Kasia: Moja prośba została wysłuchana

Nowennę odmawiałam pierwszy raz, zaczęłam ją w czerwcu i skończyłam 31 lipca. 4 dni przed końcem otrzymałam dobrą wiadomość, o ktorą się modliłam. Siła tej Nowenny jest przeogromna a Miłość Maryi do ludzi nieskończona. Będę zawsze wdzięczna Bogu i Maryi za udzieloną łaskę i zgodnie z obietnicą złożoną w Nowennie chcę głosić Ich chwałę i cześć.
Zaufajcie Bogu i Maryi!

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

76 myśli na temat „Kasia: Moja prośba została wysłuchana

    • wiesz ja mam jedna odpowiedź ze swoich przeżyć…bo już nie czekam:):):). Przez miesiące modliłam się (5 nowenn) i myślałam, analizowałam, czekałam aż nastąpią…i gdy odpuściłam już w beznadziei, zaczęłam mówić Boże bądź Twoja wola…oddaje Ci to wszystko z czym się zmagam zrób co z tym chcesz i kiedy chcesz, ufam Tobie…zaczęły następować zmiany…ale co ciekawe nie w temacie o który prosiłam…tylko w innych sferach mojego życia, przede wszystkim moja relacja z Bogiem bardzo się pogłębiła, ja się zmieniłam…i z perspektywy czasu widzę że to miało sens…że gdybym dostała to o co proszę…byłoby po prostu za wcześnie….to ja wymagałam „gruntownych przeróbek”, moje życie się zmieniło, a ja pomimo nierozwiązanych problemów czuje sie dobrze, czuje ogromna wdzięczność, radość i pokój…

      • To prawda. Zauważyłam to już po pierwszej nowennie. Byłam bardzo zdziwiona, że pomimo tego że inetencja o ktora prosilam sie nie spełniła, okazało się , że można normalnie żyć. Co wiecej być szczęśliwą! Tyle czasu szukałam sensu życia i byłam zrozpaczona, że nie mam chłopaka. Lęki, analizowanie wszystkiego, przejmowanie się, załamanie. Bóg pokazał mi, że bez chłopaka czy wymarzonego zawodu życie się nie kończy. Po samym ukonczeniu nowenny zauwazylam powolna zmiane w moim mysleniu. Powoli uczylam sie ufac Bogu, ciezko bylo mowic badz Wola Twoja, ale staralam sie, wierzyc i mu zaufac. Zauwazylam zmiany w moim zyciu takze zawodowym. Teraz nawet jak jest mi smutno, wierze ze bedzie dobrze, jestem silniejsza. Wiem ze pomimo wszystko Bog mnie kocha i ze nigdy mnie nie opusci. A wszystkie trudy oddaje mu. Ale mimo to czekam na spelnienie tej swojej intencji, po prostu wiem ze musze poczekac. Modle sie wciaż, bo to mnie umacnia w tym trwaniu… 🙂

    • Może z bardziej w górę wzniesionymi rękami, aż do bólu i zemdlenia.
      Może częściej z różańcem w ręku – wbrew pozorom – tak odmawia się szybciej, a jakby z większym szacunkiem, niż w ferworze prac domowych. Może częściej rano, niż na sam koniec dnia z wywieszonym językiem, żeby zdążyć. Nie wiem, gdzie ” ten pies jest pogrzebany” u Ciebie. Wiem, co ja powinnam udoskonalić w swej modlitwie. Ale najważniejsze, żeby na niej trwać – do końca świata.

  1. Droga Agnieszko zaufaj Bogu i kochanej Matce oni napewno ci pomoga.
    Moje prosba rowniez nie zostala wysluchana, a prosze i modle sie od siedem lat w tej intencji ale wciaz wierze ze kochana mateczka mi pomoze….i wyslucha
    KROLOWO ROZANCA SWIETEGO MODL SIE ZA NAMI
    JEZU UFAM TOBIE

  2. Jest sposób na przyspieszenie otrzymania Łaski. Bóg nas kocha. Jezus czynił cuda od ręki ale najpierw mówił „..odpuszczają ci się grzechy twoje, weź swoje łoże, idź i nie grzesz więcej”. To przekłada się na mniej więcej: uporządkowanie życia, zaufanie Bogu, szczera spowiedź, postanowienie życia bez grzechu i na koniec życie jak człowiek bez grzechu.

