Joanna: wydarzyło się wiele cudów

…ale ja ciągle czekałam z napisaniem świadectwa. Aż pewnego dnia, przeglądając dokumentacje medyczną mojej dziewięciomiesięcznej córeczki Laury, trafiłam na dzienniczek pacjenta, w którym zapisywałam każdy atak epileptyczny mojego maleństwa. Zapiski były co dwie godziny. Łzy płyną mi po policzkach na wspomnienie tamtych dni…
Ostatni atak miał miejsce 22 sierpnia. Wpisałam tę datę w wyszukiwarce i okazało się, że było to święto Maryi Królowej. 22. każdego miesiąca to także dzień św. Rity, patronki spraw trudnych i beznadziejnych. Wiedziałam, że to czas, aby w końcu dać świadectwo cudownego uzdrowienia córeczki.
Parę lat temu mój tato zachorował na raka płuc. Mama zaczęła po raz pierwszy odmawiać nowennę pompejańską. Po jej zakończeniu zdjęcia rentgenowskie płuc wykazały remisję choroby. Guzy zniknęły. To był pierwszy cud. Tak moja rodzina odnalazła nowennę pompejańska, która już na zawsze zagościła w naszych domach i sercach. Ale ja poznałam tę modlitwę dużo, dużo później… Maryja upomniała się o mnie doświadczając mnie w sposób, którego zawsze najbardziej się bałam i często to powtarzałam, iż największym bólem jest cierpienie własnego dziecka. Powiedziałam te słowa na dzień przed tym, jak choroba dotknęła moją córeczkę.

Gdy byłam w ciąży moi rodzice odmawiali nowennę w intencji „błogosławionego przyjścia na świat Laurki”. Nie wierzyłam w tę modlitwę, pomyślałam wtedy tylko tyle, że to miło z ich strony, że może na coś to się przyda. To był najczarniejszy okres w moim życiu, byłam bardzo daleko od Boga, na dnie grzechu. Poród był bardzo ciężki, ratowano życie Laurki. Po porodzie leżała na intensywnej terapii, zaintubowana, potem w inkubatorze. Każdego dnia dochodziły nowe choroby, które podczas kolejnych dni zaczynały w cudowny sposób ustępować. Jej stan szybko się poprawiał. Po 2 tygodniach wyszłyśmy ze szpitala.

