Lila: Matka Boża wie lepiej

Szczęść Boże, wszystkim, którzy maja nadzieję otrzymać łaskę wysłuchania. Odmawiam Nowennę już od października. Moja intencja jest bardzo prozaiczna, brak dobrej pracy, kłopot z utrzymaniem rodziny, utrzymuję nas sama. 

Po pierwszej części różańca, części błagalnej, wszystkie problemy się nasiliły. Straciłam miejsce pracy, niestety niedochodowe, oparte na własnej działalności, ale dawało mnie i synowi jakieś złudne poczucie bezpieczeństwa, pogrążało mnie finansowo, ale było. Nie ma, obecnie mam nic. Dzięki mojej mamie i jej emeryturze mam na jakiś czas na wyżywienie, co dalej nie wiem. Nowennę odmawiam. Wierzę, że Matka Boża wie lepiej. Moja praca była pozorna, złudzenie zarabiania, narobiłam długów i co za tym idzie i wrogów.

Boję się, sama nie miałam siły tego przerwać, myślę, że będzie cos lepszego, bardziej stabilnego, że na początek Matka Boża wyrwała mnie z jakiegoś zaklętego kręgu bezsensownej walki. Sama nie miałabym odwagi na zmianę,strach przed utratą pracy paraliżował wszystkie rozsądne decyzje.

Wierzę, że to co się stało jest znakiem nowego, choć okoliczności przykre i bardzo dużo przede mną do zrobienia Odpoczywam i szukam rozwiązania. Rozwiązania nie polegającego na złudzeniu.

Odmawiam Nowennę i odmawiać będę do skutku. Całkowicie oddaję się Bogu i Matce Boskiej, tak po ludzku zrobiłam co było w mojej mocy, reszta w rękach Boga. Ufam!

Z Bożym Błogosławieństwem dla wszystkich w potrzebie.

17 myśli na temat „Lila: Matka Boża wie lepiej

  1. Módl się i wierz. Sama doświadczyłam w zeszłym roku utratę bardzo dobrze płatnej pracy- teraz pracuję w zupełnie innym zawodzie za najniższą krajową i mam więcej czasu na rehabilitację syna 🙂

  2. Droga LILU! Pięknie to napisałaś „Matka Boża wie lepiej,” to znaczy, że ufasz i wierzysz a tacy ludzie są wysłuchani.W moim życiu było podobnie, mimo modlitwy, życie rzucało mi kłody pod nogi tak iż wydawałoby się, że gorzej być nie może. A teraz wiem,że wszystko było po coś i wszystko miało swój sens abym teraz była spokojna i szczęśliwa.Matka Boża miała swój plan względem mnie, którego wtedy nie rozumiałam. Trwaj dalej w modlitwie i ufaj a Maryja będzie przy Tobie.

  3. Kochana bardzo dziękuję, dziś wyjątkowo podupadam, odmówiłam cały rano różaniec, 4 tajemnice, odmawiam z nadzieja, ale dopada mnie uczucie bezradności.
    Bóg zapłać za dobre słowa.
    Ja odmawiam dziesiątkę za wszystkich modlących się tutaj, i za Ciebie.

    • Lili, Twoje świadectwo mimo trudności, które opisujesz jest piękne. Umiejętność takiego przyjęcia przeciwności losu jest również darem i łaską. Trwaj na modlitwie, wierz i ufaj, a Maryja na pewno będzie miała Cię w swojej opiece i pokieruje Twoimi sprawami w najlepszy, możliwy sposób. Sama też borykam się z podobnymi kłopotami, od czasu odmówienia pierwszej NP wiele spraw potoczyło się w zaskakujący sposób, nie zawsze łatwy i przyjemny, często wbrew ludzkiej logice, jednak zawsze były to dobre rozwiązania.

