Monika: pragnę wierzyć, że Mateczka mnie wysłuchała

Nie wiem od czego zacząć. Może od tego, co sprawiło, że sięgnęłam po modlitwę?

Jestem młodą kobietą, studiuję, wyszłam za mąż, zapragnęliśmy dziecka. Tzn, ja pragnęłam od dawna, bo instynkt macieżyński obudził się we mnie już dawno, ale ja czekałam na tego jedynego więc pozostawała mi miłość do dzieci cudzych. Niestety droga do macierzyństwa nie jest dla mnie prosta. Zaszłam w ciążę dwa razy. Pierwszą poroniłam stosunkowo wcześnie – ok 7 tc, kolejna również była ciążą skomplikowaną od początku, leżałam raz w domu, raz w szpitalu, niestety w 16 tc pewnej nocy spełnił się najczarniejszy scenariusz i straciłam maleństwo… już abstrahując od fizycznego aspektu, Gorycz, rozpacz rozrywała mi serce. Oczywiście nie obyło się od pytań: „Dlaczego ja?!”. Ale nie wiem czemu, ciągle, w całej tej niemocy, upadku, z tyłu głowy, w kącie serca, czułam od samego początku, od 1 dnia po stracie nadzieję, i jakby niewytłumaczalne oparcie. Nie mówię tutaj o oczywistym wsparciu męża, rodziny, przyjaciół, ale dziś z perspektywy czasu, mogłabym to zobrazować tak, jakby przy tym wszystkim, co się działo, i po tym wszystkim, czułam jakby Jezus, moje serce, tak bardzo mocno przytulał do swojego serca… Tak jak możesz sobie wyobrazić, że bardzo cierpisz, i ktoś tak bardzo mocno cierpiąc z tobą trzyma cię kurczowo przy swoim cieple, i nie odpuści Ci… Naprawdę z jednej strony bardzo cierpiałam, a z drugiej nie zgasł we mnie płomień nadziei ani na chwilę, i jakby wciąż wiedziałam, że jeszcze spróbuję… Ale tym razem, oprócz postawienia na świetną lekarkę, której uwierzcie mi też nie spotkałam przypadkowo, a to kobieta anioł i świetny specjalista, to umocniłam swoją wiarę. Pytania „dlaczego ja”, zaowocowały wyciszeniem, wsłuchaniem się w wolę Bożą, większym praktykowaniem, no i ogólnie: zaplanowaniem kolejnej ciąży z Bogiem. My, ludzie z do tej pory średnim praktykowaniem, podjęliśmy się Nowenny Pomejańskiej… Próbowaliśmy raz, ale po kilku dniach doszło do nieporozumienia i po tygodniu zaczęliśmy od nowa. To było potrzebne – poukladaliśmy priorytety, potrzebowaliśmy wspólnie postawić modlitwę na 1 miejscu, cokolwiek by nie wyskoczyło, będziemy się modlić, rano, czy późnym wieczorem, czy w drodze, czy w przerwach, ale odmówimy. I dotrwaliśmy do końca 🙂 momentami było ciężko się zgrać, ponieważ woleliśmy modlić się razem, ale udało się. W międzyczasie dostaliśmy zielone światło do starań. Skończyliśmy nowennę w 9 maja. A teraz od 20 maja liczę swój 1 tydzień ciąży… Dacie wiarę… Błagaliśmy Maryję o zdrową ciążę i dzidziusia. Jestem tuż przed 1 wizytą kontrolną. Mam lekkie plamienia, więc domyślam się, że będę musiała mocno się oszczędzać, nie będzie najprościej, ale bardzo mocno pragnę wierzyć w to, że Mateczka mnie wysłuchała, i wyprosiła mi u Jezusa tę ciążę, która tym razem dobrze się skończy… Wciąż więc czekam na jej ostateczne spełnienie, ale już teraz mogę poświadczyć, że faktycznie w ciągu Nowenny działo się dużo pozytywnych rzeczy, małych kroczków które mają wpływ na to, że dziś jestem w tej ciąży, że z moim mężem bardzo dobrze nam się układa. Bóg zapłać za tę stronę, która pomogła nam w codziennej modlitwie, oraz za dobrych ludzi, którzy się tak tutaj wspierają, jak widziałam w komentarzach. Bardzo proszę Was, abyście choć westchnęli do nieba, w intencji mojej ciąży, mojego dzieciątka, aby dane mu było się narodzić, i abym mogła wychować je na chwałę Panu. Serdecznie pozdrawiam!

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

9 myśli na temat „Monika: pragnę wierzyć, że Mateczka mnie wysłuchała

  1. tak Chwała Panu! Na pewno Mateczka pomoże! 🙂 odmawiałam w intencji o dar macierzyństwa ale inne łaski otrzymałam tak więc nie poddawajmy się! Wiara czyni cuda! Jezu Ufam Tobie!

