Mari: Moje kolejne świadectwo

Szczęść Boże,

Jakiś czas temu na tej stronie składałam świadectwo dotyczące odmawiania przeze mnie Nowenny Pompejańskiej. Pisałam wtedy, że niektóre sprawy, o które się modliłam jeszcze się nie spełniły. Od czasu, kiedy złożyłam moje świadectwo nastąpiły znaczne zmiany – otrzymałam upragnioną łaskę pracy. Dziś chciałam się z Wami podzielić moim świadectwem. Moje świadectwo kieruję szczególnie do osób, które borykają się z problemem długotrwałego bezrobocia, nie widzą nadziei na lepsze jutro, są już bardzo zmęczone bezskutecznym i długim poszukiwaniem pracy, nie mają może siły wstać rano z łóżka, bo nie widzą sensu życia, nie mają chęci, żeby robić cokolwiek, są sfrustrowane tym faktem, mają bardzo zaniżoną ocenę, co do wartości swojej osoby z powodu braku pracy, nie mają już siły nawet się modlić – właśnie takie odczucia towarzyszyły mi przez długi okres poszukiwania pracy. Jednakże wszystko może się zmienić z dnia na dzień. Mi też było trudno w to uwierzyć, gdy inni mi tak mówili, ale to prawda.

O znalezienie pracy modliłam się dosyć długo. Modliłam się Nowenną Pompejańską – w tej intencji, jeśli dobrze pamiętam, odmówiłam 6 Nowenn (Nowenny Pompejańskie odmawiały także w tej intencji inne osoby). Modliłam się też innymi modlitwami: przez około rok czasu odmawiałam prawie codziennie nowennę do Św. Josemarii Escrivy w intencji znalezienia pracy i modlitwę o beatyfikację Sług Bożych Józefa i Wiktorii Ulmów z Dziećmi, jakiś czas do Św. Rity, Św. Józefa, Św. Jana Pawła II, Św. Jana XXIII, do Św. Charbela, Św. Ekspedyta, Św. Kajetana, do Św. Ojca Pio, do błogosławionego Bartola Longo, Św. Faustyny, do Matki Bożej w różnych Jej wizerunkach, prosiłam Aniołów Stróżów, Św. Michała Archanioła, Św. Rafała i Św. Gabriela o pomoc, a także dusze w czyśćcu cierpiące, modliłam się do Matki Bożej Rozwiązującej Węzły (szczególnie Nowenną), modliłam się do Ducha Św., Św. Marty, Św. Judy Tadeusza, do Św. Antoniego i innych Świętych, nieraz Koronką do Bożego Miłosierdzia.

Wiele razy podczas modlitwy przeżywałam różne trudności, nieraz nie miałam już siły się modlić, byłam załamana brakiem pracy i tym, jak mi się wtedy wydawało, że nie jestem wysłuchiwana. Nieraz chciało mi się już tylko płakać. Co się czuje w takiej sytuacji potrafią zrozumieć jedynie te osoby, które przez to przeszły lub przechodzą. Podejmowałam działania w kierunku uzyskania pracy, ale z biegiem czasu uświadamiałam sobie, że otrzymać ją mogę tylko dzięki pomocy z Nieba.

Jesienią zeszłego roku w kościele był dokonywany akt zawierzenia życia Panu Bogu, do którego i ja się przyłączyłam. W bieżącym roku pojechałam na Jasną Górę i dokonałam aktu zawierzenia Niepokalanemu Sercu Maryi, Królowej Polski. Powierzyłam Matce Bożej siebie, moją rodzinę i znajomych, moje przyszłe miejsce pracy i wszystkie sprawy leżące mi na sercu. Akt Zawierzenia Niepokalanemu Sercu Maryi, Królowej Polski dokonywany jest na Jasnej Górze w każdą pierwszą sobotę miesiąca. W dniu, w którym obchodzone jest święto Św. Józefa – napisałam list do Św. Józefa, prosząc Go m.in. o otrzymanie pracy. Później uczestniczyłam w Seminarium Odnowy w Duchu Św. trwającym kilka tygodni, podczas którego ponownie zawierzyłam moje życie Panu Jezusowi, przeżyłam modlitwę przebaczenia, odbyłam kolejną spowiedź generalną i otrzymałam Chrzest w Duchu Św. w wigilię Zesłania Ducha Św. – piękne przeżycie, do którego wracam myślami wiele razy. Prosiłam Ducha Św. m.in. o rozwiązanie w sprawie mojej pracy. Odprawiane były Msze Św. w intencji mojej pracy, wiele osób modliło się za mnie, wcześniej też uczestniczyłam w Mszach Św. o uzdrowienie.

