Madala: Dla Tych, którzy czekają…

Kochani,

Jestem od wielu miesięcy na forum. Nie udzielam się ale czytam Wasze listy i współczuję z Wami, cieszę się z łask jakie otrzymujecie… Ja należę do tych, którzy rozpoczęli nowennę bo szukali pomocy w rozwiązaniu rozpaczliwie trudnej sytuacji… i czekają… Mój przyjaciel jak dowiedział się co się u mnie dzieje jaka jest sytuacja obecna i co się „obok wydarzyło” zwiesił głowę i powiedział mi „Bóg Cię opuścił”… a moi przyjaciele ze wspólnoty, ktorzy mnie przygarneli jak się dowiedzieli stwierdzili – „próba wielkiego kalibru”…

Przy odmawianiu pierwszej nowenny myślałam tylko o ratunku z tej konkretnej „ostatniej” sytuacji w jakiej się znalazłam… skończyłam i nie otrzymałam tego o co prosiłam.. w mojej sprawie nie zmieniło się nic, a nawet pogorszyło się… nie utraciłam nadziei i prosiłam dalej poprzez różaniec, różne ćwiczenia duchowe i nowenny … uzyskałam spokój i większe swiatło w sprawach wiary ale nie otrzymałam WIDOCZNEJ pomocy w sprawie, o którą prosiłam…

Rozpoczęłam drugą nowennę za dusze w czyścu cierpiące, modlono się za mną modlitwą wstawienniczą, weszłam na drogę głębokiej przemiany wewnętrznej… zaczęłam doswiadczać spokoju coraz częściej… zostałam uzdrowiona z lęków, polepszyły mi się relacje rodzinne, wyczyciło się moje otoczenie ludzie, którzy mieli odejsć odeszli… nawet ja w moim nieszczęściu zaczęłam to dostrzegać… nowenna pompejańska dawała mi światło, coraz więcej swiatła i zrozumienia np. to, że w Bogu jest pełnia wszystkiego, że wszystko co ziemskie będzie dodane tym wszystkim, którzy wierzą są blisko i kochają… ale w mojej sprawie, z którą tutaj przyszłam nie wydarzyło się jeszcze nic spektakularnego… trochę się uspokoiło i cudem udawało się przetrwać z miesiąca na miesiąc ale zawsze cudem i czasem w ostatniej chwili udawało się! w moim dużym problemie zaczęło pojawiać się swiatełko w tunelu.. kontakty i ludzie, którzy potencjalnie mogli podać mi rękę… nic nie poszło jednak wyraźnie do przodu… rzeczy przyjmują dobry obrót w czasie bożym, czyli najlepszym, a nie tak jak my chcemy…

Czułam wtedy potrzebę spotkania z Panem w miejscach szczególnych … pojechałam do Częstochowy, myślę że broniłam się w ten sposób przed rozpaczą … potem zamarzyłam, żeby pojechać na pielgrzymkę do Włoch… co w mojej sytuacji było raczej mało prawdopodobne… bo jak się nie ma na to, żeby nawet zbankurtować w dobrym stylu no to co tu myśleć o wydatkach typu wyjazd na pielgrzymkę… ale porozmawiałam z mężem i on powiedział, że jeżeli tak czuję to on chętnie się przyłączyłby do takiej rodzinnej pielgrzymki… i jak mamy pojechać to tak się stanie… wybraliśmy nawet termin na początek sierpnia a był wtedy czerwiec i żadnych widoków na cokolwiek, zarezerwowaliśmy hotel „w ciemno” taki gdzie można bezpłatnie odwołać rezerwację…

W tym dniu zaczęłam odmawiać kolejną, trzecią nowennę w intencji „takiej jak Matka Boża by chciała, żebym się modliła”… no i potoczyło się… dostaliśmy dodatkowe zlecenia, ludzie zaczęli sami z siebie oddawać pieniądze… postanowiliśmy wszystko postawić na jedną kartę i nie myśleć o długach i zobowiązaniach tylko o pielgrzymce „ostatniej szansy” o zmianę życia, odwrócenie problemów i pomoc Matki Bożej…

4 sierpnia w drodze na południe byliśmy w Loreto potem w San Giovani Rotondo i Monte San Angelo w grocie św. Michała Archanioła… a od 5 przez pięć kolejnych dni w Pompejach.. pojechaliśmy tam dosłownie na zaproszenie Matki Bożej Pompejańskiej jestem dosyć pragmatyczna ale w naszej sytuacji to był cud… czekałam, prosiłam, nie zniechęcałam się i otrzymałam odpowiedź namacalną wielkości Pałacu Kultury- dziecko JESTEM Z TOBĄ przestań się w końcu bać!… moja dramatyczna sytuacja się jeszcze nie zmieniła ale już nie mam najmniejszych wątpliwości, że Matka Boża mnie nie opuści a moje trudości się rozwiążą….

