Izabela: Świadectwo

Relacje  z teściami często bywają trudne w naszych rodzinach. U nas problemy zaczęły się już przed ślubem, a potem było już coraz gorzej. Nie potrafiliśmy  nie tylko rozmawiać ze sobą, ale przestaliśmy się nawet szanować, co doprowadziło do zaniku kontaktu między nami.  Trwało to już ponad półtora roku. Byliśmy z mężem załamani tą  sytuacją, ale nie potrafiliśmy znaleźć żadnego rozwiązania.   O Nowennie Pompejańskiej powiedziała mi siostra.  Na początku wydawało mi się to bardzo trudne, przez 54 dni odmawiać codziennie różaniec, zachęciła mnie jednak obietnica Maryi;, że każdy, kto odmówi przez 54 dni różaniec modląc się o konkretną łaskę, ten ją otrzyma”.  Zaczynałam dwa  razy, gdyż szybko przychodziło zniechęcenie. W końcu zdałam sobie jednak sprawę, że to sprawka  szatana, który chce mi przeszkodzić  i za trzecim razem nie poddałam się . Podczas tych 54 dni nowenny, Szatan nie dal jednak o sobie zapomnieć. Atakował nas mocno, uderzając w nasze zdrowie fizyczne i psychiczne.  Zanim jednak skończyłam nowennę, wszystkie te rzeczy rozwiązały się pozytywnie.  Na spełnienie obietnicy Maryi długo nie musieliśmy czekać.  Po upływie 3 miesięcy doszło do pojednania z teściami, co wcześniej było zupełnie niemożliwe.  Maryja poprowadziła to przepięknie,  spokojnie i bardzo delikatnie.  Nowenna Pompejańska przemieniła nie tylko teściów, ale także nas, dzięki czemu możemy żyć  teraz w zgodzie i we wzajemnym szacunku. Nasze życie stało się przez to radośniejsze.  Dziękuję z całego serca Maryi  za wysłuchanie mojej prośby.
Matko Boska Pompejańska módl się za nami!

Chcesz widzieć świadectwa nowenny pompejańskiej na Facebooku?
To proste – kliknij na >>POLUB >>

8 myśli na temat „Izabela: Świadectwo

  1. To piękne świadectwo. Rozumie doskonale czym jest niezgoda w domu. Ja niestety nie moge porozumieć się z własną matką, która powinna byc dla mnie osoba najbliższą a jest niesamowicie zaborcza i wyrachowana. Mieszkam z nią w jednym domu i mam wrażenie, że odbiera mi siły przebywanie z nią pod jednym dachem. Jest osoba depresyjną, nigdy niezadowolona z życia. sama od wielu lat nie zajmuje się niczym natomiast wszystko wymaga od innych. Nie tylko ja ale i jej bracia i siostry zawsze jej pomagali w różnych zakresach ale i tak nigdy nikomu nie okazała wdzięczności. Najbardziej zdominowała mnie, a nie należę do osób o słabej psychice. Ostatnio jej osoba zaprząta mi mysli cały czas, boję się, że moja psychika nie wytrzyma tego. Nowenną pompejańską modlę się od niedawna, najpierw o uzdrowienie z choroby nowotworojej dla jednej osoby z naszej rodziny, a teraz modlę się w intencji którą Matka Boża sama wybierze gdzyż nie wiedziałam o co mam się modlić w kolejnej intencji. Jest dość dużo spraw, o rozwiązanie których chcę prosić Matke Bożą, a już sama nie wiem która ważniejsza. Przyjemnie więc przeczytać, że osiągnięcie zgody jest możliwe. Ja jednak czuję złość i niechęć do matki, która wykorzystywała mnie od wielu lat, nie jestem w stanie na razie modlić się za nią. Może Matka Boska to jakoś poukłada.

  2. Barbaro, bardzo dobrze Cię rozumiem, ale zachęcam Cię jednak gorąco, abyś jednak modliła się za swoją Matkę. Matka Boża wesprze Cię w tej trudnej walce.

    Niech Ci Bóg błogosławi!

    • Dziękuję wam raz jeszcze za komentarze. Przełamałam się i od kilku dni odmawiam nowennę w intencji uzdrowienia duszy i ciała mojej matki.
      Pozdrawiam, B

  3. Barbaro tym bardziej powinnaś modlić się o uzdrowienie duchowe Twojej matki. Przy okazji sama doznasz uzdrowienia bo Wam są potrzebne uzdrowienia duchowe oraz uzdrowienia Waszych relacji. Nie ma bliższej osoby niż matka więc trzeba żeby każdy pozbył się wszelkiej urazy do swoich rodziców a potem do innych osób które nam krzywdę uczyniły w życiu naszym.