      • Ja także zgadzam sie z Jankiem. Najgorsze załamanie swego życia miałam właśnie dlatego bo oddaliłam się od Boga przez grzech. Szatan pięknie kusi, obiecuje złote góry, żeby się nie przejmować tylko czerpać przyjemność, a później gdy przy najbliższej okazji zostawi Cię samego. Czułam się już na samym dnie, taka samotna, taka bez nadziei, bez wyjscia. Nie wiem co byłoby gdzybym nie trafiła na tą nowennę.

      • wiesz Lulu można się spowiadać, chodzić do kościoła, przyjmować sakramenty św. i dalej żyć „po swojemu” tzn. wybierać to co mi pasuje a nie iść DOKŁADNIE za tym co Bóg nam przekazuje w przykazaniach,w Piśmie św. itp. To my mamy w swoim sercu szczerze rozważyć jakimi jesteśmy ludźmi, jak żyjemy, co robimy, jak odnosimy się do bliźnich…i Bóg nas za to nie karze (nie dając łask) tylko przez to możemy się od Niego oddalać – wybierając to co w naszym mniemaniu jest lepsze. Chodzi o pełne zaufanie i oddanie Bogu, o prawdziwą, głęboką relację. O to aby nauczyć się pokory i ufności. Nie da się żyć bez grzechu ale można nad sobą nieustannie pracować…

        • Ale jaki to ma związek z przyśpieszeniem otrzymania Łask, o którym pisze Janek, nie da się „żyć po swojemu” i jednocześnie chodzić do kościoła, przyjmować sakramenty, spowiadać się, bo takie życie to życie po Bożemu, oznaka zaufania do Boga. Czy w twoim mniemaniu ten co nie został wysłuchany jest „gorszy” od tego który został wsłuchany? bo chyba to sugerujesz/cie

          • lulu napiszę ci pewien przypadek z mojego życia. Kiedyś chciałam sobie kupić taką grubą obrączkę. Przechodziłam obok jubilera, zaszłam i spodobała mi się jedna, więc ją kupiłam. Po jakimś czasie okazała sie, że to pierścień atlantów. Nieświadomie popełniłam jeden z najgorszych grzechów względem Pana Boga, grzech bałwochwalstwa. Cały czas uważałam się za dobrego i co najgorsze PRAKTYKUJĄCEGO katolika. Jak tylko się dowiedziałam, co to za przedmiot i jakie jest jego prawdziwe znaczenie, to na początek go zdjęłam, ale od razu nie wyrzuciłam. Dopiero po jakimś czasie wyrzuciłam do śmieci. Dlatego jeszcze raz polecam spowiedź furtkową, mnie na wiele rzeczy otworzyła oczy. Najbardziej przeraziło mnie, jak z pozoru błahe rzeczy, poważnie obrażają Boga, a na nas sprowadzają przekleństwo.

            • nie noszę biżuterii, nie uznaje amuletów, gardzę zabobonami, śmieszą minie horoskopy, spowiadam się za każdym razem szczerze

            • ja nie wiedziałam, że to amulet, po prostu spodobał mi się wzór, przestałam go nosic jak się dowiedziałam, co oznacza.

            • E. ale posłuchaj, to naprawdę niemożliwe. Uważam, że nie jesteśmy w stanie pozbyć się z otoczenia wszystkiego co mogłoby w jakiś sposób nam szkodzić. Mam wrażenie, że popadlibyśmy w paranoję, zamiast normalnie żyć, być dobrym człowiekiem, to patrzelibysmy na tego typu „drobiazgi”. rozumiem, że wszystko może mieć znaczenie, ale raczej jeśli Bóg nie jest w stanie poradzić sobie z jakimiś „bublami”, przedmiotami itp. bo to blokowałoby jego łaskę, to sorry, ale jak ja mam sobie z nimi poradzić. Przecież to jest jakieś chore nawet. Jeśli tak jest to ja dziękuję za taką wiarę i takiego Boga.