Pompeje-
(***) „i poprzez względy jakie okazujesz swojej świątyni w Pompejach”…

Cudne miasteczko, niezwykle spokojne jak na południowe Włochy, czyste, ludzie bardzo mili, uśmiechnięci i głęboko wierzący, nad miastem na tle Wezuwiusza co robi niesamowite wrażenie góruje ogromne sanktuarium w stylu neobarokowym jak na mój gust… Sanktuarium jest gigantyczne ogrom wykonanej pracy poprzez zaangażowanie jednego człowieka można tłumaczyć wyłącznie interwencją z góry… każdy centymetr wnętrza wykończony jest freskami i złoceniami… setki historii opowiadanych pędzlami malarzy… a w centrum Obraz Matki Bozej Pompejańskiej… spotkanie z Matką Pompejańską to całkowite ukojenie duszy…bo inaczej tego nie mogę nazwać.. ciągle są tam ludzie… mieszkańcy przychodzą do Matki Bożej i jeżeli o coś proszą idą do ołtarza boso… więc na kolejnych mszach porannych też przychodziłam boso

spędziłam tam w ciągu tych pięciu dni dużo czasu, każdy poranek i mogłam wiele zobaczyć… na zamknięcie obrazu wieczorem przychodzą ludzie z ulicy i żegnają swoją Matkę z głośną radością, pieśnią Salve Regina, bijąc brawo i wykrzykując Gracje Madonna! Salve Madonna! panuje tam czysta radość i głęboka wiara… ludzie wychodząc z kościoła machają do Matki, puszczają całusy, układają serca z dłoni… przynoszą kwiaty… życie pulsuje… są też łzy tych, ktorzy proszą…

poza głównym kościołem jest wiele kaplic, instytut dla młodzieży imienia Bartolo Longo, szkoła muzyczna i wszędzie korytarze, wypełnione podziękowaniami i wotami… jest tu trochę inaczej jak u nas.. ludzie piszą listy i malują własnoręcznie rysunki z sytuacją w jakiej interweniowała Madonna… oglądając te namalowane świadectwa widzimy młodego chłopaka, który cudem przeżył stratownie przez konia, dziecko w czasie operacji, murarza zasypanego przez zawalony budynek… wypadki samochodowe… listy od matek które rysowały swoje dzieci czasami dodatkowo ze zdjęciami i kosmykami włosów… dowody i swiadectwa…

Bartolo Longo…
O nim pewnie dużo wiecie… człowiek wyjatkowy… jego relikwie wystawione są w nowoczesnej specjalnej kaplicy jego imienia … leży w głównym ołtarzu tej kaplicy odziany w płaszcz Rycerzy Zakonu Maltańskiego, ze złotą maską na twarzy i dłoniach oczywiście z różańcem… o 9;30 jest tam msza, a wcześniej można się poprostu pomodlić… przychodzą ludzie, pielgrzymi (dosyć nieśmiali i powściągliwi) i mieszkańcy, którzy biegną od razu do swojego Błogosławionego i szeptają mu do ucha swoje problemy… poczym całują szybę, za którą leży… obejmują go rękami dosłownie kładą sie na szklanej trumnie…

Wróciłam i ciągle czekam na pomoc w moich kłopotach ale z uśmiechem… Nie załamujcie się nigdy! To prawda „duże kłopoty- dużo moditwy różańcowej”… problem- różaniec, więcej i więcej … pomoc przyjdzie… Matka Boża działa przez Różaniec zawsze i zawsze otrzymujemy więcej niż potrafimy zrozumieć…

serdecznie Was pozdrawiam, każdego dnia w Pompejach pamiętałam w modlitwie o Was wszsytkich o tej stronie jej twórcach i wszytkich, ktorzy piszą o swoich problemach… jesteśmy sobie bliscy przynajmniej ja tak to czuję
M.

46 myśli na temat „Madala: Dla Tych, którzy czekają…

  1. „rzeczy przyjmują dobry obrót w czasie bożym, czyli najlepszym, a nie tak jak my chcemy… – wspaniałe słowa. Twoje świadectwo jest jednym z najlepszych, jakie tutaj czytałam. Rzadko spotyka się ludzi tak wielkiej wiary, jak Ty. To niesamowite, jak Bóg może działać w człowieku, jeśli tylko się Mu zaufa.

  2. Świadectwo wielkiej wiary dałaś nam wszystkim modlącym się i czekającym z różańcem w ręku na łaskę o którą prosimy Matkę Naszą Kochaną!!!!
    Pozdrawiam wszyskich
    basia

  3. Bardzo Ci dziekuje za to przymnazajace wiary swiadectwo. Wierze, ze wyjdziesz na prosta z Boza pomoca i Naswietszej Panienki. Nie Bog Cie blogoslawi!

