Bartek: zmiana pracy

Chciałem się podzielić świadectwem otrzymanej łaski, nie tylko by spełnić obietnicę złożoną Przenajświętszej Panience i podziękować za wszystko co otrzymałem, ale też by umocnić w modlitwie i ufności Was – czytelników.
Tak naprawdę miałem całkiem niezłą pracę, odpowiedzialne stanowisko i z pewnością wiele powodów by dziękować Panu Bogu. Jednak z czasem, duże zmiany wewnątrz firmy, powodowały we mnie ciągły niepokój i nerwowość, również przenoszoną do domu. Zmiany nie zagrażały bezpośrednio mojej osobie, ale były przykre dla innych.
Najgorsze jednak było to, co działo się dookoła: romans szefa z sekretarką, kolejny romans młodego chłopaka (obdarzałem go dużym zaufaniem i był ważnym ogniwem mojego zespołu) z koleżanką z pracy, któremu nie przeszkadzało zresztą to, że właśnie urodziło mu się dziecko. To był zaczątek
do tego, by w firmie powstały chore relacje. „Zarządzaniem” zajęły się osoby nie powołane do tego, ale za to mające prywatne relacje z szefem i jego kochanką. Miałem dość toksycznej atmosfery i patrzenia jak ludzie traktują małżeństwo i swoich bliskich. Skoro tak traktują swoich najbliższych – jak potraktują mnie i innych?
Gorączkowo zacząłem poszukiwania nowej pracy…
Już wtedy moja Żona odmawiała nowennę właśnie w intencji zmiany mojej pracy. Ja tak naprawdę nie do końca wiedziałem na czym polega Nowenna Pompejańska, widziałem jedynie Żonę modlącą się z różańcem w ręku. Nie potrafię przytoczyć dat i upływu czasu na tle odmawianej przez Żonę nowenny, ale zaczęły się pojawiać szanse na zmianę mojej sytuacji zawodowej. A to ktoś się odezwał na wysłaną aplikację, a to szedłem na rozmowę – po długim marazmie coś zaczęło się dziać.
W końcu otrzymałem propozycję pracy. Była ona na podobnych warunkach, ale mniej prestiżowa i tak naprawdę była krokiem wstecz. Jednak dawała duże pole do rozwoju i stawiała ambitne zadania – przynajmniej tak mnie zapewniano… i byłem gotów zrobić wszystko by wyrwać się z mojego „piekiełka”. I tak też zrobiłem. Rozczarowanie przyszło szybko – nie będę pisał o szczegółach, ale szybko uznałem, że wpadłem z deszczu pod rynnę.
Namówiony przez Żonę i podbudowany jej ufnością w Maryi, zacząłem sam odmawiać nowennę. Miałem sporo wątpliwości, nie tyle co do łask otrzymywanych przez modlących się – tu cały czas byłem wewnętrznie i w niewytłumaczalny sposób przekonany o skuteczności modlitwy, ale zastanawiała mnie sama intencja. Czy można „zawracać głowę” Panu Bogu tak błahymi rzeczami. Przecież ludzie wokół mają tak ciężki krzyż, nieuleczalne choroby, nałogi, smutek z różnych tragicznych przyczyn – tak wiele powodów do modlitwy, a ja po prostu mam kiepską pracę. Ale ją mam. Inni nie mają w ogóle…
Mniej więcej w połowie części dziękczynnej pojawiło się „światełko w tunelu”. I znów rozmowy kwalifikacyjne, telefony, odpowiedzi na wysłane aplikacje. Serce rosło z każdą chwilą. Ale cel wymykał się w ostatniej chwili. Cóż pewnie byli lepsi…
Zakończyłem nowennę i ani na chwilę nie zwątpiłem, że Przenajświętsza ma mnie w Swojej opiece. Zacząłem kolejną w zupełnie innej intencji i postanowiłem nie rozstawać się z różańcem, dbać o to by być w stanie łaski uświęcającej, przyjmować z pokorą to co mnie spotyka w obecnym miejscu pracy
i nie tracić nadziei.
I kolejne odpowiedzi na aplikacje, do czasu jednej z rozmów, która była wyjątkowa…
Prawie po roku od zmiany pracy Przyszedłem na rozmowę do firmy, o której wiedziałem tyle ile można wyczytać z Internetu. Wówczas odmawiałem początek części dziękczynnej drugiej nowenny. Nauczony poprzednim doświadczeniem podchodziłem do rozmów dość zachowawczo, a firmy, o których wiedziałem niewiele traktowałem sceptycznie. Tą tym bardziej, bo niby skąd mam wiedzieć czy znowu nie popełnię błędu i nie pogorszę swojej sytuacji…
Przekraczam bramę posesji firmy i jestem zaskoczony jej rozmiarem i estetyką, zupełnie tego nie widać z drogi. Otwieram drzwi i wchodzę do budynku biurowca i… widzę na ścianie KRZYŻ. Wyobrażacie sobie? Po tym wszystkim, po niemal dwóch latach patrzenia na „Sodomę”, po kolejnym roku frustracji i obcowania z ludźmi, dla których wiara nie ma żadnego znaczenia, widzę Krzyż na ścianie biurowca firmy… czy można sobie wyobrazić bardziej czytelne przesłanie…
Rozmowa poszła gładko, zupełnie bez stresu jak bywało w poprzednich przypadkach. A po trzech dniach od rozmowy konkretna propozycja. Tu już nie maiłem żadnych wątpliwości. Matka Przenajświętsza dała mi najczytelniejszy znak.
Dziś cieszę się tą pracą, cenię ludzi którzy mnie otaczają. Darzę ich dużym szacunkiem i cenię za profesjonalizm. Są tylko potwierdzeniem, że można pracować normalnie i w zdrowych relacjach. Właśnie tego szukałem w mojej pracy. Przecież to tu spędzamy większość dnia, często poświęcając więcej czasu pracy niż bliskim. Dziękuję za tą łaskę Matce Pompejańskiej.
Po ukończeniu drugiej nowenny starałem się codziennie odmawiać choćby jedną tajemnicę. Okres urlopowy nie sprzyja dyscyplinie i tak łatwo popaść w zaniedbanie różańca, ale będę robił wszystko by w mojej rodzinie ta modlitwa miała swoje stałe miejsce.

