Prośba o radę

Jestem w trakcie I Nowenny,wlasciwie w II jej polowie. Mimo obaw, jak wytrwam, udaje mi sie odmawiac ja bez wiekszego wysilku. Nie oczekuje i nie oczekiwalam cudu przystepujac do modlitwy, a juz zwlaszcza w czasie jej trwania. Mam jednak dziwne odczucie, ze moja modlitwa nie jest mila Maryi…. Czytam swiadectwa ludzi, ktorzy doznali wielu lask, uwolnili sie od zlych mysli, zdobyli poczuci pewnosci, ze Bog jest po ich stronie, odczuli taki blogoslawiony spokoj, abstrahujac od tego, czy ich konkretna prosba zostala wysluchana czy nie.  Ja nie wymagam cudu, choc modle sie o niego w swojej intencji. U mnie jest jednak inaczej. Doznaje samych porazek, moja samotnosc przygniata mnie coraz bardziej  i nie widze znikad wsparcia ani nadziei. W II dzien swiat, po raz I w zyciu, mialam mysli samobojcze. Nie bede podawac szczegolow, bo to nie jest temat na to forum i wielu mnie pewnie za to  potepi…. Wzmogla we mnie te beznadzieje swiadomosc, ze oto modle sie jak nigdy wczesniej w moim zyciu, a nie dostaje zadnej odpowiedzi, zadnej pociechy, zadnej wskazowki. I nie chodzi mi o wysluchanie mojej prosby, ktora graniczy chyba z cudem, ale taka zwykla nadzieje, jaka odczuwaja modlacy sie. Im bardziej sie modle, tym wieksza cisza wokol mnie. Nie mam juz sil, nie mam wiary , ze to cokolwiek da. Chyba moze byc tylko gorzej. Zazdroszcze, w pozytywnym sensie, ludziom,ktorzy odzyskali dzieki tej modlitwie wiare i spokoj ducha, zostali wysluchani. Nie mam juz nawet pretensji do nikogo, czemu tak jest. Po prostu mysle, ze moze limit milosci Boga wobec mnie po prostu sie wyczerpal. Ze pisana jest mi ta okropna samotnosc, zamiast sie z tym pogodzic, wale glowa w mur, szukam po omacku. Mam juz swoje lata, wiele dobrego w zyciu przeszlam,ale tez sporo rozczarowan, im blizej Boga staram sie byc, a przeslanka ku temu jest tez moja bezsilnosc/samotnsoc, tym wieksza

Jego obojetnosc odczuwam. Czy to jest dzialanie szatana? Gdyby tak bylo, przerwalabym modlitwe.A mimo wszystko, chce wytrwac.  To sa takie moje suche , obiektywne przemyslenia i wnioski z nich plynace. Chyba przestalam juz wierzyc w cuda i sile modlitwy. Ale moze ktos ma jakas sensowna porade i byl w podobnej sytuacji?

29 myśli na temat „Prośba o radę

  1. To nie Bóg ma za mało Miłości czy Miłosierdzia dla Ciebie. To Ty stojąc przed szeroko otwartymi wrotami Bożego Miłosierdzia masz za mało wiary i ufności żeby wejść w Światło i oddać swój los w ręce Bożego Miłosierdzia. My modlimy się NP o Cud uzdrowienia mojej żony która ma złośliwego guza mózgu (lekarze odmówili operacji ze względu na ryzyko) i z każdym dniem rośnie nasza wiara że Cud się spełni. Ty modlisz się o taki drobiazg i w drugiej połowie masz myśli samobójcze? Przy najbliższej Nowennie spróbuj zanurzyć się w Modlitwie i Miłości. Bo jeśli: „Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
    a miłości bym nie miał,
    stałbym się jak miedź brzęcząca
    albo cymbał brzmiący”.
    Znajoma osoba proponowała nam że zawiezie nas do bioenergoterapeuty i zapłaci za seans choć sama chodzi do kościoła i podobno się modli. Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek? Modlitwa jest bardzo ważna ale modlitwa bez wiary naprawdę jest funta kłaków warta. Pan Jezus powiedział że o godzinie piętnastej najszerzej jest otwarta brama Jego Miłosierdzia i każdy grzesznik może ją przekroczyć jeśli tylko zechce. Weź różaniec o 15-tej, odmów Koronkę do Miłosierdzia Bożego i połącz się z nami w modlitwie (my co dzień ją odmawiamy) a my podzielimy się z Tobą naszą Wiarą, Nadzieją i Miłością. Choć jesteśmy tylko grzesznikami niegodnymi to wierzymy że Pan nas kocha i da nam następną szansę żebyśmy zmienili swoje życie a potem dawali świadectwo innym że warto żyć, kochać i samemu się zmieniać.

