Mateusz: Bóg pomaga tym, którzy proszą wytrwale

Szczęść Boże.
Moje świadectwo może być dziwne, ale pragnę się nim podzielić, bo czuję, że powinienem.
Nie wierzyłem w siłę tej modlitwy. Miałem dość trudną sytuację i byłem przekonany, że nikt i nic nie zmieni niczego w moim życiu. Ale od początku…
Mam na imię Mateusz, uważam się za osobę średnio-religijną (tj. uczęszczam do kościoła, modlę się codziennie, przestrzegam postów, ale nie jestem członkiem żadnego zgromadzenia, żadnej grupy modlitewnej, ani tym podobnych). Prawie dwa lata temu (w czerwcu 2012) poznałem najważniejszą osobę w moim życiu (przynajmniej tak myślę). Kończyłem studia i perspektywy poszukiwania pracy lekko mnie przytłaczały. Całkowicie przypadkowo zainteresowała się mną pewna dziewczyna. Pan skrzyżował nasze ścieżki i dzięki niemu poznałem, co to miłość. Przez długi czas na duchu podtrzymywała mnie Aleksandra. Była miłą, ładną, religijną dziewczyną i prawie pół roku byliśmy parą. Był to najszczęśliwszy okres w moim życiu. Jednakże nie przeszliśmy próby, i choć podjęliśmy dla siebie wiele przedsięwzięć, Aleksandra odeszła ode mnie, tłumacząc się, że ona tak nie może, że nie będzie szczęśliwa. Widziałem, że zbłądziła, że może nie radzi sobie z pracą, nauką do egzaminów, faktycznie łączenie tego wszystkiego ze spotykaniem się ze mną mogło być trudne. Próbowałem wszystkiego, przeglądałem wiele poradników pt. „jak odzyskać kobietę”, próbowałem nawet pisać, dzwonić do niej, mimo tego iż mi zabraniała, skończyło się na tym, że Ola zerwała ze mną kontakt, przeklinała do mnie gdy ostatni raz się widzieliśmy, oddała mi wszystkie rzeczy, nie chciała mieć ze mną nic wspólnego. Nie wierzyłem w to co się działo obok mnie: jak osoba, która kilka dni wcześniej zapewniała mnie, że kocha mnie bardziej niż wszystko inne, może nagle stwierdzić, że „to nie to”. Ktoś kto wyznał mi wszystkie swoje sekrety, poświęcił dla mnie wiele, nagle uznaje, że „sorki, pomyliłam się”. Wiedziałem, że może nie wszystko było idealne, ale ani przez chwilę nie przeszła mi myśl o zdradzie czy oszukaniu jej. Była dla mnie wszystkim i to miało się zakończyć. Natłok mrocznych myśli przytłaczał mnie. Musiałem zwolnić się z pracy w jednej korporacji, ponieważ nie mogłem normalnie funkcjonować (wszystko w starej pracy kojarzyło mi się z Olą – jej kolega polecił mnie w firmie). Podjąłem pracę w innym miejscu, lecz nie wytrzymałem tam długo. Męczyłem się psychicznie. Czułem coś dziwnego: Ola nie chce mojej pomocy. Nie chce nikogo. Pojawiała mi się w głowie wizja, że Ola odrzuciła Boga. Gdy modliłem się za nią, coś przeszkadzało wypowiadać mi słowa modlitwy. Szukałem różnych rozwiązań i szatan podpowiadał najgorsze. „Skończ z tym: Nie ma człowieka, nie ma problemu” – słyszałem w mojej głowie. Albo: „Nigdy cię nie kochała, tylko się tobą bawiła”. Ola dowiedziała się o tym, że myślę o samobójstwie i skreśliła mnie (myślałem, że na zawsze). Przyjaciele nie wiedzieli jak mi pomóc, choć starali się być przy mnie, prawie nikt mnie nie rozumiał. Wszyscy mówili: „Olej ją i szukaj innej”, ale ja nie mogłem. Dodam, że modliłem się za nią każdego dnia, od kiedy się mną zainteresowała, tj. gdzieś od listopada 2012 roku. Od października roku 2013 codziennie modliłem się za Olę dziesiątką różańca. Wiedziałem, że Bóg dał ludziom wolną wolę i nie będzie nikogo do niczego przymuszał. Mój smutek pogłębiał fakt, że nie mogłem znaleźć uczciwej pracy, choć próbowałem w wielu miejscach. Mimo wszystko, walczyłem. Choć Ola zabroniła mi się z nią kontaktować, wysłałem jej życzenia na Święta Bożego Narodzenia. Odpisała szablonem, który pewnie wysyłała do wszystkich, nie zwracając uwagi na nadawcę. Byłem zły. Liczyłem, że gniew już jej przeszedł i będziemy mogli spróbować od nowa, ale tak się nie stało. Czas mijał i niewiele się zmieniało. Wysłałem jej sms-em życzenia na Wielkanoc, lecz nie odpisała, byłem pewny, że usunęła mój numer i już nigdy nie będę mógł jej zobaczyć, a co dopiero mówić o powrocie do związku. Szukałem różnych sposobów, modlitw, lecz nic nie skutkowało. Byłem bliżej Boga, to na pewno, bo odprawiłem nawet Pierwsze Piątki Miesiąca w intencji Oli. Po świętach Wielkiej Nocy spotkałem się z moją babcią, która wręczyła mi ulotkę z Modlitwą Pompejańską i powiedziała, bym spróbował tego odnośnie pracy. Pomyślałem, że to ułuda. Że to nie zadziała. Ale próbowałem. Choć było ciężko, bo szatan ciągle usiłował odciągnąć mnie od modlitwy, dałem radę. Dziś minął ostatni dzień części dziękczynnej Nowenny i muszę powiedzieć, że to działa. Bóg pomaga tym, którzy proszą wytrwale. Kilka dni temu dostałem propozycję pracy w zawodzie, przyjąłem ją i jest świetnie. Odnośnie Oli, sama napisała do mnie tydzień temu, pytając co u mnie słychać, itd. Zauważyłem, że Aleksandra dołączyła do pewnej grupy modlitewnej za osoby chore. A więc wierzy dalej… Dobrze, pomyślałem. Choć modliłem się o miłość, otrzymałem pracę, a osoba, która jest dla mnie ważna, może jeszcze pojawić się w moim życiu. Wierzę w to i przysiągłem sobie odmawiać Nowennę za Olę do skutku.

