Aneta: idąc przez ciemną dolinę…

Witam, mam na imię Aneta i mam 25 lat. Od 6 lipca 2014 odmawiam codziennie Nowennę Pompejańską – niedawno minęło 3 m-ce odkąd zaczęłam. Chciałabym podzielić się z Wami swoją historią. Choć jest banalna jakich mało, to może ktoś z Was doda mi odrobiny otuchy, której tak bardzo mi w ostatnich tygodniach brakuje.
Moja historia to historia złamanego serca. Za kilka dni minie dokładnie rok odkąd poznałam wyjątkowego dla mnie człowieka, zaczęło się zwyczajnie od zauroczenia, ale bardzo szybko przerodziło się to w coś głębszego.Choć z początku miałam dużo wątpliwości, nie chciałam się z niczym spieszyć – zawsze byłam raczej zamkniętą osobą, obawiałam się głębszych relacji z innymi i tak naprawdę zawsze byłam sama. Każda osoba wobec której zaczynałam żywić jakieś uczucia bardzo szybko zrywała ze mną kontakt. Nie rozumiałam co jest ze mną nie tak? W końcu dosłownie straciłam nadzieję, że kiedykolwiek ktoś mnie pokocha. I wtedy Bóg mi zesłał M. To właśnie on mnie otworzył i pozwolił uwierzyć że coś jestem warta. Ciągle dawał mi to do zrozumienia, że jestem wyjątkowa, że z kimś takim zawsze chciał ułożyć sobie życie. Gdy nasza relacja zaczęła się pogłębiać Ja go prosiłam, aby pokochał najpierw mnie a potem moje ciało – powiedział że to nie będzie takie trudne, widziałam w jego oczach że mówi to szczerze.Nasz związek nie trwał długo, bo tylko kilka miesięcy, ale ta osoba stała się dla mnie całym światem. Oddałam mu wszystko co miałam – serce, duszę…a nawet ciało. Był moim pierwszym mężczyzną i marzyłam,że będzie ostatnim. Wiem, że pewnie za chwilę wielu z Was bardzo surowo mnie za to skrytykuje i potępi, jestem tego świadoma, ale proszę zanim to nastąpi pozwólcie mi dokończyć.
M. zostawił mnie dwa tygodnie później…rozmawialiśmy wiele godzin na ten temat, płakałam, błagałam, żebyśmy spróbowali jeszcze raz, on płakał razem ze mną widząc moje łzy, ale powiedział, że nie może mnie pokochać, próbował, chciał tego, ale mu się nie udało, choć zapewniał mnie, że zawsze chciał być z kimś takim jak ja. Świat mi się zawalił, bo jedyne co miałam w głowie to to, że w jednej chwili zostałam z niczym, że oddałam mu wszystko co mogło stanowić moją wartość, choć nigdy nie miałam zbyt dużo wiary w siebie… Mówiąc wprost czułam się zeszmacona, odrzucona i zdeptana. Byłam rozdarta, bo wiedziałam, że zrobiłam coś złego, że los mnie ukarał, a z drugiej str próbowałam sobie tłumaczyć, że przecież to nie był przypadkowy chłopak, że ja go kocham. Wpadłam w depresję, nikt nie umiał mi pomóc. Bez przerwy płakałam, pisałam do niego, prosiłam, błagałam o jeszcze jedną szansę – bez skutku. Z każdym dniem czułam coraz większe obrzydzenie do siebie. Pojawiły się myśli samobójcze. Babcia podsunęła nowennę do św. Judy Tadeusza a potem do św. Rity – odmówiłam kilka razy w intencji powrotu M. – bez skutku. W końcu poszłam do spowiedzi – we łzach wyznałam swój grzech nieczystości, ksiądz zadał mi pokutę, abym odmówiła jedna z części różańca. Nigdy wcześniej tego nie robiłam, nawet nie umiałam go odmawiać. Po spowiedzi nie czułam ulgi, czułam że Bóg mnie potępia, że mnie nienawidzi, że nigdy mi nie wybaczy. Zaczęłam szukać ratunku w Internecie i trafiłam na tą stronę. Jeszcze tego samego dnia zaczęłam odmawiać Nowennę Pompejańską – pierwszą w intencji powrotu M, aby Maryja zasiała w jego sercu ziarnko