Olga: Panie Jezu tak się nie robi

Jezus

Panie Jezu z miłości do ludzi często nas doświadczasz, upominasz, karcisz. Robisz to bo nas kochasz. Św. Piotra też kochałeś, a mimo to potrafiłeś powiedzieć do niego „idź precz szatanie”. Takie traktowanie działa też w drugą stronę. Ja Cię kocham i dlatego z miłości do Ciebie powiem Ci, że tak się nie robi Jezu, możesz się wypchać z takim uzdrowieniem.

To są mocne słowa, ale taka jest prawda. Uzdrowiłeś mnie kiedyś na mszy z modlitwą o uzdrowienie w Łodzi, ale co z tego skoro nie mogę nic z tym zrobić. Dałeś mi tyle pięknych rzeczy, mówię o darach duchowych, zmieniłeś mnie wewnętrznie nie do poznania, sama bym tego lepiej nie wymyśliła, ale nadal żyję w niewoli swojego ciała.

Po co mi to wszystko skoro nie mogę tego wykorzystać, równie dobrze mogłeś nic nie robić. Jest powiedziane bądź zimny albo gorący i to działa w obie strony Panie Jezu, albo mnie w pełni uzdrawiasz albo w ogóle, albo będę żyła w pełni albo w ogóle. Bo ja nie żyję, ja wegetuję, moje życie jest letnie, a chciałabym żeby było gorące, albo jak trup zimne.

A ja jestem na wpół żywa, na wpół martwa. Tak się nie robi Panie Jezu. Dałeś mi tyle fajnych rzeczy, rozpaliłeś we mnie chęć życia, a życia mi nie dałeś, nie uwolniłeś.
Tak bardzo chciałabym żyć pełnią życia, iść do ludzi, wykorzystać to co mi dałeś, być sobą taką jaką zawsze chciałam być, ale nie mogę, bo jestem w niewoli. Wszystko co od Ciebie otrzymałam idzie na zmarnowanie. Tak się nie robi Panie Jezu.

Albo dasz mi całe życie, pełny zestaw, albo zabieraj wszystko z powrotem. To tak jakby biedakowi dać bogactwo, jakiś skarb i nie pozwolić mu go ruszyć, tylko dać mu na niego popatrzeć. A ja mam taki skarb w sercu i nie mogę go wykorzystać, bo jestem w niewoli, na uwięzi, mogę tylko popatrzeć i pomarzyć.
Nie chcę marzyć o życiu, ja chcę żyć.
Tak się nie robi Panie Jezu.

Nowenna pompejańska jest też na Facebooku
Polub nas! 🙂

47 myśli na temat „Olga: Panie Jezu tak się nie robi

  1. A co za antyświadectwo? A do Olgi- Bóg to nie jest świety Mikołaj. „Nie łudźcie się: Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje, to i żąć będzie: kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ducha zbierze życie wieczne.”

