Mateusz: Dziękuję Maryi za jej wstawiennictwo

Nowennę pompejańską zacząłem odmawiać z początkiem 2014 roku.

Modliłem się za pewną osobę, o jej uzdrowienie z nieuleczalnej choroby, do którego jednak nie doszło. Liczyłem się jednak z tą możliwością, bo prosiłem o cud „nadprzyrodzony”, a takie nie zdarzają się często. Wiem jednak, że ta modlitwa musiała być w jakiś sposób wysłuchana – przekonują mnie o tym łaski, jakich doświadczyłem, a które za chwilę opiszę. Naturalnie chciałbym, żeby łask doznała przede wszystkim osoba, za którą prosiłem. I całkiem możliwe, że tak się właśnie stało albo jeszcze się stanie.

Dzięki Bogu nie musiałem często walczyć z większymi przeszkodami w odmawianiu Nowenny, chociaż na przykład raz zdarzył mi się dzień, kiedy działanie kusiciela było bardzo wyraźne. Polegało to na jakiejś przemożnej pokusie traktowania całej Nowenny w niepoważny, a nawet prześmiewczy sposób. Poza tym nie raz trzeba było walczyć ze zmęczeniem, zniechęceniem czy rozproszeniami, ale myślę, że takie zmagania tylko zwiększają wartość modlitwy.

Kościół zawsze oddaje cześć Maryi, ale często można spotkać się z radą, aby uciekać się do Niej w sytuacjach szczególnie trudnych, gdy nie wiemy już, jak sobie poradzić, którędy iść. Ona zawsze doprowadzi nas do Pana. I chociaż od długiego czasu znałem tę radę, nigdy z niej tak naprawdę nie korzystałem – nie do czasu rozpoczęcia Nowenny.

Rozumiem teraz dobrze, że to doprowadzenie do Pana może, ale nie musi oznaczać, że natychmiast coś dostaniemy czy otrzymamy oczekiwaną pomoc. Tu chodzi przede wszystkim o to, że to co nas trapi, zaczynamy przeżywać w Chrystusowej perspektywie, w Bożej obecności. A wtedy już inaczej patrzy się na cierpienie, braki, ból.

Nowenna Pompejańska nauczyła mnie właśnie, że jeśli z jakiegoś powodu – często własnej winy – stracę Pana z oczu, uciekać się do Maryi. Ona zawsze skieruje we właściwą stronę.

Potwierdzeniem tego, jak dużo daje wstawiennictwo Maryi, było dla mnie wiele łask, o które modliłem się od długiego czasu, a które Dobry Bóg dał mi właśnie w okresie odmawiania Nowenny lub wkrótce po niej:
– większa pracowitość – unikanie obowiązków to wada, która mocno dawała mi się we znaki,
– bardziej widoczne efekty pracy nad sobą, np. nad cierpliwością,
– jeszcze lepsze relacje w rodzinie,
– umocnienie w wierze,
– bardziej regularna modlitwa,
– większa miłość do Maryi,
– częstsza świadomość Bożej obecności w codziennym życiu.

Piszę to świadectwo już dłuższy czas od zakończenia Nowenny, a mimo to wciąż widzę jej efekty w swoim życiu. Dziękuję za nie Dobremu Bogu; dziękuję także Maryi za Jej wstawiennictwo.

Opt In Image
Nie przegap zadnego swiadectwa!

Zapisując się do biuletynu będziesz otrzymywać co tydzień, w piątek, powiadomienia o nowych, wspaniałych świadectwach, przysyłanych przez naszych Czytelników! Wystarczy wpisać poniżej swoje imię oraz adres e-mail. Potwierdzenie zapisania przyjdzie na Twoją skrzynkę.

26 myśli na temat „Mateusz: Dziękuję Maryi za jej wstawiennictwo

  1. Nowenna Pompejańska otwiera oczy na wiele spraw życiowych, na które wcześniej patrzyliśmy inaczej lub w ogóle ich nie widzieliśmy – dzięki Ci Mateczko. Pozdrawiam

  2. Muszę zadać pytanie, które teraz szczególnie mnie nurtuje, czy to wszystko nam się nie wydaje? Nastawiamy sie na coś, więc może nam się wydawać to czy tamto. ludzie mówią, że jedną z łask jest wieksza chęć modlitwy, przywiązanie do różańca. Też to mam ale czy to nie zwykłe przyzwyczajenie.
    Łaski, które wymieniłeś to trochę masło maślane,choć sprawa większej pracowitości to już coś.

    • Na szczęscie to nie złudzenie, nie jestem przywiązany do różańca, a pokochałem go. Widzę jak wiele spraw np. zawodowych przybiera po modlitwie niespotykany obrót. W końcu po wielu latach wygrywam czystość.
      Trzymam się słów Jezusa „Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości” (J 10,10). Życie obfite to nie jest życie w niedostatku np. z powodu bankructwa, z powodu depresji. Życie obfite to jest doświadczenie Królestwa Bożego już tu na ziemi!!!! Wkurzam się gdy słyszę na kazaniach, że tu na ziemi trzeba cierpieć by zasłużyć na niebo. To jest absurd! Bóg nas kocha bardziej niż jesteśmy to w stanie pojąć, kocha i obdarza łaskami!! niekiedy też karci, ale należy to przyjmować z radością, bo jak bez trudności można by było wzrastać?
      Niekiedy od znajomych słyszę, że mógłbym ciągle mówić o Bogu co zmienia w moim życiu, ale to fakt, od czasu gdy oddałem się Maryi doświadczam wielu błogosławieństw. (dzisiaj też doświadczyłem!!! 🙂
      Chwała Panu !!

