Magdalena: Wszystko jest możliwe- świadectwo uzdrowienia

Jakiś czas temu skończyłam odmawiać nowennę pompejańską. Było to odważne posunięcie, ponieważ nigdy nie lubiłam się z różańcem, obca mi była religijność maryjna. Nie wiedziałam jak zabrać się do rozważania tajemnic. Mimo wszystko zaczęłam odmawianie z pewnością, że uda mi się wytrwać w modlitwie, a jej sens dotrze do mnie w ciągu najbliższych tygodni. Tak też się stało. Modliłam się o uzdrowienie ze stanów depresyjnych. Moja choroba znajdowała się w na tyle lekkim stadium, że nie byłam zmuszona do przyjmowania leków. W pełni świadoma więc co się ze mną dzieje, zorientowana też w pośrednich i bezpośrednich przyczynach stanu mojej psychiki, postanowiłam złożyć wszystko w ręce Boga za pośrednictwem Maryi. Powoli zaczynałam rozumieć, że to, co uważałam po ludzku za niemożliwe, dla Boga jak najbardziej możliwe jest. O nowennie dowiedziałam się od koleżanki, która była w trakcie jej odmawiania i poczułam, że coś wgłębi mnie wzywa mnie do pójścia jej śladem.

Początki były trudne z różnych względów. Nie potrafiłam skupić się na modlitwie. Pewnego dnia moje zmaganie się ze sobą, by ją odmówić, sięgnęło zenitu. Próbowałam klęczeć i rozważać tajemnice. Jednocześnie czułam, że jeśli nie wstanę z klęczek, to oszaleję. Wstałam więc i zaczęłam chodzić po pokoju, ciągle odmawiając różaniec i w ten sposób dokończyłam modlitwę.

Moment kulminacyjny trudności nastąpił mniej więcej w połowie części błagalnej. Jako, że moja choroba miała stosunkowo lekki przebieg, nie zdarzało mi się nigdy zanosić się płaczem przez cały dzień. Wtedy tak właśnie było. Płakałam, zupełnie nie wiedząc dlaczego to robię. Ogarnął mnie wewnętrzny ból, z tych, jakie trudno opisać. To był moment decyzji – czy wytrwam w nowennie, czy przerwę ją i obrażę się na Boga, który rzekomo jest obojętny na moje cierpienie. Decyzję podjęłam, gdy czytając świadectwa zrozumiałam, ze to, co mi się przytrafia jest działaniem szatana. Wytrwałam.
Od tego dnia było już tylko lepiej.

Modląc się o uzdrowienie mojej psychiki, nie przypuszczałam, że Pan Bóg uderzy w przyczynę, a Maryja wymodli rozwiązanie problemów u źródła.
Moje stany depresyjne miały charakter przewlekły. Odkąd pamiętam moim problemem była rodzina – surowy i nieczuły ojciec i naprzemiennie surowa i nadopiekuńcza matka. Rzeczywiście, moi rodzice zabraniali mi większości rzeczy dozwolonych dzieciom na tym świecie, kontrolowali każdy mój ruch i wylewali na mnie wszystkie swoje frustracje. Awantury zdarzały się często, a ja nie byłam w stanie zrozumieć, dlaczego ciągle wszyscy na mnie krzyczą i codziennie dostaję kary często nie wiedząc za co. Moje poczucie bezpieczeństwa zostało zachwiane, a samoocena malała z każdą kolejną krytyką. Mimo upływu lat, problemy nie mijały, a ja postanowiłam izolować się. Wpadłam na pomysł, że będę „niewidzialna”, nie będę rozmawiać z rodzicami więcej, niż jest to niezbędne, a w domu będę przebywać tylko, kiedy będzie to absolutnie konieczne. W ten sposób miałam oszczędzić sobie cierpienia, chamskich komentarzy, docinków i wyżywania się. Moja mama jednak nadal walczyła o mnie, pytając mnie o powód mojego zachowania, zmuszając do rozmowy i płacząc. Ja byłam nieugięta. Nie wiem teraz jak bardzo zniekształconą miałam rzeczywistość wtedy, a jak bardzo moi rodzice zmienili się po odmówieniu nowenny. W każdym razie, rozmawiając o moich problemach z bliskimi mi ludźmi zawsze dochodziliśmy do wniosku, że moich rodziców nie da się zmienić, że ja robię wszystko, co mogę, a jedynym wyjściem będzie wyprowadzenie się z domu, jak tylko będzie to możliwe.
Muszę przyznać, że nie byłam w stanie znieść moich rodziców. Nie mogłam przebywać z moim tatą w jednym pomieszczeniu, tak bardzo nie znosiłam jego widoku. Moja mama wywoływała u mnie same negatywne emocje i agresję. Zero uczuć. Czułam się okropnie jako chrześcijanin. Jednocześnie siebie w tej relacji postrzegałam jako wręcz ideał. Rodziców z każdym kolejnym rokiem obwiniałam za mój własny charakter- za to, na jaką osobę mnie wychowali, za to, że jestem niesamodzielna, nieasertywna i nie wierzę w siebie. Nie umiałam im wybaczyć. Przebywając w domu nie wychodziłam nawet na chwilę z mojego pokoju. Nie chciałam mieć z nimi nic wspólnego. Wtedy właśnie, gdy dochodziły osobiste problemy, wpadałam w stany depresyjne. Nie byłam w stanie zmusić się do żadnej aktywności. Dzień mijał, a ja miałam poczucie, że życie toczy się gdzieś obok.
Nie wierzyłam, że moją sytuację rodzinną da się zmienić, modliłam się więc o uzdrowienie psychiki. Ale Bóg daje nam więcej, niż się spodziewamy. 🙂

