Dorota: MARYJO MOJA MATECZKO KOCHAM CIĘ BARDZO

Chciałabym podziękować Matce Bożej Pompejańskiej za łaskę ,którą otrzymała moja mama wiem ,że tak właśnie miało być ,że tak Bóg chciał w trakcie modlitwy różańcowej moja mama odeszła do Ojca .Moja mama mając niepełne 82 lata zaczęła ciężko chorować wszystko to stało się w ciągu miesiąca już po wyjściu z pierwszego szpitala nie mogła dojść do siebie duszności utrzymywały się tak ,że mama stała się już osobą leżącą a najśmieszniejsze było to, że razem w jednym szpitalu leżała z tatą ,który ma 85 lat i też z powodu duszności i zapalenia płuc trafił do tego samego szpitala co mama .Po wyjściu ze szpitala moja mama jednak nie powróciła do sił stała się osobą leżącą natomiast mój tata lepiej się czuł.Pożniej był pobyt w następnym szpitalu ,gdzie mama zapadła w śpiączkę po spadku cukru miała też podejrzenie raka na lewym płucu następnie mama dostała udaru mózgu i niewydolności oddechowej nie chcę za dużo pisać jak moja mama cierpiała ile przeszła w ilu szpitalach była przez ten miesiąc była przerzucana na urologię ,neurologię i intensywną terapię póżniej znowu na neurologię.Ja oczywiście chciałam cały czas być z mamą w dzień i w nocy jednak w tym ostatnim szpitalu spotkałam się z siostrami i Panem ratownikiem ,którzy nie pozwalali mi być z mamą były tylko wyznaczone 3 godziny.Chcę powiedzieć ,że cały czas wierzyłam ,że Matka Boża i Św.Jan Paweł II wyproszą mi u Pana Boga, że będę mogła wziążć mamę jeszcze do siebie do domu i do taty .
Modliłam się do różnych Świętych oczywiście też modliłam się na różańcu .Chcę powiedzieć,że byłam kłębkiem nerwów codziennie się stresowałam czy jeszcze mamę zobaczę czy zdążę. W Poniedziałek Wielkanocny po Mszy Świętej spotkałam przy kościele Brata Zakonnego ,który mnie uspokajał i powiedział ,że tylko różaniec może mi pomóc i mamie i, że trzeba zaufać Bogu On zdecyduje czy mama wyzdrowieje czy nie.Od tego czasu zniknął we mnie niepokój stałam się bardziej spokojniejsza .Będąc w sklepie z dewocjonaliami Pani poleciła mi właśnie nowennę pompejańską ja wcześniej mówiłam różaniec, ale nie był odmawiany 3 częściami poczułam ,że oprócz ,że zamawiam Msze Święte za mamę to mogłam jeszcze ofiarować Różaniec Pompejański czułam, że już nic więcej nie mogłam dla mamy zrobić cały czas miałam nadzieję, że Pan Bóg da mi jeszcze mamę ,że będę mogła się nią opiekować i kochać jednak Pan Bóg chciał inaczej Matka Boża wstawiła się za mamą 25.04. rano o godz.7.00 była odprawiona Msza Święta za uzdrowienie mamy po przyjściu do domu stwierdziłam,że odmówię nowenne pompejańską był to dzień 4 i pojadę szybko do szpitala .W trakcie modlitwy o godz.8.41 zadzwonił lekarz bym szybko przyjechała do szpitala bo mama odchodzi ja szybko się przeżegnałam jak się okazało jak dojechałam do szpitala mama już odeszła okazało się, że była godzina 8.42.jak mama odeszła .Chciałabym podziękować mojej kochanej Mateczce za to, że była z moją mamą w chwili śmierci chciałabym też krótko powiedzieć o moich odczuciach był we mnie smutek i radość nie potrafię tego opisać wiem ,że to była łaska od Matki Najświętszej i wierzę ,że mama jest w niebie i widzi mnie i wstawia się za mną i za moimi bliskimi oczywiście odmawiam do końca nowennę za mamę . MARYJO MOJA MATECZKO KOCHAM CIĘ BARDZO. JEZU UFAM TOBIE!

1 myśl na temat “Dorota: MARYJO MOJA MATECZKO KOCHAM CIĘ BARDZO

  1. Piękne świadectwo Pani Doroto. Od siebie dodam, że rodzice mojej mamy również leżeli w tym samym szpitalu w tym samym czasie tyle, że na innych oddziałach. I oboje w stanie krytycznym. Czego się ja wtedy napatrzylam i nasłuchałam w tych szpitalach, to aż łzy stawały. Szczególnie,ze byłam wtedy młodziutka. Moja babcia odeszła po prawie dwóch latach od tamtego pobytu w szpitalu. Odeszła po prawie trzytygodniowym pobycie w szpitalu. Do szpitala trafiła we wtorek i już wtedy wiadomo było, że to już czas. A ja w niedzielę po tym wtorku miałam dużo wcześniej zaplanowany dwutygodniowy wyjazd, którego już nie dało się odkręcić. Mama mi powiedziała, że jesli się zdarzy podczas mojej nieobecnosci, to zadzwonią i powiedzą, ale żebym nie pędziła sama tyle kilometrów do domu jednocześnie rzucając tam swoje zobowiązanie. Smutno mi wtedy się zrobiło, że może się tak zdarzyć, że nie będę na jej pogrzebie. u mojej drogiej babci. Powrót miałam również w niedzielę, ok godz 15 na miejscu. Babcia umarła nad ranem w dzień mojego powrotu. A w noc poprzedzającą śniło mi się, że odeszła. Dzwoniłam do domu pytać czy wszystko ok i otrzymałam info ze jest tak jak było. Po jakimś czasie mama mi powiedziała, ze patrząc na babcię wtedy w szpitalu pomyślała sobie, ze ona z odejściem czeka chyba już tylko na mój powrót. I czekała…

A Ty co o tym myślisz? Napisz!