Magdalena: Dziękuję Ci Pani Moja Najukochańsza Matko

Kochani, dziękuje za Wasze piękne świadectwa, moje świadectwo powinnam złożyć już dawno temu, jednak nie zrobiłam tego, czekając …bo wydawać by się mogło, że moje prośby nie zostały wysłuchane. Nowennę zaczęłam odmawiać w lutym 2014, modle się i będę modliła modlitwą różańcową już zawsze.
Natknęłam sie na nowennę w internecie, szukając egzorcysty dla mojego męża! Moje małżeństwo zupełnie sie rozpadło, mąż odszedł mówiąc, że już mnie nie kocha, dowiedziałam sie też, że sie z kimś spotyka. Ból, rozpacz, szok, strach, żal, wściekłość, złość były nie do opisania. Nie mogłam uwierzyć, że po 7 latach małeżństwa mój ukochany mąż zostawił rodzinę (mamy 3,5 letnia córeczkę). Próbowałam ratować nasz związek na różne sposoby – terapia małżeńska, wycieczki, rozmowy, błagania, prośby, zawodzenia. Nic. Było jeszcze gorzej. „Szarpałam się emocjonalnie” dwa lata. Nic z tego nie rozumiałam i byłam w takiej rozpaczy, że ledwie żyłam, nie jadłam, nie spałam, w pracy byłam nieobecna, bałam się strasznie przyszłości i samotności. I chyba jednoczesnie nie wierzyłam do końca, że to tak naprawdę sie dzieje…do momentu aż się mąż wyprowadził na stałe, gdy zobaczyłam „nowy” pokój naszego dziecka.
Naprawdę modlić się zaczęłam pod koniec drugiego roku „szarpaniny emocjonalnej” już z braku sił i przeświadczenia, że ZŁO nawiedziło mój dom (stąd te próby szukania egzorcysty).
Modliłam sie cały czas, chodziłam na Msze św. przyjmując Naświętszy sakrament za męża, dawałam na Msze w jego intencji, rozmawiałm z księżmi i wciąż bez zmian, a mąż w zasadzie był jeszcze bardziej wrogo do mnie nastawiony, oskarżając mnie dosłownie o wszystko.
Byłam czasami trochę zawiedziona, trochę zła i zadawałam sobie pytanie co ja robię nie tak, dlaczego nic sie nie zmienia, dlaczego moje modlitwy nie zostały wysłuchane, dlaczego mój mąż pokornie nie wraca do rodziny….
I wiecie co się okazało, a w zasadzie samo przyszło z wielka mocą, „okrucieństwem” (jak mi sie wtedy zdawało), że to nie chodzi o mojego męża!!! Mateńka chyba chciała mi coś innego pokazać….
Po jednej sesji terapeutycznej (chodziłam na terapię indywidualną) szłam załamana, zrozpaczona, dosłownie wyjąc z bólu do domu i nie zaszłam do domu tylko do Kościoła, choć wydaje sie to niemożliwe moje nogi same zaprowadziły mnie do konfesjonału (nie byłam u spowiedzi św.kilkanaście miesięcy) i odbyłam spowiedź życia! I niby nic a cały ocean szcześcia:). Od tego momentu naprawdę się zaczęło….
Zaczęłam zadawać sobie trudne pytania o moje życie, moje relacje, związek bez uciekania, bez żadnej taryfy ulgowej tłumacząc się tym, że „przejęłam złe wzorce z domu rodzinnego”, przeżywałam na nowo traumy z dzieciństwa, analizowałam na nowo związek małżeński – przerabiałam problemy ale tylko w kontekście JA. Co ja robiłam, jaka Ja byłam.
I wiecie jakie to było niefajne, jakie przykre, bolesne i jakie potwornie trudne. I odkryłam ile obojętności, czasami wrogości i złośliwości było we mnie, ile spraw nie chciałam dostrzec i przyznać się sie do nich. Ile razy nie powiedziałam przepraszam, ile razy zwiałam, zwaliłam winę, nie przyznałam się…. Ile błędów popełniłam w swoim związku i w życiu. I jak w tym życiu „dobrej katoliczki” brakowało….Boga.
Zmierzałam sie z tym wszystkim bo miałam/”dostałam” siłę i odwagę (choć wydawać by sie mogło, że po terapii to już wszystko wiem i do wszystkiego doszłam). Tylko wiecie co, to dopiero przez modlitwę pozwoliłam naprawdę Bogu działać, wejść w moje życie, w moje problemy, traumy, przeżycia, w moje żale, bunty, niezrozumienie, lęk, strach. Siegnęłam w końcu po Pismo św., zaczęłam często przyjmować sakramenty św., zaczęłam po swojemu rozmawiać z Bogiem.