    • To nie jest antyswiadectwo, odezwał się chór ostracystów wielce świętoszkowatych.
      Ja Ciebie, Olgo rozumiem, wiem, o czym piszesz, zniewolenie należy być może traktować jako metaforę. Olgo, sądzę, że masz na myśli swój stan psychiczny – uwięzienie we własnym wnętrzu( w starym lęku, blokadzie, poczuciu niemocy – może nawet nie do końca potrafisz to zdefiniować, może nie do końca w pełni ufasz Bogu) przy jednoczesnej świadomości otrzymanych od Boga darów i własnej niemocy związanej ze strachem, że nie będziesz mogła być sobą, że ci się nie uda, że stare wróci, czujesz się niegotowa psychicznie i duchowo do tego, by móc zacząć nowe życie. Czekasz na znak do działania. Wiem coś o tym, Olgo. Rozumiem Twój ból, masz prawo to tak odbierać, też przez to przechodziłam i wciąż poniekąd przechodzę, tylko pewnie mamy różne przeszkody, które nas blokują w zaczęciu nowego życia, realizacji naszego powołania, wyjścia do ludzi, bo się boimy, Olgo, ja bym Ci poradziła tak:
      Nie martw się, módl się o rozeznanie swojej sytuacji życiowej, może potrzebna Ci jest jakaś dobra terapia chrześcijańska, gdzie będzie współpraca z terapeutą połączona z rozeznaniem przez modlitwę – współpraca z łaską Bożą. Olgo, sadzę, że to, co teraz przeżywasz, to jest tylko jeden z etapów uzdrowienia. Nie po to Bóg daje coś, żeby się to zmarnowało, za jakiś czas wszystko się zmieni i wejdziesz na inny etap w swojej wierze i w sowim uzdrowieniu, Bóg tak tego nie zostawi, da Ci kolejne laski, byś mogła zacząć działać, może czeka na właściwy moment, być może chodzi o Twój duchowy rozwój po drodze, o jeszcze większe przylgnięcie do Boga, taką pełną ufność, nie wszystko dzieje się z dnia na dzień, czasami pojawia się rozeznanie, że coś dostaliśmy, że coś się uzdrowiło w nas, ale zanim będziemy gotowi działać, upłynąć musi jeszcze trochę wody. To jest walka duchowa ze złym duchem. Wiem, doskonale rozumiem Twoją bezsilność, otrzymałaś pewne łaski, ale wciąż nie możesz zacząć żyć – pol żywa – pól martwa( jak ja), jest w Tobie nowe i stare. Jak piękne auto super wyposażone tylko bez paliwa lub silnika, a tu byle jaki maluszek pruje do przodu. To jest dołujące i trudne doświadczenie. Powiem tak: Módl się o uwolnienie od tego, co Cie blokuje, proś Maryję, chodź na msze o uzdrowienie, może dobrze by było pójść na modlitwę wstawienniczą o uwolnienie do jakiejś sprawdzonej wspólnoty( może otrzymasz jakieś światło poprzez wspólnotę lub jakaś radę, nie musisz im opowiadać o swoich sprawach), napisać intencje do zakonów, oni się za Ciebie chętnie pomodlą lub nawet dać na mszę świętą w tej intencji. Sadzę, ze jesteś zniewolona przez złego ducha jakimiś swoimi pewnymi lękami, natrętnymi myślami itp., a może też w głębi nie przepracowałaś jeszcze jakichś starych schematów myślenia, które powodują, że wracasz do przeszłości, a to wpędza Cie w stare lęki, obawy i niemoc( dlatego piszę o terapii), a zły duch dodatkowo działa, na tym żerując. Do sprawy trzeba podejść od strony duchowej to na pewno, zastanów się, czy też i nie wesprzeć się terapią psychologiczną. Jest bardzo fajny program, który nazywa się: 12 kroków do pełni życia. Módl się do Maryi o światło ducha świętego, o wskazówkę, ona Cie na pewno wysłucha, zawsze dostaniesz jakąś odpowiedz lub podpowiedz, wykrzycz Bogu, co czujesz, co Cie przytłacza, co Cię boli, wkurza, a nawet swoje pretensje do Niego. On się tym nie zgorszy, wbrew temu, co tu pisze większość, on czeka na Twoją szczerą modlitwę, a modlitwa to nie zawsze jest klepanie gładkich słówek i akademia, zobaczysz, ze otrzymasz na pewno jakąś wskazówkę, co dalej robić, a może coś Cię pokieruje, jakieś natchnienie. Być może, zniewala Cię zły duch, rani tymi myślami po to, żebyś nie wykorzystała łask, które dostałaś, żebyś była dalej nieszczęśliwa i nie zaufała do końca Bogu. Zaufaj Maryi. Naprawdę. Myślę, że wiem, o czym piszesz. Znam ten ból z autopsji.
      I nie upadaj na duchu!

    • Olgo, nie oceniam Cię, ale coś tu jest nie tak. Skoro piszesz o uzdrowieniu wewnętrznym, to skąd tyle żalu do Boga. Czy znasz Martę Robin? Polecam lekturę na jej temat. Będę się za Ciebie modlić…myślę,że ciągle tego potrzebujesz. Niech Cię Bóg ma w swojej opiece, próbuj „otworzyć ” się na dziękczynienie i wielbienie, pomożemy w tym.Polecam lekturę Pisma Świętego:Iz 54, 10a i Syr 2,1-9.

      • A co to ma do rzeczy czy zna Martę Robin? Może Olga nie chce wieść takiego życia jak ona?
        Ja podziwiam MArtę Robin, ale czy naprawdę Bog nas stworzył tylko do cierpienia? Dlaczego nie można żyć spokojnie – w miłości, pokoju, jedności? Tylko zawsze musi być jakieś cierpienie, nieszczęście, na które trzeba się zgadać i dziękować Bogu? To jest ta nasza wolna wola?
        Nie można być po prostu radosnym i szczęśliwym. Szczęście i radość koniecznie muszą wypływać z cierpienia i ucisku. I wcale mnie nie pociesza fakt, że Jezus umarł za nas w cierpieniu, bo to jest akurat przykre i smutne. Nie potrafię się cieszyć z czyjegoś cierpienia. Może jestem nadwrażliwa, nie wiem…

        • Widać mało rozumiesz co to znaczy, że trzeba nieść swój krzyż. Chrześcijaństwo to nie jest bułka z masłem. A cierpienie jest drogą do świętości i szczęścia. Prawdziwi święci zawsze cierpieli, ale nie z posępną miną tylko z nadzieją a nawet z radością. Radzę pogłębić wiarę i czytać PISMO ŚWIĘTE.