      • Hm, nie wiem czy na ziemi trzeba cierpieć, żeby zasłużyć na Niebo, ale na pewno wzorem życia każdego chrześcijanina powinno być życie Jezusa. Tzn. Jego pragnienie pełnienia woli Ojca, bezgraniczne posłuszeństwo, pokora, mądrość, miłość itp. Ale też życie Jezusa nie było usłane różami i ci, których Bóg szczególnie umiłował czy też mówiąc inaczej wybrał (bo przecież każdego człowieka kocha taką samą nieskończoną miłością) będą musieli zmierzyć się w życiu z wieloma przeciwnościami. Czasem ich życie może się nawet wydawać dla innych pasmem nieszczęść ale wszystkie te trudności upodabniają do Jezusa, hartują, wzmacniają miłość i wiarę, nieraz przygotowują do „większych rzeczy”. Spójrzmy na życie świętych, czy oni mieli lekko, łatwo i przyjemnie? Raczej nie. Często cierpieli fizycznie, duchowo, nieraz zmagali się z odrzuceniem, niezrozumieniem, niedostatkiem czy po prostu biedą. A jednak ich życie było życiem w obfitości…, w obfitości Ducha św., który napełniał ich serca. My jesteśmy powołani do świętości tak jak oni więc dlaczego w naszym przypadku obfitość ma oznaczać błogość, zastawiony suto stół itp. a tylko od czasu do czasu jakieś niewielkie trudności? Ktoś kto tak myśli jest małoduszny, brakuje mu odwagi do zmierzenia się z trudnościami, ucieka przed nimi albo modli się, żeby Maryja zabrała je po odmówieniu 1 NP. Może właśnie ci, którzy tak prędko zostają wysłuchani nie mają odwagi by żyć przez dłuższy czas w ciemnościach czy zdawałoby się w opuszczeniu dlatego szybko otrzymują to, o co proszą. Natomiast ci odmawiający cały szereg NP czy innych modlitw są wystawieni na cięższe próby, bo po prostu Bóg od nich więcej wymaga, chce ich naprawdę przemienić wewnętrznie, zahartować, uczynić ich wiarę tak silną, że nic nie będzie w stanie jej zachwiać, chce by przy Nim trwali dla Niego samego a nie dla spełnionych próśb. A jeśli tacy ludzie zdadzą ten Boży egzamin czy Bóg widząc ich trwających przy Nim mimo wszystko i wbrew wszystkiemu nie zleje w końcu na nich swojego błogosławieństwa i nie obdarzy łaskami hojniej niż mogliby się tego spodziewać? W jakiego Boga Wy wierzycie? Szczerze, to bałabym się takiego życia, w którym wszystko by mi się udawało albo kiedy Bóg momentalnie spełniałby moje prośby. Bo wtedy nie wzrosłabym duchowo, nie stała silna, mężna, odważna. Może nie mogłabym żyć bez NP ale modlitwa jest owocniejsza kiedy od niej odrzuca, gdy nie czujemy słodyczy a nie wtedy kiedy nie możemy się bez niej obejść, bo jest nam fajnie albo widzimy, że tyle łask można wyprosić więc lecimy po spełnienie następnej prośby. Sorry, że tyle napisałam ale czasami nie mogę już czytać wypowiedzi niektórych, kiedy to twierdzą, że ktoś jest bardzo miłym Bogu jeśli szybko otrzymuje spełnienie prośby a temu, który modli się kolejną NP zarzucają brak wiary, nieufność czy piszą o przekleństwie pokoleniowym.

        • apostołowie dawali radę z cierpieniem i niedostatkiem. oczywiście, że taki Bóg co bysmy wrzucali monete a On by nam wystawiał realizację naszych potrzeb to jakbyśmy żyli w świecie robotów. Jednak w jakiś sposób jest chyba ważne, żeby doświadczyć szczęścia, jeśli ktoś prawie całe życie pragnie miłości a nie ma, lub dostatku nie martwiąc się co do garnka włożyć, to trudno żeby był radosny w wierze.

