Kilka próśb o modlitwę (Karolina, Mateusz, Sylwia)

Kochani, raz po raz dostaję listy z prośbą o moditwę. Nie jestem przekonany, czy je tu umieszczać – wiem że każdy ma wiele swoich intencji, niejednokrotnie odmawia nowennę pompejańską, czasu zostaje niewiele… Do tego wiele inicjatyw, jak Pogotowie modlitewne, upadło, bo intencji było wiele razy więcej niż chętnych do modlitwy…
Więc czy to ma sens, by umieszczać prośby o modlitwę na tej stronie? 
m.

Karolina:

Kochani, w zasadzie to nie wiem co napisać, ale wiem, że muszę. Odmawiam drugą nowennę. Pierwszej nie udało mi się skończyć, zabrakło dwóch dni! Jestem osobą samotną, chorą na depresję. Dziś jest dzień, kiedy czuję się dużo gorzej, opuszcza mnie wiara. Proszę, wesprzyjcie mnie modlitwą

Mateusz:

Witajcie,

o Nowennie Pompejańskiej dowiedziałem się stosunkowo niedawno.

Moja przyjaciółka namawiała mnie abym zaczął się modlić tą formą modlitwy, jednak nie wiem dlaczego, ale miałem takie opory, aby odmówić różaniec. Dziwi mnie to, ponieważ niespełna rok temu potrafiłem modlić się na różańcu podczas każdej wolnej chwili, tz., w drodze z punktu A do punktu B. Odpoczywałem, a podczas tego błogiego stanu, moje usta śpiewały „Zdrowaś Maryjo…”, i to było takie piękne.

O różańcu, zapomniałem z czasem, ponieważ zbyt silnie skupiałem się na otaczającym mnie świecie. Na siłę chciałem udowodnić, że potrafię sam… sam pokonać trudności, sam udowodnić innym, że posiadam niesamowitą wartość – jestem piękny i mądry…

Zapomniałem jednak o tym, że to piękno siła i mądrość nie pochodziły wyłącznie ode mnie, ale zostały stworzone na mojej wierze, zaufaniu i ofiarowaniu, nawet ślepemu – Matce Najświętszej. Stworzyłem solidny fundament, solidne ściany.

Jednak wszystko wybudowałem na piasku.

W styczniu minie dwa lata, jak zszedłem się z moją miłością.

Jak to dziwna sytuacja, ponieważ nasza ośmioletnia pielgrzymka przez życie – to tz., syzyfowe prace.

Bo schodzimy się, i rozchodzimy, schodzimy i rozchodzimy.

17 stycznia, dwa lata temu postanowiliśmy kolejny raz spróbować, i może w tej historii wydawać się może, że w takim przypadku nie ma tu miłości, a jakaś toksyczna więź, która sprawia, że od środka się wyniszczamy, to ja wierzę, że w naszych duszach jest miłość.

Tylko nie rozumiem, dlaczego brakuje nam tej umiejętności, dzielenia się ze sobą tym uczuciem.

Teraz to już wiem. Bóg powinien być pierwszym słowem w zdaniu o miłości, a my zepchnęliśmy Go, nawet nie na drugi, a na piąty albo i dalszy plan.

Dlatego proszę Was, Kochani, przyjaciele, Bracia i Siostry, Kościele Święty, wesprzyjcie mnie w modlitwie o cud tej miłości, która jest dla mnie tak ważna.

Wiem, i staram się wierzyć, że dzięki Maryi wszystko się poukłada. Miłość, która dostałem od Boga jako jedne z darów, odrodzę w sercu swoim i mojej dziewczyny mimo zła, i słów a zarazem goryczy, która narodziła się w okresie naszego rozstania.

Módlcie się za Nas.

Pozdrawiam w Panu,

Mateusz

 

Sylwia:

Witam Was wszystkich, właściwie nie do końca będzie to świadectwo, ale coś co pcha mnie do napisania i podzielenia się Wami… chociaż właściwie nie umiem nawet nazwać czym się kieruje. Może zacznę od początku.

Kiedyś modliłam się już Nowenną pompejską i nie zostałam wysłuchana, albo co może bardziej prawdopodobne nie było to dokładnie to o co prosiłam i po prostu gdzieś przegapiłam otrzymane łaski. Dokładnie rok temu, zawarłam coś jakby układ z Bogiem. Nigdy wcześniej, ani później nie rozmawiałam tak szczerze z nikim jak pewnej nocy z Bogiem. Szybko dostałam to co chciałam. Wszystko było tak jak chciałam, przynajmniej w znacznej części, no ale skoro wszyzstko się w miarę poukładało, przestałam się przykładać do tego co obiecałam. Zresztą tłumaczyłam to sobie i Bogu, że miało być trochę inaczej, a skoro jest jak jest to nie jestem zobowiązana do wypełnienia obietnic.

