Grażyna: Trzeba ufności i czasu

Odmawiałam dwa razy Nowennę  Pompejańska, ale niestety nie widzę realizacji. Czy zacznę kolejny raz. NIE , chyba że Matka Boża mi powie że mama odmawiać, jak to miało miejsce w drugiej nowennie. Dlatego nie rozumie czemu MB nie realizuje. Trzeba ufności i czasu. Wierzę. :):):)

97 myśli na temat „Grażyna: Trzeba ufności i czasu

  1. Grażynko, miałam takie same rozterki, też nie rozumiałam, odmówiłam 6 Nowenn Pompejańskich w intencji znalezienia pracy, ponad rok jestem bez pracy. Po tych 6 byłam załamana, czytałam świadectwa gdzie ludzie nie skończyli odmawiać jeszcze pierwszej NP i dostawali pracę, a ja co byłam gorsza, niebo nie słuchało moich błagań, 7 NP odmówiłam w innej intencji i wróciłam do intencji o pracę, w połowie 8 NP otrzymałam pracę.

  2. Kończę właśnie 5 NP, każda w innej intencji, żadna się jeszcze nie spełniła, ale wierzę że Najświęsza Panienka obdarzy mnie i moich bliskich łaskami w odpowiednim czasie. Niedługo zaczynam 6, tylu ludzi potrzebuje pomocy…

    • Lulu, my nie wiemy czy one się spełniły czy nie, z ludzkiego punktu widzenia. A z tej Bożej strony może właśnie idzie wszystko w dobrym kierunku. Czasem potrzeba długiego czasu oczyszczenia, aby złoto znów świeciło w pełni. Rozumiem twój sumtek i pewno jakieś rozgoryczenie, sama tego doświadczam i pewno nie my dwie. Ale pomyśl, co innego nam pozostało. Masz rację, że nie czekasz… oddaj to wszystko Jezusowi, niech On się tym zajmie, my-ludzie potrafimy tylko psuc, więc lepiej oddac zycie w ręce Najlepszego z lekarzy 🙂 głowa do góry, jesteś fajną dziewczyną, co udowodniłaś swoimi komentarzami, Pewno się już któryś raz z kolei powtarzam, ale ktoś powiedział, że gdyby Pan Bóg chciał nas naprawdę unieszczęsliwic, spełniłby wszystkie nasze pragnienia, w chwilach zwątpienia polecam odsłuchiwanie mszy z O. Danielem, zawsze działa 🙂

      • Specjalnie napisałam „spełniła” w cudzysłowu, da się zauważyć na tym forum, że NP traktuje się jak „magiczne” życzenie które trzeba wypowiadać przez 54 dni żeby się spełniło. Zrozumiałam, że modlitwa różańcowa i w ogóle modlitwa nie na tym polega, ale zrozumiałam to dopiero po domówieniu 7 nowenn, lepiej późno niż w cale. Uważam, że nie da się przekupić Boga ilością i formą modlitw, Boga nie da się w ogóle przekupić, a modlimy się po to, żeby Bóg nas zmienił, a nie żeby wymusić coś, wyprosić. I nie jestem fajną dziewczyną

        • Jak dla mnie dowodem na to, że ktoś traktował modlitwę w sposób „magiczny” jest właśnie to rozgoryczenie i złośc, kiedy nie otrzymuje tego, o co prosił. Wiele osób pisze świadectwa, że ich głowna intencja się nie spełniła, ale dostrzegają inne, może nawet ważniejsze łaski. I nie ma w nich ani krzty rozczarowania czy złości, wręcz przeciwnie, z tych świadectw bije radośc, nadzieja i nawet miłośc do Boga. I nie kończą modlitwy po tym jednym razie, ale ją kontynuują, a jako intencje biorą sprawy innych ludzi.

  3. Ja oddawałam, robiłam wiele, ale cóż, inni nic nie muszą robić i jest z górki, uzdrowienie przychodzi na jednej mszy, uwolnienie też, nawet samo odmówienie nowenny idzie im lekko. Jak komuś bóg chce pomoc to mu pomoże. Nie każdy będzie zbawiony, bo nic tu nie zależy od naszych wysiłków tak naprawdę. Mnie się już czekać nie chce. Co to znaczy poza tym oddać? To co? On nie bierze tego czegoś tam? Muszę to 1000 razy powtarzać, gdzie mnie boli, żeby doktor uwierzył, że mnie w ogóle boli i dał się przekonać? Sorry, wybaczcie, ale nie rozumiem tego sloganu: oddać. To znaczy, co? Czekać? I co tak można w nieskończoność czekać. Bez efektu. Gdyby tak było, jak napisała przedmówczyni, nie byłoby tu tylu zawiedzionych osób i nie tylko tu… Teoretycznie, skoro ludzie sami wszystko psują, to po co się modlić, to w końcu też jest ludzkie działanie, nieprawdaż, więc psujemy wszystko… A takie pocieszanie się, że się zmieni, że się przemieni i tak dalej, to jest po prostu zwykłe ludzkie samooszukiwanie się, które donikąd nie prowadzi. A i tak nie musi się nic zmienić i dalej może być tak, jak jest. Nigdy można nie odnaleźć szczęścia na tej ziemi, wiecznie żyć w smutku, samotności, biedzie i tak dalej. Mówię o zwykłych sprawach, jak miłość chociażby, a nie o wygranej w totka. To czego każdy szuka i za czym tęskni. Wiara nikomu na nic nie daje gwarancji, że jak się będziesz modlił, to się odmieni ta czy tamta sprawa. Naiwnością jest tak myśleć…

    • Nie obraź się, ale czytając Twój wpis, tak pełen pretensji do Pana Boga i wyrzutów, nie dziwi mnie, iż nie doświadczasz łask. A może ich nie zauważasz, takich drobiazgów, a przynoszą radość. Tak, codziennie, po 1000 x trzeba Panu dziękować za wszystko, z pokorą i ufnością, z pełną wiarą… Życzę Ci, byś próbowała zmieniać swe nastawienie do Stwórcy i uczyć się cierpliwości. Jak mówi Pismo: wytrwała modlitwa przynosi owoce.

    • iki zgadzam się z tobą i cieszę się, że się tak wkurzyłaś na Boga, musisz Go bardzo kochać, skora cię tak bardzo wkurza 🙂

    • Iki z tego co piszesz to siadłaś już przed tortem , swoją dietę cud chcesz już olać , bo miałaś być laska bez celulitu a tu nadal wisi to i owo , tudzież marszczy się nie tam gdzie powinno . Masz rację , że trzeba coś zmienić . Wchodząc tutaj i pisząc o tym czegoś oczekujesz . Oczekujesz rozgrzeszenia , by móc zjeść spokojnie tego torta . Zapewne zabrakło Ci cukry w organiźmie i właśnie to jest powodem Twojego dylematu .

      Wiem , że mnie tutaj nie poprą 🙂 ale ja na Twoim miejscu , gdybym miał takie dylematy , to już bym był w połowie spożywania tego tortu 😉 . Człowiek w życiu opiera się na kontrastach , coś jest ładniejsze , coś brzydsze , coś słodkie coś kwaśne . Jeśli cały czas je się pączki to zaczyna się tęsknić za ogórkami kiszonymi . Mamy wolną wolę i to jest pewne . Skoro obrzydły Ci ogórki kiszone i chcesz wkońcu zjeść torta , to go zjedz . Efekty są różne . Jeśli będziesz go jeść szybko , to może Cię zmulić i szybko to zwrócisz w mniej treściwy sposób . Jeśii będziesz się delektowac to jest szansa , że w tym stanie możesz wegetowac latami . Są używki różnego rodzaju , które odpowiednio gaszą zgagę jaką człowiek złapie po spożyciu dużej ilości cukru . Od Ciebie zależy wybór , czy będziesz chciała za jakiś czas znowu być laską i zacząć dietę cud , czy stwierdzisz , że celulit nie jest tak straszny a wiszące tu i tam fałdki nie są takie złe . Wielu ludzi tak wegetuje i są w jakiś sposób szczęśliwi , ale czy faktycznie tak jest ??

      Po swoim nawróceniu gdy zacząłem o tym mówić znajomym , dowiedziałem się dopiero wtedy ile ludzi cierpi , ilu się otworzyło , kilka osób zaczęło odmawiać NP . W jakims sensie byłem dietetykiem , który pokazał im , że jedzone przez nich pączki i torty nie są jedynym sposobem na życie . że można w życiu spróbować czegoś innego i efekt jest lepszy .

      Jeśli nie widzisz sensu modlenia się , to nikt Ci tutaj nie przegada , że jest inaczej . zjedz tego torta , przegryź pączkami , najedz się tak byś mogła wkońcu stwierdzić , że tego Ci było trzeba . Tylko pamiętaj , że zjedzenie torta to połowa sukcesu . Trzeba go jeszcze strawić a na końcu wydalić . Sprawdź jednak wcześniej , czy składniki są dla Ciebie do przetrawienia , czy nie jesteś na coś uczulona . Żeby się nie okazało , że po odstawieniu ogórków zabrakło Ci jakiegos kwasiora , który pomagał w trawieniu . Nie jest powiedziane , że wtedy zdążysz go dostarczyć do organizmu

    • iki z tego co piszesz to jesteś na etapie porzucenia diety cud i zakupieniu wielkiego tortu . Przestałaś się łudzić , że będziesz laską bez celulitu i fałdek tu i tam . Chcesz zjeść torta i kropka . Inni jedzą tylko torty i są szczęsliwi ( tak przynajmniej pokazuja ) dlatego Ty też po zjedzeniu torta bedziesz sczęśliwa .

      Samo zjedzenie torta to połowa sukcesu . Druga to strawić go i na końcu jak się uda , wydalic . Gorzej jak się nie uda , to wtedy taka bombka kalorii zaczyna robic spustoszenie i wtedy by chciało sie wrócic do diety cud . Mamy wolną wolę , tak więc zawsze możemy grzeszyć ,i zawsze możemy się nawracać …. TEORETYCZNIE . Na swoim przykładzie wiem , że jedząc torciki i podjadając pączki można w ten sposób wegetować latami . Dopiero niedawne moje nawrócenie dało mi nowe spojrzenie , że w życiu nie chodzi tylko o to by zajadać się pączkami i tortem , ale można również zjeść kiszone ogórki , które po tylu latach jedzenie tortu , sa własnie tym tortem 🙂

      NIkt Cię nie zmusi na siłe byś trzymała się diety cud . Wkońcu wszędzie wokół mówią , że taka dieta nie istnieje , że niema co się łudzic . Zrobisz jak uważasz.

