Ania: „Nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!”

Na nowennę pompejańską natknęłam się któregoś dnia w jednym z czasopism katolickich. Pamiętam, że pomyślałam, że to modlitwa dla ludzi naprawdę zdesperowanych, których spotyka wielkie nieszczęście i szybko o niej zapomniałam. Kilka miesięcy później dowiedziałam się, że u bardzo bliskiej mi osoby lekarze podejrzewają nowotwór, jednak na wyniki trzeba było poczekać. Czekanie i ciągłe zastanawianie się „a co jeśli?” było nie do zniesienia. Wtedy przypomniałam sobie o nowennie i pomyślałam że to jest jedyny sposób, w jaki mogę pomóc. Niestety kilka dni później wyniki histopatologii potwierdziły, że mamy do czynienia z nowotworem. Mimo tego trwałam dalej w modlitwie, choć przyznaję że nie zawsze była ona odmawiana w skupieniu i z ufnością, szczerze mówiąc często wątpiłam w jej sens. W międzyczasie osoba, za którą się modliłam przeszła zabieg usunięcia węzła chłonnego, w którym mogły znajdować się przerzuty i znów zaczęło się oczekiwanie na wyniki. Nowenna dobiegła końca a ja nadal nie miałam pewności co do tego, czy ma ona jakikolwiek sens. Dziś już wiem, że miała. Badania wykluczyły obecność przerzutów, a ja wierzę, że w przyszłości także ich nie będzie. Matka Boża dotrzymuje słowa nawet, jeśli zwracają się do niej takie niedowiarki jak ja! Nie zawsze Jej działanie od razu dostrzegamy w naszym życiu ale przecież fakt, że czegoś nie widzimy wcale nie znaczy, że to nie istnieje:) Matko Najświętsza dziękuję Ci!

3 myśli na temat „Ania: „Nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym!”

  1. Dzieki Ania za swiadectwo. Ja jestem w trakcie modlitw i jest mi nieopisanie trudno. Nigdy jeszcze czegos takiego nie przezywalam i nie czulam. Modle sie o uzdrowienie dla pewnego dziecka. Czesto nie moge sie skupic, napelnia mnie totalne niedowierzanie, bezsens, rozpacz wrecz ale wiem, ze to moja ostatnia nadzieja, jedyny moj ratunek i ze Mama z Tata moga wszystko uczynic! Takie swiadectwa mnie umacniaka, dodaja sily i nadziei. Czytam te swiadectwa codziennie, bez tego chyba nie dalabym rady. Jestem dopiero pod koniec drugiego tygodnia i czuje sie jakbym umierala codziennie. Nie da sie tego opisac, po prostu cos okropnego. Dlatego tez prosze kazdego, kto to czyta aby wspomnial o mnie krociutko, o moich intencjach, w swojej codziennej modlitwie. Bog Wam zaplac. Jakkolwiek, nie moge sie doczekac, kiedy zakoncze te nowenne… I zaczne nowa… Chcialabym bardzo podzielic sie ze wszyskimi, laskami, ktore otrzymalam. Mam gleboka nadzieje, ze bede mogla napisac takie swiadectwo. Z Panem Bogiem i jeszcze raz dziekuje.

    • Dokładnie Alicjo tak jak pisze Ewa. Jak czytałam Twoją wypowiedź to normalnie łzy mi napłynęły do oczu, bo poczułam się tak jakbym czytała o sobie. Jeszcze to codzienne umieranie… Ja też czułam taki bezsens i watpiłam często, ale właśnie wiedziałam, że to jest dla mnie jedyny ratunek. Pamietam jak trudno było uwierzyć jak zbliżał się już koniec nowenny, a nic się niezmieniało. Zastanawialam się co jesli dalej nic sie nie zmieni. No bo jak pstryk i sie wszystko odmieni? Boże ja chyba przestane wierzyc. Tak wtedy myslalam. A pozniej ganiłam sie za te mysli. I probowalam zmusic sie do wiary.I wiedzialam jedno, ze musze wytrwac do konca. Choc ból był niesamowity. I wiesz co niby nic się niezmieniło, ale Bóg kompletnie odmienił moje życie. Aż nie mogę się nadziwić jak to się stało. Mój problem tkwił we mnie ja nie potrafiłam już żyć. Wszystkiego się bałam, zwłaszcza ważnych życiowych decyzji i w wieku 25 lat uważałam swoje życie za przegrane. Bo gdybym nie sięgnęla po tą modlitwę mogłoby takie być. Tak wtedy chcialam odnalezc Boga, zeby dal mi jakis znak. Ale Bog bardzo znakow nie dawal i musialam przetrzymac ten bol. Ale wiesz co warto!!!! NIE PODDAWAJ SIĘ! To trudne, ale musi Ci się udać. Mateczka na pewno da Ci to czego potrzebujesz najbardziej, ty i to dzieciątko o ktore sie modlisz. Pomodlę się za Ciebie. Wiesz co ja też zamiawiałam msze u siebie w parafi i na Jasnej Górze (przez stronę internetową) w swojej intencji. Z Panem Bogiem 🙂

  2. hej Alicjo ! powiem ci z własnego doswiadczenia (moja pierwsza nowenna była o uwolnienie mojego meza z grzechu niewiary) ze to co własnie czujesz: „….czuje sie jakbym umierala codziennie. ” to bardzo dobry znak.to znak ze twoja modlitwa jest skuteczna, ze złego ducha twoja modlitwa powoli „drzani” a to chyba dobrze.to walka alicjo,walka!!!. wierze ze dasz rade. badz tylko konsekwentna i wytrwała.chocby ci sie ziemia pod stopami rozstąpywała to ty trwaj ,trwaj choc bedzie ci sie wydawało ze nie ma boga,ze jestes sama i wszystko jest bezsensu,ze tylko bol i łzy! trwaj i ufaj .jestes juz na drodze,bog zesle ci odpowiednie narzedzia i srodki abys nie zwatpiła………….ja tak miałam i bog mnie nie zostawił ani na moment w tej walce o dusze mojego meza. ; )

A Ty co o tym myślisz? Napisz!