  2. Modlitwa bez wiary jest trudna .Wierząc oddajemy sie w rece Boże .To ,ze masz chwile zwątpienia ,a nawet myśli samobójcze to znaczy ,ze to nie Pan Bog czy Naryja nie chca Twoich modlitw,tylko szatan nie chce ,abyś im zaufała .Bo poprzez modlitwe stajesz sie im blizsza i jesteś pod ich ochrona .Szatan nie lubi Maryi ,będzie robil wszystko ,abyś sie nie jej lecz jemu słuzyła.Nie poddawaj sie .Tutaj wiele osób pisze,że doznaje działan szatana jak zaczynaja NP.Odmawiam już 3 raz NP ,ale oddaje sie cala Panu Bogu,Jak czuje ,ze szatan przeszkadza to mowie odejdż szatanie .NP uczy pokory i cierpliwości .Idż do spowiedzi,przyjmij Eucharystie ,to Ci pomoże .Musisz być cierpliwa.Oprocz NP odmawiam Tajemnicę szczęścia,,którą odmawia sie cały rok,modlę sie do św.Rity codziennie .Zajmuje mi to ok.1,5 godziny czasu.NP -różaniec odmawiam z rozważaniami .Kiedy mam czas to odmawiam jeszcze dodatkowo inne modlitwy do świetych ,do aniołów ,do Ducha św.Pracuję ,ale modle sie w drodze lub w pracy kiedy nikt mi nie przeszkadza .Kończę wieczorem .Da się i dziś już wiem ,ze dopóki będę miała siłę będe sie modlić.Choć nie otrzymałam wprost jeszcze tego o co prosiłam /każda NP jest w innej intencji/ to czuję opaczność Bożą i małymi kroczkami do przodu pcham.Wiara czyni cuda ,a jeżeli nie otworzysz sie na nie ,na Pana Boga ,to będziesz tkwiła w miejscu.Pan Bóg dał CI rozum i wolna wolę ,wykorzystaj to .Życze powodzenia

  3. Nie przerywaj odmawiania nowenny bo szatanowi właśnie o to chodzi żebyś przerwała nowenne bo czuje się zagrożony.On nienawidzi różańca który jest najsilniejsza bronią przeciw niemu. Każdy odmawiany z głębi serca różaniec jest miły Bogu . Nie poddawaj się i proś ducha św i Matkę Boża o pomoc w wytrwaniu do końca odmawiania nowenny. Wytrwaj do końca.

  4. Jerzy po co wypisujesz takie rzeczy?Chcesz ja dodatkowo dobic czy na czym Ci zalezy? Skoro nie chce byc sama i sie o to modli to nie nazywaj tego drobiazgiem!Ty tez sie chyba modlisz o to zebys nie zostal na swiecie sam tylko z zona ,co? Nie jej wina ze ma takie mysli. I nie pisz tez ze jej modlitwa jest funta klakow warta – bo zadna taka nie jest A SZCZEGOLNIE TA ktora jest trudna, bo nie odczuwa sie ciepla Boga jak Ty, tylko ma pod gore a mimo to sie modli. Latwo sie krytykuje jak sie takiego problemu nie ma. Ja ja rozumiem ,bo mi samej jest ciezko i nie czuje tak jak pozostali „splywajacych lask” ale dopoki nie skoncze to sie nie przekonam co otrzymalam ( niekoniecznie wysluchanie intencji ale cokolwiek innego pozytywnego). Zycze wytrwalosci 🙂

    • Jolu nie chcę nikogo dobić tylko lekko potrząsnąć i zaprosić do wspólnego przeżywania modlitwy. Znajoma chciała mnie dobić słowami: „jak chcesz to możesz się modlić ale…” i roztaczała czarne wizje tego co będzie. Uważam że każda modlitwa jest ważna ale NP jest szczególna więc powinna być odmawiana z wiarą którą należy w sobie wzbudzić. Znajoma zakonnica mówiła mi że NP jest potężną bronią przeciw szatanowi więc powinny po tę broń sięgać osoby silne wiarą i nie powinniśmy jej odmawiać zanim w sobie tej wiary nie obudzimy. Szatan starał się i nam przeszkodzić w jej odmawianiu, mojej córce w trzecim czy czwartym dniu plątał się język i słowa myliły przy „Zdrowaś Maryjo”, ja dostawałem przez kilka dni ataki kaszlu że aż prawie mnie dusiło, moją żonę w nocy szatan nachodził i straszył ją przepowiedniami śmierci ale teraz już jest o wiele lepiej i myślę że sobie odpuścił bo z każdym dniem jest lepiej. Gdy coś się złego działo to inne osoby głośniej i wyraźniej odmawiały modlitwę i sytuacja się normowała. Najgorszą rzeczą którą można zrobić to przestraszyć się szatana i przerwać modlitwę. Dlatego mówiłem o wspólnej Koronce do Miłosierdzia Bożego bo ją odmawiamy o wspólnej porze w łączności duchowej z innymi osobami które są daleko od nas. Tak odmawialiśmy koronkę z moją ś.p. mamą i mieliśmy taki kontakt że mama wezwała mnie do siebie w chwili śmierci. Ja mieszkałem ponad 20 km od mamy więc gdy usłyszałem jej głos próbowałem się dodzwonić ale nie odpowiadała. Pojechałem więc natychmiast do mamy i nie zdążyłem uratować jej życia ale przynajmniej skonała uśmiechnięta, przytulona do mojej piersi zanim dojechało pogotowie które w międzyczasie wezwałem. Po jej śmierci więcej i głębiej się modlę bo mama dużo i pięknie się modliła od zawsze kiedy pamiętam a ktoś musi przejmować tradycję i przekazywać ją następnym pokoleniom. Wierzę więc w łączność dusz i wspólnotę modlitwy.

  5. A ja tak sobie myśle że mi jednak nie jest pisana łaska…moja babcia już 3 raz odmawia nowennę w mojej intencje o uzdrowienie mnie z choroby psychicznej neurologicznej,choruje na CHAD i padaczkę.Epilepsja bardzo mi się nasiliła nie pomagają leki.Czuję się coraz gorzej, chodzę tylko od lekarza do lekarza każdy przepisuje coś innego, a mój stan się pogarasza…
    Modlę się ale czuje że moja modlitwa jest nie taka jak być powinna…
    Czym ja tak Boga obraziłam że tak choruje?Nie raz wydaję mi się że się że tak, nie potrafię się wyspowiadać zawsze wydaję mi się że spowiedź święta była świetokradzka…

    • Mileno na pewno łaska jest Ci pisana tylko czasem my ją inaczej pojmujemy niż Bóg i stąd czasem są te nieporozumienia. Ja niestety też jestem tylko słabym człowiekiem i często proszę Pana w modlitwie żeby oszczędził mi cierpień i upokorzeń bo wydaje mi się że więcej nie jestem w stanie już znieść. Ale staram się uśmiechać do ludzi a zwłaszcza do dzieci i być jak najbardziej otwartym. Modlę się i wierzę że Bóg nas wysłucha. Ale moja żona modli się wraz ze mną i razem jest nam łatwiej. Może powinnaś modlić się razem z babcią? Postaraj się razem z babcią wspólnie na początek odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego bo jest najkrótsza a potem przejść do cząstki Różańca Św.? Pozdrawiam.