          • Oho, wspaniała rada, dziękuję. Ja radzę nie oceniać innych i się nie wywyższać.
            Przytoczyłabym tu parę cytatów z PISMA ŚWIETEGO odnośnie tych co się wywyższają, ale nie muszę skoro trafiłam na oczytanego eksperta 😉 Ile masz lat? Co możesz wiedzieć na temat mojej wiary i znajomości Pisma Świętego, że mnie osądzasz?
            Przebywałeś kiedyś wśród ludzi chorych i cierpiących? Bo ja tak i może dlatego mnie to tak dotyka.
            Dobra, jak teraz moja koleżanka na wózku z porażeniem mózgowym zacznie mi się znowu żalić i zwierzać to krzyknę jej parę rzeczy do słuchu. No bo co ona sobie wyobraża, że cierpieć nie chce, albo że ma jakieś marzenia, których nie może zrealizować? Ma cierpieć i już. Tak? Zero pocieszenia. Zero współczucia. Każdy niesie swój krzyż, a jak coś nie pasuje, to niech idzie Pismo Święte poczytać.
            Co za bezduszność i brak wrażliwości.

            • Dokładnie marto, ujęłaś to, co poczułam, czytając te odpowiedzi na świadectwo Olgi.

  2. Olga nie rozumiem tego stwierdzenia „Panie Jezu, albo mnie w pełni uzdrawiasz albo w ogóle, albo będę żyła w pełni albo w ogóle. ” Pan Jezus cie uzdrowił duchowo a wolałabyś by nic nie robił i byś nadal była uwięziona w swoim ciele bez duszy? wtedy byłabyś szczęśliwa????

  3. Kiedy przeczytałam to świadectwo pomyślałam, że zaraz pojawią się komentarze adwersarzy myślenia Olgi. A chyba nie na tym to polega. Każdy ma prawo powiedzieć to, co czuję, a i Pan Jezus pewnie nie chce, by z naszej strony była świętoszkowata pobożność. Pan Jezus się nie obraża, ale chce nas widzieć w prawdzie. Mam nadzieję Olgo, że Jezus da Ci wkrótce odpowiedź, dlaczego tak się dzieje; że da Ci także ukojenie- nawet, gdyby zrozumienie nie miało nadejść…

    • Dokładnie, Ewo, o prawdę tutaj chodzi, a nie o jakieś zakłamanie, bo Bóg wie, zna serce. A ja sądzę, że i zrozumienie też nadejdzie, a nawet i kolejne łaski, które umożliwią Oldze pokonanie złego ducha i wyjście z własnej niemocy( ja bym to tak odbierała to uwięzienie w ciele, myślę, że Olga może nie do końca umie to trafnie nazwać), ja myślę, że to jest jakiś etap w Twoim uzdrowieniu, Bóg działa planowo. Wiem o tym, że skoro dał Ci coś to na pewno w jakimś celu a nie na zmarnowanie. Ufaj i wierz!

  4. Olgo, a ja powiem tak – piękne świadectwo. Masz rację, kiedy piszesz, że zostałaś hojnie obdarowana darami duchowymi. To, co piszesz jest dla mnie świadectwem prawdziwej bliskości z Panem Bogiem. Przecież Ty wołasz ze swojego krzyża! A sam Pan Jezus z Krzyża Św. wołał do Ojca: „Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?” Czy ktoś z wypowiadających się tutaj ‚święcie oburzonych’ ma coś do powiedzenia Panu Jezusowi ukrzyżowanemu? Może że Bóg Ojciec to nie święty Mikołaj?
    Świadectwo to nie panegiryk, Pan Bóg naprawę nie potrzebuje, żeby ludzie Go upiększali. Świadectwo, jak nazwa wskazuje, to świadczenie o tym, jak się sprawy mają.
    Pomodlę się za Ciebie, droga Olgo, i za wszystkich komentujących. Odwagi!

    • to jest anty świadectwo osoby, która traktuje Boga jako św. Mikołaja i obraża się na Niego za to, że przyniósł inny prezent niż sobie zażyczyła. Pokazuje jak nie należy traktować Pana Boga.

  5. HEj.Olgo?mozesz napisac co ci dolega?w ajkiej niewoli jestes? Bo ja czytajac nie zrozumiałam,nie napisałas.serdecznie cie pozdrawiam Ewa.

