Marta: spokojne odejście

Rok temu zaczęłam odmawiać nowennę, bez tajemnicy światła, coś o niej cały czas pamiętałam i miałam na uwadze, ale zazwyczaj jej nie odmawiałam. Modliłam się o zdrowie dla taty, którego nowotwór dosłownie z dnia na dzień zabijał. Nowenny nie skończyłam, tata zmarł, dzień jego śmierci był ostatnim dniem mojego odmawiania tej nowenny. Wszyscy się bardzo modliliśmy, zdawaliśmy sobie sprawę z zagrożenia, a właściwie już sie przygotowywaliśmy na najgorsze, ale nadal była ta nadzieja. Mimo iż nie stało się to o co się modliłam, o cud, bo nic innego by go nie uratowało, to wiem, że Góra nam pomogła w tej całej sytuacji.

Tata miał na szyi łańcuszek z cudownym medalikiem, mimo, iż prędzej nie nosił, udało się szczęsliwie powrócić do kraju, zachorował na emigracji, cudem wrócił samolotem, taka była jego ostatnia podróż… Przeżył w domu jeszcze dwa tygodnie, cały czas się modliłam, był w domu, wyspowiadał się, otrzymał ostatnie namaszczenie. Zmarł w niedzielę, już pod wieczór, w domu, w swoim łóżku, po całym ładnym dniu, zmarł nagle ale nie niespodziewanie. Dziękuję. Owszem żal był, jest nadal, ale wiem, że to Bóg tak chciał, to nie była zła śmierć, spokojna. Modlę się teraz razem z Żywym Różańcem, ale nowenna co jakiś czas do mnie wraca, tylko muszę się zmobilizować, trochę się boję ją zaczynać, bo wspomnienia wracają, jeszcze pamiętam ten stres, ból i strach jak wypowiadałam każdą zdrowaśkę.

Opt In Image
Nie przegap zadnego swiadectwa!

Zapisując się do biuletynu będziesz otrzymywać co tydzień, w piątek, powiadomienia o nowych, wspaniałych świadectwach, przysyłanych przez naszych Czytelników! Wystarczy wpisać poniżej swoje imię oraz adres e-mail. Potwierdzenie zapisania przyjdzie na Twoją skrzynkę.

15 myśli na temat „Marta: spokojne odejście

  1. To bardzo ważne Marto, że masz świadomość, że Tato odszedł pogodzony z Bogiem. Mój Tato był dobrym, wierzącym człowiekiem, ale zginął w wypadku- nagle. Miałam wtedy 14 lat. Dziś mam prawie 31. Nie wiem, czy był w stanie łaski uświęcającej. Ważne jest pewnie to, że Bóg będzie nas sądził z uczynków miłosierdzia. Wierzę, że Twój Tato jest szczęśliwy, a Ty nie zrażaj się do NP- może będą to już inne emocje?!

