Jak zerwane zaręczyny stały się początkiem wielkiej przygody z Maryją

Moja historia krąży na forum, bo często ją przytaczam, mając nadzieje,że moje doświadczenia komuś pomogą. Myśle,że troche szwankuje podejście do Nowenny Pompejanskiej. To nie tak,że modlący się nią ludzie mają jakąś magiczną nadludzką moc by wpływać na swoje losy a jej skuteczność mierzymy po spełnionych marzeniach. Chcę pokazać,że cos dobrego mogło wyjść z niespełnionej nowenny. Wybaczcie mi długośc ale i tak bardzo okroiłam swoją historię a chce ja przedstawić w całości.

Mniej wiecej 3 lata temu na niedługo przed ślubem mój ówczesny narzeczony po kursie przedmałzenskim powiedział,że nie chce już ze mną być. Byłam naprawdę zrozpaczona, schudłam bardzo, wypadły mi włosy i wpadłam w depresje. Gdy wyczerpałam ludzkie środki zostały mi boskie. Około rok pozniej na portalu plotkarskim wpadłam na Nowennę Pompejańską i zaczęłam się modlić o powrót do tego co było miedzy nami. Zawsze byłam wierząca-praktykujaca, ale i tak mowienie tylu rozanców dziennie było dla mnie wyzwaniem.

Nowenna była spektakularna w efekty. Szatan dawał czadu, dręczyły mnie koszmary, budziłam się w nocy i miałam wrażenie,że ktoś jest w pokoju, moja babcia zachorowała bardzo i cała rodzina szykowała się na najgorsze, pod koścołem wybito mi szyby w aucie, choć weszłam na moment zostawić folderki o NP. To samo auto odmówiło mi posluszenstwa zimą, w nocy i zablokowałam wjzad na autostradę na kilka godzin, stres, koszta… Pojechalam do Częstochowy na uroczysty Akt Oddania się Maryji, modliłam się do sw. Judy Tadeusza, Józefa, św. Anny, Rity , kogo się da.. zamówiłam Msze wieczyste u Księzy Werbistów za niego i moją całą rodzinę. Dosłownie poruszyłam niebo i ziemię żeby wymodlić powrót. W ostatni dzień Nowenny po roku od rozstania chłopak powiedział mi,że naprawde nie chce ze mna być juz na pewno.

Rozpacz trwała dalej. Po paru miesiącach przyszedł czas na kolejną Nowenne. Zrozpaczona depresją i naprawde katastrofalnym stanem psychiczno-fizycznym modliłam się o swoje uzdrowienie. Liczyłam na spektakularne ozdrowienie, zamiast tego Bóg podsunął mi numer do terapeuty (katolickiego), który prowadził kurs przedmalzenski, zaczęłam chodzić na terapię.

Trzecia Nowenna była Nowenną w intencji dobrego męża dla mojej koleżanki, ona modliła się o męża dla mnie. Na mojej drodze Bóg stawiał wielu wspaniałych mężczyzn, niestety każdego odrzucałam bo nie mogłam zapomnieć o tym co było kiedyś albo tez nie bylam zakochana.

Czwarta Nowenna to był krzyk rozpaczy o rozwiązanie mojej fatalnej sytuacji mieszkaniowej i zawodowej. Wiedziałam,że muszę zmienić pracę ale byłam tak sparaliżowana strachem i brakiem opcji,że jedyne co mi zostało to modlitwa do Maryji o pomoc. Zostawiłam intencję bardzo otwartą prosząc po prostu o podsunięcie rozwiazan. Dwa dni przed koncem części błagalnej dostałam proozycje pracy IDEALNEJ, dobre warunki finansowe, perspektywy rozwoju ale zagranicą. Rzuciłam wszystko co mnie trzymało w Polsce spakowałam się w dwie walizki i wyjechałam. Przed wyjazdem byłam na modlitwie o uwolnienie u Jezuitów, prosiłam o uwlonienie z uczucia do mojego niedoszłego męża. Modlitwa trwała ponad 3 godziny. Prowadząca powiedziała,że nigdy czegoś takiego nie doświadczyła ale Duch Święty powiedział,że „jestem wolna, czy to mi się podoba czy nie”. Uwierzyłam w to choć nadal nie żyłam w poczuciu wolności. Zagranicą znalazłam wspolnotę i to byla grupa najcudowniejszych młodych ludzi i sióstr jakie spotkałam! Dali mi wiele wsparcia na emigracji, duchowego, wiele inspiracji.To był wielki genialny dar. Dostałam wielkie wyzwanie ale też cały pakiet narzędzi żeby sobie poradzić w życiu „na wygnaniu” m.in. kaplicę Cudownego Medalika na słynnej Rue du Bac i zaczęłam bliskim ludziom rozdawać cudowne medaliki.

Piąta Nowenna wyniknęła z tego,że mój niedoszły mąż powrócił do mojego życia i mocno zamieszał w tym co udało mi sie już ułożyć. Modliłam się „o rozwiazanie mojego życia uczuciowego tak jak chce Maryja”. Ta moja otwartosc była cudem samym w sobie, bo oddawałam już sprawę Maryji, z bólem, ale nie narzucajac swoich rozwiazan. Po ponad miesiącu, w trakcie następnej Nowenny (już w innej intencji) nasza koleżenska relacja się rozpadła, ja tak zdecydowałam bo nie umiałam być tylko koleżanką.

Szósta i Siódma Nowenna były odmawiane na raz. Jedna w intencji ‘uzdrowienia z niedojrzałości mojego byłego narzeczonego i prośbę by podejmował decyzje jakie od niego oczekuje Maryja’ a druga o uzdrowienie mojej drugiej babci, która walczyła o życie w nierównej walce z białaczką. Nie był to łatwy czas ale podczas jednej z Mszy ‘wylosowałam’ z koszyka z fragmentami Pisma świętego taki fragment „Trwajcie gorliwie na modlitwie, czuwając podczas niej wśród dziękczynienia” był to dla mnie znak,że intencje są dla Boga słuszne i dostanę w końcu kiedyś ukojenie. Jednak zaczął się Wielki Post, ja z powodu pracy zmieniłam ponownie kraj zamieszkania i zaczęłam od nowa. Tym razem było trudniej- zupelnie sama, bez wspólnoty, przyjaciół, rodziny. Bóg zaprosił mnie na rekolekcje ignacjanskie o tytule „Bóg działa w ciszy”, kazanie rrozpoczynające rekolekcje mówiło o Abrahamie, którego Bóg wyprowadził na obce ziemie, do kraju gdzie po ludzku nieiwadomo co robić i w ogole o co chodzi.. ksiądz mówił,że Bóg wyprowadza czasem nas na pustynie żeby coś pokazać… dla mnie ponowna zmiana kraju pobytu to jest wyprowadzenie na pustynie. Babcia odeszła do Pana niedługo po zakonczeniu Nowenny. Bardzo to przezyłam i miałam do Boga pretensje… bo bardzo długo cierpiała i ani nie została uleczona, ani nie oszczędzono jej bólu. Nie zdazylam tez sie z nia pożegnać, przyleciałam tylko na pogrzeb. Czy mój niedoszły zmadrzał –nie wiem, z tego co do mnie dociera to wręcz przeciwnie. Nie mamy kontaktu, nie złozylismy sobie nawet życzeń na Wielkanoc.