  6. Kochani, ja nie otrzymałam jeszcze łaski o którą prosiłam, ale dalej proszę. Po pierwszej NP po której mój problem się nie rozwiązał ale jeszcze dodatkowo zaostrzył z każdej strony rozpoczęłam NP w intencji dusz w czyśćcu, one mogą wyprosić o wiele więcej niż my tu na ziemi. Czasami nie dostrzegamy łask Bożych bo właśnie problem, który nas przygniata jest za duży a moim zdaniem te łaski na nas jednak spływają tylko inaczej niż myślimy. Mam obecnie straszliwą sytuację z ludzkiego punktu widzenia i po NP jezeli chodzi o źródło tego wszystkiego z tego co widzę (bo może nie widzę wszystkiego, może rozpoczął się już jakiś proces leczenia tej sytuacji ale jeszcze nie dostrzegam efektów). Łaską ewidentną dla mnie jest siła jaką mam w sobie, żeby się nie załamać, działać i myśleć o np. zrobieniu sobie czegoś złego, mam też spokój w rodzinie i poprawę relacji… To jest cudowne i dobre ale ciągle boli mnie ten podstawowy problem. Więc każdy dyskomfort, ból i lęk ofiarowuję za dusze w czyśćcu i powtarzam „Jezu Ufam Tobie”… zaufaj Bogu i staraj się nie myśleć już o tym co Cię tak trapi… Przesyłam Ci dużo miłości i mam nadzieję, że Pan Cię wysłucha i napiszesz tu nam szybko cudownie szczęśliwe świadectwo..

  7. Jeśli miałbym mieć prośbę do Ciebie, to proszę nie poddawaj się 🙂 Maryja ma ostatecznie zgładzić szatana, Maryja jest ową Niewiastą z apokalipsy która depcze diabła, a różaniec to łańcuch którym szatan będzie związany, nie dziw się zatem że on zrobi wszystko co tylko może byś nie zwracała się do Niej. Wyobraź sobie strach diabła, który wie Kto ma go zgładzić na ZAWSZE. A skoro i powoduje to w nim ogromną nienawiść i strach to zrobi jak już napisałem wszystko byś do Matki Bożej się nie zwracała.
    Można powiedzieć, że Nowenna Pompejańska to takie „duchowe zapasy”, albo nawet „duchowa wojna”. Wytrwaj. Często na wojnie jest pod górę, tygodniami leżymy w okopach, pod obstrzałem, w nocy bez widoku słońca…Ale nie poddawaj się. Owszem chciałoby się (wiem po sobie) by Bóg „teleportował” nas gdzieś z dala od „frontu”. Dał chwilę wytchnienia, ale jesteśmy na wojnie. 🙂 Nie poddawaj się.
    „nie można walczyć o jakąś sprawę, żeby sobie nie zyskać wrogów”