dzięki, któremu odwzajemni moje uczucie. Pod koniec nowenny zaczęłam drugą, w intencji tego aby mój ukochany uporał się ze swoimi bolesnymi doświadczeniami z przeszłości i aby mógł otworzyć serduszko i pokochać kogoś z wzajemnością (kiedyś i jego zostawiła osoba, którą bardzo pokochał i ciągle mówił, że nie umie się z tym uporać, pomimo upływu lat). Po zakończeniu pierwszej nowenny od razu zaczęłam trzecią – miałam w głowie dwie intencje ale coś kazało mi się modlić o nawrócenie M, aby miłość Boża pomogła mu znaleźć szczęśliwą miłość na ziemi. Wiem, że to może wyglądać na moją niekonsekwencję bo chciałabym aby M. wrócił do mnie a mimo to modle się aby znalazł odwzajemnioną miłość, ale ja po prostu wierzę, że tą którą wybierze będę ja, bardzo o tym marzę. Z drugiej strony nie chcę aby cierpiał w życiu, pragnę jego szczęścia najbardziej na świecie i zrobiłabym wszystko by mu je dać, choć pewnie gdybym zobaczyła go na ulicy z inną to serce by mi pękło. Mimo to trwam w tej intencji. Ostatnią moją intencją jest to aby Maryja zesłała nam laską czystej miłości między mną a M. Bardzo mi zależy na tej intencji.
Moja opowieść może wydawać się chaotyczna, ale piszę ją bo doszłam do momentu, w którym już nie wiem co mam dalej robić, gdyż żadna z moich próśb nie jest nawet w najmniejszym stopniu spełniona. Często czytam Wasze świadectwa, w których piszecie jak szybko Mateńka zesłała Wam łaski, o które prosicie często jeszcze w trakcie Nowenny Pompejańskiej. W moim przypadku nic się nie dzieje. Ciągle się zastanawiam, co robię źle? Doświadczyłam wszystkiego o czym pisaliście – lęki, koszmary, przepłakane dziesiątki, niepowodzenia w pracy, choroba kogoś bliskiego, wątpliwości, straciłam kontakt ze wszystkimi znajomymi, przyjaciółmi….wszystko. Moja depresja się pogłębia, wracają myśli samobójcze, mam poczucie że nic nie znaczę dla tego świata, że jestem tylko ciężarem dla otoczenia, że Bóg mi nigdy nie wybaczy moich grzechów. Postanowiłam nawet że przestanę pić alkohol, miałam problem z nieumiarkowanym jedzeniem chipsów więc też postanowiłam że odrzucę ten nałóg, borykam się z problemem masturbacji, usilnie z tym walczę i zdarza się to coraz rzadziej – to wszystko na poczet moich intencji. A mimo to nic się nie wydarzyło co dodałoby mi choć odrobinę nadziei. Moja miłość do M. nie mija, a w ostatnich tygodniach czuję się tak jakbyśmy się rozstali wczoraj, jakby ktoś na nowo wbił mi nóż w serce. Moje cierpienie mnie przerosło, do tego stopnia że ciągle tylko błagam Boga o wybaczenie mi moich grzechów, a im dłużej się modlę tym bardziej rozumiem jak złym człowiekiem byłam/jestem. Nie umiem sobie z tym poradzić. Ciągle tylko płaczę i modlę się o litość Boga, proszę Jezusa Miłosiernego o zmiłowanie… z mojego grzechu nieczystości, choć się nie powtórzył to 3 razy się spowiadałam, bo nie czułam wybaczenia, a za trzecim razem ksiądz w konfesjonale wprost powiedział mi że zrobiłam z siebie szmatę. W jednej chwili zrobiło mi się ciemno przed oczami. Nawet nie pamiętam czy dostałam rozgrzeszenie, ale chyba tak bo dostałam pokutę. Od tamtej chwile żyję jak w letargu. Mam wrażenie, że mój czas odmierzany jest paciorkami różańca, że nie ma już w tym życiu dla mnie innej siły która kazałaby mi je kontynuować…23 listopada wypada ostatni dzień mojej 4 intencji – dokładnie 8 m-cy po rozstaniu z M. – czy to znak?