  6. Ks Pawlukiewicz mowi, ze nalezy krzyczec na Pana Boga, powierzyc mu swoj problem, jednakze za pomnialas podziekowac za jego rozwiazanie. Zrob to .
    Wyrzucilas swoje zale i wierze, ze Jezus Cie wyslucha. Szczesc Boze

  7. też mam takie dni, gdy mówię: „Jezu! musimy pogadać, bo zupełnie nie rozumiem o co w tym wszystkim chodzi” Myślę, że niekiedy Bóg prowokuje do takiej modlitwy, mi przynosi ona oczyszczenie, oddaję się mu, ale też kłócę się z nim, Bóg przecież jest dobrym Ojcem, który mnie rozumie doskonale i być może w niezrozumiałych dla mnie działaniach chce mnie zmusić do intensywniejszego kontaktu z nim.

  8. „Chodźcie i spór ze Mną wiedźcie!” (Iz 1, 18).

    „Jednego roku ojciec Grazio zaprowadził Franciszka [ Ojca Pio] do sanktuarium świętego Pelegryna. Kościół był zupełnie zatłoczony przez wiernych przybyłych z wielu krajów. Franciszek usadowił się w pierwszym rzędzie, by się modlić, kiedy nagle uderzył go widok pewnej ubogiej kobiety trzymającej w ramionach kalekiego chłopca.

    Biedna matka wbiła oczy w figurę Świętego i zaklinała go wśród westchnień
    i modłów:

    – Uzdrów mojego synka, uzdrów mojego synka, drogi święty Pelegrynie…

    Franciszek szybko zdał sobie sprawę z nieszczęścia dziecka i bólu matki. Poruszony, łączył serdecznie swoją modlitwę z modlitwą nieszczęsnej matki. Tak minęło trochę czasu, dopóki Franciszek nie usłyszał nawoływań ojca:

    – Franciszku, musimy już iść, wracamy do domu, chodź!

    Franciszek odparł szybko, impulsywnie:

    – Jeszcze chwileczkę, tato; zaczekaj jeszcze chwileczkę.

    Kto wie, może Franciszek miał nadzieję na cud uzdrowienia kalekiego dziecka; może, albo bez „może”, chciał zobaczyć jak sprawa się zakończy.

    Kobieta tymczasem dalej powtarzała, z coraz większą gorliwością, usilne błagania o uzdrowienie dziecka.

    Lecz w pewnym momencie, widząc, że nic nie uzyskała, jak zrozpaczona, wzięła swoje biedne dziecko i wepchnęła na ołtarz Świętego, krzycząc:

    – Jeśli nie chcesz go uzdrowić, zabierz go sobie, ja go nie chce.

    Zaledwie dziecko upadło na ołtarz stanęło prościutko na równe nogi i zawołało:

    – Mamo! Mamo!

    To był cud. Matka zaraz porwała chłopca i przycisnęła kurczowo do piersi. W środku tymczasem zrobił się nieopisany zgiełk. Wiadomość o cudzie rozeszła się w mig również poza sanktuarium, a tłum zaczął przeciskać się do kościoła.

    Proboszcz powiadomiony o cudownym zdarzeniu, kazał bić w dzwony, jak to było w zwyczaju za każdym razem, kiedy uproszono łaskę za pośrednictwem Świętego”.

    Ojciec Dariusz Kowalczyk: „Biblijne wadzenie się z Bogiem to w gruncie rzeczy szukanie Boga i szukanie siebie przed Bogiem. Biblijna historia Boga i człowieka nie jest ugrzeczniona, jest prawdziwa i autentyczna. Jeśli wadzimy się z Bogiem, mając czyste, choć może zbolałe serca, to ostatecznie odnajdziemy Boga i siebie przed Nim. Psalmiści kłócący się z Bogiem zwykle kończą swe spory słowami: Błogosławiony niech będzie Pan (Ps 31, 22)”.

  9. „Albo dasz mi całe życie, pełny zestaw, albo zabieraj wszystko z powrotem”. typowe zachowanie rozpuszczonego dziecka, które obraża się, że prezent nie jest tak doskonały jaki sobie zażyczyło. przykre…

      • Ojej, właśnie nie jest to krzyk rozpuszczonego dziecka, tylko rozpacz, którą przeżywa, a w swoim bólu może jest nawet bliżej niego niż wy, którzy ją potępiacie w swoich komentarzach.