  4. Jesteś wspaniałą kobietą ! Jesteś przykładem do naśladowania. Potrzebujemy takich ludzi, jak Ty… O głębokiej wierze, co by się nie działo, Ty przez to idziesz i przechodzisz z Różańcem. I dojdziesz do miejsca, do którego zmierzasz. Trzymaj się ! Jesteśmy z Tobą !

  5. Piekne świadectwo! Czekajmy na wypraszane łaski z wiarą miłscia i ufnościa…. a będą nam dane „Panie Ty sie tym zajmij”

    z Bogiem:)

  6. Bardzo Ci dziękuję za to świadectwo. Ja również czekam na spełnienie mojej prośby przez Mateczkę. Odmawiam w tej intencji już 3-cią NP. Wierzę, że zostanę wysłuchana w odpowiednim, tzn Bożym czasie. Tak jak Ty, otrzymałam wiele łask po drodze, przede wszystkim spokój ( z powodu trudnej sytuacji byłam strzępkiem nerwów). Dzięki takim świadectwom jak Twoje, łatwiej wytrwać w modlitwie. Dziękuję Ci za nie. Mateńka na pewno spełni twoją prośbę, ja w to gorąco wierze, a dziś pomodlę się w Twojej intencji.

  7. ja modle się 9 dzień o pracę i im bardziej się modlę, to ogarniają mnie wątpliwości, że jak ja mogę się modlić o przyziemną rzecz i zawracać głowę Matce Bożej, jak na świecie dzieje se tyle złego….

    • Aniu oczywiście, że się mód, módl się o wszystko i rozmawiaj z Bogiem o wszystkiml… dobra praca to nic innego jak łaska.. On nie chce żebyśmy byli głodni i nieszczęśliwi, tym bardziej, że jesteśmy słabymi ludżmi i ziemska nędza może nas doprowadzić do upadku i niewierności… ale módl się też o większą wiarę, nadzieję, miłość i zrozumienie… Pan Jezus przyjął naturę ludzką wychowywał się w Świętej Rodzinie tu na ziemi… św. Józef i Matka Boża musieli na codzień pracować i dbać o rodzinę… Oni wiedzą jak ważna jest dla Ciebie praca, a wątpliwości jakie Cię ogarniają nie pochodzą z dobrej strony… takie myśli mają Cię oderwać od różańca.. Pan Bóg jest WSZECHMOGĄCY, potężny, ogarnia wszystko i wszystkich w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości … żyjesz bo chciał żebyś była jego ukochanym dzieckiem 🙂 jeżeli wierzysz, że jest wszechmogący to uwierz, że zajmie się i Tobą i całym światem… a jeżeli komuś możesz pomóc gdzieś obok to zrób to w ten sposób przyczynisz się do tego żeby zła na swiecie było mniej 🙂 o pracę zwróć się też koniecznie do św. Józefa … To wyjątkowa Osoba i to na jego głowie było utrzymanie św. Rodziny… praca to dla nas szczęśliwa rodzina, chleb, rozwój talentów, radość i spokój … i jeżeli to wszsytko dobrze i po Bożemu wykorzystamy to będzie to właśnie stan jakiego chce dla nas Pan 🙂

  8. Ja zaczynałam 2 razy nowennę i za każdym razem nie mogłam jej dokończyć bo byłam zmęczona a to nie miałam kiedy bo musiałam się uczyć i miałam do wyboru nauka albo modlitwa . Będę próbować dalej ale nie mam w sobie takiej wytrwałości aby chyba ją dokończyć .
    Pozdrawiam cieplutko

  9. A ja do tej pory walczyłam ze sobą i modliłam się. Do ukończenia nowenny zostało mi dwa dni i…. chyba już dziś przegram i przerwę tę modlitwę.Zresztą nie wystarczy odmówić jednej nowenny. Jak wynika z wypowiedzi Maryi trzeba odprawić 3 nowenny błagalne i 3 nowenny dziękczynne.Czyli razem sześć – na modlitwie trzeba spędzić 324 dni.Dodam,że ta moja ostatnia nowenna to z kolei szósta albo siódma – sama już pogubiłam sie w rachubie. Ale widocznie nie jest moja intencja zgodna z wolą Bożą, bo efektów nie ma,a psychicznie czuję się zdruzgotana, zmaltretowana,zlekceważona i zapomniana.Ale czy mogę zmusić Boga do określonego działania? Przecież to śmieszne.Wola jego jest święta.Mogę się tylko rozpłakać w kącie.

    • 6 nowenn, o których mówi Maryja to 1 NP trwająca 54 dni: 3 nowenny błagalne to 3×9 (9 dni zawsze trwa każda nowenna – od łacińskiego słowa „novem” dziewięć) daje 27 – część błagalna, tak samo 3 nowenny dziękczynne to 3×9=27 – część dziękczynna, Nowenna Pompejańska to 27+27=54 – o tą jedną NP chodziło Maryi.