Opt In Image
Nie przegap zadnego swiadectwa!

Zapisując się do biuletynu będziesz otrzymywać co tydzień, w piątek, powiadomienia o nowych, wspaniałych świadectwach, przysyłanych przez naszych Czytelników! Wystarczy wpisać poniżej swoje imię oraz adres e-mail. Potwierdzenie zapisania przyjdzie na Twoją skrzynkę.

47 myśli na temat „Mateusz: Bóg pomaga tym, którzy proszą wytrwale

  1. Hej Mateusz 🙂 Nasze historie są troszkę podobne. Wiesz ja tez chciałam podjąć kolejna NP w tej intencji ale zastanawiam się czy jest sens? Jedna NP Bogu nie wystarczy w jednej intencji? Przecież jeśli Bóg chciałby aby bylismy razem to może dałby nam szanse się spotkać….a że tak się nie stało to najwidoczniej taka jego wola. Poza tym teraz wiem, że modlenie się o wskrzeszenie miłości, powrót osoby to troche tak jakby modlic się o odrośnięcie uciętego palca, ożywienie zmarłego, czy poskładanie rozbitej szklanki albo wydanie owoców przez wyciete drzewo- to sa sprawy które już przeminęły, umarły, zakończyły się…Bóg zapewne ma moc przywracania, ożywania i wskrzeszania, ale z pewnych sobie znanych przyczyn tego nie robi ( a przynajmniej ja nie słyszałam aby komuś odrosła ręka czy, aby ktoś wstał z trumny). Podziwiam, że chcesz walczyc nadal, ale może powierz to Bogu i zdaj się na Jego wolę. Wiesz ja już nie mam pretensji do Boga że nie wymodliłam powrotu ukochanego, mam pretensje że postawił go na mojej drodze, dopuścił do rozwoju tej znajomości i do tego żebym tak mocno mogła się w nim zakochać i zmarnować z nim 2 lata życia (Bóg pewnie wiedział, że bede cierpieć przez tego człowieka- czemu chciał mojego cierpienia?) czemu na drodze moich koleżanek, sióstr postawił dobrych ludzi i one maja teraz swoje rodziny a ja taka sama zostałam z podartym sercem? Czemu Bóg chce bym czuła się samotna i niekochana ? Wiesz mam już 27 lat a w moim zyciu ciagle jakiś zawód. Szukam odpowiedzi na te pytania, nie znajduję, nie pojmuję…Trzymaj się Mateusz i wiedz, że to co przechodzisz Ty teraz, przeszło już wiele osób i dało radę 🙂

    • Oliwio, nie można wszystkiego zrzucać na Boga. 😉 Jak to „ON dopuścił do rozwoju tej znajomości”? Przecież to Ty się w nią zaangażowałaś, nie Pan Bóg. To Ty się w nim zakochałaś, to Ty postanowiłaś spędzić(?) z nim te 2 lata… A teraz nagle chcesz przerzucić winę na kogoś innego, na Boga? W życiu spotykamy różnych ludzi, a dzięki wolnej woli sami możemy wybrać, któremu z nich poświęcimy naszą uwagę, czas i uczucia. Widocznie coś zrobiłaś nie tak lub o czym zapomniałaś (np. o modlitwie za tę relację i za tego człowieka, gdy jeszcze byliście razem?). Zastanów się nad tym.