    • ki z tego co piszesz to jesteś na etapie porzucenia diety cud i zakupieniu wielkiego tortu . Przestałaś się łudzić , że będziesz laską bez celulitu i fałdek tu i tam . Chcesz zjeść torta i kropka . Inni jedzą tylko torty i są szczęsliwi ( tak przynajmniej pokazuja ) dlatego Ty też po zjedzeniu torta bedziesz sczęśliwa .

      Samo zjedzenie torta to połowa sukcesu . Druga to strawić go i na końcu jak się uda , wydalic . Gorzej jak się nie uda , to wtedy taka bombka kalorii zaczyna robic spustoszenie i wtedy by chciało sie wrócic do diety cud . Mamy wolną wolę , tak więc zawsze możemy grzeszyć ,i zawsze możemy się nawracać …. TEORETYCZNIE . Na swoim przykładzie wiem , że jedząc torciki i podjadając pączki można w ten sposób wegetować latami . Dopiero niedawne moje nawrócenie dało mi nowe spojrzenie , że w życiu nie chodzi tylko o to by zajadać się pączkami i tortem , ale można również zjeść kiszone ogórki , które po tylu latach jedzenie tortu , sa własnie tym tortem 🙂

      NIkt Cię nie zmusi na siłe byś trzymała się diety cud . Wkońcu wszędzie wokół mówią , że taka dieta nie istnieje , że niema co się łudzic . Zrobisz jak uważasz.

  4. Niestety wiara rodzi jedynie złudne nadzieje, które, nie spełniwszy się, rodzą jeszcze więcej bólu niż brak wiary. Doszłam do takiego wniosku.

  5. Iki gdzies sie zgadzam z tym co napisalas. Jednym zycie idzie z gorki mimo ze kosciol omijaja szerokim lukiem, a Ci co tak gorliwie sie modla zawsze dostaja „baty”. Bog nie wszystkim wysluchuje, komu chce to daje laski a komu nie to „udaje” ze nie widzi i nie slyszy. Tez jestem bardzo zawiedziona modlitwa.

  6. Czego Wy pragniecie w życiu, że tak Wam nic się nie udaje. Brakuje Wam stygmatów, takich jak miał Ojciec Pio, a może śladów cierni na czole jak św. Rita, może ślepoty jaką dostał od Pana Jezusa Paweł z Tarsu na pustyni w drodze do Damaszku, może ukrzyżowania, może ukamionowania byście mogły się przekonać że są większe cierpienia w życiu niż te, które dotąd Wam towarzyszyły. Może musi zginąć ktoś niewinnie z rodziny, będąc na wakacjach rozjechany przez przygłupa po zażyciu dopalaczy, tak jak miało to miejsce w Sopocie lub przez pijanego kierowcę musicie stać się kalekami, żeby stwierdzić, że Wasze dotychczasowe życie było rajem. Czego Wy dla siebie pragniecie, a czego pragnie dla Was Jezus Chrystus. Gdy już to będziecie wiedziały po przegadaniu tematu z Samym Bogiem – odezwijcie się ponownie.

    • Mało kto docenia to co ma, pragnąc czegoś innego, zazwyczaj rzeczy wyimaginowanych. przykro mi stwierdzić, ale często właśnie wierzący są aspołeczni i niewspółczujący. najczęściej myślą o własnych sprawach i roztkliwiają się nad sobą. pomoc innym? po co, kiedy sami potrzebują wiecznej pomocy. tak Joanna, niestety masz rację.

    • JOANNO ja pragnę, żeby mnie ktoś kochał, otóż nie ma ani jednego człowieka, który by mnie kochał, ani jednego. Wiem mam za duże wymagania. Zaraz odpowiesz, że Bóg mnie kocha. A czy Boża miłość nie objawia się w miłości człowieka do człowieka? Logicznie rozumując skora ani jeden człowiek mnie nie kocha to wychodzi, że Bóg mnie nie kocha 🙂 Joanno nie pokazuj, że inni mają cięższe krzyże, każdy ma swój krzyż i każdy jest ciężki aż do utraty sił. Masz wiarę, siłę i zaufanie do Boga, dziękuj za to Bogu i módl się za tych, którym tego brakuje.

      • Modlę się codziennie w swojej dozgonnej nowennie pompejańskiej -dziękczynno-błagalnej za każdego człowieka na tej ziemi i w zaświatach i zapraszam Pana Boga do każdego z nas, żeby nas przemieniał, jeśli nawet o to sami nie prosimy, ja proszę Go o to w imieniu każdego z nas, wiedząc że czeka na zaproszenie, więc co za różnica czy jest to zaproszenie od każdego indywidualnie, czy ode mnie – tak sobie myślę i tak próbuje Pana Boga namówić, by nie czekał na zaproszenia od każdego z nas, jeśli na razie nie wszystkich na to stać, ale by bezwględnie zsyłał na nas – każdego z nas Ducha Świętego, bo wszystkim nam to jest potrzebne i dla wszystkich przyniesie samo dobro, aż po dokonanie się apokatastazy, na co bardzo liczę i tego pragnę żeby mogło się dokonać jak najprędzej, jeszcze za życia naszego.

        • A może ja nie chce apokatastazy. To w ogóle jest zgodne z nauką Kościoła Katolickiego????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????????

          • Dlaczego nikt nie odpowiedział? Chcę wiedzieć czy apokatastaza jest zgodna z nauką Kościoła Katolickiego, bo jeżeli nie to ktoś tu głosi herezje, a jeżeli tak to mam poważny problem, bo w Piśmie Świętym Jezus zapowiedział że istnieje wieczne piekło, czyli Pismo Święte kłamie. Bardzo proszę o odpowiedź popartą na wiarygodnym źródle. Ignorancja tego pytanie dla mnie jest tchórzostwem, chyba że nikt z czytających nie zna odpowiedzi to rozumiem milczenie.

            • Ja wierzę, że apokatastaza jest ocaleniem dla świata ziemskiego i pozaziemskiego, jest to inaczej oczyszczenie się piekła, czyli zniknięcie – grzechów, w moim rozumieniu odpokutowanie i zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźnim, i teraz jest to logiczne, że ludzie żyjący obecnie na ziemi mogą to uczynić, gdyż mają możliwość przystąpienia do sakramentu pokuty i pojednania i nie grzeszenia więcej. Kwestia zaświatów jest trochę bardziej skomplikowana, bo są dwa obozy zwolenników piekła w tym znaczeniu, że nie można się nigdy z niego uwolnić, ale też są tacy, którzy twierdzą, że nie można zakładać, że grzech nie zostanie pokonany w złych duchach, że nawet one mają prawo – z własnej woli – chcieć się przemienić, zatęsknią do Pana Boga, obiecają że nie będą się Mu już sprzeniewierzać i w swej pokorze zapragną szczerze powrócić na łono prawdy i miłości Jedynego Boga, obecnego w Trójcy Przenajświętszej i Jedynej Światłości Świata. Bo skąd się wzięło zło – to od upadłego Anioła się wszystko zaczęło, gdyż uzurpował sobie prawo do mniemania o sobie, że on jest światłością, gdyż miał powierzone zadanie od Pana Boga, by nosić symboliczną pochodnię ze światłem. W zadufaniu swym stawiał się na równi z Panem Bogiem i zaczął z nim rywalizować nie umiejąc w sobie stłumić coraz większej pożądliwości, a może chciał Go nawet pod jakimiś względami przewyższyć. Tak się dzieje gdy ludzie odchodzą od Boga, stając się wyznawcami szatana, nie umiejąc zapanować nad swoją zachłannością i tym co wiara nasza w przykazaniach i katechizmie kwalifikuje jako grzech. Lecz, tak na zdrowy rozsądek, niezależnie od poglądów różnych myślicieli, czy patriarchów kościoła, papieży i świętych, czy jeżeli powiedziane jest, że grzech ostatecznie zostanie zgładzony, że Matka Boska zetrze głowę szatana, że i on w końcu się ukorzy i w moim mniemaniu, jak ten syn marnotrawny powróci na łono kościoła, czy nie może być tak, że i jemu i innym sprzeniewierzonym złym duchom chcącym się pojednać z Panem Bogiem – będąc w zaświatach Pan Bóg zezwoli na to i będzie miał z nich jeszcze pożytek i będą współdziałać w dalszej przyszłości z Aniołami i Świętymi, żeby wszyscy pogodzeni z wielkością i niezmierzonym dobrem i miłosierdziem czuwać nad światem, żeby piekło opustoszało?
              Ja też proszę o wasze opinie w tej sprawie, dobrze by było, żeby również, poza indywidualnymi odczuciami nas ludzi świeckich wypowiedział się w tej sprawie jakiś mądry-odważny-poszukujący odpowiedzi na trudne tematy ksiądz.
              Domniemywam, że „lulu” nie będzie usatysfakcjonowana moim wytłumaczeniem, bo nie jestem autorytetem w tej teologicznej dziedzinie – zresztą słusznie, bo nie czuję się kompetentna, żeby tworzyć nowe – nie daj Boże – heretyczne poglądy, które kłóciłyby się z nauczaniem kościoła katolickiego.
              Takie jest jedynie moje rozumienie i pragnienie, by mogło się tak stać, co więcej uważam, że od nas i naszych modlitw wstawienniczych za nas samych, naszych bliskich, a także, a może w głównej mierze za naszych wrogów i złe duchy trzeba się modlić, żeby dostąpiły oczyszczenia.

  7. Czy święte- wątpię, ale ja na pewno jestem osobą dążąca do świętości – taki mam cel i z pomocą Bożą pragnę go osiągnąć – Tak mi dopomóż Bóg.

    • Joanno nie przejmuj się docinkami że jestęś bardzo pobożna to zazdrość niektórych że nie mogą tacy być jak ty wątpią w pomoc Boga mal się modlą a potem mówią ze ich Bóg nie wysłuchuje tu trzeby wiary i zaangażowania samych siebie to otrzymają łaskę

      • Nie, Barbaro. To nie jest zazdrość, jakbyś chciała mniemać, tylko kontra na takie osoby jak Joanna, które są takie, ach, zgorszone i oburzone wypowiedziami tych, którzy może mają inne doświadczenia w tym momencie na drodze swojej wiary niż ona sama. A poza tym nie wiem, na jakiej podstawie wyciągasz wnioski, jak modlą się te osoby i jak wygląda ich życie duchowe. Ja nie mam nic przeciwko Joannie i niech sobie każdy w swoim sercu zachowuje swoje przekonania, ale niech pozwoli wyrażać innym swoje. To „zgorszone oburzenie” po prostu budzi mój niesmak i prowokuje do takich odpowiedzi. I tak bym zareagowała nawet, jakby mi nawet i sam ksiądz wyjechał z takim tekstem jak Joanna.
        Tylko nie dostań teraz zawału czasem, Barbaro.