Wszystko było dobrze aż do 4 miesiąca, kiedy to na naszych oczach dostała pierwszego ataku epilepsji z sinicą, bezdechem, silnymi drgawkami, które targały jej maleńkim ciałkiem. Pogotowie zabrało nas do szpitala. W ciągu 4 dni miała ponad 40 bardzo silnych, kilkuminutowych ataków, przy każdym przestawała oddychać na kilkadziesiąt sekund. Z bardzo żywiołowej, energicznej dziewczynki zamieniła się w leżącą bez żadnej reakcji kruszynkę, która nie potrafiła nawet zassać piersi, nie płakała, nie zgłaszała żadnej potrzeby, nie było z nią kontaktu.
Moja mama rozpoczęła nowennę. Ataki od razu ustały. Ale następnego dnia okazało się, że ma liczne torbiele w brzuszku. Tego było już za wiele, chwyciłam za różaniec. Wzięłam książeczkę o nowennie, gdyż nawet nie wiedziałam, jak ją odmawiać. Otworzyłam na krótkim opisie historii nowenny, mówiącym o pierwszym uzdrowieniu – dotyczyło ono dziewczynki chorej na epilepsję. To był znak. Zaczęłam nowennę tego samego dnia, mój tato również.
Jednocześnie postanowiłam poruszyć niebo i ziemię dla naszego dziecka. Rozsyłałam maile do Fatimy, Medjugorie, Łagiewnik, Częstochowy, rozmaitych zakonów, zamawiałam msze, modliłam się do św. Rity. Rodzice rozsyłali maila z historią i zdjęciami Laury, prosząc o modlitwę. Modliły się wspólnoty rodzin, księża, kółko różańcowe w parafii Chrystusa Króla we Wrocławiu, wspólnota modlitewna Benedictus w parafii pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego we Wrocławiu, znajomi na Facebooku oraz wiele, wiele osób. To dzięki nim Laura była otoczona w sposób szczególny piękną modlitwą. Oni przesyłali prośbę dalej tak, że wiadomość o Laurze dotarła do tak licznego grona, iż obcy ludzie zaczęli pytać moich rodziców, jak czuje się wnuczka, mówili, że modlą się za nią.
Od pierwszego dnia nowenny poczułam niezrozumiały dla mnie przypływ spokoju, a nawet radości. Nie wiedziałam, dlaczego tak się dzieje, dlaczego po tygodniu ciągłego płaczu, rozpaczy nagle czuję ogromną ufność i pewność, że wszystko będzie dobrze. Cały czas byłam z Laurą w szpitalu, codziennie miała robione badania specjalistyczny w celu ustalenia przyczyny padaczki. Pamiętam, że neurolog przynosił coraz gorsze przypuszczalne diagnozy: że może to być zespół Westa (jedna z najgorszych odmian padaczki), że te guzy torbielowate mogą wiązać się z jakąś ciężką jednostką chorobową powodującą padaczkę, że dziecko nie będzie rozwijało się normalnie, że powodem mogą być genetyczne choroby metaboliczne (które są w niektórych przypadkach śmiertelne). Jednak ja przyjmowałam to wszystko ze spokojem, mając tak silne wewnętrzne przekonanie (właściwie zupełnie irracjonalne), że wszystko się wycofa. I rzeczywiście, każdego dnia wszystkie diagnozy kolejno okazywały się błędne.
Kiedy po kilkutygodniowym pobycie w szpitalu wypisywano Laurę do domu, jej stan nadal był słaby, a lekarze nie dawali zbyt dużych szans na prawidłowy rozwój, mówili że długa droga przed nami, rehabilitacje, że trzeba się pogodzić z chorobą. Ataki nie wróciły, a Laura z każdym dniem rozwijała się coraz lepiej.
Wtedy ponownie trafiliśmy na ten sam oddział neurologiczny w celu dalszej diagnostyki. Przychodzili do nas ci sami lekarze, pielęgniarki, salowe, kapelan szpitalny, żeby zobaczyć jak czuje się malutka Laura, którą dobrze zapamiętali, gdy leżała u nich 3 miesiące temu w tak ciężkim stanie. Szybko rozeszła się wieść, że jest w świetnej formie. Mówili, że daje im nadzieję na to, że można z tego wyjść, że mimo tak ciężkiej historii choroby jej stan jest bardzo dobry, a rozwój jest w normie. Mimo tylu zawirowań, stresów i pobytów w kilku szpitalach, narkozach, operacji, leczeniu, cały czas udaje mi się karmić ją piersią, co też jest dla mnie małym cudem.
Po zakończeniu Nowenny powtórzone zostało badanie EEG – zapis czynności mózgu. Dotychczasowe wyniki był bardzo złe, a po nowennie zapis diametralnie zmienił się na lepsze. Badanie wykonane było w dniu Mszy św. w Pompejach, na którą wysłałam intencję za zdrowie Laury.
Kolejnym cudem udowodnionym w badaniach są badania genetycznych chorób metabolicznych. Wykonane na samym początku choroby były nieprawidłowe, po zakończeniu Nowenny zostały powtórzone. Wyniki są w 100% dobre, nie ma żadnej choroby metabolicznej.
21 października rozpoczęłam 2. nowennę w intencji operacji i dalszego, prawidłowego rozwoju Laury. Tej nocy, gdy to postanowiłam, zasnęłam z różańcem w ręku i miałam sny o walce z jakąś postacią, obudziłam się z ogromnym ciężarem na klatce, bólem, jakby ktoś mnie uciskał. Odmówiłam modlitwę do Michała Archanioła i zasnęłam. Wiedziałam, że intencja jest słuszna, gdyż nie podobała się Złemu.
Operacja usunięcia torbieli krezki jelita grubego przebiegła pomyślnie, wyniki histopatologiczne są całkowicie dobre (przyszły w pierwszym dniu części dziękczynnej nowenny pompejańskiej).
Podczas trudnej dla mnie, młodej mamy, sytuacji, bywały też chwile załamania, wtedy moja mama widząc moje cierpienie poprosiła Boga o Słowo wsparcia dla mnie. Gdyż wcześniej nachodziła ją wyraźna myśl, że ma wziąć Pismo i pomodlić się o Słowo Boże. Od razu otworzyła się jej Biblia na fragmencie:
„Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą; nie trwóż sę bom Ja twoim Bogiem. Umacniam cie, jeszcze i wspomagam. Ja, Pan twój Bóg ująłem cię za prawicę mówiąc ci: nie lękaj się, przychodzę ci z pomocą, robaczku, ty natomiast rozradujesz się w Panu…”
Podczas tych trudnych doświadczeń nastąpiło moje prawdziwe nawrócenie. Podczas pobytów w szpitalach poznałam wiele osób, którym mówiłam o nowennie, zaczęłam pomagać ludziom. Na co dzień doświadczamy cudu. Laura jest radosnym, wspaniałym dzieckiem. Poprzez jej choroby stało się wiele mniejszych i większych cudów.
Dziś Laura ma 9 miesięcy, rozwija się prawidłowo, ataki nie wróciły, parę dni temu powiedziała pierwszy raz ze świadomością: „mama”. A ja dziękuję każdego dnia Maryi za te wszystkie cuda.

 

Powyższe świadectwo zostało opublikowane w wiosennym (9/2014) numerze Królowej Różańca Świętego.

Opt In Image
Królowa Różańca Świętego

To świadectwo ukazało się wcześniej w czasopiśmie „Królowa Różańca Świętego” – poświęconemu różańcowi i nowennie pompejańskiej. Odwiedź stronę naszego kwartalnika! Zamów je w naszym sklepiku.

