Balbina: Zawierzyłam bezgranicznie i prosiłam o cud

Pierwszą Nowennę rozpoczęłam 13.10.2014 r. Byłam wówczas w bardzo złej kondycji psychicznej do tego stopnia, że nie opuszczały mnie myśli o samobójstwie. Od lat ciągnące się długi, awantury z mężem i dzieląca nas nienawiść odbierały chęć do dalszej egzystencji, a wokół nie było żadnej pomocy. Problemy i nieudolność w pracy, poważne kłopoty wychowawcze z synem nastolatkiem pogłębiały mój stan (bóle głowy, bóle serca, zaniki pamięci, rozdrażnienie i żal do całego świata, bezsenne noce, wycie w poduszkę, brak nadziei na lepsze jutro). Mieszkanie w małej kawalerce z mężem i nastolatkiem nie pomagało w tej sytuacji, wręcz przytłaczało aż do bólu. Zaczęłam więc modlić się o większe mieszkanko, a kilka dni później rozpoczęłam drugą intencję. Było potwornie ciężko, sytuacja niespecjalnie się zmieniała, ale ja odczułam po raz pierwszy błogi spokój. Wyciszyłam się, stałam się mocniejsza i przestałam się wreszcie bać o każdy następny dzień. Zaczęłam przesypiać całe noce, uczęszczać w niedziele z mężem do kościoła. Tu muszę zaznaczyć, że wcześniej każda niedziela kończyła się kłótnią i mąż robił wszystko, żeby wykręcić się od mszy św. W czasie tych dwóch nowenn usłyszałam głos Maryi „będziesz miała piękne mieszkanko”, a innym razem poczułam bardzo intensywny zapach różany. Chociaż odmawiam już szóstą nowennę, nigdy więcej się to nie powtórzyło, ale zarazem tylko ta pierwsza intencja nie spełniła się jeszcze. Myślę zatem, że pobudzenie moich zmysłów miało na celu obudzić we mnie nadzieję, że w późniejszym czasie otrzymam tę łaskę. Kolejne łaski były natomiast cudem. Zgodnie z trzecią intencją mąż przeszedł przemianę duchową, stał się zupełnie innym człowiekiem. Nie jest od razu święty, ale stał się cierpliwy, troskliwy, dobry. Muszę przyznać, że podczas tej intencji zły stawiał nam na drodze tak drastyczne zdarzenia, że dało się namacalnie wyczuć jego hardą walkę o duszę męża. Zawierzyłam jednak bezgranicznie i prosiłam o cud. Nie będę pisać szczegółów ale stał się cud. Jestem szczęśliwą żoną swojego męża. Pozostałe intencje dotyczyły innych spraw rodzinnych oraz ekonomicznych i wszystko pięknie się układa w tym zakresie. I ostatnia intencja, przy której prawie zwątpiłam. Mój syn opuścił się w nauce do tego stopnia, że miesiąc przed zebraniem rady pedagogicznej miał z większości przedmiotów wystawione oceny niedostateczne. Wracałam z zebrania załamana, ponieważ już wcześniej, bo od 28 kwietnia odmawiałam Nowennę Pompejańską w intencji jego klasyfikacji do kolejnej klasy bez żadnej poprawki, a efekty okazywały się druzgocące. Przepytywałam dziecko z lekcji, tłumaczyłam matematykę, prosiłam, żeby mówił o każdym sprawdzianie, ale jedynki sypały się jak z rękawa. Pocieszałam się, że przecież wiele osób w Nowennie Pompejańśkiej modliło się np. o wyjście z ciężkiej choroby i często dopiero po kryzysie następowało uzdrowienie. Odmawiałam też Koronkę, byłam w tej intencji na Jasnej Górze, prosiłam o wsparcia modlitewne klasztory, Ojca Pio, Jana Pawła II. Do samego końca nie miałam pozytywnych wiadomości. I wreszcie w ostatnią niedzielę zostały wstawione oceny do e-dziennika. Mój syn nie miał żadnej jedynki. Wiem już, że dla naszej Mateńki i Jej Syna nie ma rzeczy niemożliwych. Po prostu ufaj.

9 myśli na temat „Balbina: Zawierzyłam bezgranicznie i prosiłam o cud

  1. Witam modliłam się tą modlitwą o nawrócenie chłopaka ateisty.Proszę mi pomóc doradzidż co mam robić bo narazie nie widzę efektów modlitwy.Powiedział mi że jestem fanatyczka że chce ślub kościelny
    Chciała bym żeby się zmienił

    • Aniu drugi człowiek nie zmienia się z dnia na dzień, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. To długi proces i często na początku zmiany są niezauważalne. Zaufaj Jezusowi, proś”Jezu Ty się tym zajmij”, zawierz Mu całkowicie i ufaj, bądź pełna spokoju. Gdy przychodziły kryzysy żaliłam się Bogu i Maryi i cały czas prosiłam. I dziękuj nawet za drobiazgi, bądź wdzięczna i przepełniona szczęściem, taką wewnętrzną radością. To jak otwarcie serca na dobro…

    • Aniu zostaw go, odejdź od niego, to go otrzeźwi, potrząśnie nim, jemu tak jak jest teraz z tobą jest wygodnie, musi mu przestać być wygodnie i bezpiecznie, musi coś stracić żeby się nawrócić, a jeśli będzie mu to obojętne, że odchodzisz od niego to tym bardziej nie warto dla niego marnować czasu. Sama modlitwa nie wystarczy trzeba radykalnych kroków, żeby dotknąć, może nawet zranić, bo teraz to z jakiego powodu ma się zmieniać, ma dziewczynę, może nawet mieszkacie razem i jemu jest dobrze, po co to ma zmieniać.

  2. Anka , jesteś fanatyczka , bo chcesz slub kościelny , bedziesz fanatyczką bo będziesz chciała ochrzcić dziecko , nie mówiąc o komuniach etc. Jesli kocha , to powinien pójść na ugodę , chyba , że to Tobie bardziej zależy na nim . Jeśli gość jest ateistą , to co mu przeszkadza , że odprawiane są nad nim jakieś czary mary . Jako racjonalny umysł , powinien to uznać za chwilową zabawę , coś na wzór różnych zabaw jakie odbywają się na weselach, przecież to też są jakieś zabobony . Dla niego Bóg nie istnieje , to niema się czego obawiać . chyba , że jest takim samym ateistą , jak wielu innych dziwaków , którzy sobie obejrzeli ” Kod da Vinci ” i całą swoją mądrość z tego wyciągają . Jeśli nie jest w stanie iść na takie ustępstwo , trwające godzinę w kościele , to po slubie nie licz , że pozwoli Ci na chrzest dziecka . Mówię Ci to jako gość , który przez prawie dwie dekady olewał kościół . .. to będzie jego prawdziwy test miłości do Ciebie .

A Ty co o tym myślisz? Napisz!