        • iki oczywiście możesz mieć inne poglądy i rzeczywiście nie musisz aż tak wierzyć jak Joanna ale śmiac sie z kogoś kto dązy do świętości tez nie można

          • Ale ja się z niej nie śmieje, ja tylko odpowiadam sprowokowana do odpowiedzi. To nie ja osądziłam Joannę, tylko Joanna osądziła osoby piszące w podobnym tonie co ja. A mnie między innymi tym samym.
            Dobrze, a okazywać brak tolerancji i osądzać, dając sobie samemu do tego prawo, nie znając czyjejś sytuacji, to już można? Tak? To jest właśnie podwójna miara.

            • Nie ja pierwsza zaczepiłam, tylko zostałam sprowokowana. Inaczej bym tego nie napisała, nie mam zwyczaju się naśmiewać z czyjejś wiary bądź niewiary, bo guzik mnie ona obchodzi. Ale jak ktoś robi mi przytyki, to mu odpowiadam to, co myślę.

    • Bóg to oceni- ja nie mam prawa krytykować Twojego odbioru moich pragnień – być może jest tak jak mówisz, ale ja pragnę godzić się na wszystko co Bóg mi ześle , nawet gdyby mi przyszło być kolejną Anneliese Michel – mam na myśli dostanie się do piekła, by swoją pokorą i umiłowaniem Boga przekonać samego diabła, że Apokalipsa nie jest naszym przeznaczeniem, lecz dokonanie się Apokatastazy i Paruzji Pana Jezusa, by uczynił nam ponownie raj na ziemi.

      • Właśnie Joanno, mówisz, ze Bóg oceni Ciebie i ja nie mam nic do tego. Zgoda, ale wcześniej to Ty sama oceniłaś osoby, które tutaj piszą podobnie jak ja, wytykając im, że nie umieją nieść swojego krzyża i tak dalej. Stosuj więc jedną i tą samą miarę wobec siebie i innych. Jeśli uważasz, że Twoja wiara jest taka głęboka, to dobrze, ale to nie powód do tego, by czuć się lepszą od innych i dawać sobie prawo do wytykania im braków. Wiara nikomu nie daje prawa do tego, by się wynosił nad kogoś, jeśli to istotnie jest prawdziwa wiara a nie tylko pobożność, bo to są dwie zupełnie różne rzeczy.

  8. Typowa dla wielu, z przykrością to stwierdzam, katolików powierzchowna samo stanowiąca świętoszkowatość z prawem do osądzania innych. Nic więcej.
    A Alicja natomiast mnie strasznie rozbawiła swoim wpisem, bo właśnie pokazała coś, co sama tak zagorzale krytykuje w swoim wpisie. Wystawiłaś sama sobie świadectwo, Alicjo. Jak rozumiem, Ty tez jesteś święta chodząca z aniołami i archaniołami pod rękę i wszystkim pomagasz, którym nie pomagają ci, których określasz jako aspołecznych i tak dalej, bo się roztkliwiają nad sobą . Jak oni śmią mówić, że cierpią? No przecież, co za aspołeczna postawa!Ty nie jesteś aspołeczna i jesteś wzorem empatii, bo się nie roztkliwiasz nad sobą jak widać powyżej w Twoim komentarzu. Co za obłuda!

    • Jeśli to chodzi o mnie (nie Alicję) to nawet nie mam pełnej wiary, nie chodzę do kościoła, jedynie próbuję jakoś do wiary dijść. kiedyś tacy ludzie mnie bardzo odsunęli kiedy potrzebowałam pomocy, bo jak napisałam skupiają się na swoich głównie potrzebach. Rękę podali mi ludzie z kręgów bardzo dalekich od kościoła, przez niektórych zaliczanych do satanistycznych. Nie wiem nawet czy ja w jakiś sposób robię wrażenie świętej z jakimiś archaniołami, bo nie wiem w jakim wpisie coś w tym stylu pokazałam? Ty chyba nie umiesz czytać.

      • Droga Alu, sama nie zrozumiałaś, a może tylko udajesz, że nie zrozumiałaś, o co chodzi. Jeżeli wtórujesz wpisowi Joanny( wiadomo czego i kogo dotyczył, przytaczać nie potrzeba), pisząc pod jej postem, że ma rację, a wcześniej wyjeżdżając z tekstem, w którym niewybrednie nazywasz aspołecznymi ludzi wierzących, którzy się tak roztkliwiają nad sobą niby, to kogo masz tutaj na myśli w tym kontekście? Podkreślam, w tym kontekście, a to jest istotne tutaj. No, bo chyba nie królewnę Śnieżkę ani Muminki?

        • Joanna jest osobą głęboko wierzącą, co wynika z jej wpisów. Ja nie, choć pod rękę z tymi archaniołami to póki co się zapisuję 😉
          jednak jej wypowiedź, którą poparłam dotyczyła osób wierzących, modlących się Nowenną o jakieś sprawy i strasznie smucące się że nie otrzymują, podczas kiedy otacza nas taki ogrom różnych tragedii wystarczy oglądać program pani Jaworowicz), że tamte prośby mogą wypaść bardzo blado i wręcz niepoważnie. A Wy nie dostrzegacie, że tu są same narzekania na tym forum? sorry, ale najlepsze to są te różne osoby, co straciły partnerów zazwyczaj przez swoją winę (czego tylko domniemam) i wysiadują w modlitwach o ich powrót. zamiast wyciągać wnioski, zmieniać się na lepsze choćby dla następnych osób w życiu. Zapartość, upartość, głupota. Joanna po prostu uważała, że należy doceniać co się ma, bo inni mogą mieć jeszcze mniej. W tekiej sprawie nie ma znaczenia, czy sie jest wielce świętoszkowatym czy wręcz nie wierzącycm. to szkodliwe postawy i już, społecznie.

  9. Cierpienie jest sprawą indywidualną poza tym. Względną i absolutną jednocześnie w swej istocie. Względną, oczywiście, jeśli je porównać cierpienie osoby X do cierpienia osoby Y i absolutne, bo i tak nawet jeśli się je porówna, to i tak nie przestanie ono dotyczyć tego konkretnego człowieka. I zawsze tego a nie innego człowieka. Więc takie porównywanki są z góry bez sensu. Zbyt jest to złożone, aby to tak po prostacku upraszczać. Właśnie to jest taki przejaw braku empatii u osób uważających się za wierzące, które w gruncie rzeczy same nie akceptują swojego własnego cierpienia. A pod maską jakiejś „dojrzałości w wierze” czy „dążenia do świętości” wymagają od innych, żeby akceptowali i rozumieli swoje. A ta ich „dojrzałość” to stłumiona w środku gorycz z powodu własnych niespełnionych pragnień w tym życiu. W istocie jest maską, którą zakładają, aby odegrać się na innych, bo cierpienie innych przypomina im o własnym, o którym chcą zapomnieć.

    • Tu się z tobą zgadzam w pełni, „cierp i ciesz się, że nie masz gorzej niż inni” często to można usłyszeć. A tak poza tym iki to o co ty się tak wkurzasz?

  10. Nie toleruję obłudy podszywającej się pod fałszywą pokorę i świętoszkowatość. Po prostu. Tyle w temacie. Miłego popołudnia.

    • Ja na pewno nie jstem katoliczką, ale jedynie osobą poszukującą wiary. Nie jest łatwo żyć bez wiary.
      Gdzie ty kobvieto widzisz obłudę? w czym? niedawno pisałam tu z ludźmi, którzy próbowali mi pomóc jakoś w tym, żeby w czasie Nowenny (bo przecież próbuję, nikt nie rodzi się z wiarą) udać się do spowiedzi, na rachunek sumienia. Ja nie byłam już od kilkunastu lat, zresztą nigdy i tak tego nie rozumiałam i nie przeżywałam. Niestety przerwałam nowennę (nie dałam rady z powodów czasu i sytuacji) a te inne sprawy jak spowiedź to już chyba nigdy mi się nie uda. mimo tego i krytyki, która wtedy na mnie spadła było miło, że niektórzy wspierali mnie i dawali porady. Takie jak ty to dopiero antyświadectwo. nic nie wiesz a oceni9asz. ja pierniczę, ja wyglądam na świętą katoliczkę w czyimś mniemaniu. nie wiem czy to straszne czy śmieszne. choć może kiedyś… nie wiem, może będę jeszcze chodziła z tymi archaniołami pod rękę, ponoć są bardzo przystojni.
      dziękuję.

      • i przeczytaj jeszcze raz mój wpis z 10.41 (choć pewnie rozumiesz tylko swoje wpisy), gdzie tam świętoszkowatość. cholerka, serio po co ja tu patrzę, pozostaje mi wracać na stare śmieci, do innych kręgów. to nie możliwe, żeby istniejący Bóg miał takich wyznawców.

          • Ala zamiast sie tu rozpisywać i szukać wiary oraz chwalić się że tyle lat nie byłaś u spowiedzi to poprostu idż nie wiem na co jeszcze czekasz myślisz że znajdziesz wiarę od tak bez spowiedzi komuni św. dziewczyno ja Cie wogóle nie rozumiem jak ty chcesz wierzyć tyle się wypowiadasz że jej szukasz człowiek który chce to ją napewno znajdzie i nie dyskutuje poprostu uwierzy w kościół Boga sakramenty a tak bez tego to możesz sobie jej szukać do końca życia i jej nie znajdziesz

            • Ala i jeszcze jedno co wiara w Boga ma wspólnego z ludzmi którzy Ci nie pomogli ja wogóle tego nie rozumie właśnie wiara w Boga polega na tym że zwracam się do niego gdy ludzie mi nie pomogli a nie odwrotnie tak jak tu wypisujesz ze nie wierzysz bo ludzie Ci niepomogli to nie ma żadnego sensu.

