Ufający Panu: miłość, praca

W marcu 2013 roku zacząłem odmawiac Nowennę Pompejańską w intecjji poznania ukochanej i kochającej dziewczyny. Po jej ukończeniu odmówiłem kolejną w intencji znalezienia pracy. Druga nowenna została wysłuchana w krótkim czasie (około miesiaca). Chciałlbym zaznaczyć, ze było to killka lub kilkanaście dni po odmówieniu nowenny o pracę do Josemaria Escriva.
Jednak dłużej chciałbym opowiedzieć o pierwszej intencji, o znalezieniu prawdziwej milości, co było i jest dla mnie priorytetm.Pamiętam, jak w roku 2006 zakończył się mój związek, miałem wtedy żal do Pana Boga, prosiłem go wtedy, bym już nigdy nie zakochał się nieszczęśliwie. Tak mijały lata, mniejsze lub większe zauroczenia, nic szczególnego.
A kiedy na początku ubiegłego roku usłyszałem o n.p. , pomyślałem, że jest to modlitwa dla mnie. Do modlitwy podszedłem z głęboką wiarą, ufnoscią i nadzieją. Zresztą o miłość modliłem się od wielu lat.
Po odmówienu nowenny minął tydzień, miesiac, rok, ja czekałem. Zakochanie przyszło, zakochałem się w mężatce, beznadziejna sytuacja. Tu przecież nie ma miejsca na milość i nie będzie. Tyle lat modlitwy, nowenna nie do odparcia i ten smutek w sercu. Najbardziej boli to, że nie prosiłem w intencji uczucia do konkretnej osoby, prosiłem tylko i aż o miłość. Jak to wszystko zrozumieć?
Nie chcę, pisząc to, zniechęcać Was do nowenny.Módlcie się i ufajcie, wsomnijcie w modlitwie też mnie, bo i ja ufam:)
Szczęść Boże.

286 myśli na temat „Ufający Panu: miłość, praca

  1. No właśnie o to mam Alu żal do Boga, że to wszystko zaczęło się po mojej nowennie, odmówionej z tak wielką ufnością, nigdy bym nie pomyślał, że odmówię te cztery części różanca przez kilkadziesiąt dni, że wytrwam. Widocznie bardzo zależało mi na intencji. Napiszę szczerze, że wcześniej,jeśli jakaś kobieta miała męża, to nawet o niej niej nie pomylałbym w taki sposób, nigdy nie chcałem być nawet z panną z dzieckiem, bo było to dla mnie nie do wobrażenia. A tu rzeczywiście, spotykam kobietę, która średnio mi się podoba, średnio podoba mi się jej charakter, ale czuję ten rodzaj połaczenia, który sprawia ,że czuję jakbym znał ją od lat, a nie od kilku miesięcy. I jak to wszystko pojąć?jak ogarnąć tym naszym ograniczonym rozumowaniem? Wiem jedno, że nawet jeśli z nią nie będę ( raczej tak będzie), to ślad po Niej w moim sercu pozostnie już na zawsze. Dlaczego Bóg nie pomógł mi poznać jej te kilka lat wcześniej, dlaczego w ogóle pozwolil mi ją poznać, skoro wiedział, co się stanie.
    rzeczywiście trochę tak, jak w dziwnym żarcie. Modliłem się o miłośc i miłość otrzymałem- okraszoną tęsknotą, bezradnością, cierpieniem i żalem……no i trochę nadzieją……….

    • Ufający, to Ty wybierasz nie Bóg. Nawet jak pojawiają się na Twojej drodze rożne sytuacje/zdarzenia to Ty stajesz przed wyborem która drogą chcesz pójść. I ponosisz za to odpowiedzialność. Gdy widzę co się dzieje z moim mężem jak się zachowuje, jak rozmawia, jak kłamie to tak zgodzę się z Gosia to jest działanie szatana. Ja w tym trwam bo kocham męża i kocham przede wszystkim Boga. Mogę się tylko modlić za niego, a im więcej modlitw tym gorsze zachowanie. Mam się poddać?(dla wielu przyjaciół jestem po prostu nienormalna, kto czeka na zdradzającego męża. Bierz rozwód i wiej) Nie umiem tego nawet tłumaczyć, trzyma mnie Bóg. Nigdy do końca nie będziesz wiedział co działo się między tych dwojgiem i co czuje druga strona. Jak mądrze napisał Łukasz „nie ma nic Bożego do w uczuciach do kogoś w związku małżeńskim”………jakże może być, sam Bóg pobłogosławił ten związek…..

    • do @Ufający Panu. Już raz napisałem, że to uczucie, które się u Ciebie pojawiło to jest POKUSA, a że przyjemna, to niby jaka ma być pokusa? Nie tłumacz sobie, że jeśli po nowennie to od Boga, a dlaczego nie od złego by Cię zwieść? Bóg daje znaki, są to przykazania, znaków jakiś szczególnych od Boga rzadko uświadczymy w życiu. Podobnie święci często mieli wątpliwości, otrzymywali jakieś światło, a później widzieli same przeszkody. Bóg dał nam rozum i możliwość rozróżniania dobra od zła, to powinno wystarczyć. Szatan podesłał Ci pokusę, możesz z tego mieć dobrą lekcję na przyszłość, gdy będziesz miał żonę, dzieci, coś między wami ostygnie i znowu pojawi się taka miłostka.
      Warto z czymś takim iść do spowiednika, poprosić by odmówił modlitwę o uwolnienie, możesz też odmówić „Nowennę do Maryi rozwiązującej węzły”
      Nie piszę czysto teoretycznie, ale sam przed nawróceniem doświadczyłem takiego i to wielkiego uczucia zakochania do mężatki. Widząc, że ciągle to zniewolenie we mnie jest, odmówiłem w swojej i jej intencji nowennę, oddałem moje uczucia Maryi i zostałem uwolniony.
      Uczucia tak jak i charyzmaty należy rozeznawać, nie wszystko co wydaje się nam dobre od Boga pochodzi, zły jest ojcem kłamstwa i w każdym przypadku będzie próbował nas oszukać i zniewolić w grzechu.
      Powodzenia!

      • Właśnie, czytając wasze komentarze tutaj, zdałam sobie sprawę, że Bóg nigdy nie spełnił żadnej mojej prośby, modlitwy 🙁 Przez 31 lat oddaje mnie szatanowi tak jak Hioba. Smutne, że nie dostałam nic o co prosiłam, poczułam bezsens życia.Na co wszystkie miłości świata, wszystkie pieniądze, jak mój Bóg nie zachowuje się jak pisze w biblii czyli jak Ojciec.

