jedno i drugie? Wszytko to razem wyda to lepsze owoce, czemu nie można na to tak spojrzeć? Dlaczego zakładamy, że Bóg nie może działać niestandardowo? Nie znamy wyroków Bożych.
    Kolejna sprawa: posługa uwalniania sprawowana przez wspólnotę, która się modli. Ponoć część wątpliwości już została wyjaśniona. A kwestii, że problemem jest manifestowanie się złego ducha podczas uwolnień w ogóle, które dokonują się za pośrednictwem tylko podkreślam o. Daniela, ale działa przecież żywy Bóg, totalnie nie rozumiem. Przecież jest to tylko zwykła oznaka zniewolenia bądź opętania osoby, która jest uwalniania i o. Daniel to zawsze podkreślał, ze to nie jest tak, ze jak zły duch wyjdzie z Basi to wejdzie w stojącą obok niej Irenę. Tak to chyba nie działa! Sama słyszałam, jak o. Daniel to sam ludziom tłumaczył po wielokroć na tych mszach, zwłaszcza, ze wielu jeździ tam już któryś raz. Ludzie mogą pleść różne dyrdymały, ale biskup takie elementarne rzeczy wie, ma chyba do czynienia z egzorcystami, posiada wiedzę teologiczną odnośnie złego ducha i egzorcyzmów. Hm. Na co uważać zatem? Przez tyle lat odprawiają się te msze a ludzie doznają podczas nich uzdrowień, uwolnień, nawróceń, są liczne świadectwa. Nie słyszano dotąd, aby komuś się coś działo złego po nich. Po prostu podejrzewam, że ktoś, kto był zniewolony, a był w fazie nawracania się, doświadczał dręczenia od złego ducha, co jest normalne i nie raz może trwać nawet latami. Zbudował sobie w ten sposób błędną logikę, że owe dręczenie spowodowały te msze. Nie, nie msze, tylko zło zaczęło się buntować, odkąd ten ktoś być może zaczął na nie regularnie jeździć. Potem może gdzieś naopowiadał jakichś głupot, zasiewając strach u innych nieobeznanych z tematem ludzi, szerząc niewiedzę i dezinformację. Być może dostało się to do biskupa jakimiś kanałami. A biskup opolski to kupił pod wrażeniem tego, co się działo w odnowie krapkowickiej zaraz i natychmiast nabrał uprzedzeń wobec mimj. Być może też nie jest jakimś fanem ruchu charyzmatycznego, bo to coś nowego, a wiadomo jak nowe, to pewnie od szatana już góry trzeba założyć. Być może sami ludzie nieświadomie namieszali, używając skrótów myślowych, ze o. Daniel ich uzdrowił, a mając na myśli Jezusa, który przez Niego działał. Sama słyszałam, jak ich sam wiele razy pouczał i prostował, by tak nie mówili, aby ktoś nie pomyślał, że tak jest i że sobie sam jakieś zasługi przypisuje. Ludziom można coś tłumaczyć do skutku a oni będą dalej powtarzać to samo, ale czy to wina o. Daniela i zaraz powód do tego, żeby wszczynać takie „badania”? Chyba tutaj rozstrzygająca kwestię powinna być opinia przełożonego. W końcu to przełożony kontroluje, co robi jego podwładny. A nie góra. Bliższa koszula ciału.
    Chciałabym się mylić. Może to, co biskup opolski w tej chwili robi, robi w dobrej wierze, ale szuka złego tam, gdzie go wcale nie ma. Bo skoro wspólnota i te nabożeństwa przynoszą dobre owoce, to czemu nie może być na przykład tak równie dobrze, że to szatan pragnie wokół nich namieszać, żeby zasiać wątpliwości, podejrzliwość i brak zaufania wobec tego, dzieła? Wiadomo, ze po owocach poznacie, ale skoro mimj działa już długo, a owoce tej działalności są wciąż dobre, to może należałoby się tylko dalej uważnie przyglądać jej, jak się rozwija i w jakim kierunki idzie, zamiast podsycać w ludziach niepewność właściwie nie wiadomo z jakich powodów. Tym bardziej, że sprawa jest na etapie snucia niejasnych przypuszczeń co do tego, co mogłoby tu być niepokojące, a w sumie niby to coś nadal nie oznacza nic. To, że w Krapkowicach zdarzył się taki przykry wypadek, to zaraz nie oznacza, że odtąd wszystkie wspólnoty charyzmatyczne powinny być na wszelki wypadek „na cenzurowanym”.
    Krystyno, przeczytaj sama to uzasadnienie, o którym mówię, ono jest na stronie „w obronie tradycji i wiary(…)” i uważanie przeanalizuj wszystkie jego punkty. Nie jest długie. Odpowiedziałam Ci merytorycznie, dlaczego w całej tej sprawie widzę po prostu tylko dziwne zamieszanie zamiast jakichś szczególnie ważnych czy merytorycznych kwestii.