110 myśli na temat „Aneta: idąc przez ciemną dolinę…

  1. Zrobiłam wszystko o czym pisaliście.
    Modlitwa o rozwiązanie węzłów. Psycholog – zaraz po rozstaniu – nie pomogł.
    Kupiłam książki o depresji. Czytam Pismo Św. Czytam Dzienniczek s. Faustyny. NIC ale to nic nie pomogło.
    Powiedziałam Maryji: „Przez Twoje ręcę oddaję tą miłość Jezusowi, Jeśli to możliwe – uratuj ją”
    Od tamtej chwili jestem przerażona – to nie jest lęk, tylko paniczny strach, przed każdym dniem, każdą nocą, bez przerwy.
    Po ludzku już od dawna nic nie robię. Tylko się modlę i czekam. Ale z każdym dniem czuję coraz większy ciężar na sobie. Ja wierzę w miłość Bożą, ciąglę sobie to powtarzam. Ale jej nie czuję. Wszystko mówię Bogu – wszystko – wołam do Niego, żeby mnie nie zostawiał, żeby ratował, żeby powiedział co mam robić. Zwijam się w rozpaczy i tylko do Niego wołam, bo ludzkich przyjaciół nie mam. Ale czuję się przez Niego opuszczona, przez Jezusa i Maryję również.
    Mija 8mcy od rozstania – uczucie trwa, z woli Bożej? M. nie wraca – też z woli Bożej? więc mam żyć w zawieszeniu? Bóg nie chce abym cierpiała, ale też nie odda mi M.? Po co to wszystko?? Ja nierozumiem Tej woli Bożej.Bóg nie dał mi aż tylko siły abym to przetrwała. Choć się staram, może na to nie wygląda ale się staram ile mogę, próbuję powtarzać sobie, że będzie dobrze, że trzeba cierpliwośći, że się ułoży, ale ja już zwyczajnie nie mam siły. Czas nie leczy ran.

    • piszesz: „Od tamtej chwili jestem przerażona – to nie jest lęk, tylko paniczny strach, przed każdym dniem, każdą nocą, bez przerwy.” Strach i lęk to działanie szatana. Proponuję iść do mądrego księdza i prosić nawet przy zwykłej spowiedzi o modlitwę o uwolnienie. Polecam też:posłuchać Jak uspokoić swoje burze – o. Augustyn Pelanowski poszukaj na youtube.
      Nie poddawaj, pomimo, że czujesz zniechęcenie, niekiedy na uwolnienie trzeba długo czekać, ja czekałem prawie rok. Trzeba też pamiętać, że gdy oddalimy się od Boga, zniewolenie może wrócić. Powodzenia!

    • Aneto, rozumiem to… Miałam podobne doświadczenie i z żadnym człowiekiem sie nim nie podzieliłam. Tzw. ból i rozpacz trwały dwa lata (deprecha). I jak mówisz było to jaby życie w zawieszeniu – niemoc, ponieważ nie chciałam tak naprawdę w głębi serca zrezygnować z tego mężczyzny (oddać tę osobę Bogu i być wolną). Niby życie w zawieszeniu ale Bóg pomału przemieniał moje życie. Moja dusza uwrażliwiła się na to co święte. Do Nieba trzeba kołatać nieustannie – dzień w dzień. Byłam na spowiedzi praktycznie z całego zycia – akurat trafiłam za Paulina w konfesjonale i po niej oraz następnej spowiedzi juz u innego ks. doznałam przepieknych fizycznych i duchowych odczuwalnych łask. Ale nie jest tak, że po każdej je czujemy (niemniej jednak nie zapomne tego do końca zycia i chyba na całe życie mi wystarczą – choć modliłam się też długi czas o większą miłość do Trójcy Świętej modlitwą do Najświętszej Głowy Pana Jezusa). Rzetelnie nazywa się to spowiedź furtkowa i lepiej umawiać się indywidualnie na dłuższy czas ze spowiednikiem. Ja wybrałam Jasną Gorę na miejsce mojej przemiany. Oczywiście zły chciał abym wracała i rozpamietywała przeszłość, dlatego nieustannie trzeba pracować nad swoja duszą. Grzechy są odpuszczone i nasz Pan ich nie pamięta 🙂 Moją lekturą był też dzienniczek św. Faustyny ale później, ponieważ był dla mnie za trudny i jako pierwsze czytałam św. Katarzyne Emmerich, która miała wizje od stworzenia świata aż po w Wniebowstąpienie Matki Bożej, następnie Mistyczne Miasto Boże św. Marii z Agredy – tam są do wizji dodane nauki Matki Bożej. Modliłam się Koronką do Miłosierdzia Bożego i pewnie jeszcze by tu powymieniać można było sporo… Duch Świety i Matka Boża podsuneli mi dość wiele. Miałam też w domu okultystyczne ksiązki i przedmioty – wszystko pokropione wodą święconą i spalone zostało. Moja świadomość w tej materii zagrożeń duchowych bardzo wzrosła i tu pomocny mi był internet. Przez chorobę mojej mamy jeździłam też na msze o uzdrowienie, gdzie kapłan przecinał więzy z przeszłości. Nie poddawaj się i szukaj Boga. Masz moje wsparcie modlitewne. Z Panem Bogiem.