Byłam Ja i Bóg, byłam Ja i moje błędy, byłam JA i moje winy. I On pozwolił mi to dostrzec, oczyszał, prowadził i dalej to robi. Dopiero modlitwa poukładała/układa moją przeszłość. Moje złe życie. Wiem, bo siłowałam sie po „ludzku” latami (nie tylko terapia ale i wiele książek psychologicznych, pscyhoterapeutycznych, rozmów, bioenergoterapii, kursów). Była jeszcze większa rozpacz…..bo im więcej rozumiałam, im więcej miałam logiki, faktów, poskładanych historii, zrozumienia czym jest wyparcie historii z przeszłości tym wiekszą miałam zawieruchę w sercu. Ale i co wiem już to wszystko i mogę tak nad tym przejść do porządku dziennego? Mogę żyć dalej? Ale jak? Wiedza, świadomość, że nie we wszystkim ja zawiniłam, że za niektóre sprawy niepotrzebnie się obiwniam nie zmieniło mojego życia, nie czułam sie wcale lepiej. Moje serce ciągle czegos szukało…teraz już wiem, że szukało przebaczenia, szukało prawdziwej bezwarunkowej miłości, szukało spokoju, szukało pokoju, ciepła, radości z bycia z drugim człowiem bez wzgledu na to kim jest i co robi lub co zrobił, szukało akceptacji.
Poukładało/a mi sie w serduchu i w głowie, „poukładały/ją sie wszystkie klocki” dopiero gdy zwróciłam sie do Mateńki.
Chciałam Wam tylko powiedzieć, że można się zastanawiać czasami – cóż takiego sie stało, co ja takiego zrobiłam/łem, dlaczego pewne rzeczy mnie spotykają, czemu Bóg mnie tak doświadcza, ale często tak naprawdę nie chcemy zatrzymać sie nad sobą, dostrzec w sobie swoich błędów, ani tego, że tak naprawdę nie jesteśmy prawdziwie z Bogiem. On sie pojawia gdy coś niedobrego nas spotyka i wtedy jest bunt i żal.
Miałam prenesje do Boga gdy mi sie posypało życie, a gdzie był Bóg, którego oskarżałam gdy mi się układało, gdy było dobrze? Ale tak naprawde szczerze, gdzie był, na którym miejscu? W jakich sprawach? W małżeństiwe? W rodzinie? W pracy? Gdy urodziłam dziecko? Gdy szłam spóźniona na mszę? Gdy kolejny raz mówiłam to przez meża, to przez rodzinę? Gdzie był Bóg?
I wiecie co dopiero moja gorąca modlitwa do Matki Najświętszej uratowała mnie samą przede mną! Zaprowadziła do Boga, do prawdziwej wiary, do prawdziwej ufności. Zmieniłam się i dalej zmieniam. I jestem Najświętszej Matce ogromnie wdzięczna, że przyblizyła mnie do Jezusa i do bolesnej prawdy o mnie samej. Uwierzyłam naprawdę i pomimo tej rany, nieposkładanego związku czuję spokój, radość, dobro. Czuję, że Matka Najświętsza ze mną jest. Spotykam cudownych ludzi, odkryłam SYCHAR, „wpadają” mi w ręce książki (m.in. Ojca J.Witko), na które jeszcze rok temu nie spojrzałabym nawet. Rozmawiam o tym, że się nawróciłam i jaką radość z tego czerpię. Nie moge doczekać się pójścia na Mszę Sw. Pogłębiam swoją wiarę, zaczynam rozumieć i czuć czym jest obcowanie z Jezusem na co dzień.
Musiałam przejść tą drogę aby być bliżej Boga! Polepszyły mi sie relacje z rodziną (miałam do nich tak duzy żal za złamane dzieciństwo, że unikałam kontaktów). Jestem lepszą, bardziej otwartą i ciepłą mamą. Nie czuję lęku, strachu, bólu. Zaczęłam normalnie rozmawiać z mężem, bez oskarżeń. I choc może sie wydawać, że nie wymodliłam powrotu męża to w moim życiu dzieją sie małe cuda. Piszę to świadectwo, żeby pokazać, że nie zawsze „prośby są wysłuchiwane” ale to co otrzymujemy/odkrywamy przez modliwę dla siebie jest piękne, dobre, potrzebne…..może do tego aby kiedyś coś posklejać…:). Modliwa nie trafia w póżnię. Mateńka wie co jest nam potrzebne. Zaufajmy. Naparwdę zaufajmy i dajmy się Jej prowadzić. Kocham Cię Najświętsza Matko. Zostańcie z Bogiem.