  4. Lilu, nie poddawaj się i nie ustawaj, żeby się waliło i paliło, nawet żeby wszyscy zwątpili, Ty nie możesz !
    Ja trwam w równie trudnej sytuacji i choć kończę 3 NP nie ma spektakularnych zmian, mogę nawet powiedzieć, że w dwóch sprawach, o które się modliłam jest gorzej. Jednak Matka Boża obdarzyła mnie innymi darami, spokojem, ogromną nadzieją, pokorą przyjmowania wszystkiego, co Bóg na mnie dopuszcza. Pewnie, że czasami jest bardzo ciężko, ale ufam bezgranicznie, że to wszystko, co mnie spotyka ma sens i musi czemuś dobremu służyć. Czasami myślę, że gorzej już być nie może, w tym roku miałam trzy pogrzeby w rodzinie, w tym 33 letniej kuzynki, która zmarła na nowotwór więc zaraz się otrząsam i myślę, że może być jeszcze gorzej, nie narzekaj, tylko dziękuj za to co masz: względne zdrowie, męża, dzieci i kochającą rodzinę.
    Ja, tak jak Ty modlę się cały czas, bo chcę mieć pewność, że tak po ludzku zrobiłam wszystko, co w mojej mocy a reszta należy do Boga i Maryi, codziennie przecież powtarzam „bądź wola Twoja”, to jak mogę się ciągle buntować.
    Serdecznie pozdrawiam wszystkich modlących się NP, w górę serca !

    • Zazdroszczę Wam tej ufności i wiary ja niestety weszłam w fazę buntu. Mój Bóg to Bóg starotestamentowy jak kogoś kocha to mu błogosławi za życia, a jak odrzuca to go doświadcza za życia. Omówiłam kilka nowenn pompejańskich, do św. Rity, do Ojca Pio,do Jana Pawła II, 30-dniowe nabożeństwo do św. Józefa, wysłałam chyba ze 100 maili do różnych zakonów z prośbą o modlitwę, zamówiłam msze św. i msze wieczyste w intencji naszej rodziny i rozwiązania sprawy i nic. A wręcz jest coraz gorzej. Jestem w rozpaczy i mam już tylko czarne myśli. Gdyby nie mój syn który tak bardzo cierpi z powodu niezawinionej przez siebie sytuacji to już by mnie wśród Was nie było. Myślę że to nie prawda że Bóg daje krzyż na miarę. Straciłam wiarę w Jego miłosierdzie względem mnie i naszej rodziny. Nas Bóg odrzucił i oddał na pastwę Złemu i ludziom.
      Codziennie modlę się za Was którzy odmawiacie NP, oby dla Was Bóg był łaskawszy.