Zastanawiałam się co Bóg może chcieć i Wam i mnie przez to wszystko powiedzieć. Bez Boga bym zwariowała i wylądowała w psychiatryku, to jest więcej niż pewne bo jestem strasznym wrażliwcem a przeszłam traume odrzucenia, która zachwiała moją kobiecością. Wiara mi dała takie oparcie,że nie ma rzeczy, której nie przeżyję będąc z Bogiem, nawet jesli jest bardzo trudno to pamiętam o tym.. Zaczęło się od zawodu miłosnego a teraz każdą trudnosc stram się przezywac z Bogiem i budować z nim relację. Nigdy w zyciu nie modiłam się tyle – zaczełam się modlić za innych (mysle, ze to szczególnie istotne) i zamawiać Msze wieczyste, zaczełam konsultowac z Bogiem swoje wybory, a w koncu zaczęłam go „szukać” we wspólnotach, w Internecie, wszędzie. No i najważniejsze.. czyli cos czego sama nie chciałam nigdy czytac i nadal nie chcę… to,że Bóg nie spełni naszej prosby, nie znaczy że świat się kończy bo wszystko da się przeżyć i prawdpodobnie na naszą modlitwę odpowie w inny, lepszy sposób.

To świadectwo brzmi jakbym była czysta jak łza i pogodzona z losem (pamietajcie, ze trawa po drugiej stronie płotu jest zawsze zieleńsza i w cudzym zyciu latwiej nam dostrzec słowa Boga niż w swoim;)… tak nie jest.. nadal, choć nie prosze juz o jego powrót to nie mogę się pozbyc uczucia do mojego byłego, nadal cierpie z powodu swojej samotności – nie bycia żoną i matką podczas gdy moje koleżanki dawno ten etap maja za soba. Miewam kryzysy, dużo płaczę, jest we mnie żal,rozgrzebuje stare rany, za bardzo skupiam sie na sobie, powoli jednak dochodzę do siebie po śmierci babci.. ale mam nadzieje i wiem,że Bog to kiedys zabierze. Proszę Was o modlitwę.

Rozpoczęłam właśnie kolejna Nowennę w intencji pracy, wraz z końcem czerwca kończy mi sie kontrakt i nie wiem czy pozostać zagranica czy wracać do kraju, to wbrew pozorom są złożone decyzje. Rok 2014 był dla mnie do tej pory bardzo surowy i trudny (nie chcę się wdawać w szczegóły) juz od samego sylwestra, chciałabym żeby w końcu karta się odwróciła.

47 myśli na temat „Jak zerwane zaręczyny stały się początkiem wielkiej przygody z Maryją

  1. Mogę ci tylko napisać tak jak sama to określiłaś może za bardzo skupiasz się na sobie. Zobacz wokół jest tyle cierpiących i potrzebujących ludzi (nie twierdzę że ty mniej cierpisz) może warto by podjąć jakąś pracę charytatywną, wówczas moze mniej skupiałabyś się na swoim bólu jednocześnie mając satysfakcję z uszczęsliwienia drugiego człowieka

  2. Posłuchaj proszę o. Adama Szustaka! Z całego serca polecam wszystkim kobietom „Projekt: JUDYTA”. On w genialny sposób pomoże Ci znaleźć radość z bycia kobietą!!! Nie potrzebujesz do pełni szczęścia mężczyzny! Żaden mężczyzna nie jest Ci też potrzebny, żeby zapewnić poczucie wartości czy bezpieczeństwa. Kochać można naprawdę dopiero, gdy pozbędziesz się uczucia, że musisz, gdy Twoja kobieca natura otworzy się na wszystkich ludzi wkoło. Bądź piękna dobrem! Pan Bóg wspaniale Cię prowadzi i na pewno nie poprzestanie na tym, co jest teraz. Alleluja!

  3. Ja też odmawiam nowenne w intencji powrotu bądz rozwiazania tej sytuacji kochania kogoś, kto mnie nie kocha i nawet życzeń na święta nie przysłał. Jestem w części dziękczynnej, czasami zastanawiam sie czy ma sens kontynuowanie nowenny bo dziękuję za coś czego nie otrzymałam. W mojej intencji nie drgneło nic. Ja nadal go kocham i rozpaczam. On nadal sie do mnie nie odzywa i układa życie po swojemu. Czasem myslę że bez sensu ta moja modlitwa, nie czarujmy się – możemy modlic sie o zdany egzamin, znalezienie pracy, wyleczenie z pewnych dolegliwości bo mamy na to jakiś wpływ i Bóg może nam dopomóc (gdy będziemy się duzo uczyć, Bóg dopomoże nam w zaliczeniu egzaminu, gdy będziemy sie leczyc Bóg dopomoże aby te leki działały itp). Natomiast w sytuacji, w której po ludzku nic nie da się zrobić- tzn nieuleczlna choroba, smierc bliskiej osoby, odejście kogoś kogo kochamy, utrata naszego zdrowia Bóg chyba nie jest w stanie nam pomóc. Wybaczcie, ale nie słyszalam, aby komuś kto stracił rękę ta ręka odrosła, aby ktoś pod wpływem modlitwy wstał z wózka inwalidzkiego, aby Bóg zmusił kogos do kochania kogoś, aby ktos został wskrzeszony jak Łazarz i odzyskał wzrok jak słynny Biblijny slepiec. Dlatego trace nadzieje i sens, nie wierze ze ludzie w obozach pracy w Oświęcimiu nie wołali o pomoc- otrzymali? – nie, Bóg patrzył jak obóz koncentracyjny sie rozrastał przez długie lata wojny. Pochodze z religijnej rodziny, pobożnej, ale nie potrafimy nic wymodlić- moja mam straciła wzrok na 1 oko, na drugie ledwo co widzi, moja babcia zmarła na ciężka chorobę mimo że na msze wysyłalismy i ruszaliśmy pół nieba. Ja ciągle płacze bo kocham kogos kto mnie nie chce. Nie ma błogosławieństwa. Żałuje ze nie zyje w czasach gdy Jezus chodził po świecie- wtedy wypędzał złe duchy, przywracał wzrok, leczył z trądu, wybaczał grzeszy, leczył dusze człowieka a nawet wskrzesił Łazarza. Szkoda ze możemy sobie o tym tylko poczytać a w dzisiejszych czasach nic podobnego nas nie spotyka. Nie czarujmy się – gdyby była moc modliwty tak wielka nie było by rozwodów, osieroconych dzieci, inwalidów, domów dziecka i opieki spolecznej a szpitale nie pekałyby w szwach. Datego czasem aż smieszy mnie jak ktoś na tym forum pisze- „pomodliłam sie nowenne, intencja nie została wysłuchana jeszcze, ale czekam cierpliwie i wiem że się spełni” nie bądzmy naiwni, gdyby Bóg chciał nam cos dać, dawno zrobiłby to.

  4. Wiesz, ja zawsze na forum żywy różaniec z wielkim zainteresowaniem czytałam Twoje wpisy. Nie wiem, dlaczego… może przemawiała do mnie ich dojrzałość, szczerość, mądrość. Czekałam i czekam wręcz na nie , mimo że na forum żywy różaniec nie mam teraz konta, ale wchodzę anonimowo. Myślę, że jesteśmy w podobnym wieku… tzn. w okolicy trzydziestki. Czytając Twoje wpisy widzę, jak bardzo Bóg, mimo tych trudnych sytuacji, jest obecny w Twoim życiu… Nie masz łatwo, bo nie idziesz na łatwiznę, bo nie zadowalasz się byle czym. Wartościowe osoby zwykle mają trudniej.
    Wiem, że dasz radę.