        • Agnieszko najważniejsze to nie wątpić, to nie Bóg wystawia nas na próbę, tylko szatan. Módl się i ufaj. Może dostałaś wiele tylko nie zauważyłaś, może to o co prosiłaś nie było zgodne z Jego wolą. Nie chcę się „mądrzyć’, bo sama nie dostałam tego co prosiłam…ale dostałam pokój i radość w sercu, którego nie jestem w stanie opisać. Więc może przyjrzyj się dokładnie i po prostu zaufaj….„Jestem bowiem świadomy zamiarów, jakie zamyślam co do was – wyrocznia Pana- zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie (Jr 29,11).
          ”Za pełną radość poczytujcie to sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia. Wiedzcie, że to, co wystawia wasza wiarę na próbę, rodzi wytrwałość (Jk 1, 2-3)”.

          • Bardzo Ci dziękuję za ten i ten poniżej komentarz.
            Naprawdę zastanawiałam się nie raz czy dostałam to o co prosiłam w moich 6 NP.
            Pracy nie dostałam, może jego wolą jest bym kradła albo była całe życie na czyjejś łasce?Miłości (nie konkretny facet) nie dostałam to może mam nienawidzić? Woli Bożej nie poznałam(to jak mam wypełniać) to pewnie nie ma jej Bóg wobec mnie itd w innych intencjach.
            26 XII skończę moją 7 NP i pasuje z nią na jakiś dłuższy czas. Nie wiem tylko czy mam tu składać świadectwo, bo to raczej będzie anty świadectwo.
            Ale może powinnam, bo to nie jest nowenna nie do odparcia, w moim przypadku.

            • Agnieszko nie zostawiaj Różańca. Jeśli nie chce modlić się Nowenną, to się nią nie módl. ale samego Różańca nie zostawiaj. My ludzie za mali jesteśmy, aby zrozumieć Boga, jedynie co nam zostaje to ufność, że On wie lepiej, co jest dla nas dobre, nawet gdyby wszystko było nie tak. To jest własnie istota wiary, modlimy się, bo w ten sposób rozmawiamy z Nim, a nie tylko po to, aby coś wyprosić. Po ludzku nie umiem ci nic doradzić, ale wiem, że jeżeli się poddasz, to bardzo dużo stracisz, zastanów się czy chcesz tak ryzykować?

            • Różańca nie zostawię, ale tylko 1 część będę odmawiać dziennie. Obiecałam Bogu rok NP i słowa dotrzymam.

            • To najważniejsze 🙂 ja również często potrzebuję takiego „odpoczynku”, jednak po jakimś czasie zaczyna mi Nowenny brakować, a intencje bardzo szybko się znajdują.

        • Wiesz Agnieszko, gdy czytam czasami komentarze, że czegoś nie dostałam od Boga, że mnie wystawia na próbę, to pamiętam siebie sprzed wielu miesięcy, mogłabym sie pod tym podpisać. Ale zastanowiłam się co takiego Bóg mógłby mi dać. O co ja w zasadzie proszę. I czemu tak „tupię nogą” gdy po wielu miesiącach „intensywnej, głębokiej modlitwy”, moje prośby nie zostały wysłuchane. I już nie będę odnosić się do samych próśb tylko do tego, że zrozumiałam, że jestem jak dziecko które jak czegoś nie dostanie..to zaczyna mieć żal, zawiedzione nadzieje, pretensje, modlitwa staje się mniej intensywna. Jaki ma sens moja modlitwa skoro Bóg nie spełnia moich próśb? Gdzie On jest i czy w ogóle jest skoro nie widzi moich płaczów i lęków, problemów. Taka wewnętrzna walka i trochę czekanie na rezultat. I gdy zobaczyłam siebie taka „niesforną, narzekającą, marudzącą, wyrzucająca – dlaczego” – zrozumiałam. To nie chodzi o żadne dostawanie czegoś od Boga, tylko chodzi o ufność, dawanie się Jemu prowadzić, o pełną miłość bez oczekiwań. Nie bycie letnim i gorącym w wierze na zmianę. Tylko pełne oddanie Mu swojego życia „Ufam Ci Panie”. Gdy zaczęłam tak się modlić,gdy zaczęłam bardziej dziękować niż czekać na spełnienie próśb, gdy przestałam tupać nogą, wyrzucać Mu…to przyszedł spokój, radość, pokój (nie tak jak wcześniej, że się zdarzało…tylko codziennie nawet w dużych zawieruchach dnia codziennego) Czy można chcieć więcej? Ta chęć obcowania z Nim każdego dnia, nie po aby coś mi dał tylko dla samego bycia z Nim, modlitwą, rozmową. Nie dostałam tego o co prosiłam ale dostałam Jego miłość, ja w końcu poczułam się naprawdę kochana. Brak mi nawet słów aby to opisać. Czasami po prostu wystarczy się zatrzymać i zobaczyć….i te trudne sprawy, leki, prośby, zanoszone błagania przedstawiają się już trochę w innym świetle.

          • Magdo księża i zakonnice codziennie obcują z Bogiem, bardziej intensywniej niż zwykli ludzie i też cierpią na depresje i nerwice, czy oni też nie potrafią się zadowolić tylko obcowaniem z Bogiem? Wszyscy oni powinni mieć pokój i radość w sercu, a widziałam księdza który w depresji chciał się zabić.

            • Inni, Ci, tamci…ja mówię o sobie. O tym czego doświadczyłam, dziele się tym….Ilu ludzi, tyle doświadczeń. Czy zakonnice, księża nie są zwykłymi ludźmi, którzy tez przeżywają własne rozterki i mają problemy? Ich obcowanie z Bogiem jest w moim wyobrażeniu bardziej intensywne niż nasze świeckie i tym bardziej mogą być narażeni na działanie szatana. Nie napisałam, że obcowanie z Bogiem „załatwia” wszelkie problemy..lub, że ich nie ma tylko ” te trudne sprawy, lęki, prośby, zanoszone błagania przedstawiają się już trochę w innym świetle”.

    • @Ufający Panu modliłeś się o miłość i masz miłość:)Każde dobre uczucie w sercu pochodzi od Boga(nie mówię o chwilowym zakochaniu czy różnego rodzaju pokusach które przemijają)Jeśli to miłość to jest dar od Boga i nie daj sobie wmówić że jest inaczej Zły nie daje takich prezentów Ksiądz mi to powiedział że jeśli to miłość to pochodzi tylko od dobrego Boga Ale to co ludzie z nią zrobią to zupełnie inna historia Jeśli ja kochasz to jak mówi O.Pio wybieraj: Twoja miłość czy jej życie?Rozbijając jej małżeństwo sakramentalne walczysz z Bogiem Sprzeciwiasz się jego woli a przecież codziennie modlisz się Bądź wola Twoja…Zadaj sobie pytanie Czy taka jest wola Boża żebym był przyczyną rozbicia małżeństwa które pobłogosławił Bóg?Sumienie Ci odpowie na to pytanie Przed ołtarzem ślubuje się tylko raz i w dniu ślubu jest obecny Bóg i tylko to jest najważniejsze reszta się nie liczy Gdybyś spotkał ją już po rozwodzie sytuacja jest inna możesz się zastanawiać bo Bóg jest miłosierny i zawsze poda człowiekowi rękę różne są sytuacje w życiu ale jeśli Ty będziesz przyczyną rozbicia to jawnie występujesz przeciwko Niemu a jeśli nie z nim to z kim trzymasz??Jeśli nawet z nią będziesz to jak chcesz żyć dalej mając świadomość że sprzeciwiłeś się Bogu wszechmogącemu?Rozumiem Cię i Twoje cierpienie ale nawet jak będziecie razem to się nigdy nie uda bo nie jest to po prostu wolą Bożą….