  2. Wwidocznie nie każdy zasłużył na ukojenie. Ja odkąd się modlę jestem coraz słabsza, Myślałam, że modlitwy sprowadzą mnie na właściwą drogę, że pozwolą się odnaleźć w tym wszystkim, miałam ogromną nadzieję i wiarę że tak będzie, ale tak się nie dzieje. Już nie wiem co ma sens a co nie. ja nie mam już siły walczyć, nie mam już siły żyć. Straciłam nadzieję.

    • Jaka jest Twoja wiara skoro wątpisz ? Strach imyśli samobójcze to dzieło szatana . Nie ufasz Bogu tylko wymuszasz. Modlitwa to nie automat z cola. Nie Twoja wola ma się stać lecz Pana. Więcej wiary , więcej pokory, zaufaj na 100% zrób tak jak Abraham w przypowieści a będzie dobrze

  3. nie wahaj się prosić o modlitwę np. zakonów klauzurowych. Są też kapłani z pogotowia modlitewnego. Ja jeszcze w trudnych sytuacjach pisałam np. do O. Witko czy Ks. Michała Olszewskiego( egzorcysta). Nakreśliłam co mnie nęka ( np. lęk, stany depresji, nieumiejętność przebaczenia ) i prosiłam o modlitwę. Odczuwałam siłę ich modlitwy. Anetko, jeszcze będziesz uśmiechnięta i szczęśliwa 😉 Tylko oddaj wszystko Jezusowi.

  4. tylko co ja mogę oddać Jezusowi, skoro już wszystko straciłam z własnej winy?On zasługuje na wielkie dary, a ja nie mam nic godnego
    jestem marnym człowiekiem, zbrukanym, brzydzę się sobą…czuję że do końca życia będę dźwigać to brzemie…do końca życia będę pokutować za swój bład

    • Anetko nie poddawaj się!O to właśnie chodzi rozumiesz?wszyscy Ci tu piszą że morze jest niebieskie a Ty je teraz widzisz czarne To zły tak Ci zamazał obraz że widzisz inaczej to jego sprawka Poproś o modlitwę sióstr klauzurowych ich modlitwy mają moc!Jeszcze minęło za mało czasu zobaczysz będzie lepiej to wszystko się zmieni tylko musi minąć więcej czasu i znowu zobaczysz że morze ma kolor niebieski:)Jesteś wspaniałym i cudownym człowiekiem uwierz w to że Bóg już dawno Ci wybaczył Zobaczysz jeszcze będziesz miała wspaniałe życie tylko ZAUFAJ!

    • właśnie to swoje nic możesz oddać Jezusowi. O. Pelanowski powiedział kiedyś : tylko pustka może przyjąć pełnię. Jesteś pustką ? Zagospodaruj tę pustkę Bogiem.
      Jeśli oddałaś swój grzech na spowiedzi, to Jezus obmył to swoją drogocenną krwią. To utonęło w morzu Jego Miłosierdzia. Daje Ci nowe życie, nową szansę. Chce Ci założyć nową szatę, jak synowi marnotrawnemu. Pamiętasz tę przypowieść. Czy padło tam słowo wymówki, oskarżenia? Nie, stęskniony Bóg wybiegł Mu na spotkanie. Możesz zacząć wszystko od nowa. Jezus jadł z celnikami, nie potępił kobiety cudzołożnej. Nie odsunął się ze wstrętem. Myślisz, że Ciebie kocha mniej?
      Oddaj Mu wszystko- ułóż jakąś swoją modlitwę, w której oddasz Mu swoje życie i powiesz, już nie Ja, lecz Ty. Proś , by Cię podniósł, wziął na ręce, bo Ty już nie masz siły.Proś, by Cię niósł. Proś o cuda. I wielb Go – bo nawet jeśli tego nie czujesz, On usłyszał Twoją modlitwę i biegnie Ci na spotkanie.

