Ewa: Odzyskałam słuch i wzrok

Zacznę od tego,że przez ostatnie lata moje życie było daleko od Boga, choć paradoksalnie wydawało mi się zupełnie inaczej.
Przeczytaj całość

Jadwiga: trochę problemów

Kochani wszyscy którzy modlicie się Nowenną do Matki Bożej chciałam podziękować za wszystkie otrzymane dary i łaski Matce Bożej i tym samym zachęcić do ej odmawiania .Mam za sobą już kolejną Nowennę i nadal się modle już nawet nie liczę która to z kolei .nie wszystko jest tak jak bym...
Przeczytaj całość

Anna: otrzymałam łaskę spokoju

Planuję dalej odmawiać nowennę, kolejną i kolejną. Mam tyle intencji, że trudno wybrać. Mam zamiar modlić się za innych, bo łaski, które Matka Boża zesłała mi do tej pory są ogromne.
Przeczytaj całość

Faustyna: Uwolniona z pornografii

Dziękuję Ci Najświętsza Panienko i proszę o dalszą opiekę .
Przeczytaj całość

Kasia: Nasza radość była i jest nie do opisania

Pragnę podzielić się z Wami świadectwem cudu jakie otrzymałam wraz z mężem w czasie odmawiania nowenny pompejańskiej. Od dwóch lat bezskutecznie staraliśmy się o dziecko. Był to dla nas bardzo trudny czas. Rodzina zawsze była i jest dla nas najważniejsza.
Przeczytaj całość