      • Droga Kasiu, nawet nie wiesz, jak dobrze Cię rozumiem, przechodzę teraz koszmar życiowych problemów, jestem samotną matka, rozwiodłam się kiedy mój syn miał ok roku, obecnie ma 16 lat. Mam jeszcze 2 już dorosłe córki. Syna urodziłam mając 38 lat, mówiłam na niego dar Boży, bo urodził się w już właściwie nie istniejącym związku. Mój były, to socjopata, tyran psychiczny, mocno zrujnowała nasza psychikę. Zaraz po rozwodzie z tą trójka nieletnich dzieci jeszcze w miarę dobrze zarabiałam, na pomoc męża nie mogłam liczyc pod żadnym względem. Przez te lata samotności jakos tak się stało, ze się starzałam, praca w młodym ambitnym zespole, przestała być dla mnie i tak jest do dziś. Jeśli jakąś pracę mam to zazwyczaj na tzw. własnej działaności, syn dalej nieletni, uczący sie.Ja żyje obecnie z łaski rodziny, a długi wydają sie niemożliwe do spłacenia, warunki życia, mieszkaniowe z czasem się po prostu bardzo pogorszyły, bo i z czego mogę czegokolwiek dokonać. Czuję się wyczerpana, zaczęłam modlic się o śmierć. Powstrzymuje mnie oczywiście syn, ma tylko mnie, no siostry, ale jesteśmy mocno zżyci, przez to nasze osamotnienie. PO tych modlitwach o odejście zaczęłam bardzo źle się czuć, stres, nerwica, napady paniki, leku, serduch wysiada. I po takich atakach, uświadomiłam sobie, ze mój syn najbardziej ucierpi jeśli coś mnie spotka, bardziej on będzie cierpiał, niż myślę ja obecnie z powodu bezradności i bezsilności. Przestałam prosić o śmierć, proszę o siłe do uniesienia tego krzyża i oczywiście wołam : Jezusie synu Dawida ulituj się nade mną!:wołam, staram się robić to co zrobić mogę, np tapetuję.Moja córka kiedys mi powiedziała,- mamo przecież nie może zawsze być źle, to się kiedyś skończy> Może ufajmy mocniej, wołajmy do nieba. Odkryłam też, ze tak wiele zależy od tych jakiś tam, innych, „onych”, tych, którzy ustalaja różne prawa itp, i zrozumiałam orędzia Fatimskie, zrozumiała Jana Pawła II, i zrozumiałam Wileką Nowenne Fatimską, Podjęłam się tej modlitwy, myslę, ze wspólna modlitwa, o wspólne dobro, o wyzwolenie z ucisku jest droga , dla nas, i Jan Paweł II o tym wiedział, a Matka boża ten ucisk przewidziała, dlatego nas wzywa do tej modlitwy. Myślę, że w tej wspólnej modlitwie jest wielka siła, i wielka moc odwrócenia polityki tego świata, uczy, że właśnie razem o dobro wszystkich, bo tam -gdzie dwóch, albo trzech-Itp. I w tej wspólnej modlitwie, zawiera się nasze indywidualne dobro, nasz bieda, ta nasza bieda jest też wspólna, Twoja, moja, i bardzo wielu innych na różne sposoby uciskanych, i niestety jest to tak ” ustawione” brzydko i niesprawiedliwie. Wierzę, że Bóg może wszystko i te ustawienia, tez może zmienić,a my o to się módlmy.
        Z Bogiem Kasiu, módlmy się z wiarą i siła, co tchu o wielką zmianę dla wszystkich, którzy są na kolanach.

        • Drogi Lilu i Basiu, bardzo Wam dziękuję za Wasze słowa, ja od trzech dni mam takie stany że jeszcze nigdy czegoś takiego nie przeszłam. Dziś po nieprzespanej i przepłakanej nocy jest mi teraz trochę lżej bo tak naprawdę już nie mam siły. Dziwne rzeczy trochę się dzieją bo z jednej strony czuję się opuszczona przez Boga i buntuję się wrzeszczę wewnętrznie do Niego , a z drugiej jakaś siła mnie trzyma i każe mi się modlić i nie pozwali mi tak całkiem odpaść od Niego. To naprawdę jest walka duchowa na śmierć i życie.
          Jeśli chodzi o moje życie w realu to nie chcę tego już ruszać bo kilkakrotnie już się tutaj wywnętrzałam. Ale sytuacja jest tak beznadziejna tak wiele osób dotknęła i dotknie też następne pokolenia. Że to strach nawet myśleć o tym. Metody rodem z NKWD najgorszych czasów stalinowskich. A Bóg cóż dał ludziom wolną wolę więc mi nie jest w stanie pomóc bo ludzie Ci z dumą powtarzali że Boga nie ma i oni Go nie zapraszają do swojego życia. Św. siostrę Faustynę określali mianem schizofreniczki. Więc Bóg i ja jesteśmy raczej na straconej pozycji i ta bezsilność najbardziej mnie dołuje. Tutaj cudu i dobrego zakończenia jak u Hioba raczej nie będzie.

