Anna: Nigdy się nie zawiodłam, gdy prosiłam Maryję o pomoc

Dziękuję całej Trójcy Świętej, Maryi, Świętym, do których się modliłam, czyli o. Pio, Janowi Pawłowi II, św. Peregrynowi.

Pod koniec września 2013 roku mama miała badanie tomograficzne. Stwierdzono u niej obecność guzków na płucach, a przy okazji wykryto guzek nadnerczy. O złośliwość guzek nadnerczy podejrzewany był od samego początku. Budziła podejrzenia jego gęstość, która wynosiła 30 j.H. Generalnie różnicuje się łagodne guzki od złośliwych na następującej podstawie: łagodne do 10 j.H., a powyżej 20 – złośliwe. Stopień wypłukiwania kontrastu, obraz w rezonansie, test z dexamethazonem – wszystkie najważniejsze badania wskazywały na obecność guza złośliwego. Nowotwór nadnerczy jest bardzo złośliwy i nawet jeśli wytnie się całe nadnercze w początkowym stadium, to średnia przeżycia wynosi pięć lat w 50% przypadków, a najczęściej ludzie żyją tylko dwa lata.

Podjęłyśmy walkę, w tym bardzo duże podziękowania dla Pani Prof. Kasperlik-Załuskiej ze szpitala Bielański oraz prof. Otto ze szpitala Banacha, który usuwał laparoskopowo całe nadnercze. To ze strony medycznej.

W tym czasie bardzo dużo modliłam się i ja, i moi znajomi. Odmówiłam dwie nowenny pompejańskie w intencji cudu zdrowia dla mojej mamy. Przez pół roku pościłam przez jeden, a później dwa dni w tygodniu. W końcu to Pan Jezus powiedział nam, że modlitwa i post są najskuteczniejsze! Takie wyrzeczenie z mojej strony ofiarowałam Bogu w intencji wyzdrowienia mojej mamy.

Mimo że lekarze z Warszawy sugerowali, że nowotwór mojej mamy jest złośliwy (co potwierdzały wszystkie wyniki badań), stał się cud! Jestem tak szczęśliwa, bo teraz wiem, że choćby nam się wydawało, że Bóg nas opuścił, to On jest i troszczy się o nas.

Jestem jedynaczką. Jedynym moim wsparciem byli zawsze rodzice, a teraz stało się tak, że matka może odejść… Bałam się samotności – związki co jakiś czas się kończyły i zawsze zostawałam sama. Wiedziałam, że jak moja mama umrze, to mogę sobie nie poradzić ze względu na moje zdrowie i fizyczne, i psychiczne. Mówiłam to wszystko Bogu i błagałam Go o pomoc. Odmawiałam nowennę wszędzie: w autobusie, w drodze do pracy, po pracy i w domu.

Czekanie na jeden wynik, potem 3 pobyty w szpitalu podejrzenie drugiego raka złośliwego macicy – na szczęście niezłośliwy, potem czekanie na wynik histopatologiczny 6 tygodni i w Wielki Piątek dostaje odpowiedź „To łagodna zmiana”. Niesamowite szczęście. Poczułam się jakbym to ja dostała życie na nowo. Do tej pory uważałam, że muszę żyć, bo skoro jestem katoliczką, to nie mogę popełnić samobójstwa. Przechodziłam przez większą część życia depresje, a teraz cieszy mnie każdy pączek rozkwitnięty na drzewie, śpiew ptaków. Wiecie czemu? …Bo wiem, że co by się nie działo, to Bóg jest z nami przez cały czas, dopuszcza cierpienie, ale jak w filmie akcji – kiedy wydaje się, że główny bohater nie ma szans nagle zostaje cudownie ocalony. Tak jest z naszym Bogiem. On działa również wtedy, gdy nie mamy szans…

Gdy prosiłam Maryję o pomoc, nigdy się nie zawiodłam. Kiedy miałam prawie trzynaście lat, rozpoznano u mojej mamy złośliwy nowotwór macicy. Dwa dni przed swoimi urodzinami błagałam Maryję, aby z racji mojego święta podarowała mi zdrowie dla mamy. Oczekiwałyśmy na wyniki badań, potem mama trzy razy przebywała w szpitalu. Po sześciu tygodniach, w Wielki Piątek, przyszły wyniki badania histopatologicznego; złośliwy nowotwór okazał się łagodną zmianą. To było niesamowite szczęście!

Mimo tego wydarzenia „niby” byłam katoliczką i  „niby” się modliłam, ale to tak „na niby”. „Może gdzieś Ktoś tam jest, na pewno pomaga ludziom innym, ale nie mnie” – myślałam. Teraz wszystko się zmieniło – Bóg przewrócił moje życie do góry nogami. Potrząsnął mną i wreszcie się obudziłam. Pamiętajcie, że nic nie dzieje się przypadkowo. Czasem Bóg musi nami wstrząsnąć, żebyśmy coś zrozumieli.

 

Powyższe świadectwo zostało opublikowane w letnim (10/2014) numerze Królowej Różańca Świętego.

Opt In Image
Królowa Różańca Świętego

To świadectwo ukazało się wcześniej w czasopiśmie „Królowa Różańca Świętego” – poświęconemu różańcowi i nowennie pompejańskiej. Odwiedź stronę naszego kwartalnika! Zamów je w naszym sklepiku.

Możesz też zapisać się do biuletynu, dzięki czemu będziesz otrzymywać co piątek  powiadomienia o nowych świadectwach! Potwierdzenie zapisania przyjdzie na Twoją skrzynkę.

2 myśli na temat „Anna: Nigdy się nie zawiodłam, gdy prosiłam Maryję o pomoc

  1. „Bo wiem, że co by się nie działo, to Bóg jest z nami przez cały czas, dopuszcza cierpienie, ale jak w filmie akcji – kiedy wydaje się, że główny bohater nie ma szans nagle zostaje cudownie ocalony. Tak jest z naszym Bogiem. On działa również wtedy, gdy nie mamy szans…” – podpisuje się pod tymi słowami oboma rękoma. Tak, właśnie w taki charakterystyczny sposób Bóg objawia swoje działanie również i w moim życiu. Pewnie po to, abyśmy go zauważyli, docenili i zmienili nasze zachowanie. Jest to chyba jakiś rodzaj wewnętrznej duchowej przemiany, by zamiast liczyć tylko na własne siły (to bardzo zawodne, o czym przekonałem się wielokrotnie) umieć zaufać Panu Bogu. Dziękować Mu, nawet wtedy kiedy jest bardzo ciężko, a On użyczy nam swoich łask. Tak ja to widzę…
    Polecam Wam artykuł:
    http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/zycie-i-wiara/art,1572,bog-mnie-uratowal-przejmujace-swiadectwo.html
    „Doświadczyłem tego że Bóg prawdziwe istnieje i chce działać w naszym życiu. Skoro jest tak blisko to to wszystko co mnie spotkało ma sens a skoro ma sens to warto żyć. To było przełomowe zdarzenie które zapoczątkowało proces mojej przemiany. Widzę jak z tych beznadziejnych sytuacji wynika dzisiaj ogrom dobra. Wtedy jednak nie rozumiałem dlaczego spotkało mnie to wszystko i im bardziej starałem się to zrozumieć tym gorzej się czułem ponieważ w swojej ograniczonej ludzkiej logice nie miałem pojęcia w jaki sposób Bóg może wyciągnąć z tego dobro. Dopiero gdy zamiast starać się zrozumieć zacząłem wierzyć to wszystko zaczęło nabierać sensu.”

A Ty co o tym myślisz? Napisz!