          • Nie wiadomo czy jeśli nie musiałby się martwić o to, co włożyć do garnka albo otrzymał łaskę małżeństwa to czy Bóg nie zszedłby na drugi plan. Niejedna moja koleżanka wierząca, modląca się, chodząca do kościoła, kiedy dostała dar miłości w postaci chłopaka, zmieniła hierarchię wartości. Sex przed ślubem stał się czymś normalnym, spowiedź już nie. Więc tu kłania się zawierzenie Bogu, że wszystko co nam jest potrzebne otrzymamy ale we właściwym czasie. Nie wierzę aby Pan Bóg odmówił komuś podstawowych rzeczy, środków niezbędnych do przetrwania na tym świecie ale czasem może po prostu zwlekać z ich daniem tylko po to, żeby człowieka ubogacić wewnętrznie, przemienić, wzmocnić. Więc czasem można doświadczyć nawet biedy ale nie jest to stan sam w sobie dobry więc Pan Bóg go na pewno nie zostawi na zawsze, bo tak sobie postanowił. Jeśli on chwilowo jest to po coś. Co innego z małżeństwem, bo różne są powołania, nie potrafię wytłumaczyć dlaczego ktoś kto pragnie życia małżeńskiego jest sam. Tu pozostaje chyba tylko sama wiara… I naprawdę można być radosnym w wierze doświadczając przeciwności a nawet chwilowej biedy.

        • Nie zgodzę z Toba. Zycie Jezusa nie było pełne cierpień, 30lat Jezus wychowywał się i pracował w Nazarecie z Maryją i Józefem – czytałaś gdzieś o cierpieniach Jezusa z tego okresu? jestem przekonany, że nie cierpiał głodu, nie spał pod drzewem, nie mył się w rynsztoku, jestem pewny, że Bóg Ojciec mu błogosławił, poźniej 3 lata głosił Królestwo Boże – czy w tym okresie Jezusowi i jego uczniom czegokolwiek brakowało (chleba, ryb, czy chodzili nadzy, albo czy był niedomyty?)? Na pewno nie, można nawet powiedzieć, że jadał lepiej niż ogół – był zapraszany na wystawne posiłki do faryzeuszów, celników…Gdy ktoś żyje w chwale Bożej ludzie do niego się garną ,,, no i 1 dzień cierpiał. Oczywiście krzyż jest w centrum chrześcijaństwa, jest wyrazem miłosci Boga do ludzi, ale sprowadzanie naszej wiary tylko do cierpienia to wg mnie sztuczka szatana, by przedstawić Boga jako tyrana, który musi się nasycić naszą krwią. Bóg jest dobrym Ojcem, który sam na siebie wziął naszą winę.
          NIe zgodzę się też z tym, że „święci zmagali się z niedostatkiem czy po prostu biedą”, możesz podać przykłady? Widzę raczej świętych, który dzięki łasce Bożej tworzyli wspaniałe dzieła, np. Św. Maksymilian stworzył z niczego największy klasztor w Polsce, wielkie wydawnictwo,, czy św. Ojciec Pio cierpiał biedę ? czy Jan Paweł II żył w niezawinionym niedostatku? Oczywiście cierpieli, ale przyjmowali cierpienia dla Chrystusa z radością.
          Katolicyzm nie jest religią nieudaczników!
          Proponuję poszukać na youtube wykładów katolickiego charyzmatyka, który jeździ po świecie i głosi Chrystua : Don Turbitt otwiera on oczy właśnie na to jakie powinno być życie chrześcijanina, czym jest Boze błogosławieństwo.

          • Nie przeczytałeś uważnie tego, co napisałam. Nie wmawiaj mi słów, których nie napisałam. Nie napisałam, że życie Jezusa było pełne cierpień tylko, że nie było usłane różami a to różnica. Nie wiem skąd Twoja pewność, że Jezus przez 30 lat nie cierpiał z głodu. Ja tego nie wiem. Może były takie momenty, że św. Józefowi ciężko było zarobić na utrzymanie rodziny. Ale wtedy Pan Jezus pstryknął palcami i stoliczek nakrył się. Jeśli chodzi o świętych, którzy cierpieli biedę to choćby św. Jan od Krzyża i to od lat dziecięcych. Nikt nie sprowadza wiary tylko do cierpienia, gdzie to wyczytałeś w moim komentarzu? Ale cierpienie oczyszcza z egoizmu, z pychy, z miłości własnej. To sztuczką szatan jest przedstawiać życie jako błogi stan, w którym niemal wszystko ma się człowiekowi udawać, bo takie życie jest płytkie a szatanowi o to chodzi.