      • Kasiu, zapewniam Cię, Bóg nie puszcza na pastwę losu, złu czy ludziom. Bóg sprawdza na ile jesteś mu wierna. Ja już 2 lata borykam się z problemami po ludzku nie do rozwiązania. najpierw maż popadł w silną obsesję na punkcie swojego zdrowia- mówi że zostało mu niewiele czasu, obsesyjnie wykonuje badania. Dalej straciłam pracę nagle mnie zwolnili i podając banalne powody zwolnienia. Dodam że w trakcie staraliśmy się o kredyt wtedy jeszcze Rodzina na swoim- w dniu mojego zwolnienia w Mikołajki dzwonili z potwierdzeniem zatrudnienia i zarobków!!!. Oczywiście ,marzenia o domku poszły w zapomniane, byłam zrozpaczona, po miesiącu wpadłam w dół psychiczny jakiego trudno opisać. W jednej chwili utrata pracy, marzeń o domku, i mąż który zrobił się hipochondykiem. 3 ciosy w jednej chwili….Mąż tez nie najlepiej wtedy się czuł zresztą do tej pory….Pamiętam ryczałam jak wół!!!, pytając dlaczego Boże mi to robisz, tak bardzo chciałam tej budowy, czemu?po co?, co chcesz mi przez to powiedzieć?, czemu nie ten czas???.

        Wiesz Kasiu, dzisiaj już wiem czemu, ponieważ zanim postawimy dom,( mam łzy w oczach kiedy to pisze), to postawimy go na solidnym fundamencie…na Bogu. Jaki człowiek jest cyniczny, próżny, pewny siebie, butny…ja zrobię to, ….tamto. Tylko JA!, a gdzie jest Bóg w tym wszystkim???. Teraz wiesz, jak coś mamy do zrobienia, to mówię jak Bóg nam pozwoli i wiesz że wówczas wszystko wychodzi….!!!. Ten czas bardzo trudny w naszym życiu doprowadził nas do Boga, do naszego nawrócenia, do bycia po prostu lepszym człowiekiem. Niestety czasem Bóg daje/zezwala cierpieć ale tylko po to żeby nas oczyścić, uwolnić, żeby zrzucić starego człowieka, żeby się zmienić. Bóg tylko ze zła wydobywa dobro. Te słowa mi dzwięczą, kiedy tylko jest mi trudno, czuje cieżar na sobie. Od razu jest mi lepiej. Kiedy się buntowałam, dawałam jakby ultimatum zrobisz mi to, to ja odwdzięczę się tym…NIE! nie tędy droga. Zrozumiałam, ze drogą jest ufność bezgraniczna, w to czego jeszcze nie ma. Czyli w mojej sytuacji, iść na pielgrzymkę do Częstochowy, ale nie pod warunkiem, tylko po to aby godzić się Wolą naszego Ojca. Jak będzie, to będzie dobrze, bo Bóg tylko chce dobra dla swoich dzieci….I Kasiu, czuję taką niesamowitą wolność w sobie, że mogłabym fruwać. To jest takie piękne, uczucie dać Bogu przyzwolenie że to ON niech decyduje w naszym życiu…Pamiętam kiedyś moment kiedy planowaliśmy dzidzie, to będzie czerwiec na pewno..i co? domyślaśz się nici z planów. Teraz mówię zeby decydował za nas, dawał nam znak, proszę o rozpoznanie w tej sprawie…

        Mało tego, powiedziałam z zaufaniem że jeśli nie będziemy mieć dzieci, widocznie nie spełnilibyśmy się w roli rodziców. I niech będzie Wola Boga. On wie lepiej. Zdałam się nie tylko w tej sprawie na Wolę Ojca naszego. Już nie biczuje się, nie buntuje, bo to tylko potęguje te emocje do wyzwalania większych….pytanie po co???czy tego chcę???

