Ania: Dziękuję Matko Boża za zdrową córeczkę

Dwa miesiące przed rozwiązaniem postanowiłam pomodlić się do Matki Bożej Pompejańskiej abyśmy obie z córką szczęśliwie przeżyły poród, bez komplikacji, aby urodziła się zdrowa i zdrowo rosła. Koniec nowenny przypadał na trzy dni przed terminem. Wiem, że powinno się odmawiać NP tylko w jednej intencji, ale nie starczyłoby mi czasu na każdą z osobna. Termin mnie gonił, a raczej natura, a jak wiadomo, z naturą się nie walczy 🙂

Moja sytuacja ciekawa nie była. Najpierw zachorowałam na cukrzycę ciężarnych. Nie jest to szczególnie groźna przypadłość, o ile stosuje się dietę. Ja nie byłam w stanie mimo wszelkich zagrożeń nie tylko dla mnie ale przede wszystkim dla dziecka, powstrzymać się, aby nie zjeść czegoś słodkiego. Pod koniec ciąży było jeszcze gorzej. Dzień w dzień przez trzy tygodnie objadałam się słodkościami, doszło nawet do tego, że w ciągu dwóch godzin potrafiłam zjeść dwie drożdżówki, jedną czekoladę i paczkę delicji. Potem oczywiście przychodziły wyrzuty sumienia i strach, że przez moją lekkomyślność dziecko urodzi się z cukrzycą, wadami serca i/lub nerek.

Pod koniec ciąży dopadła mnie cholestaza ciężarnych. Choroba niebezpieczna nie dla mnie, ale dla płodu. Choruje na nią 1-4% ciężarnych i nie jest spowodowana złymi nawykami kobiety czy coś w tym stylu. Może spowodować albo obumarcie, albo poważne niedotlenienie w czasie porodu. Drżałam o swoją córeczkę, ale nie przestawałam się modlić i całą ją oddałam opiece Matki Bożej. Na szczęście w pewnym momencie choroba ustąpiła i nie musiałam zostawać do porodu w szpitalu, aby stale monitorować tętno płodu, ani rodzić przez cesarskie cięcie najpóźniej w 36 tygodniu, co jest jedynym rozwiązaniem przy tej chorobie. W dodatku choroba ustępuje ok 2-3 tygodnie po porodzie. U mnie ustąpiła 3 tygodnie przed i już więcej nie wróciła.

Codziennie, przy każdej części prosiłam Mateczkę, aby była z nami przy rozwiązaniu. Kiedy stawiłam się w szpitalu w spodziewanym terminie, nie czułam się, jakbym miała rodzić. Myślałam, że wyślą mnie do domu. Okazało się, że mam nadciśnienie i muszę zostać do porodu. To było akurat bardzo dziwne, bo ani ja nigdy się nie skarżyłam na wysokie ciśnienie, wręcz miałam zbyt niskie, ani nie miałam z nim problemu przez całą ciążę ( w ciąży było wręcz koncertowe, idealne). Byłam bardzo zaskoczona. Występuje u 6-8% ciężarnych, ale dla mnie wystarczyło w zupełności, aby i mnie dopadło. I znowu było poważnym zagrożeniem i dla płodu i dla mnie, ponieważ mogło skończyć się stanem przedrzucawkowym. W dodatku zdiagnozowano u mnie nadciśnienie ciężkie, czyli przekraczające 160 mm Hg. Ja czułam się dobrze i nie odczuwałam tego, choć Bóg jeden wie, ile dni wcześniej trwało.

Jak na złość mój lekarz prowadzący ciążę wyjechał na miesiąc na urlop. Kiedy przypadła moja wizyta rozchorował się tak poważnie, że przekładał wizyty z tygodnia na tydzień, w zasadzie to dzień przed dzwonił, że znowu ma tydzień zwolnienia, a ja czekając aż wyzdrowieje, od 35 tygodnia do samego porodu, nie byłam na żadnej kontroli. Z tego powodu nie odbierałam wyników badań moczu i krwi, bo stwierdziłam, że odbiorę je w dniu wizyty u mojego lekarza, aby upiec dwie pieczenie na jednym rożnie. Ciężko mi było z wielkim brzuchem zrobić kilka kroków, co mówiąc jeździć dwa razy tu i tam. W końcu widząc, że już się nie spotkamy pojechałam jednak po te wyniki, żeby w szpitalu wiedzieli, co i jak. Dwa tygodnie ich nie odbierałam, a okazało się, że były złe. Ale co z tego, kiedy nawet nie było już kiedy się leczyć, bo termin był tego samego dnia, co odbiór wyników? I znowu nerwy…

Pomimo tych wszystkich zagrożeń, gdzieś tam w głębi duszy czułam, że moja Hania jest najlepszych Rękach i nic złego jej się nie stanie.  Na teście oksytocyny próbowano mi zmniejszyć ciśnienie lekami, ale bezskutecznie. W końcu lekarz nie widząc poprawy ciśnienia, zadecydował o zakończeniu porodu. Nie wiedziałam, jaki ból mnie czeka, ponieważ to była moja pierwsza ciąża.