  2. Nikt nie chce byc samotny ale to nie usprawiedliwia tych samotnych mieszający się w jakikolwiek sposób w malzenstwa Oczywiście, że jest zło i jakbyś nie próbował tego wybielic to też będzie zło. Jeśli chcesz z nią o tym uczuciu porozmawiać to tylko w obecności jej męża masz tyle odwagi? Rozumiem, że miałeś ciężkie dzieciństwo ale czy zapytałes kiedyś swoją mamę jak ona daje rade co jej daje siłę i co tak naprawdę czuje? Nie mnie to wszystko oceniać ale uwierzcie nie ma nic Bożego w uczuciach do kogoś w związku małżeńskim, tak samo jak szukać wrażeń poza małżeństwem Nie łatwo mi było dojść do takich wniosków i wiele mnie to kosztowało ale teraz wiem czego trzeba bronić i na co uważać. Zrobisz kolego jak zechcesz ale miej świadomość konsekwencji a one będą dla wszystkich niemiłe. Właśnie tak jest że zły cały czas krąży czasem tak zakręci, że zło wydaje się dobrem dlatego zawsze trzeba być czujnym.

    • Dokładnie. Jeśli coś, co wydaje nam się dobre może zranić choćby jedną osobę, to znaczy, że tak naprawdę nie jest dobre.

      • Nie wiem jak Ufający panu, bo to mężczyzna, ale ja mam poczucie coraz większego wpływu tego zonatego na mnie, coraz wiekszego osaczania. uczuciowo nie jestem zaangażowana wcale, ale musimy się widywać i wszystko to jest z jego strony. Więc nie mieszam się do małżeństwa. Tylko jak ja mam trwać a nie wycofywać się z wiary, jak mówi Gosia, czy E., jeśli czuję się sama, jakby nikt nie mógł mi pomóc w tej sytuacji.
        Dokładnie rozumiem żal Ufającego, bo to ten sam rodzaj rozgoryczenia.
        To nie jest realne, że jakieś siły walczą o nas, np. Bóg i Szatan, bo to jakby ten zły sobie radził świetnie a dobry bóg nie wiedział co robić i siedział ukryty.
        Jakaś zabawa w chowanego czy co, bo nie rozumiem? 🙁
        Zobaczymy jak się potoczą sprawy. Jakiś czas temu rozmawiałam tu z osobami o spowiedzi, jednak do teraz nie przystąpiłam do żadnego Sakramentu. może się zdecyduję w tej sytuacji. Ale tu mam jeszcze większe poczucie bezsensu niż nawet z modlitwą.

        • Alu , musisz chyba postawić sprawę jasno temu facetowi . Skoro masz świadomość , że może to być „odpowiedź” na Twoje modlitwy , to trzeba się temu przeciwstawić . Widzę zbyt dużo chorych sytuacji w otoczeniu , by to się miało skończyć bez krzywdy . Jest Was troje , któreś napewno ucierpi , Twoja postawa może gościa też otrzeźwić , lub przynajmniej zastopować . Rozumiem , że będzie trudno , skoro zjawił się i zaczął Ci pomagać , tylko czy czasem gość nie dopisał do tych warunków pomocy czegoś drobnym druczkiem . Jakoś to musisz rozwiązać , zostawić to własnemu biegowi ?? wszystko zależy od tego na ile znasz tego człowieka . Przypadki zazdrosnych o kochanki , ale nie myslący odejść od żony są dosyć liczne

          • Tak Józefie, drobnym druczkiem – to bardzo trafne określenie, sama bym na to nie wpadła 😉
            Ja znam przypadki bardzo (przez duże B) źle zakończonych spraw z flirtami itp. nawet sama tu ostrzegałam kiedyś, bo widziałam totalne upadki pewnych dziewczyn, kobiet, które się na takie rzeczy godziły. byłam świadkiem jak jedną goniła żona (jej kochanka oczywiście), inna pewien kochnek oszukał nawet na finanse puścił z torbami, ogólnie parę bardzo poniżających sytuacji. Tylko nigdy nie pomyślałam, że mogę się znaleźć w podobnej sytuacji. Póki co nie jestem niczyją kochanką, tylko widzę jaki jest kierunek postępowania. Zawsze mnie to brzydziło. Jest mi tylko ciężko zrezygnować z tych jego pomocy.
            Problem jest głównie w tym co u Ufającego, : skąd się wziął ten „trefny” towar? 😉 Ktoś nam, podrzucił żabę 😉 albo skorpiona.
            Nic to, zawsze widzę, że można zapytac i prosić Was o zdanie.

            • Nie musisz mieć nawet świadomości bycia kochanką , by tak zostać potraktowaną . Co do trefnego towaru , to wydaje mi się , że Twoja nadzieja i wiara na spotkanie miłości wymalowały się same na Twojej twarzy , ludzie potrzebujący , szukający , mają zmysły inaczej nakierowane , są bardziej wyczulone na sygnały . Byc może gość ma taką własnie potrzebę , bo coś mu się odwidziało u żony a że Ty masz również potrzebę znalezienia miłości i wysyłasz sygnały , to odczytał to jako zachętę . Oczywiście zły ma tu pewnie swoje miejsce , ale mechanika ciała tak właśnie działa .

        • Alu, to diabeł podsuwa Ci poczucie bezsensu, to oczywiste. A to, że Bóg sobie nie radzi i siedzi ukryty nie jest prawdą. Bóg przychodzi w powiewie łagodnego wiatru, może dlatego czasem trudno Go dostrzec, nie będzie ryczał jak szatan. Ludzie nie zdają sobie sprawy jak wielka walka toczy się o ich dusze. Dlaczego, Alu, uważasz, że to nie jest realne? Szatan zrobi wszystko, żeby każde ziarno wiary zasiane w Twoim sercu nie wydało owocu a Pan Bóg będzie Ci pomagał, żebyś nie dała się kusemu, jednak nie zrobi wszystkiego za Ciebie. Będzie dawał dobre natchnienia, stawiał odpowiednich ludzi itp. Niestety ale człowiek wiele musi się natrudzić, namęczyć, wycierpieć. Nie ma wygranej za pstryknięcie palcami. Piszę to jako osoba, która dłuższy czas czeka na Bożą pomoc i już prawie ślepnie od tego wyczekiwania ;-). Nic w tym względzie ode mnie nie zależy a Bóg nie przychodzi z łaską… I zły duch naprawdę ma duże pole do popisu i ciągle atakuje. Ale nie dajmy się. Pan Bóg chce, żebyśmy przy Jego boku wygrali tę bitwę (ale nie On sam ma ją wygrać).