Natalia: za sprawą nowenny przeżyłam wielkie rzeczy

[1] Nowennę zaczęłam odmawiać 2 stycznia 2014 r. Wcześniej czytałam w internecie o tej modlitwie, widziałam niesamowite świadectwa łask, jednakże gdy zapoznałam się ze sposobem odmawiania – 3 albo 4 części Różańca dziennie, nie nie przeszło mi nawet przez myśl, że kiedyś i ja będę ją odmawiać. Odmówienie 3 części dziennie, dzień w dzień, przez 54 dni, wydawało mi się dosłownie abstrakcyjne – ze względu na to, że Różaniec był dla mnie trudną modlitwą. Od października 2013 r. co prawda odmawiałam jedną część Różańca prawie codziennie (bywały dni, kiedy nie miałam siły, wtedy sobie odpuszczałam), ale odmówienie tej jednej części było dla mnie zwykle bardzo wymagające. Gdy rozpoczynałam pierwszą cząstkę, już myślałam o tym, jak dużo jeszcze przede mną. Ponadto w październiku jeszcze tak naprawdę nie umiałam odmawiać Różańca – nie wiedziałam, że trzeba rozważać tajemnice.
Konkretnym bodźcem do odmawiania Nowenny były słowa mojej babci – pod koniec grudnia 2013 r. powiedziała, że odmawia 54-dniową Nowennę – odmówiła już jedną za moich rodziców, jedną za mnie i rozpoczyna właśnie kolejną za moją siostrę. Byłam dla niej pełna podziwu. Pomyślałam, że może to ona właśnie wymodliła moje nawrócenie, które rozpoczęło się pół roku wcześniej (stopniowo dokonywało się od czerwca 2013 r.). Wtedy zaświtała mi w głowie myśl, żeby zacząć odmawiać „Nowennę nie do odparcia”. Myśl tę odrzucałam, ze względu na trudności w modlitwie różańcowej oraz brak czasu. Przez kilka dni nie dawało mi to jednak spokoju. Chciałam zacząć, a z drugiej strony rozpoczęcie i stwierdzenie po kilku dniach, że jednak nie dam rady, wydawało mi się ogromną porażką. Tak wielką porażką, że myślałam, że lepiej wcale nie zaczynać, niż zacząć i się poddać. W końcu jednak nastał moment decyzji – zacznę od jutra. Nastawiłam sobie budzik, aby zacząć odmawianie od rana. Obudziłam się jeszcze przed alarmem, niespokojna, czy na pewno zacząć, że nie dam rady…
[2] Pierwsza Nowenna Pompejańska była właśnie w intencji mojej rodziny. Przez kolejne dwie Nowenny czułam, że jeszcze nie powinnam zmieniać intencji. Modliłam się o miłość, pokój i jedność, o zbliżenie nas (wszystkich członków rodziny) do Boga. Przed 4 Nowenny Pompejańskie pytałam Boga, za kogo powinnam się teraz modlić. Przyszło mi dość nagle do głowy, żeby się modlić o rozeznanie swojego powołania i całkowite poddanie się woli Bożej. (W tamtym czasie czułam, że boję się przyszłości i ciągle uciekam od myślenia o niej.) Wcześniej nie myślałam o takiej intencji. Chciałam się modlić za innych, myślałam już wcześniej o różnych osobach, za które chciałabym odmówić Nowennę. Ponadto nie byłam pewna, czy to właściwe, żebym modliła się za siebie, skoro przecież jest tylu ludzi, którzy potrzebują modlitwy. Doświadczyłam również, że przez samo odmawianie Nowenny na odmawiającego spływają łaski. Przyszła mi jednak do głowy ta intencja związana z moim powołaniem, a potem myśl, że przecież to nie do końca modlitwa tylko za mnie. Jakkolwiek On chce, żebym żyła – w małżeństwie, w zakonie, samotnie – Bóg przeznaczył mi konkretnych ludzi, których mam kochać i którym służyć, więc ta intencja jest też poniekąd za nich. Wewnętrznie czułam, że to jest „ta” intencja, więc taka pozostała.
Po pierwszej Nowennie Pompejańskiej miałam dzień przerwy, po drugiej – dwa dni. I wtedy brakowało mi Różańca. Mimo że zwykle odmawianie było trudne, nie mogłam się z nim rozstać i nie potrafiłabym go porzucić. Pod koniec pierwszej Nowenny podjęłam decyzję o rozpoczęciu kolejnej. Teraz wiem, że chciałabym ją odmawiać do końca życia.
[3] Aż do niedawna bardzo bałam się mówić w domu o Bogu. Mniej więcej rok temu rozpoczęło się moje nawrócenie. I gdy byłam w domu (na święta, ferie – studiuję daleko od domu, jestem tam kilka razy do roku) rodzice i siostra widzieli, że chodzę często do kościoła, o 15:00 odmawiam Koronkę do Bożego Miłosierdzia, ale tak naprawdę nikt nie pytał mnie dlaczego.
Wszyscy członkowe rodziny są wierzący, ale tak naprawdę nie żyją Bogiem na co dzień, raczej tylko „od święta”. Tak mi się przynajmniej wydaje, gdyż przed moim nawróceniem moja wiara także była tylko „dodatkiem” do życia i z powodzeniem oddzielałam Boga od wszelkich innych spraw. W domu nie rozmawiało się o Bogu.
Relacje między członkami rodziny nie są dobre (dlatego też intencja mojej pierwszej Nowenny była dla mnie oczywista). Gdy zaczynałam Nowennę Pompejańską miałam jednak poważne wątpliwości – widziałam, jak wielu osobom odmieniła życie, mimo to wątpiłam, czy w mojej rodzinie cokolwiek może się zmienić na lepsze. Modlitwa różańcowa sprawiała mi wiele trudności, choć bywały dni, w które Różaniec odmawiało mi się lekko (początkowo rzadko się to zdarzało), z wielką ufnością, czułam opiekę Maryi. Stopniowo zaczęłam jednak ufać, że wszystko się ułoży, choć po ludzku sprawa jest przegrana. Ale dla Boga nie ma nic niemożliwego – choć trochę czasu Mu zajęło, żeby mnie do tego przekonać. 😉