  5. Dziękuję Marzeno 🙂 Ja właściwie trafiłam na to forum bo szukałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, niestety pytań o sens i cel mi przybywa ciągle. Mam 26 lat i wiem że Bóg też mi dopomógł nie raz, w ukończeniu studiów, w znalezieniu pracy, a choćby w tym że 2 lata temu miałam poważny wypadek drogowy a wyszłam właściwie z niego z kilkoma zadrapaniami i siniakami. Ciesze się że mam kochanych rodziców, dwie wspaniałe siostry i 2 przyjaciółki które nie pozwalają mi się czuc samotnie. Na znalezieniu męża mi właściwie już nie zależy, tylko męczę się kochając i tęskniąc za kimś jak wiem że to bez sensu, chciałabym się jakoś uwolnić, zdaża się że modlę się do sw. Józefa o szybką i dobra smierć bo mam poczucie bez sensu swego istnienia na świecie pełnym cierpienia, zła i wzajemnej nienawiści. Chciałabym się już przenieść na ten wyższy wymiar gdzie nie ma już tych wszystkich ludzkich problemów. Najwidoczniej musze sobie jeszcze zasłużyc na te smierć, modlę się też często Koronke do MB – tą modlitwą też wiele wyprosiłam, i mocno w nią wierzyłam (nie bez powodu moje imie bierzmowane to Faustyna :)) Byc może jest tak że nie moge sobie wymodlic bycia kochana przez to, że tak często wątpie, tak mało wierze…ale z drugiej strony człowiek się rozgląda i widzi jak inni w nic nie wierzą, nie modlą się a też jakos studia kończą, prace znajduja, w ciąże zachodzą i mężów/żony wspaniałych/łe maja… i nawet im do głowy nie przyjdzie aby napisać i powiedzieć że to dzieki Bogu i Maryja im wyprosiła 😉 ech chyba musze udac się na jakieś rekolekcje, tyle tych wątpliwości pytan u mnie, niedowiarstwa, sprzeczności że chyba potrzebuje „specjalisty” księdza od trudnych przypadków aby znów wrócic do tej wiary, którą miałam w dzieciństwie. Pomodlę się dziś za Ciebie Marzeno, nie znam Twojej intencji-pomodle się ogólnie o łaski dla Ciebie. Pozdrawiam.

  6. Asia, co do myslenia o sobie (chyba zle to ujelam) i wolontariacie. Jakkolwiek podle to zabrzmi nie mam na to czasu ani warunków, poza tym często zmieniam kraje z racji zawodu i zanim rozkminię jak w danym miejscu się żyje i jak co działa to praktycznie pobyt dobiega konca. Poza tym mam wrazenie,ze w miejscach w których byłam jest to trudniej załątwic niz w PL. Jednak nie marnuje czasu na myslenie o tym jak bardzo mi zle, wiadomo ze pisze o tym tutaj bo tu omawiam ten aspekt swojego istnienia. Choc nie ukrywam,ze jak napadnie mnie jakis kryzys to konca nie widac… Staram się modlić za innych (chociazby NP za babcie, czy za tego mezczyzne), modle sie za innych ludzi. Podczas modlitwy o uzdrowienie zadałam prowadzącej pytanie „czemu ja musze przez to przechodzic?” i odpowiedziala mi,ze mozliwe,ze będę musiała komus pomoc przejsc taka sama drogę. Nie ukrywam,ze takich osób znam nie mało. Niektóre poznałam przez Internet i widzielismy sie na zywo, niektore wspieram online na tyle ile mogę. Jesli chodzi o myslenie o sobie, to w fazie depresji z perspektywy czasu to modlitwa za siebie byla najlepszym co mogłam zrobic. Nie mozna pomagac innym, samemu będąc wrakiem.. Niby jadłam, piłam ale nie żyłam. Należę do klubu świadomego dawcy narządów i fundacji DKMS.. tyle mogę zrobić dla innych na ten moment. Mysle jednak,ze juz wyszlam za etap kiedy jestem w stanie sie tak rozproszyc myslami i skupic na czym innym,ze zapominam o tej calej historii. Próbowałam juz wszystkiego od wyprowadzki, urwania kontaktow, przez probe powrotu do kolezenstwa, podroze, modlitwy, szalencze zakupy i tak dalej… chyba czasu trzeba.. I ostatnia uwaga… ja wiem,ze sa ludzie, ktorzy ciepria bardziej – są na wozkach, nie mówią, nie chodzą ale chyba nie powinnismy waloryzować cierpienia.. że ten ma gorzej, czy ta lepiej. Ale dziękuję Ci za ten pomysł… zapewnie namawiasz mnie do nabrania dystansu do wlasnej historii.

    Oliwia, nie ma prostych odpowiedzi. Prawda jest taka,ze ludzie sobie często sami robią piekło na ziemi. A Bóg przecież na siłę nie uszczesliwi jak ktoś nie chce.. bo Bog szanuje wolą wolę.. a szatan nie próżnuje. Widac,ze jest w Tobie wiele goryczy. Trwaj na modlitwie jesli nie trafiaja do Ciebie argumnty wiary to trwaj by wiedziec, ze nie mozesz sobie niczego zarzucic i że zw swojej strony zrobilas wszystko co w Twojej mocy. Czyli modlilas sie calym sercem. pomodliłam sie nowenne, intencja nie została wysłuchana jeszcze, ale czekam cierpliwie i wiem że się spełni” – moze oznaczac otwarcie na inne scenariusze niz spełnienie naszej prosby…. to chya po trosze moja postawa teraz. Teraz jestem w takim głupim momencie. Historia ciagnie się juz niemalze 3 lata (we wrzesniu miną) , nie jestem ani z nim (nie modlę sie juz o to ani w jego intencjach), ani nie czuje sie dobrze sama, ani z nikim innym tez nie jestem… to wszystko jest drogą strasznie rozciagnietą w czasie… ale wierze, ze czyms zakonczona, nawet jesli nie z tym c
    złowiekiem..

    Justyno, sprawdzę „Judytę”. Szustaka bardzo lubię słuchać!

    Marzeno, dziękuję! juz myslalam,ze 3 latat od rozstania to będę miała tą historię za sobą, a przed 30 co najmniej jedno dziecko. A tu nie bardzo.. zajrzyj na forum :)ja do tego swiadectwa sie zabierałam kilka miesięcy..

  7. Dziewczyny, ja jestem od Was ciut starsza(34) i coś Wam powiem. Ja dawno temu poddałam się miłości, która nie była nic warta- tzn ten ktoś mimo, że został moim mężem pewnie nigdy mnie nie kochał. Cały rok narzeczeństwa dręczyły mnie dziwne myśli, że mimo, że bardzo go kocham, albo po prostu się przyzwyczaiłam, nie powinnam z nim być. Powiem Wam coś, nie nalegajcie jeżeli druga strona nie chce, nie módlcie się o zmianę jej charakteru- ludzie się raczej nie zmieniają. Ja wyszłam za mąż, urodziłam dwoje chorych dzieci i zostałam sama, bo mój mąż nie umiał zrozumieć, że w przypadku dzieci, które nie umieją chodzić jedna osoba do opieki nad nimi to za mało. Mieliśmy mieszkanie, dostaliśmy parterowy dom, nie chciał, żeby był wspólny, bo ” nie chciał domu bez miłości.” Długa historia, człowiek który ma zakodowane inne wartości i ja nie mam nadziei, że one się zmienią. Tak jak ktoś napisał osoby wartościowe maja gorzej- on nie znaczy już dla mnie nic. Znów kolejne święta bez życzeń, bez rozmowy, bo po co. Ale wiecie co, ja w końcu odmawiając już drugą nowennę, którą kończę za niecały tydzień zrozumiałam, że do szczęścia nie jest mi potrzebny pusty człowiek, który nie widzi potrzeb i pragnień innych, tylko swoje. Macie rację, chorym nogi i ręce nie odrastają, moje chore dzieci nie zaczynają chodzić, ale ja się cieszę, że znalazłam spokój i Boga. Cieszę się, że mam rodziców, którzy nigdy nie odmówili mi pomocy, że moje dzieci mimo, że nie chodzą są wspaniałe, że mam swój kawałek ogródka, który druga strona na siłę próbuje mi obrzydzić, że mam cudowną pracę, mimo obowiązków przy dzieciach. Dziękuje Bogu za to wszystko, ale czasem żałuję, że nie skorzystałam dawno temu i nie posłuchałam dręczących myśli i nie wybrałam innej drogi. Może teraz w te święta miałabym koło siebie dwóch zdrowych synów, męża i dom. Nie walczcie, bo nie warto, cieszcie się młodością, zdrowiem, a reszta sama się ułoży. Z Panem Bogiem. Wesołych i Radosnych ostatnich godzin świąt.