    • Nie przerywaj moja Droga. To tylko 2 dni. Dasz radę:) Ukończ jeszcze 🙂 Potem możesz zrobić sobie przerwę, ale dokończ. Tym bardziej, że już 52 dni już za Tobą, a tylko 2 przed Tobą.

    • Beato dasz radę, poprostu przełam się bierz różaniec do ręki i modlitwa za modlitwą, dalej i dalej.. skupiaj się na słowach… wyobrażaj sobie każdą sytuację tajemica pod tajemnicy.. wyobrażaj sobie jakie emocje i uczucia towarzyszyły poszczególnym wydarzeniom, wyobrażaj sobie zachody słońca w czasie modlitwy w Ogrójcu, stajenkę w Betlejem, spotkanie z Elżbietą, szczęśliwe zakończenie poszukiwań małego Pana Jezusa, otrzyj Jego twarz z krwi razem ze św. Weroniką na wąskich uliczkach spalonej słońcem Jerozolimy w czasie drogi krzyżowej… będzie Ci łatwiej a z drugiej strony głębiej wejdziesz w Tajemnicę i może odkryjesz coś co Pan chce, żebyś to właśnie Ty odkryła… NP to nie tylko modlitwa ale walka o wytrwałość… wszytko jest trudne nawet przełamanie się i napisanie swiadectwa tutaj wśród samych swoich…

    • Beatko, na przekór czarnym myślom uśmiechnij się i do przodu! Mnie tak czasami zły męczy i też czuję się tak żle, że kończę modlitwę zwinięta w kłębek, czasami do tego dopadają mnie lęki i miliony wątpliwości… było tu wiele świadectw osób, którzy czasem modliły się na siłę, wśród rozproszeń, a Matka Boża ich wysłuchała bo to najlepsza Matka i ona lepiej nas rozumie niż my sami.. sama intencja modlitwy to już wartościowa modlitwa… więc wszytko z Tobą jest OK tylko módl się, żeby wszystko o co prosisz było zgodne z Wolą Bożą…

  10. Ale po co się modlić skoro ta modlitwa jest Bogu niemiła,niepotrzebna? Po co się łudzić, skoro cały wysiłek na marne, to tak boli jak nie wiem co.

    • Beato, dlaczego Twoja modlitwa ma być niemiła Bogu? rozpacz i beznadzieja to najgorsi doradcy na tym nic nie zbudujesz i niczego nie poprawisz… właśnie dlatego, że dręczą Cię najbardziej destrukcyjne i niebezpieczne rzeczy powinnaś mieć różaniec w rękach jak najczęściej… rozpacz to bagno, które wciąga, pojawia się w człowieku wręcz pokusa rozpaczy, która powoduje utratę wiary, nadziei i miłości… przechodzisz próbę i tak to traktuj, a nie że modlitwa niepotrzebna bo Ty być może potrzebujesz jej bardziej niż my tu wszyscy razem wzięci… myślę, że juz otrzymujesz łaski tylko jeszcze nie masz siły ich dostrzegać… czytaj tę stronę jak najczęściej.. jak ja miałam takie kryzysy czytałam świadectwa do przysłowiowego bólu… będzie jeszcze dobrze…

      • A ja nie wiem, czy to wszystko jest możliwe… Dość długo modlę się w pewnej intencji i podczas modlitwy otrzymałam znaki tzn. teksty z Pisma Świętego, zresztą bardzo trafnie opisujące moją sytuację. To wszystko mnie nurtuje, dlatego potrzebuję Waszej rady. Nowennę w tej intencji ukończyłam we wtorek, w święto (NMP z Góry Karmel), znak otrzymałam we wtorek i pewna sytuacja również ściśle związana z tą intencją wydarzy się we wtorek. Modliłam się, pościłam, a potem otrzymałam fragment o jałmużnie. Tak, jakbym musiała zastosować się do tych 3 filarów. Bóg pokierował mną. Sprawił, że trafiłam na posty, na tejże stronie wśród których forumowicze opowiadali o przeżyciach związanych z postem. Postanowiłam więc spróbować. Po przebyciu 4 postów otrzymałam właśnie ten fragment o jałmużnie, gdzie przeczytałam, że: ”Doprowadźcie teraz to dzieło do końca, aby czynne podzielenie się tym, co macie, potwierdzało waszą chętną gotowość. A gotowość uznaje się nie według tego, czego się nie ma, lecz według tego, co się ma. Nie o to bowiem idzie, żeby innym sprawiać ulgę, a sobie utrapienie, lecz żeby była równość. Teraz więc niech wasz dostatek przyjdzie z pomocą ich potrzebom, aby ich bogactwo było wam pomocą w waszych niedostatkach i aby nastała równość według tego, co jest napisane: Nie miał za wiele ten, kto miał dużo. Nie miał za mało ten, kto miał niewiele.” Po kilku dniach otrzymałam znak w postaci liczby. Czy możliwe jest, aby Bóg zesłał mi taką łaskę, świadczącą o tym, kiedy moja intencja się spełni? To naprawdę zadzwiające. Jestem raczej pragmatyczna, ale myśląc o tym, zaczynam sądzić, że naprawdę to był szereg znaków.