Przedostatniego dnia 2 Nowenny Pompejańskiej jechaliśmy wszyscy na Święta Wielkanocne. Przed podróżą mama powiedziała „przeżegnajcie się przed drogą i pomódlcie się za kierowcę”. W tym momencie mnie zamurowało tak, że nie zdołałam nic powiedzieć. Byłam pewna, że to owoc Nowenny Pompejańskiej i zaczęłąm dziękować Maryi. Prawie się popłakałam w samochodzie. Nie pamiętam, czy kiedy wcześniej słyszałam z ust mamy takie słowa, od mojego wczesnego dzieciństwa chyba nie wspominała o Bogu. Teraz zdecydowanie się to zmienia.
W czasie 3 Nowenny Pompejańskiej dowiedziałam się o kolejnej kłótni rodziców. Powiedziałam Bogu o tym, co się w domu dzieje, o moich uczuciach z tym związanych, było mi ciężko, krzyczałam do Boga: „Boże, co ja mam robić?” Myślałam, że może przyjdzie mi do głowy coś, co mogłabym zrobić, powiedzieć… Tak naprawdę nie liczyłam na nic więcej – po prostu byłam w tamtej chwili emocjonalnie wzburzona i wiedziałam, że do Boga właśnie powinnam się w tym momencie zwrócić. Moje zdziwienie było ogromne, kiedy następnego dnia włączyłam nagranie z pewnego kazania (nie miałam pojęcia o czym będzie) – chciałam sobie posłuchać „w tle” do wykonywanych zajęć, czasem mam zwyczaj tak robić. Po przeczytaniu fragmentu z Pisma Świętego, był on wyjaśniany. Gdy zaczęły się pierwsze słowa nauki zamarłam z wrażenia – przedstawiona sytauacja we fragmenice Pisma, była taka, jak u mnie w domu. Już na początku wysłuchiwania nagrania byłam pewna, że właśnie otrzymuję odpowiedź na moje wczorajsze pytanie – odpowiedź tak jasną, zrozumiałą i tak bardzo adekwatną do sytuacji, w której byłam, że trudno było nie zauważyć analogii.
Pod koniec części błagalnej 4 Nowenny Pompejańskiej poczułam, że powinnam wprost porozmawiać z rodziną – o tym, co się w moim życiu zdarzyło, co przez ten rok zrozumiałam, o mojej relacji z Bogiem. Po prostu porozmawiać – może wydaje się to banalnym rozwiązaniem, ale dla mnie wcześniej było… awykonalne(!). Byłam bardzo zamkniętą w sobie osobą i jeszcze niedawno to było dla mnie nie do pomyślenia, żeby wprost mówić o takich rzeczach z rodzicami – nie tylko o wierze, w ogóle o tym, co myślę i czuję.
Teraz dużo swobodniej rozmawiam z rodzicami i siostrą. W ogóle bardzo poprawiają się moje relacje z członkami rodziny, a szczególnie z tatą. Kiedyś praktycznie nie rozmawialiśmy, był dla mnie obcą osobą. Teraz, ponieważ studiuję w innym mieście, dzwoni do mnie (co wcześniej się nie zdarzało), a gdy jestem w domu, więcej ze sobą przebywamy i rozmawiamy. Rodzice zaczeli się również modlić wraz ze mną Koronką do Bożego Miłosierdzia (a nie modliliśmy się razem od czasu mojego wczesnego dzieciństwa).
Nie sposób opisać wszystkich sytuacji i łask związanych z Nowenną – dość, że dostrzegam Bożą interwencję i zmiany na lepsze w mojej rodzinie. Sama mam również w sobie dużo więcej pokoju, a w momentach trudnych – siły, którą czerpię z modlitwy. Widzę jak bardzo Różaniec mnie samą przemienia.
Jeśli chodzi o 4 Nowennę – kwestia mojego powołania jeszcze się ostatecznie nie rozstrzygnęła. Natomiast właśnie podczas odmawiania 4 Nowenny dostrzegam sporo sytuacji, których uczyłam się dostrajać swoją wolę do woli Bożej. Było to zwykle dla mnie trudne, ale poprzez obserwację przepięknych owoców tego, gdy wola Boża się wypełnia, Bóg sprawił, że miłuję Jego wolę coraz bardziej.
[4] Zanim zaczęłam Nowennę nie miałąm pojęcia, jak to możliwe, żeby codziennie rozważać te same tajemnice. Początkowo (trudno mi stwierdzić jak długo) wyszukiwałam sobie w internecie różne rozważania tajemnic i przed każdym dziesiątkiem czytałam rozważanie. Czasem modliłam się z Radiem Maryja. Miałam też rozważania nagrane na MP3 i czasem w drodze do domu je odsłuchiwałam. Sama za bardzo „nie miałam pomysłu” na rozważania.
Modliłam się rano przed zajęciami, w autobusie, w drodze do sklepu, w parku, w przerwach między zajęciami – jeśli przerwa była dłuższa przerwa, to szłam do kościoła w pobliżu uczelni. Po jakimś czasie postanowiłam wstawać wcześniej i odmawiać w kościele – rano, przed Mszą św. – tam łatwiej było mi się skupić. To, że odmawiam Nowennę Pompejańską ukrywałam przed moją wspólokatorką. Czasem w ciągu dnia też udawało mi się znaleźć czas na Różaniec, gdy każda z nas zamykała się w swoim pokoju.
Długi czas Różaniec odmawiało mi się trudno. Często w trakcie dnia nie miałam czasu, dlatego nawet dwie części zostawały mi do odmówienia przed snem, a wtedy z powodu zmęczenia, bardzo trudno było mi się skupić i praktycznie nie rozważałam tajemnic. Przychodził wieczór, chciałam już iść spać, ale nie mogę spać, bo „jeszcze Różaniec…”, a ja nie mam siły. Zdarzało mi się z Różańcem zasnąć i wtedy wyrzucałam sobie, czy naprawdę nie miałam na niego czasu w ciągu dnia, bo teraz „marnuję” mój czas przeznaczony na sen. Próbowałam też wstawać wcześniej, żeby rano przed zajęciami odmówić jedną część, ale po nocnym odmawianiu, rano nie bardzo kojarzyłam, co się dzieje i rozważania też szły kiepsko. Myślałam, że skoro tak ma wyglądać moja modlitwa, to może to nie ma sensu, lepiej dać sobie spokój, wysypiać się i normalnie funkcjonować. Od rana musiałam walczyć z lenistwem – wiedziałam, że muszę zacząć rano, bo jeśli tego nie zrobię, to wieczorem będą miała wielki problem. Poza tym, miewałam wyrzuty sumienia, że modlę się zamiast się uczyć. Jutro mam ważne kolokwium, a ja siedzę w nocy i odmawiam Różaniec, chyba jestem niepoważna. Czasem budziłam się z myślą, że 3 części dziś przede mną do odmówienia i myślałam o tym jako o męczącej wspinaczce się na wysoką górę, bo przecież to strasznie dużo. Dotychczas się udawało, ale dzisiaj nie wiem, jak to zrobię…