  8. Witaj,
    Twoja modlitwa jest zawsze miła Maryi i jest dla niej wielką radością. Nigdy nie daj się nikomu ani niczemu przekonać że jest inaczej. Twoje zwątpienie bierze się z działania szatana i to on Cie kusi abyś przestała się modlić i przestała prosić Maryję o łaskę. Jeżeli przestaniesz to wlasnie on wygra. Nie poddawaj się bo wszystko co jest najcenniejsze w naszym życiu dostaliśmy po długiej walce, oczekiwaniu i wytrwałości w modlitwie i tak będzie tym razem. Matka Boża obdarzy Cię łaską o którą prosisz tylko nie możesz się podawać. Jeżeli to Ci pomoże to mogę Ci tylko powiedzieć że mi na początku również było bardzo ciężko i czułam tak jakbym pogrążała się w mroku i rozpaczy. W moim życiu zdarzyło się dużo złych rzeczy rozpadło się moje małżeństwo a mój mąż opuścił mnie dla znacznie młodszej kobiety i ciężko było mi się po tym podnieść. Nie rozumiałam dlaczego Bóg pozwolił na to aby ktoś mi wyrządził tyle zła i cały czas miałam podejście bardzo roszczeniowe, ciągle chciałam aby to wszystko się skończyło i abym zobaczyła jak kobieta która rozbiła moje małżeństwo ponosi kare…zresztą tak jak i mój mąż. W pewnej chwili zaczęłam obwiniać Boga o to co się stało i że do tego dopuścił. Czułam się tak jakbym pogrążała się coraz bardziej a wszystko stawało się coraz ciemniejsze. W tamtym czasie szukałam pomocy nie tam gdzie trzeba i z własnej głupoty czytałam horoskopy i chodziłam do wróżek. Dzisiaj sama zdaje sobie sprawę jak źle to brzmi ale wtedy jeszcze nie wiedziałam. Jednocześnie sporadycznie modliłam się i byłam przekonana że Bóg mnie nie słucha a to wszystko tylko potęgowało moje odstępstwo od Boga. Poza tym wcześniej też moje życie nie było wypełnione wiarą i nie byłam praktykującą katoliczką a więc nie było najmniejszego powodu aby Bóg mi pomógł. Jednak nasz Pan ulitował się nade mną i pomógł mi w chwili której najmniej się spodziewałam i w sposób który był dla mnie samej zaskakujący. Od znajomych dowiedziałam się o wróżce do której postanowiłam się wybrać. Kiedy do niej pojechałam okazało się że jej nie ma a jest jej wnuczka, która również wróży. Umówiłam się z nią na drugie spotkanie i tak się stało że się zaprzyjaźniłyśmy. Później kiedy do niej zadzwoniłam po raz trzeci i chciałam się umówić z nią na spotkanie bo w moim życiu zaczęło dziać się jeszcze gorzej ona powiedziała mi że postara mi się pomóc ale w inny sposób. Zaprowadziła mnie do kościoła do księdza który wysłuchał moich strapień i pomodlił się za mnie. To była dla mnie ogromna przemiana. Później dowiedziałam się że moja przyjaciółka zostawiła karty i zaczęła uczęszczać do kościoła. To był mój wielki cud, który nawrócił mnie do Boga. Od tamtej chwili zaufałam Bogu w całości. Z racji tego że nigdy wcześniej nie byłam osobą szczerze praktykującą zaczęłam szukać modlitwy dziękczynnej i tak trafiłam na Nowennę Pompejską. Tak samo jak Ty na początku miałam wrażenie że moja modlitwa nie jest miła Najświętszej Pani i oczekiwałam szybkich zmian na lepsze. Zmiany jednak nie przychodziły ale a Nowennę odmawiało mi się bardzo ciężko. Jednak się nie poddałam i modliłam się dalej. Oczywiście miałam chwile zwątpienia i słabości i nadal je mam. Ale dzięki Nowennie zrozumiałam że zamiast prosić i wymagać od Najświętszej Panny powinnam podziękować za wszystko co dostałam i nawet za złe rzeczy które mnie w życiu spotkały bo to właśnie mnie wzmocniło. Mój mąż nadal do mnie nie wrócił i nadal jest w związku z inna znacznie młodszą ode mnie kobietą. Złożył pozew o rozwód a ja spotykając się z nim w Sądzie muszę słuchać tych wszystkich złych rzeczy które o mnie mówi, ale jestem szczęśliwa bo znalazłam w sobie radość życia właśnie dzięki odmawianiu Nowenny. Wiem że może to dziwnie zabrzmi ale dla mnie Nowenna pomogła spojrzeć na wszystko w inny nowy sposób, dzięki Najświętszej Marii znalazłam ład w bezładzie a zasady w świecie bez zasad. Możesz zapytać co mi dała modlitwa skoro nic się nie zmieniło w mojej sytuacji a w pewnym sensie wręcz się pogorszyła bo jestem w trakcie rozwodu więc powiem CI że dzięki Nowennie nauczyłam się wybaczenia i zrozumienia, umiem współczuć i rozumieć innych ludzi, umiem szukać światła tam gdzie wydaje się że już go nie ma. Więc jeżeli możesz to przyjmij moją radę a mianowicie nie ustawaj w modlitwie bo Bóg Cie kocha a Twoje modlitwy zostaną wysłuchane. Jeżeli będziesz miała okazję polecam Ci książki Ojca Gabriele Amorth, mi one pomogły. Ojciec Gabriele wiele pisze o słabości w modlitwie i o kuszeniu człowieka. Pomodlę się za Ciebie abyś wytrwała w swojej modlitwie. Wiem że nie jest łatwo i zapewne nie będzie. Mi również nie jest łatwo ale każdego dnia staram się walczyć ze swoimi słabościami a dzięki Królowej Różańca Świętego odkrywam coraz to nowe powody do radości. A więc nie poddawaj się bo będzie warto. Mam nadzieje że to co napisałam chociaż odrobinę Ci pomogło.
    Z Bogiem
    Lena

  9. s.Faustyna podobnie jak ty była doświadczana w swojej wierze, też przeżywała ciemnośc i beznadzieje, nie upadaj na duchu wytrwaj bo Bóg nie odwraca się od nikogo, a zwłaszcza od człowieka zagubionego i grzesznego. Wiedz,że tego najbardziej miłuje, i często sytuacje po ludzku beznadziejne po jakimś czasie okazują się darem. My chcemy rezultatu od zaraz Pan Bóg działa inaczej i ufaj a się nie zawiedzisz wiem to z własnego doświadczenia , bo nie raz przeżywam takie ciemności w duszy.