  10. Nie wygląda to na rozpuszczone dziecko tylko na osobę głęboko cierpiącą. być może Olga jest osobą na wózku lub leżącą. Chciałaby mieć sprawność, radość życia. niestety obawiam się, że padła ofiarą jakiejś wspólnoty religijnej, która w typowy sposób modliła się o jej uzdrowienie (fizyczne) potem wielkie rzeczy, pewnie czytanie z Pisma lub inne słowa osoby przez którą mówił Duch Święty (przepraszam, ale wiem jak to bywa na np. modlitwach zbiorowych) i Olga poczuła się wyróżniona, kochana z rozbudzoną nadzieję, a potem długo nic i nic, nic z tego co myślała. Poczuła się sama, nie tylko zapomniana przez Boga ale jeszcze po pewnym czasie te „wspaniałe” osoby ze wspólnot religijnych też idą sobie swoim zyciem i przyjaciół mają gdzieś. Ja właściwie też czuję się oszukana religijnie w pewnej sferze życia i cóż.. od pewnego czasu wciąż walczę o swoją wiarę.

  11. Dziecko,czy Ty kochasz całym sercem Jezusa? Czy całkowicie wszystko, ale to wszystko oddałaś Mu? Wróć do Niego,idź powiedz Mu wszystko w skramencie pokuty, On czeka. Powierzm Cię Jego Miłosierdziu.

  12. To nie swiadectwo,to poprostu zwyczajnie dzialanie ZLEGO DUCHA ktory wykorzystal albo osobe niewierzącą albo kogos z sekty,tu zagladaja ludzie rozmodleni i tacy ktorzy szukaja pomocy w dalszej modlitwie a Zlemu to bardzo nieodpowiada i dlatego chce zeby osoby czytajace takie swiadectwa jak Olgi zwatpily i przestaly sie modlic .A „”OLGA””to prawdopodobnie konto falszywe!!! Dziekuje Apostolatowi.Szczesc Boze wszystkim.

    • A skąd wiesz, że to jest świadectwo fałszywe, a dlaczego zakładasz, że na tej stronie wolno napisać tylko gładkie i piękne świadectwa i że tylko takie świadectwa świadczą o prawdziwej wierze? I że tylko tak może ono wyglądać? Świadectwo może być różnej postaci, czasem to jest dziękczynienie na skrzydłach duchowych pisane w tym momencie przez kogoś, a czasem krzyk rozpaczy i zmaganie wewnętrzne, walka miedzy wiara a zwątpieniem, a skąd wiesz, że to zły duch się tutaj chciał nią posłużyć? Wiesz, że może wydajesz w tym momencie niesprawiedliwy wyrok na osobę, która cierpi, przezywa zwątpienie, załamanie, nie znasz jej sytuacji, wiec nie oceniaj pochopnie. Bo Twoim komentarzem ją zabijasz, zamiast dodać otuchy. A co jak ona tu weszła podzielić się swoim bólem i poszukać pocieszenia i rady na forum? A ludzie zachowali się jak tłum, który zaraz rzuca kamieniami jak Żydzi w te kobietę, którą Jezus uratował od ukamienowania. A wy ją kamienujecie swoimi słowami. Ludzie, opanujcie się, bo trąci tu sekciarstwem na tym forum niestety coraz częściej, jak się czyta takie komentarze jak Wasze, ciasnotą serca i takim faryzeizmem pospolitym. Uważacie się za wzorowych chrześcijan, macie usta pełne frazesów, ale jak tylko przychodzi co do czego, to wychodzi wasza prawdziwa postawa wobec drugiej osoby. I utopili byście drugiego w łyżce wody. W ten sposób powstaje stereotyp takiego zaślepionego katola, który moralizuje i poucza innych, nie piszcie potem, że katolicy są nielubiani, bo odstraszacie ich swoją postawą taką właśnie i zniechęcacie do wiary i kościoła, sorry, ale tak jest.
      Widać, że ten post nie jest prowokacją czy mającym wpisem prześmiewczym kogoś zniechęcić do Boga czy modlitwy, atakującym kogokolwiek. Wiara to nie jest ugrzecznione spełnianie tylko jakichś przykazań, ale żywa relacja z Panem Bogiem, taka jak relacja nasza z drugim człowiekiem, z którymi się czasami kłócimy, z którym rozmawiamy. Spójrzcie na siebie. A może ten psot jest po to, by ci, którzy się tu uważają za tak doskonałych chrześcijan zastanowili się czy na pewno wiedzą, w co wierzą i na czym to wszystko polega tak naprawdę. Może to wy błądzicie a nie ona? To jest po prostu prawdziwe świadectwo osoby pogrążonej w bólu, a wy ja osądzacie. Przeczytajcie w piśmie świętym, że jaką miara mierzycie, taką i wam odmierzą. Widzisz sól w oku brata swego, a w swoim belki nie widzisz. Bo tu wieje obłudą.