  11. Beatko, dlatego że trzeba zarzucić sieć jeszcze raz, mimo że w duchu mówimy: Panie, ale przecież przez całą noc nic nie ułowiliśmy…Skończ NP Beato proszę, to tylko dwa dni – zaufaj… Pewne sprawy nie mogą się wydarzyć od tak już… mam koleżankę która 7 lat czekała na dzieci, ale mimo opini lekarzy Pan Bóg dał i to dwoje:) Druga dopiero w wieku 33 lat poznała swojego przyszłego męża, inna miała 39 lat gdy wychodziła za mąż i tuż przed 40 urodzinami urodziła zdrowe dzieciątko – na pewne rzeczy trzeba czekać. Pan Bóg o nas nie zapomina ale nie zawsze wysłuchuje nas instantowo – to by nie było dla nas dobre wcale. Nie musisz już zaczynać kolejnej nowenny w tej intencji ale proszę nie porzucaj różańca.Wytrwaj w tej nowennie którą kończysz i jeśli mogę zaproponować to rozpocznij lekture Pisame Św. – bardzo pomaga na wszystkie rozterki. Obiecuję pamięć w modlitwie!

  12. „Boże choć Cię nie pojmuję, jednak nad wszystko miłuję,Nad wszystko co jest stworzone, Boś Ty dobro nieskończone”. Jeszcze raz napiszę, co mnie spotkało. Odmawiałam NP o zdrowie duszy i ciała dla mojego męża. Po przystąpieniu do spowiedzi św., przyjęciu Komunii za kilka dni po operacji przyjął Sakrament chorych i za kilka dni zmarł. Na drugi dzień po śmierci męża kończyłam część błagalną, potem zatrzymałam się na chwilę i zapytałam się samej siebie co dalej – muszę podziękować, odpowiedziałam sobie. Odmówiłam we łzach część dziękczynną. Jest mi bardzo trudno, uczę się żyć w pojedynkę. Po skończeniu NP za męża, odmawiam następną w innej intencji, gdyż tak postanowiłam na początku roku, że w roku wiary będę odmawiać NP przez cały rok. Jeśli Pan Bóg pozwoli….

    • Czytałam Twoje wzruszające świadectwo Weroniko poprzednio, to jest dopiero wielka wiara i poddanie się woli Bożej… On Cię nie opuści…

      • Dziękuję Madalu, Twoje świadectwo mówi o głębokiej wierze. Myślę, że Królowa Różańca Świętego bardzo Cię kocha, w Twoim utrapieniu po prostu Cię zaprosiła, jak najlepsza przyjaciółka. Dzięki,że o nas myślałaś w takim Świętym miejscu. Pozdrawiam

  13. Piekne swiadectwo od Madali. Dziekuje, dodaje otuchy kiedy jest sie samemu w sytuacji wydaje sie, ze bez wyjscia. Jestem w trakcie odmawiania 3 Nowenny Pompejanskiej i czekam… na pomyslne rozwiazanie mojego problemu. Wciaz nie trace nadzieji. ze zostane wysluchana. Pieknie piszesz o Twoim pobycie u Matki Boskiej Pompejanskiej, ze samemu chcialoby sie tam pojechac. Dziekuje.

  14. No tak jestem człowiekiem małej wiary.I w Roku Wiary moja wiara zamieni się w zgliszcza,choć walczyłam o nią zaciekle. Modliłam się o poprawę sytuacji finansowej – po kilku nowennach mój etat zredukowano o połowę.Modliłam się o utrzymanie stanowiska pracy – w ostatnim dniu nowenny otrzymałam wypowiedzenie.Mam dwoje dzieci, kredyt do spłacenia i różowo nie będzie. Mój zawód wymaga ciągłego doskonalenia się , dokształcania.Teraz będę miała utrudniony powrót do zawodu jeżeli odejdę z pracy, bo już wchodza nowe przepisy, zmiany itd. Wszystko jest takie trudne i skomplikowane. Pozdrawiam wszystkich i dzięki za dobre słowo.