  10. Sporo z tego, co piszesz, jest mi bliskie… Z tego, co zrozumiałam, modlimy się (mniej więcej) w tej samej intencji i rzeczywiście przychodzi mi czasem do głowy myśl, że „ta rzecz” jest najtrudniejsza, a w zasadzie niemożliwa do wymodlenia, bo to „powołanie”, które się ma albo nie i żadne modlitwy nic tu nie pomogą. Zwątpienie miesza mi się z nadzieją. Ja już kończę swoją nowennę w tej intencji, po drodze się okazało, że prawdopodobnie i tak jest „nieważna”, bo dwa razy mi się zdarzyło nie odmówić w jednym dniu trzech różańców z powodu zmęczenia (zasnęłam z różańcem w dłoni) i uzupełniałam braki, odmawiając opuszczone różańce następnego dnia (czyli z trzech robiło się pięć). O ile przez całe 40 ileś dni w czasie tej modlitwy towarzyszyła mi ogromna nadzieja, tak kilka dni temu (dokładnie w Wielki Piątek) pojawiły się wątpliwości, że moja intencja nie jest miła Bogu. Do tego masa negatywnych myśli, że nie dam sobie rady w samotności, zarówno materialnie, jak i psychicznie. Mimo wszystko modlę się nadal, zamierzam dokończyć tę nowennę i zacząć za jakiś czas następną. To, co mogę Ci poradzić, to nieprzerywanie nowenny, ponadto dobrze jest się modlić z pewnym dystansem, jak ten trędowaty z Ewangelii: „JEŚLI CHCESZ, możesz…”. Mając w sobie pewien luz, łatwiej jest się otworzyć na małe rzeczy, które być może są tym budulcem, z którego Matka Boża właśnie skleja jakąś fantastyczną budowlę. Zbieraj te perełki i dziękuj za nie Bogu – mogą to być naprawdę drobne sprawy, jak np. uśmiech dziecka, pogłaskanie psa, sąsiedzka przysługa, fajna impreza. Przyjdzie czas, kiedy dostrzeżesz, że dzięki tym drobiazgom się otworzyłaś, wyszłaś ze swojej skorupki do ludzi, nabrałaś odwagi w relacjach – a to jest bardzo istotne w wychodzeniu z poczucia beznadziei, jakiej doświadczają ludzie samotni. Zły duch bardzo walczy, żeby to zniszczyć, bo on lubi trzymać swoje ofiary w pułapce. A limit Bożej miłości do Ciebie na pewno się nie wyczerpał – Jego MIŁOŚĆ nie zna limitów, to my je tworzymy. Cały „Dzienniczek” św. s. Faustyny praktycznie o tym mówi.
    Uszy do góry!

  11. No tak, łatwo jest radzić.Ja też czasami miewam takie myśli,że chyba moja modlitwa nie jest miła Panu Bogu.Odprawiam drugą NP w intencji syna, o jego nawrócenie i inne potrzebne mu łaski.Wyglądam jego nawrócenia, jak wiosny, która ma nadejść, i nic.Pewnie Pan Bóg ma swoje powody,że jeszcze nie uprosiłam tej łaski albo nie jest mu miła moja modlitwa.Nie wiem.Nie tracę mimo wszystko nadziei i mocno wierzę,że wytrwała modlitwa skruszy Serce Boże.

    • Nasze modlitwy nie mają skruszyć serca Bożego bo Jego Miłosierdzie jest większe niż ktokolwiek potrafi rozumem ogarnąć. To nasz grzech, złe myśli i brak wiary są przeszkodą do tego żeby zanurzyć się w Bożej Miłości. Bóg nie weźmie Twojego syna za ucho i nie doprowadzi go do konfesjonału jeśli sam tego nie zechce. Wiem że to jest trudne nie ulec zwątpieniu bo i mnie czasem ono dopada ale musisz wytrwale się modlić i cierpliwie czekać. Życzę Ci powodzenia w sprowadzaniu syna na drogę wiary. Przez około 20 lat miałem kierownicze stanowiska i dobre zarobki a potem przez dwa lata żadnej uczciwej pracy znaleźć nie mogłem i myślałem że to jest koniec świata. Ale gdy nagle zachorowała moja żona okazało się że brak pracy to jest mały pikuś przy tym co teraz przeżywamy. Miałem dwa wyjścia albo popełnić samobójstwo albo szukać ratunku w modlitwie. Wybrałem i chcę w tym wytrwać.

  12. witam wszystkich czytających to forum ile ludzi tyle problemów ale i dużo też pozytywnych komętarzy tych którym się udało i to buduje że można coś zmienić w swoim życiu i swojej rodziny – nawet nie wiecie jak zazdroszczę tym ludziom może to żle ale to dlatego że ja już nie mam siły by się modlić czasami jest to tak silne uczucie – ten ciągły niepokój -strach -beznadzieja nie przespane duże części nocy przestałem nad tym panować .ktoś powie to módl się próbuje i to dużo ale narazie bez rezultatu wiele razy zaczynałem NP i nie dałem rady bo zawsze coś się działo . czy znajdzie się choć jedna życzliwa dusza która mi pomoże wyjść z tego dołka – gdybym był sam to trudno ale mam rodzinę i to ja jestem odpowiedzialny za nich i dla nich chcę – pragnę wygrać tę wojnę z szatanem dla nich i dla Boga się zmienić

    • Miro – nie odbierz mnie źle bo dobrze każdemu życzę ale moim zdaniem gdy idziesz na wojnę z szatanem nie wsiadaj od razu do F16 bo nie dość że nie pokonasz szatana a jeszcze sam się rozbijesz. Zaczynając i przerywając Nowennę Pompejańską dajesz szatanowi dodatkowy oręż a siebie jeszcze bardziej osłabiasz. Zacznij co dzień odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego (jeśli Ci się uda to o godz. 15-tej). Jest litania do Jana Pawła II i modlitwy do O.Pio. Wieczorem spróbuj odmówić cząstkę Różańca Św. Zawsze przed modlitwą pomyśl swoją intencję i staraj się nie przerywać modlitwy. Ja po raz pierwszy odmawiam NP ale Różaniec i Koronkę odmawiam od kilku lat a i tak szatan różne brewerie wyprawia jakich do tej nie znaliśmy. To świadczy moim zdaniem o wielkiej sile Nowenny ale i o trudach które trzeba pokonać żeby ją odmawiać. Dlatego trening jest konieczny.