  13. Dajcie jej spokoj! Przeciez widac, ze jest to osoba bardzo rozzalona, ktora nie rozumie pedagogiki Pana Boga Ja tez nie rozumiem i czesto mam ochote krzyczec podobnie jak Olga! Zreszta ja tez zadawalam podobne pytanie Panu Bogu! Pan Bog napewno nie poczuje sie obrazony, tym co Olga napisala! Widac tu wyraznie, ze jej relacja z Nim jest bardzo bliska i gleboka! Olgo nie zalamuj sie! Pros o Laske zrozumienia, czego Pan od Ciebie oczekuje, pozostawiajac Cie jakby na wpol drogi. Napewno jest to najlepsze rozwiazanie dla Ciebie w tej chwili. Pomodle sie za Ciebie, aby Bog objawil Ci o co tu chodzi. A ty przyjmij to z pokora A pytac zawsze mozemy i napewno otrzymamy odpowiedz, tylko musimy byc cierpliwi. Glwa do gory Olgo!

  14. Olgo, jest mi przykro, że tak się czujesz. Nie powiem, zszokowały mnie Twoje słowa, ale z drugiej strony, dobrze, że to świadectwo (antyświadectwo? ) napisałaś. Dają Twoje słowa do myślenia – pokazują przede wszystkim, że Bóg to na pewno nie Św Mikołaj (nie twierdzę, że Ty tak uważasz), ale tajemnica, której czasem nie da się w żaden sposób ogarnąć, że działa w naszym życiu czasem na nasz ludzki rozum – nie logicznie.
    Rozmawiałaś z jakimś duchownych o swej sytuacji? Pytałaś o rady kogoś „mądrzejszego”, co ze swoimi darami zrobić? MożeTwoje dary da się wykorzystać w sposób prosty? Taki banalny? Ciężko jest cokolwiek powiedzieć, doradzić, bo nie opisałaś swojej sytuacji tak konkretnie, a poza tym nawet nie wiadomo, czy Ty oczekujesz porad – może się chciałaś tylko wygadać…

  15. Olgo nie trać nadziei. Może to próba a może Bóg czegoś od Ciebie oczekuje, do czegoś Cię wybrał. Szukaj Jego woli, nie obrażaj się ale pukaj, szukaj i ufaj. Z Bogiem rozmawia się w różny sposób, ale zawsze warto rozmawiać. Pomodlę się za Ciebie. Trochę Cię rozumiem bo i mnie czasem taki stan ducha nie był obcy.

    https://www.youtube.com/watch?v=_s9oqoP61Xg

  16. Jasne, że tak może być, dlatego trzeba wesprzeć, a nie oceniać czy krytykować. Sylwio, podpisuję się pod Twoim wpisem obiema rękami:).

  17. Droga Pani Elu, nikogo sie tu nie osadza,Olga poprostu powinna wyjasnic swoja trudna sytuacje a opisuje tylko ze Pan Jezus ma sie wypchac albo zabierac wszystko spowrotem. Nikt nie potepia Olgi jako osoby tylko Jej zlosliwe uwagi wymiezone w Syna Bozego i tyle.Droga Olgo napisz cos wiecej o swoim cierpieniu.Pomodle sie za Pania.

    • No, nie zgodzę się, bo jest tu wiele osądu. A także braku empatii i zrozumienia dla piszącej. Widziałam tu kilka sensownych komentarzy coś wartych w sensie podniesienia na duchu Olgi, a reszta to niestety lawina komentarzy krytycznych pod jej adresem z powodu jej wypowiedzi, która tutaj przysłoniła niektórym cel ich postów, a celem powinno być pocieszenie bliźniego, a nie walenie z grubej rury w wykonaniu chóru wielce oburzonych świętoszków( czujących się moralnie uprawnionych do oceniania innych). I to niestety pokazuje brak wyczucia i zrozumienia ze strony ich autorów – uważających się za bogobojnych katolików. Niestety, smutne świadectwo, jacy jesteśmy. Olga weszła, żeby się podzielić swoim stanem i opisała to słowami takimi, jakie odpowiadały jej uczuciom, bo ma prawo czuć się wkurzona, smutna, wściekła, zapominania przez Boga, nawet jeśli nie widzi szerzej swojej sytuacji i miłości do Boga do niej i sensu w tym, co ją spotyka. Do tego też ma prawo. Liczyła z pewnością chyba na wsparcie, radę a nie ocenę moralną jej relacji z Bogiem, jak powinna mówić, a jak nie do Boga i co wolno jej odczuwać, a czego nie wolno.
      Olga napisała emocjonalnie i wyrzuciła Bogu swój żal, niejeden człowiek w życiu przechodzi przez taki stan( a Hiob?), ja tez przez to przechodziłam i mówiłam Bogu rożne rzeczy i Bóg o tym wiedział, podobnie jak teraz wie o Oldze( oczywiście, ja tu nikogo nie chcę rozgrzeszać, czy mu przyklaskiwać, ale też nie potępiajmy kogoś za jego prawdziwy stan i za to, że nie rozumie swojej sytuacji i ma ochotę „cisnąć ją Najwyższemu w twarz”( pisze celowo w cudzysłowie, żeby za chwilę jakiś chór oburzonych nie przekręcił sensu moich słów), bo widocznie w tej chwili się tak czuje i ma do tego prawo, a weszła tu po radę, pocieszenie i wsparcie a nie krytykę, a ludzie osądzają jej słowa czy postawę w tym momencie. A nie to jest tutaj teraz najważniejsze. A większości niestety ta kwestia przesłoniła wszystko. Należało ja pocieszyć, a kwestię jej postawy czy słów wypowiedzianych w złości czy gniewie pod adresem Boga zostawić Bogu i jej w sakramencie spowiedzi.