          • Dziękuję Gosiu, to ma bardzo duży sens. Nie jesteśmy marionetkami, mamy sami działać i rozwijać się kierując się zasadami wiary. mimo przeciwieństw. Rozumiem, że o to by chodziło.

            • Nie ma nic „niemożliwego dla Boga” (por. Rdz 18, 14; Łk 1, 37; Mt 19, 26). Wszechmoc oznacza możliwość dokonania absolutnie wszystkiego. „Wiem, że Ty wszystko możesz, co zamyślasz, potrafisz uczynić” (Hi 42, 2).” Oznacza to, że Bóg potrafi uczynić wszystko, chyba że sam nałożył sobie granice działania, np. w odniesieniu do wolnych stworzeń, których nie chce zmuszać swoją wszechmocą do dobrego działania:):).

            • I co z tej wolnej woli mamy? Bóg źle stworzył ludzi, nie powinien dawać nam wolnej woli bo to tylko cierpienie przynosi i grzech=śmierć. Jest wszechmocny a stworzył złych ludzi.

  3. Nie Agnieszko stworzył ludzi na swój obraz i podobieństwo…sami wybieramy…Adam i Ewa wybrali…i my dalej wybieramy. To która drogą pójdziesz zależy od Ciebie, ode mnie..i może to być droga, ufności, radości, miłości do bliźniego…tak jak mówi o tym Chrystus.

    • Ja nie wybierając zła to w sumie nic nie mogę wybrać, tak mam w życiu, że mam ograniczony wybór. Nic ode mnie nie zależy.Wybrać zło czy mniejsze zło(bo dobra nie widać) to żaden wybór!

      • Nie wybór jest prosty, dobro lub zło…i to właśnie zależy od Ciebie, ode mnie. A dobra nie widać z jakiego powodu? Nie rozumiem…W każdym momencie życia podejmujesz tą decyzje/drogę..jak z kimś rozmawiasz, jak odnosisz się do innych ludzi, jak reagujesz na czyjąś złość, w modlitwie bądź jej braku, tysiące przykładów z każdego dnia, na rożnych płaszczyznach. To jest ten wybór, nasze życie to pokazuje, to my mamy wpływ na dobro..lub zło.

        • Magdo a jeśli masz do wyboru kredyt chwilówki, którego i tak nie masz z czego spłacić a kraść to który twoim zdaniem wybór jest dobry a który zły, innej opcji nie ma do wyboru. Wiesz taki wybór czy się modlić czy się nie modlić to ma dziecko w przedszkolu, ja przedszkole dawno skończyłam.

          • A jak to się lulu ma do dobra i zła? Chyba rozmawiamy o czymś innym. Mam prace ale na utrzymaniu dziecko, żyję od pierwszego do pierwszego bo pracuje w urzędzie. Gdybym ja straciła poszłabym pracować gdziekolwiek, bo myślę przede wszystkim o dziecku. Już nie odpowiadam tylko za siebie. Jestem więc w lepszej sytuacji czy gorszej? Nie mam pretensji do Boga jak jest bo ja mam wpływ na to co robię, a dobrym można być bez względu na to czy się ma prace czy nie, czy ma się kredyt czy nie..

            • Jesteś w lepszej sytuacji bo masz od pierwszego do pierwszego. Myślisz, że gdziekolwiek też jest łatwo znaleźć pracę? Życzę ci żeby się nigdy nie dowiedziała jak jest łatwo o pracę gdziekolwiek. I nie chce mi się już gadać bo nie rozumiesz

            • Każdy wie jak to jest być bez pracy, bo każdy ją musiał kiedyś szukać, chociażby po ukończeniu szkoły ale jest różnica jeśli ktoś nie ma pracy pół roku, rok, a jak ktoś nie ma pracy kilka lat i to bez perspektyw na jej znalezienie. Nie nie rozmawiamy o dwóch różnych sprawach, bo takie jest życie i niektórzy takie mają w życiu wybór albo kredyt chwilówki albo kraść. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, widocznie ty masz lepsze widoki.

            • Lulu, żeby mieć lepsze widoki musiałam przenieść się z małej miejscowości do dużego miasta, musiałam, bo na wsi nie było perspektyw, ale odważyłam się. Nikt mi nie pomógł. Zawsze jest wyjście. Czasami trzeba przeorganizować własne życie. Ja tak zrobiłam. Zaraz usłyszę łatwo powiedzieć…nie nie było łatwo, w ogóle nie było łatwo.
              A mówimy o dwóch różnych sprawach bo ja mówiłam o byciu dobrym w życiu, na co dzień, o nastawieniu, o szukaniu dróg wyjścia, o zaufaniu Bogu. Bo nawet w tym braku pracy i bez można być dobrym człowiekiem, starać się coś zmieniać.

            • Trzeba być dobrym, ale po co? Za dobro płaci się wyższą cenę niż za zło. Ten co czyni zło otrzymuje odpuszczenie od Miłosiernego Boga, ma zyski ze zła i czyste konto. Ten co czyni dobro ma samem straty. A na końcu i ten co czyni dobro i ten co czyni zło spotkają się w niebie, więc po co być dobrym? Tylko nie mówicie że dobro i zło wraca, bo to nie prawda, tzw. karma, wierzenia religii wchodu, w chrześcijaństwie czegoś takiego nie ma. Tylko nie mówcie że dla satysfakcji, niektórzy testują chłopaków w łóżku, albo załatwiają sobie prace nieuczciwie za łapówki, nie przejmują się losem bliźniego i są zadowoleni z życia.

            • lulu, poruszyłas trudny temat. Spróbuje cos napisac.

              Czy słyszałas o grzechach przeciwko Duchowi Swiętemu? oto one:
              1. grzeszyć zuchwale w nadziei miłosierdzia Bożego,
              2. rozpaczać albo wątpić w łaskę Boża,
              3. sprzeciwiać się uznanej prawdzie chrześcijańskiej,
              4. nie życzyć lub zazdrościć bliźniemu łaski Bożej,
              5. mieć zatwardziałe serce na zbawienne natchnienia,
              6. umyślnie zaniedbywać pokutę aż do śmierci.

              Temat rzeka, mam nadzieje, ze na poczatek wystarczy. Poszukaj reszty w necie.

