Marek: Potrzeba mi szczególnej pomocy – TEJ nowenny!

Kochani, ktoś napisał w komentarzach, chyba tak pół-żartem, że ta strona to fajny biznes 🙂 Chciałbym, żeby było tak, by tylko nie dopłacać! :)))) Osoba tak naprawdę miała na myśli to, że nie ma się wiarygodności w tematach nowenny pompejańskiej, jeśli samemu nie modli się tą nowenną. I tu przyznaję 100% racji – istnieje odwieczny konflikt między złotoustymi Teoretykami a wyciskajacymi siódme poty Praktykami. 

Zachęcając mnie do napisania świadectwa, postawiła mnie przed trudnym zadaniem. Unikam publicznych hm.. wystąpień, ale jak już coś zrobić, to trzeba to porządnie… Zacząłem więc ok. miesiąc temu zastanawiać się, jak to wszystko napisać, by miało ręce i nogi. Okazało się, że nie mogę zacząć ot tak, od pierwszej nowenny wyliczając kolejne, bo ta przyjaźń z Maryją miała swój początek wiele lat temu. Może niektórym osobom wyda się to wszystko zawiłe i za długie, ale nie potrafię inaczej. Można przeskoczyć parę akapitów, do śródtytułu Świadectwa – będzie szybciej 🙂

Zacznijmy od tego, że w młodości miałem olbrzymie problemy z koncentracją. Skupić się na dziesiątce różańca? – Niemożliwe! Do tego zawalona matura z polskiego i drugie podejście… Dodam, że wskutek niesprzyjających okoliczności, jeszcze jako niepełnoletni mieszkałem sam. To był zdecydowanie najtrudniejszy okres w życiu. Na ponad rok odszedłem od Kościoła. Wróciłem, ale nie mogłem znaleźć się w żadnej wspólnocie. Czegoś wciąż brakowało.

Tak się złożyło, że brałem udział w nabożeństwach pierwszych sobót, na których było ofiarowanie się Najświętszemu Sercu Jezusa i Niepokalanemu Sercu Maryi. Po którymś nabożeństwie postanowiłem i ja zawierzyć swoje życie tym dwóm Osobom. I zachęcam do tego każdego z Was! Teraz, po prawie 20 latach, widzę, że ta decyzja była kluczowa w całym dotychczasowym życiu. Zmiany nie przyszły od razu, lekko i gładko, ale subtelnie, powoli. Bóg przyjął tę deklarację i dopiero w perspektywie czasu widzę tego skutki.

Dodam, że po nabożeństwie wydarzyło się coś dziwnego – podeszła do mnie pewna osoba i powiedziała coś w stylu: „Będziesz mieć kiedyś małe wydawnictwo”. Wziąłem to za kiepski żart. Miałem 19 lat, ciężką, fizyczną pracę, której wstydziłoby się wielu z was. Dopiero trzy lata po maturze poszedłem na studia (filologia… polska).

W tym czasie kształtowało się we mnie nabożeństwo do Matki Bożej Nieustającej Pomocy, której wezwanie było mi bliższe niż każde inne. Różaniec – z daleka. Na studiach poznałem przyszłą żonę, która miała rodzinę kilkaset kilometrów dalej. Postanowiliśmy nie robić wielkich uroczystości. Kiedy powiedzieliśmy o tym ks. proboszczowi, to ten zaproponował: „W październiku jedziemy na pielgrzymkę do Rzymu. Są jeszcze dwa wolne miejsca, możecie tam wziąć ślub!”. Zatkało nas – do pielgrzymki tylko dwa miesiące. A nauki przedślubne? Przygotowania…?

Okazało się, że ostatnie nauki, na jakie możemy się załapać, są w sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Jaworznie. I udało się na nie pojechać. Potem pielgrzymka i ślub w… sanktuarium Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Rzymie :)) Czy to nie znak? I jeszcze coś: ślubem trafiliśmy we wtorek, 7 października. W święto Królowej Różańca Świętego… Pomyślałem, że co to za dziwny przypadek, że mamy ślub w taki różańcowy dzień, skoro prawie nie modlę się na różańcu…

Tego dnia Jan Paweł II był w Pompejach, ogłaszał tam list Rosarium Virginis Mariae. Nasza pielgrzymka pojechała tam następnego dnia. Szczęśliwie, ksiądz proboszcz doskonale znał to sanktuarium i opowiedział nam wiele o nim i jego założycielu, bł. Barolu Longo. Byłem tak zmęczony, że prawie nic nie pamiętam – poza obrazem Królowej Różańca.

