Ewelina: Wyprosiłam u Mamy dobrą pracę po latach bezowocnych poszukiwań!

Kochani!
przyznam na wstępie, nie bez wstydu, że o Nowennie dowiedziałam się na pudelku, a że były te posty często wyśmiewane i atakowane, nie brałam sobie tego do serca, a wręcz uznałam to za fanatyzm. Po jakimś czasie dołączyłam do grup katolickich na facebooku i tam znów natrafiłam na tą Nowennę. Owszem, byłam podejrzliwa, ale coraz więcej osób pisało, że to nie jest hucpa, że to działa! Postanowiłam więc podjąć się tej modlitwy, nie bez strachu, ponieważ sporo osób mówiło, że nie wytrwało, że jest to trudna i wymagająca modlitwa. Wybrałam sobie czas od Środy Popielcowej do Swięta Miłosierdzia, więc mniej więcej okres Wielkiego Postu. dorzuciłam do tego własne umartwienia i starałam się cały czas być w łasce uświęcającej. to był absolutnie niezwykły czas. modliłam się cały czas, w drodze, przy obowiązkach, klęcząc, chodząc, zmywając naczynia. największy kryzys przyszedł w ostatnim tygodniu, ponieważ było już grubo po północy, a ja w swoich skrupułach pomyślałam, że teraz to już nie będzie się „liczyć”. opanowałam pokusę i pomodliłam się licząc na wyrozumiałość Mamy, a samą pokusę wzięłam za podszept szatański. modliłam się w intencji znalezienia pracy i mieszkania. skonczyłam pod koniec kwietnia. w połowie czerwca zaczęłam intensywnie szukać pracy. oferty wyrastały jak grzyby po deszczu! w krótkim czasie podpisałam umowę ze szkołą prywatną, chwilę pózniej także z publiczną. to był prawdziwy cud, bo bardzo ciężko dziś dostać posadę w budzetówce i to osobie bez doswiadczenia! moi wierzący znajomi od razu uznali, że to zasługa Nowenny Pompejańskiej i sami postanowili się jej podjąć, a ci niewierzący uznali to za cud, więc własciwie wszyscy mają rację:) teraz szukam mieszkania, już mam na oku coś fajnego i równie miłą wspołlokatorkę, za miesiąc wyprowadzka z domu rodzinnego i wielka przygoda życia! wiem, że to wszystko zawdzięczam Mamie, a zamierzam jej osobiście podziękować w pielgrzymce po maryjnych sanktuariach 23-24 lipca. Bóg zapłać wszystkim, którzy krzewicie cześć do Mamy i propagujecie tą wspaniałą modlitwę. ona ma MOC i jestem tego kolejnym dowodem. dziękuję:)

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

29 myśli na temat „Ewelina: Wyprosiłam u Mamy dobrą pracę po latach bezowocnych poszukiwań!

    • a jakbyś tak się rozejrzała w otoczeniu, to nie widać tam ani jednej osoby, której by można zaufać? Nawet jeśli to wiedz, że to częsty problem. Ludzie są bardzo egoistyczni, nastawieni na swoje. Mnie też zawiodło wiele osób i to nawet z rodziny. może część tych osób się ocknie, a jeśli nie to cóż.. takie już są.

        • eeee , ja Cie nie zawiodłem , tak więc nie mów , że wszyscy 😉 a tak poważnie to skoro bliscy zawiedli to może w obcych znajdziesz wsparcie . Nie ma limitu znajomości . Podobno średnio każdy człowiek zna około 200 osób . tak więc nie mów , że 200 osób Cię zawiodło , bo to by oznaczało , że albo masz faktycznie pecha , albo przyczyna leży w powodzie zawiedzenia

          • Tylko, że ja już nikomu nie wierzę nawet obcym i nie tylko bliscy zawiedli, nieznajomi czy znajomi tylko z widzenia też.