    • albo coko0lwiek miałabyś to myślałabyś, że też mogło być inaczej, lepiej… Pewnie, że nie warto rozpamiętywać, ani modlić się o zmianę innych osób, szczególnie tych co nas nie chcą (bo tu pełno takich świadectw), ale najlepiej zmieniać siebie. to jest najzdrowsze, obojętnie czy patrzymy jako osoby wierzące czy po ludzku, psychologicznie.

  8. Kolejne samotne Swieta nie napawaly mnie optymistycznie, w takich chwilach samotnosc uderza jeszcze bardziej do glowy i serca. Siostra u rodziny narzeczonego, brat z dziewczyną u znajomych, rodzice przezd tv, a ja sama w pokoju, ale nie tak zupełnie, porozmawiałam z Jezusem. Podziękowałam za jego śmierć za mnie, za moja rodzine i moich bliskich. Pomodlilam sie za przyszlego meza, bo wiem, ze kiedys on sie pojawi i pojawil sie we mnie taki spokoj. Spokoj, bo zaufalam Jezusowi. Wlaczylam film „Maria Goretti” i uslyszalam wkrotce piekne zdanie, dziewczynka po Pierwszej Komunii powiedziala swojej mamie, „mamo, Bog mi przedstawi mojego przyszlego meza, ja go moge nie rozpoznac, ale on mi go przedstawi i bedziemy ze soba na zawsze, tak jak ty z tata”. Usmiechnelam sie do siebie. Wlasnie, Bog mi go przedstawi, nawet, jesli serce nie od razu go rozpozna 🙂 Bo tak czasami bywa. Rozum co innego, serce rowniez. Kluczem do szczescia jest spokoj w sercu. Nie rozpamietujmy, nie kopmy dolow pod soba, odloz lopate, usmiechnij sie i zaufaj. Bog Cie kocha i chce dla Ciebie jak najlepiej. Kolega poznany wlasnie tutaj na forum, podeslal mi piekne swiadectwo. wpiszcie sobie na tubie „swiadectwo adam woronowicz”. Polecam!

    • Też się często modlę za mojego przyszłego męża, zastanawiałam się czy to ma sens, ale widzę, że nie tylko ja tak robię 🙂 Mówię np. Panie Jezu Ty wiesz kto będzie moim mężem, jeśli on teraz cierpi albo potrzebuje pomocy to otocz go opieką i miłością i odmawiam koronkę do Miłosierdzia Bożego w tej intencji.
      Aha, ktoś wyżej pisał, że modlitwa nie sprawi, że komuś odrośnie ręka albo ktoś wstanie z wózka – zdarza się, że ludzie wstają z wózka po maszach z modlitwą o uzdrowienie. Tzn. nie dzieje się to tak magicznie w jednej sekundzie, czasem ktoś jeździ na takie msze przez kilka lat, ale chcę zaznaczyć, że takie cuda się zdarzają.
      Czasem jest mi przykro kiedy myślę dlaczego innym się dzieją takie cuda a u mnie nie, ale w sumie to kto wie jakie cuda się zdarzyły w naszym życiu? Kto wie czy nie pędził kiedyś na nas rozpędzony samochód, który spowodowałby trwale kalectwo lub śmierć itd.
      Osobiście msze z modlitwą o uzdrowienie i NP pomogły zmienić mój charakter. Dziś wiem, że jestem gotowa do bycia dobrą żoną, ale i tak nieustannie się modlę aby Bóg mi pomógł być jak najlepszą żoną. A kiedyś? Wysmiałabym taki pomysł, chciałam tylko brać, chciałam tylko księcia, który by mnie adorował, dzisiaj jestem gotowa by sama dawać miłość. Może to jest właśnie ten mój cud 🙂

  9. witam wszystkich już dawno nie zaglądałam na forum ale ta historia kiesy ją czytałam to miałam ciarki do słownie i do tej pory mam bo jak ją czytała to jak by ona mnie dotyczyła identyczne doświadczenia do słownie to samo porzucenie przez partnera wszystko to samo …..wielkie dzięki za opis ale 🙂 Trzaska doskonalę cię rozumiem ja miałam podobne świętą sama w pokoju a wszyscy z kimś wiecie dziewczyny piszecie że macie po dwadzieścia parę lat ja mam 33 i jestem sama nie mam nawet dzieci i nie i mnie mogę znaleźć sobie męża zadaje pytanie do Boga czy na tym siecię jest ktoś dla mnie przeznaczony już w to wątpię co najgorsze że moje koleżanki już mają po dwoje dzieci a nic

  10. Kochane! Ale to nie tak! Im większe zacięcie, desperacja, tym gorzej. Tak, to trudne, ale módlcie się o uśmiech, a nie o męża! Najpierw trzeba być prawdziwie szczęśliwym w swojej wolności, żeby móc ją komuś ofiarować.

  11. Ja powiem coś co Wami wstrząśnie Drogie Panie. nie będziecie zadowolone 🙁 albo wręcz przeciwnie zadowolone 🙂 Ok. Ja często na tym forum widzę wpisy dotyczące spraw damsko-męskich i często je negatywnie komentowałam. może nawet zbyt ostro. Uważałam te rzeczy za puste. Oczywiście wiem jak bardzo potrzebna jest bliskość i miłość, bo mi też by się przydała. choć przyznam, że chyba jestem taką właśnie kobietą jak tu napisano, co umie się cieszyć swoją kobiecością. Tak, zauważyłam, że od czasu mojej pierwszej NP (a tylko 3 mam na „koncie” 😉 to coraz bardziej się sobie podobam… ale i innym też.
    Ale nie o tym. Nie to ma Wami wstrząsać 😉 bynajmniej to co powiem nie spodobałoby się męskiej części, gdyby takowa nas czytała, ojojoj.
    więc do rzeczy. drogie Panie, co to modlicie się często o męża, tudzież o dobrego męża, ok. czemu nie, róbcie tak. Tylko nie patrzcie się na otoczenie. Same piszecie o tej trawie bardziej zielonej u sąsiada. porównujecie się do koleżanek już mężatych i dzieciatych, co to im niby dobrze.
    Jakiś czas temu byłam na tzw. babskim spotkaniu w kawiarni. Grono znałam i uważałam te kobiety za szczęśliwe mężatki, większość z nich z dziećmi albo akurat były w ciąży. zdziwiłam się bardzo jak rozmowa zeszła na tematy ich mężów i jak one ich obgadywały między sobą. to był dla mnie szok, choć znam przypadki małżeństw „z rozsądku”. Tu się okazało, że właściwie żadnej z tych pań nie podoba się jej mąż, (może jedna była zadowolona), widza u nich wady, same zastanwiają się dlaczego za nich wyszły? a to, że był już czas, a to, że obiektywnie ten ktoś nadawał się na męża a to coś jeszcze. Przykro było tego słuchać.
    Jeśli Wam zależy na mężu i zakładaniu rodziny w jakimś określonym wieku to niestety mam przykrą wiadomość, chyba musicie wybrać kogoś i już. Większość kobiet nawet się nie zastanawia a Wy się modlicie.
    większość kobiet jest w życiu niezadowolona. Rozumiem, że Wy chcecie inaczej, modlicie się, żeby pojawił się ktoś właśnie taki, żebyście były zadowolone i szczęśliwe. to się zdarza. Nie kierujcie się tylko tymi co wg Was są szczęśliwsze, bo już to mają. Jakieś 90% wybrało z rozsądku (znam przykłady) i tak żyją, nie czekały na cud ani na księcia. W większości związków nie ma mowy o miłości.

