Agnieszka: Kocham Cię Mateczko Najświętsza

Szczęść Boże!Chciałabym się podzielic łaskami jakie otrzymałam od naszej Matuchny.Nowenne regularnie odmawiam od listopada 2013 roku chodz różaniec odmawiam codziennie od lat.Dzieki Mateczce po zakonczeniu Nowenny w intencji ktorej sie modlilam by dostac prace blizej domu bo pracowałam w firmie oddalonej od domu okolo 90 km i Matuchna mnie wysłuchala.Chciałabym napisac ze Matuchna towarzyszy mi od lat bo z rózańcem nie rozstaje sie od lat,procz malej przerwy,ale to już z własnej głupoty przerwałam ,ale po jakims czasie znowu Go odmawiałam.Więc odmawiajcie Nowenne Pompejańska nie do odparcia bo Mateczka Najświętsza nas nie opusci, nie zawsze wysłucha od razu (wiem coś o tym)ale dodaje siły i nie opusci nas na pewno.I będę odmawiac ją ile mi sił starczy bo intencji mi nie brakuje oczywiscie modle sie rowniez za moich znajomych którzy okazali mi dużo serca a modlitwa jest im potrzebna tylko w ten sposob mogę im się odwdzięczyć modlitwą za nich.Kocham Cię Mateczko Najświętsza za opiekę nade mną i moimi dziećmi.

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

17 myśli na temat „Agnieszka: Kocham Cię Mateczko Najświętsza

  1. Sorry ale Nowenna Pompejańska nie jest nowenną nie do odparcia. Jeśli by tak było to każda prośba powinna zostać wysłuchana a tak przecież nie jest. Różaniec to bardzo mocna modlitwa, podobno może poruszyć góry, ale nie sama nowenna (i nie traktuję jej na zasadzie koncertu życzeń). Modliłam się za pewne małżeństwo bez pracy o poprawę ich sytuacji i nic a właściwie jest jeszcze gorzej niż przed nowenną. Oni też się modlą, są bardzo wierzący, właściwie to dziwię się znajomemu, bo oprócz różańca to od pół roku modli się do św. Józefa i mimo braku pomocy nie rezygnuje. Ja bym już dawno św. Józefa odpuściła. Dwukrotnie dali na Mszę św. (jedna została odprawiona w Częstochowie) i dalej nic. Kiedy zaczynałam NP wierzyłam gorąco, że Maryja wysłucha prośby ale teraz już nie wierzę w skuteczność nowenny tzn. jak ktoś ma otrzymać łaskę to otrzyma więc na pewno warto się modlić ale jak Pan Bóg ma inne plany (bo nie wierzę, że np. nie może czegoś uczynić, jest przecież wszechmocny) to NP nie pomoże. I jak w takiej sytuacji mówić komuś, że Bóg cię kocha, chce twojego szczęścia, jak ta osoba nie ma zapewnionych warunków do życia, nie ma środków na utrzymanie? Sorry, że to napisałam ale od jakiegoś czasu mam poczucie, że NP w pewnych sytuacjach nie pomoże i to mnie jakoś boli, bo wcześniej wierzyłam w jej skuteczność. Nie sądziłam, że Maryja może komuś nie pomóc w ciężkiej sytuacji życiowej. Wydawało mi się to niemożliwe. Kiedyś nawet na tej stronie zbeształam człowieka, który modlił się o pracę (odmówił kilka NP) a nie otrzymawszy jej stwierdził, że jest nikim dla Boga. Teraz jest mi głupio. Podobnie nie chciałam uwierzyć w brak pomocy pewnej rodzinie (nie znanej mi bliżej), której podobno skończyły się środki do życia, a która również przez dłuższy czas odmawiała NP. Nie wiem, może za bardzo uwierzyłam w NP, za bardzo się nakręciłam. Wszystkim w około, którzy mieli jakieś problemy, polecałam NP jako niezawodny ratunek a teraz pewnie diabeł się ze mnie śmieje. Czuję się z tym okropnie. Oczywiście nie wiadomo jakie będą dalsze losy tych rodzin i osób, Pan Bóg może wszystko odmienić w jednej chwili ale mi trudno jest już uwierzyć, że przyczyni się do tego nowenna. Sama staram się odmawiać codziennie cały różaniec ale nie wiem czy NP jeszcze kiedykolwiek odmówię, raczej nie, a już na pewno nikomu jej nie będę polecać.