            • Lulu, na własnej skórze przekonałam się: prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Nie mam nikogo, oprócz mamy, a reszcie życzę wszystkiego najlepszego i idę swoją drogą. Już się za nimi nie oglądam. Wybaczyłam i nie wracam, bo tylko przez to cierpiałam, a oni nic sobie z tego nie robili. Przecież to ja mam TAKI charakter. A ja się pytam: tak trudno jest po prostu, po ludzku zapytać się, jak się czuję w mojej niezbyt ciekawej sytuacji? Rozumiem Cię doskonale. Najlepiej życzyć im wszystkiego naj i iść swoją drogą bez oglądania się za siebie, czego i Tobie życzę 🙂

            • ale nie da się żyć nie wierząc nikomu, ludzie ostatnio stali się bardzo agresywni i egoistyczni, tylko ich się liczy nic i nikt więcej

            • dlatego idę dalej. uśmiecham się, pozdrawiam, ale już nie liczę na ludzi. jak poprosisz, – pomogę, ale już nie pcham się z sercem na tacy 🙂

            • nic takiego nie napisałam. miłość istnieje, przynajmniej ja w nią wierzę. pisałam o przyjaciołach, których zabrakło, kiedy najbardziej ich potrzebowałam. przeinaczyłaś mój wpis Lulu

            • Miłość chrześcijańska to wyświadczanie sobie nawzajem bezwarunkowo dobra, a skoro nas ludzie zawiedli to znaczy, że nie znalazła się osoba, które by to dobro bezwarunkowo wyświadczyła, trzeba liczyć tylko na siebie i uważać na innych tu nie ma miłości. Miłość to nie kwestia wiary, albo jest albo jej nie ma. Nie ma ani jednego człowieka, któremu bezwarunkowo zależałoby na dobru dla mnie, a co dopiero na wyświadczeniu bezwarunkowo dobra, czyli w moim życiu miłość nie istnieje. Najbardziej mnie wkurzają świętoszki, którzy do kościoła biegają, dużo się modlą, a człowieka poza tą świętoszkowatością nie widzą. Nie piszę tego do ciebie Agata, nie znam żadnej Agaty osobiści, pisze ogólnie.

            • Lulu, naprawdę Cię rozumiem. Ale gdzieś tam w głębi serca mam nadzieję, że jeszcze są dobrzy ludzie na tym świecie, którzy bezinteresownie są w stanie podać człowiekowi pomocną dłoń. Mam nadzieję, że takich ludzi kiedyś spotkamy!

            • Ludzie boją się, że za niedługo wybuchnie wojna światowa a ty masz nadzieję, że są jeszcze dobrzy ludzie na świecie? Podziwiam twój optymizm

            • nie ma czego podziwiać. a co w tym złego, że wierzę i mam nadzieję, że tacy ludzie jeszcze istnieją? nie przekreślam nikogo. po prostu nie jestem już taka wylewna jak kiedyś.

            • Swego czasu czytałem opowiadanie o zakonniku , któremu Bóg pokazał że istnieje dobro bezwarunkowe . Pokazał mu przykład wilka , który przynosił jedzenie lisowi pozbawionemu łap . Zakonnik stwierdził , że też tak chce , więc udał się do lasu i zaczął czekać na kogoś kto mu okaże dobro . Po dwóch dniach zgłodniały , pyta Boga z pretensją , dlaczego nie otrzymał dobra . Bóg mu odpowiedział :- to ty masz być tym wilkiem i pomagac lisowi .

              Jakoś to tak było . Nie pamiętam do końca dokładnie , gdyby ktoś to znał to proszę o poprawienie , bo jest to bardzo mądra bajka .