Pewnego dnia zobaczyłam ogłoszenie oferujące pracę. Złożyłam dokumenty przy towarzyszących mi myślach, że i tym razem pewnie nikt się nie odezwie. Dwa dni później zadzwonił telefon z zaproszeniem na rozmowę kwalifikacyjną, a kilka dni później uzyskałam informację, że otrzymałam tę pracę. Akurat w tym czasie odmawiałam nowennę do Św. Josemarii Escriwy (przez 9 dni), ponieważ przypadało niedługo Jego patronalne święto i postanowiłam, że zwrócę się kolejny raz do Niego z prośbą o pomoc w znalezieniu pracy, zwłaszcza, że jest on jednym z moich ulubionych Świętych. Zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną otrzymałam w ostatnim dniu nowenny, a rozmowa miała miejsce w dniu, kiedy przypada Jego patronalne Święto. Pracę otrzymałam bez znajomości, co jest niezmiernie trudne i coraz rzadsze w obecnych czasach – na jak długo, nie wiem.

W tym miejscu chciałam podziękować Bogu, Matce Najświętszej i wszystkim Świętym za otrzymaną łaskę pracy, prosząc jednocześnie o błogosławieństwo w pracy.

Dziękuję także wszystkim, którzy modlili się za mnie, szczególnie osobom dla mnie najbliższym i tym, którzy w sposób bezinteresowny podejmowali wysiłki, żeby mi pomóc.

Matko Boża, wynagródź tym osobom tysiąckrotnie i więcej, to że mnie wspierali, choćby najmniejszym słowem pocieszenia i swoją modlitwą przyczynili się do otrzymania przeze mnie pracy.

Matko Boża, Pocieszycielko Strapionych, pomóż znaleźć wszystkim bezrobotnym godną i odpowiednią dla nich pracę i wspieraj ich Swoją łaską w trudnych dla nich chwilach Amen.

Pozdrawiam <Załącznik pocztowy.gif>

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

42 myśli na temat „Mari: Moje kolejne świadectwo

  1. Taką osobą, szukającą pracy jestem i ja, niestety. Dziękuję za pokrzepiające świadectwo. Obym i ja i wszystkie osoby bezrobotne, zostały wysłuchane. Lulu, mam nadzieję, że przeczytasz to świadectwo i da Ci ono nadzieję.

    • Aneto przeczytałam, ale ja nie szukam i tyle się nie modliłam i już się nie modlę o pracę, cieszę się że Mari znalazła pracę oby jak najdłużej i tobie Aneto też życzę żebyś jeśli tylko taka wola Boże już jutro dostała pracę

  2. Nie rozumiem. A jak może być wolą bożą brak pracy? Przecież to dziwne, z czego ma „żyć’. Bóg przelewów jeszcze nie robi.

  3. Najbardziej wkurzające (żeby gorzej nie napisać) jest to, że żyjemy w kraju gdzie znalezienie pracy jest CUDEM. Cud-niecodzienne, nieprawdopodobne wręcz zjawiska lub zdarzenia, którego nie da się racjonalnie wyjaśnić przez odwołanie do przyczyn naturalnych, a które będąc niepojętym i niewyjaśnionym przez znane człowiekowi prawa natury, uważane bywa za sprzeczne z tymi prawami i za wyraz ingerencji Boga.
    Praca to zjawisko paranormalne ;/

  4. Porąbane czasy mamy pod tym względem. Mnie się już nie chce modlić po prostu, miałam zacząć, ale mnie to zniechęca wszystko wokół i wewnątrz, więc będzie tak już, jak jest. Widać, taki plan:). W ogóle obudziłam się dzisiaj zdołowana i już sobie popłakałam lekko nawet( jak na mnie), także sinusoida, ja nie umiem ufać, bo najbardziej boję się, że na końcu i tak zostanę z niczym na tak zwanym lodzie, i to w dodatku bardzo kruchym, Lulu, czy Ty też tak masz?