    • A ja myślę, że i tak ładnie piszesz o różańcu. Jesteśmy tylko ludźmi i nie trzeba się chyba zbytnio biczować, że i takie myśli, takie słabości nas nachodzą. Myślę, że najważniejsze w Twojej Nikito wypowiedzi jest to, że po ludzku przyznajesz się do swoich wątpliwości, że jest Ci ciężko. Może jesteś bliżej Boga niż myślisz?! I tak Cię podziwiam, że mówisz cały różaniec. Polecam Ci serię nagrań, do których link przesyłam:
      http://www.sluzew.dominikanie.pl/otomatkatwoja/

      Myślę, że największą sztuką jest mówić o różańcu, o NP wtedy, gdy w nas pustka, niechęć i po prostu zniechęcenie, a czasem niewiara; kto wie, czy własnie takie przełamywanie siebie – choćby w nas wszystko krzyczało, że nie warto – nie jest najbardziej wartościowe?!

      Pozdrawiam Cię ciepło!

      • Dziękuję Wam: Ewuszko, Beato i Tereso za odpowiedzi. Macie dużo racji. Ja po prostu czuję się podle, bo dawałam innym nadzieję, która, jak na razie, zawiodła. Wiem, że nie mogę poddać się zupełnie i odpuścić odmawianie różańca. U nas w parafii ksiądz zrobił niedawno taką malutką kapliczkę przy kościele, gdzie jest wystawiony Najświętszy Sakrament od godz. 6.00 do 22.00. Wczoraj poszłam tam pierwszy raz (niesamowite wrażenie, Pan Jezus jest tak blisko, na wyciągnięcie ręki) i prosiłam Pana Jezusa, żeby pomógł mi przetrwać ten trudny czas, żeby mój brak wiary nie oddzielił mnie od Niego itp. Może Wasze komentarze to już jakaś Jego odpowiedź? Jeszcze raz dzięki za wsparcie. Dziś pójdę znowu i polecę Was Jezusowi.

        • Wiesz Nikita, w Kościele Matki Bożej Jerozolimskiej w W-wie (w sierpniu Kościół jest zamknięty) pierwszy raz leżałam krzyżem przed Najświętszym Sakramentem. Modliłam się i nagle taka nieodparta potrzeba położenia się krzyżem.
          Mam tak jak Ty. Kiedy jest mi tak źle, podle i czuję, że po prostu albo zacznę krzyczeć albo stanę po środku i zacznę płakać, to wtedy idę chociaż na chwilę przed Najświętszy Sakrament i po prostu tam jestem. Mnie przynosi ulgę i oby i Tobie też, czego Ci życęe z całego serca