            • jakbyś nie rozumiała, że wspólnota wciąga każdego. mało kto siedzi w czymś sam (moga to być sprawy wiary jak i inne). Kiedyś zostałam z czymś sama a ktos podał pomocną dłoń i chyba nie myślisz, że w takiej sytuacji bym biegała za ludźmi którzy mają wszystko gdzieś i widzą tylko swoje „zbawienie”. tam idziemy gdzie nas chcą. Parę tu osób udzieliło mi porad jak budować wiarę czy z tą sprawą spowiedzi (która jest dla mnie nie do przeskoczenia) także wybacz, ale gadanie typu ‚idź do spowiedzi czy komunii) to komedia jakaś. może dla Ciebie to jakieś jak bułka z masłem, bo dla mnie to są trudne sprawy.

            • Ala jeszcze jedno zależyy jaka ta wspólnota była ale oczywiście nie musisz mi na to odpowiadać

  11. A jeżeli nie jest fałszywa, choć Twoim zdaniem – zdaje się-to jest niemożliwe, to zasługuje na tolerancję, czy jest zbędną rzeczą, by wyeliminować zło z naszego życia. Często powtarzam niektórym zatwardzialcom w różnych dziedzinach – nigdy nie mów nigdy, bo np. nie znamy dnia, ani godziny, niezbadane są wyroki Boskie lub nie ma rzeczy niemożliwych, Bóg czyni cuda i różne takie.Trzeba tylko wybrać w życiu to co wartościowe i co może się wg niestety naszego rozumowania ludzkiego wydawać jedynie, że podoba się Bogu. Lecz wielce jest prawdopodobne, że to co jest usłane różami – kolczastymi, czyli niepożądanym działaniem sił nieczystych, chcących nas zniechęcić do podążania drogami, które Panu Bogu się podobają – jest bardziej prawdopodobne, że osiągniemy cel, który przyniesie nam i całemu światu zbawienie. To że w naszym odczuciu – obserwatorów wydaje się, że innym ludziom idzie wszystko jak z płatka – albo wcale takie piękne nie jest, albo w perspektywie życia wiecznego finał będzie odwrotny. To zależy czy za małe rzeczy okazujemy wdzięczność Panu Bogu. Jeżeli ludzie nawet niewierzący mają w naszym odczuciu wszystko, czego dusza zapragnie i wydaje się nam to niesprawiedliwe, to nie należy im zazdrościć, bo każdy indywidualnie będzie ze swego życia rozliczony. I może się okazać, że ten co w krótkim czasie swojego ziemskiego życia opływał we wszystko, na końcu okaże się najuboższy i niekoniecznie szczęśliwy, a co gorsza, jeżeli jego życie nie było uczciwe może nawet cierpieć męki piekielne. Skąd ma oczekiwać wtedy pomocy, jak szukać ratunku dla naprawienia błędów wynikających z ignorancji dla wiary w Chrystusa i nieprzestrzegania przykazań?

    • Ale, dobrze, dobrze. Tylko żadnego cierpienia nie można lekceważyć i oceniać, że jedno jest ważne, a inne jest nic nieznaczące. Pisząc w stylu: cierp, bo inni mają gorzej i koniec i tak ma być już zawsze, a co? Nie chcesz, no jak to? Wiesz, to nie jest bynajmniej żadna chrześcijańska postawa mająca cokolwiek wspólnego z miłością bliźniego i zrozumieniem, bo nie ma większego czy mniejszego cierpienia, ponieważ każde cierpienie ma inny wymiar i inną głębię. To jest dla mnie takie dziwne znieczulone podejście do drugiego człowieka, jakie niestety ja widzę często u ludzi manifestujących silnie swoją wiarę. Albo inne podejście, nie pragnij szczęścia, bo pragnienie szczęścia na tej ziemi jest grzechem. Liczy się tylko śmierć i życie wieczne. Czyli co? Pragnienie zaznania szczęścia na tej ziemi jest czymś złym, bo stoi w sprzeczności z wiara, tak? Bo wiara każe nam tylko cierpieć? Przepraszam, ale dlatego tak zareagowałam na Twój post, bo widzę w nim taki pogląd, z którym się nie zgadzam. Człowiek jest istotą obdarzoną rozumem, wolną wolą, czującą a nie jakaś bezwolną kukiełką, która rodzi się z drewna jak Pinokio wystrugany przez Jepetta. Chyba nie takimi nas stwarza Bóg? Każdy swoje szczęście pojmuje inaczej, ale każdy go gorąco pragnie. A kto twierdzi, że się na to zupełnie stał nieczuły, ten po prostu kłamie. A katolicy widzę, że często w tym tonie pouczają innych, jak to powinni cierpieć i nic nie zmieniać w swoim życiu, tak, tak, niczego nie pragnąć, nie dążyć, bo to źle, bo to jakieś „wyimaginowane pragnienia”. I ja nikomu tutaj nie zazdroszczę, bo nie jestem taką osobą, która komukolwiek zazdrościłaby czegokolwiek. Każdy patrzy na swoje życie. Wiara ma prowadzić do zbawienia, ale czy jest w tym coś nagannego, ze i w tym życiu doczesnym człowiek szuka tego czegoś, co definiuje jako szczęście i nie mów proszę znowu o zbawieniu stawiając je naprzeciwko bogactwa materialnego. Zycie w harmonii, zdrowiu czy miłości drugiego człowieka, a nie, jest „wyimaginowanym pragnieniem”? No jeśli tak, to jest to dla mnie dosyć opacznie pojmowany sens wiary.

      • Oczywiście tragedii człowieka z Spotu rozjechanego przez mordercę po dopalaczach i cierpienia jego bliskich nikt nie neguje, ale to nie o to tutaj chodzi przecież, że nagle tragedie czy cierpienia innych ludzi są nieważne w tym momencie, więc oni zrzędzą i chcą nie wiem czego. Jakbyś Ty się czuła, jakby Ci tak ktoś napisał, że się nad sobą rozczulasz i cholera chcesz nie wiem, co, gdybyś to Ty to uzewnętrzniła jakieś swoje żale czy zwątpienia czy inne tego typu. Nie rozumiem takiego stawiania sprawy. I ja nie wbijam tu w nikogo szpili, sama czuję, ze mi ją wbijają ci, którzy w swoim ślepym oburzeniu uważają, że mają mnie prawo pouczać czy nawracać, a za chwilę sami się czują wielce dotknięci, jak druga strona im odpowie. Tak odebrałam Twój post. No, wybacz. I nie jestem drażliwa, tylko mówię to, co myślę. Zrozum. Każdy ma do tego równe prawo. Zarówno ci, którzy chcą tu manifestować swoją głęboką wiarę i ci, którzy chcą manifestować swoje zwątpienie i inne uczucia, a może i niewiarę czy poszukiwania tej wiary. Mogą Cię one drażnić, ale nie musisz tego kogoś krytykować, tylko pozwól mu się wyżalić i przejść mu jego drogę, która może jest inna niż Twoja. Czy to naprawdę tak trudno pojąć? Nie napisałabym swojego posta, bo nigdy nie zaczepiam pierwsza nikogo, żeby zaczepić. I nie było moim celem naśmiewanie się bynajmniej z Ciebie i Twoich dążeń. Ale rozdrażnił mnie taki ton Twojego posta – niezrozumienia i takiego bolesnego upraszczania spraw naprawdę bolesnych może dla kogoś w tym momencie.

      • Pamiętam jak kiedyś pewien kapucyn powiedział, że Pan Bóg chce szczęścia człowieka już tu na ziemi a nie dopiero w niebie. Myślenie, że człowiek na ziemi ma tylko cierpieć, żeby osiągnąć życie wieczne jest nieporozumieniem. Jeśli można walczyć z cierpieniem, nędzą, samotnością itp. to trzeba to robić. Ale tak naprawdę to ja i tak nigdy nie zrozumiem Bożego zamysłu. Napisałam już kiedyś o znajomych, którzy od 2 lat odmawiają NP, właściwie to już przestali i z tego co wiem mówią „jedynie” różaniec a w ich życiu jest coraz gorzej. Prosili o poprawę sytuacji materialnej a po tych 2 latach są jeszcze bardziej zadłużeni, praktycznie nie mają już środków do życia, w międzyczasie była utrata pracy (brak do tej pory) i żeby było weselej to nastąpiła ona w 2 dni po skończeniu nowenny do św. Józefa (odmawiali jednocześnie z NP). Którąś z NP odmówili w intencjach Maryi więc nie myśleli tylko o sobie. Księża mówią im, że to próba wiary. Nie wiem co o tym myśleć ale takie przykłady (a czasem na tej stronie można znaleźć więcej podobnych) zniechęcają mnie do odmawiania NP, no bo właściwie i tak będzie jak Pan Bóg postanowi, więc czy odmówi się NP czy nie to wola Boża się ziści i tyle. Jeśli Pan Bóg czegoś nie chce np. dać pracy, łaski małżeństwa, daru potomstwa to choćby zęby zjadło się na modlitwie i odmówiło sto NP to i tak nic z tego nie będzie. Jeśli natomiast chce obdarzyć łaską to człowiek ją może otrzymać zanim skończy jedną NP albo i po jednym Zdrowaś Maryjo. Do każdej „niewysłuchanej” nowenny można sobie dorobić ideologię i powiedzieć, że chociaż nie otrzymało się łaski, o którą prosiło, to jednak modlitwa została wysłuchana, bo coś tam, coś tam… Jest wiele świadectw o spełnionych prośbach ale one pewnie by się spełniły i po „zwykłej” modlitwie różańcowej. NP nie jest czymś większym a już na pewno nie jest nowenną nie do odparcia (patrząc na przykład choćby znajomych ale i na wiele innych), tak ją nazwali ludzie. A swoją drogą czy na pewno Maryja powiedziała, że każdy, kto odmówi NP otrzyma łaskę, o którą prosi, jak jest napisane na żółtym pasku po wejściu na ta stronę? Pytam, bo nie wiem ale wydaje mi się to mało prawdopodobne aby dała taką obietnicę, no bo się nie sprawdza (a Maryja przecież nie kłamie i nie powie „żartowałam”) i nie chodzi jedynie o błahe sprawy.

        • Też jestem zdania, że jak ktoś ma coś dostać to dostanie w połowie modlitwy albo i wcześniej a ktoś kto nie ma mieć dane to choćby się dwoił i troił, nie dostanie.