    • nie ja się nie boję, mogę zaufać bo specjalnie nie zależy mi na tym co się ze mną stanie, lubię ryzyko i pakować się w niebezpieczne sytuacje, jak to zwykle u DDD, jak jest w miarę normalnie to mnie to przygnębia i muszę to rozwalić żeby się zrobiło trudno, takie utrudnianie sobie samemu życia, a z tą pracą to też, nawet nie wiem co chcę robić

      • Widzisz, a mnie nie jest wszystko jedno do końca…i myślę, że to też nie jest, tylko jesteś zniechęcona, ale w głębi na pewno tak nie jest do końca z Tobą. A ja mu nie wierzę po prostu. Uważam, że mu zaufam, a on mnie i tak zawiedzie i poczuję się wystawiona. Próbowałam tak do tego podejść, że mi nie zależy, co się stanie, ale jednak robi mi to różnice czy skończę jako bezdomna żebraczka i samotna, czy jednak coś lepszego mnie czeka. Ale nie umiem tak do tego podejść, że mi to zwisa…A znowu uwierzyć tka naprawdę, że jest jakieś dobro na końcu, tez nie umiem, bo jemu nie wierzę, nie wierzę w jego intencje, ze moje zawierzenie czy złożona ufność i czekanie dadzą na końcu to coś, że jest jakieś przeznaczenie, i boję się, że i tak zostanę na lodzie. Bo w moim przypadku nie mogłoby być inaczej, że on by na serio niczego nie zrobił u mnie…Tylko tak mnie zwodzi.

    • „Porąbane czasy mamy pod tym względem. Mnie się już nie chce modlić po prostu, ……….”
      Praktycznie w obliczu groźby Putina o wysłaniu na nas -Polskę -bomby jądrowej, to nie wierząc w cuda i nie mając ochoty się modlić, to już nic nie ma sensu.

      • Joanno, nie bardzo rozumiem, czemu ma służyć Twój wpis. Jeśli Ty wierzysz do końca, to gratuluję, to super, ale lepsza nie jesteś ode mnie i to Ci nie daje prawa do krytykowania czy złośliwostek, więc odpuść sobie, proszę, takie komentarze…

        • To były – niestety- Twoje skopiowane – przytoczone w moim wpisie słowa, pod którymi ja się nie podpisuję, bo ja w cuda wierzę i uważam wbrew wszystkim zniechęcającym wpisom, modlitwa ma cudowną moc i jest potrzebna – bo inaczej światu grozi zagłada. tylko tyle – przepraszam, że w moim wpisie – Twoje słowa – brzmią inaczej – złośliwie, czy też nielogicznie.

      • A mnie tam jest obojętne co zrobi Putin. Chciałabym tak jak on potrafić realizować swoje cele zdecydowanie, a ja to nawet celu w życiu nie mam

  5. I dosyć mam już czytania o tym, co trzeba robić, jak się modlić, mam już dość…Po prostu jeszcze większą irytację budzą we mnie te wszystkie rady odnośnie modlitwy i ufności. A tam…

  6. Ila ja już takich aktów zawierzenia robiłam i mszy i w ogóle, a jak było, tak jest, jestem tylko zwodzona jakąś nadzieją pustą – a prawda była jak z tym, że ktoś stonkę ktoś zrzucił na pola/;

  7. I gdzie się nie odwrócić, tam d…z tyłu. I patrzysz tylko wciąż na życie innych, a własnego jakby nie było, choć niby żyjesz, to jakbyś nie żyła, i jesteś i nie ma cię…

  8. Wszystko jest nadal bez sensu, a Boga w tym nie ma, a jak jest to jakiś ukryty tak, żeby nie można go było znaleźć tak naprawdę. A może jest, tylko nie kieruje niczym i samo to się tak toczy, a ty się, człowieku, łudzisz, licząc na coś, wierząc, że coś do diabła jest za tym zakrętem, a jak nie ma? I cała droga na nic? Pusta i daremna…

  9. Nie wierzę w Jego słowo ani obietnice, że nie należy brać tego serio, co on mówi w Piśmie… Po prostu nie jestem w stanie. Wydaje mi się, że wierzyć w to byłoby niebezpieczne, nie tyle naiwne, co po prostu, że On zostawiłby mnie z niespełnionymi nadziejami. Tego się obawiam…