  2. Marto,nie boj sie.rozpoczacswoja 2 NP.Ja swoja I NP zaczełam w lutym a skonczyłam w marcu 2014r.Pierwsza odmawiałam w intencji nawrocenia (uwonlnienia mojego meza z grzechu niewiary).Odmawianie jej było dla mnie b. ciezkie,wiele doswiadczyłam złego ze strony złego ducha: (uczucie czyjes obecnosci we snach obok mnie,,potworne wizje,uczucie fizycznego ciezaru na plecach i klatce piersiowej(gdy konczyła swe modlitwy te uczucia mijały pojawiały sie tylko podczas modlitw),nic nie przychodziło mi łatwo,patrzyłam na koraliki na rózancu i nie mogałam uwierzyc .to było ja przewalanie przeze mnie węgla.zawsze była potwornie zmeczona ale za wszystko bogu dziękuje.Niczego nie załuje.Doskonale cie rozumiem.Wiem ze czujesz strach,bo pewnie myslisz ze jak rozpoczniesz 2 to bedzie podobnie.Powiem ci z własnego dosw,ze teraz jest inaczej.2 jest spokojniejsza,bardziej wyciszona,nie ma szarpania nerwów,a jesli płacze to nie z powodu własnej bezsilnosci,nie mocy . ..Maryja przeprowadza mnie kazdego dnia podczas tych roznacow(zdrowasiek) za reke(dosłownie) .Miałam 2 podejscia do II NP.w 1 podejsciu do II NP.wytrzymałam tylko tydz.starsznie sie bałam (miałam zszargane nerwy i potworny strach i lek,ale tez niewytłumaczalna potrzebe dalszego modlenia sie.Gdy wtedy sie modliłam jak i teraz (dzis mija moj 19 dzien).jest dobrze.Nawet powiem ci ze nie tak dawno gdy sie modliłam (postawiłam przed soba obraz matki Bozej i tak spontanicznie ja pocałowałam) a matka Boza USMIECHNEŁA SIE DO MNIE….. usta na obrazie zmieniły na sek .kształt. To dało mi pewnoasc ze to co jej mowie (od siebie) jest jej miłe ,nie chowam w sobie juz swoich lęków.Bo zrozumiałam ze jak podziele sie z nia swoim strachem ( tym co było i ta wielka niewiadoma która jest jeszcze przede mna )to ona mnie zrozumie. matka boza doskonale .wie co przeszłam i ile mnie to kosztowało. A stawka była wysoka .Marto,nie boj sie.Spróbuj nie zawiedziesz sie.Warto sie modlic,to przynosi ukojenie ,to jak balsam na rane.Tu strach nie ma wstępu.Otwórz sie tylko .Powiedz:Matko Boza ty działaj ;)we mnie.a zobaczysz zaczna sie dziac cuda!!!!!!!!!!

  3. Ależ mnie ucieszyły komentarze oraz opisanie części moich własnych przeżyć. Nie sądziłam, że kilka zdań napisanych ot tak, na szybko, może coś zmienić, a jednak. Przede wszystkim chciałabym pocieszyć wszystkie osoby, które zmagają się z chorobą, swoją lub bliskiej osoby, dać nadzieję, jeśli nie na życie tu z nami, to na życie w Niebie (dziękuję za bardzo dobrze dobrany obrazek do teksu, jakbym tam za chmurą tatę widziała…) Dziś są moje 29 urodziny, odmówię jeszcze Suplikę, modlitwę o której dziś się dowiedziałam i myślę, że to pozwoli mi zakończyć mój pierwszy, nie ostatni, etap odmawiania NP i rozpocznę kolejną.

  4. Dziękuję za Wasze słowa.ja jestem przy części dziękczynnej. Na razie jest b.trudno.Dzieje się jakby dokładnie przeciwko mnie. Jest mi trudno, ale jestem świadoma, że to może być walka duchowa – mocowanie się Nieba ze złym o mnie. Dzis juz nie wytrzymałam, popłynęły łzy. Czasem trudno o skupienie i taką świadomą modlitwę. Ale chce ufać w Miłosierdzie Boże, że Bóg zagląda przede wszystkim w serce i tam znajduje Prawdę o Człowieku. Jestem też ogromnie poraniona i…samotna. Jakbym nie nadawała się do tego świata. Dlatego dziękuję za Wasze świadectwa. Jeśli Ktoś chciałby czasem westchnąć i za mną, będę b.wdzięczna. Dziękuję…

    • U mnie także bardzo trudno. Jestem dosłownie wymęczona psychicznie do granic wytrzymałości. Chciałabym, aby Bóg ukazał mi swe MIłosierdzie… Nie mam sił… Trwa to już dość długo. Boże, podaj mi Swą dłoń. 🙁 Proszę o modlitwę. ;(

      • Podobno ”im większa ofiara, tym większe błogosławieństwo”. Ale nie mam już sił nawet aby płakać. 🙁 Wszystko w życiu wali się. Mam wrażenie, że im więcej modlitw, tym gorzej. Każdy aspekt życia legł w gruzach…