  4. DLA WĄTPIĄCYCH- WARTO PRZECZYTAĆ ! Przypadkiem tu natrafiłam, od dziś zaczynam swoją pierwszą Nowennę Pompejańską… Różaniec nie jest mi obcy, choć nie sięgałam, ani nie sięgam po niego często to już mogę się podzielić świadectwem. Otóż 2 lata temu w wieku 22 lat zachorowałam ,cierpiałam wielki ból, nie mogłam położyć się na placach, ani poruszać się, bo strasznie bolały mnie płuca ( mimo,że niby płuca nie bolą). Byłam 2 razy na pogotowiu, lekarze stwierdzili kolkę nerkową, mimo,że nie mam kamieni, nie przyjęli mnie do szpitala bo stwierdzili,że nie ma miejsca. Mój stan z minuty na minutę się pogarszał, następnego dnia o 3 nad ranem , obudziłam rodziców i z wielkim krzykiem i błaganiem prosiłam,żeby mnie ratowali, bo ja już nie zniosę dłużnej tego bólu. Już wtedy nie mogłam się ubrać sama. Tym razem już przyjęto mnie do innego szpitala. Mimo pobytu w szpitalu mój stan dalej się pogarszał, nie działały już nawet najmocniejsze przeciwbólowe leki, opadłam z sił, tata woził mnie na wózku. Jednej nocy 3 lekarzy mnie pilnowało i naradzało się co mi dać,żebym nie umarła. Po badaniach okazało się,że mam guza wielkości 5x4x2 cm na płucu. Zapadła szybka decyzja,żeby mnie przewieść do szpitala na oddział chirurgii klatki piersiowej. Jak tam pojechałam, pielęgniarka -obca osoba dla mnie popłakała się na mój widok… Byłam świadoma,że umieram. Moi rodzice, nawet już przy mnie nie potrafili powstrzymać łez. I w tym momencie zaczęła się moja przygoda z różańcem. Nie wiem jak on w szpitalu znalazł się w moich rękach, ale zostanie już ze mną na zawsze. Otóż codzienne w szpitalu przed snem, czasem też w ciągu dnia odmawiałam różaniec… Nie wstydziłam się, modliłam się przy innych chorych, pielęgniarkach, lekarzach, czy odwiedzających…. Zasypiałam w reku z różańcem. Modliłam się, żebym nie umarła, bo chce mieć jeszcze własna rodzinę. Wiedziałam,że wszystko jest tylko w rekach Boga. Bóg mnie wysłuchał. Już po odmówieniu 1 różańca ból 100-krotni zmalał, przeszłam operację płuca, okazało się,że to była zakrzepica i zator płuc. Moje,życie wisiało na włosku. Pan Bóg dał mi drugie życie! Kolejny raz sięgnęłam po różaniec jak zaczęłam szukać pracy. Dokładnie 2 razy odmówiłam różaniec, o to żebym znalazła jakakolwiek pracę,żeby mi chleba w domu nie zabrakło. Złożyłam wtedy tylko 1 cv, tam gdzie chciałam pracować. Mimo wielu chętnych, którzy mieli nawet znajomości tam to ja wypadłam najlepiej i dostałam tą pracę, bez znajomości. Mam nadzieję,że nowenna moja też przyniesie mi łaski i wreszcie poukłada mi się życie osobiste… W tych sprawach nadziei mi brakuje. Bądź cie razem przy mnie, bo brakuje mi wiary i wsparcia.

    • Aniu ! do twojego przypadku pasuje tylko ten cytat z Ewangelii sw. Mateusza 8:24-26 „czemu jestescie tacy bojazliwi?Jakze to jeszcze wiary nie macie ?” skoro BOG tyle razy cie wysluchal i tylu cudow bylo ci dane doznac ,to mysle ze powinnas juz na calego zaufac i ciagle sobie przypominac co dla ciebie zrobil wtedy latwiej o zaufanie i dalsza wiare ze znow bedziesz wysluchana.

    • Aniu, dosłownie popłakałam się czytając Twoje świadectwo, ja jestem w trakcie odmawiania 2 nowenn jednocześnie, proszę w nich o zdrowie dla mnie i o godną, dobrą pracę. Nowennę Pompejską odmawiam od jakiś 2 lat. Jestem chyba już uzależniona od ich odmawiania, mam za sobą już kilkanaście intencji i tak na pewno to wymodliłam sobie 3 intencje, choć wszystkie zrealizowały się dopiero po jakimś czasie. Aniu mnie też brakuje wiary i wsparcia, choć nie tracę nadziei. Pozdrawiam serdecznie i proszę pomódl się za mnie, ja uczynię to za Ciebie. O modlitwę proszę wszystkich, którzy przeczytają mój wpis. Bóg zapłać!!!

  5. Dziękuję Joannie i Jerzemu za komentarz. Napewno zaczne się modlić za matkę. Do tej pory mam takie stany na przemian, raz się złoszczę na nia raz mi jej żal. To bardzo taka trudna osoba, już niejednemu w rodzinie dała się we znaki a mimo to nikt mnie nie wspiera. Mam wrażenie że matka swoją osobą zatruwa wszystko dookoła. Był czas, że nie mieszkałam z nią pod jednym dachem i chociaż miałam wtedy wiele różnych poważnych kłopotów nie czułam tej trucizny w domu. Wystarczyło że ona spowrotem przyjechała a to odczucie powróciło. Sama nie chodzi do kościoła i nie wiem czy się modli. Narzeka na swoje zdrowie ale nie chce się modlić nowenną pompejańską, do której ją próbowałam zachęcić.

A Ty co o tym myślisz? Napisz!