    • Ja bym nie była aż taką pesymistką, że większośc związków jest budowana z rozsądku. Nie jestem też zwolenniczką szukania na siłe, modlenia sie o męża i wypatrywania go, upatrywania każdego spotkania w znaku Bożym. Ja właściwie zawsze byłam sama. Np. była studniówka w szkole, koleżanki miały chłopaków, ja poszłam z sąsiadem – kolegom i nie było to dla mnie problemem. Na weselu swojej siostry byłam sama. Nie zależało mi, nie chciałam być z kimś na siłe, ani desperacko szukac okazji do związku. Ale co zrobic w sytuacji, jeśli się kogoś poznało, mimo że się go nie wypatrywało i się kogos tego pokochało. U mnie tak było, w wieku 24 latach przypadkiem kogoś spotkalam, zaintersował mnie rozmową, póżniej te rozmowy byłby coraz dłuższe, odkrywałam w nim swoja bratnia duszę, on ciągle był w moim zyciu przyjezdzał, adorował, mówił że ma wrażenie że znamy się od dzieciństwa. Potem obudziło się we mnie uczucie, że chce tego kogoś przytulic, pocieszyc gdy mu zle, że chce widzieć jego usmiech, chce by był szczęśliwy, dobrze się czuł i widzialam że jego uzucie jest takie samo. Gdy w końcu usłyszałam od niego ‚kocham Cie” świat zatrzymał się na chwile, a ja byłam tak szczęsliwa że chciałam na środku ulicy krzyczeć jak go kocham. Budzialm się rano i nie wiedziaąlm co zjeść co się ubrać ani czy dożyje końca tego dnia, ale wiedzialam że go kocham. Kładłam się spać i nie byłam pewna czy obudze się rano zdrowa, ale bylam pewna jednego- że go kocham. Nagle ten człowek po 2 latach ode mnie odszedł- a uczucie zostało. To nie akt desperacji, to nie tak że musze kogoś miec, po prostu kogoś kochasz i potrzebujesz tej osoby, myslisz o niej, troszczysz się czy aby na pewno jest zdrowa, czy jej sie powodzi, bo chcesz szczęscia tej osoby i nie zapomnisz. Wiem jedno, z nikim innym nie będe i o męża prosić nie chce, miłośc kojarzy mi sie z bolem, jedynym moim marzeniem jest iśc przez zycie z człowiekiem którego po prostu kocham a miłośc ta trwa i nie ustaje, mimo że go nie widuje juz od dłuższego czasu, nie odzywam się do niego, zero kontaktu- ale ja nadal budze się rano i wiem jedno- kocham go. Co mam zrobic jak nie modlić się ? Cieszyc sie ze swojej kobiecości? Cieszyc się z tego że koleżanki narzekaja na meżów a ja taka wolna ? Nie jestem wolna niestety, bo ludzie odchodzą a uczucia zostają.

    • Alu, masz wiele racji w tym, co piszesz. Z jednej strony samotnym kobitkom może być przykro, ze są same, a z drugiej strony ci, co mają lub im się tak niby po kolei ułożyło wszystko – nierzadko wcale tacy szczęśliwi nie są wbrew pozorom takim zwykłym…

  12. Myślę, że wszystkim samotnym zależy na tym by wreszcie poczuc się tak jak ci „sparowani” , nie wykluczam, że owi sparowani, wiele by dali, by poczuc się znow singlami 🙂 Modlić się może każdy, to nie wyklucza biegania na randki 🙂 Owszem, swiat z obraczka na reku mieni sie inaczej niz ten lansowany w komediach romantycznych, ale skoro dziewczyny chcą mieć męża, prędzej czy później będzie im on dany, przynajmniej w to wierzę 🙂 A że jest różnie, nie tylko kolorowo i perfekcyjnie wiem od koleżanek męzatek, partnerek i kochanek. Wiem też, że czasami nie warto upierać się i trwać w miejscu. zmiany przyjdą jeśli wyjdziemy im naprzeciw Kochane Singielki 🙂 A dla tych, które chcą poczytać o tym bałaganie zapraszam na trzaskatrzaska.blogspot.com Historie są prawdziwe, ale nie ja jestem ich bohaterką 🙂

  13. Alu, wiele jest w tym prawdy co napisałaś. Z tym że takie podejście, że wezmę byle kogo bylebym juz był/a po slubie skutkuje tym, że tak często dochodzi do rozwodów. Bo rozsądek rozsądkiem ale jak taki facet bo kilkunastu latach życia z żoną, z którą się związał z rozsądku spotyka jakas kobietę i zakochuje sie w niej bez pamięci to potrafi odejść z dnia na dzień i jeszcze powiedzieć żonie prosto w twarz, że pierwszy raz w życiu jest zakochany. Żeby nie było – kobiety tez tak robią, kto wie czy nawet nie częściej. Czasem się zdarza, że takie małżeństwo trwa, bo nikt nikogo innego nie poznał itd. ale myślę, że takie wychodzenie za mąż bez czekania na wielką miłość jest bardzo ryzykowne, zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Bo zyjemy w dość chorych czasach, dla wielu ludzi przysięga już nic nie znaczy, wszędzie ludzie krzyczą, że liczy się tylko szczęście, że jak ktoś był nieszczęśliwy w związku to dobrze, że odszedł bo żyje się tylko raz itd. Niestety ale znam kilka takich przykładów gdzie ludzie pobrali się bo byli przywiązani do siebie, przyzwyczajeni, nie chodzi o to, że byli sobie całkiem obcy – nie, oni nawet na swój sposób się kochali ale… nie aż tak znowu bardzo, po prostu zwyciężył rozsądek i ta myśl, że wiecznie przecież nie mogą czekać. I co? Koniec końców był rozwód, bo jedno poznało kogoś innego, poczuło pierwszy raz wielką miłość i nie było zmiłuj. Jasne, że rozwody zdarzają sie tez parom, które się na początku kochały, ale myslę, że takie które pobierają się bez miłości są bardziej na to narażone.
    Zgadzam się za to z tym, żeby nie czekać na księcia z bajki, który będzie IDEALNY. Nie ma ludzi idelanych i nie ma co skreslać każdego, kto trochę odbiega od naszego idealnego wyobrażenia. Z drugiej strony nie można też traktowac każdego napotkanego mężczyzny jako tego jedynego. Ja bym zwiała gdzie pieprz rośnie, gdybym była mężczyzną a jakas kobieta uczepiłaby się mnie tylko dlatego, że np. kilka razy powiedziałam jej cześć albo pogadaliśmy chcwilkę 🙂

    • Roześmiałam się czytając ostatnie zdanie 🙂 Każdy ma wolną wolę i czas, jeden poczeka na miłośc, drugi pobiegnie za pożądaniem, inny posłucha rozsądku, ale mianownik Kochani jest jeden. I tak wszyscy sie tutaj spotykamy i modlimy, są ci, którzy nie chcą czekać, ci, którzy ogłuchli i odrzucili rozsądek i ci, co znudzili sie bieganina i chcą czegoś więcej 🙂 A odpowiedzią jest zaufanie do Boga, ot całe równanie 😀

  14. Nie ma się co porównywać z innymi, faktycznie i ja się czasami sama łapię na syndromie trawy zieleńszej u sąsiada za płotem:)/, ale tak jest i wtedy dopada nas frustracja, wówczas przestajemy dostrzegać plusy wynikające z naszego obecnego położenia życiowego jako osób w stanie niesparowanym jeszcze:) z możliwością dokonania spokojnego wyboru oo wcześniejszym przemodleniu:).