Mimo wszystkich przeciwności i zagrożeń, udało mi się szczęśliwie urodzić zdrową córeczkę, która dostała 10 punktów. Ponadto w gratisie Mateńka dała mi cudowną położną, lekarza i cały zespół, który im asystował. Był taki moment, że w bólu pomyślałam: „Matko, dlaczego mnie nie wysłuchałaś? Przecież tego nie da się znieść, to jest nie do wytrzymania!”  . Chwilę po tym przyszła mi do głowy myśl, że przecież nie modliłam się o lekki poród, minimalnie bolesny, tylko o szczęśliwe rozwiązanie, aby Hanusia je przeżyła szczęśliwie i ja. Maryja mnie wysłuchała. Sam poród nie trwał długo, najcięższa faza była szczególnie krótka, a byłaby krótsza, gdybym okazała więcej posłuszeństwa położnej 🙂

Dzisiejszej nocy miną dwa tygodnie od tego wydarzenia, a ja nie wspominam tego wydarzenia źle, wręcz przeciwnie. Nie mam żadnej traumy, wiem, że jeśli Pan Bóg pozwoli będziemy starać się o kolejne dzieci, bo nie czuję żadnej blokady przed porodem.

Córcia nie miała żadnych powikłań w związku ze wszystkimi moimi dolegliwościami, które mogły się jej udzielić. Ja sama bardzo szybko doszłam do siebie i fizycznie i psychicznie. Kiedy spojrzałam na tą moją małą bezbronną dziewczynkę, pomyślałam sobie, że nigdy jej nie zostawię, że zawsze pomogę, zawsze będę wspierać o każdej porze dnia i nocy. I przyszła mi do głowy myśl, że to jest taki typowy matczyny odruch i skoro Maryja jest naszą Matką a kocha nas jak każda matka swoje dzieci, jak więc miałaby nas nie opuścić w potrzebie, widząc nas takich bezbronnych i zdanych całkowicie na Nią? Dlatego pomyślałam sobie, że Ona nas zawsze wysłucha, jak każda matka swoje ukochane dziecko. Zrozumiałam to dopiero patrząc na swoje dziecko, tak samo bezsilne, bezbronne, zagubione, jak my czasem, kiedy w sercu sił brak.

Dziękuję Matko Boża za zdrową córeczkę, za opiekę nad nami, za wysłuchaną modlitwę i za wszystkie piękne chwile, jakie niesie ze sobą macierzyństwo. Tobie, Ojcze w Niebie dziękuję za dar macierzyństwa. Niech będzie uwielbiony Bóg Ojciec w Trójcy Przenajświętszej i Maryja, Pani naszych losów.
Szczęść Wam Boże,

Ania i Hania 🙂

Nie przegap ciekawego świadectwa!

Czy wiesz, że zapisując się do biuletynu, co piątek będziesz otrzymywać najświeższe świadectwa nowenny pompejańskiej?

A Ty co o tym myślisz? – Napisz komentarz

4 komentarzy do "Ania: Dziękuję Matko Boża za zdrową córeczkę"

Powiadom o
avatar
Paulina
Gość
Paulina

Cudowne świadectwo. Dziękuję! Życzę dalszych łask i Opieki Bożej!

magda
Gość

Aneto mój tata od dalszego czasu pali papierosy i nie dość że się modlę to nic nie pomaga proszę modlić zemną może wtedy pomoże Aneto Cudowne świadectwo

Paulina
Gość
Paulina

Gratuluję! 🙂

Monika
Gość
Monika

Dziękuję za piękne świadectwo, ono napawa mnie otucha.Szczęść Boże

wpDiscuz

Wyjatkowe kompendium o
nowennie pompejańskiej:

Tylko teraz otrzymasz… 
drugi egzemplarz za 1 grosz!

A może tak chcesz otrzymywać co piątek
powiadomienia o nowych świadectwach?

TAKalboNIE
…a więc zapisz się już teraz do powiadomień:
A teraz odbierz pocztę i kliknij łącze potwierdzające

Zamknij