Edyta: Maryja nie pozwoliła zniszczyć naszego domu!

Pożar

Jestem winna naszej Mateczce świadectwo. 20 stycznia ukończyłam swoją pierwszą w życiu Nowennę Pompejańską. Modliłam się o dar macierzyństwa. Na otrzymanie tego daru muszę jeszcze jednak poczekać.Drugą część Nowenny rozpoczęłam 25.12 – w dzień Bożego Narodzenia. Ostatnią część, części dziękczynnej (czyli 6 nowenną 9-dniową) rozpoczęłam w Święto Chrztu Pańskiego.
W trakcie tych 54 dni było różnie. Na początku gorliwa modlitwa przychodziła mi łatwo – a im gorliwiej się modliłam tym gorsze myśli mnie nachodziły. Nagle ni stąd ni z owąd słyszałam w swojej głowie teksty typu „I co sobie myślisz, że na końcu świata zleci z nieba kilka osób i podzieli Was na lewo i prawo i tych dobrych weźmie ze sobą? Głupia idiotko w co ty wierzysz?”

Jednak w ciągu kolejnych dni modlitwa stawała się coraz cięższa a myśli ciągle mi uciekały gdzieś na bok. Starałam się jak mogłam i usilnie każdego dnia kończyłam modlitwę. Najgorsze były ostatnie 9 dni. Im bliżej końca tym ciężej było mi się modlić, a i moja rodzina ciągle mi przeszkadzała mimo iż wiedzieli, że w tym czasie nie mogą mi przeszkadzać. Nagle każdy coś koniecznie musiał przynieść lub wziąć akurat z pokoju, w którym się modliłam. Na raz jeden koniecznie należało mi coś powiedzieć, łącznie z informacjami typu „idę wprowadzić auto”, „idę się kąpać”, lub „napijesz się herbaty?”

Jakie łaski otrzymałam? Zacznę od tych drobnych, które na pewno przydadzą się, kiedy w końcu Mateczka uprosi mi dar macierzyństwa. Stałam się bardziej pokorna i cicha. Rzadziej krytykuję inne osoby. Stałam się dużo lepszą gospodynią i o wiele lepiej i z większym zaangażowaniem wykonuję swoje obowiązki w pracy. Także mój mąż w tym czasie znalazł dobrą pracę, dzięki której codziennie jest w domu, a nie tylko w weekendy.

Jednak największą łaską, najcudowniejszą jest uratowanie mojego domu. Właśnie w pierwszy dzień ostatniej nowenny, w Święto Chrztu Pańskiego, kiedy nikogo nie było w domu zapaliła się sadza w naszym kominie. Świadkowie mówią, że ogień był ogromy i przy okazji wielki wiatr, a dymu na około było tak dużo, że widoczność ograniczała się tylko do kilku metrów. Ogień buchał z komina w górę, a płomienie odrywały się i spadały na ziemię. Dzięki reakcji sąsiadów, kiedy tata (jako pierwszy) dojechał do domu z komina leciały jeszcze tylko iskry. Nie potrzebna była straż pożarna. Ogień powoli wygasł.

Kiedy wróciliśmy wszyscy rozejrzeliśmy się po domu. Jednym znakiem pożaru był smród i niesamowicie gorące ściany, których nie dało się dotknąć. Jednak nic, powtarzam NIC, nie uległo uszkodzeniu. Nie pękła ani jedna ściana nawet na milimetr, nie odpadła żadna płytka, nie musimy malować żadnego pomieszczenia. Nawet komin ostał się w całości. A ogień nie został zaprószony przesz wiatr na sąsiednie zabudowania.

Osoby, które to widziały tylko kręcą głową i mówią, że wydawało się że spali się cały dom i wszystko dookoła.

A nas chroniła nasza ukochana Mateczka. Nie pozwoliła zniszczyć naszego domu.

Opt In Image
Nie przegap zadnego swiadectwa!

Zapisując się do biuletynu będziesz otrzymywać co tydzień, w piątek, powiadomienia o nowych, wspaniałych świadectwach, przysyłanych przez naszych Czytelników! Wystarczy wpisać poniżej swoje imię oraz adres e-mail. Potwierdzenie zapisania przyjdzie na Twoją skrzynkę.

10 myśli na temat „Edyta: Maryja nie pozwoliła zniszczyć naszego domu!

  1. Ach jakie piekne swiadectwo.Edytko,nie ustawaj w modlitwie.ja tez walcze o swoja rodzine.dziekuje za twoje swiadectwo.z Panem Bogiem

  2. Tylko pytanie, ktoś może mi wyjaśnić, z jednej strony Matka Boża chroniła nas ok, nic nie uległo zniszczeniu, tylko, jeśli nic nie uległo zniszczeniu nie można było zapobiec pożarowi, czemu pożar się rozpalił wgl, mam nadzieje że wiecie o co mi chodzi, pewnie nie jasno napisałem 🙂

    • Rafale, rozumiem o co Ci chodzi. Też zadawałam sobie to pytanie. Ale wiem też, że to była nasza wina – nasza niewiedza na temat opalania domu drzewem. Przez lata używaliśmy węgla. Teraz już wiemy „z czym to jeść”. Dostaliśmy porządną nauczkę.