    • Nikito! Może moja historia trochę będzie Ci pomocna.Otóż i ja modliłam się o pracę Nowenną Pompejańską .Modliłam się o utrzymanie swojego stanowiska pracy, bo chociaż pracowałam, groziło mi zwolnienie. Sytuacja w mojej firmie od kilku lat jest nienajlepsza. W zeszłym roku zostałam wytypowana do zwolnienia, ale w ostatniej chwili ubłagałam szefostwo i pracowałam na pół etatu..Oczywiście cały czas modliłam się Nowenną.Kończyłam jedną, rozpoczynałam następną.Poza tym wspomagałam się Koronką do Miłosierdzia Bożego, Litanią do Św. Jana Pawła II., modlitwami do św.s.Faustyny.
      Minął rok i znowu znalazłam się w punkcie wyjścia.Sytuacja się powtórzyła.Miałam zostać zwolniona i wszystko wskazywało,że nie uniknę tego.Bardzo to przeżywałam, wręcz kłóciłam się z Panem Bogiem,zarzucałam Mu niesprawiedliwość, wypominałam,że po tylu modlitwach, Nowennach, zamawianych mszach św. pozostawia mnie samą sobie.Jednak postanowiłam dokończyć odmawianą Nowennę ( chyba ósmą z kolei) i nie rezygnowałam z modlitwy. Koronka do Miłosierdzia Bożego, Nowenna do bł. ks.Popiełuszki, Nowenna do MB Rozwiązującej Więzły,modlitwy do św. s.Faustyny.
      Wypowiedzenie z pracy otrzymałam.Nie załamałam się,ale ciągle się modliłam.W ciągu dnia, w pracy, w wolnych chwilach, w czasie nieprzespanych nocy.Poprosiłam o modlitwę siostry karmelitanki, w internecie wyszukałam adresy do klasztorów klauzurowych – dzwoniłam i prosiłam siostry o modlitwę.
      Wykłócałam się z Panem Bogiem nadal – prosiłam ” nie stać Cię Na te parę godzin pracy tygodniowo dla mnie?!!!!” Modliłam się psalmami i tekstami Pisma św. Szczególnie upodobałam sobie fr.Ewangelii o cudzie w Kanie Galilejskiej.Był to dla mnie bardzo trudny czas,ale czas niesłychanej więzi z Panem Bogiem,niesłychanej relacji.
      Koniec końców sytuacja w pracy tak się ułożyła ,że wypowiedzenie zostało cofnięte.Wracam do pracy i mam nadzieję,że Opatrzność Boża mnie nie opuści. Matce Bożej Pompejańskiej z całego serca dziękuję za wysłuchanie moich błagań,ale i za ten czas oczekiwania na wysłuchanie.Pozdrawiam!

    • Nikita, ja również skończyłam kolejną n.p. i na razie do niej nie wrócę. Codziennie odmawiam cały różaniec, a jak mam czas, to i kolejne 10-tki. Prosiłam o zdrowie dla przyjaciół, o nawrócenie bliskich mi osób, o pracę dla mnie i… cisza i taki trochę smutek i żal, że znowu gdzieś tam na samym końcu jestem i że znowu jestem po prostu niewidzialna. Wierzę, trwam i ufam, że może jednak przyjdzie i mój czas 🙂

    • Nie chcę Cię krytykować, ani sprawiać przykrości, tylko oceniam z własnej perspektywy, że słowami : ” ale nie wiem czy NP jeszcze kiedykolwiek odmówię, raczej nie, a już na pewno nikomu jej nie będę polecać „- zachowałaś się Nikito tak, jak wielu ludzi skrzywdzonych, nie mających już siły wierzyć, uciemiężonych, przeszytych strachem, sparaliżowanych niemocą, mających pustkę w sercu, brak nadziei, że cokolwiek można zmienić na lepsze. W tej sytuacji można polecić Cię tylko Panu Bogu w opiekę, bo Ty już sama jesteś przekabacona – na szczęście na chwilę – gorąco w to wierzę, na „ciemną stronę mocy”. Cokolwiek pomyślisz i zrobisz nie będziesz miała poczucia i pewności, że robisz dobrze, wszystko będzie się sprzysięgać przeciwko Tobie, każdy dobry gest i myśl będzie zniekształcana, nie będziesz już miała siły – no i co z tym zrobisz ? Czy coś będziesz robić, czy nie będziesz robić nic – totalna beznadzieja – czas umierać ? Czas wyobrazić sobie siebie przed obliczem Boga i co pustka, żadnych myśli, niewiedza, znikąd ratunku, czy może jednak jakiś dialog z Bogiem ? Co mamy Mu do powiedzenia, nic ? Nic – On do nas też milczy. A może jakiś film z naszego życia na koniec, może jakieś dobre chwile, ale wciąż przeplatające się z nieprzyjemnymi trudnymi. A może jednak jakaś iskierka, jakiś przebłysk, jakiś mini mini znak od Pana Boga co byłoby lepsze w naszym życiu, gdyby …….. No właśnie i może ten drobny szczególik w naszym dotychczasowym postępowaniu ujrzany oczyma Boga przez nas to znak, że gdybyśmy chcieli na przyszłość rozwiązywać podobne do już przerobionych problemy, albo zupełnie nowe w subtelnie inny sposób byłoby nam dużo łatwiej żyć i przede wszystkim może odkrylibyśmy, że jednak chce nam się żyć. Każda kolejna próba podjęcia życia na nowo jest wielkim wyczynem dla nas w oczach Pana Boga, tak sobie myślę, że Jemu zależy na tym byśmy starali się rozgryzać te rebusy, jakie Pan Bóg na naszej drodze życia stawia. A już na pewno nie jest tak, że nie dba o nas i ma lukę w pamięci. To już prędzej na nas ześle jakieś zapomnienie smutnych spraw, żebyśmy łatwiej dostrzegli, że dalej kroczymy ścieżką życia w tym kierunku w którym przez jakiś czas Pan Bóg – Jezus dźwigał nas na Swoich barkach.