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

9 myśli na temat „Bartek: zmiana pracy

  1. Jak widać jesteś prawym człowiekiem i mężem przez duże „M”. W pełni sobie zasłużyłeś na pracę o jakiej marzyłeś. Nie wypuszczaj różańca z rak. Z Matuchną Jezusa i nas wszystkich idziesz do przodu i masz ochronę. Twojej żonce można pozazdrościć takiego męża, rozmodlonego. Z Bogiem!

  2. Ja odmawiam już drugą Nowennę w intencji bardzo podobnej – zmiany pracy… i nic 🙁 było kilka rozmów kwalifikacyjnych i tylko na tym koniec 🙁 kilka razy też odmówiłam Nowennę do św. Josemarii, św. Józefa, Koronkę do Miłosierdzia Bożego.. Jak trwać dalej w wierze kiedy tak ciężko, wiedząc, że nie przeszło się dalej po kolejnej rozmowie o pracę.. normalną pracę? 🙁

      • Bartku piękne świadectwo, ja właśnie zaczęłam odmawiać Nowennę w bardzo podobnej intencji(dokładnie 15.08 czyli w święto Wniebowzięcia NMP), mój mąż też ma bardzo „chorą” sytuację w pracy dlatego powierzam tą sprawę Matce Bożej a Twoje swiadectwo jeszcze mnie utwierdziło w tej decyzji. Dziękuję Ci, niech Maryja ma Was oboje dalej w swojej opiece.

  3. Dziekuje, dzisiaj rozpoczelam ja w tej samej intencji …
    Ciesze sie, ze moglam przeczytac to swiadectwo, ze to nie jest oczywiste ..bo teraz takie czasy…

Odpowiedz na „EwaAnuluj pisanie odpowiedzi