    • Może źle to wszystko rozumiem, ale sprzeczne wydaje mi się że np. jak dzieje sie coś dobrego – ktoś znajduje prace, wraca do zdrowia, zachodzi w ciąże- to nikt nie ma wątpliwości, że to dar i pomoc Boża, że to jego opieka, komentarze „Chwała Panu” „cud”, nikt nie napisze- to twoja zasługa, twoich decyzji i działań . A jesli dzieje się w naszym życiu coś niedobrego, tracimy zdrowie, bliską osobe, pracę, majatek – to już Boga w to nie mieszajmy, bo mamy wolna wolę i sami sobie decydujemy, to tylko nasza wina i zasługa, a Bóg sobie tylko patrzy i palcem nie kiwnie, i nawet jak idziemy w przepaść- Bóg nic nie robi bo człowiek ma wolną wolę i sam sobie rządzi a Bóg nic nie może ? Ja uważam, że skoro Bóg może nam pomóc w osiagnięciu szczęścia i rozwiązaniu problemów to może też uchronic i przestrzec nas przed złem. To nie jest tak, że mam wolna wole i wszystko ode mnie zależy- jak dla mnie wszystko jest darem Boga, a w życiu nie ma przypadków. Decyzje człowiek podejmuje sam, ale Bóg daje mu znak w którą stronę pójść. Modliłam się o dobrego meża (kilkadziesiąt różańców, 4 piesze pielgrzymki do Czestochowy, Koronki do MB) a spotkałam człowieka, które mnie zostawił i zranił. Czy Bóg wiedział, że moge się zakochac w tym człowieku? Oczywiście, że tak. Czy Bóg wiedział, że ten człowiek może mnie zostawic i zranić? Oczywiscie że tak. Czy Bog wiedział, że będę potem długo cierpieć w samotności? Oczywiście że tak. Bo Bóg jako jedyna istota zna konsekwencje naszych decyzji- choćby było ich miliony- on wie co sie z nami stanie jak podejmniemy dana decyzję. Czy Bóg może człowieka uchronić, przestrzec przed cierpieniem ? Oczywiście że tak. Dodam jeszcze Barbaro, modlilałm sie, przez te całe dwa lata, chodziłam na msze, różańce, drogi krzyżowe i modliłam się i wierzyłam. Wydaje mi się, że Bóg doświadcza nas świadomie, potrzebuje naszego cierpienia, nie wiem tylko czemu.
      Aniu dziekuję za ten cud 🙂 nie znałam go, człowiek całe życie dowiaduje sie o czyms nowym 🙂

      • Masz wolną wolę i wszystko zależy od Ciebie Oliwio. Bo sam Bog dał Ci wolną wolę, a z miłości do Ciebie szanuje każdą Twoją decyzję. Ty, mając tą wolną wolę, możesz dopuścić Go do swojego życia i pozwolić się kierować. Szukaj i pytaj Boga, a gwarantuję Ci że się do Ciebie odezwie. Może nie teraz, a dopiero za kilka lat. Poza tym Oliwio miej na uwadze fakt, że Tobie Bog dał wolną wolę, którą z miłości do Ciebie szanuje, ale również inni ludzie mają wolną wolę, którą Bog tez szanuje. I pomyśl sobie co się stać może gdy dwoje ludzi z wolną wolą się spotyka. A do tego weź pod uwagę fakt, ze diabel nie śpi. Diabeł ciężko pracuje na to aby zachwiać Twoje zaufanie do Boga. To co często przypisujesz Bogu, nie ma z Nim nic wspólnego. Oczywiście, że Bog jest wszechmogący i może zmienić wszystko. Ale do tego jest Mu potrzebna niezachwiana wiara człowieka.

  2. Łzy w oczach – pięknie, dzięki za świadectwo, wierzę że Ci się uda… ‚Nawrocić cały świat modlitwą’ :), a właśnie było mi ciężko – stokrotne dzięki!:) Niech Bóg Ci to wynagrodzi!:)

  3. Tez uważam że to najpiękniejsze świadectwo jakie przeczytałam tutaj. Bardzo mnie pokrzepiło, dodało otuchy. Teraz też, po przeczytaniu twojego świadectwa mam nowe spojrzenie na swoją historię. Dziękuję.

  4. Ja już 5 Nowenną modlę się za tą samą osobę- o uzdrowienie z choroby nowotworowej (różne formy- ulżenie cierpienia, poprawa duchowa..etc.)- ale bez skutku, a nawet jest coraz gorzej?
    Już po prostu ręce mi opadają.
    No właśnie.. jedyne co można to wziąć różaniec w rękę i ufać, ufać, ufać, ufać, ufać…. nawet wtedy, kiedy nie ma się już sił.

  5. Mateusz szczęściarz z ciebie, zazdroszczę 🙂 Mam pytanie: Jak myślicie dlaczego jedni zostają wysłuchani a inni nie?

    • a może jednak wszyscy, tylko inaczej to wygląda. Taka wersja jak mówisz to albo niemożliwa zupełnie, albo nam wszystkim tylko coś się wydaje, jednym słowem chcę powiedzieć, że albo wszyscy są wysłuchani albo nikt i ci co to niby są też nie mają się z czego cieszyć.