  15. dziewczyny na pewno macie racje nie wszędzie jest kolorowo ale co zrobić żeby nie czuja się tak żle te samotne wieczory brak przytulenia i wsparcia po prostu brak bliskosci ile jeszcze mamy czekać ……wszystko to takie trudne wiecie ja wszystko jest do bani a ti nie długo majówka moi ….

    • dodam tylko, że natii prawda, to bardzo ciężkie, bardzo, ten brak ciepła, bliskości o którym mówisz. I o to chyba najbardziej chodzi, bo znów pamiętaj, że nie chodzi o to, że panie w związkach mogą na to liczyć, niestety, wiele jest smutnych i samotnych z mężami, bez tego przytulenia właśnie..

  16. Właśnie sekret polega na tym by nie czekać, tylko chwycic sprawy w swoje ręce, zająć sobie czas co do minuty, zeby samotnośc swojego noska nie wsadzała, zyc pelnia zycia na ile się da i nie myslec o brakach, bo ich wiecej bedziemy dostrzegac. Musimy cieszyc sie zyciem, bo w przeciwnym razie nawet jesli pojawi sie ten wymarzony jakim cudem zatrzymamy go przy sobie? a ciagle mysli czy zadzwoni, czy on mysli, czy aby nie zrobie z siebie idiotki przy nim w tym nam nie pomoga, dlatego wypelniajmy czas tym co sprawia nam radosc, tym co nas rozwija i ksztaltuje, a wowczas jak bedziemy takie radosne, pelne dobroci, spelnienia, ksiaze sam nas odnajdzie 🙂 Mi radosc sprawia pisanie, pieczenie chleba mnie relaksuje i praca z ludzmi dodaje mi sily i energii, teraz skupiam sie na ksiazce, ktora bede chciala wydac, na blogu i mysle o zalozeniu fundacji, ktora bedzie pomagala naprawde, a nie bedzie fundacja krzakiem o nadanym nr KRS 🙂 do tego zgralam sobie nowa muzyke na mp3 i zaczynam biegac 🙂 powiedzialam sobie, nowe cialo= nowy facet, po prostu zabiegam samotnosc, zgubie ja gdzies w lesie i juz mnie nie zdoła złapac 🙂

  17. Trzaska, masz 100% racji! Nie ma sensu siedzieć i czekać aż ktoś się zjawi w naszym życiu. Lepiej zająć się sobą albo czymś pożytecznym. Ja też miałam taki moment w życiu, kiedy ktoś mi zawrócił w głowie, a potem z dnia na dzień olał. A ja głupia przeżywałam i czekałam aż łaskawie jaśnie pan do mnie się odezwie. Nie ma to najmniejszego sensu. Dochodzę do wniosku, że żaden facet nie jest w stanie dać mi pełni szczęścia, tylko Bóg może wypełnić pustkę, która we mnie jest. Obiecałam sobie, że jeśli kiedykolwiek wyjdę za mąż to tylko za mężczyznę wierzącego, takiego dla którego Pan Jezus będzie na pierwszym miejscu (a dopiero potem ja :). Niestety mało jest takich facetów, więc jak na razie nie mam zamiaru nikomu nic przysięgać aż po grób, bo byłby to jeden wielki niewypał.

    • Kasiu, ogladałam dokument, w którym główna bohaterka opisywała swoje zycie. Była sama i zaczęła się modlic o męża. Pół roku i nic, wówczas powiedziała, Boże daj mi takiego męża, który będzie w Ciebie wierzył. Nie musi być piękny, ma wierzyć w Ciebie. I wkrótce poznała męża. Teraz razem jezdza po zakladach karnych i opowiadaja innym o Bogu 🙂 Sa tacy meżczyźni, nie wygineli, bo i wojny ostatnio nie było 🙂 Sa, ja w to wierze i zycze Ci, bys poznała takiego mezczyzne, z którym razem z dziecmi bedziecie chodzili na niedzielna Msze 🙂

  18. Podpisuję się pod ostatnim postem trzaski. Po rozstaniu zupełnie zmieniłam środowisko (ostatecznie po 2 latacg wyjeżdzając z Polski ale to inna histroia), poznałam nowych ludzi, którzy zarazili mnie swoimi pasjami, pokazali swój świat, zaczęłam biegać i przebiegłam półmaraton 🙂 jednoczesnie utrzymujac (przez jakis czas) spadek 8kg po rozstaniu 😀 co wiecej…. kupilam sobie kota bo zawsze o nim marzyłam, zaczęłam duzo podrózować, dobrze się czuję wiedząc że w perspektywie mam gdzieś tam wyjazd, zwiedzanie, poznanie nowego kraju. Zaczełam wyjezdzac juz sama na krótkie wycieczki bo nie chcę juz czekać az będe jezdzic z kims, bo się mogę nie doczekać a ja chcę tyle zobaczyć… zapisałam się na siłownię i kurs językowy bo poza duchowością trzeba dbać o płaszczyznę życia fizyczną i psychiczną, zaczełam prowadzić bloga kulinarnego, robię zdjęcia kobietom (takie ładniejsze i lekko obrobione bo mam do tego umiejetnosci i sprzet), zaczelam bardzo o siebie dbac o cerę, włosy.. w sumie jak tak podsumuję te 3 lata to duzo zrobiłam i dla siebie i dla innych ale faktycznie kluczem jest budowanie świata na nowo. Swojego świata. Nie mówię,że nie mam kryzysów bo mam takie jak grand kanion, który mam zamiar zobaczyć w wakacje ale ten swój świat bardzo pomaga…

    Jesli chodzi o to jak wyglądają dzisiaj zwiazki to też się zgodzę, ostatnio tez przezylam szok słysząc pare wyznan moich bliskich kolezanek. Większosc wyczekuje pierscionka lub pozwolenia na dziecko, lub w ogole jest nieszczesliwych i przytłoczonych. Ale znam tez malzenstwa naprawde udane… takze nie ma reguły. Wiadomo tez,że zadna z nas tu obecnych nie chce złapać pierwszego lepszego faceta tylko chce by nadszedł w koncu TEN.

    Dziękuję Wam za tą dyskusję, bardzo mi pomagają Wasze komentarze.

    A ‚Judytę” Szustaka zamówię na dniach jakoś, bo mysle że to jest to czego mi trzeba.

    • Ja słucham też całego cyklu konferencji o. Adama „Pomarańczarnia”. Tam jest tyle cennych wskazówek dotyczących udanego związku… Żałuję, że nie natrafiłam na nie wcześniej. Polecam każdej z Was.