            • Tu nie chodzi o to, że nie byłby w stanie sobie poradzić, tylko o to, że nosząc takie rzeczy pokazujesz, że nie ufasz Panu Bogu, odrzucasz Jego łaskę. (nawet jeśli jest to nieświadome) Popełniasz w ten sposób grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu: NIE BĘDZIESZ MIEĆ BOGÓW CUDZYCH PRZEDE MNĄ. Ja przez cały ten czas uważałam, ze jestem katoliczką, a w Kościele stawałam na końcu, dopiero później zdałam sobie z tego sprawę. Pewien ksiądz powiedział, że każde z nas musi świadomie zaprosić do swojego życia Pana Boga, natomiast w drugą stronę takiej deklaracji nie potrzeba. Wystarczy, że będziemy mieli jakąś rzecz, która jest poświęcona złu. Jeżeli ktoś w to nie wierzy, to jest to sprawa jego sumienia i wiary, ja w to nie wnikam, ani nie oceniam.

            • E. (muszę pisać nad, bo nie mogę poniżej 😉 jak chodzi o jakieś rzeczy itp. które moga być (bo chyba nie są na pewno) poświęcone złu, powiedzmy, że niby są. To ja mam takich rzeczy całe mnóstwo. I nic na to nie poradzę. Ja nawet nie sądzę, żeby to było coś złego. jeśli nawet filmy to mogą być, typu Harry Potter (jak raz pisał Józef) albo np. symbole, czaszki, nie wiem, np. inne 9oprócz filmów) dzieła kultury, w których wystepuje nawet postać diabła czy demony, to po prostu ja zwyczajnie w tym siedzę. co mam zrobić? Uważam je za stylistykę pewnego rodzaju, bez znaczenia na moje postepowanie moralne. Nigdy nie miało.
              to nic nie znaczy. To nie zasłania mi Boga. Opowiesci, filmy, obrazy to jedno a życie, postępowanie dobre, nawet wiara to drugie.

            • Alu ja tylko przestrzegałam, nie jestem księdzem, ani żadnym autorytetem. Każdy z czytających niech rozstrzygnie w swoim sumieniu, co z tym tematem zrobić. jeżeli do ciebie nie przemawia, co napisałam, to ja nic z tym nie mogę zrobić. Masz wolną wolę, więc skoro Bóg to szanuje, to ja także muszę.

            • Dziękuję E. ale wcale nie chodzi o Ciebie.O takich sprawach się mówi, były poruszane. Problem w tym, ze nie wiem dokładnie o co chodzi. kwestie z oglądaniem czegoś czy posiadaniem rzeczy z symbolika itp. ja np. muszę czesto oglądać rzeczy, bo mam zawód związany z historią kultury. Łatwo komuś mówić, jeśli nic nie ma z tym wspólnego. W końcu wizerunki diabłów, wyobrażenia szatana są na obrazach i wiszą nawet w kościołach. I co z tym zrobić? zgodzę się, że co innego fascynacja i wyznawanie kultu. 😉

            • Alu , to co pisałem do Eliszki miało za zadanie znaleźć furtkę przez którą ona ma problem z tym czym ma . Oglądanie horrorów ,czy potera nie jest problemem dopóki człowiek się na to nie otwiera poprzez szukanie sposobów , typu ” a jakby tak spróbować coś wyczarować ” Ja też lubię historie i wszelkiego typu mitologie mam na półkach , ale to nie oznacza , że oddaje cześć Zeusowi , czy Świętowitowi. Tak więc nie popadam w paranoję 😉 Z tego co kiedys słyszałem na temat demonologii to problem zaczyna się jeśli człowiek ma rzeczy związane z kultem szatana , tudziez uzywane w czasie takich obrządków . Dziecko bawiąc się potworkiem z plastiku nie jest opętane , ważne by traktował to jako zabawkę , kolejną w drodze do dorosłości . Nie jako kierunek życia , fascynacji .