    • Słoneczko każdy chciałby to wiedzieć gdzie leży klucz: jedni twierdzą, że trzeba mocno wierzyć, że Bóg nas wysłucha, inni że trzeba tę sprawę oddać Bogu i zdać się z ufnościa na jego wolę, a według mnie wszystko zależy od intencji: jesli modlisz się o prace i jednocześnie każdego dnia wysyłasz CV i chodzisz na rozmowy to szanse są duże na wysłuchanie, ateiście sie nie modlą a pracę też znajdują przecież, jesli natomiast modlisz sie o miłośc konkretnej osoby, któr juz Cie nie kocha, o odbudowanie związku, który sie posypał lub o całkowite wyleczenie z zaawansowanego stadium choroby to tu już potrzeba cudu i po ludzku nic nie da sie zrobić…takie intencje są rzadziej wysłuchiwne niestety, ale Dobry Bóg potrafi czynić cuda w naszym życiu, więc warto mu sie troche ponarzucać ze swoimi bolączkami 🙂

      • Dobry Bóg ma mnie już chyba dość, narzucam mu się ze swymi bolączkami całe życie, może za bardzo się narzucam. Często się pocieszam, że mam lepiej bo mam jakieś tam pieniądze, dach nad głową, zdrowie, ale z czasem to przestaje działać. Maslow się nie mylił tworząc piramidę potrzeb. W moim życiu cuda się zdarzały, to że żyje jest cudem, szkoda tylko że jest przepłakane.

        • Słoneczko Bóg nikogo nie ma dość, może czasem po prostu nie chce ingerować w wolna wole człowieka i dlatego te miłosne intencje tak rzadko są wysłuchiwane….z drugiej strony to strasznie smutne, bo przecież nie prosimy o wygrana w totka, nowy samochód czy pogode na wakacje…prosimy o miłość, o wartość bezcenną, o wartość duchową, o coś co byłoby dobre również dla tej kochanej przez nas osoby. Może tez Bóg daje nam czas, aby się przekonać, że rzeczywiście nam na tym zalezy….wiesz ja zawsze mówiłam że chciałabym pracować w banku albo w dziale finansowym gdzieś, cos po moim kierunku, teraz można powiedziec wymodliłam, uprosiłam, pracuje w banku a szczesliwa nie jestem- jest straszny mobbing, plany nie do wyrobienia, nadgodziny, stres, rozliczanie z kazdego słowa, rozmowy na podsłuchu i żyjesz w świadomości że wpędzasz ludzi w długi….wymodliła, wyprosiłam a szczęsliwa nie jestem, ale cieszę się i dziękuję że mam prace i jakies dochody. Może jest tak, że nam się teraz wydaje ze Ci nasi „ukochani” byliby dobrymi mężami dla nas a życie też pokazałoby co innego. Dla mnie najgorsza jest taka samotnośc , stanie w miejscu, w samotności człowiek dziczeje i za niedługo nie bede wiedziała jak się zachować na randce i jak odezwać do mężczyzny, człowiek przecież nie został stworzony po to by byc sam, jak dla mnie nie ma czegos takiego jak powołanie do samotności- ktoś jest powołany do zycia zakonnego ale tam tez zyje w grupie, w zgromadzeniu, a wracanie do pustego mieszkania po pracy i samotne spożywanie obiadu nikogo nie może cieszyć. Trzymaj sie Słoneczko- jak ja mam gorszy dzien to nie mówie do Boga ani prosze ani dziekuje, po prostu sie modle wierze, ojcze nasz itp….tak po prostu bez intencji , tez pomaga 🙂

            • Mnie też nie. 🙁 Za co się zabiorę lub co chcę osiągnąć kończy się fiaskiem. Dlatego chcę zacząć NP w intencji uwolnienia od przekleństw. Może ktoś źle mi życzył/życzy. Nie wiem, gdzie tkwi problem, bo naprawdę nic się nie udaje. Deprymuje mnie to i podkopuje wiarę w siebie. 🙁 Kiedyś właśnie czytałam świadectwo pewnej pani (na tej stronie), która modliła się w intencji uwolnienia od przekleństw swojego męża. Temu biednemu człowiekowi od lat nic się nie udawało. Podczas odmawiania NP zadzwonił tel. i osoba złorzecząca temu człowiekowi zapytała: ”czy pani mężowi od wielu lat nic się nie udaje? Bo ja każdego dnia go przeklinam”. Jednak po NP wszystko ucichło. Ja spróbuję. Może Ty Słoneczko także? Pomodlę się za Ciebie, bo wiem jak to jest, gdy czujesz się osobą wartościową, wiele potrafisz, a jednak wciąż jest źle. Taka syzyfowa praca.