  19. Kryzysy zdarzają się nawet najlepszym! Ale i one sa potzrebne, bo po nich nalezy sie podniesc, od dna ie odbijamy i skaczemy jeszcze wyzej. Pamietam jak w dawnej pracy kolega mi powiedzial, Trzaska, nie łam się, z takich złamanych serc powstaja dzieła, zobaczysz, jeszcze mu podziekujesz! I wypada podziekowac 🙂 Zaczelam pisac, opowiadanie zdobyło wyróznienie magazynu Pani, a recenzowali je ci, których sama czytam i ich ksiazki mam na polkach w komodzie 🙂 Marzenia sie spelniaja, tylko a- trzeba marzyc, b- nie poddawac sie i biec do przodu! szkoda czasu na mazganie sie, postaw na siebie, a Bog dla rownowagi podesle Ci Połówka 😀 Znam rózne małżństwa, te, które sie kochają, takie ze zdradami w tle i takie w stylu cieplo-zimno, ale trwamy. Kazdy jest panem swojego zycia i od nas zalezy w jakim kolorze je widzimy 🙂 Wiecie, z perspektywy czasu dziekuje wszystkim Byłym, za to, ze byli, ze mi pokazywali swoj swiat, bo dzieki tym wszystkim doswiadczeniom zrozumialam, ze i Ja, ja trzaska, chce komus pokazac swoj, tylko moj swiat, Swiat, ktory wlasnie odkrywam, ktorego sie ucze. Ucze sie przede wszystkim siebie. Poznaje siebie sama. To najcenniejsza lekcja. Wreszcie poukladalam sie tym moim popapranstwem artystyczno-scislym z chorymi w tle i zaczynam sie w tym wszystkim odnajdywac. Wymagalo to czasu, wielu placzow, klotni z Bogiem, braku sil, wyzwisk i takich tam slodkosci okraszanych tu i owdzie slodkimi wyrazami, ale nie poddalam się. Walczylam przede wszystkim ze soba, ze swoim uporem, slabosciami. by powstac i isc droga, ktora Bog mi zaplanowal, a to nie bylo proste 🙂
    A i tez mam kota 🙂 Ba, nawet fioła na jego punkcie 🙂 Milosc bezwarunkowa jest czyms nadzwyczajnym 🙂

  20. Aha i zapomnialam oddac,ze moj problem jest raczej zblizony do tego co przezywa Oliwia. Ani z nim nie jestem, ani mi nie przeszło, ani nie mogę się w nikim zakochac mimo,ze panów nie brakuje.

    • assisi, wydaje mi się, że Twój problem z tym mężczyzną musi po prostu odejść w czasie.. tzn. chyba jeszcze za mało czasu minęło, żebyś mogła się uwolnić. wasze rozstanie nie było zwykłe, tylko szokujące dla Twojej psychiki. to chyba trwa dłużej, bo jest wielką raną. Ciekawe czy pomogłaby sytuacja jaka kiedyś wydarzyła się ki. byłam zauroczona mężczyzną, on mną też, ale to raczej nie byłby dobry związek (szkoda czasu opowiadać). Jednak cierpiałam, bo czasem się widzieliśmy, ale stale o nim myślałam. Jednago razu zdarzyła się sytuacja w której on wyszedł totalnie głupio, no dosłownie tak, że po krótkim czasie minęło mi to zauroczenie, choć w tzw. międzyczasie był jeszcze bolesny szok (nie aż taki jak u Ciebie). W każdym razie gdyby nie ta sytuacja, która jak jakieś magiczne lekarstwo wyleczyła mnie z ciągłego myślenia o nim. 😉
      dziewczyny, wieczorem z przyjemnością jeszcze przeczytam wszystkie komentarze. :*

  21. assisi doskonale cię rozumniem ja tak jak ty na brak panów nie narzekam ale to nie jest wiecznie czegoś brakuje chce być z kimś ale nie mogę bo wiecznie mi nie pasuje coś w facetach a jak pasuje to okazuje się strasznym chamem i moje samopoczucie ulegają pogorszeniu i tak mam wiecznie doła że jetem sama i nie wiem co mam robić z wolnym czasem teraz nawet poznałam fajnego faceta ale co tylko fajnie było jak się spotkaliśmy gdzieś w knajpie ale żeby się do mnie odezwał to oczywiście że nie robi tego chociaż była wymiana numerów tel jestem dość mnie nieśmiała i strasznie mam kłopoty z nowymi znajomosciami mimoże mam 33 lata przez sześć lat była z związku i dwa lata mieszkaliśmy razem człowiek się od uczył kontaktów a najgorsze jest to że eks dalej siedzi w sercu nie wiem czy go jescze kocham ale coś dalej do niego niestety czuje mkże to nie jest takie wielkie uczucie jak kiedys ale jeszcze jest niestety cchociaz jest juz rok jak mnie zostawił al ja dalej dól

    • Natii, odłóż łopatę i przestań kopać doły, bo i po co? Jesteś wartościowym człowiekiem i sama musisz w to uwierzyć. Co z tego, że masz 33 lata? Masz i dzięki temu, masz więcej doświadczenia, wiesz juz czego chcesz i inaczej pojmujesz świat niz wtedy jak miałaś lat 22 🙂 To piękny wiek i zapewniam Cię, że na oddział geriatryczny jeszcze by Cię nie przyjęli 🙂 Masz czas dla siebie, by poukładać się ze sobą, poznać właśnie Natii, nie Zdzisia i Rysia, tylko Natii, jaka ona jest, co lubi, a czego nie. Zapewniam Cię, miłość dopadnie Cię w najmniej spodziewanym momencie, wtedy, kiedy nawet nie będziesz miała na nią siły, ale czy to jej przeszkodzi? Nie 🙂 Wiem co mówię, kilka lat temu dopadła mnie jak umierała moja babcia, byłam kilka miesięcy po rozstaniu i zmieniałam pracę oraz mieszkanie. Zamęt w głowie i ten wymarzony 🙂 Mimo, że nie jestesmy razem, nadal pozostał mi on bliski i tak juz bedzie. Zaakceptowalam to po latach bojów sama ze soba toczonych. I jest duuuzo lepiej 🙂 Teraz jest moj czas, a jak sie pojawi Ten bedzie mi milo, a jak nie, wlosow rwac nie bede 🙂 Za bardzo polubilam siebie by marudzic i rozpaczac 🙂 Przesiądź się w wraka do cadillaca 😀 Luksus bycia soba jest nieoceniony! Badz swoim najlepszym przyjacielem, a troski powierz Jezusowi i Maryi. Z Nimi nie przegrasz, Z Nimi wygrasz.

  22. Ej super, ze nam sie udało tu spotkac! Któraś z Was mi poleciła o.Szustaka projekt „Judyta”. Będę wysyłać każdej kobiecie!!

        • Ale tutaj jest mowa o miłości obcego mężczyzny do obcej mu kobiety. A „miłość” matki do dziecka to nie miłość tylko hormony, nawet zwierzęta bezinteresownie troszczą się i opiekują swoimi dziećmi.

  23. o, Słoneczko tu jest:) Bardzo mile cię zapamiętałam z forum. Byłaś inicjatorką wspólnej modlitwy w naszych intencjach…

  24. Mnie tam się najbardziej podoba „przesiądź się z wraka na cadillaca”. tak robie 😉 Tylko, z tym powierzaniem trosk to też ok, ale coś robić trzeba, wysilać się, dążyć do czegoś, próbować pomóc swojej modlitwie, żeby nie pomyśleć potem: nic sama nie zrobiłam w tym celu. oczywiście o różnych celach myślę.