    • Lulu, ja próbowałam sobie tez tak mówić, trudno, będę sama, trudno do końca życia będzie jedna wielka k i h, ale ja nie potrafię naprawdę tak zacząć myśleć, bo zaraz sobie myślę, ze jak tak będzie, to tak jakbym przestała mieć jakąkolwiek nadzieję, a żyć bez nadziei jest jak żyć bez wody. A z drugiej strony niby jakaś nadzieja jest, ale brak pewności i ufności – czyli rozpacz i lęk. Dalej stoję w punkcie wyjścia, dla mnie przeskoczenie tego jest nieosiągalne.

  10. Ja mu nie ufam, że on mówi serio, ze on traktuje poważnie to i że to, co on mówi, należy traktować poważnie i nawinie wierzyć w każde jego słowo. Ja ,ma tak. Z takim czymś też jest cholernie trudno, ale tak mam. Ani w lewo ani w prawo. Tak nijak.

  11. Wiara w opatrzność Boża i plan, a jeśli nie ma planu? A jeśli się rozminiesz z Nim, a jeśli to , a jeśli tamto? Ja podziwiam osoby, które nie dopuszczają takich myśli do siebie i nie zastanawiają się nad tym, a co jeśli to wszystko jest nieprawdą? Wiara jest niby poręką dóbr, które spodziewamy się otrzymać, wiec sobie wyobrażamy, że ja mamy, a potem ci mówią, nie wyobrażaj sobie, nawyobrażałeś sobie, a teraz widzisz, czyli miej nadzieję, ale tak jakbyś jej nie miał? Czyli miej, ale jakbyś nie miał, czy wierz, ale nie dowierzaj? A z drugiej strony ci mówią, ze musisz uwierzyć do końca. A jak uwierzysz do końca, to znowu się okaże, ze za bardzo uwierzyłeś, i co? I ironia losu i chichot historii bolesny. I jaki jest ten Bóg, o co mu w takim razie chodzi? Dlaczego jest taki skomplikowany, a twierdzi, ze prosty? I tak źle i tak niedobrze.

  12. Boję się, ze mogłabym uwierzyć za bardzo, byłoby źle, a znowu ze nie dowierzam mi mówią, ze trzeba uwierzyć na 200 proc., czyli tez źle – gonienie króliczka po prostu, a ? On stoi i się śmieje z twojej naiwności i mówi, po co się tak wytężasz, ale jak pytasz, to co mam robić, to ci nie odpowiada. Bawi się tobą, twoimi emocjami, śmieszy go twoja gimnastyka w jego stronę jak taniec godowy, a i tak nie dowiesz się, jaką przyjąć metodologię postępowania z Nim.

  13. Widzisz, Lulu, ja mam tak na przykład. Nie wiem, może faktycznie to w cholerę zostawić, niech robi, co chce, chce ze mnie zrobić np. śmierdząca żebraczkę na starość, niech robi, tak, ale potrafisz się pogodzić z myślą, a co, jeśli tak by właśnie miało być, umiałabyś tak żyć? Ile lat przed Tobą? Naprawdę umiałabyś pójść na takie coś. Ja mówię np. Bo ja nie, więc nie mogę powiedzieć, że jest mi wszystko jedno. Bo bym skłamała. I Tobie na pewno też nie jest – założę się. Bo nie chcesz być sama, nie chcesz być bez własnego miejsca na ziemi, całe życie płakać, kroczyć bez sensu. Chcesz? Bo ja nie, a co jeśli zaufasz, spodziewając się w duchu łask, a On zakpi sobie z tego, wystawi nas i będzie tak, jakbyśmy wcale nie zaufały tak naprawdę. Efekt ten sam. Wiesz, jak taki uczeń, czy się nauczysz, czy nie nauczysz, to i tak dostaniesz tróję. He. Ja Bogu nie wierzę po prostu. On mówi do mnie słowami z pisma niby, które mają mnie utwierdzić w tym, by wytrwała, że na końcu jest to dobro, ta nagroda za wytrwałość, ta pomoc i spełnienie swoich pragnień najskrytszych, a we mnie dalej jest lęk, że to i tak jest ściema…Ze i tak będę zawiedziona. Jak taki ktoś, kto Ci mówi ence pence w której ręce, pokazujesz na prawą, a on ze śmiechem ci podaje pustą i ma niezła polewkę z tego w dodatku… I co wtedy ukarałem Twoją zuchwałą pychę( na końcu tak ci powie) czy może naiwne zawierzenie? I śmiech gromki wokół…Ja mu nie wierzę dlatego, że się takiego czegoś boję, albo ze będziesz miała nadzieje, otworzysz się, niczego nie narzucając, ale wierząc w spełnienie tych nadziei, a to, co otrzymasz, to będzie po prostu jak naprawdę taki śmiech z ciebie. Wiesz, jakby cie ktoś oszukał i dał ci walizkę pełną pieniędzy, tylko że fałszywych, Ty byś wsiadła do samochodu i odjechała, a on by się chichrał za Twoimi plecami. Ja to się obawiam takiego czegoś – wcale nie otrzymania dóbr, tylko ciosu w łeb.