            • Jeśli kogoś cieszy moje nieszczęście to niech mnie przeklina. Modliłam się o uwolnienie od przekleństw

            • Dziewczyny, ja co do tych przekleństw. Choć z moją wiarą bywało i bywa nadal różnie, to wierzcie mi, jestem przekonana o przekleństwie czy klątwie w moim zyciu w pewniej sprawie. Jedną z moich NP poświęciłam w tej sprawie i cóż, pomimo że nic się spektakularnego nie wydarzyło to mam przekonanie, że oddałam sprawę w słuszne ręce. Nie będę powtarzała intencji bo mam inne bardziej może potrzebujące (wręcz inne osoby). Cóż robić, sprawa została „zgłoszona” 😉 także wierzę w istnienie klątwy, ale myślę, że jest to też pewna droga do wiary w ogóle. skoro istnieje klątwa. skoro istnieje dręczące nas zło to i musi istnieć przeciwwaga. Nie wiem jak zyjecie Słoneczko i Zofio, ale coś się w końcu musi udać w życiu. Poza tym niby powiedziałam, że spektakularnie niby nic, ale ja wiem i zdaje sobie sprawę z pewnych zmian, które jakby następują. przepraszam ale nie nadaje się to publicznie omawiać, zbyt pokręcone 😉 Ja to samo świadectwo czytałam co Zofia, wiem o co chodzi.
              Teraz siedzę, żyję w takiej gmatwaninie nitek, supłów, jak ktoś też tu w jednym świadectwie opisał, że dopiero z lotu ptaka widać jaki jest wzór tego dywanu (tkaniny). Chcę wierzyć, że Ktoś Wielki panuje nad tym i ten wzór już z góry widzi a ja dopiero zobaczę kiedyś. Może ten Ktoś nawet te nitki rozplątuje i układa nowy piękny wzór.

            • Alu, moje życie to jeden wielki węzeł. Myślę, że jest to skutek przekleństw (może i nie tylko). Bo czego innego? Nic złego nie robię, a tu wciąż kłody pod nogi. Jestem załamana…

            • Dziewczyny a czy wiara w jakieś klątwy i przekleństwa nie jest sprzeczna z naszą wiarą ? Mi się klątwy kojarza z jakąś magią, z czymś czym Kościół Katolicki absolutnie sie nie zgadza. Wierzę owszem w działanie złego ducha, w opętania takie, że nawet egzorcysta ma problem, kiedys czytałam na ten temat i zły duch najczęściej właśnie wybiera sobie osoby słabej wiary, skłonne do grzechu i takie które wierzą w magie, propaguja okultyzm, wierza w wróżki karty tarota. Ale jakoś nie chce mi sie wierzyć, że to, że ktoś mi źle życzy może być przekleństwem mojego życia. U mnie to działa wręcz odwrotnie- gdy ja komuś źle życzę lub czynię czy zazdroszcze to potem to zło trafia we mnie, czasami nawet ze zdwojona siłą. Pomyslcie zdroworozsądkowo – czy jesteście w stanie rzucic na kogos klatwę? Bo gdyby to tak działo to pewnie połowa osób w naszym Sejmie byłaby juz przekleta 😉 No chyba, że żeby rzucić klątwę trzeba byc czarownicą 😉 i wychodzi na to, że wierzymy w wróżki, czarownice i inne magiczne cuda. Owszem- ja nie wierzę w przypadki, nie wierze w to, że jestem w 100% panem i władca mojego życia, wydaje mi się, że wola Boża ma wpływ na nasze życie, jeśli Bóg nie powoła mnie do macierzyństwa, nigdy nie będę matka, jeśli nie powoła mnie do małżeństwa nawet jakbym poznała 50 facetów i z 20 z nich zaczynała jakiś związek i tak skończy się to porażką….bo Bóg ma inny plan. Ale nigdy w zyciu nie dam sobie wmówić jakiś klątw, przekleństw, grzechów pokoleniowych (o których juz tu pisano). Módlcie się dziewczyny, Jezus też był człowiekiem, 40 dni pościł, pocił się krwią w Ogrójcu i umierał po strasznych męczarniach niewinny na krzyżu, a nawet jego dobry kumpel Piotr się go wyparł i Jezus nigdy nie powiedział że ciąży na Nim klątwa, tylko, że wykonuje Boży plan i wolę Ojca.

            • Oliwio, z tym Sejmem to było dobre 🙂 uśmiałam się. Ze złorzeczeniem i przeklinaniem to chyba jest tak, że jeśli osoba przeklinana trwa przy Bogu poprzez modlitwę, Eucharystię, częstą spowiedź, to nic złego jej nie grozi, bo Bóg ma tą osobę w swojej opiece i ją po prostu broni. Natomiast jeśli ktoś komu się złorzeczy nie żyje wiarą to może go to złorzeczenie dotknąć, gdyż nie ma tych „narzędzi” obrony. Tak gdzieś kiedyś przeczytałam (napisał tak pewien ksiądz). Też mi się wydawało mało prawdopodobne aby jakieś przekleństwa wypowiadane przez niektórych mogły wyrządzać innym krzywdę. Myślałam, że one się po prostu obrócą przeciw nim samym ale nie do końca tak jest. Warto modlić się więc codziennie do św. Michała Archanioła. Poza tym różaniec, to, jak ktoś już tu wspomniał, egzorcyzm, i broni nas przed złem, między innymi przed takimi właśnie klątwami.