      • nie do końca się z tobą zgodzę pomyśl masz drogę z warszawy do krakowa i tysiąc innych osób też z tobą masz wybór zwykły pociąg ekspres piechota albo f16 nie wiesz co wybrać gdy inni są już w drodze za lublinem w ekspresie więc chcesz choć dojechać wraz z innymi zostaje f 16 ale jeszcze jedno nie masz kasy nawet na zwykły pociąg a to co masz musisz jeszcze podzielić na potrzeby swojej rodziny to nie jest temat na publiczne forum ale modlitwa wogóle nie jest mi obca a moc koronki do Bożego Miłosierdzia poznałem dzięki dzienniczka siostry Faustyny .mój poprzedni wpis to wołanie chcę jechać choćby zwykłym pociągiem może ktoś pożyczy mi na bilet a jak dojadę znajdę pracę i oddam tak wiele mam pomysłów na życie a każdy dzień który upływa jest stracony i już go nie będzie , gdybym dziś znał telefon lub nr gadu – mejla do Pana Boga zadzwonił szczerze porozmawiał , zostaje jeszcze pytanie czy gdybym umarł dziś pójdę do nieba – a moja rodzina ?

  13. Kochani,
    ja mam opiekę modlitewną pewnej siostry zakonnej( sama też oczywiście się modlę i chodzę na Eucharystię) i zdarza się rozmawiamy kiedyś często teraz już rzadziej. Ona mi powiedziała że nie powinnam walczyć z szatanem tylko oddać się pod opiekę Bogu i Maryji ponieważ nigdy nie wygram z szatanem. Zły jest inteligentniejszy i najbardziej przebiegły. A człowiek cóż słaby, grzeszny i jedyną obroną dla niego jest ucieczka do Boga. I to prawda ja teraz z perspektywy czasu, i tych moich olbrzymich problemów które na mnie spadły widzę wszystkie swoje błędy. Rozmawiajmy z Bogiem i wołajmy do Niego i Maryi,a nie reagujmy na zaczepki diabła,bo przepadniemy. Życzę wszystkim Bożej Opieki oraz siły i wytrwałości do trwania przy Nim.

    • Kasiu, podobne slowa slyszalam od bliskiej mi osoby(swieckiej), zeby ze zlem nie walczyc.
      Przyznam, ze nie rozumialam tych slow. Mowilam; jak to? Mam sie poddac zlu, nie walczyc z tym co sie wokol dzieje? A tu nie chodzi o to, nie chodzi o to by sie poddac zlu i pojsc za nim, ale oddac sie pod Boza opieke, z ufnoscia, a Bog nie pozwoli by dotknelo nas zlo.
      To prawda, my sami nie wygramy ze zlem, nie mamy zadnych szans.

    • Oczywiście że walka z szatanem może polegać tylko na ucieczce pod Bożą opiekę. Gdy w nocy moją żonę straszył zły to oboje odmówiliśmy modlitwę do Anioła Stróża i koszmar zniknął. Gdy dzieje się coś złego to koniecznie trzeba jeszcze goręcej się modlić.

  14. Tak byłam w podobnej sytuacji jeszcze przed tym jak dowiedziałam się o NP.To było wtedy kiedy z uporem maniaka staraliśmy się o dziecko,doszło do tego że próbowałam wszędzie szukać „wiary,która przenosi góry”,próbowałam sobie wmawiać,że już ją mam więc,dlaczego nie ma cudu skoro ta wiara miała góry przenosić.Pytałam wszystkich co to jest”wiara”,wkońcu skapitulowałam,powiedziałam że Pismo Święte kłamie i bardzo byłam zła na Pana Boga,wszystko mu wyrzucałam,spadłam na samo dno,uwieżcie mi i kiedy u mojej siostry była sytuacja nieprzyjemna,bo w ich otoczeniu była osoba opętana i o wszystkim tym słyszałam,a ponieważ od dziecka boje się piekła,powiedziałam z całą odpowiedzialnością”Boże,proszę Cię chociaż przed śmiercią pozwól mi się pokochać,pozwól mi się nawrócić”,po tych słowach kilka miecięcy póżniej osoba która nie ukrywam jest dla mnie autorytetem,powiedziała mi,że Pan Bóg mnie Kocha,chociaż się wzbraniałąm to jednak po przemyśleniach zaczęłam w to wierzyć.Zrezygnowałam z pracy,która niszczyła mnie psychicznie,zaczęłam studia,z kórych szybko zrezygnowałam i szansa na spełnienie marzeń z których też zrezygnowałam.Od tego momentu kiedy powiedziałam Panu Bogu tak dosłownie”URATUJ MNIE”,chociażby w ostatniej godzinie,a poźniej uwierzyłam w to,że mnie kocha Bog zaczął działać,ale nie uwierzycie w to w jak delikatny i nienarzucający się sposób to robił,to jest niesamowite i do końca życia nie zapomnę tego.Miałam ogromne problemy ze snem,więc albo brałam środki nasenne,albo się upijałam,kiedy koleżanka dała mi znaną dla mnie gazetę”Miłujcie się”przeczytałam tam o Nowennie Pompejańskiej i od razu ponaglenie zacznij ją odmawiać.Zaczełam w dniu swoich urodzin 14grudnia,ale w dzień przed cz.dziękczynna zamieniłam ją na inną intencje,ale Maryja 13stycznia w niedziele Chrztu Pańskiego znowu przynagliła,abym modliła się w intencji pierwszej,więc odmawiałam 3NP.Nigdy nie miałam objawień,żadnych proroczych snów,nigdy nic Świętego mi się nie śniło,ale Maryja daje takie znaki,aby były dla nas czytelne.Niesamowicie toczyłam walkę przez wiele lat o wiarę o jej sens w moim życiu i jeśli Ty czujesz,że jesteś na dnie to dobrze ciesz się,bo teraz możesz się tylko odbić od dna i wypłynąć na głębie.Zagłębiaj się w lekturę Pisma Świętego w którym jest cała prawda,różne czasopisma i dziel się swoją wiarą,nie będziesz się czuła samotna.Kiedy odmawiałam Nowenne zaczęłam spokojnie spać i nie miałam koszmarów i dla mnie to już było cudem,przestałam brać środki nasenne i odrzuciłam alkohol,przepraszam nie ja Maryja wszystko to uczyniła,mało tego tak na serio zaczęliśmy z mężem się modlić,a teraz już razem odmawiamy Nowenne w intencji naszego dzidziusia i ja też myślałam,że tylko wybrani doznają cudu,a tak naprawde to zależy od nas albo wierzysz,albo nie.W grudniu zaczął spóźniać mi się okres o dwa tyg.dając mi ogromną nadzieje i w święta dowiedziałam się,że znowu nic z tego,ale powiedziałam nie nie tym razem,oczywiście były łzy i rozpacz pisałam tutaj jak mi ciężko,tak jak Ty teraz,ale przez 54dni czyli972razy mówie BĄDZ WOLA TWOJA,nie chciałam już odejść od Boga.Wyrzuciłam wszystkie lekarstwa(mam hashimoto),powiedziałam jeden lekarz Jezus,albo żaden.Chciałam podjąć jeszcze jedną próbe,a później miałam się poddać tzn.przyjąć to,że taka naprawdę jest wola Boża i pogodzić się z tym,miałam przez miesiąc chodzić z kamieniami w butach,bo wolałam cierpienia fizyczne niż psychiczne,tak bardzo pragnęłam zostać mamą.To miała być ofiara przebłagalna,a nie szantaż tak jak mówiła moja szwagierka,bo wiedziałam,że ja od Boga już nie odejdę nawet jeśli ostatecznie powie NIE.Jeszcze kilka lat temu dokładnie dwa,bo pierwsze dwa cierpiałam na ogromną depresje,pytałam co to jest Wiara i jak mam ją zdobyć,mało tego zastanawiałam się jak to jest oddać się całkowicie na Boże działanie i tylko My dwoje ja i On wiemy jaka to była walka.Teraz dziękuję Bogu,że przez te cztery lata”nie oddalał kielicha”.Ofiara nie była konieczna,bo na 3dni przed tym czynem do którego byłam całkowicie przekonana i dychowo przygotowana,Bóg powiedział TAK.A Nowenna Pompejańska i w moim przypadku okazała się NIE DO ODPARCIA!Nigdy bardziej nie czułam miłość matki jak tą którą od początku daży mnie Maryja,ale nie wchodzi do nikogo z butami,trzeba ją zaprosić do serca.Mówie i będę mówić o Bożym Miłosierdziu i Nowennie Pompejańskiej i nikt nie zdoła zamknąć mi ust.życzę wam wszystkim,wiary a rok wiary trwa(śmieszne,bo o tym że jest rok wiary dowiedziałam się 14stycznia,po moim znaku) i wytrwałości.Pozdrawiam i zachęcam do modlitwy:)