      • proszę, błagam, krzyczę: ratuj bo nie mam siły! ratuj moją duszę, ratuj moje serce! od pół roku błagam o ratunek. Moją miłość do M. oddałam Jemu przez ręce Maryji, powiedziałam: Tobię ją oddaje, bo ja już nie mam siły jej udźwignąć, jeśli możesz, jęsli taka Twoja wola to uratuj ją, nie pozwól zginąć. Codziennie do Niego wołam: wybacz mi, wybacz moje grzechy, wybacz każde słowo, gest i czyn którym Ciebie i innych ubiczowałam…codziennie płaczę, bo czuję że Go obrażam swoją „modlitwą”…odmawiam NP, ale wcale już nie umiem się skupić na wypowiadanych słowach, tylko ciągle na zmianę proszę Go o pomoc i przepraszam…codziennie przepraszam, że w pełni nie umiem Mu zaufać, że jestem taka słaba, że nie umiem kochać ludzi, że zmarnowałam swoje życie.
        Ciągle popadam w rozpacz, a potem mam jeszcze większe wyrzuty sumienia, że się tak nad sobą użalam, że nie umiem się z tego podnieść, że On chce siły i wiary a ja tego nie potrafię, że ludzie mają gorzej, a ja nie umiem posklejać swojego serca, że nie umiem być Mu wdzięczna, że już nie umiem się cieszyć życiem, które sam mi dał.

    • Aneta, to NIEPRAWDA, co piszesz!!!
      Po 1 – Jak to: nie masz nic godnego dla Jezusa?! Ty jesteś godna! TY.
      Ty Jemu wystarczysz. Ze wszystkimi swoimi bagażami, nawet tymi strasznymi.
      Ślicznie to ujęła Lulu, może wydrukuj to sobie i powieś na ścianie :).
      TY jesteś godna, więc jeśli chcesz dać coś Jezusowi, to pozwól Mu się w sobie rozlać. Effata, otwórz się 🙂
      Po 2 – nie jesteś największym grzesznikiem świata, Jezus NA PEWNO tak Ciebie nie postrzega. Dlaczego więc Ty sama tak siebie postrzegasz? Wątpisz w Jego mądrość i wiedzę? Wątpisz, że ktoś mógłby tak Cię pokochać aż po krzyż? No widzisz, a On mógł. I tak właśnie Cię kocha.
      Bez-gra-nicz-nie. Granicą nie jest dla Niego Twój grzech.

      Więc proszę Cię, i Ty Jezusowi nie stawiaj granic 🙂

      Po 3 – wiem, że to brzmi banalnie, ale też taka jest prawda – to wszystko minie. Naprawdę. Daj czas czasowi, jak to się mówi u nas w Al-Anonie 🙂

      Kto ci to pisze? Kobieta, która w dzieciństwie była odtrącona przez rodziców, po kilkunastu próbach samobójczych w czasie nastoletnim, z niepełnosprawnym od urodzenia młodszym bratem, również odtrąconym przez rodziców (który niedawno odszedł do domu Ojca).
      Kobieta bez pamięci zakochana jako nastolatka (tak bardzo, że razem ze swoim M. złożyli sobie przysięgę ślubną i oddali się sobie – tak tak, tu miejsce na potępienie i nagany innych użytkowników). Kobieta, której pewien ksiądz powiedział, iż jej grzech nieczystości jest przyczyną kalectwa brata (!!!) – (co z tego, że brat pojawił się na świecie przed tym grzechem?) :/.
      I kilka jeszcze innych, trudnych rzeczy mająca na swoim życiowym koncie. Słyszę w Twoim wołaniu siebie sprzed laty i dlatego błagam Cię, wytrzymaj, bądź cierpliwa i choć trochę zaufaj Jezusowi.

      Aneta – Bardzo Cię proszę, daj sobie szansę na relację z Panem Bogiem. On już działa.