Przez to wszystko chcę powiedzieć, że nie można się poddwać. Zrozumiałam, że odmawianie Nowenny Pompejańskiej jest wielką łaską, że ta wytrwałość i siła nie są ode mnie. Trzeba o nie prosić przy odmawianiu Nowenny i za nie dziękować.
Chcę jeszcze dodać, że gdy modliłam się, spacerując po parku, trzymałam różaniec schowany w kieszeni płaszcza (była wczesna wiosna). Pewnego dnia, gdy znalazłam się w parku i miałam się zabrać za odmiawanie, przyszło mi na myśl – dlaczego ja trzymam go w kieszeni? Czy ja się różańca wstydzę? Nie powinnam się go wstydzić. Poczułam się wyraźnie przynaglona do tego, żeby go z kieszeni wyjąć. Wtedy przechadzałam się więc parkowymi alejami z różańcem w dłoni. Tego dnia miałam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą. 😉 Naprawdę niesamowicie stresowałam się i nie mogłam się skupić… Podczas rozważań przyszło mi jednak na myśl, że to będzie dużo, jeśli choć jedna osoba, widząc mnie, pomyśli przez chwilę o Bogu, a może inna w chwili cierpienia przypomni sobie o modlitwie różańcowej… To byłoby coś wspaniałego. Teraz już swobodnie modlę się na różańcu w parku i nie przeszkadza mi, nawet gdy ktoś się za mną ogląda. 🙂
[5] Chciałabym napisać też o tym, jak wyglądają moje rozważania. Od jakiegoś czasu zaczęłam prosić Maryję, aby głębiej wprowadzała mnie w tajemnicę swojego Różańca. Na początku dnia zaczęłam również prosić Ducha Świetego, aby to On prowadził moje rozważania. Był dzień, kiedy w rozważania naturalnie zaczęły wplatać się moje sprawy, problemy, zdarzenia z dnia codziennego (nie tylko te związane z intencją). Wtedy też pomyślałam, że chyba właśnie dane mi jest zrozumieć, co to znaczy, że Różaniec jest „żywy”. Różaniec nie jest „obok życia”, wręcz przeciwnie – to, co spotyka mnie, rozważam w kontekście tajemnic różańcowych, a wydarzenia z mojego życia splatają się z życiem Jezusa i Maryi. To nie tak, że gdy intensywnie myślę o czymś przez cały dzień, a przychodzi czas na modlitwę różańcową, muszę się od wszystkiego oderwać, zapomnieć o tym (wtedy też łatwo o rozproszenia). Przeciwnie – wszystkie moje sprawy zamykam w tajemnicach różańcowych, przez Maryję powierzam Bogu, a tajemnice są tak „pojemne”, że wszystko się w nich mieści.
Zwykle przed tajemnicą czytam/przypominam sobie fragment Pisma Świętego jej dotyczący albo przywołuję na myśl dane wydarzenie czy uczucia/myśli poszczególnych osób. Zdarza się, że danego dnia, któreś zdanie czy nawet słowo lub dwa z fragmentu Pisma Świętego szczególniej mnie poruszą – odkryję coś nowego; odkryję, w jaki sposób mnie dotyczą; skojarzą mi się z sytuacją, która miała tego dnia miejsce; skojarzą się z czymś, co przeczytałam, o czym rozmyślałam, co usłyszałam; przywołają na myśl inny fragment Pisma Świętego. Najczęściej to, co mnie poruszy, stanowi początek moich rozważań.
W czasie rozważań w rytm Zdrowaś Maryjo, w kontekście danej tajemnicy, swobodnie wylewam moje uczucia i myśli przed Bogiem – (zależnie, jak poprowadzą mnie rozważania) zastanawiam się nad Bożym działaniem; uwielbiam Boga w tym, jak tajemnice realizują się w moim życiu; kontempluję Chrystusa; oddaję Mu bliskie mi osoby, przyszłe sytuacje; pytam o Jego wolę; przygotowuję się do tego, co może nastąpić; proszę o łaski potrzebne mi do realizacji Jego woli; zastanawiam się nad sensem tego, co mnie spotkało; mówię Mu o tym, co czuję; zastanawiam się nad swoim postępowaniem; po prostu „trwam” w danej tajemnicy… Na pewno dróg jest mnóstwo. Kluczowym dla mnie stało się to, że przed Różańcem nie zastanawiam się, o czym będę rozmyślać, nie myślę o tym, że nie mam pomysłu na rozważania. Mam wewnętrzne przekonanie, że ja mam tylko wziąć Różaniec – nic więcej do mnie nie należy. Oddaję się całkowicie prowadzeniu Ducha Świętego i ufam, że to właśnie On prowadzi moją modlitwę.
Różaniec pozwala mi porządkować, rozumieć i przyjąć to, co mnie spotyka, wprowadza do mojego życia ład. Pomaga mi poznawać siebie, odkrywać motywy postępowania, porządkować uczucia, pomaga wartościować postępowanie i walczyć ze złymi nawykami. Stał się dla mnie wielką pomocą przy rozeznawanu Bożej woli i poznawaniu Boga. Gdy odmawiam Różaniec wszystko staje się prostsze i jaśniejsze.
[4] O tym, że odmawiam Nowennę Pompejańską, nie mówiłam przyjaciółce (będącą moją wspólokatorką). Obie jesteśmy osobami wierzącymi. Nie widziałam celu w tym, aby jej mówić o Nowennie Pompejańskiej. Ostatnia rzecz, której chciałam, to chwalić, się, że odmawiam codziennie 3 części Różańca (był to dla mnie aż do niedawna spory wysiłek modlitewny), a wiedziałam, że dla niej Różaniec też nie jest prostą modlitwą. Poza tym, targały mną duże wątpliwości, czy aby na pewno dobrze się modlę i czy większości mojego życia duchowego sobie nie wymyśliłam (teraz brzmi to absurdalnie, wcześniej takie nie było).