            • Nie chodzi o wiarę w magię, ale o oddziaływanie złego ducha, który jest przyzywany w tych przekleństwach. Oczywiście, że Bóg broni tych, którzy w niego wierzą, a tym bardziej jeśli Go się prosi o obronę i jest silniejszy od każdego złego ducha. Przekleństwo to bardzo niebezpieczna broń, bo zły duch ma swoją moc i działa, czasami może zadziałać na tego kto przekleństwa używa, a czasem na przedmiot albo zwierzę. Niestety znam ludzi, którzy stosują czary, widziałam jak rzucał przekleństwo, jest to coś przerażającego, jakby w tego człowieka diabeł wstąpił, przy czym na co dzień jest bardzo pobożny. Te takie drobne złorzeczenia i pomruki pod nosem z zazdrości przy tym to pikuś. Nie sądzę jednak, że w moim życiu się nie układa przez przekleństwa, bo to by znaczyło, że Bóg mnie zostawił samą. Nie wiem czemu się nie układa, może jestem nieudacznikiem życiowym.

  6. Mateuszu czytam Twoją historię i płaczę bo doskonale Cię rozumiem.Sama wiem jak to jest zakochać się w innej osobie a nie być przez nią kochanym.To bardzo boli i się ogromnie cierpi,też mam różne myśli i przez to czuję się gorsza od innych dziewcząt.Ja zakochałam się w pewnym Mateuszu, tak właśnie Twoim imiennniku.Podziwiam Cię,że darzysz Olę prawdziwą czystą milością i że nie myślisz tylko o sexie.Dla niej zrobiłbyś wszystko by móc być tylko z nią jak ja dobrze to uczucie znam.Siedem lat temu zakochałam się i nie potrafię o nim zapomnieć.Moi znajomi zachodzą w głowę dlaczego nie jestem z kim innym,ale ja tak nie potrafię.WIem że „mój”Mateusz nie jest ideałem i traktuje mnie jak obiekt seksualny ale bardzo chciałabym go zmienići niestety sama popełniłam błąd i oddałam mu się z miłości Teraz tego żałuję i ogromnie się wstydzę bo zalezy mi na czymś więcej zrozumiałąm to.Chciałabym dzielić z nim radości i smutki dnia codziennego.Pragnę połączyć się z nim w sakramentalnym związku małżeńskim i założyć rodzinę niestety on nie chce Mnie.Pozostaje tylko modlitwa i nadzieja.Bardzo Cię proszę Mateuszu nie trać nadziei i módl się za Olę a ja postanowię modlić się za Mateusza o czystość naszych myśli i serc

  7. Kochani, a ja mam pytanie… Czy Wy także czasami słyszycie głosy, Ktoś coś Wam podpowiada? Mnie ostatnio coś takiego się przytrafiło. Podczas modlitwy, gdy prosiłam, taka zrezygnowana, przybita ostatnimi wydarzeniami, usłyszałam: ”nie proś już tak, przecież niedługo otrzymasz”. Czy to możliwe? Już długo proszę i nie wiem, może to tylko owoc mojej podświadomości.

    • Nigdy nie słyszałam, żadnych głosów, miałam wewnętrzne przekonanie, „przeczucie”, że niedługo otrzymam ale ono było mylące, nie sprawdziło się. Może za bardzo się tym przejmujesz i to tylko złudzenie

    • Ja w młodszym wieku, kiedyś w czasie modlitwy w grupie miałam tak, że usłyszałam jakby wyraźne zdanie. Potem mówiłam o tym niektórym osobom w życiu i one potwierdzały, że było to (zdanie) sensowne i logiczne) Dotyczyło wiary. Zupełnie nie wiem co mi potem, kiedy w toku zycia wiarę straciłam i ciągle próbuję ją odbudowywać albo wręcz mieć, bo raczej odnoszę wrażenie, że mogło być to , te słowa, moim wrażeniem, nieco presją grupy modlitewnej, gdzie jakieś „cudowne” sprawy ludziom sie przytrafiały i wręcz oni się szczycili. Ja byłam rozżalona, że mnie nie, że nie mówię językami jak oni, że nic innegi a więc być może moja psychika tak siadła, że „coś” do siebie usłyszałam. tyle, że to nie było jakies rozmemłane „beleleble” ale bardzo konkretne, co pamiętam do dziś.