I potem upłynęło kilka lat. Mała stabilizacja, dobra pensja, rozwój zawodowy, regularny dochód i niezłe rokowania 😉 Nieco wcześniej mocno zaangażowałem się w pomoc osobom zniewolonym poprzez prowadzenie m.in. strony www.egzorcyzmy.katolik.pl. Patronem tej strony jest św. Michał Archanioł i nasz bł. Bartolo Longo, jako wspaniały przykład dla innych. W końcu był satanistą i spirytystą, a po nawróceniu – wspaniałym apostołem Bożego Miłosierdzia. Trudno o lepszy przykład dla poranionych grzechami okultyzmu!

Stabilizacja materialna nie trwała długo. Po roku pracy przyszło pismo z ZUS-u. Okazało się, że nie mam opłaconych składek na kwotę ok. 3000 zł. Przełknąłbym… Czytam dalej: do zapłacenia z odsetkami: 13.000………… Po 9 i pół roku wyszedł błąd księgowej, która zamknęła moją dawną działalność, ale nie wysłała noty wyrejestrowującej do ZUS…

Wyszło na to, że stracę wszystkie oszczędności i jeszcze nie starczy. Urzędnicy byli głusi na argumenty. Wkurzyłem się i zdecydowałem się nie płacić. Postawłem wszystko na jedną kartę – zwolniłem się z pracy i zarejestrowełem w PUP-ie, gdzie wszyscy wszystko mają hmmm… sami sobie dopowiedzmy, gdzie! :))) Było mi niewesoło. W PUP-ie zobaczyłem skalę biedy w moim niby bogatym mieście. Likwidowano właśnie zakłady Cegielskiego, tłumy smutnych mężczyzn stały co poranek, by załapać się na bilet do rejestracji w Urzędzie. Mnie stamtąd po paru miesiącach wykreślili – uznali, że jestem samowystarczalny, kiedy przyniosłem kilka umów o dzieło za jakieś grosze…

Minęło pół roku, oszczędności zaczęły topnieć, moja żona na śmieciówce za 800 zł, brak majątku itd. Jedyny plus w tym czasie to pismo z ZUS-u z informacją, że „ich roszczenia są bezzasadne” :))) Pojawiła się też propozycja wyjazdu za ocean, na zawsze… Wtedy dostałem drugi znak, że czas zabrać się do innej roboty. Postanowiliśmy wraz z żoną wydać książkę „Cuda i łaski Królowej Różańca Świętego w Pompejach„, którą napisał bł. Bartolo Longo, nasz kochany patron. Intensywna praca nad tym trwała kilka miesięcy. Uruchomiłem działalność, zapłaciłem za druk, w zmęczeniu spowodowałem stłuczkę, zapłaciłem rachunki i na koncie ZERO.

Na szczęście dzięki zewnętrznym zleceniom z firm, w których pracowałem, jakoś się to kulało i kula do dziś, jak to mawia młodzież. Dumna nazwa „Wydawnictwo” mówi zbyt wiele o naszej siedzibie w suterenie, w której dawniej mieścił się prywatny, studencki klub o nazwie… „Piekiełko” :)) Smutna prawda jest taka, że nie mamy przebicia do ogólnopolskich hurtowni („nie-bo-nie” – stała odpowiedź), katolicka konkurencja patrzy na nas podejrzliwe („że jeszcze nie padli?”), nie dofinansowujemy się z UE itd., ale i czasem ktoś się przyczepi, że to tylko biznes, żadna misja itd.

Czy biznes? I tu daję swoje świadectwa. Kolejną wydaną książeczką była ta o nowennie pompejańskiej. Stwierdziłem wtedy, że to przecież obłudne: propagować nowennę pompejańską i nie modlić się nią. Tym bardziej, że intencji nie brakowało.

 

Świadectwa

Pierwsza nowenna dotyczyła spraw przyszłości: miałem sporo trudności, żeby wejść w rytm piętnastu tajemnic dziennie. Owocem jej było to, że Bóg przypomniał mi dawną obietnicę, jaką złożyłem Jemu, a ponieważ w sekrecie, to też nie chcę tu pisać o istocie sprawy. Owoc: spokój wewnętrzny co do przyszłości.

Drugą nowennę zacząłem za mojego przyjaciela, który wpadł w pijaństwo i dług, za który szukała go Policja. Ta modlitwa była jak walka. Skończyłem nowennę i nic, zero efektów, może nawet gorzej? Proponowałem mu wyjazd do Pompejów – jechałem tam z żoną na pierwsze od lat wakacje, ale nie zgodził się. Jednak wtedy, będąc już w Pompejach, stało się coś dziwnego, co traktuję jako znak od Maryi. Mieszkaliśmy na kempingu w takiej ciasnej, najtańszej budzie, bungalowie. Ubierając się rano, w tej ciasnocie szukałem paska od spodni. Znalazłem, a kiedy go ubierałem, dostałem telefon z Polski, że tego mojego przyjaciela właśnie aresztowano… Zapiąłem pasek – i metalowa klamra pękła. Wtedy mnie olśniło: ten pasek przecież dostałem od niego i służył mi kilkanaście lat, aż do teraz! Było to dla mnie pewny znak, że Maryja ma go w opiece. I rzeczywiście, wyszedł z więzienia i widać, jak mozolnie prostuje sobie ścieżki, jak walczy. Nie jest mu łatwo, lecz nie tylko ja modlę się za niego. Bardzo wierzę w owoce tej wspólnej modlitwy.