          • Lulu absolutnie nie sugeruje, że ten co nie został wysłuchany jest „gorszy” od tego który został wsłuchany…. Ja mówię o swoich doświadczeniach. Byłam zawsze wierząca, praktykująca, spowiadająca się, miałam się za dobra katoliczkę, a tak naprawdę nie byłam blisko z Bogiem. Wiem, że to dziwnie brzmi ale dopiero gdy zaczęłam się modlić codziennie nie tylko nowenną (bo wcześniej w zasadzie był tylko pacierz) ale zaczęłam czytać Pismo św. codziennie, zaczęłam w skupieniu uczestniczyć we mszy św. (wcześniej bywało różnie), zaczęłam czytać książki religijne zobaczyła/poczułam większy głód Boga,modlitwy. Ja dopiero teraz widzę jaka moja wiara była „pusta” teraz po prostu chce z Nim Być, stawać się lepszym człowiekiem każdego dnia, rozważam Jego słowo, staram się (choć czasami jest mega trudno) wcielać je w życie. Czuje taki spokój i pokój, że nie jestem w stanie tego opisać. Umiałam też przebaczyć (choć przez kilkanaście lat tego nie zrobiłam). Prawdziwa, oddana modlitwa uratowała mnie. Kiedyś mówiłam Ufam Jezu a tego nie rozumiałam,…teraz po prostu ufam…tylko że to przyszło z czasem, głownie przez modlitwę.

        • ja z doswiadczenia wiem, ze wydawalo mi sie ze jestem bliso Boga, mimo tego ze zylam po swojemu, bo notorycznie grzeszylam, spiac z chlopakiem, a wczesniej i z innymi, i wierzac ze Bog mi wszystko wybaczy. Przyszlo w koncu koszmarne zalamnie, ale moze to i dobrze, bo wtedy przejrzalam na oczy i dostrzeglam co na prawde jest piekne. Chce być dla Jezusa czysta i dobra, i choc trudniej wybierac jego nauke. To wszystko wlasnie dzieki NP. Ale mysle ze spelniona czy niespelniona prosba nie zawsze zalezy od grzechu. Moze poprostu Bog chce nas czegos nauczyc tym czekaniem. Moze inny czas bedzie lepszy. A moze taka jest poprostu Jego wola, zeby tak sie nie stało jak chcemy. Moze stanie sie inaczej, ale zobaczymy pozniej, ze to wlasnie jest dla nas lepsze. Zeby zobaczyć pewne rzeczy potrzeba czesto czasu.

  3. a w ogóle ma kolejny zły dzień i nie chce mi się o tym wszytki gadać, gadam już na tym forum już od ponad 3 lat i nic się nie zmieniło

  4. lulu chcesz pogadać na forum katolickim.Wpisz w google Apostoł ,to ci wyskoczy fajne forum.Tam możesz się po wyżalać.Co do wysłuchanych modlitw.Czasami mam wrażenie,ze ludzie modlą się tylko wtedy kiedy sobie już nie dadzą i zabierają się za nowennę.Czasami mam wrażenie,ze chcielibyście od razu dostać łaskę,a to w cale nie jest takie proste.Wiecie ile ja czekałem na łaskę właściwie, to było moje marzenie,a czekałem co najmniej 5 lat.Ja jestem cierpliwi widzę,ze byłem wysłuchany,ale niestety muszę być ostrozny,ponieważ nie chcę wpaść w tarapaty.Czasami człowiek chciałby mieć od razu wszystko,ja ostatnio postanowiłem,ze nie chcę mieć od razu wszystkiego.Pracę znajdę spokojnie,studia skończę spokojnie(które nic nie dadzą oczywiście żartuje),rodzinę na pewno kiedyś założe czy za 10 lat czy za 5 wiem,ze na razie mi się nie spieszy do ślubu.