    • Mam podobnie, też zastanawiam się jaki „haczyk” byłby w moim przypadku.
      Myślę, że jak swoje łaski otrzymam za wiele wiele lat, tyle będę się męczyć na tym świecie, a jak otrzymam coś dobrego to za „chwilkę” umrę i tyle mojego szczęścia tutaj. 🙂

    • Tylko, że zaufanie nie polega na tym żeby dać się komuś nabrać, bo to jest naiwność, ufać komuś to po prostu wierzyć, że ktoś chce dla nas dobrze ale nie wbrew naszej woli. Ufając komuś nie należy rezygnować ze swoich planów, marzeń i czekać na instrukcje jak żyć, co robić. Ufać Bogu to wierzyć, że choć nie wiem jak jest źle to kiedyś to się skończy dobrze. Bóg nie zrobi z ciebie żebraczki, kaleki. Po co Bogu nasze cierpienie? Do niczego mu nie potrzebne, po co miałby nas karać, unieszczęśliwiać? Nie Bóg skazał Jezusa na śmierć tylko Piłat przy namowie ludzi, nie Bóg kazał ubiczować Jezusa tylko Piłat, nie Bóg kazał nałożyć koronę z cierni Jezusowi to zrobili żołnierze. Bóg tylko na to pozwolił, a Jezus sam się na to zgodził, a i tak pomimo tego okrutnego cierpienia Jezus Zmartwychwstał i dzięki temu, że Bóg pozwolił na to cierpienie a Jezus je przyjął i się na nie zgodził, chociaż doznał tyle krzywd od człowieka mimo to wstawia się za nami u Boga Ojca („Ojcze przebacz im bo nie wiedzą co czynią”) i to jest taki argument, którego Bóg Ojciec nie może odrzucić. Komu jak komu ale Jezusowi można zaufać, On na pewno chce dobrze. Nie wiem jakich łask się spodziewasz od Boga ale na pewno nie będzie to cierpienie.

  14. Tak jak i ja, myślę, że zawsze jest jakiś haczyk, niczego nie otrzymasz bezinteresownie, wszędzie dopadnie cie pułapka. Czyli tak będzie do końca życia, tzreba się pogodzić z samotnością, beznadzieją i brakiem perspektyw, bo to chociaż znasz…a na Niego nie licz, obojętnie, co by nie powiedział.

  15. AgnieszkaC Najlepiej widać dla Pana Boga, żebyś nic człowieku nie pragnął, godził tylko ze swoją biedą, brakiem, pustką, a tam, i nie było nigdy tak, żebym traktowała modlitwę jak magie czy konsumpcyjny automat. Ja naprawdę miałam nadzieję, a teraz widzę, ze ta moja nadzieja może być zwykłą podpuchą, a haczyk i tak jest w tym wszystkim jakiś i nigdy nie będę szczęśliwa, a w nosie, rzucam to wszystko. Mam to gdzieś. I tak będą zawsze tylko słowa, słowa, słowa i wiecznie słowa. Nic więcej…

    • Nasze życie polega na szukaniu sensu – Ewa – też pragnęła czegoś więcej niż ofiarował w Raju – Pan Bóg. Nie skonsultowała podszeptów szatańskich z Panem Bogiem, który dał wyraźny zakaz. Porządziła się sama i do dziś tak mamy, że nasze życie jest bez sensu. Tylko dla tych którzy wierzą w to, że są narzędziem w rękach Boga ten sens jest oczywisty i wyraźny – niezależnie od tego, co nam przyjdzie przeżyć. Szykujemy się na spotkanie z Panem Bogiem, który nam wystawi świadectwo – nic się więcej nie liczy. Tylko takie przeżycie życia na ziemi ma sens.

