Ryszard: A jednak warto!

Bartolo Longo

Najpierw kilka słów o sobie. Jestem facetem w średnim wieku. Cieszę się dobrym zdrowiem i niezłą kondycją, zarówno fizyczną jak i finansową. Mimo tego odmówiłem NP w intencji jednego z członków mojej najbliższej rodziny.

Zaczęło się tak jak u większości, gdy natrafiłem w internecie na tę modlitwę i z zaciekawieniem zacząłem czytać. Ze względu na późną porę postanowiłem iż zacznę odmawiać już następnego dnia. Było to 10.02.2014 (!) i co prawda główna intencja jeszcze się nie spełniła, bo pewnie jeszcze za wcześnie, ale jednak warto.

Wiele osób pisało że napotyka różne przeszkody i trudności podczas odmawiania NP. Akurat u mnie nic takiego nie było, a wręcz przeciwnie. Wokół mnie, różne codzienne sprawy i problemy rozwiązywały się jakby „same”. Dotyczyły nie tylko mnie, ale również członków mojej rodziny np. poprawa zdrowia u żony, zdane egzaminy u córki itd. Podsumowując, warto odmawiać NP choćby dla tych „małych cudów”, bowiem jak wiadomo życie składa się z drobiazgów

Opt In Image
Nie przegap zadnego swiadectwa!

Zapisując się do biuletynu będziesz otrzymywać co tydzień, w piątek, powiadomienia o nowych, wspaniałych świadectwach, przysyłanych przez naszych Czytelników! Wystarczy wpisać poniżej swoje imię oraz adres e-mail. Potwierdzenie zapisania przyjdzie na Twoją skrzynkę.

17 myśli na temat „Ryszard: A jednak warto!

  1. Fajnie, ze tak latwo Ci sie odmawialo pierwsza. Z kolejnymi jest gorzej. U mnie 5, 6 to jak przewalanie wegla, baaardzo ciezko. Jak noszenie ciezarow. Niewyobrazalnie trudno. I nie wiem, od czego to zalezy.

  2. od czego zależy? właśnie może od stanu duszy i psychiki, co jest powiązane lub wręcz tym samym. Ryszard odmawiał NP bezinteresownie, sam nie potrzebując, za kogoś, więc nie miał tzw. napięcia. Są osoby w silnej potrzebie, które mają poczucie tego, iż jak nie powiedzie się intencja to im się życie zawali. Takie osoby są uzależnione od spełnienia się intencji. jeśli nic się nie dzieje w kierunku jej spełnienia a przynajmniej nic takiego nie widzą (bo zazwyczaj tylko na takie sprawy mają nastawioną psychikę) to łatwo popadają w dołek, załamują się. Jeśli są kwestie co jak im się wydaje prowadzą do spełnienia intencji lub wręcz są jej efektem, szybko uznają to za cud, przede wszystkim popadają w euforię (nie wiem czy długotrwałą?). Skąd to wiem? po sobie 😉 analiza, obserwacje. Wciąż walczę o swoją wiarę, ale ta moja analiza nie wróży dobrze całej sprawie. Niestety, wygląda to na wytwory psychiki i postrzeganie świata według własnych życzeń. Przykro, że jako typowy podają znów ten przykład kobiet co niby drugą połowę znalazły dzięki NP. Bardzo mi przykro, ale to najbardziej wygląda zawsze na takie przypadki, a te panie zrozumieją kiedyś gdy ten „cud” mężczyzna je opuści, tak jak euforia. Sprawy zdrowia też często są naciągane, praca też.
    Najbardziej przeraża mnie to, że mogę odkryć (co się niestety dzieje dzięki niektórym pustym świadectwom) że to zwykłe wytwory naszych mózgów. Ale spokojnie.. wciąż walczę..

    • Nie wolno Ci używać słów kwalifikujących świadectwa ludzi wdzięcznych Panu Bogu i wstawiennictwu Najświętszej Maryi Pannie jako – pustych. Nie jesteś w stanie ocenić wagi pragnień ludzkich i stwierdzić jednoznacznie, że to tylko zwykły zbieg okoliczności, że bez modlitwy też jest duże prawdopodobieństwo, że tak by się stało, jak się stało. O to właśnie chodzi, żeby pragnąć dobrych rzeczy dla siebie, swoich bliskich, a nawet wrogów, żeby dobrze się działo i być wdzięcznym Bogu za wszystkie małe i wielkie rzeczy, a ich wagę ocenia każdy indywidualnie w swojej ocenie i ma prawo nazywać to cudem – bo życie, jak mówią słowa piosenki :” Życie – cudem jest.!!!!!!!!!!!!!!”

        • zresztą, jejku, nie o tym mówię, jedne puste jedne nie, generalnie rozważam to, że nam się wiele rzeczy może wydawać, bo tak się złożyło, bo tak się potoczyło. Dla innych? jak na ten moment zauważyłam nieliczne świadectwa z modlitwy za innych, jak Ryszard. Większość chce coś dla siebie i to w bardzo szybki sposób. Nie rzucaj się tu na kogoś indywidualnie, bo ja piszę ogólnie. Natomiast ochrzanić kogoś na tym forum to nie jest pomoc dla wiary. Ja już kiedyś wiele lat temu wiarę straciłam, od dwóch znowu walczę o odzyskanie, ale jak wtedy to właśnie środowiska ludzi wierzących nie pomagają, często gorsze i bardziej egoistyczne od innych środowisk. szok.

