Joanna: Za to wszystko CHWAŁA PANU!

Jestem mamą 9-letniego Kubusia dotkniętego autyzmem. Odkąd dostaliśmy diagnozę (Kuba miał wtedy 3 latka) trwamy na modlitwie i wierzymy, że Bóg może go uzdrowić i sprawić, że świat, który stworzył zacznie się podobać także naszemu dziecku. Nie będę opisywać całej drogi, którą do tej pory przeszliśmy. Powiem tylko, że dzięki naszemu dziecku odwiedziliśmy wiele cudownych miejsc (Rzym, Lourdes, a także Pompeje, gdzie pojechaliśmy po odmówieniu naszej pierwszej Nowenny Pompejańskiej). Kuba na razie nie został uzdrowiony, ale spływa na nas nieustannie wiele Bożych Łask i mocno wierzymy, że nasze modlitwy „nie marnują się”. Jednak świadectwo, które chciałam złożyć dotyczy leczenia naszego synka z boleriozy. Ponad rok temu, po zrobieniu kolejnych badań, tym razem w kierunku boleriozy (specjaliści twierdzą, że bolerioza może dotyczyć także mózgu i powodować autyzm), okazało się, że Kubuś ma wynik dodatni i trzeba go leczyć bardzo silnymi antybiotykami przez długi okres czasu. Bardzo się tego bałam, zwłaszcza że opinie lekarzy na temat tego leczenia były podzielone. W końcu jednak podjęliśmy decyzję o leczeniu ponieważ dotychczasowe intensywne terapie nie przynosiły oczekiwanych efektów i to właśnie w zakażeniu borelią nasza lekarz prowadząca upatrywała przyczynę tych niepowodzeń. Udało nam się znaleźć panią doktor, która umożliwiła nam podawanie tych antybiotyków dożylnie na swoim oddziale (Kuba miał do wzięcia ok. 80 zastrzyków 2x dziennie w największej dostępnej dawce!). Dzięki niej Kubuś uniknął ogromnego bólu, chociaż i tak przez cały okres leczenia miał w sumie 15 wenflonów. Przed podjęciem kuracji obawialiśmy się nie tylko tego bólu, ale również różnego rodzaju powikłań związanych z antybiotykoterapią, takich jak grzybica całego organizmu czy częste przy wenflonach zapalenie żył. Postanowiliśmy wtedy, że równolegle z rozpoczęciem podawania leku, zaczniemy odmawiać Nowennę Pompejańską w intencji skutecznego i bezpiecznego leczenia. Odprawiona też została Msza Święta. Całe leczenie, dzięki pomocy Matki Bożej, przebiegło bardzo dobrze. Kubuś był bardzo dzielny. Nigdy nie marudził, zawsze spokojnie siadał na fotelu i wyciągał rączkę do zastrzyku. Pod koniec terapii miał zmieniany wenflon właściwie codziennie,tak słabe już miał żyły. A jednak wytrwał do końca. Pielęgniarki też nie mogły się nadziwić, że ciągle jeszcze udawało im się znaleźć odpowiednią żyłkę do wkucia (już naprawdę w dziwnych miejscach). Szczęśliwie dobrnęliśmy do końca leczenia bez grzybicy, zapalenia żył i innych niebezpiecznych rzeczy, które zagrażały Kubusiowi. Zaś kontrolne badanie dało wynik ujemny. Jesteśmy przekonani, ja i mój mąż, że to dzięki Nowennie Pompejańskiej leczenie Kubusia było skuteczne i bezpieczne. Chwała Panu! Chwała Jego Matce!
Teraz robimy wszystko, aby odbudować połączenia nerwowe w mózgu naszego synka. Oprócz terapii typowych dla autyzmu, leczymy go ciągle medycznie. Już dwa razy udało nam się pojechać do Anglii na sesje w komorze hiperbarycznej, po których widzimy największe zmiany. Jest to niestety bardzo drogie, ale mamy to szczęście (i to też jest Boże działanie), że mamy wokół nas cudowną rodzinę i przyjaciół, którzy wspierają nas nie tylko modlitwą, ale także finansowo.
Dzięki chorobie naszego dziecka już wiele wspaniałych rzeczy stało się naszym udziałem. To nie tylko nasze piękne podróże do Świętych miejsc, to także świadomość, że wokół nas jest tylu życzliwych nam ludzi i że miłość zwycięża wszystko.
Dwa lata temu, z Bożą pomocą, założyłam Stowarzyszenie Przyjaciół Dzieci z Autyzmem i Innymi Zaburzeniami Rozwojowymi „Dar Losu”. Do tej pory udało nam się zorganizować 4 koncerty charytatywne i jeden bal, dzięki którym inne dzieci zmagające się z autyzmem mogą uczestniczyć w darmowych terapiach. Nawiązały się między nami nowe przyjaźnie. Rodzice już nie czują się osamotnieni w codziennej walce o szczęście swoich dzieci. W tym roku otwieramy swoją własną szkołę, tak aby stworzyć dla naszych dzieci jak najlepsze warunki rozwoju. To wszystko są Boże dzieła i może właśnie po to kiedyś przepłakałam wiele nocy i myślałam, że Bóg mnie opuścił. Teraz też zdarzają się chwile załamania, ale na szczęście szybko mijają. Wierzę, że Bóg nad nami czuwa.
Za parę dni kończę odmawiać kolejną Nowennę, którą rozpoczęłam będąc z Kubą w Anglii na sesjach w komorze hiperbarycznej. Przygotowujemy się także do jego Pierwszej Komunii Świętej!
To, że dostrzegam opiekę Bożą w tych pozostałych dziełach, to także cud. Bo kiedyś autyzm oznaczał dla mnie koniec „normalnego” życia i tylko cierpienie. Dzisiaj nasz Aniołek to przede wszystkim ogromne szczęście i wielkie pokłady miłości. Za to wszystko CHWAŁA PANU!