      • gdybym tylko miała siłę na to wszystko… walczę z tym od 8mcy…nie daję już rady…to poczucie winy, odrzucenie, potępienie bez przerwy wraca…znowu pół nocy przepłakałam nad swoją marnością…tak strasznie siebie nienawidzę….już nawet nie czuję się choćby odrobinę godna aby prosić Jezusa o przebaczenie. To wszystko nie mija. Jeśli to jakaś próba to ja ją przegrywam.

        • aneta takie rzeczy się leczy lekami i/lub terapią, wiem że ci tu napiszą że Jezus jest najlepszym lekarzem, ale gdyby tylko Jezus w każdym przypadku wystarczył do uzdrowienia to by medycyna i lekarze w ogóle nie byli potrzebni

  5. aneto, nie czytalam wszystkich komentarzy, ale powiem tak… przerabialam to i przerabiam to wciaz, tylko modle sie mniej, zanim oddalam wszystko Jezusowi to troche minelo, a wlasciwie On sam mi to zabieral, powoli dzien po dniu, ja podejmujac NP wyrazilam tylko chec woli. Nie daj sobie wmowic, ze bedziesz pokutowac do konca zycia, te mysli pochodza od zlego. Mi jeszcze lepsze rzeczy wmawial. Idz do ksiedza i popros o modlitwe o uwolnienie. Ja sie o powrot bylego nie modlilam, ale wiem ze Bog mu blogoslawi:) wiec codziennie prosze o blogoslawienstwo dla niego. Bog Ci wybaczyl. Wiem ze zaraz zostanie zlinczowana, ale nie obchodzi mnie to:) Bog mi wybaczyl! Moj zwiazek nie byl czysty, zreszta moje zycie moja sprawa. Polecam przeczytaj Psalm 32, a jak masz ochote pogadac daria.np@wp.pl

  6. Czy mogę prosić administratora strony o usunięcie mojego listu?Bardzo proszę 🙁
    Przepraszam za zamieszanie i zamęt jaki wywołałam…mój list nie pasuje do tej strony, nie potrzebnie go wysłałam…przepraszam za wszystko, bardzo przepraszam.

    • Anetko, weź się w garść i nie dawaj się złu. Nikt Cię nie potępia i Ty sama tego nie rób. Jesteś kochanym dzieckiem Pana Boga, a te wszystkie podszepty od złego pochodzą. Błogosławionego dnia.

  7. Jeszcze raz bardzo proszę… administratora strony o usunięcie mojego listu, proszę 🙁

    przepraszam wszystkich, dziękuję, że próbowaliście mi pomóc….na pewno Bóg Was za to obdarzy łaskami…dziękuję i bardzo…bardzo Was przepraszam, że nie potrafię być tak silna jak Wy…

  8. Aneto kazdy upada i kazdy jest sam z siebie slaby, umacnia nas Bog, ktory nas kocha bezgranicznie z naszymi grzechami z naszymi wadami i niedoskonalosciami. Bog Ci juz wszystko przebaczyl. On kocha Cie taka jaka jestes, taka Cie chcial, nie inna, taka Cie zaplanowal. Jezus umarl za Ciebie na krzyzu z milosci! Czy matka lub ojciec odrzuca dziecko tylko dlatego, ze narozrabialo? Nie! A Bog kocha nas bardziej niz nasi rodzice

  9. Sama byłam w podobnej sytuacji jak Aneta, zniewolona jakimś dziwnym uczuciem do mężczyzny, który nie był tego wart. Pomogły modlitwy o uwolnienie, uzdrowienie, i sama moja wola, że nie chcę tak żyć. Obiecuje modlitwę. Pozdrawiam Ciebie

  10. Ten facet nie jest wart ciebie. Zapomnij o nim. To drań, perfidny drań. Wykorzystał twoja milośc , uczucia….. Penie wykorzystał niejedną dziewczynę.jesteś młodziutka. Spotkasz tego właściwego, tego , który cie pokocha. ja mam 45 lat i też jestem sama, tez byłam niesczęśliwie zakochana w kimś, w kim nie powinnam. I cały czas sie modlę. I wierzę, ze jescze spotkam tego kogoś.