    • Nie „śpieszy” ci się Piotruś bo to ci obojętne kiedy żona urodzi dziecko, czy jak będziesz miał 45 lat czy 50 zawsze można wziąć młodszą, a ja będę już wtedy za stara 🙁 z pracą ci się nie „śpieszy” bo masz jeszcze studia, mnie na studiach też się nie śpieszyło, ja studia skończyłam 5 lat temu 🙁 wiem że chciałeś pocieszyć ale to nie twoja wina że ci się nie udaje

      • wlasnie dlatego musisz się modlić. O tę nadzieję, z nią jest łatwiej żyć. A z czasem może coś się zmienić na lepsze 🙂 Póki co rozumiem Cię, bo tez jestem samotna i sie modle. Jednak zauwazylam ze mniej sie tym przejmuje i czuje sie jakby mlodsza 😛 Trzymam kciuki za Ciebie 🙂

          • lulu, czytam ksiązkę, którą mi kiedyś poleciłas „Moc uwielbienia” i tak mi się natchęło pod twoim postem. NIE PROŚ, DZIĘKUJ !!! 🙂 nawet jak to brzmi, jakbym była co najmniej szalona .

          • Lulu może i nie wiesz jeszcze czego Ci trzeba…módl sie w takim razie o wypełnienie Bożej woli w Twoim życiu…ja jedno mogę napisać (jestem tu tez od pewnego czasu), że Twoje wpisy a czytam je na przestrzeni tygodni…są inne….więcej radzisz, wspierasz, masz więcej dystansu i pogodzenia….ale to jest mój odbiór:):):). może jednak coś się zmienia…tylko Ty może nie zdajesz sobie z tego sprawy….jak zwykle pozostaje z modlitwa:):).

            • Ja np. w marcu skończyłam NP o poznanie i wypełnienie woli bożej w moim życiu i nic, zupełnie nic.
              To nie o to chodzi.

            • Agnieszko przyjrzyj się temu jak podchodzisz do modlitwy (ja tak zrobiłam)…bo to chyba nie chodzi o to, że ma się coś wydarzyć, nagle zmienić. Ja cały czas czekałam, 5 nowenn -NIC, załamanie co ja źle robię…i przyszło z czasem (nie ustawałam w modlitwie), że nie mam się modlić o coś…tylko po prostu modlić, być bliżej Boga, rozmawiać z Nim, strać się być lepszym człowiekiem, słuchać Jego słów, byc z nim na co dzień….
              Z czasem nauczyłam sie nie tylko prosić ale przede wszystkim dziękować za każda „górę” – bo każde trudne doświadczenie uczyło mnie czegoś o mnie, pokazywało mi kim jestem i co robię.
              Szalałam ze złości, bezradności, strachu, że mąż już do mnie nigdy nie wróci, co ja zrobię z dzieckiem, jak mam z nią rozmawiać? I w tej wytrwałej modlitwie przyszedł pokój w moim sercu….naprawdę przestałam się szarpać i to chyba właśnie o to chodzi…nie czekam na męża (przeszła rozpacz, żal), do dziecka mam dużo cierpliwości, wsparcia. A zawsze chciałam mieć dużą rodzinę, dobry dom. Można powiedzieć ciesz się bo masz jedno dziecko, tak ale ono nie ma prawdziwego domu…..też oddałam to Bogu, bo jej płacz, rozpacz (ma 3,5 roku), tęsknota za tata jest dla mnie nie do wytrzymania, ale modle się o opiekę i wiesz jest dobrze, tak spokojniej, widzę że i ona się wyciszyła…jakoś znajduje właściwe słowa….
              Chodzi Agnieszko o to aby w sobie znaleźć pokój wtedy zmienia się wszystko….ten pokój i spokój daje tylko Bóg…doświadczam tego…módl się nie czekaj na nic…tylko módl….

  5. Że tak się wtrącę Wam.
    Bo Ty młody facet jesteś to Ci nie „śpieszno” 🙂
    Ja jako kobieta zegara biologicznego nie oszukam. 10 lat czekam i się nie doczekałam, to chyba jakiś znak. Jednak tego mi Bóg nie „da”.