Możesz też zapisać się do biuletynu, dzięki czemu będziesz otrzymywać co piątek  powiadomienia o nowych świadectwach! Potwierdzenie zapisania przyjdzie na Twoją skrzynkę.

22 myśli na temat „Joanna: wydarzyło się wiele cudów

  1. Joanno dziękuję Ci za to świadectwo tym bardziej że w mojej miejscowości jest maął dziewczynka chora na padaczkę lekooporną zapadła na nią nagle zaraz po przystąpieniu do komuni św jej stan ciągle się pogarsza ma po kilkanaście napadów dziennie cofnęła się w rozwoju wystąpiła u niej choroba serca i nerek bardzo szkoda mi tej dziewczynki rodzina jest bezradna . Wiem że odmawianie NP byłoby dla niej ratunkiem chciałabym polecić ją jej matce żeby za tę dziewczynkę sie modliła ale jestem obca dla niej i nie wiem jakby to odebrała dlatego myslałąm zeby zrobić to anonimowo czyli wysłać pocztą NP do niej ale nie wiem czy to dobry pomysł proszę mi poradzić

    • Joasiu: przepiękne świadectwo!

      Basiu, przyznam się, że raz wrzuciłam sąsiadom książeczkę z nowenna do skrzynki. Tam są straszne awantury i wyzwiska ojca, a są to ludzie, którzy są związani z Kościołem.

  2. Anetko dzięki Ci za podpowiedż , w tej rodzinie gzie jest chora na padaczkę ta dziewczynka też były wielkie awantury duzo nerwów i zastanawiam się czy ta choroba nie jest z tym związana teraz rodzice się zmienili gdy dziecko jest chore nie wiem czy to nie jest dotyk Boga żeby się zmienili

  3. Basiu, a moze sama podjelabys modlitwe za te dziewczynke? ja teraz w ramach dziekczynienia za uzdrowienie mojej corki Laury odmawiam nowenne za obca osobe. Slyszalam, ze taka molditwa ma duzo wieksza moc. Oczywiscie uwazam, ze to dobry pomysl, zeby anonimowo wyslac obrazek z nowenna. Kiedy ja bylam z Laura w szpitalu na opercji, o ktorej pisze w swiadectwie stwierdzilam, ze jestem tam z jakiegos powodu. Zostawialam gdzie sie dało obrazki z nowenna:):) gdy bylysmy po raz kolejny w szpitalu na kontroli poznalam dziewczyne, ktora miala dwoje malych dzieci z guzami mozgu, rowniez opowiedzialam jej o nowennie. Mam nadzieje, ze podjela sie modlitwy.

  4. Asiu,popłakałam się ze wzruszenia.Ja odmawiam nowennę w intencji bardzo dla mnie ważnej. Mam chwile załamania,ale wiem że Mateńka czuwa i opiekuje się nami.Pozdrawiam Was gorąco,bądźcie zdrowi.Z Bogiem

    • Sylwia, pamietaj że Maryja osobiscie zanosi w dłoniach Twoją intencje i Twoje łzy swemu Synowi. Jestes w najlepszych rekach, nie ustawaj w modlitwie:)

  5. Moja mama tez zachorowała na raka płuc, dwa miesiące potem moje jedyne dziecko wyczekane i urodzone 7 lat po ślubie zachorowało na autyzm. Błagałam Matke o cudowne uzdrowienie…nie nadeszło…teraz nawet nie mam przy synku czasu zmówić jednej dziesiątki różańca, taki jest strasznie chory a ja z nim sama bo mąż wiecznie w pracy a jesteśmy z nim sami w Anglii…ale może taki nasz los…Ave Maria…

  6. Honoratko, tutaj w Anglii dużo mówiło się o tym, że dzieci po szczepieniach zapadają na autyzm. Zastanawiam się czy tak nie było u Twojego synka?

  7. Przepiękne świadectwo! Też się modlę Nowenną, dziś zaczynam część dziękczynną w intencji bardzo dla mnie ważnej. Mam czasami chwile zwątpienia, ale nie ustaję w modlitwie bo wiem, że to zły chce mojego zaprzestania modlitwy. Nie wiem czy moja intencja zostanie wysłuchana bo jak nigdy, podczas odmawiania Nowenny, od samego początku nie mogę się skupić i jestem jakaś roztargniona. Moja modlitwa pewnie nie podoba się Maryi…

  8. Dziekuje pieknie za swiadectwo. moja ukochana dwuletnia coreczka Marysia choruje na padaczke lekooporna zespol Dravet, zaczynalam juz kilkakrotnie nowenne w jej intencji i niestety ciagle przestawalam; dzis po raz kolejny zaczelam i bede prosic by wytrwac…prosze nas miec w Pani modlitwie, odwdzieczam sie tym samym:)
    ,

  9. Joanno z tej strony Artur(ten niby cierpliwy). Przepraszam,ze posluguje sie tą stroną ale możesz się odezwać do mnie? Zostawiłem Tobie wiadomośc wiesz pewnie gdzie. Pozdrawiam i tez pomodlę się za Twoją córeczkę 🙂

A Ty co o tym myślisz? Napisz!