    • Wiara to jedno a ufność to drugie… trzeba zaufać, zamknąć oczy i oddać wszystko Bogu.. jeżeli chcesz, żeby to On działał… to przez co przechodzisz to ciężka próba, ale właśnie teraz nie poddawaj się.. w takiej sytuacji działaj tak jakby wszystko zleżało od Ciebie i módl się tak jakby wszytko zależało od Boga… brak wiary w tym przypadku może przerodzić się w rozpacz i brak sił do działania, nie trać zimnej krwi w życiu i módl się o swoje ziarnko gorczycy… i zrozumienie woli bożej bo może czeka na Ciebie coś lepszego niż do tej pory… jest źle i wszystko się zawaliło? módl się dalej, nie płacz na swój los tylko na przekór wszytkiemu powiedz „dziękuję Panie za to trudne doswiadczenie, ale jestem słabym człowiekiem i bardzo potrzebuję Twojej pomocy”… nie wiesz jakie ważne owoce moze Ci przynieść to ciężkie doświadczenie w przyszłości i nie wiesz jak to ocenisz za 10 lat…

      Też mam rodzinę, nie mam stałej pracy za to kredyty i owszem, ludzie, których uważałam za przyjaciół „wyprowadzili” mi prawie 100 tys. zł (nie moich pieniedzy, co muszę oddać) spłacam więc duże długi, w takich sytuacjach zawsze pojawiają się też sądy i komornicy, są też inne problemy … z ludzkiego punktu widzenia dno mam nad głową, od dawna nie wiem co to stabilizacja… ale jedno wiem, wyjdę z tego poprzez pomoc z góry, a ta nadejdzie bo zaufałam Bogu… mam problemy ale jestem pracowita, mam wykształcenie, wolę walki i Najlepszą Matkę (moja ziemska Mama też jest super)… mam nadzieję, że jak zaczynało się źle nie poszłaś do wróżki bo wtedy kłopoty finansowe dostajesz po jakimś czasie niejako w pakiecie…

      Beata jest ciężko ale ogranij się i módl o wiarę, nadzieję, siłę i zdrowie, ustal codzienny plan działań na planie czysto fizycznym, utrata pracy to potworny stres zastanów się nad wizytą u psychologa albo lekarza… nie odpadaj teraz bo jest tylko dobro i zło, światłość i ciemność… jak odpadniesz od ściany wspinaczkowej na górę Wiara to lecisz w ciemność… polecam Ci lekturę Ewagriusza z Pontu szczególnie o sposobach walki duchowej… a jak dopadnie Cię dołek to otwórz psalm 130 „Z głębokości wołam do Ciebie Panie, O Panie wysłuchaj głosu mego” mnie bardzo pomaga… Nie możesz dopuścić do depresji bo to niebezpieczna i droga choroba… dosyć ględzenia 🙂 powiem Ci tylko tyle jeszcze, że wszsystko będzie dobrze i będziesz znowu szczęśliwa…

      • Pracowitość i wykształcenie nie wystarczą, jeśli zabraknie pomocy z Nieba. Kiedy straciłam pracę moja koleżanka powiedziała: „Bez znajomości to i Harvard nie pomoże 😉 „. Miała na myśli znajomości ludzkie ale można rozszerzyć to na znajomość Bożą… Oprócz studiów magisterskich ma 2 rodz. studiów podyplomowych i jestem już bardzo długo bez pracy. Prowadziłam też przez rok własną firmę ale i to mi nie wyszło. Dobrze, że chociaż mąż znalazł zatrudnienie(co prawda obiecywali co innego – stanowisko kierownicze – a jest zupełnie co innego, mam jednak nadzieję, że to tylko etap przejściowy i znajdzie coś lepszego), bo przez pół roku oboje byliśmy bez pracy a kredyt na mieszkanie trzeba było spłacać. Gdyby nie pomoc rodziców nie dalibyśmy rady. Wiem jednak, że Pan Bóg realizuje swój plan i jeśli tylko będzie chciał to wszystko może odmienić jednego dnia. Modlę się NP od 11 miesięcy, przestałam liczyć na siebie, nie pokładam nadziei w swoich zdolnościach (choć mój Tata ubolewa, że taka zdolna i tak się marnuje), wykształceniu ale całą ufność złożyłam w Bogu. Wiem, że to wszystko co posiadam jest małe i śmieszne wobec wielkości i mądrości Boga dlatego liczę tylko na Niego i na wstawiennictwo Maryi. Myślę, że to jeden z owoców NP. I chociaż cały czas mam pod górę to wierzę w Ich pomoc i opiekę. Wierzę, że wszystko może się odmienić w jednej chwili, jeśli tylko Pan Bóg uzna, że to jest dla mnie dobre. Wierzę w Jego miłość i dobroć, że każde doświadczenie ma czemuś służyć. Co by mi przyszło z pracy i pieniędzy jeśli zmarnowałabym życie żyjąc byle jak, nie żyjąc w 100%-owym oddaniu się Bogu, bez zawierzenia Mu, bez pragnienia przebywania w Jego obecności? Jak do tej pory jeszcze nie głodowałam, nie musiałam spać na dworcu więc widać, że Bóg się troszczy. Niech czyni co chce, ja Mu UFAM!