              Nie bardzo rozumiem Wasz dylemat i oczekiwania . Zakładam że obydwie jesteście dobre , ale jakoś doszłyście do wniosku , że niema ludzi dobrych . Funkcjonowanie na forach ma to do siebie , że ludzie znają się tylko poprzez nicki , chociaż równie dobrze może okazać się , że mogą mieszkać koło siebie nawet się znać , niekoniecznie darzyć uczuciem 😉 Czyjaś niechęć , lęki zawsze mają jakąś przyczynę . Według świętej zasady przyczynowo -skutkowej . Obserwowałem to nieraz w rodzinie , że bliscy ludzie nie odzywali się do siebie , bo każdy uważał , że to ten drugi powinien pierwszy zacząć . Ludzie tak funkcjonują dziesiątki lat , później jedno z nich umiera i albo ktoś wtedy wpadnie na refleksję , że mógł jednak pójść i porozmawiać , albo zostanie twardo przy swoim i uzna , że ta osoba nie byla tego warta. Tak więc WARTO ROZMAWIAĆ .

            • Józef
              1. nigdzie nie napisałam, że nie ma dobrych ludzi. jeżeli tak, to w którym miejscu.
              2. trudno rozmawiać z kimś, kto udaje, że cię nie zna. tak jak napisałam, pozdrawiam mimo ignorowania mojej osoby i idę dalej bez roztrząsania całego zdarzenia.
              3. nie czuję do nikogo niechęci, lęku, itp. za dużo mam lat, aby w taka dziecinadę się bawić.
              4. jeżeli taka osoba zwróciłaby się do mnie o pomoc, zawsze pomogę. tak mnie wychowano.
              5. dylemat? zwykła wymiana zdań nt. otaczającego nas świata i ludzi 🙂

            • całe życie mam być wilkiem który pomaga lisowi udającemu, że ma chorą łapę? nie ja mam już dość, jak ja potrzebuje pomocy to nikogo nie ma, nikt nawet nie zapyta czy potrzebuje pomocy, każdy tylko daj. Oczekuje od ludzi zwykłej ludzkiej życzliwości ale to zbyt duże oczekiwania wobec człowieka. A na forach się dobrze anonimowo pisze bo nie trzeba realnie się wysilać żeby pomóc.

            • Odniosłem wrażenie że napisałaś , że niema dobrych ludzi w Twoim życiu , ale z drugiej strony , Twoje życie to też w jakimś stopniu to forum , gdzie możesz pisać i oczekujesz , że inni też piszą tak jak Ty szczerze . Pomoc nie musi się sprowadzać tylko do pomocy fizycznej , będąc blisko z kimś w kontakcie . Osobiście spędziłem , myślę , że setki godzin na rozmowach na skype z pewną osobą mieszkającą w innym kraju , która mi dużo pomogła zrozumieć , zwłaszcza pod kątem wiary. Do tego odnosil się mój wpis , że nie trzeba od razu miec kogoś fizycznie koło siebie , by poczuć czyjąś dobroć . W obecnym świecie , gdzie komunikacja nie jest problemem , należy korzystać z tych dobrodziejstw . …. a co do reszty , jeśli gdzieś tam rzuciłaś okiem na moje wcześniejsze wpisy , to myślę , że jest tam odpowiedź na resztę spraw i nie są one kontrą do Twoich odpowiedzi . Po prostu mam w większości podobne zdanie .

            • Lulu , ten lis był bez łap , był kabłąkiem . Inaczej mówiąc bądź wilkiem , dla ludzi którzy są tak doświadczonymi przez los a nie tak jak piszesz z chorą łapą . Lis nie bez przyczyny jest uznawany za chytrusa , cwaniaka etc. Od takich ludzi należy trzymac się z daleka , bo oni potrafią tylko żerować na innych . Wyciąganie ręki do nich skończy się właśnie pretensjami , że mało , mało . Dopiero jak taki lis straci łapy powinniśmy mu pomóc , tyle tylko , że wtedy mamy zawsze swoje uprzedzenia wobec tych osób i nie zawsze jesteśmy do tego zdolni .