        Wierzę, ze Nasz Ojciec już pracuje w Twojej sprawie. Daj mu się prowadzić. Zawierz mu sie całkowicie. Kiedy nie masz siły na to, nie umiesz, bo zbyt wiele bólu w Tobie, to poproś go o to. Zwyczajnie swoimi słowami. On słucha każdego. Jestem pewna nie odmówi Ci wsparcia, pomocy!… Zobaczysz efekty tego…

        Polecam Ci ze swojej strony, modlitwę wstawienniczą, modlitwę Lozano, modlitwę uzdrowienia. Bardzo pomaga czytanie Pisma Św. Ja tylko wytrwałam czytając codziennie.
        Bóg daje Ci wskazówki, otwierasz stronę, czytasz jakby o swojej sprawie. Zachęcam gorąco. Przed studiowanie Pisma, poproś Ducha Św. żeby dał Ci światło…

        Ja myslę, już niedługo też dam swoje świadectwo z odmawiania NP. :). Już zdziałała cuda…

        Jestem z Tobą Kasiu duchem. Pozdrawiam i błogosławię
        Kamila

  5. Kochana Kasiu, doskonale Cię rozumiem. Moje problemy narastały od kilku lat a w ubiegłym roku, to nastąpiło totalne tąpniecie w wielu kluczowych dla mojej rodziny sprawach, ale też w mniej znaczących. Na pewno napiszę kiedyś obszerne świadectwo, teraz nie jestem jeszcze na to gotowa. Pod koniec ubiegłego roku byłam już pogrążona w takiej ogromnej, beznadziejnej rozpaczy, że miałam kłopoty ze zdrowiem, nerwicę lękową i depresję, płakałam i pytałam Boga, dlaczego Ja, gdzie błogosławieństwo Boże, Opatrzność Boża, czemu to ma służyć, nie widziałam w tym wszystkim sensu. Krzyczałam do Boga, żeby coś zrobił, żeby się zlitował, bo ja nie dam rady tego wszystkiego przenieść, chciałam się położyć spać i już nie obudzić, zazdrościłam tym co poszli do nieba. Modliłam się cały czas wieloma modlitwami, te które wymieniłaś też odmawiałam, odprawiłam różne nabożeństwa (5 sobót miesiąca, 9 sobót miesiąca) i nadal modlę się. Jedno jest pewne nie obraziłam się na Pana Boga, tylko tak po ludzku buntowałam się i chciałam to zrozumieć i jakoś wytłumaczyć. W akcie ostatecznej desperacji rozpoczęłam NP (w święto Bożego Miłosierdzia) i dopiero różaniec w tak dużej dawce okazał się dla mnie lekarstwem na życie i problemy. NP wyciągnęła mnie z tego stanu, Matka Boża dała mi ogromną łaskę spokoju, pogodzenia się z tym, co mnie spotyka i pokorę. Cierpienie przechodzi fazy, od sprzeciwu, buntu, bólu (fizycznego czy psychicznego), do czasu pogodzenia się i zrozumienia słów Jezusa „kto chce Mnie naśladować, niech weźmie swój krzyż i idzie za mną”, czyli do znalezienia sensu w naszym codziennym cierpieniu. Oczywiście upadamy, tak jak Chrystus, ale pamiętaj musimy się jak najszybciej podnieść i iść dalej. Teraz częściej modlę się o zdrowie i siłę do dźwigania moich problemów i proszę, jeżeli to możliwe o łaskę uwolnienia od niektórych. Pewnie, że to nie takie proste jak się pisze, ale nawet Jezus prosił swego Ojca w Ogrójcu o zabranie, jeśli to możliwe kielicha goryczy więc, co dopiero my słabi grzesznicy. Pozostaje ufność i jeszcze raz bezgraniczna ufność, że Pan Bóg prowadzi nas drogą najlepszą dla nas, choć trudno to czasami pojąć.
    Na własnym przykładzie stwierdziłam, że pogrążanie się w rozpaczy nic nie daje a szatan tylko czeka, kiedy odwrócimy się od Boga. Jak zaczynam wpadać w taki stan, zaraz sobie myślę, że zły duch tylko zaciera ręce i się cieszy z tego, nie mogę mu dawać satysfakcji. Najgorzej jak człowiek przestaje walczyć i poddaje się.
    Często modlę się o te najważniejsze trzy Cnoty Boskie: wiarę, nadzieję i miłość. Pamiętaj, jak wydaje Ci się, że Boga nie ma, to On jest wtedy najbliżej Ciebie, czeka na Twoją miłość, tylko Ty go nie widzisz. Nawet święci mieli czasami lata pustki i walki duchowej, poczucie osamotnienia i opuszczenia (np. św. Faustyna, przeczytaj jej Dzienniczek).
    Pozdrawiam i polecam Cię Jezusowi Miłosiernemu i Jego Matce.
    Dziś odmówię za Ciebie koronkę do Bożego Miłosierdzia i trzymaj się Kasieńko !