      • To w końcu jestem narzędziem Boga czy dzieckiem Bożym? Mam coś do powiedzenia? czy nie? ciągle motacie ;/ kupy się nie trzyma

        • Sądzę, że narzędziem. Rz 9, 18-24
          „19 Powiesz mi na to: Dlaczego więc Bóg czyni jeszcze wyrzuty? Któż bowiem woli Jego może się sprzeciwić? 20 Człowiecze! Kimże ty jesteś, byś mógł się spierać z Bogiem? Czyż może naczynie gliniane zapytać tego, kto je ulepił: «Dlaczego mnie takim uczyniłeś?»10 21 Czyż garncarz nie ma mocy nad gliną i nie może z tej samej zaprawy zrobić jednego naczynia ozdobnego, drugiego zaś na użytek niezaszczytny? 22 Jeżeli więc Bóg, chcąc okazać swój gniew i dać poznać swoją potęgę, znosił z wielką cierpliwością naczynia [zasługujące] na gniew, gotowe na zagładę, 23 i żeby dać poznać bogactwo swojej chwały względem naczyń [objętych] zmiłowaniem, które już wprzód przygotował ku chwale, 24 względem nas, których powołał nie tylko spośród Żydów, ale i spośród pogan…”?

    • Eliszka32 chyba o to chodzi Bogu. My mamy dziękować za nasze beznadziejne życie, za wszystkie ciosy go chwalić a i tak nie spojrzy na nas łaskawym okiem.
      Inni mają wszystko, Boga „gdzieś’ i im życie sprzyja.
      Naprawdę nic już nie wiem.

  16. żebyś wiedziała, Agnieszka, ja niczego nie przekombinowałam, tylko wiem. Wiem, Agnieszko i nie chce już niczego od Boga i o nic go już nie chce prosić, a dzisiaj nawet pozbyłam się pewnej rzeczy nim związanej. I w ogóle, zakpił sobie ze mnie i kpiłby, czy bym waliła głową w mur w podzięce. I tak czeka mnie marne życie, więc co za różnica. Tak jak mówisz, jedni mają wszystko, a tacy jak my nic, a reszta to marne gadki o łaskach i obiecanki cacanki, i tak zostawiłby mnie na lodzie. I zawód. Nie ma co dłużej wierzyć, trzeba po prostu przestać pragnąć i w ogóle o tym zapomnieć. Wszystko to są zwykłe brednie, a on nigdy nie zamierzał naprawdę mi pomóc i nie pomógł. A ja już odchodzę od Niego. Nie sprzyjało czy z nim czy bez niego i sprzyjało nie będzie.

  17. Nie przekombinowałam. Tak, to takie proste, lulu udzielasz rad, a czy sama umiesz je wdrożyć we własne życie, jeśli to naprawdę jest takie proste, no wybacz, nie chcę Cię urazić, ale… Bo szczerze to nie wierze, ze Ty na nic nie liczysz już u Niego. Ale mniejsza o większość, nie musisz mi odpisywać, i tak już się wykasowuje z tego forum ku uciesze wszystkich. Nieważne. Ja doskonale wiem, co mówię.

  18. Nie miałam na myśli naiwności rozumianej jako bezmyślności i wyłączenia rozumu, tj.rozsądku tylko dziecinna wiarę w jego łaski czy w Niego. A nie to, co Ty piszesz powyżej, Dobra tam, mało ważne. Ja spadam stąd. Koniec. Bawcie się dobrze.

  19. Boże Drogi co ta Eliszka32 wypisuje? Pomódlmy się za Nią. Chyba Bóg przygotowuje wielką Łaskę dla Niej bo Zło walczy z całej siły. Mój Godny Uwielbienia Jezu Ufam Tobie. Jezu Pobłogosław Eliszce32 błagam Cię i wierzę i ufam że Jej pomożesz.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!