  15. Dziekuje za bardzo cenne i pomocne wskazowki kazdemu, kto zechcial podzielic sie swoim doswiadczeniem. Wytrwam, nie ma takiej obawy. Jestem zdania, ze nic innego mi nie zostalo. Zawsze po takich czy innych watpliwosciach wracam do Boga, nie umiem z Nim zerwac tak definitywnie. Choc mam takie wrazenie,ze Bog bardziej ceni tych, co wracaja do niego po dlugiej przerwie a nie sa non stop. Ja zawsze bylam praktykujaca, stad moje zniechecenie i zmeczenie tym, w jakim kierunku poszlo to zycie. Dziekuje za modlitwe, nie moge opisac, jak bardzo jestem wdzieczna za ten dar (ofiarowanej modliwy i wsparcia) i dobre slowo. Oczywiscie mozna sobie pomyslec, czym ty dziewczyno sie martwisz, ze jestes sama??? , przynajmniej nie masz sie o kogo martwic. Albo ze sa inne, powazniejsze problemy. Tak, sa. Tylko nie o to chodzi, by kogos zdolowac stwierdzeniem: tez masz problemy…. (???!!!) Taka gradacja niczemu nie sluzy. Dziekuje tym, ktorzy to rozumieja. Dla mnie najwieksza zagadka jest to, ze ta modlitwa nie daje mi sily ani wiary, jakich bym po niej oczekiwala, bo, jak juz wspomnialam, na cud nie licze, przynajmniej nie od razu, nie wymagam, choc w glebi serca wierze, ze moze kiedys bedzie mi dane. Ale przeraza mysl, ze moze niektorym ludziom nie jest dane wyprosic pewnych lask. I to najbardziej zasmuca. Jesli nie, to ok, chcialabym tylko umiec sie z tym pogodzic, jak niektorzy. Podziwiam tych, co ofiaruja kolejne NP, mimo niewysluchania, z wiara i ufnoscia. Nie wykluczam, ze i ja tak postapie. Samo odmawianie rozanca nie stanowi przeszkody nie do pokonania, gorzej z rozwazaniem tajemnic i takim przeswiadczeniem, ktore czasem dopada: i po co to wszystko? Sa takie intencje ktorych Bog nie wysluchuje (wzniosle i szczytne), czemu wiec moja mialaby byc mu mila??? Abstrahujac od tego, jak bardzo przerazila mnie ta mysl, pierwsza i jedyna jak do tej pory, by z tym zyciem skonczyc, akurat w trakcie odmawiania tej cudownej, jak mowia, modlitwy. Co za paradoks. To byla na szczescie chwila slabosci, z ulga odkrylam, ze chce zyc i cieszyc sie zyciem. Ciesze sie, ze sa ludzie, ktorzy to rozumieja i nie przekreslaja. To bardzo pomaga. Dziekuje .