          • Pod drzewem to chyba nie spał. Ja przynajmniej o tym nie czytałam. Ale spał w żłobku. Razem z kozami, owcami, barankami… Na sianku… O taka nawet kolęda była…
            Jezus malusieńki leży wśród stajenki,Płacze z zimna nie dała mu matula sukienki.Bo uboga była, rąbek z głowy zdjęła,w który Dziecię owinąwszy, siankiem Je okryła. Nie ma kolebeczki, ani poduszeczki, We żłobie Mu położyła siana pod główeczki. Dziecina się kwili, Matuleńka lili
            w nóżki zimno, żłobek twardy, stajenka się chyli,Panienka truchleje, a mówiąc łzy leje:
            O mój synu! Wola Twoja, nie moja się dzieje .
            Trochę prawdy w tym było, czy to tylko fikcja literacka?
            Gdyby miał się urodzić w bogatej rodzinie, to taki Św Józef na pewno przekupiłby kogoś z gospody, w której to nie znalazło się miejsce dla rodzącej ubogiej kobiety, i takowe miejsce na pewno by się znalazło.I wiesz co Adaś, masz rację Jezus sam na siebie wziął nasze grzechy po to by odkupić je przed Bogiem Ojcem. I teraz, gdy Bog chce pokarać ludzi to widzi krzyż Syna Swojego i to Go powstrzymuje. Kiedyś o tym czytałam. Z jednej więc strony Jezus przyszedł na świat odkupić nasze grzechy, ale z drugiej chciał pokazac człowiekowi, ze nie jest jakimś tam odległym sobie bogiem nie mającym w ogóle pojęcia o ludzkim zyciu. Też tak kiedyś myślałam, ze Jezus cierpiał tylko jeden dzień a ludziom nie raz daje krzyż na całe życie. I że to jest zwykłe frajerstwo. A to nie prawda. On zył tu 33 lata jak zwykły człowiek. Zatem nie sądzę, ze było stoliczku nakryj się i rozwiąż mi wszystkie problemy. Raczej widze to tak, ze ofiarował za nasze grzechy całe swoje życie, nie tylko ten jeden dzień smierci. A skoro ofiarował całe życie to przyjąl wszystko co to życie daje. I głód, i zimno, i zmęczenie, i wszelkie utrapienie. Bez sensu by to było gdyby żył cudownie 33 lata a w ten ostatni raptem poznał cierpienie i ból. Oczywiście, że Bog Mu wtedy błogosławił i dlatego na przykład uchronił Go przed rzezią jaką urządził Herod na chłopczykach.Ale myśle, ze Jezus tu na ziemi „miał okazje spróbować tego naszego życia” i nie poszedł na łatwiznę. Przykład macie już w noc Jego narodzin.Nie wybrał bogatej rodziny, a ubogą. Nie myślcie o tym jak o bajce opowiadanej w okolicach świąt. Pomyślcie o tej historii jak o historii zwykłych ludzi, bo przecież wtedy Oni byli zwykli.
            Adasiu, Ojciec Pio cierpiał biedę jak żył jeszcze w domu rodzinnym z mamusią i tatusiem. Pochodził z ubogiej rodziny, a jak oznajmił rodzinie że chce byc duchownym, to ojciec zostawił rodzinę i wyjechał do pracy, by synowi umożliwić naukę na duchownego. Bo była kosztowna. W klasztorze pewnie już biedy nie cierpiał, ale też limuzynami nie jeżdził. Raczej miał tylko tyle ile potrzebował. I Ojciec Pio również przyczynił się do wielkiego dzieła, które kosztowało sporo kasy i którym jest dodzis funkcjonujący szpital. Ale to zrobił dla ludzi a nie własnej chęci niecierpienia biedy i uzyskania wszelakich pochwał. Pytasz, czy JAn Paweł II zył w niezawinionym niedostatku? Przypomnij sobie, ze Wojtyła przeżył drugą wojnę. A nie sądzę, zeby ktokolwiek przeszedł przez wojnę nie odczuwając jakiegoś niedostatku. Przypomnij sobie, ze On wtedy musiał przerwać studia i zacząć pracować w kamieniołomach. I jak sądzisz? Robił to z niedostatku czy z chęci spróbowania „czegoś nowego ” w życiu? W przypadku Wojtyły i Pio bieda była etapem w zyciu. Ale są Adaś święci, którzy dobrowonie wybrali biedę i umartwianie się. Ja tego nie kumam, ale tak jest. Zresztą świętymi są nie tylko osoby wyniesione na ołtarze. Jest cała masa świętych, o których nikt nie słyszał.
            I oczywiście że „katolicyzm nie jest religią nieudaczników”. Ja to sobie nawet kiedyś tłumaczyłam, ze nasza religia mówi,iz powinnismy być „pieprzonymi optymistami”. Przepraszam za wyrażenie, ale tak to właśnie okreslałam. W takim pozytywnym znaczeniu oczywiście. Zawsze uszy do góry, alleluja i do przodu. Tylko musisz zwrócić uwagę na fakt, ze w życiu tak jest, ze jest i radość i cierpienie. I jednego i drugiego trzeba zaznać. I zgadzam się z tym co napisała Gosia 🙂 .

            • Witajcie, odmawiam 11 NP, nie zostalam obsypana laskami materialnymi, wiecej duchowymi i przyznaje calkowita racje Gosi i Nieznajomej. Pozdrawiam, z Bogiem.

      • Bardzo ladne swiadectwo 🙂 Proponuje przesluchac konferencji o. Augustyna Pelanowskiego pod tytulem etapy oczyszczenia. Moze kaznodziejom w tych kazaniach „wkurzajacych pana” idzie o cos troche odmiennego 😉 Cytuje (min 6:50) : Swieci, ktorzy mieli zupelnie inny punkt widzenia niz my…wiedzieli o tym, ze zycie jest dane po to, by sobie zaorac jak najwiekszy obszar pola wiecznosci..” Tutaj podaje link : http://www.youtube.com/watch?v=dpLX_gI8Y50

    • W odpowiedzi na komentarz Ali.

      > Muszę zadać pytanie, które teraz szczególnie mnie nurtuje, czy to wszystko nam się nie wydaje? Nastawiamy sie na coś, więc może nam się wydawać to czy tamto. ludzie mówią, że jedną z łask jest wieksza chęć modlitwy, przywiązanie do różańca. Też to mam ale czy to nie zwykłe przyzwyczajenie.