        • Modlitwa jest po to, żeby się zmienił człowiek a nie Matka Boża, modlitwa nie jest po to, żeby Matkę Bożą zmusić żeby nam coś dała. Bóg daje pragnienia żeby człowiek z tym pragnieniem przyszedł do Boga, człowiek kiedy o coś prosi rozmawia z Bogiem, gdybyśmy niczego nie pragnęli to i Bóg był by nam nie potrzebny, byśmy z nim w ogóle nie rozmawiali. Ilu ludzi modli się do Boga o coś proszą a ilu uwielbia Boga sami z siebie, większość jest proszących. Jeżeli o coś się prosi to w pewnym momencie człowiek zaczyna szukać odpowiedzi dlaczego Bóg tego nie daje? i tak powoli zaczyna poznawać Boga i się zmieniać.

          • To ja nigdy Boga nie zrozumiem choć w 1 %.
            Po co mi daje pragnienia, których nie spełni bo mam się i je zmienić?
            To jest katorga wyzbywać się swoich pragnień. Mam się zmieniać to widocznie nie stworzył mnie odpowiednią. Nie udałam się mu.

            • W stwierdzeniu, ( asekuracja, żeby nie było znowu, że atakuję, tylko w swój sposób odbieram), cyt.”Mam się zmieniać to widocznie nie stworzył mnie odpowiednią. Nie udałam się mu.” i „Po co mi daje pragnienia, których nie spełni bo mam się i je zmienić? ” oraz „To jest katorga wyzbywać się swoich pragnień”- zawarłaś po pierwsze sugestię, iż nasz Bóg powinien wszystkich stwarzać doskonałymi, ale nie wiem jako co ? identyczne roboty na gwarancję wieczną? Mamy wszyscy mieć jednakowe pragnienia, ale żeby móc im wszystkim sprostać bez wysiłku-czyli innymi słowy – podane wszystko na tacy.
              I Twoje końcowe stwierdzenie, że to jest katorga, ale dlaczego ? bo masz się wyzbyć wszystkich swoich pragnień.
              I teraz to o czym pisałam wcześniej : te stygmaty Ojca Pio, te ciernie Św. Rity – te liczne kłody pod nogi – na które nieliczni tylko nie pomstują, to są rzeczy które sobie zażyczyli od Pana Boga Ci ludzie, których uważamy za świętych, błogosławionych, czy dążących do świętości i to są rzeczy o których marzy każdy z nas ? Nie oni – ci wybrani dostali to, czego my raczej odpychamy od siebie, z trwogą i niechęcią, i nawet chyba w większości przypadków nie próbujemy sobie zadać pytania – co by było gdyby to Pan Bóg obdarzył nas tak wielkim zaufaniem i dał nam widoczne, bolesne, uciążliwe w życiu do dźwigania stygmaty. Gdyby cofnąć czas, która z kobiet ( fakt, że Matka Boska -była bez zmazy pierworodnej poczęta – to już mogło sygnalizować, że jest tą wybraną, gdyż św. Anna zaszła w ciążę również za sprawą Ducha Świętego, gdy Joachim był daleko – ale też święty człowiek, że dał temu wiarę – może również od Ducha Św.), ale czy oprócz tego, że wiedziała z pism, że na świat przyjdzie Syn Boga – Człowiek, liczyła na to, że to Ona będzie tą wybranką, czy o to Boga prosiła i spełnił Jej prośbę, czy raczej była zatrwożona, bo nawet Józefowi – przyjmując jego oświadczyny oznajmiła, że już wcześniej obiecała Bogu, że do końca swego życia będzie żyła w czystości, z czym Józef się pogodził i obiecał Jej nietykalność. Jak miała nie czuć niepewności związanej z tym faktem. Może powinna wiedzieć od swojej matki, że takie rzeczy są możliwe. Może dzięki temu – jeśli wiedziała o swoim poczęciu w taki sposób nadprzyrodzony, łatwiej Jej było w to uwierzyć, że spełnią się słowa dane jej od Ducha Świętego. Ale na jakie komentarze była narażona i dalej jest narażana przez niedowiarków, że po pierwsze nie zachowała czystości, bo to po ludzku jest niemożliwe, a poza tym, jak czy to Ona, czy Jej Matka mogła być zapłodniona przez Ducha Świętego, potem jeszcze wzięta do Nieba z ciałem i z butami razem – ha, ha – słyszałam na własne uszy od znajomego – ochrzczonego, bierzmowanego, będącego chrzestnym ojcem – znajomego, który swoje dzieci posłał do katolickiej szkoły itd.
              Ilu jest ludzi wśród nas niepodważających dobroci Boga i tego że On pragnie dla nas samego dobra ? Ja uważam, że gdybyśmy my pragnęli tego samego, czego dla nas pragnie Bóg, i z wiarą i zaufaniem i wdzięcznością i pokorą przyjmowali wszystko, czym nas obdarza, bez ulegania własnym – wynikającym z podszeptów szatańskich – bo niestety jeszcze tak upragniona przeze mnie apokatastaza się nie dokonała, wtedy bylibyśmy tacy, jakimi stworzył nas Bóg – dobrymi, niegrzeszącymi, umiejącymi pokonać każde przeciwności losu, albo okazałoby się nie nie ma żadnych przeciwności losu do pokonania, bo wszystko toczyłoby się tak, jak dla nas zaplanował Bóg i nie musielibyśmy się z niczym zmagać i bylibyśmy wystarczająco szczęśliwi po wieczne czasy.

            • Dygresja o Matce Boskiej nie pozwoliła mi dokończyć pytania – jak widać, więc jeszcze raz:
              Gdyby cofnąć czas, która z nas kobiet ochoczo zgodziłaby się na taką rolę jaką odegrała Matka Boska wypowiadając swoje – Fiat – tak zgadzam się na wszystko, choć tego nie do końca rozumiem, uważając też, że nie zasługuję na takie wyróżnienie i zwyczajnie obawiając się, czy temu podołam i czy wszystko mi się uda wypełnić zgodnie z wolą Bożą ? A ile nas jest na świecie, tyle propozycji – każdego dnia składa nam Pan Bóg wśród podszeptów szatańskich – nie jest niestety łatwo rozróżnić, co jest głosem pochodzącym od Boga, a co od sprzeniewierzonych duchów, czasem mamy taką intuicję, czy wiedzę po przemodleniu, często z towarzyszącym przepłakaniem i po nieprzespanej jednej, czy więcej nocy, z pomocą Anioła Stróża, czy w obecności Świętych do których się zwracamy również o pomoc, po wstawiennictwie Najświętszej Matki – może po jednej Zdrowaśce, czy 1-ej tajemnicy, czy części różańca, a może dopiero po całej 27, czy 54 – dniowej Nowennie Pompejańskiej, czy jeszcze dłużej. Przemyślenie dylematów, czy przegadanie ich ze swoim Bogiem, wyselekcjonowanie, co jest podpowiedzią pochodzącą od Niego i dobrą radą w oparciu o przykazania, katechizm, a – w przypadku nawet ludzi niewierzących zwykłą uczciwość, nie jest rzeczą łatwą i oczywistą.
              Nie ma już Raju na Ziemi, dobro miesza się obecnie ze złem, ze zbożem rosną chwasty, a z ziarnem mieszają się plewy. Nie jest już tak łatwo, jak nam to w zaraniu dziejów zaplanował Pan Bóg, a dlaczego ? bo byliśmy i nadal jesteśmy nieposłuszni Bogu – więc stąd nasze cierpienia. Tylko że będąc blisko Boga i stosując się do Jego zasad jest nam dużo łatwiej znosić cierpienia, stygmaty uważać za błogosławieństwo i wielkie wyróżnienie, a swoje każde – małe, czy duże cierpienie – z równym zaangażowaniem, chociaż niewątpliwie z różnym stopniem trudności, ofiarować i nauczyć się współcierpieć z Panem Jezusem na krzyżu. Jest chętny żeby swoje obecne trudności, niepowodzenia, cierpienia zamienić z tym cierpieniem, które ofiarował za nas Pan Jezus na krzyżu ?

            • AgnieszkaC to nie tak, Bóg daje pragnienia żeby człowiek z tym pragnieniem przyszedł do Niego i dzięki temu mógł z Nim rozmawiać, poznawać Boga i zmieniać siebie na lepsze. Stworzył cię odpowiednią ale każdy człowiek jest grzeszny, ty również, poznając bliżej Boga powoli stajesz się odmieniona, coraz bardziej podobna do Niego, z jakim przystajesz takim się stajesz. Nie musisz się wyzbywać swoich pragnień, jeżeli ona są dobre dla ciebie i innych ludzi, takie pragnienia się spełnią.
              „Kiedy zamierzasz napełnić jakikolwiek pojemnik, a wiesz, że sporo tego, co trzeba będzie włożyć, wtedy poszerzasz sakwę, worek, bukłak czy cokolwiek innego. Wiesz, jak dużo masz włożyć, a widzisz jak mało jest miejsca. Rozciągając zatem, zwiększasz pojemność. Otóż w ten właśnie sposób Bóg każąc nam czekać, zwiększa pragnienie, wywołując pragnienie – poszerza duszę, poszerzając ją – zwiększa zdolność przyjęcia.”
              Może nie skupiaj się tak na intencji, pragnieniu, ale bardziej skup się na Bogu i na tym co On przez to pragnienie ma ci do powiedzenia, a jak ci to powie to spełni twoje pragnienie, bo będziesz zdolna ten dar przyjąć tak jak należy. Ale ty chcesz już teraz i obrażasz się na Boga, że ci tego nie daje, a może zapytaj po prostu Boga, Matkę Bożą o co chodzi z tym pragnieniem, czy On ci go dał i po co.