    • Dokładnie, ja też sobie czasem zadaję takie pytania. Może ten pozar wydarzył się po to by Bóg mógł pokazać swoją siłę, na zasadzie – był taki ogromny pożar, że wszystko stanęło w ogniu, ale NIC się nie spaliło ani nie zniszczyło – czy to nie jest dowód na to, że Bóg czyni dla nas cuda? Jakby nie było pożaru to nie byłoby też tego cudu 🙂 Może to o to chodziło 🙂

  3. ja skonczylam pierwsza nowene wzoraj.ale przeszkadza mi cos w rozancu czasem ,tak z głowy -bluzni przeciw Maryji- a czasem mialam spokoj miod jak nic-ale powiedzialam skoncze..i udalo mi sie, pozatym podczas pewnego wieczoru uslyszalam slowa w glowie” TEDY DROGA DO BOGA TWEGO” I mialam taki widok postacPOMPEJSKIEJ MARYJI TAK JAK NA OBRAZIE-nad fala morza ..i mysl no tak ona takze krolowa nie tylko ladu ale i wody–i poczułam SILE RADOSNA MOC I SILE PRZERAZAJACA ALE Z RADOSCIA–PIEKNE UCZUCIE………..ale zly potem i tak balamucil mi rozaniec te jego bluznierstwo w glowie takie ze mi wstyd i krzyczalam w myslach RATUNKU TO NIE JA TAK MYSLE TO NIE MOJE ..DLACZEGO NIE MOGE TAK JAK CZASEM BYWALO CZCIC JA W SPOKOJU I MILOSCI..ODMAWIALAM MODL ARCHANIOLA GABRYJELA I O USTAPIENIE LEKU DO BOGA ALE CALKIEM NIE USTAPILY MYSLI..CZASEM MYSLE ZE PSYCHIKE MAM MOZE CHORA………eh……ale jakie efekty widzialam ze skora mi zdrowieje ale jeszcze calkiem nie uleczona jestem,i niewiem czy 2 odmawiac nowenne czy pooczekac co dalej……mam łuszczyce od 16 roku zycia ..a teraz troszke a nawet lepiej zanikla a to jak zaczelam nowenne i zaczelam kremmem takim do rak a tu mi blednac i niknac zaczeła..ale niewiem czy to lek od MARYJI czy zbieg okolicznosci…co mam robic co???pomozcie!!!

    • Bóg z Tobą, Moniko!
      Myśli te pochodzą od złego, z całą pewnością. Zawsze go mierzi, gdy ktoś dobry pilnie się modli, ponieważ traci dusze wyszarpywane z rąk Boga. Lek z pewnością pochodzi od Maryi, wierz, kochana, wierz. Ja również za przyczyną Nowenny otrzymałam łaskę uzdrowienia dla kogoś bliskiego. To na pewno nie jest przypadek. Trwaj na modlitwie, znajdź w sobie światło i podążaj za nim.

    • Moniko módl się. W czasie odmawiania NP przyjda też rozwiązania jak fizycznie pomóc sobie w łuszczycy. Ja właśnie w trakcie odmawiania różańca mam takie olśnienia. Maryja tak też pomaga, Nie tylko przez bezposrednie cuda, chociaż o takie też się właśnie modlimy. I ufajmy, że tak bedzie.

    • Moniko, ja też będę namawiała Cię do dalszej modlitwy. Nie poddawaj się. Maryja przyjdzie Ci z pomocą. Ja również mam w planach zacząć kolejną nowennę, w dalszym ciągu o dar macierzyństwa.

  4. a czy myslicie ze ta choroba mi zniknie całkowicie jak zaczne 2 nowenne…………… jestem zmeczona ale nie modlitwa 54dniowa, ale oczekiwaniem na..cud..a moze tak jak piszecie,ze fizyczne olsnienia….ale czy nigdy nie nawroci ..tak bardzo z calego serca bym chciala,,cos mi i tak mowi w glebi by dalej zaczac rozaniec,,bo mi go brak ..jej brak bo czulam ze gdzies tam czowa nad moim domem i dziecmi..dziwnee….czuje pustke gdy sie nie modle..to jak no jakby nałóg jakby dobra herbata ,mycie,brakuje,,choc czasem zdawalo mi sie ze na odklep bo nie bylo MOIM zdaniem skupienia,,,,,ale brakuje,,,,,,i nawet nie cudu ale rozanca ,

    • Moniko, jeżeli czujesz potrzebę odmówienia kolejnej Nowenny, po prostu to zrób. Ja też zaczęłam swoją drugą nowennę w tej samej intencji, o której pisałam w świadectwie.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!