        • Gosiu, masz rację, że pracowitość i wykształcenie nie wystarczą. W moim przypadku ta dewiza się sprawdziła. Liczę na to, że Bóg pomoże mi spełnić marzenia i ujawnić swój potencjał, bo czuję się niedowartościowana.

      • Madalo dziękuję za życzliwe słowa. Nowennę ukończyłam, trochę się uspokoiłam wewnętrznie.Ale strach o przyszłość tkwi we mnie jak zadra.Do tej pory naprawdę uważałam modlitwę – różaniec szczególnie – za oręż,coś dzięki czemu pokonam wszelkie przeciwności.Tymczasem wszystko stało się na opak i to mnie najbardziej wytrąciło z równowagi.Pamiętacie ten fragment Ewangelii” kiedy prosiisz przyjaciela o chleb czy poda ci kamień/ albo jajko czy poda ci węża?” Może to bluźnierstwo z mojej strony, ale tak właśnie się poczułam jakby oszukana.Bo prosiłam o pracę a ją straciłam. Może zbyt dosłownie i naiwnie podeszłam do tego. Pozdrawiam!

        • Ale, jeśli dobrze pamiętam, dalej jest napisane, że Bóg da TO CO DOBRE tym, którzy go proszą. Może właśnie dla Ciebie pozostanie w tej pracy byłoby przysłowiowym kamieniem czy wężem? Nie wiesz jakby potoczyło się Twoje życie w przyszłości gdybyś została w tej pracy. Może właśnie jej utrata miała Cię przed czymś uchronić a może po prostu otrzymasz dużo lepszą? Być może to nauka zawierzenia? Człowiek, który nie ufa Bogu zawsze będzie czuł się oszukany jeśli tylko coś pójdzie nie po jego myśli. Pan Bóg kocha człowieka mądrze (na całe szczęście) i Jego miłość nie polega na spełnianiu wszystkich próśb ale tych, które służą naszemu dobru. Jeśli czegoś nie otrzymujemy to albo dlatego, że to nie jest dla nas dobre (w dłuższej perspektywie) albo jeszcze nie nadszedł właściwy czas. Myślę, Beato, że powinnaś modlić się o zaufanie Bogu, bo to naprawdę ogromny dar, choć nie przez wszystkich doceniany.

  15. Beato, nie zalamuj sie. Zawsze jest tak, ze po trudnym czasie wszystko odmienia sie na dobre. Moze dostaniesz wkrotce jeszcze lepsza dla Ciebie prace, lepiej platna. Moze Maryja ma wobec Ciebie inne plany i wszystko bedzie dobrze, Nie poddawaj sie.

  16. ,,Rozpacz i beznadzieja to najgorsi doradcy”
    Rozpocząłem 31.07 ale uznałem, że źle robie, niestarannie bez przekonania. Dzień przerwy i zacząłem od nowa, myślę lepiej.
    Jeszcze daleka droga, ale z każdą chwilą jest dużo lepiej. Myślę, że wytrwam.

  17. To wszystko racja Gosiu, tylko ja się już modlę o pracę ponad 4 lata.Wszystko zmierzało w złym kierunku i wkońcu stało się najgorsze.Widocznie tak rzeczywiście miało być. W najbliższej rodzinie mam cztery osoby pozbawione pracy. Dzieci nam rosną trzeba je wyżywić, ubrać, zadbać o ich edukację. O sobie nie myślę, tylko właśnie zależy mi na przyszłości dzieci.A żeby przyszłość była lepsza trzeba w nią zainwestować,do tego właśnie potrzebna jest praca.Samo z nieba nie spadnie.

  18. To prawda, ale chodzi o to, żeby uwierzyć w to, iż Bóg się zatroszczy. Wiadomo, że pieniądze z nieba nie spadają a bez nich nie da się żyć, ale Pan Bóg ma swoje sposoby. Przecież On wie czego potrzebujemy, nie jest oderwany od rzeczywistości. I naprawdę troszczy się w przedziwny sposób. Przecież dla Niego przyszłość Twoich dzieci nie jest nieważna. Zatroszczy się o Was wszystkich według swojego zamysłu miłości tylko Mu zaufaj. Jeśli nie potrafisz, to módl się o tą ufność a zobaczysz jak bardzo zmieni się Twoje życie…

    • Moje życie nie zmieni się ani po odmowieniu jednej drugiej czy nawet setnej Nowenny.Mogę powtórzyć za jednym z naturalistów francuskich:”Najwyższym dobrem jest nie istnieć.A jeżeli już to być drzewem,kamieniem,ziarenkiem piasku ,które nie może spłynąć krwią pod nogami przechodniów.”Wiele dałabym za to żeby nie żyć.Zazdroszczę ludziom ,którzy giną w wypadkach, umierają nagle. Żałuję,że zdecydowałam się powołać do zycia moje dzieci.Życie to niekończąca się udręka, koszmar,najgorsza tortura.