            • Życie to życie a bajka to bajka. W bajce lis traci łapy i wilk mu pomaga, w życiu to wilk przez lisa traci łapy a potem lis udaje że ma chore łapy twierdząc że to wina wilka i żąda pomocy od wilka. A forum zawsze traktuje z dystansem, podyskutować każdy lubi, ale od tego wilkowi łapy już nie odrosną.

            • Jak chodzi o tych ludzi na których można liczyć. Znałam kiedyś dziewczynę, która jak dowiedziała się (w liceum) o moich problemach z chemią to przyszła mi pomóc bez żadnego umawiania się. Do dziś to wspominam, jak coś dziwnego, niemożliwego. Dzwonek, otwieram drzwi, stoi ona (wcale nie moja jakaś przyjaciółka, nawet nie z tej szkoły) i mówi, że przyszła pomóc. przez godzinę czy ileś tłumaczyła mi te wzory z chemii czy coś, bo ja i tak już nie pamiętam tylko ją i ten fakt, i to, że nie znałam później w życiu nikogo, co tak bez powodu chciał pomóc. tylko najbliższa rodzina.

  1. Mam teraz dylemat odnośnie NP . Planuję zacząć , ale mam problem z intencją , bo jest ich za wiele . Są dla mnie ważne i tu jest problem . Macie może jakieś własne sposby na to , by się Wam oczy otworzyły , w jakiej intencji modlić się ?? czy modlitwa do Ducha św. o jasność myśli wystarczy ?? Bo z drugiej strony , jeśli Duch św. da mi znak o co się modlić , to czy to jest gwarantem , że zostanie spełnione ??

    • Kiedy mam taki sam dylemat modlę się koronką do Najświętszych Ran Pana Jezusa za wszystkie intencje naraz. Jedna z obietnic Jezusa dla odmawiających tę koronkę: „Moc Moja jest w Moich Ranach. Posiadając je, potężnym się stajesz i możesz otrzymać wszystko. Masz na­wet więcej mocy ode Mnie, bo możesz rozbrajać sprawiedliwość Moją. Moje Święte Rany podtrzymują świat.”

  2. Gratuluję Ewelinko otrzymanej pracy.Jestem na etapie części dziekczynnej NP , postanowiłem napisać bo również modlę się o pracę w szkole tylko , że dla mojej żony. Miałem też taką sytuację, że nie zdążyłem odmówić różańca przed północą podczas pierwszej nowenny i przerwałem ją przekonany , że to już się nie liczy ale twój przykład temu przeczy .
    Poprzez twoje świadectwo Maryja odpowiada na wiele moich innych pytań, to nie przypadek, że właśnie trafiłem na ten wpis i to o tej porze.Ale niech to będzie już moja tajemnica jakie to pytania. Pozdrawiam i z Bogiem.

  3. Myślę , że Matka Boża , nie sprawdza w jakich strefach czasowych w danej chwili jesteśmy ,czy je przekraczamy , czy nie . Dla każdego jest osobny zegar . Myślę sobie że dla większości najlepszym powinien być zegar słoneczny . Czyli zanim nie pójdę spać i nie wstanę na drugi dzień , to nowenna powinna się liczyć . W innym przypadku , ludzie którzy robią na zmiany mieli by bardzo duży problem . Dlatego trzeba podchodzić do tego indywidualnie . Co jest ważniejsze , by zdążyć z modlitwą przed pólnocą i odbębnić ostatnie zdrowaśki z szybkością karabinu maszynowego , czy odmówić je na spokojnie i skończyć np. kwadrans po północy ?? Odpowiedź chyba jest oczywista .

  4. Kochani! bardzo się cieszę, że moje świadectwo jest dla was odpowiedzią, pociechą czy impulsem. życzę wytrwałości, wiary i zaufania wszystkim modlącym się. uszy do góry, nie ma modlitwy niewysłuchanej! z Panem Bogiem i Mamą, dobrej nocy wszystkim:)

A Ty co o tym myślisz? Napisz!