Gdy byłam w trakcie odmawiania 4 Nowenny Pompejańskiej, przyszło mi do głowy, że powinnam jej powiedzieć, że odmawiam Nowennę Pompejańską. Ta myśl towarzyszyła mi ok. 1,5-2 tygodni. Pytałam Boga podczas Różańca o to, czy mam jej powiedzieć i z tego, co rozeznawałam, wynikało, że tak. Nie wiedziałam, skąd się we mnie wzięło to przekonanie. Wiedziałam, że gdyby to ode mnie zależało, to bym tego nie robiła, ale powinnam to zrobić. Bardzo nie chciałam jej o tym mówić – czułam, że to wbrew mnie, opowiedzenie tego będzie dla mnie b. trudne, wręcz musiałabym stoczyć walkę ze sobą (byłam b. zamkniętą w sobie osobą); ponadto byłoby to tym trudniejsze, że sama nie mam pewności co do łask, które otrzymałam, czy sobie ich nie wymyśliłam. W końcu zamiast: „Boże, czy mam jej powiedzieć o Nowennie?”, zaczełam mówić: „Boże, mam takie przekonanie, że mam jej powiedzieć, że odmawiam Nowennę. Naprawdę ma się tak stać? Bardzo boję się pychy. Wyprowadź mnie z błędu” Myślałam, że może moje przekonanie wzięło się z tego, że gdzieś tam w głębi jednak potrzebuję, żeby ktoś mnie pochwialił za moją wytrwałość w modlitwie, że szukam aprobaty i dowartościowania… Jednak rozważyłam w trakcie modlitwy różańcowej także moje motywacje i nie znalazłam w sobie takiej potrzeby. Jestem ukochaną córką Boga – to stanowi o mojej wartości, którą znam i nie potrzeba mi niczego więcej.
W końcu moje przekonanie, że mam przyjaciółce opowiedzieć o Nowennie Pompejańskiej i o tym, co mnie w związku z Nowenną Pompejańską spotkało, było tak mocne, że musiałam podjąć tę decyzję. Miałam wrażenie nie niepodjęcie się tego zadania będzie złe. Chcę pełnić Jego wolę, nie swoją, więc jej o tym powiem, jakiekolwiek byłyby tego konsekwencje. Prosiłam jednak Boga, żeby wybaczył mi, jeśli zgrzeszę w ten sposób i dopiero po opowiedzeniu jej mojej historii ukażą się mi moje prawdziwe – jednak głęboko ukryte – motywacje.
Cały ten dialog z Bogiem na ten temat prowadziłam w trakcie modlitwy różańcowej i wtedy też doszłam do powyższych wniosków. Dopiero kiedy skończyłam modlitwę i podjęłam decyzję, zdałam sobie z czegoś sprawę. Podczas jednej z tajemnic, w trakcie moich rozważań, usłyszałam: „Jeśli się znajdzie skarb, to nie po to, aby go przed innymi chować.” To zdanie wplotło się w moje myśli (których nie pamiętam – nie pamiętam, jak dokładnie przebiegały moje rozważania). Po modlitwie zostało mi w głowie to zdanie i wiedziałam, że nie jest moje, to nie są moje myśli. Zadałam sobie sprawę, że wtedy odpowiedziałam na nie: „No faktycznie, prawda, jeśli się znajdzie skarb (…)”, a potem rozważania poszły dalej. To przyszło tak delikatnie i niepostrzeżenie, a ja byłam głęboko skupiona… Dopiero to mi uświadomiło, że dane mi było odaleźć skarb, że Nowenna Pompejańska, że Różaniec jest skarbem.
To wszystko stało się rano. Nie układałam sobie w głowie, co i jak mam powiedzieć (kiedyś przed poważnymi rozmowami miałam zwyczaj tak robić). Prosiłam Ducha Świętego, żeby mnie poprowadził w tej rozmowie. Wieczorem oznajmiłam przyjaciółce, że „muszę jej coś powiedzieć, ale nie wiem, jak mam to zrobić”. Moja postawa wyrażała niemałe zdenerwowanie – było widać, że sprawa jest poważna. Jeszcze zanim zaczęłam, przyjaciółce udzeliły się te emocje. Początkowo po każdym moim zdaniu była długa pauza, mówiło mi się trudno, co dodatkowo powodowało, że atmosfera była napięta – moja wspólokatorka nie miała pojęcia, do czego zmierzam i dlaczego tak to wygląda. W pewnym momencie usłyszałam od niej gratulacje – nie rozumiała, dlaczego to mówię, a to, że chcę się pochwalić było pierwszą nasuwającą się możliwością. Jednak później sama przyznała, że nie moja postawa nie wyrażała chęci zyskania pochwały – widziała, z jakim trudem przychodzi mi opowiedzenie mojego świadectwa. Ja sama, gdy usłyszałam od niej gratulacje, nie poczułam nic – nie poczułam się dowartościowana, co utwierdziło mnie w przekonaniu o jasności moich intencji – że nie mam na względzie swoich celów, tylko wypełnienie woli Bożej. Gdy skończyłam moją opowieść atmosfera między nami nadal była napięta. Trwało to również przez cały następny dzień. Nie do końca rozumiałam, co się dzieje. Byłam zdenerwowana tym, co się wydarzyło. Miałam jednak głębokie przekonanie, że ja zrobiłam to, co do mnie należało i dobrze się stało, nawet jeśli przyjaciółka nie zrozumie celu mojej opowieści i ma to zaszkodzić naszym relacjom (a jest to bardzo ważna dla mnie osoba). Tak się jednak nie stało. Dwa dni później powiadomiła mnie, że już rozumie, dlaczego jej to opowiedziałam – zrozumiała, że również została zaproszona do odmawiania Nowenny Pompejańskiej. Zapytała też, czy nie myślałam o tym, aby napisać swoje świadectwo.
Bardzo prawdopodobnym jest, że ja musiałam jej to opowiedzieć, aby ona mi uświadomiła, że powinnam to zrobić. Wcześniej nie myślałam o napisaniu świadectwa – myślałam, że nie mam nic wartościowego do przekazania. Pewnie napisałabym je, gdyby spełniła się główna intencja. Teraz widzę, że sam Bóg pokierował tym, aby to świadectwo się tu znalazło. Mam też przekonanie, że powinnam opisać większość moich doświadczeń związnych z Nowenną, gdyż to, co przeżyłam, nie należy do mnie. Dlatego też jest ono tak długie.
[5] Chciałam opowidzieć również o pewnych doświadczeniach, które mogą przydarzyć się każdemu. Jeśli się wie, że coś takiego może się zdarzyć, że jest to sprawa normalna i jak temu przeciwdziałać, jest łatwiej. Szatan próbuje mieszać, ale tak naprawdę – mało tego, że jest to bezcelowe, to obraca się to przeciw niemu.