            • Agnieszka jest coś takiego jak marzenia, pragnienia człowieka, czasem ciężko się pogodzić z tym, że życie nie układa się wg. naszych wyobrażen, myślę ze kazdy tego doświadcza, ja często, z drugiej strony jest też wola Boża,
              może czasem traktujemy Nowennę jak coś magicznego, za bardzo się skupiamy na tym o co prosimy, może nawet zapominamy w tym wszystkim o Bogu, a tu przecież chodzi głównie o relację z Panem Bogiem, a Maryja jest Tą która wstawia się za nami i prowadzi do Boga, pomaga aby ta relacja była jak najbardziej zażyła, i abyśmy byli jak najbardziej czyści w oczach Boga, bo Bóg jest święty, wszystko co grzeszne kłóci się z Boską naturą, musimy zostać oczyszczeni, czy tutaj na ziemi, czy po śmierci zanim trafimy przed oblicze Boga, co nie znaczy, że Bóg nas nie kocha, przeciwnie. Bóg nas nie zostawił samych sobie z tą grzesznością, nie potępił, KOCHA nas, dlatego dał nam Odkupiciela – Swojego Syna, którego dla nas poświęcił, własnego Syna, to chyba spory dowód Miłości, aby to zrozumieć trzeba patrzeć na życie, wiarę z innej perspektywy, tzn. nie z perspektywy doczesności. Tutaj na ziemi mamy pewne zadania do wypełnienia, ale żyjemy dla przyszłego życia Póki tu żyjemy, na ziemi będziemy doświadczać też cierpienia, będziemy upadać, ale ważne aby się podnosić, a nasza grzeszność, cierpienie to są skutki grzechu pierworodnego. Jednak Pan Jezus przyszedł przede wszystkim do grzeszników, ułomnych słabych, przyszedł aby nas zbawić nie potępić, jak Sam o Sobie powiedział.
              Bóg dopuszcza cierpienia czasem dla naszego uświęcenia, albo np. dla zbawienia innych, np. grzeszników, cierpienia jest też tajemnicą, więc często ciężko jest nam je zrozumieć, i czasem trzeba wielkiej wiary łaski, aby po ludzku je znieść, łącząc np. z Krzyżem Chrystusa, z drugiej strony Bóg pragnie abyśmy żyli pełnią życia, szczęścia, to jest taki trochę paradoks.
              Np. w Dzienniczku, gdy siostra Faustyna zapytała Pana Jezusa dlaczego dopuszcza, aby np. niewinne, małe dzieci, sieroty cierpiały, odpowiedział, że dzięki takim osobom ten świat jeszcze istnieje (może nie dosłownie, ale chodzi o sens)
              Bóg ma wiele przymiotów, ale największym z nich jest MIŁOŚĆ, zrozumiałam to niedawno, na Mszach z modlitwą o uzdrowienie i podczas czytania Psalmów Uwielbienia Dziekczynienia, wcześniej tez się o tę miłość modliłam
              Może trochę nie na temat napisałam, ale jeśli w ogole mogę Ci coś poradzić,
              „popracuj” nad relacją z Panem Bogiem, czasem krótka modlitwa szczera własnymi słowami jest bardzo skuteczna, mi pomaga modlitwa Uwielbienia, polecam Ci ja, nie skupiaj się tylko na swojej intencji, choćby ona była bardzo ważna na ten moment, módl się do Boga własnymi słowami, prosto, nawet gdy będzie Ci się wydawać że Bóg Cię nie słucha, Bóg zawsze słyszy co do Niego mówimy.
              Czasem przeszkodą w otrzymaniu łaski jest po prostu grzech, albo brak przebaczenia, jednak czasem tego grzechu nie zauważamy.
              Namawiam Cię też do czytania Pisma Św. , częstej Mszy, spowiedzi i komunii, Koronki do Miłosierdzia Bożego i oddania wszystkiego Panu Jezusowi, tych swoich spraw, powierzyć siebie i te problemy Bogu.
              Może też, albo przede wszystkim porozmawiaj z księdzem.

            • Agnieszka – może poproś jakąś grupę modlitewną, aby się nad Tobą, za ciebie pomodlili w celu rozeznania

          • Ale przecież nikt nie każe Matce Bożej się zmieniać. Tylko nie wierzę, że Maryja daje jakieś obietnice, których potem by nie dotrzymała. Są rzeczy, bez których nie da się żyć (pieniądze, które daje praca), inne, choć może nie są niezbędne do przeżycia, też są dla wielu osób bardzo ważne. Jeśli ktoś o coś prosi to wcale nie znaczy, że tylko prosi i prosi a nie uwielbia Boga, bo można jedno i drugie. Nie rozumiem też stwierdzenia, że modlitwa jest po to, żeby się człowiek zmienił. Proszenie nie jest rzeczą złą. W końcu od kogo jak nie od Boga człowiek ma prawo oczekiwać pomocy w trudnościach? Jesteśmy Jego dziećmi. Na kim mamy się opierać i do kogo zwracać z prośbami?

        • Zgadzam się z Tobą Nikita i to w całej rozciągłości i dodam, że człowiek to jest igraszką w ręku Boga, ja czasami tak myślę, taki przekładaniec miotany z jednej strony na drugą. Co do nowenny to się również zgodzę, ze to nie jest tak, że zawsze i wszystko można wyprosić, bo nie można…Kto może, ten może. A co do tych pragnień, to może jak już Bóg chce je spełnić, to może modlitwa zmieniać ma człowieka, by stał się gotowym do realizacji tych pragnień, a nie zmieniał je…bo po co najpierw by dawał jedne pragnienia, żeby je potem przekształcać w inne. Raczej kształtuje serce do tych, które dał pierwotnie i je odsłania, a człowiek z nimi przychodzi i dalej się modli w ich kierunku i jak już jest gotowy, to wtedy one się spełniają…Wydawało mi się zawsze, że to tak jest, ale sama tez mam duże wątpliwości:(

  12. Z dzienniczka siostry Faustyny
    W pewnym dniu ujrzałam dwie drogi: jedna szeroka, wysypana piaskiem i kwiatami,
    pełna radości i muzyki i różnych przyjemności. Ludzie idąc tą drogą tańcząc i
    bawiąc się – dochodzili do końca, nie spostrzegają się, że już koniec. A na
    końcu tej drogi była straszna przepaść, czyli otchłań piekielna. Dusze te na
    oślep wpadały w tę przepaść, jak szły, tak i wpadały. A była ich wielka liczba,
    że nie można było ich zliczyć. I widziałam drugą drogę, a raczej ścieżkę, bo
    była wąska i zasłana cierniami i kamieniami, a ludzie, którzy nią szli ze łzami
    w oczach i różne boleści były ich udziałem. Jedni padali na te kamienie, ale
    zaraz powstawali i szli dalej. A w końcu drogi był wspaniały ogród przepełniony
    wszelkim rodzajem szczęścia i wchodziły tam te wszystkie dusze. Zaraz w
    pierwszym momencie zapominały o swych cierpieniach. (Dz 153)

  13. Ważne jest, żebyś Alu nie zaprzepaściła tego zbliżenia się do Pana Boga – On Cię widzi całą w prawdzie i jeżeli Twoje pragnienie jest szczere, to bądź pewna, że ten pierwszy krok – ta niedoskonała, być może, z nie do końca wszystkimi wyznanymi grzechami z całego życia, ale przecież nie celowo ukrytymi, tylko przysłoniętymi przez zapomnienie, rozmycie w czasie, spowiedź – przyniesie Ci ulgę i ukojenie. Wystarczy zdać sobie sprawę, wg. przykazań, jakie grzechy są najcięższe, najczęściej popełniane i je wyznać. Zresztą każdy spowiednik, gdy podasz, choćby przybliżoną datę – rok, będzie miał świadomość, że potrzebne Ci będą kolejne spowiedzi i na pewno Cię nie zniechęci, nie wysmieje, nie zruga za to, że tak długo zwekałaś – bo liczy się Twoja szczera chęć poprawy i oczyszczenia – stopniowego, a w kolejnej spowiedzi Duch Święty pozwoli Ci wyznać resztę pomniejszych grzechów. I tak drobnymi kroczkami będziesz mogła doświadczyć całkowitego oczyszczenia i mocy by do grzechów nie powracać wcale. To jest właśnie ta drogą, którą podążać powinien każdy z nas nie wstydząc się, że przyświeca nam cel dążenia do świętości. Dążenie do świętości to w moim odczuciu obowiązek każdego chrześcijanina i tu nie ma się co obrażać na ludzi, którzy tego nie rozumieją lub zarzucają ludziom wierzącym, praktykującym i rozmodlonym, że jest to obłuda i świętoszkowatość. Gdy zbliżą się w pokorze do Boga, pewnie dostrzegą z czasem, że byli w błędzie zarzucając komuś takie przywary. Ja nie mam w sobie nienawiści, przerabiałam to już na przykładzie np. teściowej z którą często się sprzeczałam o różne rzeczy. I gdy kiedyś przepłakałam całą noc w żalu, ale też i w modlitwie, by Bóg nauczył mnie nadstawiać drugi policzek – bo takie jest przesłanie Pana Jezusa do chrześcijan, co mnie przychodziło jak widać z trudem, wreszcie i to – odeszło. Pomogło mi przemodlenie i wyżalenie się Bogu, w tym konkretnym temacie kłótni z teściową i szwagierką, i już nie jestem taka drażliwa, gdy się z nimi nie zgadzam, tylko staram się w nich dostrzec Pana Boga i dążyć bez urazy do osiągnięcia jak najlepszego rozwiązania, będąc nie tak jak do tej pory, bo po prostu nie potrafiłam nad tym zapanować – na zasadzie uderz w stół, a nożyce się odezwą, czy ironią na ironię, boleścią i poczuciem krzywdy i niesprawiedliwości na wbijanie szpili miedzy moje żebra, na stosowanie chwytów z ich strony poniżej pasa. Tak to wszystko widziałam i odbierałam i czułam, że muszę od razu udowadniać, że to one są w błędzie, że źle sprawy widzą, że są niesprawiedliwe względem mnie, że się mylą, że nie mają racji, że nie powinny się w trącać, że nie mają prawa dyktować mi swoich w moim odczuciu błędnych zachowań, itp. Gdy zwracały się do mnie zirytowanym tonem, mając swoje racje, nie potrafiłam im wyperswadować, że niekoniecznie muszę się zachować tak jak one sobie życzą, bo zwyczajnie ja mam inne zapatrywanie na pewne sprawy i nie będę się potulnie z nimi zgadzać, bo nie mam tego w naturze, a poza tym uważam, że to ja mam rację, a nie one więc nie widzę potrzeby realizowania czegoś, co w moim odczuciu jest głupie, czy kłóci się z moim poglądem na dobro sprawy. Po tej przemodlonej nocy – po raz pierwszy – potrafiłam z teściową, porozmawiać nie czując do niej złości i nie podnosząc na nią głosu, chociaż jej ton był taki, że normalnie by mną zatrzęsło i pewnie znowu bym odpowiedziała w podobnym do jej tonu głosie, a rezultat byłby taki, że to ona się na mnie obrazi, nie zdając sobie sprawy, że właśnie adekwatny do jej tonu głos, ale w moim wydaniu byłby obraźliwy. Potrafiłam z zadziwiającym – nawet samą mnie – opanowaniem odpowiedzieć w tonie spokojnym, że rozumiem jej obawy i troskę, bo to tak jest, że można mieć wątpliwości w danej sprawie, że popatrzyła na mnie dziwnie i podejrzliwie, wręcz artykułując, że ja to chyba jestem teraz dla niej złośliwa, że tak z nią spokojnie i precyzyjnie w danym temacie rozmawiam. Gdy nie obruszyłam się na jej zaczepkę, tylko nadal, bez podnoszenia głosu – mówię, zadziwiającym samą mnie – spokojem dalej kontynułowałam temat, wtrącając że jest w błędzie, że dlaczego uważa, że jestem w stosunku do niej złośliwa, zapewnieniem z życzliwością i szczerym przekonaniem w głosie – nadal zadziwiającym samą mnie – wyartykułowałam, że nie jestem złośliwa, jeszcze chyba z raz, czy może dwa, niedowierzając powtórzyła, jak gdyby sama do siebie – już prawie bez nacisku i presji, watpiąc w to, czy rzeczywiście miała prawo mnie atakować, że jestem złośliwa, no bo ja myślałam, że jesteś złośliwa. I w tej atmosferze – odstąpienia od wzajemnego atakowania się, skoncentrowałyśmy się na meritum sprawy, wyjaśniłyśmy swoje wątpliwości, ustaliłyśmy swój punkt widzenia i rozstałyśmy się bez urazy. Więc cuda są możliwe – nawet w takiej sprawie – wydawałoby się beznadziejnej – normalnej rozmowy. Dla mnie to był punkt zwrotny w relacjach z ww. wymienionymi, ale nie obyło się bez ingerencji Bożej. Chociaż już wcześniej sama próbowałam z tym zawalczyć i obiecywałam sobie, że nigdy więcej nie dam się sprowokować i będę ponad wszelkie sugestie i urazy i nie dam się wyprowadzić z równowagi – sam nie mogłam tego osiągnąć, choć się starała, to było silniejsze ode mnie i zawsze, choć w zasadzie moje zawsze, czy zazwyczaj było, że tak powiem, na wierzchu, a przeciwnik odchodził niepyszny, czy pokonany, to nie dawało mi satysfakcji na tyle, by nie czuć pragnienia pokonania w sobie tej ułomności – braku umiejętności nadstawiania drugiego policzka. Teraz dzięki Bogu – mam to za sobą i mam nadzieję i o to się modlę dla siebie nadal, bym w takiej postawie wytrwał, jak też dla moich bliskich i świata całego, itd.
    A jeśli chodzi o ten Sopot, to parę dni wcześniej była w nim moja córka ze swoim już narzeczonym i widziała jeszcze żywą osobę sprzedającą róże na molo w Sopocie, a potem dowiedziała się z internetu i z telewizji, że już ta osoba nie żyje i wiele innych niewinnych osób, bo zostały rozjechane przez wariata po dopalaczach. Czy nie mam prawa uważać, że Bóg uczynił mi kolejną łaskę w życiu, że ocalił moje dziecko ? Lecz pytanie – czemu mają służyć te ofiary – dzieci innych matek i rodzice, czy dziadkowie innych dzieci – pozostaje nadal ! W moim odczuciu trzeba się modlić o mądrych polityków, którzy nie będą skorumpowani i upatrujący korzyści materialnych lecz będą ludźmi honoru i wysłannikami Boga i każdego śmiertelnika, by czynił wszystko bez grzechu i potrafił wypełniać wolę Bożą i żył w zgodzie z przykazaniami i nie popełniał grzechów i oczyszczał się jak najczęściej, gdy zbłądzi, żeby zdążył każdy z nas znaleźć ścieżkę do Boga.

