Emilia: Ona docenia naszą ofiarność i daje.. prezenty!

Witajcie. Już kiedyś złożyłam świadectwo, ale czuję, że muszę zacząć od początku.
Różaniec nigdy nie był moją dobrą stroną- męczył mnie i nudził, i wkurzał jednocześnie, nie miałam do niego serca. Owszem czasem po niego sięgnąłam, ale ni mogę powiedzieć,że to była wielka miłość. Moja koleżanka (dawna animatorka oazowa) namówiła mnie jakieś dwa lata temu do odmawiania jednej dziesiątki codziennie za swoje dzieci. To wszystko. To dla mnie i tak spore wyzwanie. Odmawiałam, ale bez entuzjazmu i większej wiary w jakiekolwiek efekty. Nie myślałam nawet o nim specjalnie. Po niecałym roku mój 13 letni syn pewnego dnia postanowił zostać ministrantem! Byłam w szoku. A muszę powiedzieć, że miałam z nim kłopot- jest z natury bardzo materialistyczny i nie był wcale zainteresowany jakąkolwiek duchowością czy religią. Owszem, chodził do kościoła, ale chyba dlatego, że mu kazałam. Do dziś nie mogę się nadziwić jego zaangażowaniu. Wyjaśnię tylko, że zawsze z pewną nutka zazdrości patrzyłam na synów moich znajomych, którzy już jako mali chłopcy chcieli być ministrantami. Mój syn nie miał takich zapędów, pogodziłam się z tym, choć zawsze było to pragnieniem mojego serca. Nigdy też się o to nie modliłam- zostawiłam Bogu drogę, którą mają iść moje dzieci. Ale pragnienie zostało.
I Ona je znała! Wysłuchała modlitwy, której nie śmiałam mówić.
Po jakimś czasie zaczęłam spontanicznie dołączać kolejne dziesiątki i moje zainteresowanie różańcem gwałtownie nabrało tępa. Mediugorie, Nowenna Pompejańska- wciągnęły mnie. Kto by pomyslał.
A teraz odnośnie ostatniej Nowenny Pompejańskiej:
Miałam do wyboru dwie intencje- za moją mamę, która cierpi na ostrą alergię lub za mnie, bo od lat walczę z łupieżem i końca nie widać. Ale pomyslałam,że tyle jeszcze wytrzymam i modliłam się o zdrowie dla mamy. Na razie nic spektakularnego się nie zmianiło w jej stanie zdrowia, ale w moim i owszem. Pod koniec części dziękczynnej spróbowałam po raz ostatni poszukać jakiś sposobów. Mój lekarz stwierdził, że nie da się tego wyleczyć. Znalazłam forum, na którym bardzo chwalili właściwości octu. Trudno, trochę pośmierdzę, ale może warto. Dałam czadu- kilka razy dziennie (po pracy!) przemywałam chore miejsca octem i wodą z octem,a następnie myłam główę Nizoralem. Po kilku dniach moja skóra zrobiła się gładka i miękk jak nigdy przedtem. Po tygodniu nie wierzyłam własnym oczom- nic mnie nie swędzi, nic się nie łuszczy. Ciągle się dotykam w tych miejscach- chyba trochę z przyzwyczajenia a trochę z niedowiarstwa.
Będę nad tym pracować. Maryja podpowiedziała mi sposób i tchnęła we mnie wiarę.
Wynagrodziła mi moją mała ofiarę!

Opt In Image
Nie przegap zadnego swiadectwa!

Zapisując się do biuletynu będziesz otrzymywać co tydzień, w piątek, powiadomienia o nowych, wspaniałych świadectwach, przysyłanych przez naszych Czytelników! Wystarczy wpisać poniżej swoje imię oraz adres e-mail. Potwierdzenie zapisania przyjdzie na Twoją skrzynkę.

2 myśli na temat „Emilia: Ona docenia naszą ofiarność i daje.. prezenty!

  1. Bardzo podba mi sie w Twoim świadectwie to, pokazujesz, że Pan Bóg to nie czarodziej, który przyjdzie pewnej nocy i magiczną różdżką dotknie głowy i uleczy łupież, ale że działa przez ludzi i natchnienia – i tak natchnął Cię na odszukanie tego sposobu w necie, Ty się go podjęłaś i są efekty 🙂 I to, że madrze modlisz się za dzieci, aby Pan Bóg je prowadził swoimi drogami a nie wg własnych, ludzkich upodobań – super mają mamę 🙂

A Ty co o tym myślisz? Napisz!