Przełom nastąpił w czasie odmawiania nowenny, gdy po raz pierwszy poczułam tęsknotę za moimi rodzicami. Nie mogłam uwierzyć w to, co czuję. Byłam poza domem i zwykle bardzo się z tego powodu cieszyłam. Tym razem jednak zaczęło mi mojej rodziny po prostu brakować. Gdy wróciłam do domu, tata powitał mnie jak zwykle niemiłym komentarzem, po czym niespodziewanie przeprosił. Ja wtedy zaczęłam płakać, jakby wylewając z siebie wszystkie niewypowiedziane nigdy żale. Jestem pewna, że był to płacz oczyszczający. Moja mama przytuliła mnie, a ja się nie broniłam. Tego dnia po raz pierwszy zaproponowałam moim rodzicom zrobienie czegoś wspólnie i pierwszy raz obejrzeliśmy razem film.

Od tego czasu powoli zaczęłam rozumieć, że kocham moich rodziców, a oni kochają mnie, a jeszcze pół roku temu uważałam to za niemożliwe i planowałam wyprowadzkę. Zrozumiałam, jak bardzo ja krzywdziłam ich. Przypomniałam sobie wszystkie momenty, kiedy moja mama płakała przeze mnie. W przejrzeniu na oczy pomogła mi moja młodsza siostra, która zauważyła zmianę w atmosferze w domu i była przekonana, że to dzięki temu, że jestem miła dla wszystkich.

Wybaczyłam im wszystko. Potrafię rozmawiać. Żartujemy. Nie boję się ich. Postanowiłam pojechać z nimi na wakacje. Wiem, że to ludzie, którzy zrobiliby dla mnie wszystko.
Stany depresyjne wyciszyły się, w zamian za to czuję wewnętrzny spokój. Doświadczyłam działania Boga w moim życiu. To nadało impuls mojemu rozwojowi duchowemu. Wiem, że wszystko jest możliwe. Wiem, jestem pewna! Gdy nie znajduję czasu na modlitwę, jestem niespokojna. Wyczuwam w innych to, że są daleko od Boga. Widzę swoje życie jako cudowny dar od Tego, który troszczy się o wszystkie swoje stworzenia i uczy, że tylko modlitwa otwiera oczy na prawdę i potrafi przekuć największe cierpienie w miłość.

Opt In Image
Nie przegap zadnego swiadectwa!

Zapisując się do biuletynu będziesz otrzymywać co tydzień, w piątek, powiadomienia o nowych, wspaniałych świadectwach, przysyłanych przez naszych Czytelników! Wystarczy wpisać poniżej swoje imię oraz adres e-mail. Potwierdzenie zapisania przyjdzie na Twoją skrzynkę.

7 myśli na temat „Magdalena: Wszystko jest możliwe- świadectwo uzdrowienia

  1. Siedzę i płaczę, czytając Twoje świadectwo. U mnie lęki i stany depresyjne powracają. Nie stać mnie na terapię. Mam prawie 31 lat i uciekam od świata.

    • Ewka, może Ci pomóc modlitwa wstawiennicza. Mnie pomogła własnie znalezc zródło ciągle nawracajacej depresji….Bóg pokaże Ci momenty w których rozwijała się choroba…To niesamowite jakie Bóg daje nam narzędzia. Korzystajmy z tej studni łask. Z Bogiem.
      Pomyśl też o modlitwie przebaczenia, uwolnienia oraz mszy o uzdrowienie. Spowiedz z całego życia to podstawa. Wiem że będzie dobrze. 🙂

  2. Dzięki za Twoje świadectwo. Jak dobrze, że Mateczka Cię uzdrowiła. Pozdrawiam Ciebie i Twoją rodzinkę, trzymaj się mocno modlitwy różańcowej.

  3. Mi też chce się płakać Ewo rozumiem Cię bo sama mam depresję i ogólnie w siebie nie wierzę.Ciężko się żyje z chorobą zatracam się w bólu.Natomiast Tobie Magdaleno życzę samej bożej radości i Tobie Ewo też.Polecam Was modlitwie.

  4. Dziękuję za świadectwo. Jestem akurat w trakcie NP w intencji bliskiej mi osoby, która ma problem podobnej natury – niewiarygodne, ile szkód potrafi wyrządzić chora relacja z już zaledwie z jednym z rodziców… Liczę, że i ów człowiek ostatecznie zostanie uzdrowiony. Tu naprawdę potrzeba cudu, a dzięki takim świadectwom nie tracę nadziei. 🙂

    • U mnie w rodzinie tež stał sie cud. Wczoraj…Jestem w trakcie nowenny i to o co proszę dotyczy zupełnie innej rzeczy. A tu po
      4 latach fatalnych relacji z teściem i unikaniem siebie nawzajem, przychodzi do nas w odwiedziny.Inicjatywa wyszla od niego a pomogli krewni, ktorzy przyjechali do niego na wakacje. Spotkaliśmy sie wszyscy razem.
      Napisze o tym świadectwo.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!