  19. WITAM WSZYSTKICH JA PIERWSZY RAS ODMAWIAM NOWENNE POMOEJAŃSKĄ ZA 3 DNI SKOŃCZE I ZACZNE ZNOWU PONIEWASZ ODKĄD ODMAWIAM MOJE ŻYCIE ZACZEŁO SIĘ ZMIENIAĆ CODZIENNIE RANO ZNOWU WSTAJE Z RADOŚCIĄ I KIEDY MODLE SIĘ PŁACZE ŁZY LECĄ BEZ PRZERWY DLATEGO PISZE O TYM BO PO 2 OPERACJCH GŁOWY W KTUREJ BYŁO 5 TĘTNIAKÓW NIEMOGŁAM JUSZ PŁAKAĆ ,DZIĘKI NAJŚWIĘTSZEJ MARYJI PŁACZE,NIEWYMODLIŁA TEGO O CO PROSIŁAM ALE WIDOCZNIE TO JESZCZE ZA MALO MODLITWY . BEDE ODMAWIĆ RUŻANIEC ŚW.BO GŁĘBOKO WIERZE W BOGA I NAJŚWIĘTSZĄ DZIEWICE MARYJE. POZDRAWIAM WSZYSTKICH Z PANEM BOGIEM.

  20. Madalu, Twoje świadectwo jest jednym z najpiękniejszych jakie przeczytałam. Poprostu czytałam i ze wzruszenia płakałam. A ten opis świątyni sprawił, że sama chciałabym bardzo tam się znaleźć chociaż na chwile. Odmawiam już drugą nowenne, a jeszcze nie udało mi się napisać świadectwa po odmówiniu pierwszej, napoczątku nie byłam gotowa bo tak naprawdę nie otrzymałam łaski o którą prosiłam, być może taka jest wola Boża i choć coraz bardziej to rozumiem to i tak chyba jeszcze w pełni do mnie nie dotarło, że Bóg wie lepiej co dla mnie dobre. Może potrzebuje troche wiecej czasu… Winna jestem jednak świadectwo Matce Boskiej za wszystkie inne łaski, które otrzymałam choć o nie nie prosiłam.

  21. Od czasu gdy wysłałam swoje świadectwo stało się coś dziwnego, odczuwam zamieszanie w sercu, lęki, wiele rzeczy mnie bardzo denerwuje, np. w domu… (a jestem cierpliwą osobą z natury), modlę się za swoją mamę i najpierw nasze relacje się bardzo poprawiły, a ja jeżeli nie zacznę kontrolować siebie to zepsuję to wszytko, ciężko mi się modlić… tracę grunt pod nogami… nie jestem w stanie iść do spowiedzi, ciężko mi się zebrać do modlitwy, mam wrażenie, że wychodzi ze mnie to co najgorsze… że się źle modliłam, źle spowiadałam itd. trwam w modlitwie ale nie jestem w stanie wejść głęboko.. coś jest mocno nie tak… czy ktoś przeżywał coś podobnego? To jest moja czwarta NP w tym roku, przy pierwszej miałam straszny zamęt w duchu…

    ps. jestem dzięki Bogu zdrowa pod względem fizycznym i psychicznym …nie mam depresji ani nic z tych rzeczy i nie zanosi się na to… nie jestem przemęczona… nigdy do tej pory nie miałam też kłopotów z agresją, nerwami, przesadnym poczuciem bycia wykorzystywaną, nie atakowało mnie poczucie winy, że krzywdzę innych i inne niedorzeczne emocje… nie boję się sytuacji w jakiej jestem ale męczą mnie lęki spowodowane drobnostkami… Czy ktoś z Was przechodził przez coś takiego?

    • Szczęść Boże
      Nie przejmuj się tym, tylko walcz. Polecam książkę „Uwolnienie z mocy złego ducha” Praktyczny przewodnik Ks. Tournyol du Clos. Twoim świadectwem dużo osób jest zachwyconych ale szatan wręcz przeciwnie, dlatego czuwa i nie ustaje w swoich zamiarach. Wszystko, co napisałaś powiedz wprost Panu Jezusowi, On Cię obroni.
      Na dworcu spotkałam bezdomnego, bardzo zrobiło mi się żal tego człowieka. W myślach poprosiłam Matkę Bożą aby go pobłogosławiła. Wkrótce o tym zapomniałam, wieczorem poczułam w sercu taką ogromną radość, że za wszystko zaczęłam dziękować Bogu i mimo zmęczenia modliłam się bardzo długo. Życzę wszystkim takiego uczucia- bliskości Pana Boga. Miłej Niedzieli

A Ty co o tym myślisz? Napisz!