    • Dziękuję Joanno, Anecie, E. i barbary. Tak już kiedyś zrobiłam, jak mi radzono i wy podobnie. Miałam już w głowie to jak sobie przygotować spowiedź wg takich wzorów. Wtedy też jak pisał jeden z forumowiczów (adam) że to jak z ciemnym pokojem, gdzie widzimy przedmioty dopiero po jakimś czasie. Ja właśni8e pomału zaczęłam rozumieć i widzieć i przypominać sobie to co jest grzechem, było.. i jakby byłam na drodze do tego. Nastąpiło coś, co mi rozwaliło Nowennę i te sprawy (byłam już w części pod koniec za pewną osobę z kregów mi znanych). Teraz jak się pozbieram to ewentualnie wszystko od nowa. Jak się pozbieram.

      • Ala, ja po bardzo dużej przerwie poszłam do spowiedzi. Siedziałam 4h w Kościele i czekałam na spowiedź generalną. To co przechodziłam, to tylko ja wiem. Teraz jest lepiej, ale nie raz mam ochotę uciec, oczywiście różne myśli przychodzą mi do głowy, że jutro, że potem, że nie ten spowiednik. Rozumiem Cię, ale zaświadczam, że to co się dzieje w czasie i po spowiedzi, to dla mnie najpiękniejszy moment w życiu.
        U ojców paulinów to jest coś dla mnie tak cudownego, że trudno mi to opisać. Czuję się tak, jakbym była mały dzieckiem, a dobry tata spokojnie mi tłumaczy, co i jak źle zrobiłam. Ale robią to w delikatny sposób. To jest bardziej rozmowa. Nie spieszą się, nie ponaglają, słuchają. Pomagają.
        Zawsze przed spowiedzią modlę się do Ducha Świętego, Najświętszej Maryi Panny, mojego Anioła Stróża i świętych, aby mi pomogli.
        A tak ode mnie – nie maluj rzęs tuszem, bo możesz troszkę się rozmazać.
        Spróbuj się przełamać. Wiem, że to bardzo dużo kosztuje, ale warto. Ja przyznałam się podczas spowiedzi, że panicznie jej się boję. W odpowiedzi usłyszałam od spowiednika: ja też 🙂

      • Jeśli jesteś z okolic Krakowa to ponoć bardzo dobry spowiednik jest u Franciszkanów na Reformackiej . Jest to Eugeniusz Kwiatkowski egzorcysta . Już dziadziuś , ale podobno bardzo przenikliwy

    • bynajmniej też rozumiem Cię z tymi kwestiami tragedii jak np. w Sopocie, czy innych wyraźnie widocznych i ogólnie poważnych. Jednak wcale nie neguję problemu samotności, z którym boryka się wiele osób, jak np. lulu napisała o swoim cierpieniu, że nikt jej nie kocha. Wiem, że to cierpienie, też to znam. Jednak ilości ci rzekomych modlitw o powroty odeszłych meżczyzn itp. to nie przeskoczę. oczywiście to nie moja sprawa.
      Ogólnie wszystko co się czyta coś nam daje i ubogaca.

  14. A ja podziwiam wszystkie osoby, które potrafiły odmówić kilka nowenn w tej samej intencji. Znaczy się ja odmówiłam tez kilka- ale to były rożne nowenny, pompejańska tylko jedna. Nie otrzymałam łaski o którą prosiłam i nie czekam już na cud. Trochę jest tak, że jak czekamy to potem jeszcze bardziej cierpimy, bo nastawiamy się na coś, a czas płynie szybko, życie ucieka i co mam czekać wiecznie na jakiś cud. Niestety trzeba żyć dalej, bo do smierci się moge nie doczekać. Powiem wiecej, jak czekałam i liczyłam że Bóg mnie wysłucha, to czułam taką złość i rozgoryczenie jak czytałam tu te wszystkie szcześliwe nowenny pt ” odmówiałm 4 nowenny , wszystkie sie spełniły” albo ” już w 30 dniu odmawiania otrzymałam łaskę” Serio byłam strasznie zazdrosna, a moja poczucie opuszczenia narastało. Przez jakiś czas byłam zwolennikiem teorii, że Bóg ma to gdzieś jak tu na ziemi wygląda moje życie, nie warto więc prosić o nasze doczesne, przyziemne sprawy, bo jego interesuje wyłacznie te ‚drugie ” zycie. Ale kiedys analizowałam podczas modlitwy Ojcze Nasz każde słowo i jest tam fragment ” …chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj i odpuść nam nasze winy…” – to uświadomiło mi, że skoro możemy prosić go o chleb, to możemy mu powierzyć wszystkie nasze sprawy doczesne, jeszcze ten fragment „daj nam dzisiaj” uczy że możemy nawet prosić o konkretny termin. Może to się wydać niedorzeczne co piszę, ale mi to uswiadomiło, że Bóg może nam pomóc w tym doczesnym życiu, że możemy o to prosić. i pozostał fragment ” i odpuść nam nasze winy” – jak nic ukazuje to, że Bóg dba o nasze życie fizyczne, ale tez o duszę, że może działać na dwóch płaszczyznach. Więc jeśli czegoś nie umiemy się doczeakć to dlaczego? Nie słyszał? Nie obchodzi Go to? Nie może? Kochani, On może wszystko! Jesli coś nie spełnia sie po wytrwałych modlitwach, to może po prostu Bóg nie chce nam udzielić tej łaski i czekając marnujemy nasz czas? wszystkim czekającym, życze, aby wzieli sie w garść i zaczęli jakoś się godzić z tym życiem jakie jest a nie czekali, szczerze powiem, jak przestałam czekać moja kondycja psychiczna się o wiele poprawiła. A co do tego, że modlitwa ma nas zmienić- nie zawsze prosimy przecież w swoich intencjach, powierzamy też Bogu inne niezależne intencje, niezalezne od tego jakimi ludzmi jestesmy np. choroby. Co w takim razie moja zmiana pomoże? nawet jak się zmienię, bliska mi osoba nie wyzdrowieje. Może mam dziękować Bogu za tę chorobe i cieszyć się ? Są sprawy wyłącznie boskie, po ludzku niemożliwe, i to jak Ty się zmienisz modlac się nie ma wielkiego znaczenia.

    • A jak ty się nawrócisz modląc się za kogoś, a ten ktoś umrze? Może dla ciebie to nie ma większego znaczenia ale dla Boga ogromne. Modląc się za kogoś okazujemy tej drugiej osobie miłość, im więcej się modlimy za kogoś tym więcej miłości w nas się budzi, to też nie ma znaczenia? Jeżeli ktoś się zmienia na lepsze, jest w nim więcej miłości, pokory, czystości, wiary, to ma to dla Boga ogromne znaczenie. Szkoda, że niektórzy tego nie doceniają, widzą tylko to, że nie dostali tego o co prosili.