Pierwszego dnia pierwszej Nowenny, gdy z wielkim samozaparciem postanowiłam zdobyć się na jej odmawianie i przez 54 dni nie ustawać, podczas modlitwy różańcowej usłyszałam: „porzygasz się tym różańcem!”. W jednej chwili osłupiałam i wyrwało mnie to z rozważań. Byłam pewna, że to nie są moje myśli – ja takich myśli nie mam. Później jeszcze, gdy któregoś dnia klękałam z różańcem, zabierając się do odmówienia chyba trzeciej już części tego dnia, usłyszałam mniej więcej: „i co, bez sensu pół dnia na kolanach”. Zaraz zauważyłam tę myśl i czułam, jakbym przyłapałam złego „na gorącym uczynku”. Tym razem tylko mnie to rozbawiło, no bo jakie: pół dnia? Bez przesady, odmawianie Nowenny zajmuje tylko ok. godziny. Tego dnia odmiawiałam Różaniec z jeszcze większym zapałem i ufnością.
Myślałam, że to, że wierzę, już się nie zmieni – od czasu nawrócenia przecież wiedziałam, ile Bogu zawdzięczam; wiedziałam, że bez Jego pomocy nie dokonałoby się moje nawrócenie i przemiana; doświadczyłam też wielu innych łask. Miałam jednak czas „niewiary”, kiedy rozmyślałam o tym, po co człowiek wymyślił religię, jaki to musi być dobry biznes, próbowałam tłumaczyć wszystko z racjonalnego punktu widzenia. Te absurdalne dywagacje toczyły się w mojej głowie, choć ich nie chciałam i wiedziałam, że to wszystko nie jest prawdą. Ponadto czułam się głupio, jak tylko klękałam w swoim pokoju i modliłam się, tym bardziej dziwnie czułam się na Mszy Świętej. Bardzo trudno było mi w tym czasie zwrócić się choć na chwilę do Boga. Nie wiedziałam, co się dzieje, w głowie miałam mętlik; nie wiedziałam, dlaczego nie mogę wierzyć i ufać Mu tak samo, jak to było dotychczas. Ten stan trwał nieustannie przez kilka dni, aż do czasu, kiedy w internecie natknęłam się przypadkiem na świadectwo osoby odmawiającej Nowennę Pompejańską, która przeżywała bardzo podbony stan (chociaż nie szukałam niczego pod tym kątem). Dodało mi to dużo otuchy, zaczęłam modlić się o wiarę. Był wtedy wieczór. Następnego dnia, gdy wstałam, czułam się dobrze i mogłam zwrócić się do Boga z wiarą i ufnością.
W reakcji na pewną sytuację poczułam zazdrość. Myśli zaczeły biec szybko, rozwijały się scenariusze przyszłych zdarzeń, poczułam niepokój i to, że dzieje się coś złego. Do razu, gdy rozpoznałam, że to, co czuję to zazdrość, zwróciłam się do Boga: opowidziałam krótko o sytuacji, o tym, co czuję i zapewniłam: „Boże, tylko Twoja miłość i Twoja łaska – nic więcej nie jest mi do szczęścia potrzebne”. To była prawda, tak właśnie czułam, a jednak uczucie, które się wtedy we mnie pojawiło, rozpoznałam jako zazdrość. Niezwłocznie też zaczęłam odmawiać Różaniec, powerzać Bogu tę sprawę. Odwówiłam wtedy 3 tajemnice. Cała sytuacja nie trwała dłużej niż pół godziny – przez większość tego czasu byłam zresztą pogrążona w modlitwie. Po tym czasie sprawdziłam stan swojego ducha – po zazdrości nie było śladu. Zobaczyłam też jaśniej jak (dosłownie) absurdalna(!) była ta sytuacja. Absurdalne było to, że w ogóle zazdroszczę; że zazdroszczę bliskiej mi osobie, której życzę jak najlepiej; sam przedmiot mojej zazdrości. Zresztą wcześniej – jakieś pół godziny przed tym zanim poczułam zazdrość – mój stosunek do sprawy był zupełnie odmienny. W krótkim czasie moje uczucia zmieniły się diametralnie. Miałam poczucie, że to uczucie zazdrości nie było moje – odczuwałam je, ale nie utożsamiałam się z nim. Po tym wszystkim czułam się jak po wygranej – z Bożą pomocą – walce, co napełniło mnie radością.
W przeddzień dnia, w którym opowiedziałam wspólokatorce swoje świadectwo, czułam się duchowo rozbita. Nie mogłam się skupić, poukładać logicznie myśli, uspokoić ich. Miałam myśli, że może całe moje życie duchowe tylko sobie wymyśliłam, wszysko to, co przeżyłam za sprawą Nowennny to nieprawda, na dodatek jeszcze sobie uroiłam, że mam jej opowiedzieć o Nowennie Pompejańskiej – nie wiadomo dlaczego. A jeśli wszystko sobie wymyśliłam – to chyba ze mną kiepsko. Z jednej strony czułam, że szatan mi podsuwa takie myśli, z drugiej – a jeśli to jednak prawda? Skąd mam wiedzieć, jakie siły kierują mną w tym momencie? Jak ja mam to rozeznać, jestem tylko małym człowiekiem. W mojej głowie (choć nie podobało mi się to) trwały dywagacje – nieprowadzące do niczego, powodujące tylko niepewność, lęk i chaos. Trwałam tak aż do wieczora, pośród codziennych zajęć, w gąszczu tych myśli trudno mi było „złapać oddech” – choć na chwilę się do Boga zwrócić. Wieczorem przyszedł czas na moją modlitwę różańcową. Wreszcie udało mi się skupić i opowiedzieć Mu, co przeżywam. Podczas rozważań przyszło też pocieszenie – wystarczyła jedna myśl, jedno zdanie, które napełniło mnie przeogromną radością i rozwiało wszystkie moje wątpliwości.
To doświadczenia uświadomiły mi jeszcze dobitniej, że wiara jest łaską. Że wszystko jest łaską; że bez Boga, wystawiona na działanie pokus, jestem słaba, wręcz bezsilna – nic nie mogę sama z siebie. Uczę się coraz większej czujności i tego, by niezwłocznie zwracać się do Boga w czasie pokus, niepewności, trudności, bo tylko u Niego znajdę ratunek.
[6] Teraz już jestem pewna – za sprawą Nowenny Pompejańskiej przeżyłam wielkie rzeczy. Pragnę, żeby każdy człowiek poznał przeogromną moc Różańca Świętego.