            • Lulu odpowiem, mam wiele przemyśleń na ten temat:):). A umiesz odpowiedzieć sobie dlaczego wierzysz?
              Wydaje mi się, że my chrześcijanie nie powinniśmy stawiać w ogóle pytania po co być dobrym, tylko warto byłoby po prostu zastanowić się nad tym co w ogóle oznacza bycie chrześcijaninem dla każdego z nas. Wtedy pytanie „po co” raczej się nie pojawi…

              Chrześcijaninem według Pisma św. jest ten, który wierzy — wierzy w Jezusa Chrystusa. Dojrzałym chrześcijaninem zaś jest ten, którego wiara spontanicznie rodzi uczynki miłości, uczynki życia wiecznego. Mówi św. Jakub: „Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że wierzy, a nie będzie spełniał uczynków?” (Jk 2,14). Później rozwodzi się nad przykładem Abrahama, którego wiara skonkretyzowała się we wspaniałym czynie posłuszeństwa Bogu, w złożeniu swego syna Izaaka w ofierze, i później konkluduje w ten sposób: „Widzisz, że wiara współdziała z jego uczynkami i przez uczynki stała się doskonała” (Jk 2,22). O tych uczynkach mówi św. Paweł prawie w każdym swoim liście, w części końcowej, gdzie szkicuje konkretny, praktyczny ideał chrześcijanina. Mówi o tym, jak chrześcijanin powinien postępować w swoim środowisku w życiu rodzinnym itd.
              W zaleceniach tych jest praktycznie cały dekalog, całe prawo Boże, z jedną cechą specyficzną — miłością, którą św. Paweł w Liście do Kolosan (3,14) nazywa wiązką doskonałości. W swoich listach św. Paweł podkreśla, że w miłości zawiera się całe Prawo. Wszystko, co jest w dekalogu, zawiera się przykazaniu: „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”. Dopiero tego rodzaju miłość jest specyfiką chrześcijaństwa. Miłość taka została skodyfikowana w naszej moralności i etyce chrześcijańskiej: w Kazaniu na Górze Jezus powiedział. „Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko i ząb za ząb! A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu: lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!” Któż tak robi? „Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz.” Któż tak robi? „Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie” (Mt 5,38–42). I dalej „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują… Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?” (Mt 5,44–47) Św. Piotr w 1 Liście mówi w ten sposób: „Ale to się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia. Do tego bowiem jesteście powołani. Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami. On grzechu nie popełnił, a w Jego ustach nie było podstępu. On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził, ale oddawał się Temu, który sądzi sprawiedliwie” (1P 2,20–23). A św. Paweł w Liście do Rzymian: „Miłość niech będzie bez obłudy! Miejcie wstręt do złego, podążajcie za dobrem! W miłości braterskiej nawzajem bądźcie życzliwi! W okazywaniu czci jedni drugich wyprzedzajcie!… W ucisku bądźcie cierpliwi, w modlitwie — wytrwali! Zaradzajcie potrzebom świętych! Przestrzegajcie gościnności! Błogosławcie tych, którzy was prześladują! Błogosławcie, a nie złorzeczcie!… Nikomu złem za złe nie odpłacajcie. Starajcie się dobrze czynić wobec wszystkich ludzi!… Umiłowani, nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście Bożej! Napisano bowiem: Do Mnie należy pomsta, Ja wymierzę zapłatę — mówi Pan — ale: Jeżeli nieprzyjaciel twój cierpi głód — nakarm go. Jeżeli pragnie — napój go! Tak bowiem czyniąc, węgle żarzące zgromadzisz na jego głowę. Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj!” (Rz 12,9–21)
              Człowiek sam z siebie jest niezdolny do zachowania tego, co stanowi istotę Prawa. Owszem, może zrobić sobie jakiś wyciąg z Dekalogu, który będzie zachowywał, ale nie jest zdolny do tego, aby zachować to, co stanowi istotę Prawa — Miłość i Miłosierdzie. Z tej niemocy leczy jedynie Chrystus, leczy darmowo, gratis. Dlatego Ewangelia jest Dobrą Nowiną. Zmartwychwstały Chrystus jest również Dobrą Nowiną dla ludzi bez szans, zrujnowanych, nad którymi wszyscy postawili już kreskę.

              Więc moje pytanie czy nie wystarczy sam przykład Chrystusa aby choć próbować podążać ścieżką wyznaczoną przez Niego??…..Bóg mówi nam wprost co mamy robić, mówi wprost aby być dobrym dla drugiego człowieka, nie „waży”,nie czeka, nie liczy zysków i strat….Nie wiesz Lulu co komu zostanie policzone na sądzie ostatecznym. Nie wiesz, kto i kiedy będzie w niebie. Jakie ma znaczenie ma dla Ciebie,Twojej wiary to, że ktoś grzesząc całe życie może nawrócić się przed śmiercią? Mamy żyć tak abyśmy sami podobali się Bogu. Nie rozliczajmy innych, nie patrzmy na ich czyny bo to nie do nas należy. Oni rozlicza się ze swojego życia, my ze swojego.

              Zamiany zaczyna się od siebie….
              Z Bogiem i z modlitwą.

            • Lulu ja uważam, ze zawsze trzeba kierować się dobrem, choć czasami bywa to b. trudne..wiem z własnego doświadczenia, ze jak myślę w takich trudnych momentach, rozmowach itp. o Chrystusie, albo odmawiam Zdrowaś Mario lub inna modlitwę..przychodzi to łatwiej.
              Nie wiem czy można stracić wiarę…bardziej wydaje mi się, że oddalamy się od Boga z różnych przyczyn, wątpimy, analizujemy, oczekujemy…..

              „Każdego więc, który Mnie wyzna przed ludźmi, wyznam go i Ja przed Ojcem Moim, który jest w niebiosach. Kto by zaś zaparł się Mnie przed ludźmi, zaprę się go i Ja przed Moim Ojcem, który jest w niebiosach” (Mt 10, 32-33).

            • Lulu nie żyjesz za karę, masz swoją drogę. Nie wiesz czy Ci ludzie, którzy nie kierują się dobrem są bardziej zadowoleni. To Ty na nich patrzysz, nie wiesz co czuja co myślą, z czym się zmagają. A nawet jeśli założyć, że wiesz to jakie to ma znaczenie? Ty masz swoje życie.
              Porównujemy, wyobrażamy sobie i wpadamy w dołki, ale trzeba mieć na uwadze, że to cały czas jest nasze wyobrażenie, nasz punt widzenia.
              Co do pracy, nie mogę Ci podpowiedzieć bo nie wiem jakie masz możliwości w swoim miejscu zamieszkania. Zastanów się po prostu czy naprawdę wykorzystałaś wszystkie dla Ciebie możliwe opcje (nawet te które napawają Cie lękiem). Wiem na pewno, że przez myślenie, że inni maja lepiej nie zmieni się Twoja sytuacja.
              Z doświadczenia wiem, że nie zawsze można znaleźć prace bo jej po prostu nie ma, lecz wiem też z doświadczenia jak samemu można siebie ograniczyć przez stwierdzenia, że to nie dla mnie, że się nie nadaję, że nie umiem, że się boję. Więc warto zastanowić się nad wszystkimi wariantami.