  11. Ja już straciłam nadzieję. Minął rok, uczucia się nie zmieniły. Nienawidzę siebie i nigdy sobie nie wybaczę tego co zrobiłam. Zeszmaciłam się i do końca życia będę żyła z tym piętnem. W każdej moditwie Bóg mi uświadamia ogrom mojej winy prawie każda jest przepłakana. Już się pogodziłam z tym, że na nic dobrego nie zasługuję. Nie ktoś taki jak ja, nic nie jestem warta, nawet nie jestem godna prosić Boga o litość, choć codziennie proszę o ratunek, ale widocznie nie wystarczająco jeszcze odpokutowałam swoją winę, może nigdy nie odpokutuję.

    • Bóg już dawno Ci wybaczył Aneto, Ty też powinnaś…
      Zawierz się z ufnością Bogu i Maryi. Pozwól im działać w swoim życiu, ale nie w sposób jaki sama oczekujesz, ale w taki jaki jest dla Ciebie najlepszy. Tylko modlitwa z poddaniem się woli Bożej ma moc czynienia cudów…

        • Droga Aneto, to „NIE umiem” jest wytworem Twojej głowy i woli. Pisałam o tym już gdzie indziej: najłatwiej powiedzieć „nie umiem”, trudniej „spróbuję”, a najtrudniej „dam radę!” Nie idź na łatwiznę, coś, co nic nie kosztuje, nie jest zwykle nic warte. Dostałaś piękny dar życia, zaiwestuj w niego swoje siły. Nie tup nogami jak krnąbrne dziecko, lecz stań się ukochanym Dzieckiem Światła – takim widzi Cię Bóg – wczoraj, dziś i jutro. Daj Panu Bogu jeszcze jedną szansę: odmów NP za samą siebie! Proś o uzdrowienie poranionej duszy i o wskazanie drogi. Zaufaj i daj się prowadzić, a jestem pewna, że nasz dobry Ojciec pobłogosławi Ci w sposób, o jakim Ci się nie śniło!

  12. Polecam modlitwę o uzdrowienie i zerwanie „negatywnych więzów duszy”. Wiele na ten temat mówi egzorcysta Piotr Glas (na yootube jest wiele jego wykładów np. demony seksu, duchowe zerwanie z przeszłością.) Niestety grzech otwiera nas na działanie demonów. Seks pozamałżeński może być furtką dla demonów drugiej osoby Ksiądz Piotr mówi o demonach uzależnienia od drugiej osoby. Gorąco polecam jego wykłady. Jestem przekonana, że to będzie przełom w Twoim życiu.

    • to „nie umiem” to nie kaprys krnąbrnego dziecka. Nie mówiłabym tak gdybym ani razu nie próbowała. PRÓBOWAŁAM. Od 1,5 roku nic innego nie robię. Sugerowanych kazań słuchałam – tego i innych duszpasterzy, znalazłam stalego spowiednika (a raczej on mnie znalazł), od kilku miesięcy spowiadałam sie prawie co tydzień, przychodziłam do niego na rozmowy, wielokrotnie odmawiał nade mną modlitwy wstawiennicze, modlitwę o uwolnienie, odmawiałam nowenny do MT rozwiązującej węzły, 30-dniowe nabozeństwa do św. Józefa… Próbowałam.

      • Aneta, napisałaś tu wcześniej „W każdej moditwie Bóg mi uświadamia ogrom mojej winy prawie każda jest przepłakana”. To nie Bóg! Bóg jest miłosiernym Ojcem, On daje przebaczenie, odpuszczenie grzechów i pokój wewnętrzny. Są większe winy na tym świecie niż ta Twoja, musisz mieć chyba tego swiadomość. Dlatego przypuszczam, że to zły szarpie Cię nieustającymi wyrzutami sumienia. Najlepszym lekarstwem na jego ataki są egzorcyzmy i jak najczęstsza komunia święta. Życie człowieka wierzącego określa modlitwa i czyn. Uczyń coś dla siebie! Pomódl się egzorczyzmami lub skonsultuj egzorcystę i korzystaj jak najczęściej z komunii świetej. Jak często chodzisz do komunii świetej? Postaraj się jak najczęściej, a na pewno zobaczysz efekty. Walcz ze złem, nie dawaj mu satysfakcji i przestań się kręcić w tym błędnym kole przeszłości, nie pozwól na zniszczenie samej siebie. Bóg ma dla Ciebie jeszcze wiele dobrych rzeczy w życiu, na które powinnaś świadomie się otwierać. Daj Mu szansę!

A Ty co o tym myślisz? Napisz!