    • P. – To szatan namawiał Cię żebyś ze sobą skończyła tak jak co noc dokuczał mojej żonie gdy zaczęliśmy Nowennę. Nawet złowieszczo śmiał się z niej mówiąc że umrze w czasie Świąt Wielkiej Nocy. Na szczęście gdy powiedziałem jej co szatan wyprawia z innymi osobami wtedy nam wszystko opowiedziała i teraz gdy w nocy do niej przylezie wystarczy chwila modlitwy do Anioła Stróża i diabeł znika. Trzeba wierzyć bo wiara góry przenosi a nie sama modlitwa. Ks. Ireneusz Łukanowski o tym dwie książki napisał. Ja też kiedyś (jeszcze kilka lat temu) się modliłem tak letnio byle modlitwę odmówić ale dziś gdy lekarze rozkładają ręce wiem że tylko wiara może nas uratować.

      • Jerzy, Jezus jest najwiekszym i najlepszym lekarzem. Jestem przykladem osoby, ktorej lekarze zrojnowali zdrowie, przez ich pomylki, gdyby nie opieka Boza dawno by mnie nie bylo. Tyle, ze ja ich nie winie, sama im ufalam, jakby mieli patent na wiedze. No coz, wtedy nie wiedzialam tego, co teraz, nie zgadzalabym sie na wszystko co mi zalecali.
        Ale ja tez wtedy nie zdawalam sobie sprawy z dzialania szatana, wiedzialam, ze on jest, tyle, ze byl gdzies tam daleko, w kazdym razie nie przy mnie. Mylilam sie, diabel zakryl moje oczy, nie widzialam go i nie mialam pojecia, ze tak sprytnie wykorzystuje moje slabosci i naiwnosc i ufnosc wobec czlowieka, ktory przeciez jest niedoskonaly.
        Poruszasz bardzo wazna kwestie, a mianowicie kwestie istnienia szatana i tego, ze on nami manipuluje.
        Ja powiedzialam stop lekarzom, oddalam sie w rece Boze i pojawila sie NP, ktora zaczelam odmawiac bez najmniejszego wahania i przejrzalam na oczy.
        Kurcze, ksiazke moglabym napisac, moze napisze;)

    • „Oczywiscie mozna sobie pomyslec, czym ty dziewczyno sie martwisz, ze jestes sama??? , przynajmniej nie masz sie o kogo martwic. Albo ze sa inne, powazniejsze problemy. Tak, sa. Tylko nie o to chodzi, by kogos zdolowac stwierdzeniem: tez masz problemy…”
      Otóż to. NIE ZNOSZĘ, jak ludzie się licytują, kto ma większe problemy. To, co dla jednego będzie drobiazgiem, dla innego jest krzyżem nie do opisania.
      Skończyłam swoją nowennę w piątek, na pierwszy rzut oka nic się nie zmieniło, pod koniec nowenny szatan musiał zaatakować, bo dziś Niedziela Miłosierdzia, a on tego święta nienawidzi. Ale za to powróciła we mnie na kilka dni utracona ufność, że moja prośba zostanie wysłuchana, będę walić do bram niebieskich do skutku.

      • Kingo, nowy biskup który właśnie odbierał sakrę opowiadał że gdy dowiedział się że dostanie „awans” zaczął się zastanawiać czy jest odpowiednio mądry i wystarczająco wielki aby pełnić tę zaszczytną funkcję więc poszedł się modlić aż dostanie jakąś wskazówkę „z góry”. Po bardzo długiej modlitwie czuł się jeszcze bardziej niepewny czy jest wystarczająco skromny aby pełnić posługę biskupią. Tak i my nie możemy czuć się ważniejsi bo spadł większy krzyż na nasze barki. Jeśli będziemy się dzielić swoimi radościami i smutkami to stworzymy krąg modlitewny (rodzinę) która potrafi się nawzajem wspierać, radzić i pocieszać w razie potrzeby. Ale do tego nie wystarczy jeden wpis i obraza (bo nikt mnie nie rozumie).

  16. Moj Boze, dla mnie samo odmawianie modlitwy to juz laska.
    Pewnych rzeczy nie cofne, pewnych rzeczy nie da sie naprawic, tak jak nie odrosnie amputowana reka, ale sam fakt, ze sie jest przy Bogu odmawiajac nowenne, to juz wielka laska.
    Zycie mnie naprawde bardzo doswiadczylo, kilka razy otarlam sie o smierc, bylam jak to krnabrne dziecko, ktore wszedzie wlezie, ale zawsze Aniol Stoz, Matka Boza, ktorej nie uznawalam ratowali mnie od zguby.
    Bog nie pozwolil mi zginac. Ja to teraz dopiero widze i doceniam.
    Widze wiele lask, ktore otrzymalam, o ktore nie prosilam, to takie łaski rzec by mozna niewidoczne, gdybym byla slepa to powiedzialam, ze nic nie dostalam, ale ja dostalam ogrom lask, bo nagle opadly mi łuski z oczu.
    Dla tych, ktorzy sie modla i mowia, ze nie otrzymali. Pomodlcie sie, zebyscie mogli widziec obecnosc Boga w swoim zyciu, bo jest napisane, ze maja oczy a nie widza…

  17. Módl się sercem nie słowami pokaż Bogu wszystko co czujesz i uwierz na nowo,najlepiej rozpocznij od szczerej spowiedzi może jej brak powoduje barierę w relacji z Bogiem i pustkę, warto pomodlić się do Maryi pocieszyciel i polecam moja wspaniała patronkę od spraw trudnych i beznadziejnych św Rita pomogła mi zdać prawo jazdy ale dopiero za 4 razem. Każdy z nas ma trudne chwile ale trzeba je przemoc i wierzyć mimo wszystko nie tracić wiary uwierz mi bez Boga było by Ci jeszcze ciężej trzymaj sie

A Ty co o tym myślisz? Napisz!