          • Alu, generalnie wszystko. 🙁 Sprawy osobiste, zawodowe. Każdy aspekt życia. Ponadto mój tata walczy z alkoholizmem. Okropne to wszystko… Niby silna ze mnie kobieta, ale granica wytrzymałości psychicznej się zatarła. Czuję że moje życie nie ma sensu. Przypuszczałam że może to wina przekleństw. Poczęłam więc zamawiać Msze i od dłuższego czasu nie widać na horyzoncie zmian. I co tu robić… Czekam na zmiany, chociaż najmniejsze, ale nic. Czasem czuję się jak Hiob, bo także straciłam wszystko.

            • Nigdy deszcz nie trwa wiecznie, a po nocy przychodzi dzień a po burzy spokój…
              Mi też jest bardzo ciężko i smutno, bo chciałabym żeby zmieniły się pewne sfery mojego życia, które są też beznadziejne chyba od zawsze, od kiedy pamiętam.. Odmawiałam NP w tych sprawach i jedne jeszcze bardziej się pogorszyły, a inne tak pokręciły, że nie wiem czy to jest jakaś droga, czy to jest jakiś kierunek.. cokolwiek by nie było staram się iść do przodu.
              załamanych rozumiem i tak smutno, że tu tylko tak anonimowo, że wśród znajomych nie mam takich co mogą cokolwiek posłuchać i też razem pogadać jak tu ludzie na forum.
              Mam jednak wrażenie, że musisz iść drogą i nie patrzeć ani do tyłu ani do przodu. Wierzyć ślepo gdzie Cię ta droga zaprowadzi. Bo przecież każdy tu choć się modli to też podejmuje różne działania, żeby swoją sytuację zmienić. Wtedy myślę, że jeszcze dobrze prosić w modlitwie o to, żeby nasze działania nie zepsuły tego o co właściwie się modlimy, bo ja miałam taką sytuację. Mam nawet wrażenie, że powinnam NP ponowić, przez to iż mogłam tak jakby modlić się o coś a postępować tak jakbym nie wierzyła. To chyba istotne.
              Najtrudniej, kiedy dzieją się wokól nas rzeczy na które nie mamy wpływu, jak w przypadku czyjejś choroby czy nałogu. To wielkie cierpienie.
              Jednak jeśli się modlisz i oprócz tego próbujesz żyć aktywnie, podejmować działania w celu zmiany życia to nie ma możliwości, żeby w końcu coś się nie zmieniło.
              Oczywiście, że może to trwać czasem bardzo długo..
              Ale życie potrafi zaskakiwać, nie załamuj się. Zaskoczy Cię jeszcze wiele rzeczy w życiu i sama się zdziwisz… 🙂 Twój czas jeszcze przed Tobą.
              Ostatnio przeczytałam ciekawy psychologiczny artykuł, jak znajdę to chętnie przytoczę parę zdań.

            • Alu, serdecznie dziękuję za dobre słowo. Tak, oczywiście, działam aktywnie, ale te wszystkie działania kończą się fiaskiem… Może to jeszcze nieodpowiedni czas. Nie mam pojęcia.

  5. Aniu!!!!Nie załamuj się!!!!Ja jestem od dziecka poraniona przez innych i dotknięta NIEULECZALNYM KALECTWEM,a mimo to też się modlę NOwenną POM.i wierzę,że wytrwam ,i że ,jeśli nawet nie bedę zdrowa(bo WOLA BOŻA jest inna od mojej),to [pomogę innym.Ciesz się z tego,co masz od Boga OJCA(np.ZDROWIE!).
    Cały czas ufaj i wierz!!!

  6. Aniu nie mozesz sie poddawac zawsze jest jakies wyjscie ja wiele razy bylam w krytycznej sytuacji I wierze ze bog mi pomogl wiele razy I tobie pomoze tylko wierz w boga

A Ty co o tym myślisz? Napisz!