      • „Czas wyobrazić sobie siebie przed obliczem Boga i co pustka, żadnych myśli, niewiedza, znikąd ratunku, czy może jednak jakiś dialog z Bogiem?”
        Ten kto wierzy nie musi sobie wyobrażać siebie przed obliczem Boga, bo każda modlitwa dokonuje się przed obliczem Boga, nikt np. nie modli się do posągu Matki Bożej tylko do Matki Bożej jako osoby. Ja uważam, że zawsze trzeba być być szczerym wobec Boga, nawet jeśli w danym momencie mamy do Niego pretensje i czujemy żal. Udawanie, że jest inaczej to kłamstwo a kłamstwo jest narzędziem szatana.

      • Przepraszam, Joanno, ale nie zrozumiałam większości z Twojej wypowiedzi. Natomiast stwierdzenie, że „Ty już sama jesteś przekabacona – na szczęście na chwilę – gorąco w to wierzę, na „ciemną stronę mocy”” to z Twojej strony mistrzostwo świata.
        „Cokolwiek pomyślisz i zrobisz nie będziesz miała poczucia i pewności, że robisz dobrze, wszystko będzie się sprzysięgać przeciwko Tobie, każdy dobry gest i myśl będzie zniekształcana, nie będziesz już miała siły – no i co z tym zrobisz ? Czy coś będziesz robić, czy nie będziesz robić nic – totalna beznadzieja – czas umierać”. Nie wiem czy te słowa to jakieś proroctwo?
        Nie sprawiłaś mi przykrości a krytykować możesz, jeśli chcesz, mam tylko wrażenie, że taki komentarz mogła napisać jedynie osoba, która nigdy nie czuła rozczarowania, jest układna, posłuszna, grzeczna (jak prymus w szkole), wszystko robi „naj”, nie ma żadnych wątpliwości, wszystko przyjmuje ze stoickim spokojem, złoży pięknie rączki do modlitwy i będzie tak trwała w modlitwie nie poruszywszy się ani na chwilę nawet jakby nastąpiło trzęsienie ziemi. Ja niestety taka nie jestem, i pozwól mi kroczyć ku Bogu drogą, którą On dla mnie przygotował, nie wyzbywając się cech charakteru i osobowości, które przecież również od Boga pochodzą.