Opt In Image
Nie przegap zadnego swiadectwa!

Zapisując się do biuletynu będziesz otrzymywać co tydzień, w piątek, powiadomienia o nowych, wspaniałych świadectwach, przysyłanych przez naszych Czytelników! Wystarczy wpisać poniżej swoje imię oraz adres e-mail. Potwierdzenie zapisania przyjdzie na Twoją skrzynkę.

4 myśli na temat „Joanna: Za to wszystko CHWAŁA PANU!

  1. Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam Twoje świadectwo, gdyż mam dorosłą córkę z autyzmem. Niestety diagnoza była postawiona b. pózno, w latach 80-tych i 90-tych wiedza o autyzmie była b. mała zarówno wśród społeczeństwa jak i samych lekarzy. Postawiono wtedy diagnozę zab. zachowania przez błędy wychowawcze (!!!). Wiele się nacierpiałam, ale teraz moja wiedza jest o wiele większa o tym schorzeniu. Odmawiam nowennę w intencji córki, ale wtedy zły daje o sobie znać z wielka mocą. Boleśnie się o tym przekonałam. Powodzenia.

  2. Piękne świadectwo Joasiu. Dodało mi wiary, że ja też będę miała siły, by znosić moje przeciwności, ufać Bogu, cieszyć się Jego łaskami i nie poddawać się. Dziękuję!

  3. Witam ja także z wielkim zainteresowaniem przeczytałam świadectwo , ja też mam synka Kubusia 11 lat też ma zaburzenia określone jako zespół aspergera oraz liczne dysfunkcje neurologiczne. Ja także się modlę NP za niego, ale mam pytanie o boreliozę kiedy wasz syn mógłby się ,,jej nabawić”, ja też chodzę od lekarza do lekarza mamy wiele terapii, i ciągle szukam przyczyny. Byłam ostatnio na cudownej mszy św. uzdrawiającej z ojcem Witko w Krakowie tam usłyszałam pewne słowa które były skierowane do mnie, muszę zmienić parę rzeczy w moim życiu i modlić się dalej, a Jezus będzie działał poprzez modlitwę. Mam ogromną nadzieje i ufność w Panu bo ja już jestem wykończona ciągłym chodzeniem i szukaniem powierzyłam to Matce Najświętszej i Ona mnie prowadzi do Jezusa. Powodzenia dla Was mam nadzieję, że wasz Kubuś będzie uleczony. Pozdrawiam z Bogiem.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!