            • Przez trzy lata wyczerpałam już wszystkie warianty, więcej nie widzę, został mi już tylko alkohol na pocieszenie.
              Dzięki za rozmowę i to s. medardy „O czyśccu”, poczytam sobie

            • Lulu na pocieszenie nie alkohol tylko różaniec:):): Nie daj się, nie poddawaj. Poczytaj sobie (mi bardzo pomogły w zrozumieniu wielu spraw) książki o.Witko, Marii Vadii, o Ojcu Pio, Dzienniczek św. Faustyny, Mistyczne miasto Boga i wiele innych). Ofiaruj swoje cierpienie za kogoś, za dusze w czyśćcu cierpiące.
              Pisałam już wcześniej Agnieszce:

              Jestem bowiem świadomy zamiarów, jakie zamyślam co do was – wyrocznia Pana- zamiarów pełnych pokoju, a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie (Jr 29,11).
              ”Za pełną radość poczytujcie to sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia. Wiedzcie, że to, co wystawia wasza wiarę na próbę, rodzi wytrwałość (Jk 1, 2-3)”.

            • modlę się, za dusze czyśćcowe ofiaruje odpusty zupełne prawie w każdą niedzielę i święta, podjęłam się duchowej adopcji po raz trzeci, modlę się za tych co mnie krzywdzą, wybaczam, widocznie tak ma być, a alkohol na chwilę pozwala zapomnieć jak jest beznadziejnie
              Dobranoc

            • I jeszcze jedna sprawa, warunkiem dobrej spowiedzi jest zadoścuczynienie Bogu i bliźniemu, więc to czyste konto po spowiedzi, to nie taka prosta sprawa, bo nie wystarczy odklepać zadanej modlitwy, ale wyrządzoną szkodę naprawic.

            • E. czyli znowu ten co czyni dobro jest na straconej pozycji, bo jeśli zacznie popełniać zło zuchwale, to będzie grzech przeciwko Duchowi Świętemu, a takie grzechy nie są odpuszczane i idzie się do piekła, a ten co czyni zło nie do końca świadomie może liczyć na Miłosierdzie Boże czyściec a potem i idzie do nieba.

            • polecam s. medardę „O czyśccu”. tam sa opisane cierpienia ludzi, którzy np. sie rozwiedli czy popełnili aborcję. jeżeli dalej uważasz, że źli mają lepiej, to chyba tylko pozostaje ci modlitwa o łaskę zrozumienia.

            • idac twoim tokiem rozumowania – lepiej być w niebie, niz w piekle.

              A czy zastanawiałas się nad tym, że każdym nawet najmniejszym grzechem ranisz Pana Jezusa? Mało tego ty Go od nowa biczujesz i krzyzujesz. Czy to dla ciebie nie ma żadnego znaczenia? Zastanów sie czy szukasz Boga, czy usprawiedliwienia dla grzechu. Jeżeli tego drugiego, to ja kończe tę dyskusję, bo przerzucać się argumentami mozemy bez końca.

            • Zgadzam się z E.:):) Lulu nie powinno mieć znaczenia dla nas kto jakie grzechy popełnia i czy mu lepiej czy gorzej, albo czy pójdzie do nieba, czyśćca, czy piekła. Nie wiemy tego i nigdy wiedzieć nie będziemy. Mamy zając się swoim życiem, żyć tak jak uczy na Chrystus. w nawiązaniu do tego co E napisała poczytaj sobie może jeszcze Dzienniczek św. Faustyny, Mistyczne Miasto Boże (na necie).

            • Nie szukam usprawiedliwienia dla grzechów. Mam dylemat, bo ludzie którzy nie przejmują się dobrem są bardziej zadowoleni z życia, a którzy się przejmują dobrem bardziej cierpią. Wiem nie zawsze tak jest, ale w większości przypadków. Nie chodzi mi też o innych ale o siebie, czy ja żyje za karę? czy na tutaj nie mam prawa być zadowolona z życia? np. wystarczy, że wręczę komuś łapówkę i będę mieć pracę i będę zadowolona, ale to jest nieuczciwe i muszę cierpieć nie mając pracy, przykłady można mnożyć.

  4. do @Ufający Panu. Już raz napisałem, że to uczucie, które się u Ciebie pojawiło to jest POKUSA, a że przyjemna, to niby jaka ma być pokusa? Nie tłumacz sobie, że jeśli po nowennie to od Boga, a dlaczego nie od złego by Cię zwieść? Bóg daje znaki, są to przykazania, znaków jakiś szczególnych od Boga rzadko uświadczymy w życiu. Podobnie święci często mieli wątpliwości, otrzymywali jakieś światło, a później widzieli same przeszkody. Bóg dał nam rozum i możliwość rozróżniania dobra od zła, to powinno wystarczyć. Szatan podesłał Ci pokusę, możesz z tego mieć dobrą lekcję na przyszłość, gdy będziesz miał żonę, dzieci, coś między wami ostygnie i znowu pojawi się taka miłostka.
    Warto z czymś takim iść do spowiednika, poprosić by odmówił modlitwę o uwolnienie, możesz też odmówić „Nowennę do Maryi rozwiązującej węzły”
    Nie piszę czysto teoretycznie, ale sam przed nawróceniem doświadczyłem takiego i to wielkiego uczucia zakochania do mężatki. Widząc, że ciągle to zniewolenie we mnie jest, odmówiłem w swojej i jej intencji nowennę, oddałem moje uczucia Maryi i zostałem uwolniony.
    Uczucia tak jak i charyzmaty należy rozeznawać, nie wszystko co wydaje się nam dobre od Boga pochodzi, zły jest ojcem kłamstwa i w każdym przypadku będzie próbował nas oszukać i zniewolić w grzechu.
    Powodzenia!

  5. Macie raję, tylko ja jakoś wyłączyłem rozum, ale przekonalem się o jednym, że nie jestem tym, kim myślałem, że jestem. Chyba tylko mniemałem o sobie, że jestem prawdziwy, szczery, odpowiedzialny i uczciwy w stosunku do innych i siebie. Życie nas weryfikuje, gdyby ktoś postawił mnie jeszcze rok temu w takiej hipotetycznej sytuacj, w jakiej się znalazłem, to zapierałbym się, jak nie wiem co, że tak nie mogłoby być. Gdyby ktoś mi powiedział, np wtedy, gdy podczas ciężkiego delirium ojca,wywożąc go na detoks, że ja sam będę nadużywał alkoholu, to też bym w to nie uwierzył.Pewnie część z was sobie myśli: zakochał się biedaczek i wielki problem ma, tylko że w tym zakochaniu wychodzą inne problemy, niepowodzenia i porażki, z którymi niby sobie człowiek radzi, a wychodzą na zewnątz i kumulują się w takim właśnie momencie życia, jak teraz.
    A Bóg sobie siedzi, patrzy i przygląda się wszystkiemu i dokładnie wie, jak to się potoczy i interweniowac też nie chce.. Jak to jest, że niektórzy nie potrzebują o nic prosić( w tym Boga), po prostu sobie radzą i liczą na siebie. Mają wszystko to, co chcą od życia i gdyby usłyszeli, że ktoś modli się o miłość, to pojawiłby się na ich twarzy mniej lub bardziej pogardliwy uśmiech. Czasem też chciałbym być samowystarczalny, to co sobie wypracuję to moja zasługa i już. I może chcę takim być i takim się stać, nie liczyć na to, że ktoś da mi szczęcie i miłość „(nieważne czy Bóg, czy kobieta), tylko poszukać tego czegoś w sobie.