    • Jakim prawem piszesz – tego mi Bóg nie da. Skąd możesz to wiedzieć ? Jesteś sama – bogiem ? W tych słowach jest jakieś totalne nieporozumienie : pomieszanie twoich oczekiwań – już nie wiem, czy tego pragniesz, czy nie, a poza tym wierzysz w moc Boga, czy nie? Jeśli nie, tzn. że nie wierzysz w Boga Wszechmogącego lub błędnie zakładasz, że nie zasługujesz na pomoc ze strony Boga – każdy – tylko nie ty!!! Dlaczego uzurpujesz sobie prawo, by myśleć że jesteś gorsza od innych, bardziej grzeszna, nieudaczna ?!!! Kto każe Ci tak myśleć – zastanów się, czy takim myśleniem nie sprawiasz przypadkiem przykrości Bogu, a satysfakcji – sama odpowiedz sobie na pytanie – komu ? Wiary – więcej, w siebie , w Boga stwórcę Dobra !!! Ty też jesteś – Dobrem!!!!!. Uwierz w to i z radością głoś chwałę Pana – bądź Jego odbiciem!!!!!!!!!!!!

  6. E w cale młodszej nie będę chciał jak będę starszy oczywiście,ale to życie pokaże..Gdybym teraz się żenił,to po pierwsze nie utrzymałbym rodziny,a po drugie nie mam stałej pracy więc na razie mi nie spieszno zresztą nie wiem,czy w ogolę będę z kimś. Bo jak na razie, to nie miałem dziewczyny.Bo jak już być z kimś to do końca,a nie że taki związek przelotny,takich nie lubię. Wiem,że Wy też czasem od razu chcecie wszystko mieć nie tylko młdzi:D. Ale też możecie poczekać, ja bedę jeszcze dłużej od was czekał. Ale to chyba dobrze,ze mi nie spieszno do ślubu przynajmniej wiem czego chcę,a nie którzy to nie wiadomo co chcą.Ja czekam i mi nie spieszno,bo wiem,ze wszystko przyjdzie swoim w czasie.Praca zresztą też.

    • To pozazdrościć 😛 Kobiety to wiadomo, ze lubią sie przejmowac. Ale niech wlasnie chociaz nasze płacze dobrze sie ulokują, czyli np w rozwazaniach podczas odmawiania NP. Niech bedzie z nich porzytek jakis, bo tak na prawde kazda z nas wie, ze z takie narzekania to nam nie pomagaja, a jeszcze bardziej przeszkadzaja w zyciu. Ale czasem tak juz jest ze inaczej nie potrafimy. Wlasnie dlatego musimy sie modlic, bo inaczej to mozna sie zaplakac i przez to zmarnowac swoje zycie i popasc w jakies depresje. A tak to wiadomo ze Mateczka na obroni!!!

  7. Lulu, ja też mam takie myśli, że wszystko jest po prostu w moim życiu jak w czarnej d…za przeproszeniem, sfera zawodowa nie istnieje, nie mówię już ściśle o pracy, tylko tak po prostu ta sfera życia, moje życie osobiste także nie istnieje. I co? A wchodzę do internetu i czytam np. o tym, jak to niebezpiecznie rodzić dziecko po 35 r.z. i później. Hehe. No. To jest najlepsze. Zawalone dzieciństwo, wszystko to, na co nie miało się się wpływu, niestety domaga się przerobienia, przepracowania, żeby zrobić miejsce nowemu. Czasami to trwa. I niczego nie przyspieszysz, choćbyś chciał… Ale dla pocieszenia powiem Ci jedno, być może to, czego teraz jeszcze/wciąż nie mamy, będziemy miały później, ale za to mamy szanse żyć jeszcze świadomie, a inni już nie, bo już nigdy nie znajdą na to czasu. I coś za coś. Jeśli rozumiesz, co mam na myśli.

  8. A w ogóle mam ogólną prośbę do forumowiczów, czy jest ktoś chętny/i do pomodlenia się w intencji p. Bożeny – bardzo chorej osoby, której lekarze dają najwyżej jeszcze parę tygodni życia z powodu nowotworu trzustki i innych bardzo ciężkich chorób, na które ta osoba cierpi. Jest w stanie przed paliatywnym, raz odzyskuje świadomość, a raz ją traci.
    Wystarczy 10-tka różańca dziennie np. przez tydzień. Wiem, że do jej córki dotrze ode mnie obrazek z nowenną, ale jaki będzie tego efekt, nie wiem, ponieważ jest osobą chyba niewierzącą. Na pewno niepraktykującą.
    Jeśli ktoś chce pomóc, to ręka w górę:). Wystarczy 10-tka różańca.