  8. Ja 2 lata temu kiedy się nawróciłam i odbyłam spowiedź można powiedzieć z całego życia doswiadczyłam tego co opisujesz.W Dzień Wigili nad ranem usłyszałam w sposób niewytłumaczalny słowa::”Jezu cichy i pokornego serca uczyn serca nasze na wzór serca Twego” Było to nad ranem,w takim półśnie ale słyszałam to wyraźnie.Do tej pory nad tym sie zastanawiam ale jestem pewna, że sobie tego nie wymyśliłam.Od tego momentu zaczęło się zmianiać moje życie,dziś jestem innym człowiekiem.Teraz widzę, że te słowa były zapowiedzią nauki pokory dla mnie,której mi wtedy bardzo brakowało.pozdrawiam wszystkich:)

  9. Czytając to świadectwo pomyślałam sobie, dlaczego Ola nie tylko odeszła od Mateusza, ale też klęła do niego. Mam wrażenie, że miała jakiś żal, że nie powiedziała o co jej chodzi, że była tam jakas sprawa niewyjasniona. Otóż ktoś mógł jej nagadać plotki a ona uwierzyła, jakiś żal który miała mógł się wyjaśnić, lub minąć. Szkoda że ludzie sobie nie mówią prosto z mostu: słuchaj, to i to robisz źle, nie podoba mi się to, Mogło być też tak, że ktos inny przeciągał ją na swoją stronę i ona wtedy zobaczyła Mateusza jak w krzywym zwierciadle, tak jak Kay widział Gerdę i wszystko w bajce Królowa Śniegu. Kiedy odłamki diabelskiego lustra wypadły mi z oka to zobaczył znów wszystko inaczej. Może Ola po czasie dokonała porównania, że Mateusz był jednak lepszy, nie taki zły jak jej się w pewnym momencie wydawało. I można by gdybać i nową bajkę napisać, jednak pozostają dwie rzeczy: szczerość między ludźmi i modlitwa.

  10. Do Oliwii, dlaczego sama sobie przeczysz? Nasza wiara w klątwę nie jest chyba zbyt sprzeczna z wiarą, skoro modlimy się w tej intencji. Czy ja wierzę w klątwę? wierzę lub mam wrażenie, że pewna sfera mojego zycia kiedyś jakby właśnie złorzeczona (czy przekleta?) przez pewną osobe, to czy o tym myślę czy nie w żaden sposób mi sie nie układa. Więc co w tym złego, że oddałam to w modlitwie do Matki Bożej.
    Dlatego mówię, że sobie przeczysz, bo skoro źle życzysz jakimś osobom a to jak dostrzegasz trafia jak bumerang w Ciebie to też wiara w klątwę, nic innego przecież. Dobre życzenie jest jak modlitwa za daną osobę, złe życzenie jest jak czarna magia. Może to taka filozofia.

  11. Wybacz, ale Pierwsze Piątki miesiąca odprawiamy w intencji Wynagrodzenia Sercu Jezusa za wszelkie zło, rany, cierpienia.Przepraszam, ale myślę, że i tak ważne, ze je odprawiłeś.Pan Bóg zapewne je przyjął do Swego Serca.

  12. Witajcie!
    Nauczyłem się ważnej rzeczy: Zawsze jesteśmy wysłuchiwani!
    Bóg po prostu wie lepiej, czego w danym momencie potrzebujemy, nawet jeśli formułujemy naszą prośbę inaczej.
    Jest mi bardzo miło czytać komentarze ludzi, których poruszyłem. Kolejny dowód na to, że świadectwo może pomagać.
    Dzięki Wam serdeczne!

  13. tak jasne ja przysiegałam Bogu i prosiłam o jedna rzecz rok temu i cudu nie ma BÓG BOGATYMI SIE ZAJMUJE IM DAJE JESZCZE WIECEJ