    • Ufający nie poddawaj się, nie myśl o innych, nie wiesz czy Twoje wyobrażenie o tym, że Ci inni maja lepiej jest rzeczywiście prawdziwe. Nie wiesz i nie możesz wiedzieć co Ci wszyscy „szczęśliwi” przeżywają tak naprawdę. Zostaw to, ważne jest to, co Ty zrobisz ze swoim życiem, bo to Ty ze swojego życia rozliczysz się przed Bogiem. Zaufaj Mu, daj się prowadzić, nie przestawaj modlić. Każdy z nas przeżywa „swoje małe lub większe dramaty” ale istotne jest to aby powierzyć swoje sprawy Bogu – Psalm 62 Tylko w Bogu znajduje dusza moja spokój,
      od Niego przychodzi moje ocalenie.
      Tylko On jest moją opoką i moim wybawieniem,
      On moją twierdzą, tak iż się nie zachwieję.

      W przeciwnościach tego życia znajdę siłę w nadziei, pamiętając, że „utrapienia tego czasu nie są godne przyszłej chwały, która się w nas objawi” (Rz 8, 12)

      Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia (Flp 4,13).

      Czego oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, czego serce ludzkie nigdy nie przeczuwało, to zgotował Bóg dla tych, którzy Go miłują (I Kor 2,9).

      🙂

  6. Droga Magdo, nie myślałem, że są jeszcze tacy ludzie jak Ty. Wczoraj pomyślałem sobie, że jak w takiej sytuacji, jak Twoja nie szukać szczęścia i miłości gdzie indziej? Taka jesteś i taka pozostań, jeśli tylko masz siłę. Ja tylko chciałbym prosić Ciebie o modlitwę w moich intencjaach… o miłość, może różaniec, może tylko jedną dziesiątkę….potwierdź proszę to komentarzem, bo sam nie potrafię już chyba się modlić. Po prostu mam takie wrażenie, że takiej osoby, jak Ty Bóg nie może nie wysluchać. Czuję, że mnie Bóg odsuwa gdzieś na bok, do jakiejś dziwnej poczekalni, że moje modlitwy się nie liczą, że je słyszy, ale leżą gdzieś u Niego na biurku pod stertą innych modlitw. Może sam zbyt mało działam, może tak jest, malo się już modlę, ale czuję jak czasem, gdy już czegoś nie mogę pojąć, moje myśli uciekają do Niego, do Boga.

    • Ufający następną Nowennę pompejańską odmówię w Twojej intencji (za kilka dni) :):). O jedno proszę módl się, nie zostawiaj różańca, nie poddawaj.

    • I ufający ja mam swoje szczęście…..Boga (też małe dziecko). On daje mi siłę, uczy pokory i wytrwałości. Ponad rok temu byłam w wielkiej rozpaczy, nienawiści, żalu, z myślami samobójczymi, rozpadłam się…..a dziś choć sytuacja jest b. trudna czuje pokój w sercu, nie szarpie się, nie męczę. On naprawdę daje siłę, zaufaj, dziękuj, trwaj w Nim. Czytaj Pismo Św. i po prostu się módl. Nie czekaj (tak jak ja przez naście miesięcy) aż się coś zmieni, wydarzy. Dopiero gdy oddałam sprawy Bogu, bez oczekiwań, bez pretensji przyszedł pokój i radość. Poczułam się kochana. Zaufaj. Z modlitwą:):).

  7. Ja również pomodlę się w Twoje intencji Może się coś uda razem z Magdą przyspieszyć żebyś już mógł wyjść z tej poczekalni:) Maryja powiedziała w Fatimie, że nie ma sprawy, której nie można rozwiązać dzięki modlitwie różańcowej Bóg rozwiązuje nasze problemy niekiedy w zaskakujący i zupełnie nieprzewidziany dla nas sposób!Zaufaj tylko Jezusowi i Maryi nie poddawaj się nawet jak jest teraz ciemno i dla Ciebie zaświeci słońce!

  8. Dziękuję Wam za modlitwę.
    Magdo to niesamowite, modlić się w intencji obcej osoby nowenną pompejańską….nie dowierzałem, gdy zobaczyłem ten wpis, więc musiałem przeczytać drugi raz, a potem trzeci:)no dobrze, spojrzę jeszcze raz, tak dla pewności :):)
    Mag, ja już teraz czuję pierwsze promienie tego słońca:)
    Pozdrawiam Was serdecznie:)

  9. Magdo, modlisz się nowenną pompejańską w mojej intencji?
    Pytam, bo moje życie wywraca się do góry nogami, w sensie negatywnym niestety. Mam nadzieje, że to przejściowe problemy:)

    • jak za mnie się ktoś modlił to też wywracało mi się życie do góry nogami, prosiłam tę osobę żeby przestała ale ona uparcie nie chciała :/ ale nie wiem czy tak trzeba podchodzić do tej nowenny, może życie na tym polega że się wywraca do góry nogami niezależnie od tego

    • Tak Ufający modle się nowenną w Twojej intencji od kilkunastu dni. Jak zaczynałam się modlić pierwszy raz nowenna tez wszystko wywracało się do góry nogami ale po jakimś czasie się uspokoiło. Myślę, że nie powinnam przestawać, dołącz się do modlitwy. Naprawdę ufam, że będzie dobrze.

      • Dziękuję Magdo. Ja też się za Ciebie modlę, różaniec odmawiam, ale na nowenne brak mi sił. Staram się teraz bardziej powierzać wszystko Bogu i dziękować Mu nawet za te wszystkie problemy( choć to czasem bardzo trudne), bo wierzę, że Bóg dopuścił je tylko po to, żeby wyprowdzić z tego jakieś dobro dla mnie. Staram się też mniej narzekać, a to jeszcze trudniejsze:) chcę pokochać życie,takim jakie ono jest, chcę pokochać siebie, bo tylko wtedy możemy dawać miłość innym.
        Przepraszam za ciekawość, ale chciałbym wiedzieć kiedy będzie ostatni dzień tej nowenny i jaka jest treść intencji:)
        Chciałbym to wiedzieć, ponieważ podczas pierwszej n.p. ( w której modliłem się o pracę) w dniu po zakończeniu części dziękczynnej bliska mi osoba przeszła pomyślnie bardzo cięzką operację, a gdy rozpoczynałem nowennę nie wiedziałem nic o terminie tej operacji i czy w ogóle do niej dojdzie.. Czułem się tak ,że modliłem się w innej intencji, a pracę i tak dostałem (którą teraz mogę stracić), ale również wierzę, że wszysko będzie dobrze.