  9. Dziękuję Wam bardzo i wszystkim, którzy się jeszcze włączą w to:), jej córka dostanie tę modlitwę, mam nadzieję, że coś ją natchnie jednak do odmawiania…

  10. A ja w sobotę wyobraź sobie, Józefie, byłam na mszy o uzdrowienie u Pallotynów i tam usłyszałam ważne słowa dla siebie i odnośnie mojej sytuacji życiowej tak ogólnie i wyszłam taka podbudowana, a w niedzielę poszłam na msze też o uzdrowienie, bo akurat mnie zaprosiła znajoma, to poszłam, super kazanie o cierpieniu i krzyżu było wygłoszone i kończy się kazanie, a mnie już łapie dół, takie strasznie rozczarowanie i poczucie rezygnacji, złość, ale trzymałam się do końca mszy, a dopiero jak nastąpiło wystawienie Najświętszego Sakramentu – wybuchnęłam rozpaczą. No, i co o tym sądzisz?

    • @Eliszka, a wiesz, że słuchając księdza podczas adoracji często myślałam o Tobie, że to tak jakby do Ciebie mówił. Byłaś może w części górnej kościoła?

    • Eliszko , najwyższy czas by udać się do egzorcysty . Zostałaś podbudowana w sobotę i myślałaś , że pokonasz sama wszystko , ale w niedzielę dostałas sms-a i dotarło do Ciebie , że już nie jesteś taka silna . Modliłem się za Ciebie jak obiecałem , zapewne inni również , ale jeszcze pomodle się byś nabrała odwagi . Za Twoją koleżankę o której pisałaś też się pomodlę .

      • Jakiego smsa dostałam? Z pogróżkami? Nie. Ja nie dostałam żadnego smsaw niedzielę, tylko w niedzielę byłam w kościele na mszy i na mszy miałam lekki napadzik:0. Ale dziękuję za modlitwę i pamięć.

    • @Eliszka, Ty to masz pomysły 🙂
      Nie, że leczy ludzi poranionych w różnych sytuacjach życiowych (o rodzicach była mowa i tak w ogóle). Jakoś tak ciągle przychodziłaś mi do głowy, że te słowa były dla Ciebie.
      Chodziło mi na górze w ławkach 🙂

  11. No, Ty tez byłaś? Żartuję z tym wiecznym cierpieniem. Ale w jakich słowach zwłaszcza miałaś takie myśli? Ja miałam słowa podnoszące mnie na duchu na skaryszewskiej, jak byłam, ja tam lubię chodzić na skaryszewską. To kurna, w niedzielę już mnie dopadło za to, żebym nie czuła się zbytnio szczęśliwa, wiesz…

    • No właśnie o to mi chodzi, o te piękne słowa, jakby były do Ciebie skierowane. Takie miałam wrażenie.
      U Pallotynów wszystkie Msze są piękne. Nie ma pośpiechu, tylko skupienie, szacunek. Ja tam chodzę na nabożeństwa pierwszych sobót.
      A w niedzielę też byłaś?

  12. Co tylko podniosę głowę i odzipnę – to za jakiś czas znowu dostaje cios jak na ringu i leże w narożniku, potem wstaje do następnego „mordobicia”.

    • Byłam i nie wiem sama, ale bez wahania, po prostu czułam i wiedziałam, że tak właśnie jest, poszłam do przodu, kiedy ksiądz poprosił, aby zgłosili się ludzie, których dotknął Pan. Pierwszy raz to poczułam. Przy błogosławieństwie miałam coś dziwnego, a potem chciałam śmiać się na cały głos. Jakieś niewyobrażalne szczęście mnie zalało.

  13. Do stopnia komunikantu – miałam słowa o czekaniu na działanie Boże i żeby dać Bogu czas wbrew różnym przeświadczeniom. A Ty miałaś na skaryszewskiej jakieś słowa?