  14. Piszecie szczerze,ja też się postaram…Nie wiem,ja scharakteryzować swoją osobę..czy jestem dobrym człowiekiem,czy może złym?Czy jestem dostatecznie wierząca?Deklaruję,że tak..jednak ..nie do końca /celebruję/ moją wiarę,wiem o tym.Staram się zawsze pomagać,jeżeli tylko mam taką możliwość..jednak jeżeli ja potrzebuję pomocy,niestety,nie ma chętnych..Dlatego mam zakodowane /nie prosić nikogo o pomoc/..nawet w modlitwie,ponieważ boję się odmowy..przez lata ,troszkę wyręczając innych pomagałam moim bliskim..rodzicom.Mama była przewlekle,poważnie chora..przez lata nie pracowałam…nie żałuję,cieszę się,że byłam na tyle silna,że dałam radę.Niestety..lata niepracowania się mszczą…nie mam pracy..Ponieważ wciąż spotykam się z odmową ewent.pracodawców,a prosić o pomoc znajomych nie potrafię,nie chcę..to nie jest pycha,to raczej wyprzedzanie negatywnej odpowiedzi,zakłopotania.Postanowiłam się odważyć i zwrócić się o pomoc do RODZICÓW NIEBIESKICH..nie wiedziałam od czego zacząć?Różaniec?Kiedyś,gdzieś przemknęła mi opowieść o sile NOWENNY POMPEJAŃSKIEEJ..ale co to jest?Poczytałam w internecie,znalazłam wiele świadectw..ale czy ja jestem wstanie zainteresować Matkę Bożą swoimi problemami,skoro jest tyle nieszczęścia na świecie?Przyznaję,że nie umiałam nawet odmawiać różańca!Aż 54 dni!Wszyscy wspominali o działaniu szatana chcącego odciągnąć od modlitwy!Pomyślałam,na co mi to!Dałam sobie spokój.Jednak wewnętrznie,coś mnie zapraszało,żeby spróbować..a więc dokładnie poczytałam jak odmawiać różaniec/a mam piękny różaniec,prezent od cioci,pobłogosławiony przez naszego św.JANA PAWŁAII..,potem poczytałam jak odmawiać Nowennę Pompejańską…zaczęłam odmawiać ..o łaskę godnej pracy!GODNEJ,ponieważ obecnie pracuję,jeżeli to można nazwać pracą,poświęcam czasem kilkanaście godzin wykonując pracę artystyczną…za około 400/m-c..tak,tak tyle otrzymuję..dlatego proszę Matkę Bożą o ŁASKĘ GODNEJ PRACY!Bo dobra,godna praca,to jest łaska,ja to wiem!Modlę się już 20 dni..obecnie wręcz czuję taką potrzebę,czasem myśli uciekają,brak skupienia,ale liczę,że Nasza Mamcia mi wybaczy..czy liczę na pomoc?Pewnie,że TAK…chociaż jednocześnie boję się odmowy..jak zwykle..Co teraz czuję?Jetem jakoś wyczulona na moje postępowanie,jakbym była obserwowana?Jeżeli postępuję nie tak..zaraz włącza się sumienie i mnie karci!Czy mam nadzieję,że zostanę wysłuchana?Penie,że TAK!Chociaż czasem nachodzą mnie wątpliwości,czy jestem godna?Tak czy inaczej..jeżeli wytrwam w modlitwie..następną Nowennę Pompejańską,zacznę odmawiać w intencji zerwania z nałogiem palenia papierosów!Sama nie daję rady,a kiedyś obiecałam to Matce Bożej…niestety,obietnicy nie dotrzymałam,jestem za słaba,nałóg mnie pokonał..to tyle o sobie,wiem że wytrwam,mało tego…do tej pory bałam się prosić …teraz już się nie boję!

  15. Mateuszku – ja napiszę Ci niewiele , bo wielu słów nie trzeba – ja wyznałem uczucie Komuś , na Kogo czekałem 34 lata – a Ją stać było na sms-a , nieważne o jakiej treści , to zbyt osobiste. I co ? – od 4 lat bez dnia przerwy odmawiam dziesiątek Różańca właśnie za Nią. Może Ty jesteś aniołem stróżem Oli , jak ja aniołem stróżem Magdy…

  16. „Była dla mnie wszystkim i….” Tu masz odpowiedź . Jeśli ona była ważniejsza w związku to ona czuła że ona daję w nim więcej. I się wypisała z interesu. Jeśli byś ją traktował normalnie to relacja by była 50/50 .Nikt nie zastepowałby komuś całego życia. Życie to życie

    I nie mieszaj pana Boga do tego. Moja ukochana zostawiła mnie po 12 latach dla kobiety .Nie jesteśmy od 1.5 roku ze sobą. Wczoraj oglądaliśmy filmy i słuchaliśmy piosenek do 3 rano mimo że spotyka się pierwszy raz z kimś na poważnie od naszego rozstania . Ja się modliłem 3 pompejańskimi i siedzę w relacji z której nie potrafię wyjść a powinienem. Radzę ci módl sie o rozeznanie i umiejętne zamknięcie tego etapu.

  17. Oliwia, przepraszam ale ja az niemoge czytac twojego swiadectwa., jest pelne pychy. Ty zachowujesz sie jakbys byla samym Najwyzszym.

  18. Mysle ze to bardzo dobry wybór. Ta modlitwa naprawde moze nam pomóc. Kazdy taki wybór swojej duchowej drogi jest odpowiedni.

  19. Do Olivii
    Olivio to nieprawda,że nie jestes kochana i nikomu niepotrzebna. Jesteś potrzebna Bogu, On Cię stworzył i kocha Cie miłością niewyobrażalną. Może niekoniecznie to Bóg podsunął Ci człowieka przez którego cierpiałaś ale Ty go wybrałaś, więc on jak dobry Ojciec, z drżeniem serca przyjął Twoją decyzję, chociż wiedział, że bedziesz cierpiała. Wiedz jedno, że Bóg płakał wtedy razem z Tobą…Nie mogę milczeć kiedy słyszę jak obwiniasz Pana Boga za swoje błędy. Nie moge się z tym zgodzić. Nikt na świecie nigdy nie pokocha Cię tak mocno jak kocha Cie Bóg. Otwórz się tylko na Jego Miłość, przyjmij Ją

  20. Aż nie wiem co napisać, piękne świadectwo. Bóg jest miłością i chce byśmy się nią cieszyli i dzielili. Od pewnego czasu też modlę się o dziewczynę, by odwzajemniła moje uczucia. I też ma na imię Aleksandra :), Wierzę że Bóg wysłucha mnie, zwykłego grzesznika.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!