  18. Droga Olgo (moja imienniczko) ja bardzo często prowadzę takie spory z Panem Bogiem (potem zawsze się z tego spowiadam). Rozumiem Cię doskonale, ja raz na jakiś czas też muszę wylać mój żal, chociaż codziennie dziękuję za wszystkie łaski to przychodzą ciężkie kryzysy związane z niepełnosprawnością mojego dziecka i wydaje mi się że tylko krzyk wtedy zostaje. Jest to krzyk niemocy, bezsilności i rozpaczy, bo już nic innego nie zostaje. Wydaje się że znikąd pomocy nie można uzyskać i jeszcze Pan Bóg jest „głuchy” na nasze wołania. Pytanie w takiej sytuacji – kto mi pomoże? Nie został mi nikt. Jestem zdana sama na siebie. To że ktoś powie – proś o siłę do dźwigania krzyża i umocnienie Ducha Św- nie daje żadnej ulgi bo gdy widzisz że twoje dziecko cały czas płacze nie sprawi że zaczniesz się uśmiechać i będziesz się temu niewzruszenie przyglądać (nawet pod natchnieniem jakimkolwiek). Na pocieszenie mogę powiedzieć że gdy moje dziecko było malutkie nie chciało nic jeść i lekarze we wszystkich szpitalach i klinikach rozkładali ręce a mi zostało patrzeć na śmierć głodową mojego dziecka wtedy klęczałam pod krzyżem wielokrotnie wyłam i krzyczałam wzywając Pana żeby niewzruszenie nie przygladał się na powolną smierć mojego dziecka. Z moich ust padły nawet słowa żeby zabrał wreszcie albo mnie albo jego bo moje serce nie może udźwignąć tego bólu i rozpaczy.I wtedy Pan mnie wysłuchał moje dziecko zaczęło z dnia na dzień jeść. Mogę teraz powiedzieć że to był cud.Chwała Panu!
    A ci którzy oceniają negatywnie Twoje świadectwo nie wiedzą z jakimi trudnościami przyszło ci się zmagać każdego dnia i czy to jest na twoje siły fizyczne i psychiczne.

  19. Ja już napisałam na poprzedniej stronie właściwie wszystko, co miałam w temacie do napisania. Tak jak pisali tutaj inni, Olga naprawdę sprawia wrażenie osoby mającej bardzo głęboką relację z Panem Bogiem – i to jest jej świadectwo o darach duchowych, które otrzymała. Nie ma żadnego obowiązku opowiadać nam tutaj z detalami o swoim cierpieniu – to jest między nią a Panem Bogiem. Natomiast nam opowiada o tym, że otrzymała dary, które przez ograniczenia, jakie ją dotknęły, marnują się. Tyle informacji nam zupełnie wystarcza.

    Chciałam tylko dodać, że tego samego dnia, w którym przeczytałam piękne choć trudne świadectwo Olgi, usłyszałam na Mszy Św jak kapłan mówił: „zamiast wciąż klepać modlitwy, ze szczerego serca pokłóćcie się z Panem Bogiem!”
    Ładny zbieg okoliczności.

  20. Taka osoba, jak Olga, może być bliżej Boga, niż taka, która od razu się święcie oburza, a na co dzień jest albo letnim katolikiem, albo uważa, że uczestnictwo we Mszy świętej jest już spełnieniem wszystkich jego obowiązków względem Boga i zaraz po wyjściu z kościoła obmawia innych ludzi.