W grudniu ubiegłego już roku, zaczęłam czuć pustkę w sobie i takie przeczucie, że się pogubiłam, że oddaliłam się od Boga, nawet wspominałam o tym na spowiedzi przed świętami, ale jakoś nic się nie poprawiło. Po świętach nawet wydało mi się, że już lepiej nie może być. I tak było do ostatniego poniedziałku. Wtedy wszystko się posypało, a ja na nowo zaczęłam szukać jakiegoś wsparcia w modlitwie, bo wiem wewnętrznie, że tylko tak można coś jeszcze zdziałać. Przeglądając kolejne strony, w pewnym momencie natknęłam się na tą i odkryłam na nowo Nowennę Pompejską. Odmawiam ją już 3 dzień, a także nowenny do świętych od spraw trudnych i po ludzku beznadziejnych.

Niby wierzę, że może się uda i tym razem. Bardzo bym chciała, ale teraz nie czuje nic. Moja modlitwa jest jakby pusta. Nie bardzo mogę się na niej skupić. Jeszcze rok temu czułam, że moja modlitwa ma sens, że ktoś mnie słucha. A teraz nic… Jakbym mówiła sama do siebie, albo nawet uderzała w jakiś mur. Tym razem, też próbowałam obiecać poprawę, tak na stałe, ale mam poczucie, że moja wczorajsza rozmowa z Bogiem nie to, że nie była szczera, co czuję jakby jej nikt nie słuchał. Jakbym mówiła sama do siebie.

Zależy mi na wysłuchaniu mojej prośby, czas ucieka nieubłaganie i nie chce tracić go już więcej.
Dlatego chciałabym Was prosić o modlitwę za mnie, żebym tym razem wytrwała w obietnicach złożonych Bogu, żebym została wysłuchana i co najważniejsze żebym była w ogóle słuchana.

4 myśli na temat „Kilka próśb o modlitwę (Karolina, Mateusz, Sylwia)

  1. Sylwio nie wiem co obiecałaś Panu Bogu, ale nie zdziw się jak Twoje życie już będzie inne niż sobie wyobrażasz. Sama piszesz że po obietnicy coś się spełniło ale nie do końca tak jak byś chciała i w jakimś tam stopniu się rozgrzeszyłaś. Ja też kiedyś coś obiecałam Bogu i się do czegoś zdeklarowałam. Nie do końca wiedząc co deklaruję. Jak Bogu oddajemy swoje życie i coś mu obiecujemy to On pamięta choćbyśmy my zapomnieli. Ja teraz mam prawdziwą drogę krzyżową w życiu. Rozmawiałam z kilkoma osobami konsekrowanymi którzy wyraźnie mi powiedzieli. że skoro Mu ofiarowałam swoje życie to je wziął. I zrobi z nim co będzie chciał i wykorzysta je tak jak będzie Mu potrzebne. Zakonnicy z wielkim doświadczeniem życiowym mówili mi żeby Bogu nigdy nic nie obiecywać. Oni twardo stąpają po ziemi i niczego Mu nie deklarują, chociaż oddali mu swoje życie . Gdy ktoś ofiaruje Bogu swe życie to prędzej czy później Jezus zaprowadzi go na krzyż bo innej drogi nie ma. Jeden z zakonników powiedział mi że w życiu nie ma nic za darmo. Nawet na zbawienie trzeba sobie ciężko zapracować. Może to jest kontrowersyjne co tu piszę.
    Kiedyś ksiądz na misjach parafialnych bardzo pięknie mówił o Maryi. Że gdy przy zwiastowaniu Anioł do Niej przyszedł to powiedział Jej że znalazła łaskę u Boga. Pocznie i porodzi Syna Bożego. I Maryja się zgodziła, chociaż nie do końca chyba zdawała sobie sprawę na co się godzi. Nie odkrył przed Nią całej prawdy, że urodzi w stajni, że będą chcieli zabić jej dziecko i będzie musiała uciekać do Egiptu, że jej Syna będą prześladować,że Go ubiczują i zabiją na krzyżu. Bo prawdopodobnie gdyby to wszystko usłyszała na początku to tak by się wystraszyła że nie wiadomo czy powiedziałaby FIAT czyli niech mi się tak stanie.
    Poszukaj sobie jakiegoś stałego spowiednika i kogoś kto rzuci Ci światło na Twoje życie.

  2. Dlaczego zawsze zakładamy,że Pan Bóg chce dla nas czegoś innego? Mnie wydaje się,że chce dla nas dokładnie tego,czego sami pragniemy.Czasami tylko nie staje się to natychmiast.Czasami prowadzi nas dłuższą drogą,bardziej krętą…ale zawsze idzie obok nas,a gdy zdarzy się,że nie mamy siły, niesie nas na rękach.Pamiętajmy, nasz Pan jest Sprawiedliwy,ale najpierw Miłosierny.Błogosławmy Najświętsze Serce Boże…

  3. m. dodawanie tu próśb o modlitwę ma sens! Musimy się wspierać na wzajem. W jednym czasie otrzymujemy dużo łask od Boga i wszystko nam idzie jak z płatka, w innym czasie otacza nas jakby pustka i wszystko idzie trudniej. Te dwa stany towarzyszą nam przez całe życie naprzemiennie. Wspierajmy się więc modlitwą bracia i siostry 🙂 niech się dzieją dobre rzeczy!!! Karolino, Sylwio, Mateuszu modlę się za Was niech Wam się darzy! Szczęść Boże!

A Ty co o tym myślisz? Napisz!