Małgorzata: Wszystko co zawdzięczam w swoim życiu zawdzięczam Bogu i Maryi

Szczęść Boże,piszę troszkę opóźnione świadectwo bo miało być w ostatni dzień Nowenny Pompejańskiej. Piszę dziś,po to żeby wiele osób które jeszcze się wahają nie marnowało czasu na przemyślenia typu „…spróbuje później”…później oznacza w wielu przypadkach wcale. Może zacznę swoje świadectwo od tego,iż moja pierwszą w życiu Nowennę Pompejańską skończyłam w sama Wielkanoc (dla mnie to już znak od Boga sam okres jej zakończenia urodziłam się w takie właśnie piękne święto jak Wielkanoc),podchodziłam do Nowenny Pompejańskiej z dystansem,z dystansem którego mam w życiu naprawdę za dużo. Zaczęło się przypadkowo od pójścia na Mszę św.o uzdrowienie ciała i duszy,zupełnie z ciekawości.Brat ciągle chodził i namawiał ja mu ciągle odpowiadałam że ma się popukać po głowie w samo centrum czoła.Wiem to okrutne co mu mówiłam,ale wszystko ma swój sens jak na to dziś patrze.Te 54 dni Nowenny Pompejańskiej dały mi dużo do przemyślenia.Dały więcej niż 9 ostatnich lat w moim życiu,w którym w między czasie urodziłam 2 córki i syna.Do tego teraz widzę że Bóg i Maryja dali mi już się odczuć w dniu ślubu cywilnego (niestety z ślubem sakramentalnym mamy ogromny problem gdyż mąż jest innego wyznania i ilekroć próbowaliśmy zawrzeć związek sakramentalny osoby z jego otoczenia skutecznie mu przeciw działały do tego stopnia ze prawie nasz związek po czterech latach się by rozpadł),mimo wszystko się nie poddajemy walczymy dalej o sakramenty choć ostrożniej ze względu na stronę rodzinną męża która jest przeciwna naszemu związkowi(gdyż jak oni to twierdzą katolicy to naród pochodzący od szatana),maż przez ten czas udowodnił mi jak wiele dla niego znaczymy z dziećmi.Wierzę ze Maryja i Jezus ma nas w swej opiece i ma swój plan działania o którym uświadomiła mi przez jednego księdza prowadzącego mszę o uzdrowienie słowami które były dla mnie jak zatrzęsienie ziemi….moja wiara się umacnia po tym jak odpuściłam Boga na 3 lata w swoim życiu wierzyłam w coś co nie powinnam.Teraz wiem ze wiara którą dano mi od urodzenia jest wiarą prawdziwa.ostatnie 2 lata z tych 9 były dla mnie światełkiem,światełkiem w tunelu danym od Boga.Troszkę się rozpisałam ale nie wszystko jest tu opisane prze zemnie są to chwile które dały mi umocnienie w Bogu i w wierze.A Nowenna Pompejańska która była mi dana w zupełnie przypadkowy sposób (choć wiem że dla Maryi i dla Boga nie ma przypadków),bo przez głupi przypadek dla mnie informacje o Nowennie Pompejańskiej dostałam od znajomej z Facebooka,na początku mnie wogulę nie interesowała jednak cofnęłam się do niej otworzyłam wiadomość i zainteresowała mnie do tego stopnia ze podjęłam tą próbę.Piszę próbę,gdyż przez pewien okres który odbił się w moim życiu negatywnie zapomniałam jak odmawiać różaniec nie wspominając już o jakichkolwiek modlitwach.W czasie Nowenny Pompejańskiej.zdarzyło się wiele sytuacji które były dla mnie próbą zachorowała moja Babcia która mnie wychowywała od 1 roku życia.Miałam prośbę do Mateńki ale wiedząc jak się dzieje z babcią i w jak ciężkim jest stanie poprosiłam ją o wsparcie w zdrowiu dla niej aby ją wzmocniła żeby wyzdrowiała,babcia ma w tym roku 88 lat i stan jej zdrowia był przerażający- zawał serca do tego ostre i przewlekłe zapalenie płuc,w dodatku w 3 dobie wypisała się ze szpitala do domu.Byłam w tym wszystkim zagubiona bo lekarze nie dawali jej najmniejszych szans na przeżycie w domu.Aż tu minął tydzień babcia jest w domu wyniki się jej poprawiały z dnia na dzień,Maryja mnie wysłuchała dziś jest trzeci tydzień jak babcia jest w domu powoli zaczyna chodzić po mieszkaniu,niestety choroba babci przyczyniła się do tego że im bardziej o nią walczyłam by było dobrze tym bardziej jej dzieci a moje wujostwo mnie nienawidziło tak jest do dziś>moja matka chrzestna z którą mieszkam pod jednym dachem nie mu na mnie patrzeć za to wszystko.Za dużo się wg. niej kręciłam za dużo wiedziałam,za dużo modliłam.Moja własna matka chrzestna nienawidzi mnie już do tego stopnia ze próbuje zniszczyć mnie psychicznie buntując moje dzieci przeciw mnie (córki mają 7 i 6 lat a syn ma 3 latka).Następna rzecz jak mnie spotkała to taka o którą nie prosiłam a ciągle o niej rozmyślałam.Chodziło o najstarszą córkę ma małe niedociągnięcia przy czytaniu zniechęciła się na starcie,jakiś tydzień temu przed zakończeniem Nowenny Pompejańskiej córka sama z siebie zaczęła czytać,próbować.Nawet jej wychowawczyni zauważyła ze ona chce tylko wcześniej się coś stało co ją zniechęciło.Później jeszcze pani logopeda stwierdziła że może to przez problemy słuchowe że po prostu może nie dosłyszy miała zrobione testy i wbrew przekonaniu logopedy testy w 100 % wyszły super.Kolejna rzeczą o która nie prosiłam było wzmocnienie mojej relacji małżeńskiej wiele przeszliśmy i pewnie jeszcze wiele wycierpimy puki się pewnie rzeczy nie wyprostują.Ale i tak jest już dużo lepiej powoli to wszystko się układa.Maryja uczyniła jeszcze wiele łask w moim życiu ale to naprawdę wiele,otwarła mi oczy na pewne sprawy w życiu przede wszystkim znowu zamieszkałą w moim sercu.Dzięki niej z osoby pełnej nerwów( mam nerwicę ) stałam się osobą o jakieś 80 % spokojniejszą,bardziej cieszącą się z życia z tego co daje mi Ona i Bóg. Naprawdę moje życie jest owinięte wieloma ranami które jest mi ciężko samej zabliźnić ale dzięki niej powoli rozumiem na czym polega sens wybaczania,pomagania innym,dawania świadectwa o jej dobroci.Moja prośba jeszcze się nie spełniła,a prosiłam ją o jakaś pracę i poprawę sytuacji finasowej gdyż z trójką dzieci gdzie dwójka rozpoczyna edukacje szkolna (i chodzi na dwie zmiany w szkole) nie jest łatwo znaleźć prace na pełen etat,do tego nie mam z kim zostawić najmłodszego syna (nawet niani nie ma w naszej okolicy która podjeła by się opieki nad dzieckiem które ma napady bezdechu i do tego padaczkę utajoną). Ale wiem ze Maryja ma mnie i moją rodzinę w swoich planach i mogę jej zaufać.Nie piszę wszystkiego gdyż gdy o tym myślę płyną mi łzy.Nie chce wypominać tego co było w moim życiu ale myśleć o tym co daje mi Bóg w teraźniejszości i o tym co zrobić by dalej w życiu było dobrze i co najważniejsze z Bogiem i z Maryją.Przepraszam tez te osoby które czytają a nie mogą tego zrozumieć jeśli piszę nie składnie ale jak to robię czuje radość,spokój i miłość w sercu.Wszystko co zawdzięczam w swoim życiu zawdzięczam Bogu i Maryi to oni prowadzą nasze życie w prawidłowy sposób taki jak powinien być wystarczy im na to pozwolić i zaufać całym sobą.