  25. hej ja się staram normalnie żyć czyli nie myśleć o samotności ale się nie da ja się zostaje z problemami sama ….Trzaska bardzo dziękuje za bardzo fajny wpis podbudował mnie i to może nie na długo al e chociaż na chwilę poprawiło mi sie samopoczucie ….z resztą mi się bardzo osobiście podobają twoje wpisy i są konkretne …..:) u mnie same zmiany od kiedy jestem sama zmienialm miejsce zamieszkania i teraz mam nową pracę zupełnie coś innego jest strasznie ciężka ale staram się nie poddawać chociaż jest ciężko jednak brakuje tego męskiego wsparcia nawet słowo dasz radę poradzisz sobie ja w ciebie wierzę …..kurcze wszystko to takie trudne ale cąły czas się modle 🙂 wzystkich pocieszam i mówię że w nich wierze tylko w siebie nie wierzę

    • zdecydowanie też ja w siebie nie wierzę. Właśnie staram się to pokonywać. Pociesz się Natii, że ja też mam akurat ciężką pracę i wcale nie będę miała wakacji. właściwie to już ileś lat nie miałam, ale teraz przed pewnymi problemami uciekam jeszcze w wir pracy. Jest mi bardzo ciężko.
      Jednak widzę, że największy ciężar uczuciowy to ten, kiedy osoba została porzucona. Obojętnie czy to kobieta czy mężczyzna. jeszcze większy, gdy po długim związku. Największy chyba, jeśli została porzucona w taki sposób, że wcześniej nic na to nie wskazywało i niczego się nie spodziewała. To szok.
      Zawsze się dziwiłam, że osoby skrzywdzone, te porzucone właśnie pisały, iż ten ktoś odszedł nic nie wyjaśniając lub tylko dlatego, że już jej nie chciał. Serio? Czy te osoby odchodzące nigdy nic nie wyjaśniały?
      Mam znajomą, którą mąż porzucił też tak nagle, ona też niczego się nie spodziewała, uciekł. On dopiero po ok. 2 latach (bo musieli się wtedy spotkać w sprawach rozwodowych itp.) wygarnął bardzo wiele. ona mi powiedziała, że nie wiedziała przez ten cały czas kiedy byli razem, że on jej właściwie nie znosi. Odszedł jak miał do kogo. Ludzie nie mówią sobie o wadach, żeby ten drugi się nie obraził, siedzą ale czasem pękają, nie wytrzymują. Oczywiście pominę tych mężczyzn, którzy sobie poszli bo ktoś się bardziej spodobał, z takim przedmiotowym podejściem.

    • Do Natii, wyżej nie chce mi się kliknąć, wiec odpisuję tutaj. Natii, podam prosty przykład. Pieczesz ciasto, zachwalasz niech inni próbują, inni jedzą i nagle ktoś pyta, a Ty czemu nie jesz? Nie smakuje Ci, przecież sama je robiłaś? Kto ma w Ciebie wierzyć jak nie Ty sama? Masz „tylko” siebie i musisz o siebie dbać, siebie rozpieszczać 🙂 Uwierzysz w siebie i zobaczysz, że ktos inny to zauważy, będzie chciał Cię lepiej poznać i znów wszystko się zmieni, bo Bóg nie chce, żebyś była sama. Tłumaczę sobie, że skoro stworzył mnie na swój obraz i podobieństwo, to doskonale wie kogo mi potrzeba u mego boku. Jestem spokojna. Jak rano biegam mam słuchawki na uszach, katuje jedną piosenkę z filmu ” Kamienie na szaniec” i czuję, że wszystko będzie dobrze. Dziś jak wracałam powiedziałam Jezu, ufam Tobie i wiesz czego chcę, zgadzam się na Twoja wolę i byłam szczęśliwa, tak z niczego, tak zwyczajnie i po prostu. Wiem, że jest ciężko samemu i milo słyszec od Niego dasz rade i wierze w Ciebie, ale jak uporasz sie z tym wszystkim, bedziesz silniejsza i moze to jest po to, bo Twoj Połówek właśnie takiej silnej kobiety potrzebuje. Zaradnej, usmiechnietej i pełnej spokoju. Siostra zakonna znajaca Jana Pawła II, opowiadała przed Wielkanoca, że bił od niego niezwykłe spokój. Spokój ducha i umiejętność słuchania go wyróżniały. Dziś kiedy zyjemy w biegu, w takim stresie, spokoj w domu jest luksusem. Jestem pewna, ze mezczyzna doceni kobiete przy ktorej moze sie wyciszyc, z ktora moze pomilczec, posmiac sie i ktora doda mu sil, bo nie oszukujmy sie, panowie sa twardzi jak zolwie, tylko na zewnatrz, a w srodku to miekaski 🙂 Poszukaj w sobie checi do spelnienia marzen, odnalezienie pasji rozwija osobowosc i przyciaga innych. Usmiech, radosc to recepta. Bog stworzyl taki piekny swiat i na pewno tez czesto sie usmiecha 🙂 Patrzy na ciebie i widzi fajna corke, w ktorej rosnie wiara w siebie! uwierz, to nic nie boli ani nie kosztuje 🙂 Nie ma sensu zadreczanie i zadawanie pytan retorycznych dlaczego? Ano dlatego, ze jeszcze masz odrobic jakas lekcje. Pisalam juz w innym watku o tym, ze widocznie zbierasz te cechy, ktorych On poszukuje i ktore zatrzymaja Go przy Tobie. I On tez pracuje na wasze wspolne szczescie, kto wie, moze tez meczy sie w pracy, moze tez dzis sie nie wyspal. Jedno jest pewne, jego nie ma przy Tobie, ciebie przy nim, ale Bog jest z Wami i Was sobie wkrotce przedstawi 🙂 Głowa do góry! Usmiech na twarz! Zaufaj Bogu 🙂

  26. Ja bym dodała jeszcze to coś ktoś mi tu polecił „Projekt Judyta” o.Szustaka! mnie naprawdę otworzył oczy na wiele. Przede wszystkim na to,ze do szczesliwego zycia kobiety nie potrzebuja facetów! nie znaczy,że mają być nawiedzonymi laskami, kotre sa agresywne wobec mezyczyzn, nie znaczy ze maja nie chciec rodziny czy nie byc z kims ale nie potrzebują faceta do: poczucia bezpieczenstwa chociazby. I obiektywnie spojrzalam na swoje zycie.. ja sobie daje rade. Oczywiscie zawdzieczam to wielu łaskom ale radze… moge sie utrzymac sama, pracuje, mam przyjaciol, pasje, podrozuje i tak dalej. o.Szustak powiedzial,ze to zakrecenie na punkcie facetow wywodzi się z grzechu pierworodnego 🙂 serio to wszystko ma sens! ta konferencja jest tez na chomikuj wiec dziewczyny. Do sluchania!

    • A jakie rady o. Szustak ma dla kobiet, które nie mają nic, ani porządnej pracy, przyjaciół, rodziny? Ja sobie też daje radę tylko się zastanawiam po co. Czasami w sercu kobiety pojawia się takie pragnienie, które niezależnie od tego czy ma się czegoś wiele czy nie ma się nic, nie znika, ale facet tego nie zrozumie, bo oni zawsze byli daleko, wychodzili na polowania, wyjeżdżali na wojny, na roboty, oni zawsze mieli wiele ważniejszych spraw na głowie niż dom, rodzina. Nie chodzi o desperackie zakręcenie na punkcie facetów, ale o zwykłe pragnienie rodziny, domu, to też jest efekt grzechu pierworodnego? Może lepiej byłoby gdyby Pan Bóg nie stwarzał kobiety? A właściwe to po co ją stworzył? Czy nie dla mężczyzny? Dlaczego nie zakończył dzieła stworzenia na mężczyźnie? A może Pan Bóg się pomylił?

A Ty co o tym myślisz? Napisz!