Zerwany pasek

Wtedy, będąc w Pompejach i po spotkaniu w Sanktuarium z redakcją „Il Rosario…”, także pod wpływem wielu wzruszeń na widok wspaniałych dzieł ewangelizacyjnych bł. Bartola, zapadła decyzja o powstaniu „Królowej Różańca Świętego”, jedynej gazety na świecie, która nikogo nie zatrudnia i ma więcej długów niż Czytelników, ale istnieje! :))))) Tak to wygląda, że kwartalnik stawia za cel głoszenie chwały Królowej Różańca, a wszystko inne jest temu podporządkowane – strony internetowe, książki, które mają zarobić na gazetę, codzienna praca.

Krótko po drugiej nowennie zacząłem nowennę numer 3. Tym razem zatęskniłem za Nowenną, nie było jakiegoś konkretnego powodu czy nagłej potrzeby. Intencja, jaką wziąłem, to „o wypełnienie się woli Bożej w moim życiu”. Stwierdziłem, że to chyba najlepsza intencja w moim przypadku. To też w nawiązaniu do oddania się dwóm Sercom. Nie jestem doskonały, potrzeba sporo pracy nad sobą, bez tego ani rusz. Domyślamy się, że taka intencja nie wypełni się od razu.

Potem była czwarta nowenna. Intencja? – Straciłem ostrość widzenia w prawym oku i widzenie w ciemności, co przekłada się na trudność pracy i bóle migrenowe. Okuliści rozkładają ręce – nie da się skorygować, dobrać szkieł, wyleczyć, zoperować – NIC. Owocem tej nowenny była zaskakująca diagnoza: w okresie nowenny u mojego kuzyna stwierdzono  rzadką, genetyczną chorobę, na którą cierpię też w mniejszym (jeszcze?) stopniu ja i część mojego rodzeństwa. W skrócie: nieuleczalnie postępująca ślepota i głuchota. Niewesoły to „owoc” nowenny… Prawym okiem nie da się pracować, ale lewe jeszcze jest w porządku, jakby postęp choroby stanął w miejscu. Prawdziwym owocem było to, że żyję w przekonaniu, że nic nie ma wiecznego, nie wiemy, ile czasu mamy tu, na ziemi, więc wykorzystujmy go na 100% na chwałę Nieba. A jeśli nawet dojdzie do najgorszego, w końcu będę mieć spokój, w cichości i ciemności najłatwiej się modlić, czyż nie? – Jestem co do tego zupełnie przekonany i zostawiam to Panu Bogu.

Kolejna nowenna – o szeroko pojętą wolność (od świata, ciała, szatana itp). Intencja dość ogólna i taka jakby kontynuacja nowenny numer 3. Widzę owoce na płaszczyźnie umiejętności duchowych, że tak to nazwę. W tym czasie trochę przytyłem, więc nad wolnością od ciała trzeba będzie popracować 😉

Była też szósta nowenna gdzieś między tymi podanymi, w intencji tego, by przetrwać materialnie ten trudny czas. I jakoś to idzie, choć wielu spisywało nas na straty.

Siódmą nowennę planuję za niedługo, w intencji znalezienia pomocników w tym rozrastającym się przedsięwzięciu: „Królowa Różańca Świętego”, Fundacja, nowe inicjatywy dla więźniów, których zadziwiająco wielu Pan stawia na mojej drodze, wiele stron internetowych, plany książek, wyjazdów do więzień i do wspólnot różańcowych… Nie uciągnę tego bez pomocy z nieba. Dlatego potrzeba mi szczególnej pomocy – TEJ nowenny!

 

A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

19 komentarzy do "Marek: Potrzeba mi szczególnej pomocy – TEJ nowenny!"