  2. Pomodlę się za Ciebie Moniko,abyś urodziła upragnione i długo oczekiwane dzieciątko.To dar Mateczki naszej z nieba.Ja sama chciałabym załozyć rodzinę bo jej nie mam.Oddałabym wiele by spotkać na swojej drodze zyciowej mężczyznę,który Mnie pokocha.Chciałabym,żeby kochał Mnie całym sercem,miał dobry charakter.Niestety nie jestem przez nikogo kochana i ciągle samotna.O dzieciątku,które tuliłabym w ramionach mogę tylko pomarzyć

  3. Jeżeli przestawisz swoje myślenie na gotowość pokochania każdego dziecka, czy to duchowo, czy idąc dalej w nastawieniu wyraziłabyś gotowość nawet na adoptowanie w realu dziecka, po to by móc obdarzyć ogromem swojej miłości dziecko – nowa istotę. którą trzeba przeprowadzić przez życie, przez pasmo różnych trudności do Boga, ale w kontekście dziecka jako takiego – np. autentycznie adoptowanego, niekoniecznie z dobrego domu i z idealnymi genami – bo takie jak to pokazały ostatnie doświadczenia z metodą In Vitro – niekoniecznie są idealne, a czasami niechciane i przeznaczone na aborcję, a gdy jej odmówi lekarz powołując się na klauzulę sumienia , jak doktor Chazan – są przez bezbożników zwalniani z pracy. Wiem, że najpierw musisz znaleźć właściwego kandydata na męża, a jeszcze trudniej, takiego który byłby gotowy na adopcję, bo raczej każdy facet, czy kobieta – przecież nie egoistycznie, ale przeważnie z niedostatecznym altruizmem byliby w stanie prosić Pana Boga o to, by mogli zrealizować swoje macierzyńskie pragnienia wychowując niekoniecznie swoje własne dziecko. To jest trudne, żeby poczuć pragnienie i miłość do dziecka, jako takiego, by móc je wychowywać nie pokładając jakichś konkretnych planów, czy mając zakusy na zrealizowanie przez własne dziecko jakichś swoich, osobistych nie do końca zrealizowanych osobistych planów, czy ambicji. Często mamy takie zakusy, a nawet nasze własne dziecko jest tworem takiego miszmaszu genów, że nie musi posiadać tych zalet, na które liczymy, bo nie przejmują po nas wszystkich zdolności bez wad, albo że proporcje są równe, czasem może być przechył na wady i w żaden sposób potem nie można dzieci zachęcić, czy wypracować w nich tego, czego tak bardzo oczekiwaliśmy i nie będziemy mieli okazji ani tych zalet w dzieciach pielęgnować, szlifować i udoskonalać, tylko będzie to uciążliwa praca z eliminowaniem złych zachowań i skumulowanych wad, nie mówiąc już o jakichś anomaliach zdrowotnych. Mamy wtedy mieć żal do Pana Boga, że dał nam takie niedoskonałe dziecko, że zamiast cieszyć się i radować, to ciągle borykamy się z ich wychowaniem, bo z trudem jest nam je zachęcić i wypracować właściwe postawy ? Czy wtedy nie pomyślimy sobie nieraz, że inne dzieci są grzeczniejsze , zdolniejsze, że cudze dziecko byłoby nam chyba łatwiej wychować, niż własne ?
    Pragnienie jakiekolwiek – ludzkie, jeśli nie jest zgodne z dobrym planem Bożym, ale wywierane presją na Bogu, by jednak ze wszystkimi konsekwencjami spełnił nam to, czego tak bardzo – wydaje nam się – pragniemy, że od tego uzależniamy wszystko, jesteśmy gotowi na wszystko, czasem o zgrozo – słyszałam matkę w telewizji ubolewającą nad losem własnego – chorego dziecka, że byłaby gotowa na zaprzedanie duszy diabłu, żeby tylko uratować życie swojego dziecka, no to przepraszam bardzo, gdzie tu jest zdanie się na wolę Boską, na życie zgodnie z przykazaniami, na pokładanie nadziei w Bogu, że On wie lepiej co jest dla nas dobre i tylko jemu należy się z ufnością zawierzyć.
    Co pozostaje – indywidualna rozmowa z Bogiem, wsłuchiwanie się w głos Boży, ignorowanie podszeptów szatańskich, modlitwa o rozeznanie jak mamy kroczyć drogą w swym ziemskim życiu, żeby na końcu ścieżki ujrzeć Pana Boga z przeświadczeniem, że staraliśmy się zawsze wypełniać Jego wolę.

  4. Az łezka sie zakrecila w oku;) gratuluje z calego serca- bys mogla niedługo sie cieszyc upragnionym malenstwem. Wiem co czułas i czujesz ja stracilam 4 ciąze;(**** przeszlam gehenne szerg badan, zabiegów- odmowilam 5 nowenn w tej intecji choc na chwile obecna nie jestem w ciązy jescze ale czuje ze trafilam w dobre rece i niedlugo bede mogla dac takie same świadectwo. Zycze duzo zdrowka dla ciebie i maleńsstwa

  5. kochani dziś mamy 10 tydzień ciąży i wszystko jest w porządku jak narazie 🙂
    dziękuję za wsprarcie !
    oczekującym pragnę dodać otuchy, choć nie wiem jakimi słowami…
    czasem droga do upragnionego celu jest bardzo trudna, trzeba czasem mocno się nacierpieć, naczekać, ale myślę, że Bóg nie pozwoliłby na nas zrzucić światu więcej, niż jesteśmy w stanie unieść…
    Czas, cierpienie, ciężkie doświadczenia Bóg nam pięknie wynagrodzi, jeśli tylko z dumą i ufnością będziemy nieść swój krzyż, jak to robił On sam… Nie wstydźmy się go, upatrujmy w nim łaski, ufajmy Panu, bo jest dobry, i na pewno, jeśli tylko zawierzycie mu swoje radości i smutki, oraz niewiadomą przyszłość to wspomoże tak, żeby było dobrze… 🙂
    NIECH BÓG WAM BŁOGOSŁAWI NA KAŻDY DZIEŃ! 🙂

A Ty co o tym myślisz? Napisz!