      Mogę odpowiedzieć jedynie ze swojego doświadczenia. Nie pamiętam, abym świadomie nastawiał się na jakieś konkretne działanie Nowenny – oprócz intencji, w której prosiłem.

      Myślę, że tak, takie przywiązanie to może być zwykłe przyzwyczajenie. Rzecz w tym, że wierzę, że łaska może przyjąć formę takiego zwykłego przyzwyczajenia. Wiele osób, także ja, ma to często ukryte oczekiwanie, że działanie Boga będzie nadzwyczajne, że odbędzie się niezwykłymi, niezrozumiałymi dla nas środkami. I oczywiście tak się może stać, ale nie musi. W końcu Bóg jest Stwórcą wszystkiego, także zasad, na jakich opiera się świat. Zatem jak najbardziej może działać za ich pośrednictwem. Jeśli więc zdecyduje, że Jego łaska spłynie przez zwyczajne wyrobienie sobie jakiegoś nawyku – dlaczego nie? 🙂

      > Łaski, które wymieniłeś to trochę masło maślane,choć sprawa większej pracowitości to już coś.

      Być może ta moja „lista łask” faktycznie wygląda jak masło maślane, jednak dla mnie każda z nich jest inna i oznacza całkiem konkretną rzeczywistość. Nie rozpisywałem się na ten temat, bo dokładne wyjaśnienie zmieniłoby to świadectwo w jakiś esej. Jednak w razie potrzeby mogę rozwinąć któreś z wymienionych punktów.

      Może warto tutaj dodać, że żadna z łask nie przyszła przy mojej całkowitej bierności. Trzeba się było na przykład trochę napracować, żeby stać się bardziej pracowitym 😉 Jednak znamienne dla mnie jest to, że przy wszystkich moich wcześniejszych próbach „wzięcia się do roboty”, wyraźne efekty pojawiły się, kiedy modliłem się tą Nowenną. Żeby ją odprawić, musiałem narzucić sobie pewną dyscyplinę, a ta z kolei pomogła w rozwijaniu pracowitości. Gdzie tu więc Boże działanie? Choćby w tym, że to wszystko się w ogóle stało, że udało się na przykład narzucić tę dyscyplinę 🙂

      • Dokładnie tak . Osobiście na etapie odmawiania różańców jeszcze przed rozpoczęciem NP dostałem wewnętrzną siłę do tego by …. odchudzać się 🙂 Efekt jest taki , że od połowy stycznia do obecnej chwili schudłem 11 kg. Coś co było dla mnie nie do przeskoczenia , bo z reguły udawało mi się zrzucić po 4-5 kg max a później było jojo . Teraz jestem pewny , na tyle , że powyrzucałem ubrania które już na mnie wisiały i pokupowałem nowe o rozmiar mniejsze 🙂 Trwam dalej w swoich postanowieniach i wiem że modlitwa daje mi siłe o której kiedys nie myslałem .

        • Bardzo ładnie Mateusz i Józef, czytam i mam chociaż okazję do porównań. widzę u siebie pewne sprawy podobnie, ale jak nie ma się kontaktu z innymi to nic z tego. Możemy mieć wrażenie, że nic sie nie dzieje.

  3. no cóż kobiet nie przegadam:) jedna z drugą będą się ze sobą zgadzać, nawet nie próbując mnie zrozumieć 🙂
    1. uważam, ze cierpenie jest wazne w zyciu, ale dla wiekszości chrześcijan powołaniem jest dom rodzinny i praca, a nie afirmować cierpienie
    2. uwazam, ze Jezus w swoim zyciu chociaz był wychowywany w rodzinie ubogiej nie cierpiał biedy, nie chodził głodny (chyba,że pościł), nie musiał żebrać. Gdyby musiał to św. Józef wyszedłby na nieudacznika, który nie potrafiłby zapewnić bytu rodzinie, a dla mnie Św, Józef jest wspaniałym patronem, który naprawdę mi sporo spraw „załatwił” u swojego przybranego Syna:) Czytam Biblię i wierzę, że jest Słowem Bożym, a jesli Słowem Bożym to znaczy, że Bóg jest wierny swojemu Słowu np. Psalm 37 w.23-25 -wers traktuje o tym, że potomstwo człowieka prawego o chleb żebrało.
    Wierzę, że Jezus przyszedł nam dać życie w obfitości i to nie tylko duchowe! Czyż Bóg nie jest Panem całego stworzenia? My mamy tylko troszczyć się o Królestwo Boże, a wszystko inne zostanie nam dodane. Nie znalazłem w Ewangelii słów, że mam się martwić o swoje finanse, czy o to czy będę miał czym wykarmić moje dzieci. Zamartwianie się jest dla mnie pokusą szatana, który chce osłabić nasze zaufanie do Boga. Dlatego nawet w przeciwnościach wielbię Boga, gdyż on jest Panem wszystkiego i jeśli je dopuścił to znaczy, że ma to głęboki sens, a moje myli nie są Jego myślami, muszę mu tylko ufać…
    i w dalszym ciągu podtrzymuję to,że wkurza mnie afirmacja tylko i wyłącznie cierpienia 🙂
    Bóg chce nas radosnych i cieszy się naszym szczęsciem! a w naszych cierpieniach jest obok i nas umacnia.