  21. Droga Olgo!
    Piszesz tak bardzo emocjonalnie, że myslę, iż Twoja relacja z Bogiem jest żywa i energiczna. Czy jednak nie za bardzo roszczeniowa? „Chciałabym” powtórzone kilka razy, „zabieraj wszystko”, „wypchaj się”, „tak się nie robi” – te słowa świadczą o egoizmie wypowiadającego je. Gdybyś je jeszcze wypowiedziała do samego zainteresowanego…. ale Ty Olgo piszesz to na forum, aby inni usłyszeli…. Dodam, na forum poświęconym Nowennie Pompejańskiej. Nie wspominasz o nowennie ani słowa. Może w takim razie módl się za przyczyną Matki Bożej o kolejne łaski, bo jak napisałaś, uzdrowienie duchowe już jest Twoim udziałem. Tylko, czy na pewno? Dlaczego piszesz, że nie możesz wykorzystać daru jaki otrzymałaś? Widać z Twojego świadectwa, że z pisaniem nieźle Ci idzie, zdaje się, że masz też komputer, a to dzisiaj wspaniały nośnik do ewangelizacji i dzielenia się z innymi darem wiary. W ten sposób też można wyjść do ludzi.
    Czy pamiętasz mężczyznę, który kilka lat temu prosił o eutanazję? Tak naprawdę on prosił o miłość i ją dostał! Teraz uczy się, pomaga innym (właśnie przez komputer, bo jest całkowicie sparaliżowany) i jest szczęśliwy.
    Ja też mam do Boga wiele prósb, czasem skarg i po ludzku brzmiących życzeń, ale wiem, że Boże drogi są zupełnie inne niż sobie wyobrażamy…. Czy nie kusi Cię obietnica Królestwa Niebieskiego, które Pan przygotował szczególnie dla tych, którzy na ziemi są dotknięci różnymi nieszczęściami i znoszą je godnie i cierpliwie? Daj Bogu szansę i zaufaj Mu bezgranicznie, że ma dla Ciebie wspaniały plan, a zobaczysz, że dostrzeżesz sens w tym, co się wokół Ciebie dzieje.
    Pozdrawiam Cię serdecznie w modlitwie,

  22. zgadzam sie z Sara. Bogu a nie na forum.Bog slucha Ciebie a nie czyta w internecie.Jak juz Sara wspomniala Olgo nic nie piszesz o Nowennie Pompejanskiej ?a to forum wlasnie jej jest poswiecone.Olgo modl sie na rozancu do Matenki Ona Ci pomoze we wszystkim.

    • Niekoniecznie, szukajcie pomocy u Boga, ale też i u ludzi, tak jest napisane w Piśmie Świętym, nikomu nie można zabronić pisania na forum i zakładać z góry, że jest ono przeznaczone tylko dla piszących o tych dobrych sprawach czy owocach modlitwy, czy też na dzielenie świadectwami dziękczynnymi, ale żeby się dzielić chyba wszystkim i szukać wsparcia u innych, którzy się modlą. Tak raczej.

  23. Właśnie doczytałam, że wpis Olgi pochodzi z „Listów od czytelników”. Trudno więc naprawdę rozeznać sytuację. Nie wiadomo jak Oldze pomóc…. oprócz modlitwy oczywiście…
    Może ADMIN ma jakiś pomysł?

  24. Bóg cię kocha! Dał Ci dobra duchowe, dla Niego ciało jest niczym, a życie ziemskie na które yak czekasz nie jest nawet namiastką tego, co Bóg Ci ofiaruje po tym życiu, jeśli tylko na to mu ppozwolisz, zaufasz, On z Tobą jeszcze nie skończył, musisz jego wolę akceptować A NIE SWOJĄ… ja też jestem tylko człowiekiem i niczym nie moge porównywac się do Twojej sytuacji, ale wiedz, że odkąd w głowie mam myśl, że wszystko musi toczyć się zgodnie z wolą Bożą, to życie jest prostsze, łatwiejsze, bardziej zrozumiałe, mniej udręczające…. Zaufaj Bogu

  25. Droga Olgo!!!!Doskonale Cię rozumiem Jestem kaleką od urodzenia.moja,jak to teraz mówią NIEPEŁNOSPRAWNOŚĆ,zabrała mi wiele życiowych możliwościi zburzyła plany i marzenia,wg moich pragnień.Dopiero po zrozumieniu(dzięki kilku życzliwym mi osobom),że taka jest WOLA BOGA,który miał taki, anie inny plan wobec mnie,moja choroba i defekty stały się dla mnie lżejsze.Znalazłam dla siebie inne możliwości- rozwój duchowy,Apostolat cichych Pracowników KRZYŻA ,różaniec,pociesznie krewnych i znajomych w ich problemach(często jakże błachych!!!).Olu!!!!Odmawiaj NOWENNĘ POMPEJAŃSKĄ,a zobaczysz ,jakie POZYTYWNE zmiany zajdą w Twoim życiu!!!!Oddaj się BOGU OJCU i Matce z Pompejów pod OPIEKĘ!!!!Jestem myślami i sercem z Tobą.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!