    • Dziękuję Ci Basiu za te słowa – serdecznie Ci dziękuję za modlitwę, wiesz ja to rozumowo wszystko wiem. Wiesz co powiedział mi pewien zakonnik że dla wybranych Pan Bóg nie ma miłosierdzia. Dla wszystkich innych tak a dla swoich nie (chodziło mu o świętych). I tak sobie pomyślałam że to wszystko jest dla mnie za ciężkie i gdybym jednak nie uniosła tego życia to pewnie mimo iż wydaje mi się że nie byłam złym człowiekiem , Bóg powiedziałby mi że nie każdy który mi mówi Panie Panie wejdzie do królestwa Bożego, a Ci którzy doprowadzili nas do takiego stanu, całe życie na ziemi będą mieć stanowiska, pieniądze i szczęście, a na koniec życia wyrażą żal że ktoś przez nich odebrał sobie życie. A wtedy mój Bóg ucieszy się że to co zginęło wróciło do owczarni. I takie to będzie Miłosierdzie Boże że ja skończę jako potępieniec w piekle a oni nawróceni synowie marnotrawni będą w niebie.
      Wiem że to straszne co piszę ale właśnie tak to czuję.

  6. Oj Kasiu, Kasiu, myślałam kiedyś zupełnie tak jak Ty. Teraz wiem, że Pan Bóg jest miłosierny ale też sprawiedliwy i my oceniamy to bardzo po ludzku a to nie jest takie proste i oczywiste. Ci co się nawrócą w godzinie śmierci, będą się musieli długo męczyć w czyśćcu zanim się oczyszczą i dostąpią łaski przejścia do nieba. Jedno stwierdziłam, czytając przeróżne świadectwa osób świętych, mistyków itp., że czyściec i piekło istnieją i na pewno są tam ludzie. Ktoś nawet spotkał biskupa, który był tam pięćset lat, musiał „narozrabiać”, ale Pan Bóg jest miłosierny i on też kiedyś dostąpi radości nieba.
    Więc przyjmij takie może proste wytłumaczenie, że my, mam nadzieję, będziemy tam cierpieć np. pięć lat (bo cierpienia dotykają nas już na ziemi) a oni pięćset lat. Może takie dziwne, ludzkie wytłumaczenie jest jakimś pocieszeniem, patrząc na bezproblemowe i wygodne życie tu na ziemi złych ludzi. Pan Bóg jest Bogiem Sprawiedliwym, każdy będzie osądzony sprawiedliwie, wszystkie nasze postępki są zapisane w księdze życia, za zło trzeba będzie odpowiedzieć, ale też Miłosierny, bo nawet w godzinie śmierci daje człowiekowi szansę na wybranie Boga. Wielkość Bożego Miłosierdzia jest przez nas śmiertelników nie do pojęcia po ludzku, bo nam bardzo trudno wybaczyć zło, ale jest to ogromna szansa dla grzeszników, za których trzeba się modlić, żeby zdążyli się nawrócić przed śmiercią, bo potem nie ma już wyboru. Jest piekło albo niebo przez czyściec. A najpiękniejszym scenariuszem, jest takie życie, żeby w godzinie śmierci Matka Boża przyszła po nas i zaprowadziła prosto do nieba !
    Trzymaj się Kasiu !

A Ty co o tym myślisz? Napisz!