  15. Jeśli wyrokiem Boskim dana osoba umiera, bo może Pan Bóg chce jej oszczędzić bólu, czy cierpień, czy nawet osobom bliskim pozwolić – ułatwić żyć swoim życiem, zamiast opiekować się chorym, oczywiście nie ma to nic wspólnego z eutanazją – bo o odejściu danej osoby zadecydował sam Bóg, a nie człowiek, to nie możemy stwierdzić, choć w żalu możemy tak czuć, a nie powinniśmy, że ta modlitwa poszła na marne. Choćby nie wiem jak dobrą osobą był zmarły, to chyba nikt, przynajmniej na razie tylko nieliczni święci nie popełnili żadnego grzechu w swym ziemskim życiu, nie można wykluczyć tego, że modlitwy zanoszone do Boga przez bliskich o powrót do zdrowia – nie były usłyszane przez Boga i w przypadku uśmiercenia – wbrew oczekiwaniom modlących się nie zostały przez Boga przełożone na odpuszczenie za wstawiennictwem tychże bliskich w taki sposób, żeby zmarłemu łatwiej mógł Pan Bóg przebaczyć ziemskie przewinienia i szybciej, może z pominięciem czyśćca, przyjąć go do swojego Niebiańskiego Orszaku.
    A były już świadectwa na ten temat – odchodzenia do świata zmarłych wbrew intencjom zanoszonym przez rodzinę i jak pamiętam osoby te same automatycznie – i z tym nie można się nie zgodzić – zmieniały intencję z powrotu do zdrowia, na spojrzenie przez Pana Boga łaskawym okiem, przebaczenie im win, choć może nie udało się zmarłemu zadośćuczynić Panu Bogu i bliźnim w pełnej mierze, albo co gorsza w swej zatwardziałości i niewierze nie zdążyli się pojednać z Bogiem osobiście, to właśnie ta modlitwa może się przydać, żeby zmarły jednak nie dostał się do piekła, ani nawet do czyśćca, tylko od razu do Nieba.
    Czego i sobie i wam śmiertelnikom życzę, żeby miał się za nas kto modlić, albo żebyśmy – najlepiej sami – swoim życiem zasłużyli na życie wieczne u boku Pana Boga.
    Żadna modlitwa nie idzie nigdy na zmarnowanie i choć są wokół nas ludzie, którzy twierdzą – powołując się nawet na jakichś zakonników, że nie powinniśmy zawracać Panu bogu głowy naszymi błahymi problemami, ale pytam jaki jest sens nosić się z problemami, których nie umiemy rozwiązać, zżymamy się, denerwujemy, odchodzimy od zmysłów, zadręczamy się że nam coś setny raz nie wychodzi tak, jak byśmy chcieli i nie zwracamy się o pomoc do Boga. Jaka jest wtedy nasza postawa – właściwa ? A czy nie jest to zwykłe ignoranctwo wobec Boga, wywyższanie siebie, a nie tylko Boga, bo sami chcemy sobie na siłę z czymś poradzić, a mamy pod górkę, nie potrafimy po ludzku sprostać pewnym wymaganiom, czy nie jest właściwą postawą uświadomienie sobie, że jesteśmy dziećmi Boga i mamy prawo zwracać się z naszymi problemami i dostrzeganymi u naszych bliźnich, właśnie do Niego poprzez chociażby modlitwę ” Zanurzenia we krwi Chrystusa”.
    ♥ MODLITWA ZANURZENIA WE KRWI CHRYSTUSA ♥
    Jezu, zanurzam w Twojej Przenajdroższej Krwi cały ten rozpoczynający się dzień, który jest darem Twojej nieskończonej miłości.
    Zanurzam w Twojej Krwi siebie samą.
    Wszystkie osoby, które dziś spotkam,
    o których pomyśle czy w jakikolwiek sposób czegokolwiek o nich się dowiem.
    Zanurzam moich bliskich
    i osoby powierzające się mojej modlitwie.
    Zanurzam w Twojej Krwi, Panie, wszystkie sytuacje, które dziś zaistnieją,
    wszystkie sprawy, które będę załatwiać,
    rozmowy, które będę prowadzić,
    prace, które będę wykonywać
    i mój odpoczynek.
    Zapraszam Cię, Jezu, do tych sytuacji, spraw, rozmów, prac i odpoczynku.
    Proszę, aby Twoja Krew przenikała te osoby i sprawy, przynosząc według Twojej woli uwolnienie, oczyszczenie, uzdrowienie i uświęcenie.
    Niech dziś zajaśnieje chwała Twojej Krwi i objawi się jej moc.
    Przyjmuję wszystko, co mi dziś ześlesz, ku chwale Twojej Krwi,
    ku pożytkowi Kościoła św.
    i jako zadośćuczynienie za moje grzechy, składając to wszystko Bogu Ojcu przez wstawiennictwo Maryi.
    Oddaję siebie samą do pełnej dyspozycji Maryi,
    zawierzając Jej moją przeszłość, przyszłość i teraźniejszość, bez warunków i bez zastrzeżeń. Amen.

  16. Ja już tyle razy prosiłam o to by Bóg mi skazał, powiedział czego oczekuje ode mnie. Odmówiłam NP w intencji poznania jego woli by ją wypełniać i nic. Nic nie wiem co ja mam robić, modlić się i czekać jeszcze ile, na co się przygotować. Czy Bóg chce żebym była sama czy żebym cierpiała czy żebym jeszcze co innego poznała/robiła. Ja nic nie wiem, dlatego tak boli jego milczenie względem mnie. Z jednej strony czekając i modląc się czuję jakby życie przeciekało mi przez palce a znów biorą sprawy w swoje ręce łamie pierwsze przykazania robiąc się bogiem, że sama sobie poradzę.
    Z każdej strony niejasności, cokolwiek robię – źle, nie robię też.

    Nie wiem czemu przeraża was wizja idylli gdzie wszyscy są niczym roboty- dobrzy. Mi to by bardzo pasowało, Wiedziałabym przynajmniej czego się po każdym mogę spodziewać, gdyż zareagowałby tak samo jak i ja w danej sytuacji. Przecież tak będzie jak dokona się apokatastaza o której wspomina JOANNA.
    Naprawdę wolna wola jest niektórym niepotrzebna a nawet „szkodzi” im.

  17. Isaac Asimov – dziś się o nim dowiedziałam, autor książek i futorolog – że przedstawiał w jakiejś swojej książce wizję futurystyczną – nie wiem czy na podst. badań naukowych, czy tylko swojej wyobraźni, ale wyraził taki pogląd, że za jakiś czas ludzie w dobie komputerów będą pracować najwyżej 3 dni w tygodniu, a przez resztę czasu będą się nudzić. Jak to usłyszałam, to stwierdziłam, że to jest wizja, która jest zbliżona do dążenia do apokatastazy – w tym znaczeniu, że ludzie będą generalnie mieli dużo wolnego czasu na rozmyślania – modlitwę i mam nadzieję nie będą nieszczęśliwi, albo głodujący z braku pracy, czyli pieniędzy i w moim mniemaniu nie będą się wbrew jego przewidywaniom nudzić, gdyż jak wcześniej już kiedyś pisałam, nie zgadzając się również z pewnym kazaniem ks. Pawlukiewicza, nie powinniśmy się martwić, ani tym że nasze dzieci będą grzeczne, ani też nadmiarem wolnego czasu, tylko go dobrze wykorzystywać. Jest tyle ciekawych miejsc i rzeczy do zrobienia, taka beztroska by się rozszerzała w świecie, czyli jak kiedyś było u zarania dziejów – jak w raju, lub prawie, przy stopniowym lub gwałtownym szturmie do Nieba, aż po opustoszenie piekła i oczyszczenie ze zła.
    Poza tym do dziś uważałam, że doskonałość Boża jest równoznaczna z Jego dobrocią. A teraz wiem, że dobroć rozumiana przez nas ludzi, nie musi być tożsama z dobrocią Bożą. Powiedziane jest, że Bóg za dobro wynagradza, a za złe karze. Tak więc nie wszystko co w naszym rozumieniu jest dobrem jest nam należne od Boga w takiej postaci, jak my to rozumiemy. Gdy błądzimy, grzeszymy, jesteśmy ślepi i głusi na napominanie przez Boga, albo wręcz bagatelizujemy Jego ostrzeżenia, nie każdemu musi zesłać dobro takie, o jakie Go prosimy. Czasem w Jego zamyśle – przez nas nieodgadnionym, dobre będzie dla nas cierpienie, czasem, niejeden mógł się o tym przekonać, złe dla nas zrządzenie losu – jest lepsze i bardziej zbawienne dla nas, z większym pożytkiem, z większymi pozytywnymi skutkami, gdy dosięgniemy dna – czasem, dopiero ten moment w życiu bywa dla nas zwrotny i przynosi obfite plony.

  18. jeden z Jeziuitów, człowiek znany i poważany w Krakowie, powiedział mi o o. Eugeniuszu Kwiatkowskim, że ten człowiek powinien być izolowany od ludzi bo wszędzie widzi diabła. Poważnie. Poza tym wcale nie jest dobrym spowiednikiem,- pyta tylko czy żałuje sie za grzechy, nawet bez ich wysłuchania!

  19. Większość oczekuje „spełnienia” modlonych intencji- nie o to chodzi to nie magia i nie czary, że raz pomodlisz się i otrzymasz, zrealizujesz swój egoizm i pragnienie i tak dalej.. kiedy jest potrzebna Maryja to się człowiek modli nie tak powinno być.

    Maryja wszystko widzi naprawdę wierzcie bo to czasami próby są. czy jesteś cierpliwy czy naprawdę chcesz się modlić.. daj z siebie wszystko modlitwa ubogaca buduje moralność ja nie pije nie kradne pomagam karzdemu i pamietajcie :

    DZIEKUJCIE BOGU ZA WSZYSTKO I ZA WSZYSTKIE SYTUACJE W ŻYCIU NAWET TE ZŁE BO KAŻDY NIESIE PEWIEN SPOSÓB KRZYŻ I CIERPIENIE DLA UŚWIĘCENIA DUSZY – NASZYM CELEM NIE SĄ CELE ZIEMSKIE TYLKO ZBAWIENIE… MUDLCIE SIĘ NIE O PRACE TYLKO O DARY DUCHA ŚWIĘTEGO !

    TAK TRUDNO TO ZROZUMIEĆ- CHWALCIE PANA KAŻDEGO DNIA I W KAŻDEJ CHWILI . bÓG I NASZA MATKA zAWSZE SĄ Z NAMI !!!

A Ty co o tym myślisz? Napisz!