    • p.s.
      przytoczę wers z psalmu, bo zle napisałem 🙂
      Psalm 37 w.23-25 – …. nie widziałem sprawiedliwego, by był opuszczony, ani jego potomstwa by o chleb żebrało…

    • Nikt z piszących tutaj nie napisał o afirmacji cierpienia. Na pewno też żaden ksiądz tego nie mówi więc nie wiem dlaczego się tego uczepiłeś. Nikt także nie napisał o żebractwie ale o niedostatku czy biedzie – nie znaczy to, że trzeba od razu żebrać, bo w przeciwnym razie umrze się z wycieńczenia. Św. Franciszek Ksawery w czasie swoich studiów także cierpiał niedostatek. Czasami nawet brakowało mu pieniędzy aby kupić jedzenie, wówczas na obiady zapraszał go przyjaciel (zresztą inny święty), ale zdarzało mu się kłaść spać głodnym. Sam św. Paweł napisał w jednym z listów: „umiem cierpieć biedę, umiem też i obfitować”, skoro tak napisał to musiał zaznać w życiu również biedy, bo inaczej skąd by wiedział, że umie ją cierpieć? Widzę, że łatwo przychodzi Ci ocenianie innych i nazywanie nieudacznikami. Jeśli np. ojciec rodziny traci pracę i nowej nie może znaleźć, z różnych względów, i przez to rodzina zaczyna cierpieć biedę, to według Ciebie jest nieudacznikiem. A może właśnie dlatego św. Józef może swoim wstawiennictwem wyprosić wiele łask, bo wie jak trudno jest żyć w niedostatku, gdyż sam tego doświadczył? Poza tym to Ty sam zacząłeś pisać o głodzie, nikt wcześniej tego nie napisał, była mowa jedynie o biedzie a bieda nie koniecznie oznacza głód i żebractwo. Nikt też nie napisał o opuszczeniu przez Boga, wręcz przeciwnie, dlatego naprawdę nie wiem o co Ci chodzi w Twoich komentarzach.

  4. nie mam zamiaru sie kłócić, ale wierze, że Bóg jest Bogiem obfitości, Jezus przyszedł nie z głodem na ziemię, ale z uzdrowieniem i łaskami i by niszczyć dzieło diabła !!!
    Piszesz: „Jeśli np. ojciec rodziny traci pracę i nowej nie może znaleźć, z różnych względów, i przez to rodzina zaczyna cierpieć biedę, to według Ciebie jest nieudacznikiem.” – znasz kogoś takiego? Prawego ojca rodziny, którego rodzina cierpiała głód, którą Bóg „opuścił” ?
    Znam, ojca 7 dzieci jednego żywiciela rodziny, który za przekonania religijne stracił pracę, po 2 dniach modlitwy przed Bogiem powołując się na jego Słowo zawarte w Piśmie Św. otrzymał „niespodziewanie” pracę za 2 razy wyższe wynagrodzenie!!! Nawet na tym portalu jest sporo świadectw pomocy w sprawach finansowych, mieszkaniowych… Sam działam w branży bardzo trudnej, gdzie każdego dnia modlę się o zlecenia i widzę, jak Bóg mnie obdarza łaskami w pracy, po ludzku powinienem być bankrutem, a dzięki Bogu i ufności w Jego Słowo nawet rozwijam firmę.
    W czytaniu i ufaniu w słowa Pisma Św. powinniśmy zazdrościć protestantom, niby mamy wszystko opisane czarno na białym, a nie ufamy słowom, które Bóg nam przekazał.
    Twórca szlachetnej paczki Ks. Jacek Stryczek (zapraszam na jego blog), też opowiadał jak kłócił się z mentalnością afirmacji biedy w KK. Sam modlę o to bym potrafił dobrze wykorzystywać błogosławieństwa Boże, by pomagać innym.
    a tak w ogóle to myślę, że łączy nas różaniec i umiłowanie KK, a różnice muszą być, świat byłby nudny w jednolitości 🙂

    • Kościół katolicki nie afirmuje biedy!!! Jeśli chodzi o ojca rodziny, który stracił pracę i jego rodzina przez to zaczęła cierpieć biedę, to owszem są tacy, ale to nie znaczy, że zostali opuszczeni przez Boga i ta bieda będzie w ich rodzinie na zawsze. Nawet tutaj kiedyś taki człowiek napisał. Musiał iść do pomocy społecznej, bo nie było pieniędzy na jedzenie dla dziecka. Ale ten czas stał się dla tego mężczyzny błogosławiony, bardzo zbliżył go do Boga. Wszyscy, którzy się tu wypowiedzieli starali się pokazać, że niedostatek dopuszczony przez Boga nie oznacza opuszczenia przez Niego i nie będzie trwał wiecznie. Jeśli jest to jest po coś, np. dla wzmocnienia wiary, zaufania itp. Ale Ty, Adamie, nie chcesz tego zrozumieć ani dopuścić do swojego umysłu, że prawy człowiek może na jakimś etapie swojego życia cierpieć niedostatek. Poczytaj w takim razie o Hiobie, to co jest w Piśmie św. zostało napisane dla jakiegoś celu, nie ot tak sobie. Pozdrawiam Cię, i wiesz co, tak sobie pomyślałam, że chyba Twoja wiara by nie przetrwała jeśli Pan Bóg kiedyś zechciałby Ciebie doświadczyć w taki właśnie sposób jak niektórych – biedą i niedostatkiem – nie umiałbyś chyba wtedy zobaczyć w tym wydarzeniu miłości Boga, który różnymi drogami prowadzi swoje dzieci ku świętości 🙂