    • Wg mnie biskup ma prawo i obowiązek badać i się przyglądać działaniom wspólnoty, bo biskupi są następcami apostołów. Biskup opolski jest szczególnie wyczulony, bo w jego diecezji odnowa charyzmatyczna przerodziła się w sektę i wykluczył ją z Kościoła. Były też w innych diecezjach przypadki odnowy, w których znaczna część przechodziła do odłamów protestanckich. Moja ciotka też swego czasu należała do odnowy, kilka lat temu zerwała kontakt z rodziną i Kościołem Katolickim. Nie są więc jakieś odosobnione przypadki. Otrzymując wielkie charyzmaty łatwo popaść w pychę i niestety to występuje w ruchach charyzmatycznych.
      Wiem, że o.Daniel jest pokorny, ciągle podkreśla potrzebę modlitwy za kapłanów i biskupów. Jeśli Bóg zechce wypróbować go w posłuszeństwie to należy się decyzji biskupa podporządkować i jestem pewny, że on to zrobi.
      Św. Faustyna pisała w Dzienniczku, że Jezusowi milsze jest posłuszeństwo przełożonym od umartwień.
      Jestem pewny, że cokolwiek wyniknie z „badania” przez biskupa spotkań wspólnoty mimj będzie to zgodne z Wolą Bożą, nawet jeśli na jakiś czas byłyby te spotkania zawieszone.
      p.s. byłem wczoraj na spotkaniu 🙂

      • Zgadzam się z tobą adamie. Dla mnie tutaj nie są problemem spotkania same w sobie, tylko ludzie, a raczej nasze słabości. Musimy być ciągle czujni i stale nad sobą pracować i przede wszystkim nie popadać w samouwielbienie. Kiedyś czytając dzienniczek Św. Faustyny dziwiłam się, jak ona mogła mieć wątpliwości i uważać siebie za grzesznicę, bo co ja mam powiedzieć o sobie. teraz jest dla mnie takim barometrem to, że im człowiek bardziej „święty”, tym za większego grzesznika się uważa i tym bardziej się uniża. Chyba coś w tym jest. Oczywiście to są moje ogólne przemyślenia, nie mam tutaj na myśli nikogo konkretnego 🙂

      • A ja myslę ze komuŚ zaczyna się juz niepodobać że te msze się odbywają i przynoszą skutki i próbuje namieszać żeby ludzie się zniechecili

        • dlatego tak ważna jest nasza modlitwa, a zwłaszcza różaniec. niedawno było święto Matki Bożej Różańcowej. Święto to zostało ustanowione na pamiątkę zwycięskiej bitwy pod Lepanto. Zatem do broni-Różańca 🙂

      • To słowa biskupa Ełckiego

        Przewielebni Księża Diecezji Ełckiej,
        Czcigodne Siostry Zakonne,
        Drodzy Alumni

        Na spotkaniu Biskupów Diecezjalnych w Częstochowie, Abp Wacław Depo zasygnalizował problem ze Wspólnotą Miłości i Miłosierdzia Jezusa działającą w Czatachowej, niedaleko Częstochowy. Jest to wspólnota charyzmatyczna rozwijająca w zbyt ekspresyjny sposób sferę uzdrowień i emocjonalnych poruszeń. Prowadzący wspólnotę o. Daniel Galus, jest wolny od kar kościelnych, jednakże Metropolita Częstochowski apeluje o ostrożność i odpowiedzialność w kontaktach ze wspólnotą i organizowaniem pielgrzymek.
        W związku z powyższym Biskup Ełcki, Bp Jerzy Mazur, nakazuje daleko posuniętą ostrożność i powściągliwość w propagowaniu tej wspólnoty w diecezji ełckiej. Duszpasterze są usilnie proszeni o nieorganizowanie i nieuczestniczenie w pielgrzymkach do Czatachowy.
        Wiernych należy zachęcać do korzystania z posług duszpasterskich i charyzmatycznych we własnych parafiach, gdzie funkcjonują wspólnoty modlitewne. Przy okazji proszę kapłanów o żywą obecność w grupach istniejących przy parafiach, o prowadzenie ich i troskę o poprawność teologiczną i duchową formacji, która się tam odbywa.

    • I wszystko jest jasne biskup Czaja wyszedł na nieudacznika. Są”dobre” owoce ale kosztem złych owoców o których tak głośno się nie mówi , bo trudno „walczyć” z wiatrakami. Biskup Czaja wie jakie zło za tymi dobrymi owocami stoi, tylko nie chciał pewnie głośno mówić, zdając sobie sprawę z problemu zasygnalizował to najdelikatniej jak tylko mógł.

  14. Nie czytalam jeszcze komentarza, ale na podstawie tego co napisalaś w punktach wiem o czym mowa. Przede wszystkim wlaśnie biskup częstochowski (gospodarz diecezji) nie wypowiedział sie jednoznacznie – odczytana byla przez naszego biskupa Caje Jego odpowieź na zapytanie biskupa opolskiego. A zadał pytania konkretne. Odpowiedź w stylu pozwolenie ma nie ode mnie (bo od poprzednika być może), przyglądam się, badam. nasz światły biskup, uczulił tylko na kilka spraw dla nas laików moze nie tak istotnych tu i teraz ale gdyby co w przyszłości różnie. (np.ks.Lemański). Przestrzegł przed furtkami pychy, zachłyśnięcia itp, które zły wykorzystuje. I to tyle. Nie zabronił swoim diecezjanom jeździć, nie straszył, ani też (przede wszystkim) nie występowal z pozycji – ja biskup, wszystko wiem, zakazuje, nakazuje itp. Wiele razy słyszało sie w Jego odpowiedzi słowo „nie wiem”. To świadczy!. A że zrobił takie spotkanie i w taki sposób je przeprowadził to tylko dobrze świadczy o Jego odpowiedzialności i szerokości spojrzenia na dzisiejszy lokalny kościół bez innych podtekstów. Suchy komunikat może swoją suchością budzic jakieś dodatkowe myśli, których w żywej rozmowie, po tym spotkaniu być nie powinno. Eliszko nie przeżywaj tego w ten sposób, ja tez będę tam jeździla i jednocześnie czekala i słuchala. A na marginesie już tylko czy ksiądz czy ojciec to ważne do określenia drogi, którą odbył. ja mam na imię Krystyna i nagle nie moge być Katarzną choc dzisiaj bardziej to miano mi się podoba! Z Panem Bogiem i ponieważ często czytam Twoje komentarze pozwolę sobie napisać że Cię bardzo lubię.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!