Regularny biuletyn pompejański!

Otrzymuj wiadomości pompejańskie na e-mail

Zapisując się do tego biuletynu, będziesz otrzymywać informacje związane z nowenną pompejańską, Pompejami, sanktuarium w Pompejach, ważnymi wydarzeniami oraz wyjątkowymi promocjami. Zostań z nami w kontakcie!

A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

29 komentarzy do "Natalia: za sprawą nowenny przeżyłam wielkie rzeczy"

avatar
  Subscribe  
Powiadom o
Ewuszka
Gość
Ewuszka

Jest to dla mnie niesamowite świadectwo! Jest w Tobie wiele prawdy i niesamowitej pokory! Niech Maryja kołysze Cię w swoich ramionach! Jesteś prawdziwym wzorem dla mnie!!

mariola
Gość
mariola

Natalio bardzo dziekuje za Twoje swiadectwo.Mam tez wiele watpliwosci.Trzeba je tylko konkretnie P.Bogu i Maryi wyrazac a Oni juz znajda sposob zeby dotrzec do watpiacej duszy.Twoje swiadectwo była ta odpowiedzia na moje pytania.Szczesc Boze.

Laurencja
Gość
Laurencja

Piekne!

magarita
Gość
magarita

dziekuje za swiadectwo 🙂

nieznajoma
Gość
nieznajoma

No. Fajne 🙂 . Chwała Maryi 🙂 🙂
PS: Ja też odmawialam trzymając różaniec w kieszeni idąc rano lub po poludniu ulicą. Albo w autobusie przykrywając torebką. A teraz mi to zwisa czy ktoś go widzi czy nie. NIe wystawiam Go daalej specjalnie na widok publiczny (bo to moja modlitwa i moja sprawa). ale jeśli Go widać,a chyba widać bo mi źle z ręką w kieszeni paciorki przesuwać, to dobrze. A niech widzą, że ta cała młodzież ( no może nie taka całkiem młoda,ale jescze młodzież 😉 ) to nie tylko samo zło, jak przyjęło się uważać.

Ewuszka
Gość
Ewuszka

No to chyba odpowiedź na mój dylemat: bo niby o różańcu zdarza mi się mówić, a jednak jakoś zawsze ręka z nim w kieszeni; z drugiej strony u mnie jest tak – i tu serio, bez kokieterii- że nie pokazuję różańca, bo grzesznik ze mnie i ostatnio ciągle upadam, więc jaki tam ze mnie świadek modlitwy?!- i odczuwam pewną niezgodność…

magarita
Gość
magarita

Ewa, rozumiem cie, mam to samo 😉 wydaje mi sie, ze znaki wiary (lancuszek na szyi, rozaniec na palcu, w reku, przezegnanie sie przed kosciolem) zawsze obliguja. ale czasami to zly nam mowi: ‚jak sie zachowujesz? a taka chrzescijanka-dewotka z Ciebie. twoj rozaniec nic nie znaczy’. nie musimy byc perfekcyjni – jestesmy tylko upadajacymi ludzmi.

Krysia
Gość
Krysia

Piękne świadectwo .:).Moja synowa też odmawia różaniec w parku na piaskownicy kiedy mała sie bawi .Mówi ze nie wstydzi sie ani Boga ani różańca i to jest bardzo piękne .:)

maciek
Gość
maciek

Dzięki, mam nadzieje, że dzięki Twojemu świadectwu wkrótce będziesz mogła przeczytać moje.

Natalia
Gość
Natalia

Bardzo się cieszę! Chciałabym je przeczytać. 😉

Tatiana
Gość
Tatiana

Piękne świadectwo!Dużo ludzi odmawia różaniec w środkach komunikacji!Ostatnio widziałam młodego mężczyznę jak się modlił „oficjalnie” na róożańcu.Oby jak najwięcej takich widoków!

Aneta
Gość

ja nie mam problemu z odmawianiem różańca w autobusie, sklepie, podczas spaceru. Wolę różaniec aniżeli dziwne myśli, które krążą po głowie :/

Natalia
Gość
Natalia

Powierzaj swoje myśli Bogu. Poproś, aby je uzdrawiał, a wszystko będzie dobrze.
Pomodlę się za Ciebie. Szczęść Boże!

Ania P.
Gość
Ania P.
Piękne świadectwo, bardzo utozsamiałam się z Tobą. Moje mysli tez bardzo rozprostowaly sie po odmawianiu Nowenny Pompejskiej. Juz tyle nie analizuje, nie zamartwiam sie, nie płacze, nie lękam. Czułam jak uczę się ufać Bogu. Teraz zachwycam się tym jak przemieniło się moje życie i moje myślenie, dziękuje Bogu i nie mogę się nacieszyć, czesto jestem tak wzruszona, że płacze, ale juz tylko ze szczescia, a moją twarz zdobi bardzo szeroki uśmiech. Jak dobrze już tu na ziemi czuć się nieraz jak w niebie. Ja też nikomu jeszcze nie powiedzialam o NP i sie zastanawiam, mam nadzieje ze kiedys powiem i… Czytaj więcej »
Ania
Gość
Natalio, bardzo miłe i piękne świadectwo, głębokie przemyślenia. A jeśli chodzi o różaniec, chyba wszyscy chowamy go bezmyślnie, żeby inni nie widzieli. Ja natomiast kupiłam medalik, ten który pojawia się jako obrazek przy naszych odpowiedziach i noszę go cały czas. Wiecie ile osób pyta co to? I jak im się podoba. A ja bardzo go lubię i za każdym razem kiedy go dotykam przypomina mi się, że nowenna lub jakaś jej część na mnie czeka. Moja intencja się nie spełniła, ale za to ja się zmieniłam. Widzę dobro, staram się je czynić. Z Panem Bogiem. I jeszcze jedno odkąd odmawiam… Czytaj więcej »
joan
Użytkownik

wow Natalia, powalilas mnie totalnie tym swiadectwem. Musze sobie je wydrukowac. Dzieki, nie wystarcza za to co napisalas. tak bardzo potrzebowlam przeczytac ten tekst i zaraz jeszcze raz go przeczytam. Prosze Cie napisz za jakis czas wiecej o swoim doswiadczeniu. sciskam cie mocno!