  5. widzę, że Twoje musi być na wierzchu…
    niestety często księża na kazaniach afirmują biedę…nie chce mi się dawać przykładów.
    co do Twoich „życzeń” do mnie, to nie obawiam się o doświadczenia Boże, dla mnie Bóg jest Ojcem, a jeśli ojciec nie dałby pożywienia dziecku to kto ma go zastąpić? i umiem czytać Ewangelię:
    „I wy zatem nie pytajcie, co będziecie jedli i co będziecie pili, i nie bądźcie o to niespokojni! O to wszystko bowiem zabiegają narody świata, lecz Ojciec wasz wie, że tego potrzebujecie. Starajcie się raczej o Jego królestwo, a te rzeczy będą wam dodane.”

    • Niczyje nie musi być na wierzchu. Każdy ma prawo mieć swoje zdanie. Po to chyba tutaj piszemy, żeby je ukazać. A z Pisma św. wybierasz tylko te fragmenty, które Ci pasują. „…a te rzeczy będą wam dodane” – owszem ale nie wiadomo w jakim czasie, nie musi to być od razu. Księga Hioba pokazuje, że nawet człowieka sprawiedliwego i pobożnego może Bóg doświadczyć, może mu zabrać wszystko ale później, nie koniecznie od razu, odda mu to z nawiązką, bo jest właśnie kochającym Ojcem.

      • „z Pisma św. wybierasz tylko te fragmenty, które Ci pasują” – chyba się zapędziłaś…słowa które przytoczyłem są jednymi z najważniejszych w Ewangelii, Jezus wymaga od nas byśmy byli jak dzieci, pełni ufności wobec naszego Ojca. Chyba znasz słowa Jezusa, że kto nie stanie się jak dziecko to nie wejdzie do Królestwa Niebieskiego? W Ewangelii Jezus troszczył się o swoich uczniów, nie chodzili głodni, przy Jezusie połów ryb był obfity, Jezus uciszył burzę, by nie zagrażała uczniom i by ukazać swoja chwałę, nakarmił 5000 mężczyzn… w Dziejach Apostolskich jest wyraźnie napisane, że pierwszym chrześcijanom niczego nie brakowało, oczywiście wyznawcy Jezusa ginęli śmiercią męczeńską, ale Jezus to zapowiedział, że świat nas będzie nienawidził.
        Jakoś nie widziałem tutaj świadectwa odmawiania NP i by ktoś pisał, że stracił pracę, spalił mu się dom, dziecko zginęło w wypadku. Pojawiają się świadectwa poprawy sytuacji finansowej, stosunków w domu itp. Sam odmawiałem jedną nowennę za samotną matkę z 3 dzieci, by zmieniła się jej sytuacja (ciągłe długi, niedostatek), w trakcie odmawiania dostała umowę na pełen etat na czas nieokreślony (wcześniej pracowała w niepełnym wymiarze) dostała podwyżkę, premię, spłaciła najpilniejsze długi, inne rozłożyła na raty i teraz planuje remont mieszkania… to jest właśnie obfitość błogosławieństwa Bożego!!!
        W modlitwie mojej mam prawo i obowiązek powoływać się na słowa Jezusa. Bóg jest wierny swojemu Słowu! Właśnie swoją WIERNOŚCIĄ mnie nawraca.
        Wiem, że kobiety z reguły uwielbiają się zamartwiać, ma tak też moja mama. Nawróciłem się stosunkowo niedawno, ale jej wypomniałem, że jest we wspólnocie chyba z 15lat i niestety nie widać by ufała Bogu bezgranicznie, ciągle się zamartwia, spać nie może z byle błachego problemu. Stwierdziłem, że jest chodzącym antyświadectwem i kazałem wskazać w Piśmie Św. fragmenty, by zamartwiać się o cokolwiek… Jest jeden sposób tylko na to ZAUFAĆ JEZUSOWI, brak zaufania to sprawa szatana. On chce naszych cierpień i zwątpienia w Bożą Opatrzność.
        Co do Hioba, to nie wiem czy czytałaś tą księgę, ale sprawcą jego cierpienia i niedostatku był szatan, na szczęście mógł działać tylko tyle na ile Bóg mu na to pozwolił. My mamy Jezusa, który pokonał na krzyżu szatana, w naszych niedostatkach mogę wołać do Boga Ojca i powoływać się na zwycięstwo Jezusa
        Gdyby za Bogiem szło cierpienie, to wierzyliby w niego tylko masochiści, ja ciągle opowiadam jak wielkie rzeczy czyni w moim życiu Wszechmogący!!! Niekiedy słyszę, że te łaski to przypadek, ale za dużo mam takich przypadków:) Oczywiście też przeżywam ciężkie dni, ale Bogu zaufałem i wiem, że wstydu nie doznam.