    • Myślę , że oprócz Was dwoje , było jeszcze kilka osób , które to samo wzięły sobie do serca . Wszystko zalezy od problemu . Niewiem Eliszko ,czy w Twoim wypadku masz czekać na działanie Boga , czy masz udać sie do egzorcysty i dac działać Bogu przez niego .
      Jesli widzę plakat z ładną dziewczyną , która usmiecha sie w moim kierunku , mogę zakładać , że jestem taki przystojniak , że nawet tapeta się smieje do mnie , ale równie dobrze , ona usmiechała się do kogoś innego .
      Dobrze że kazanie dało Ci siłę , ale życie toczy się dalej a następne kazanie już nie miało takiej siły , tłumacząc prościej nie słowa są Tobie potrzebne , ale czyny . Słowa są na chwilę , czyny na wieczność .

      • Józefie, nie to miałam na myśli akurat, te ataki to nie jest jedyna sprawa w moim życiu i słysząc o czekaniu, wcale nie myślałam o czekaniu z ta sprawą, chodzi o coś innego, i w tamtej drugiej sprawie akurat wiem, że niczego nie przyspieszę. Nie zawsze nasze działania akurat nam służą, nieraz bywają przedwczesne i trzeba najpierw pozwolić wybrać Bogu najlepszy moment. Nie piszę o tej sprawie, o której tu rozmawialiśmy na forum.

  14. A w niedzielę moja sobotnią radość przypłaciłam atakiem rozpaczy na Ursynowie niestety, jak widać zgryzota szatańska nie próżnuje:).

  15. A może tak mnie to naszło, bo niby dochodzi do uwalniania też przez to, nie wiem…Dziwi mnie tylko, że już na kazaniu mnie wzięło:), już wtedy mi się chciało płakać, ale wstrzymywałam się jeszcze jakoś, ale brało mnie już na mszy. Może to tak właśnie się odbywa uwolnienie… przez napływ tych emocji, no bo że przez płacz to wiem, gdyż płacz mam już regularnie od dwóch lat na prawie każdej mszy o uzdrowienie. Można by rzec, że wylałam Bałtyk łez przez cały ten czas.

    • Eliszka32 to być może oznacza, że masz w sobie jakiś zatajony żal o coś do kogoś, dopóki tego nie odkryjesz i nie przeżyjesz żałoby to cię będzie nachodzić płacz „bez powodu”. Może to być nawet żal do Boga, w naszym społeczeństwie jest takie przekonanie, że do Boga nie można mieć o nic pretensji ani żalu, że trzeba dziękować za cierpienia nie rozumiejąc nawet ich sensu, spycha się te myśli i uczucia negatywne do Boga na samo dno, bo nie wolno, bo Bozia się obrazi i będzie jeszcze gorzej. Czasem nawet ten żal i pretensje do Boga są niesłuszne, ale my nawet nie dajemy sobie szansy żeby to wyjaśnić. Tylko takie życie to jest życie w zakłamaniu, to jest dzieło diabła, który jest księciem kłamstwa, odsuwa nas to od Boga albo nie pozwala się zbliżyć, bo to jest w nas cały czas, a jak próbuje się wydostać to mówimy temu „siedź cicho, nie wolno”. Jedyne wyjście to wyjąć to na wierzch, przyjrzeć się temu dokładnie, skąd to się wzięło, czy jest słuszne, kto rzeczywiście jest winny: Bóg, ja, drugi człowiek. Ale do tego trzeba mieć odwagę, bo będzie bardzo bolało.

  16. Józefie ale ja wcale nie zmieniłam zdania nagle w tej kwestii i nie mówię, ze po tych słowach mi nagle minie samo i sama sobie z tym poradzę, wcale tak do tego nie podeszłam, tylko opisuję, jak było. One podbudowały w innej kwestii i ogólnie też, bo nie tylko uwolnienie jest jedyną sprawą, z którą przychodzę do Boga. Wiesz…

  17. Wiem, ja już to dawno wyciągnęłam Lulu i zdałam sobie z wielu rzeczy sprawę, to są już takie popłuczyny ostatnie, one jeszcze mają czarny kolor, dlatego teraz pójdę, żeby je ostatecznie wylać, jak z prali. Nota bene – wiecie, pralka i pranie śniła mi się w ostatnim czasie dość często.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!