Justyna: Maryja uczy Wiary, Nadziei i Miłości

Serce EKG

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Na stronę Nowenny Pompejańskiej nie wchodziłam od wielu tygodni, kiedy to nie wytrwałam w codziennym Jej odmawianiu. Gdy ponownie zaczęłam Nowennę Pompejańską, modląc się tym razem od odnowienie relacji z bardzo ważnym dla mnie mężczyzną, kilka dni temu stwierdziłam, że potrzebuję umocnienia i zapragnęłam poczytać świadectwa innych. Pierwszym świadectwem, na które natrafiłam było właśnie świadectwo mężczyzny, z którym się rozstałam, a który odmawiał Nowennę o umocnienie nas samych. Pokierował mnie tutaj Duch Święty, bo nie można tego nazwać przypadkiem czy zbiegiem okoliczności.

Obecnie odmawiam Nowennę w intencji odnowienia naszej relacji na drodze Prawdziwej Miłości. Proszę Pana Boga o usunięcie także w nas samych wszelkich przeszkód, które uniemożliwiają nam pozbycie się egoizmu. Wiem już, sama tego doświadczyłam, że Nowenna Pompejańska jest Nowenną nie do odparcia i odmawianie Jej niesie skutki, jakich nie jesteśmy w stanie przewidzieć i początkowo zaakceptować naszym ziemskim myśleniem. Mimo to, proszę Boga za wstawiennictwem Matki Bożej Różańcowej z Pompejów o wysłuchanie moich próśb.

Nasza relacja wywiązała się ze studenckiej znajomości. Pan Bóg postawił nas dość niespodziewanie na naszej drodze życia i do dzisiaj nie umielibyśmy wyjaśnić, jak to się stało, że pewnego listopadowego wieczoru, jadąc autobusem, jednocześnie pomyśleliśmy, że dobrze byłoby ze sobą być. Byliśmy razem trzy lata. Ostatnie kilka miesięcy spędziliśmy na poszukiwaniu tego, czego brakowało nam w naszej relacji. Nie udało się, nie byliśmy w stanie odkryć, co sprawia, że nasz związek jest niekompletny, że wkrada się pewien fałsz. W tym czasie ja sama bardzo oddaliłam się od Pana Boga, zostawiając Go na „po godzinach”. Chciałam na własną rękę kształtować i planować swoją przyszłość, zamiast ufać Panu Bogu. Odsunięcie Pana Boga na dalszy plan bardzo odbiło się na wszystkich moich relacjach. Wzmocnione przez podjęcie pracy stanowczość, planowanie i wieczna pogoń za czasem, sprawiły że zatracałam tożsamość jako kobieta. Pod koniec lutego rozstaliśmy się, a nasze rozstanie było spokojne. Towarzyszyła nam myśl, że decyzja jest dobra.

Z początkiem marca rozpoczęłam duchową walkę i modlitwę o pozbycie się wszelkiego zła w moim życiu i otwarcie na Pana Boga. Pan Bóg jest łaskawy, zaczął działać bardzo szybko. Cud stał się podczas Mszy Świętej o uzdrowienia. Potem wzięłam jeszcze udział w dniach skupienia. Po powrocie z nich odbyliśmy spacer i rozmowę. Co ważne, spotkanie poprzedziliśmy Mszą Świętą i krótką modlitwą. Podczas spaceru w naszych oczach pojawił się szczery uśmiech i towarzyszyła nam radość z wzajemnego spotkania, jakiej już długo nie czuliśmy. Po tym dniu postanowiłam, że będę modliła się Nowenną Pompejańską o odnowienie naszej relacji.

W marcu uzyskałam odpowiedzi na pytania, które stawiałam sobie od ponad pół roku. W Uroczystość św. Józefa, w czasie odmawiania Tajemnic Chwalebnych, dotarło do mnie, dlaczego będąc ze sobą nie czuliśmy, że żyjemy w Prawdzie i w Wolności. Nie mówiliśmy sobie wszystkiego, rezygnowaliśmy ze szczerych rozmów w imię dobra drugiej osoby, żeby nie poczuła się źle. Nawet widząc grzech drugiej strony staraliśmy się doszukać w nim cech dobra, a to zawsze prowadzi do złego. Stawialiśmy sobie sztuczne wymagania, o których nie rozmawialiśmy. Porównywaliśmy się do wizerunku idealnej żony/idealnego męża. Wewnątrz nas rodziła się niezgoda na to, co robi druga osoba. W kolejnym tygodniu przyszła refleksja, że byliśmy wobec siebie nieustępliwi i szukaliśmy na siłę cech Miłości idealnej, zamiast sami ją tworzyć i przeżywać to, co nas łączy. Za bardzo porównywaliśmy się do innych par, często już małżeństw, zapominając, że one też miały swoje kryzysy i musiały uczyć się Miłości. Nie akceptowaliśmy tego, że człowiek jest w swojej naturze słaby i nie rozumieliśmy, że Miłość oznacza przede wszystkim odpowiedzialność za drugą osobę, także odpowiedzialność przed Panem Bogiem. Mimo, że cały czas pragnęliśmy dobra drugiej osoby, to Miłość utożsamialiśmy z uczuciami i chcąc ratować się, dbaliśmy o powierzchowne gesty. Nawiązanie głębokiej, prawdziwej relacji wymaga jednak kierowania się we własnym życiu i w tworzeniu więzi zasadami, jakie daje nam Pismo Święte. Chociażby prostą, a jakże często pomijaną przez nas „Niech nad Waszym gniewem nie zachodzi Słońce”. Mieliśmy przed oczami filmowo-literacki obraz Miłości, w której dominują emocje. Prawdziwa Miłość wyrasta jednak ponad świat uczuć, jest wspólną drogą do świętości. Jest służbą, uniżeniem się wobec drugiej osoby, pozbyciem się egoizmu i ofiarowaniem własnej wolności. Musi być przede wszystkim oparta na Bogu. Myślę, że doskonale rozumieliśmy to w teorii, ale nie byliśmy w stanie pokonać własnego egoizmu, też przez popadanie czasem w przekonanie o własnej nieomylności i zbyt małe powierzanie się Panu Bogu.