        • Po co ta frustracja? Od razu się irytujesz jak tylko ktoś ma inne zdanie od Ciebie. Nie ma w Piśmie św. ważniejszych fragmentów i mniej ważnych, bo wszystko zostało napisane za natchnieniem Ducha św. Widocznie nie przeczytałeś wszystkich wypowiedzi na tej stronie, gdyż były tutaj wpisy osób, które nawet podczas odmawiania NP traciły pracę i jak o tym pisały, pełne żalu, nie miały jeszcze nic nowego. Człowiek, który musiał iść do pomocy społecznej (szkoda, że tego również nie przeczytałeś) też czuł upokorzenie z tego powodu ale ta sytuacja zbliżyła go do Boga i wierzę, że Pan Bóg mu to wynagrodził.
          Szkoda, że potrafisz tylko innych krytykować, wypominać, jak swojej Mamie (twierdzić, że jest chodzącym antyświadectwem i…kazać coś tam zrobić – szok!!!), nazywać innych nieudacznikami itp. Moja Mama także zamartwiała się z błahych powodów ale zawsze jej powtarzałam, żeby wszystko złożyła w ręce Boga poprzez Maryję. Czasem sobie przy tym żartowałam ale nigdy nie użyłam wobec niej takich słów jak Ty. I po 3 latach tych rozmów z moją Mamą jest zupełnie innym człowiekiem jeśli chodzi o wiarę i zaufanie Bogu.
          I co z tego, że to czego doświadczył Hiob było wynikiem szatana? Pan Bóg to dopuścił w jakimś celu. Jak ktoś traci pracę to też może być dopuszczenie Boże a nie bezpośrednie chcenie Boga (np. przełożony mobbinguje itp. a wiadomo, że takie zachowanie nie pochodzi od Boga, który jest Miłością tylko od szatana). Pan Bóg może coś na człowieka dopuścić w jakimś celu ale zawsze ze zła wyprowadzi dobro. Dlatego uważam, że nawet jeśli człowiek, na jakimś etapie swojego życia, doświadczy niedostatku (bo Pan Bóg to dopuścił) to stan ten nie będzie trwał wiecznie i Bóg wyprowadzi z tego jakieś dobro a za te cierpienia mu wynagrodzi. Ty uważaj jak chcesz – Twoje prawo.

        • Adamie potwierdzam Twoje słowa jesteś bardzo mądrym człowiekiem i doskonale wyjaśniasz treść pisma św w przeciwieństwie do innych osób które na siłe chcą udowodnić swoją mądrość . Doskonale wiem o co Ci chodzi tylko ludzie prawdziwie wierzący rozumieją o co P Bogu chodzi w tym co chce przekazać w treści pisma św

          • Pani Barbaro, nikt tutaj nie chce udowadniać na siłę swojej mądrości. To miejsce jest chyba po to, żeby każdy mógł napisać to, co uważa za słuszne. Ale Pani, już nie po raz pierwszy, drwi z osób, które mają inny pogląd na pewne sprawy niż Pani, a myślących Pani kategoriami wychwala pod niebiosa.

    • Myślę, że najważniejsze jest aby mieć serce otwarte na wszystko, co Pan Bóg ześle lub zechce dopuścić na człowieka i przyjąć to z wiarą tzn., że dana sytuacja ma posłużyć dla naszego dobra nawet jeśli jest niezmiernie trudna i nie potrafimy jej zrozumieć ani ogarnąć. Pewien ksiądz powiedział, że Pan Bóg bardziej doświadcza osoby o mężnym sercu, bo chce aby to ziarno doświadczenia padło na podatny grunt, żeby przyniosło owoc a nie załamanie wiary czy odejście od Boga. I chyba coś w tym jest. „Bo w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu – w piecu utrapienia” (Mądrość Syracha). Wydaje mi się, że jeśli ktoś uważa, iż Pan Bóg jest Bogiem obfitości materialnej i nie wierzy, że mógłby On dopuścić niedostatek na człowieka pobożnego, to raczej Pan Bóg nie ześle na niego takiego doświadczenia aby nie załamać jego wiary. Człowiek lękliwy, który nie jest otwarty na pełnienie woli Bożej bez względu na to jaka by ona była, raczej nie będzie bardzo doświadczany. Uważam, że człowiek całkowicie oddany Bogu nie powinien Mu stawiać granic – to możesz dopuścić ale tego już nie, no bo przecież jesteś Bogiem obfitości materialnej więc jakim byłbyś Ojcem jeśli choćby przez jeden dzień cierpiałbym niedostatek. Każdy może kształtować swoja wiarę jak chce. W końcu jeden przyniesie plon trzydziestokrotny, inny sześćdziesięciokrotny a jeszcze inny stokrotny!

A Ty co o tym myślisz? Napisz!