        • Nieraz już pisałam nie wiem czy to nie właśnie przez Ciebie Nikito nazwana faryzeuszem i obłudnikiem, gdy spieraliśmy się o obronę Pana Boga z Pawłem, czy tez niedawno, że nie mam już sił w przekonywaniu pewnej osoby na spojrzenie na Pana Boga, że jednak trzeba się modlić – bo tym Pana Boga w żaden sposób nie obrażamy, tylko On tego właśnie oczekuje i pragnie i stwierdziłam tu na tym blogu, że mam ” podcięte skrzydła i jestem rozproszona i marzę, żeby wrócić do gorliwej modlitw, a wcześniej pisałam, że nie potrafię zapanować nad sytuacją, bo wszystko sprzysięga się przeciwko mnie i jestem mobingowana. Te wszystkie sprawy powierzyłam Bogu, idąc do spowiedzi – przypominając sobie grzechy przedawnione, ale może niedostatecznie odżałowane i znane prze to szatanowi. Bez Boga w wielu, a szczególnie w tych ciężkich chwilach załamań przez które i ja ciągle przechodzę nie poradziłabym sobie np. z teściową, szwagierką, czasem z mężem, ciągle z dziećmi i z ludźmi nawet wierzącymi, ale nie do końca zgadzającymi się z moim rozumowaniem. Przecież ja tylko pragnę zrozumieć Boga i odgadnąć co On by sobie życzył żebym robiła, żeby się Jemu podobać, nie ludziom, ludzi jedynie pragnę wraz z sobą przybliżać do Boga. to jest ciągłe poszukiwanie i rozgryzanie Boga – rozwiązywanie tych właśnie rebusów. To co napisałam wcześniej, że gdy już nie ma znikąd pomocy, nawet od samej siebie, bo wiesz- że już nic nie wiesz- to jest właśnie ten moment, w którym trzeba zaufać Bogu i Jemu pozostawić sprawy do rozwiązania, bo tylko On może znaleźć sposób – ja już nie. I dlatego, sama się nieraz dziwię, że wciąż tu wracam i wciąż chce mi się coś pisać, wciąż odkrywam w sobie jakieś nowe wskazówki – dla siebie samej, a to że się z wami nimi dzielę nie wynika z wymądrzania się, bo nawet nie śmiem przypuszczać, że są mądre, mam nadzieję, że nie są szkodliwe, bo skoro mnie nakręcają do życia, to chciałabym się tym z Wami podzielić, żeby może przez jakąś analogię pomogły choć jednej osobie podźwignąć się z kłopotów, które ja mam bez przerwy, ale chyba żyję tylko dzięki Bogu i modlitwie i żeby było śmiesznie trochę dzięki teściowej, która w gruncie rzeczy chce dobrze, ale z mojej winy, bo nie zawsze się z nią zgadzam, mamy czasem spięcia i to nas może trzyma nas przy życiu ?

      • Joasiu! Chyba przesadzasz. Czyżby stwierdzenie, że już raczej nie odmówi się NP i nikomu jej się nie będzie polecać ma oznaczać, że zostało się przekabaconym na ciemną stronę mocy? Czy odmawianie NP i polecanie jej innym to jakieś przykazanie Boskie czy kościelne? Przecież Nikita napisała, że odmawia co dzień cały różaniec, to chyba o czymś świadczy. Adoracja Pana Jezusa w Najśw. Sakramencie również. Warto się zastanowić zanim się coś napisze.

  2. Ale smutny ten komentarz, ale jest ktoś, kto się z tego cieszy i tym ktosiem jest ten co ciągle miesza w czasie odmawiania nowenny, różańca a teraz jest górą, to – zły. Więc proszę nie daj mu tej satysfakcji i przemyśl wszystko jeszcze raz.

  3. Nikita! Dzięki za obiecaną modlitwę,życzę pokoju ducha – jeśli będziesz trwać na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem pokój przyjdzie na pewno.I ja również odwdzięczę się modlitwą.

  4. Nikita!!!Rozumiem Cię doskonale.Ja jestem prawie niewidoma od urodzenia,mam ogromną wadę wzroku,w szkole byłam pośmiewiskiem z powodu ,,butelek”na nosie,odmówiłam o poprawę wzroku N.P.dwie,moja Mama i Babcia po trzy ,i nic.Ofiarowałam swoje bóle z tym związane za dusze czyśćcowe.Nie jeden raz wyłam z żalu,że to ja ,zadawałam BOGU pytania ,które do śmierci pozostaną bez odpowiedzi.Wiadomo nam wszystkim,że tylko niektórzy są wysłuchiwani i uzdrawiani,i że WOLA BOSKA dla mnie i innych cierpiących przez choroby i niepełnosprawności jest BAAARDZOOOO,STRASZNIEEEEE TRUDNAAAA!!!!!!
    Jednak,odmawiając nowennę mam spokój i pokój w sercu i staram się widzieć jasne strony życia.Każdego dnia polecam siebie i moją rodzinę MATCE POMPEJAŃSKIEJ.Pozdrawiam Cię,zaufaj MARYI,mimo smutku i żalu.Może przyjdzie rozwiązanie nagle i niespodzianie!!!!Tak,jak u moich krewnych.Jeśli masz ZDROWE OCZY ,to podziękuj za nie BOGU OJCU,i ciesz się dobrym wzrokiem,którym możesz oglądać świat,bez ,,brył”.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!