Powiadom o
avatar
joanna
Gość
joanna

wspaniale swiadectwo panie Marku!! tylko czemu tak pozno?:D piekne jak mozna isc przez zycie z Maryja, a co do ostatniej nowenny, to wlasciwie 100% pewnosci jej powodzenia:) bede sie tez modlic, Jestem pewna , że czeka pana wspaniala nagroda w niebie za to jak pan rozszerza nowenne i kult Maryi. Zycze panu i pana rodzinie wielu blogoslawinstw!!!

joanna
Gość
joanna

dziekuje , potrzebuje takiego zawierzenia wlasnie teraz

name
Gość

Marku, ja też skończyłam filologię polską. Odmawiam Nowennę od trzech tygodni i miałam niedawno myśl, że powinnam zaangażować się w jakimś wydawnictwie katolickim. Czy moglibyśmy się skontaktować poza tą stroną? 🙂 Pozdrawiam!

Inka
Gość

Świetne! I tak to „Rosemaria” zajęła miejsce „Piekiełka”. To bardzo symboliczne…

Inka
Gość

A teraz wprowadzacie różany ogród w miejsce naszych prywatnych piekiełek, w naszych duszach. I to jest wspaniałe! Dzięki serdeczne:)

Ewa
Gość

Odmówiłam NP tylko raz. Kolejne dwie próby skończyły się fiaskiem- nie wytrwałam. Może tak miało być- nie ten czas. Różaniec na pewno będę propagować. Bardzo trudny czas w moim życiu- bardzo. Proszę o modlitwę, bo czuję, że „odpadam od życia, jak się odpada od skały”

Martika
Gość
Martika

Ewo pomodliłam się za Ciebie,a teraz przytoczę Ci fragment ewangelii z dzisiejszej niedzieli:”Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego,ujrzał dwóch braci,Szymona,zwanego Piotrem i brata jego Andrzeja,jak zarzucali sieci w jezioro;byli bowiem rybakami.I rzekł do nich:”Pójdźcie za Mną a uczynię was rybakami ludzi”.Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim”.Może Ty też powinnaś zostawić swoje ”sieci”i zaufać Panu?

ula
Gość

do Ewa, p. Marek- też mam trudny czas, ale przed Nowenną było o wiele gorzej.
Nie wiem co będzie dalej, w pewnym sensie Nowenna uratowała moje życie duchowe i nie tylko. Jestem wdzięczna wszystkim, którzy wnoszą swój wkład w tą stroną, składają świadectwa i przede wszystkim samym twórcom.
Polecam też Nowennę do Matki Bożej rozwiązującej węzły i Apel Jasnogórski oraz
Mszę z modlitwą o uzdrowienie i uwolnienie.

teresa
Gość
teresa

Panie Marku piękne świadectwo, czytałam dwa razy i kolejny raz potwierdza się się że u Maryji nic nie dzieje się z przypadku.

Marzena
Gość
Marzena

Piękne świadectwo. Ja odmawiam którąś z kolei NP a jest coraz gorzej, problemy się piętrzą, czuję żal i smutek czytając świadectwa innych, bo u mnie cudów brak, ale przecież MB nie może mnie zostawić bez pomocy. A wracając do Ciebie to rozumiem to nabożeństwo do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy.
Bóg Zapłać za to co robisz i powodzenia 🙂

Barbara2
Gość
Barbara2
Panie Marku piękne świadectwo. Mamy wiele wspólnego, jeżeli chodzi o drogę życiową, problemy, symboliczne wydarzenia, na pewno nieprzypadkowe. U mnie zupełnie jak u Pana im więcej modlitwy, im bliżej Boga, tym więcej problemów. Jednocześnie, z czasem, w tym wszystkim, jest jakiś irracjonalny spokój, że Pan Bóg i Matka Boża nad nami czuwają, takie zupełne zawierzenie i przekonanie, że realizujemy Jego plan, choć tego do końca nie rozumiemy. Cały czas też mam nadzieję, że jeżeli taka będzie Jego wola, to rozwiąże część moich problemów. Kiedyś napiszę świadectwo, teraz jeszcze nie jestem gotowa. Odmówiłam 3 NP i nie otrzymałam rozwiązania spraw, o… Czytaj więcej »
AgnieszkaM
Gość
AgnieszkaM

Dziękuję, za to że stworzył nam Pan tą stronę, z której możemy korzystać oraz za trud i chęć tworzenia tego dzieła. Fajnie że zamieścił Pan też swoje świadectwo, które przybliża nam realia tworzenia tego wszystkiego i pokazuje że nie jest tak kolorowo.

Ania
Gość

Dziękuję za to piękne świadectwo. Moim marzeniem jest pojechać do Królowej Różańca Świętego w Pompejach i mam nadzieję, że będzie mi to kiedyś dane. Pozdrawiam serdecznie!

A może tak chcesz otrzymywać co piątek
powiadomienia o nowych świadectwach?

TAKalboNIE
…a więc zapisz się już teraz do powiadomień:
A teraz odbierz pocztę i kliknij łącze potwierdzające

Zamknij