        • Ostatni dzień 28 stycznia, intencja ogólna bo nie wiedziałam o co mam konkretnie się modlić, wiec wypełnienie woli Bożej. Nie poddawaj się. Trzeba zaufać. Sama przechodziłam naprawdę bardzo trudne chwile ale nie zrezygnowałam z modlitwy, z różańca. Teraz patrze na moje życie z zupełnie innej perspektywy i z innym nastawieniem. Bardziej dziękuję niż proszę o cokolwiek. Nie idę już za swoim wyobrażeniem, za tym co chciałabym, oddałam to w ręce Boga. Przyszedł niesamowity spokój. Ufam, ze wszystko co się dzieje w moim życiu jest po coś gdy patrze teraz z perspektywy trzech ostatnich lat na moje życie to wiem, że tak jest. Czasami potrzeba czasu aby to zobaczyć. Pozdrawiam:)

  10. Mi tam sie wywrocilo juz jakis czas temu i mimo modlitw nic sie nie zmienia, trwam w jakims martwym punkcie, troche beznadziejnym… przywyklam, ciesze sie z tego co mam, czyli z tego ze wstaje rano i ide do pracy, ze mam ksiazki, czasem ktos zadzwoni staram sie nie myslec co bedzie jutro, bo przyszlosc jest czyms co najbardziej mnie przeraza, moze nie tyle przyszlosc co jej ksztalt

            • Dzięki lulu, odwdzięczę się także wspomnieniem was.
              Ja też tak często mówię. Pewnie lulu ma dość życia tak jak ja i dlatego tak pisze.

            • zapytałam bo ja mówię tak gdy myślę, że dłużej nie wytrzymam, że czas to skończyć…trochę się przestraszyłam o Ciebie 🙁

            • lulu ja własnie chciałam się zapytać o Twoja historie bo tez chce się o Ciebie modlić,juz od paru dni o tym myśle 🙂 Nie wiem o co dla Ciebie się modlić wiec dlatego pytałam… Miło mi bardzo na sercu, ze to napisałas 🙂 kochana jestes 🙂

            • ja się będę modlić o dary Ducha Świętego dla was, to za mnie też tak można 🙂 a Duch Święty resztę załatwi 🙂
              Dnia 2 grudnia 1930 r. objawił ją Pan Jezus zmarłej w 1936 r. świątobliwej matce Katarzynie Volg z Monachium i powiedział: „Droga duszo, prawie wszyscy ludzie utracili najwyższe dobro duszy: Ducha Świętego. Stąd te ciemności na całym świecie i to pomieszanie języków. Duch Święty jest wszędzie wyłączony, pomijany, a przecież nikt nie może nic uczynić bez Ducha Świętego. Toteż nie możesz mi ofiarować wraz z Matką Najświętszą, poprzez Matkę Najświętszą potężniejszej modlitwy niż Koronka do Ducha Świętego w imieniu wszystkich i za wszystkie dusze.”

            • TAJEMNICE KORONKI DO DUCHA ŚWIĘTEGO

              Odmawia się jak zwykłe 5 dziesiątków Różańca z 10 „Zdrowaś Maryja” i dodaje się po słowie „…Jezus” następujące słowa, odpowiednio do każdego dziesiątka:

              1. „…który niech usposobi nasze serca na przyjęcie pełni łask Ducha Świętego”
              2. „…który niech nam udzieli Ducha Świętego, pomnoży i wzmocni w nas wiarę, nadzieję i miłość”
              3. „…który niech nas przez Ducha Świętego umocni, oświeci, prowadzi, rządzi i uświęca”
              4. „…który niech nasze serca zapali miłością Ducha Świętego i napełnia najgłębszą pokorą, łagodnością, cierpliwością, uległością, oddaniem, mocą i świętością”
              5. „…który niech ześle nam siedem darów oraz owoce Ducha Świętego i użycza wszystkiego, co dobre, a powstrzymuje od wszystkiego, co złe”

              OFIAROWANIE
              Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci drogocenną Krew Chrystusa przez Najświętsze Serce Pana Jezusa i Najświętszej Maryi Panny na otrzymanie darów Ducha Świętego dla ratowania dusz. Amen.
              Ojcze Niebieski, ofiaruję Ci przez Matkę Najświętszą nieskończoną ilość razy przez całą wieczność, w imieniu wszystkich i za wszystkie dusze
              Miłość Ducha Świętego ze wszystkimi jej skutkami z życiu doczesnym i wiecznym. Amen.

  11. Zauważyłem, że jakiego komentarza się nie wpisze, to zaraz każdy narzeka.
    Ludzie trochę więcej pozytywnego myślenia….pewnie,że czasami jest ciężko,każdy chce się wyżalić,ja to rozumiem, pytanie brzmi, czy zaczniemy robić coś, by to zmieniać, czy dalej bedziemy siedzieć i dołować.się.Bo to drugie pożytku na pewno nie przyniesie, a tylko dalszą frustrację. Są też przecież dobre rzeczy w naszym życiu, codzienym dniu,tylko tak jakoś wychodzi na to, że nie umiemy albo nie chcemy ich zauważać.

  12. Jozefie:p ja jeszcze nie skrzypie, narzekam czasem:p nawedrowalam sie dzis, bo miasto strajkuje i mam zakwasy, ale w ramach odpoczynku zaszlam po drodze do kosciola jakiegos, a tam Matka Boska Fatimska mnie przywitala i sw. Teresa i Sw. Jozef. Ale ze dalej cos mnie lezy na sercu to tego nie zmienie… To tylko gora moze cos zdzialac, a Gora poki co mnie milczy:p

  13. Witam. Po tym długim już czasie, chciałem dodać kilka tych słów . Nie chcę nawet czytać, tego co tu pisałem, bo doskonale pamiętam- żenada. W każdym razie patrzę na siebie wtedy jako na bardzo „biednego” człowieka,przenikniętego żalem oraz pustką i samotnoscią(których nie wypełni człowiek). I jeśli nawet niewiele się zmienilo, to zrozumiałem jedno-miłość to nie emocyjki-zarówno do człowieka, jak i do Boga. Miłość to WYBOR. Na szczęście tamta sytuacja nikomu żadnej krzywdy nie uczyniła(głupie i nic nie znaczące zakochanie),ale chciałem napisać, bo być może ktoś będzie kiedyś w podobnej sytuacji- nie popełniajcie błędów innych,uczcie się na nich:) To by było na tyle:)

A Ty co o tym myślisz? Napisz!