Mężczyzna, z którym się rozstałam, modląc się o umocnienie nas samych, sprawił, że mogłam się nawrócić. I gdyby nie nasze rozstanie, by się to nie wydarzyło. Pan Bóg stawia na naszej drodze zawsze takie osoby, z takim charakterem, które mają nam dopomóc stać się świętymi.

Wierzę, że Pan Bóg to także pedagog, strateg, wojownik w walce o Miłość i czasem, tak jak na Jonasza, zsyła na nas coś, co postrzegamy ziemskimi oczami jako kryzys, nieszczęście, ale tylko po to żebyśmy mogli prawdziwie Go doświadczyć. Mam nadzieję, że tak jest też w naszej relacji, że to, co się teraz rozgrywa, ma nam pokazać, że bez Pana Boga i zasad Ewangelii na pierwszym miejscu nie można nic zbudować. Chciałabym, żebyśmy mogli kiedyś świadczyć o tym razem.

Dziś dopiero dwudziesty drugi dzień nowenny, ale przez cały czas jej odmawiania odczuwam łaski, jakie z niej płyną, które realnie wyrażają się w ponownym odnalezieniu samej siebie, radości, spokoju, rozważnych refleksjach na temat przeszłości i tego, co było złe w naszej relacji czy choćby w modlitwie czy kilku szczerych krótszych, bądź dłuższych rozmowach, które odbyliśmy od czasu naszego rozstania, a które po ludzku w ogóle nie miałyby prawa się przytrafić. Nowenna Pompejańska każdego dnia pogłębia moją wiarę, sprawia, że wzrasta we mnie Nadzieja i uczy mnie Miłości.

Chwała Panu!

Opt In Image
Nie przegap zadnego swiadectwa!

Zapisując się do biuletynu będziesz otrzymywać co tydzień, w piątek, powiadomienia o nowych, wspaniałych świadectwach, przysyłanych przez naszych Czytelników! Wystarczy wpisać poniżej swoje imię oraz adres e-mail. Potwierdzenie zapisania przyjdzie na Twoją skrzynkę.

4 myśli na temat „Justyna: Maryja uczy Wiary, Nadziei i Miłości

  1. Piękne świadectwo, niech wszystkie pary je przeczytają, bo prawdziwa miłość to nie motyle w brzuchu, jak na filmach, to bardzo delikatny kwiat, który bez naszej wzajemnej troski ginie i usycha. Emocje są bardzo ludzkie, całe życie uczymy się panować nad nimi, bo niestety często mogą zrujnować nasz związek. Życzę wszystkiego najlepszego, aby Pan Bóg i Matka Przenajświętsza poprowadzili Was drogą pięknej miłości.

  2. Ha! Pamiętam tamto świadectwo! Nie przypomnę sobie w tej chwili imienia mężczyzny, ale wiem doskonale o którym świadectwie piszesz, droga Justyno, więc jako przypadkowy komentator zaświadczam, że ten mężczyzna faktycznie pisał tu niedawno. 🙂 Zapamiętałam jego świadectwo, bo wydał mi się człowiekiem mądrym i o wielkim sercu. Teraz, po lekturze Twojego świadectwa, nie dziwi mnie wcale, że pokochał właśnie Ciebie.
    Opowiedziałam o Was mojej mamie (w rozmowie telefonicznej) i powiedziała mi, że ma łzy w oczach. Poczuła się zachęcona do NP, a w mojej opinii bardzo jej potrzebuje, więc jeśli ją faktycznie podejmie, to Wasze świadectwa – dopiero wspólnie zestawione ze sobą – dokonały wspaniałej rzeczy. To też daje do myślenie.
    Pomodlę się za Was, bardzo kibicuję Waszej relacji.

  3. Justyno piekne świadectwo i ja mam podobne przemyslenia po rozstaniu z mężem. Tylko że mój maż nie wierzy w Boga ale wiem że to wszystko jest tak jak Bóg chce. W moim małżeństwie dla mnie było za mało Boga, za dużo niedomówień w imie nie urażenia drugiej osoby – jak Ty to wszystko pieknie umiałaś napisać. Ufam Panu i chcę być Jego narzędziem a moje cierpienie ofiarowuję Jezusowi. Chwała Panu

  4. zazdroszcze Ci moj chlopak nie modli sie o nas ja modle sie za niego o nasze pojednanie bo wierze ze To na niego czekalam 26 lat I naprawic te bledy ktore wynikly Modle sie za to

A Ty co o tym myślisz? Napisz!