Opt In Image
Nie przegap zadnego swiadectwa!

Zapisując się do biuletynu będziesz otrzymywać co tydzień, w piątek, powiadomienia o nowych, wspaniałych świadectwach, przysyłanych przez naszych Czytelników! Wystarczy wpisać poniżej swoje imię oraz adres e-mail. Potwierdzenie zapisania przyjdzie na Twoją skrzynkę.

3 myśli na temat „Małgorzata: Wszystko co zawdzięczam w swoim życiu zawdzięczam Bogu i Maryi

  1. Bardzo mnie poruszylo Twoje swiadectwo, pieknie napisalas o Maryi. Trwaj dalej w wierze, trzymam mocno kciuki za wszystkie Twoje pragnienia! Badz silna!

  2. Tak bardzo Cię rozumiem, Mateczka jest zawsze z nami i pomaga. Nie trać wiary, nadziei, miłości i pokory – będzie dobrze. Pozdrawiam Ciebie i rodzinkę.

  3. dziękuję za dobre słowo i myśli,nie mam zamiaru nigdy się poddawać umocniłam swoją wiarę i wiem że jest słuszna.Trzeba trwać w niej gdyż od Boga mamy dane życie nawet jeżeli jest ciężko nie można się poddawać…Maryja ma nas w swej opiece i wie co robi…od czasu gdy pisałam swoje świadectwo stało się jeszcze wiele innych rzeczy za które dziękuje Mateńce…wiem że to dzięki wierze w niej mam siłę w życiu i siłę do działania….wierzcie w nią ludzie i nigdy nie wątpcie w jej miłość,gdyż jest wielka, to Ona nas prowadzi do Boga.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!