          • Piosenka znana nie tylko dla ludzi z kościoła, ale także przez niewierzących, bądź wierzących , a nie praktykujących – to chyba dobry przykład, żeby skłonić ludzi do pomyśleniu o Bogu, zastanowienia się skąd się wzięliśmy na tym świecie, że się urodziliśmy, dzięki naszym rodzicom – to chyba zbyt mało na odgadnięcie genezy naszego pochodzenia. Ktoś musiał stworzyć pierwszych ludzi, ale jak i dlaczego – tu już odpowiedź nie dla wszystkich jest oczywista i dlatego powinna skłonić wszystkich do rozmyślaniu o Bogu i dostrzeganiu w codziennych ludzkich sprawach ingerencji Boga – co dla mnie jest cudowne, a wręcz dostrzegam nieustanne cuda, jakie dzieją się wokół mnie, myślę że za sprawą wkładu w modlitwę – nie tylko za siebie samą, ale w dużej mierze za innych, szczególnie w 1-sze soboty każdego m-ca i w codziennej modlitwie trwającej , z przerwami, od rana do nocy, którą każdy z nas może ofiarować, niekoniecznie będąc misjonarzem, księdzem, czy siostrą zakonną.

    • nie rozumiem droga Alu, jak możesz pisać „a te panie zrozumieją gdy ten cud mężczyzna je opuści”… czy tego właśnie chcesz dla innych osób, kobiet? nasze życie nie zależy tylko od nas ale od całego społeczeństwa, świata, więc nie czekajmy na to aż ktoś zobaczy jak źle wybrał/zrobił, tylko módlmy się aby było coraz lepiej nie tylko u nas, ale i u wszystkich

      • Nie chcę dla nich tego! Tylko tu jest pełno świadectw próśb o chłopaka, potem jedne piszą, że ich Matka Boża wysłuchała (bo ktoś się im spodobał) a inne że nie. A najgorsze, że jest tu równie tyle samo świadectw próśb o powrót chłopaka, męża, czyli co się dzieje? zazwyczaj niespełnionych, oni nie wracają. Nie chcę tego, tylko to widzę. jest to najbardziej widoczny problem i powszechny.

  3. moja pierwsza również była łatwa, teraz kończę 4 i jest coraz gorzej, również nie wiem od czego to zależy, a w trakcie drugiej musiałam codziennie przyjmować Komunię św. ponieważ zły atakował mnie zbyt często

  4. U mnie również z każdą kolejną nowenną jest coraz trudniej. Czwartą zaczynałam chyba 3 lub 4 razy, piątej nie ukończyłam i zastanawiam sie nad zmiana intencji. tak po prawdzie wogólę przestałam sie modlic i czuje ze jest ze mna coraz gorzej, tworzy sie ruina. Te kilka minut rano to stanowczo za mało u mnie, zniszczyłam relację, którą Matka Najświętsza budowala z mną przez różaniec. Czując to co czuję a czego opisac sie nie da, chcę powiedzieć, że choćby się waliło i paliło, nie zostawiajcie różańca-u mnie sie to zle skonczylo.
    Gdyby ktoś mógł się pomodlić w mojej intencji, będę bardzo wdzięczna.

  5. Ikona każdy ma swoje wzloty i upadki, tak jak względem ludzi – raz sie lubimy, raz sie kłócimy, czasami mamy siebie dość itp, tak też względem Boga – jednego dnia odczuwam jego obecność i opiekę, a za pare dni wydaję mi się, że jestem z tym wszystkim sama na tym świecie i nikt o mnie nie myśli. To jest normalne, ludzkie, ale nie można Boga odstawić na dalszy plan nawet w tych trudnych momentach. Podziwiam Cię, ża dałaś rade tyle nowenn odprawić, ja po jednej mam problem z rozpoczęciem drugiej, z tego też względu że pracuje po 10-12 godz i czasami przychodze do domu wykończona. Moja mama jest na emeryturze, zaproponowałam jej tez nowenne, bo ma sporo czasu, ale sama stwierdziła że nie podoła 4 różańców dziennie. Brawo dla Ciebie że dałaś radę i idę się właśnie modlić za Ciebie 🙂 dobranoc

  6. ja też mam takie poczucie „nicości”. Próbuję zebrać się do modlitwy o znalezienie godnej pracy… na razie to jak dla mnie tylko call center, gdzie nieustannie szefowa po mnie jeździ. Próbowałam dostać się do policji, ale nie udalo się. Spróbuję po raz kolejny… w zasadzie o takiej pracy marzyłam od dziecka, ale nie pogardzę też innym stanowiskiem gdziekolwiek indziej, byleby pieniądze jakie zarobię pozwoliły mi utrzymać się samej. Na razie mieszkam w domu, gdzie z racji wykonywanej pracy jestem właśnie tylko śmieciem, darmozjadem, co trzeba na niego bulić. Mieszkam na wiosce, z której próbuję się wyrwać i być samodzielna. Musiałam wrócić, tuż po studiach, bo finanse… Każdego dnia walczę żeby wstać z łóżka, zjeść śniadanie…. i ….. nie pić :/ mam 25 lat i chyba popadam w alkoholizm, zawsze jak nikogo nie ma szukam tylko butelki z winem, żeby pogrążyć się w blogiej nirwanie. Boję się, że jeśli nowenna nie przyniesie efektu, to już zawsze będę pracować w taniej korporacji i będę żałosną prostaczką, na którą może japę wydzierać 18-letnia dziewczyna, że rodzinie się mnie wyrzeknie, że chłopak mnie zostawi.. Na razie nawet nie mam z kim pogadać. Czasem myślę, żeby poprosić Boga o to, że skoro nie da mi się pomóc, to niech pozwoli mi umrzeć :/

A Ty co o tym myślisz? Napisz!