Dorota
Gość
Dorota

ja tez czytalam kilka razy !!!! DZIEKUJE !!!!

Natalia
Gość
Natalia
Trudno mi odpowiedzieć na każdy komentarz z osobna, więc napiszę tu. Jestem naprawdę wzruszona i cieszę się niezmiernie, że moje świadectwo jest dla innych pomocne. Kiedy je pisałam, wydawało mi się, że to, co mam zrobić, to zamieścić je w internecie i to wszystko. Teraz czuję coraz mocniej, że muszę o tym mówić. Wiem, że to jest Boże dzieło, więc pytam Boga, co ja mam z tym wszystkim robić. I stopniowo zaczęło docierać do mnie, że muszę o tym mówić wszystkim. 😉 Na początku zdawało mi się, że niektórzy nie zrozumieją tego, więc nie ma sensu. Myliłam się. Kto ma… Czytaj więcej »
Sylwia
Gość

Czytając te świadectwo mam wrażenie jakby ktoś opisał moje myśli, odczucia, wątpliwości, sytuacje w życiu… jakby ktoś „wyciągnął” je ze mnie i przedstawił w tym świadectwie. Dziękuję.

Ewi
Gość

Bardzo mi pomogłaś…dziękuję

Meg
Gość

Piękne świadectwo! :-)Niech Bóg Ci błogosławi,Natalio 🙂 Szczęść Boże czcicielom Królowej Różańca Świętego !!

Joanna
Gość
Joanna

Dziękuję Ci Natalko za to piękne świadectwo. Czuję się w nim że jesteś bardzo wrażliwą osobą o pięknie uformowanym sumieniu. Ja jestem w trakcie odmawiania swojej pierwszej NP i choć jest czasem trudno trwam nadal. Moja intencja w dużej części się wypełnia, ale wiem, że reszta to moja praca nad sobą. Pozdrawiam Cię ciepło i życzę Ci błogosławieństwa i opieki Matki Bożej

Maria
Gość

Bardzo piękne świadectwo zachęcające do odmawiania NP. Również modlę się Nowenną i dzisiaj poczułam ,że powinnam dziękować Panu Bogu i Matce Bożej za każdy dzień życia. Dziękuję za łaskę odmawiania tej Nowenny. Nowenna pomaga w życiu i daje wielką nadzieję na rozwiązanie wielu spraw, a przede wszystkim daje wiarę i pokój w sercu. Dziękuję.

M.
Gość

Potrzebowałam dzisiaj Twojego świadectwa – dziękuję

aga
Gość

Piękne świadectwo. Napisz znowu kiedyś, jak Bóg pokierował Twoim życiem. Nie wiem czy taka dobra i głęboka osoba jak Ty poradzi sobie w tym zakłamanym świecie…choć po wielu doświadczeniach i tak uważam, że lepiej być świętym wśród ludzi, niż iść w kierunku życia zakonnego…pozdrawiam Cię o życzę fużo wiary.

Mo.
Gość

Natalio, minęły trzy lata od Twojego świadectwa a ja czytam je w tym momencie i wręcz nie dowierzam, że wyraziłaś mój cały mętlik myśli gromadzących się od niemal dwóch lat odmawiania Nowenny. Nie liczę ile razy zastanawiałam się czy to wszystko dzieje się na prawdę czy to tylko „Matrix w mojej głowie”. Teraz widzę, jaką Bóg buduje w nas misterną konstrukcję. Jak buduje i odnawia nas wewnętrznie. Widzę JEGO moc, która zaczyna się od małych gałązek a kończy na nieskończonej puszczy. Teraz rozumiem jakim wyjątkowym dziełem Boga jest człowiek. Ściskam Cię mocno. Niech Ci Bóg błogosławi.

Asia
Gość

Dziękuję,
Nie można ci się przejmować innymi ludźmi
Ludzie się mają wstydzić swoich grzeszów i głupot.Nie przejmuj się tak.
Tez tak mam jak ty…
Z czasem przyjdzie odwaga.
Najważniejsze by w Modlitwie modlić się na kolanach żaden park autobus czy spacer.
Przed Bogiem Wszechmogącym się klęka to stwórca Nieba i Ziemi.Całego Świata.
Miejsce musi być ciche i spokojne. ..
Człowiek się rozprasza chaosem.

Bo Ziemia na której stoisz jest Święta tak Bóg Wszechmogący powiedział do Mojżesza…

Proszę czytać Pismo Święte…
Księga Wyjścia i Powtórzonego Prawa

I na koniec

Słuchaj Izraelu jam jest Twoim Bogiem Panem jedynie…

Natalia
Gość
Natalia

Dziękuję za to świadectwo! Chwała Panu! 🙂

enia
Gość

Natalia pięknie napisałaś .Dziękuję . Jesteś wyjątkową osobą. Szczęść Boże

Czy wiesz, że autor

nowenny pompejańskiej

napisał też…

Miesięczne nabożeństwo

do świętego Józefa

w sprawach trudnych

NA MARZEC!