Nie przegap ciekawego świadectwa!

Czy wiesz, że zapisując się do biuletynu, co piątek będziesz otrzymywać najświeższe świadectwa nowenny pompejańskiej?

A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

13 komentarzy do "Magdalena: Dziękuję Ci Pani Moja Najukochańsza Matko"

Powiadom o
avatar
M....a
Gość
M....a

bardzo mądre i piękne świadectwo

wiesia
Gość
wiesia

Jesteś młodą i cudowną osobą. Życzę Ci z całego serca, aby poukładało Ci się życie, żebyś była bardzo, bardzo szczęśliwa. Z Panem Bogiem!

Magdalena
Gość
Magdalena
Dziękuje Wiesiu i za wszystkie ciepłe komentarze, czasami dziwnie się „życie układa”, często przez nasze wybory, zadawałam sobie pytanie czemu musiało się rozpaść moje małżeństwo, czemu Bóg mi nie pozwolił zobaczyć mnie samej wcześniej. Tylko już teraz wiem, że były „sygnały”, ja po prostu nie chciałam ich widzieć, robiłam po swojemu….aż wszystko straciłam. Podnoszę sie ze zgliszczy, które sobie po części zgotowałam i już nie ma pretensji, tylko ufność, choć przyznaję , że długo sie z Bogiem „szarpałam”, wyrzucając mu niesprawiedliwość, jest mi teraz za to wstyd. Ale czuję, że przez to co odkryłam, przez łaskę pokory która otrzymałam mogę… Czytaj więcej »
Andzia
Gość
Andzia

Mądre świadectwo. Moje życie też miewało różne zakręty. Jesteśmy razem ale tylko dzięki modlitwie i zaufaniu w opiekę Bożą. To prawda, że Różaniec zmienia przede wszystkim nas i nasze postrzeganie innych. Tak właśnie „wychowuje” swoje dzieci Mateczka. A Tobie życzę abyś miała przy sobie Kogoś, kto dostrzeże w Tobie dobro i piękno. Szczęść Boże

Magdalena
Gość
Magdalena

Dziękuję bardzo:)

Eliszka32
Gość
Eliszka32

A ja tam w to nie wierzę, że się poukłada i lepiej nie robić sobie na nic nadziei, bo potem i tak jest lipa. Albo ktoś ma szczęście, albo nie. I tyle.

Katarzyna
Gość
Katarzyna

Eliszka32, smutne jest to co piszesz… Ale z drugiej strony -tak po ludzku- to chyba większość z nas miała takie wątpliwości.. Nie wolno sie poddawać i tak myślec. Trzeba zaufać Najwyzszemu i Jego Matce.

Magdalena
Gość
Magdalena

Wiesz Eliszka ja nie wiem czy mi się z mężem poukłada, bardzo chciałabym bo duzo zrozumiałam i mam małe dziecko i ona ciągle pyta i płacze kiedy będziemy razem to boli strasznie, ale umiem już to znosić, umiem przyjąć i uczę się kochać na nowo, miłością, która myślałam, że nie istnieje. Kochani nie ustawajcie w modlitwie.

Madala
Gość
Madala
Magdaleno, żyjesz w ufności Bogu i dobrze jest to droga, która Cię doprowadzi do rozwiązania trwaj w modlitwie nie ustawaj i nie poddawaj się im większa ufność tym większa pomoc … co do Eliaszki to chyba jeszcze nie słyszała o Miłosierdziu Bożym, ufności i dlaczego ludzie proszą o wiarę… zresztą sama pisze, że „nie wierzy” … tylko, że jak „nie wierzy” to co tutaj robi? szuka rozwiązania swoich problemów? dlaczego zadaje sobie tyle trudu, żeby przeczytać to długie i piękne świadectwo… To dobrze Eliaszko bo może warto zrozumieć.. i poprosić Boga o pomoc tak jak my tu wszyscy robimy… przełamać… Czytaj więcej »
Barbara.
Gość
Barbara.

Zawsze dostajemy Miłosierdzie,ale nie zawsze chcemy to dostrzec.Matenka nas kocha i czuwa nad nami.nie Ona sie odwraca to my to robimy.Ja cudu doznałam juz trzy razy.Tylko Wiara czyni Cuda.Z Panem Bogiem.

Grażyna
Gość
Grażyna

To jedno z najpiękniejszych świadectw, jakie dotychczas przeczytałam.Magdaleno, dziękuję i życzę Ci wszystkiego dobrego na nowej drodze z Panem Bogiem

Nadzieja
Gość
Nadzieja

Jezus nie skleja, nie ceruje, tylko PRZETAPIA W OGNIU SWOJEJ MIŁOŚCI. Zostalas wysluchana, trwaj na modlitwie, chwala Tobie Panie:)

Ala
Gość

Jak przetapia to najpierw musi coś się zepsuć.

wpDiscuz

Wyjatkowe kompendium o
nowennie pompejańskiej:

Tylko teraz otrzymasz… 
drugi egzemplarz za 1 grosz!

A może tak chcesz otrzymywać co piątek
powiadomienia o nowych świadectwach?

TAKalboNIE
…a więc zapisz się już teraz do powiadomień:
A teraz odbierz pocztę i kliknij łącze potwierdzające

Zamknij